Wstałam zmęczona
psychicznie. Było mi źle z tym co zrobiłam, nawet gdy wiedziałam, iż
postąpiłam słusznie. Oskar już nie żył. I tak musi być. Wczoraj nie
rozmawiałam z Michałem. Skrzywił się tylko, gdy wyczuł jego zapach na
mnie. Spalił ciało. Nie patrzyłam. Wsiadłam do samochodu. Jak tylko
upewnił się, że został sam pył wsiadł za kierownicę i ruszył, aby mnie
odwieźć. Długa kąpiel nie zmyła ze mnie tego jak źle się czułam.
Podniosłam się z łóżka, a na biurku zobaczyłam kartkę i kartę do bankomatu.
„ Nie chciało mi się
czekać, aż sama wyrobisz kartę, więc zrobiłem to za ciebie. Tu masz
numer i hasło do konta internetowego. Tylko ty posiadasz wszystkie prawa
związane z posiadaniem jej. Należność za twoje zadanie już wpłynęła na
konto. Dzisiaj możesz sobie odpocząć. Przyjdę jutro koło dwudziestej,
abyś pozbyła się kolejnego mordercy.
Michał."
Bez żadnego dopisku?
Czyżby się na mnie obraził? Dziwne. Bardziej byłam jednak zainteresowana
kwotą za to zlecenia. Odpaliłam komputer i wpisałam szereg cyfr.
Kliknęłam odpowiednią zakładkę i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
Dostałam dwadzieścia pięć tysięcy. Przelew zatytułował „Za pierwszą
szybką misję." Innymi słowy następne nie będą, aż tak dobrze płatne.
Teraz mam więcej pieniędzy niż kiedykolwiek marzyłam.
Pierwszym moim krokiem
było pobiegnięcie do Marty. Teraz zajmowało mi to o wiele mniej czasu.
Pochwaliłam się jej moimi nowymi możliwościami i tym jak dobrze płatna
jest ta robota. Jednak co do jednego miała rację. Nie powinnam chwalić
słońca przed zachodem.
***
Nocowałam u Marty i z
samego rana udałam się do banku. Dowiedziałam się wszystkich kruczków
związanych z ofertą, oraz potwierdziłam jego słowa. Tylko ja miałam
dostęp do konta. Nie miał on możliwości zobaczenia ile na nim mam,
korzystania z niego, albo dowiedzenia się gdzie ostatnio była używana
karta. Postanowiłam zaszaleć i kupiłam sobie naprawdę niezłego laptopa.
Resztę dnia spędziłam na przerzucanie z jednego komputera na drugi swoich folderów i nawet nie zorientowałam się kiedy przybył.
- Dzisiejsze zadanie
będzie bardzo podobne. Jedyna różnica w tym, że koleś jest bardziej
energiczny. Nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu. Włosy czarne.
Na imię ma Eliot.
Pokiwałam głową i
ubrałam się tak samo jak poprzedniego dnia. Znalezienie mojej ofiary nie
było skomplikowane. Był najbardziej rzucającą się w oczy osobą.
Przekonanie go by ze mną wyszedł zajęło mi mniej niż minutę. Zabrał nas
do parku nieopodal. Przyciągnął do siebie i dotknął ustami mojej szyi.
Zanim zdążył się wgryźć wbiłam kołek w jego serce i odskoczyłam w tył.
Miał on jednak więcej chęci życia więc od razu rzucił się za mną.
Wyciągnęłam kolejny kołek i wbiłam mu w klatkę piersiową, ale go to nie
powstrzymało. Złapał mnie i chciał się ze mnie napić. Zdążył jednak
tylko zadrapać moją skórę nim wbiłam sztylet w jego brzuch. Syknął z
bólu, a krew trysnęła na moje ręce i sukienkę. Pociągnęłam ostrzem w
kierunku serca, a jak tylko je przebiłam padł na ziemię. Zadzwoniłam po
Michała.
- Zostałaś ranna.
Popatrzył na mnie z dezaprobatą, nawet nie patrząc na trupa.
- Nic mi nie jest. Zdążył tylko dotknąć kłami mojej szyi. Nic więcej.
Zanim zdążyłam się
zorientować Michał stał już pół kroku przede mną i patrzył na moją ranę.
Powiedział coś pod nosem i przeciągnął ręką po rankach. Cofnął się, a
ja dotknęłam miejsca z którego jeszcze chwilę temu płynęła krew. Nie
było najmniejszego śladu, że coś mi się stało.
- Zranił cię.
- Ale udało mi się. Żyję, a on nie.
- Następnym razem, ma już nie być takich potknięć.
Pokiwałam głową zła na
niego i wsiadłam do samochodu. Wrócił jak tylko pozbył się ciała.
Pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to zapakowanie sukienki i
spalenie jej w pobliżu przy torach. Po powrocie wykąpałam się i
położyłam spać. Z jego śmiercią już łatwiej było mi się pogodzić. Jego
czyny było gorsze. Tak, znowu po dotknięciu wampira zobaczyłam całe jego
życie. Nie wiem dlaczego. Nie mam też pojęcia czemu nie widziałam tego
co zrobił Michał. Nie ważne.
***
Zaskakując mnie niesamowicie Michał przybył o dwunastej. Mógł to zrobić chyba tylko dlatego, że było pochmurno.
- Czemu tak wcześnie?
- Bo nie idziemy na misję, a na zakupy.
- Słucham?
Zapytałam z niedowierzaniem.
- To co słyszałaś.
Jedziemy na zakupy. Zaczniemy od sklepu, który ja wybiorę, bo
potrzebujesz czegoś na specjalne okazje. Mimo wszystko duża ich gromada
lubi bawić się w wykwintnym towarzystwie, a wątpię byś miała ciuchy
pasujące do takich miejsc.
Czułam się urażona, ale
nie na tyle, by nie przyjąć oferty. Zawiózł mnie do sklepu w jakim
jeszcze nigdy nie byłam. Od razu podeszła do nas ekspedientka.
- To będzie zamówienie hurtowe.
Pokiwała tylko głową i
wzięła ze sobą wieszak na kółkach, na którym umieszczała każdą sukienkę
jaką tylko sobie wybrałam. Poszłam do przymierzalni byłam w stanie
wybrać sobie dwadzieścia osiem sukienek. Wszystkie były boskie!
- Troszkę dużo ich wyszło.
Odparłam niepewna.
- Spokojnie. Ja płacę. Musisz mieć odpowiednią ilość ubrań.
- Dziękuję.
Zachwycona rzuciłam się mu w ramiona zanim pomyślałam. Początkowo był spięty, ale bardzo szybko się rozluźnił.
- Nie kuś mnie.
Szepnął mi do ucha. Ocuciło mnie to na tyle, że cofnęłam się o krok i spłonęłam rumieńcem.
- Idziemy jeszcze po pasujące do tego buty, torebki i bieliznę.
- Tak jest!
Grzecznie zasalutowałam i
poszłam za nim do kolejnego pomieszczenia tego sklepu. Biegałam od
jeden pary do drugiej. Przymierzałam początkowo wszystkie które mi się
podobały, ale z powodu czasu musiałam się potem zacząć ograniczać. Buty
musiały być eleganckie. Pasujące do przynajmniej jednej sukienki.
Idealne podwyższenie, abym mogła w nich tańczyć, wspaniale wyglądać i
walczyć. Takim sposobem po kilku godzinach miałam wybrane trzydzieści
par butów. Przeszliśmy się do torebek. Tu już miałam mniejszy problem.
Najbardziej lubiłam te małe. Musiały w sobie pomieścić co najmniej
cztery kołki plus telefon, oraz być na łańcuszku, sznurku, bądź
czymkolwiek innym co mogłam przerzucić przez ramię. Miałam także cztery
sukienki pod którymi nie dało się nic schować. Musiałam więc ku mojemu
nieszczęściu wybrać do nich duże torby, gdyż cały arsenał miał być w
nich. Ostatnim punktem programu była bielizna.
- Słuchaj. To nie ma że
boli. Tyle za tobą łaziłem. Cierpliwie oglądałem ciebie w tych
wszystkich strojach, więc domagam się, abyś przy zakupach z tego działu
też mi się prezentowała.
Początkowo spłonęłam
rumieńcem, ale zbyt zaczęło mi zależeć na tych strojach, aby przez takie
małe utrudnienie sobie odpuścić. Tutaj Michał też zainteresował się tym
co wybieram i zaczął dorzucać ubrania w których nigdy bym się nie
pokazała.
- Oczywiście zdajesz
sobie sprawę, że jak będę walczyć w sukience to istnieje możliwość, że
ktoś dojrzy jakie mam majtki. Czy naprawdę chcesz, żeby wtedy zobaczył
te trzy sznurki?
Spytałam kiwając mu
przed nosem towarem który właśnie dołożył. Szybko się pozbierał i wyjął
te sztuki które uważał za zbyt osłonięte. Z uśmiechem to oglądałam.
Poszłam do przebieralni. Tylko na początku stresowałam się tym, że mnie
ogląda. Potem zaczęło mnie to bawić i radować w pewnym sensie. Jego mina
była bezcenna, a coraz bardziej widoczne wybrzuszenie w spodniach
podłechtało moje ego.
Gdy wyszliśmy było już
sporo po dwudziestej pierwszej. Zawiózł mnie do sklepów, które mu
wskazałam i tam zakupiłam zarówno stroje dyskotekowe jak i bardziej
codzienne. Tutaj już zeszło się szybciej, bo byłam zmęczona, a teren był
bardziej dla mnie znany.
- Jest tylko jeden mały problem. Te ubrania nie zmieszczą się w moim domu.
- O to się nie martw. Mogą wisieć u mnie. Będę ci przywoził strój adekwatny do misji.
Niezbyt mi się do
podobało. Nie mówiąc już o tym, że szkoda mi było się z nimi rozstawać.
Jednak było to chyba jedyne rozsądne wyjście.
- Jesteś głodna?
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Trochę tak. Jadłam dziś tylko śniadanie.
- Gdzie chcesz pojechać coś zjeść?
- Obojętne mi to. Tam gdzie ty chcesz.
- Mam chyba troszkę inny gust niż ty.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie sens jego słów i spłonęłam ze wstydu.
- No więc?
- Może być jakaś pizza.
Zawiózł nas do całkiem
wytwornej pizzerii. Do takiej w której nie stać by mnie było na szklankę
wody. Po dzisiejszym dniu miałam już stu procentową pewność, że
pieniądze się dla niego nie liczą. Patrzyłam na menu i nie mogłam
oderwać wzroku od cen.
- Miło by było gdybyś się w końcu zdecydowała.
- Ale widziałeś jakie tu są ceny?
- Tak. Byłem tutaj nie raz. Ich koszt jest adekwatny do jakości.
Spojrzałam jeszcze raz niepewnie na menu. Nie, nie mogłam nie patrzeć na cenę. Westchnął i poprosił do stolika kelnera.
- Macie może karty bez cennika?
- Naturalnie. Za chwilę przyniosę.
Odszedł i po chwili dał
mi drugą kartę. Jak się mocno skoncentrowałam to mogłam zapomnieć gdzie
jestem i wybrałam ku jego zadowoleniu, to co chcę.
- Dlaczego tutaj przychodzisz, jeśli i tak nie jesz?
- Zwykle sprawy biznesowe.
Nie pytałam o nic więcej, bo od razu podali gorącą pizzę.
- Wino do tego?
Spojrzałam na chwilę niepewnie na Michała, wzruszył ramionami, że mogę robić co chcę.
- Tak poproszę. Półsłodkie.
- Może być z siedemdziesiątego drugiego rocznika?
Pokazał mi butelkę. Nalał troszkę do kieliszka. Zakręciłam i spróbowałam. Było niezwykłe.
- Dziękuję. Odpowiada mi.
Nalał mi pół kieliszka i
postawił butelkę na stole. Widać byli już przyzwyczajeni, że Michała
się nie obsługuje. Sięgnęłam po pizzę. Była gorąca. Odkroiłam sobie
pierwszy kawałek i włożyłam do ust. Zamknęłam oczy i westchnęłam z
rozkoszy. Nie wiedziałam, że to może być, aż tak dobre! Ciasto było
jednocześnie miękkie, puszyste i chrupiące. Ser ciągnął się i sam
rozpływał na języku razem z pozostałymi składnikami. Czułam się jakbym
miała niebo w ustach. Które rozpuściło się i znalazło w moim żołądku.
Otworzyłam oczy. Michał patrzył na mnie z tak wielkim pożądaniem w
oczach, że mnie to speszyło. Chcąc ukryć zażenowanie sięgnęłam po
kieliszek i wypiłam kilka łyków.
- Przepraszam. Nie kłamałeś. Mają naprawdę pyszną pizzę.
- Nie przepraszaj.
Odpowiedział grubym,
zachrypniętym głosem. Jak tak dalej pójdzie to wpadnę w niezłe tarapaty.
Wzięłam kolejny kawałek starając się tym razem hamować jęk rozkoszy.
- Dziękuję ci za dzisiejsze zakupy. Sądzę, że przydadzą mi się nowe ubrania na misjach.
- Jutro masz kolejne
zadanie. Trudniejsze i wymagające większego wyrafinowania. Taktu i
subtelności. Będziesz musiała prawdopodobnie zabić swoją ofiarę w pokoju
na górze. Dwieście osiemnaście jest do waszej dyspozycji. Ja będę obok w
dwieście dziewiętnaście, więc przybędę szybko, by się pozbyć ciała.
Dyskretnie będziemy potem musieli stamtąd wyjść i wrócić do domu.
Zanim zdążyłam się
zorientować zarówno pizza, jak i wino się skończyło. Michał wziął mnie
pod ramię i pomógł mi wyjść na zewnątrz. Tylko trochę kołowało mi się w
głowie. Gdy byliśmy już na dworze to wciągnęłam do płuc świeże powietrze
próbując się rozbudzić.
- Dziękuję ci za dzisiejszy dzień. Był niezwykły.
- Wolałbym inne podziękowanie.
Odwrócił mnie w swoją
stronę i przylgnął swoimi ustami do moich. Z początku poddałam się temu i
oddawałam pocałunki. Dopiero później przez moją zamroczoną alkoholem
głowę dotarło co się dzieję. Uderzyłam go rękami w klatkę piersiową.
Pozwolił mi cofnąć się o krok.
- To nie jest dobry pomysł.
- Niby dlaczego? Pozwalasz się całować swoim ofiarą, a mi nie pozwalasz się nawet do ciebie zbliżyć.
- Bo ich zaraz po tym zabijam. Tak zwane powiedzenie, że cel uświęca środki.
- Dlaczego nie chcesz by między nami coś było?
- Bo to wszystko skomplikuje.
Zaczęłam iść w kierunku przystanku autobusowego. Złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Samochód jest w drugą stronę.
- Ale do niego nie idę. Muszę chwilę przemyśleć niektóre sprawy.
Chwilę popatrzył mi na twarz. Nie wiem co odczytał z mojej mimiki, ale poddał się.
- Zawiozę cię do domu.
Przez moment patrzyłam
na niego nie mogąc się zdecydować. Uległam jednak ze względu na to jak
daleko byłam od domu. Wsiadłam do samochodu. W czasie podróży do domu
żadne z nas się nawet słowem nie odezwało.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz