czwartek, 27 czerwca 2019

Wybrani - Rozdział 4

Po raz kolejny zdenerwowany zrobiłem kółko po pokoju, aby stanąć przed makietą naszego świata. Zostały na niej pozaznaczane wszystkie rasy, wraz z ich liczebnością i stroną jaką zamierzają w walce przyjąć. Mieliśmy wyrównane szanse. Zmiennych i wampirów było dosłownie tyle samo. Mieliśmy podobną siłę, sprzęt czy możliwości. Wygrać wojnę mieli ci, którzy zdobędą więcej sprzymierzeńców, lub stworzą genialną taktykę. Jednak niezależnie od tego kto wygra, jeśli dojdzie do ataku, to straty po obu stronach będą na tyle duże, że nie będzie już kim rządzić.
- Przybyła.
Pokiwałem głową zamyślony studiując dalej makietę.
- To wpuść ją.
Mężczyzna zniknął za drzwiami, a niedługo potem weszła przez nie kobieta posiadająca na sobie mnóstwo ubrań. Uśmiechnąłem się serdecznie na jej widok.
- Dema! Jak miło cię widzieć.
- Witam cię Altorze.
- Czy to dziś będzie ten dzień, gdy dowiem się jak wyglądasz?
- Nie.
Powiedziała z delikatnym rozbawieniem.
- Chodź ze mną na taras. Pewnie jesteś zmęczona. Może chcesz coś do picia? Kawy, herbaty, naparu prosto z północy.
- Dziękuję, ale raczej nie zabawię, aż tak długo.
- Serce mi się kraja, że zawsze zostajesz u mnie aż tak krótko.
Otworzyłem przed nią drzwi na taras i odsunąłem krzesło, aby przysunąć je do stolika jak tylko na nim usiadła. Zająłem miejsce po drugiem stronie, ale tak byśmy oboje mogli patrzeć na okolice. Zawsze lubiłem to miejsce. Wszyscy dziwnie się na mnie patrzyli, gdy kazałem zbudować budynek dwa razy wyższy niż normalne. Jednak dzięki temu dużo więcej mogłem zobaczyć. A było na co patrzeć. Za murami mojego fortu można było widzieć las na tyle gęsty, że kogman nie mógł przez niego od tak przejechać. Specjalnie kazałem zaprojektować dla siebie ich węższą wersję, aby dało się pokonać las. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć były drzewa. Tam gdzie zostały wycięte można było obserwować wioski i miasta. Nawet z tej odległości dało się podziwiać ich beztroskie życie.
- Rozmawiałam z Rengikasem.
- Przepowiednia.
- Tak.
- Musiałaś z nim rozmawiać?
- Wiesz, że tak. Przepowiednia pojawia mi się po kawałku. Nie mi oceniać, kto jest godny, aby ją usłyszeć.
- Gdybyś mogła decydować to przekazałabyś mu wiadomość?
- Nie wiem. Cała przepowiednia dotyczyła kobiety. Trudno mi uwierzyć, by miało nam to przynieść zgubę.
- Może odnajdzie dzięki niej szczęście i przestanie dążyć do władzy.
- Znasz przepowiednię. Nie uwierzę, że nie dotarła do ciebie.
- Dotarła do mnie jej treść. Ponoć by mógł zostać władcą nad wszystkimi rasami to musi ją znaleźć i mieć u swojego boku.
- Zgadza się, ale znasz jego charakter. Nie wiem, czy dopuści do siebie jakąkolwiek kobietę, na tyle by miała wpływ na jego zachowanie.
- Pomyśleć, że kiedyś byliśmy przyjaciółmi.
- Mam nadzieję, że nas nie czeka taki rozłam.
Spojrzałem na kobietę delikatnie rozbawiony.
- Zawsze będziemy się przyjaźnić. Ponieważ wiem, że nigdy nie staniesz po jego stronie.
- Niezbadane są wyroki tego świata. Musi być powód dlaczego akurat teraz przepowiednia zaczęła się ujawniać.
- Wiem, ale tak bardzo dążysz do pokoju, że i tak będę w ciebie wierzył.
- A ty nie dążysz do pokoju?
- Dobrze wiesz jak wygląda sytuacja.
- Wiem jak wygląda, ale nie wiem co myślisz lub czujesz.
Zamyśliłem się na chwilę zamykając oczy.
- Rangikas był najwspanialszym przywódcą jaki istniał. Poszedł bym za nim w ogień.
- Ale coś się zmieniło.
- Tak. Wiesz czemu?
- Nie próbowałam się dowiedzieć.
- Może to błąd. Kiedyś było nas trzech. Ja, Rangikas i Maltus. Dobrze się razem bawiliśmy, gdy dorośliśmy każdy z nas miał pod sobą własny oddział. Rangikas był jednak od nas lepszy i z każdą chwilą pogłębiała się różnica poziomów między nami. Potrafił na tyle dużo, że kobiety leciały do niego jak pszczoły od miodu. Jedną dał radę polubić bardziej.
- Próbujesz mi powiedzieć, że Rangikas kiedyś kochał?
- Nie sądzę, by rzeczywiście darzył ją miłością, ale stała mu się bliska. Natomiast Maltus z każdą chwilą robił się coraz bardziej zazdrosny.
- O kobietę.
- Również, ale przede wszystkim o to, że każdy bardziej chwalił naszego przyjaciela niż nas. Osobiście mi to nie przeszkadzało. Nie lubię być w centrum zdarzeń.
- Jednak on nie zamierzał być bierny.
- Któregoś dnia, gdy Rangikas poszedł walczyć zakradł się do jego komnat i zabił jego kobietę. Byłem wystarczająco blisko, by przybiec na miejsce zdarzenia jak tylko usłyszałem jej krzyk. Zobaczyłem co zrobił, ale nie potrafiłem w to uwierzyć. Zaatakował mnie. Broniłem się, ale nie byłem wystarczająco silny, by go ogłuszyć nie robiąc krzywy. Przez drzwi wszedł Rangikas. Wykorzystałem rozproszenia Maltusa, aby go zabić. Wampir wydał z siebie wrzask jakiego nie słyszałem ani później, ani wcześniej. Upadł na kolana patrząc na zmianę na jedno i drugie. Próbowałem mu wyjaśnić co się stało, ale nie chciał słuchać. Zacząłem wypytywać wszystkich wokół, aby dowiedzieć się prawdy o Maltusie. A nim więcej wiedziałem tym w większą wpadałem depresję. Próbowałem jeszcze rozmawiać z przyjacielem, ale za każdym razem odprawiał mnie z kwitkiem. Nie mogąc patrzeć na jego żal i złość, po prostu wyjechałem. Razem ze mną osoby, które były mi najbardziej wierne. Mijały dni, które przerodziły się w lata. Aż dotarły do mnie niepokojące wieści sugerujące, że Rangikas oszalał. Nie wierzyłem. Pojechałem się z nim rozmówić. W ramach tego próbował mnie zabić.
- Ale nie udało mu się to.
- Przypadek. A później poświęcenie moich ludzi, którzy zginęli, kiedy jak ostatni tchórz uciekłem do lasu. Przyglądałem się temu co Rengikas robi i zrozumiałem, że trzeba go powstrzymać. Zacząłem zbierać zmiennych, a on wampiry. Za każdym razem, gdy chociaż na chwilę miałem przewagę liczebną to wymyślał jakiś podstęp dzięki któremu duża część moich ludzi ginęła.
- Czemu dalej próbujesz z nim walczyć?
- Kochałem go jak brata, chyba dalej darzę go uczuciem. Dlatego nie mogę pozwolić na to, by był tyranem. Obalę go, ale nie dlatego, że chcę władzy absolutnej. Tylko nie mogę pozwolić, aby on ją miał.
- Dlaczego? Czego się boisz?
- Rangikas jest okrutny. Potrafi zabijać bez chwili zastanowienia. Robi to bez większego powodu. Wszyscy się go boją. Nie taki powinien być władca.
- Nie sądzisz, że mógłby odpuścić, gdyby nie miał z kim walczyć?
- Nie wierzę w to. Za każdym razem, gdy chciałem odpuścić to robił coś okrutnego. Potrafił puścić całe wioski z dymem, bo myślał, że się tam ukrywam.
- Jak ci idą przygotowania?
- Kiepsko. Dużo zależy od krasnoludów.
- Wplątujecie w wasz konflikt kolejne osoby.
- Tak.
- Nie sądzisz, że nie powinieneś tego robić?
- Jeśli przestanę się starać to będzie rzeź.
- Jeśli dojdzie do wojny to będzie rzeź.
- Nie wiem co mam zrobić, aby jej uniknąć.
- A na czym ci najbardziej zależy?
- Na pokoju.
- Co byłbyś w stanie dla niego poświęcić?
- Wszystko i dobrze o tym wiesz.
- Przepowiednia Rangikasa twierdzi, że jak znajdzie kobietę, to będzie władcą absolutnym.
- Tak, dlatego posłałem już swoich ludzi, aby ją zabili.
- Nie powinieneś próbować działać wbrew przepowiedni.
- Możliwe, ale nie podoba mi się wizja, że miałby osiągnąć to o czym marzy.
- A jeśli ci powiem, że ukazał mi się kolejny fragment przepowiedni?
- Chętnie go posłucham.
- Również dotyczy kobiety.
- Tej samej?
- Innej. Kobiety dla ciebie.
- Nie mogę wplątywać jej w wojnę.
- Jest to kobieta, której będziesz musiał powiedzieć prawdę i tylko prawdę.
- Nie brzmi jak problem.
- Jeśli pomimo tego uda ci się sprawić, aby ci zaufała i obdarzyła cię miłością to zapanuje pokój o którym marzysz.
- I już? Tyle? Wystarczy, że znajdę kobietę, nie okłamię jej, ona się we mnie zakocha i spełni się to o czym śnie?
- Tak.
- Brzmi banalnie. Jak mam ją znaleźć.
- Mam tylko jej dość nieostry obraz.
- Pokażesz?
Kiwnęła głową i stworzyła miniaturową postać stojącą na stole. Przyjrzałem się jej tak dokładnie jak tylko mogłem i zdenerwowany przełknąłem ślinę.
- Wiem kim ona jest.
- Spotkałeś ją już?
- Nie do końca. Widziałem jej zdjęcie. Wiem gdzie ją znaleźć. To będzie cud, jeśli przekonam ją do siebie.
- Tylko tego cudu potrzebujesz, aby był pokój.
- To nie będzie proste.
- Tylko strzeż się. Pamiętaj, że Rengikas z każdym dniem rośnie w siłę. Jeśli chcesz, aby był pokój musisz utrzymać równowagę pomiędzy wami. Tylko wtedy osiągniesz swój cel.
- Czyli dalej muszę robić swoje. Musimy znaleźć swoje kobiety. Oraz uwierzyć, że magicznie rozwiążą nasze problemy.
- Nie ma w tym magii. Tylko miłość.
- Nigdy w życiu nie słyszałem większej bzdury. Po setkach lat wojny miałbym pogodzić się z przyjacielem.
- Nie będzie to proste.
- Wiem, że nie. Może się posypać jak tylko wszyscy dowiedzą się prawdy.
- W takim razie musisz idealnie wybrać moment, kiedy i w jaki sposób się dowiedzą.
- Wojna jest łatwiejsza. Ma dokładnie wyjaśnione zasady gry.
- Zamierzasz zaufać przeznaczeniu?
- Ufam ci, moja droga przyjaciółko. Nie mógłbym postąpić inaczej niż zawierzyć twoim słowom. Nawet gdy wydają mi się szalone.
- Czy zdarzyło mi się dzielić z tobą czymś innym niż szaleństwem?
Roześmiałem się głośno, chwilowo odsuwając swoje troski na bok. Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi. Zerknąłem przez ramie i kiwnąłem ręką, aby wszedł. Mężczyzna pokłonił mi się delikatnie i spojrzał niepewnie na kobietę.
- Możesz przy niej mówić.
Pokiwał głową, ale wyglądał na zaniepokojonego.
- Udało nam się znaleźć dziewczynę.
- Świetnie, obserwujcie ją i spróbujcie dowiedzieć się o niej jak najwięcej.
- Tak, panie.
- Będę miał dla ciebie jeszcze jedno zadanie.
- O co chodzi?
- Kojarzysz zdjęcie dziewczyny, które ci kiedyś pokazałem?
- Tak.
- Leży u mnie w pokoju, jakbyś potrzebował odświeżyć sobie pamięć.
- Oczywiście.
- Potrzebuję wiedzieć o niej wszystko. Gdzie mieszka, czy pracuje, a jak tak to gdzie. Czy jest sama, które miejsca najczęściej odwiedza. Generalnie interesuje mnie wszystko czego dacie radę się o niej dowiedzieć.
- Dobrze. To wszystko?
- Chwilowo tak.
- Również będę się już zbierać.
- Odprowadzę cię.
Dema wstała, a ja zaraz za nią. Odprowadziłem ją pod drzwi wyjściowe i wróciłem do swojego pokoju gdzie rzuciłem się na łóżko. Jeśli wcześniej miałem w głowie mętlik, tak teraz jeszcze większy. Jakimś cudem muszę zadbać o równowagę między nami. Muszę pogadać z krasnoludami, na tyle by Rangikas nie przeciągnął ich na swoją stronę. Jednak oni od dawna robią problemy, chociażby z tym by się spotkać. Coś mi w tym wszystkim śmierdzi, ale mam nadzieję, że nie wynikną z tego jakieś nowe kłopoty. Muszę odnaleźć swoją kobietę i sprawić by przebaczyła mi wszystko co do tej pory zrobiłem. Dodatkowo należy pilnować jego kobiety, a nawet nie mam pewności czy chcę, aby się odnaleźli. Wątków, w których muszę podjąć decyzje zaczyna się robić zbyt wiele.
Sięgnąłem ręką na szafkę nocną gdzie leżał rysunek z portretem mojej kobiety. Była najpiękniejszą istotą jaką było mi dane ujrzeć, ale jednocześnie nie chciałem ją w to wszystko wplątywać. Wychodzi jednak na to, że będę musiał. Pogładziłem kciukiem jej twarz wyobrażając sobie, że niedługo będę mógł dotknąć jej. Zobaczyć jak wygląda na żywo. Czy naprawdę jest aż tak piękna. W co potrafi się zmienić. Będę musiał odnaleźć ją gdy będzie miała ruję, aby mieć pewność, że nasza znajomość zacznie się jak należy. Rozebrałem się i zamknąłem oczy. Ręką złapałem swojego członka i zacząłem wyobrażać ją sobie. Jak będę mógł ją dotykać, gdzie ją pocałuję. Jeździłem ręką w górę i w dół, coraz szybciej. Mój oddech przyspieszył, a wizja jej nagiego ciała wywołała reakcję. Już po chwili westchnąłem czując ulgę. Zadowolony z siebie zrzuciłem brudną narzutę na podłogę i przykryłem się czystą.
To będą długie dni. Pełne decyzji i problemów. W czasie których będę musiał poradzić sobie z tematami, którymi do tej pory nie próbowałem zatruwać sobie głowy. Wierzyłem w to co Dema może przewidzieć. Jednocześnie nie potrafiłem uwierzyć, że rozwiązanie naszego sporu jest już na wyciągnięcie ręki. Jeszcze chwila, a uda nam się w końcu mieć święty spokój. Tak bardzo pragnę, by wszystko się ułożyło. Nie wiem jednak, czy potrafię zaufać na tyle, że ten scenariusz jest możliwy. Boję się mieć nadzieję na cud. Zwłaszcza, że ma się udać tylko jeśli ona wybaczy mi wszystko co zrobiłem. Trochę się tego nazbierało przez lata. Muszę na spokojnie przemyśleć wszystkie opcje i podjąć najbezpieczniejszą decyzję. Może dałoby się doprowadzić do pokoju i jednocześnie, aby Rangikas nie zasiadł na tronie. Tak chyba byłoby najlepiej dla wszystkich. Dema nie mówiła, że jedno proroctwo spełni się tylko gdy drugie się zrealizuje. Może na tym właśnie polega wyzwanie. Nie zostało mi nic innego jak spróbować. Mając nadzieję, że uda nam się odwlec wojnę w czasie wystarczająco, aby się przekonać czy cuda się zdarzają.

Poprzedni                                                                                     Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz