poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 6

Wstałam zmęczona psychicznie. Było mi źle z tym co zrobiłam, nawet gdy wiedziałam, iż postąpiłam słusznie. Oskar już nie żył. I tak musi być. Wczoraj nie rozmawiałam z Michałem. Skrzywił się tylko, gdy wyczuł jego zapach na mnie. Spalił ciało. Nie patrzyłam. Wsiadłam do samochodu. Jak tylko upewnił się, że został sam pył wsiadł za kierownicę i ruszył, aby mnie odwieźć. Długa kąpiel nie zmyła ze mnie tego jak źle się czułam.
Podniosłam się z łóżka, a na biurku zobaczyłam kartkę i kartę do bankomatu.
„ Nie chciało mi się czekać, aż sama wyrobisz kartę, więc zrobiłem to za ciebie. Tu masz numer i hasło do konta internetowego. Tylko ty posiadasz wszystkie prawa związane z posiadaniem jej. Należność za twoje zadanie już wpłynęła na konto. Dzisiaj możesz sobie odpocząć. Przyjdę jutro koło dwudziestej, abyś pozbyła się kolejnego mordercy.
Michał."
Bez żadnego dopisku? Czyżby się na mnie obraził? Dziwne. Bardziej byłam jednak zainteresowana kwotą za to zlecenia. Odpaliłam komputer i wpisałam szereg cyfr. Kliknęłam odpowiednią zakładkę i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Dostałam dwadzieścia pięć tysięcy. Przelew zatytułował „Za pierwszą szybką misję." Innymi słowy następne nie będą, aż tak dobrze płatne. Teraz mam więcej pieniędzy niż kiedykolwiek marzyłam.
Pierwszym moim krokiem było pobiegnięcie do Marty. Teraz zajmowało mi to o wiele mniej czasu. Pochwaliłam się jej moimi nowymi możliwościami i tym jak dobrze płatna jest ta robota. Jednak co do jednego miała rację. Nie powinnam chwalić słońca przed zachodem.
***
Nocowałam u Marty i z samego rana udałam się do banku. Dowiedziałam się wszystkich kruczków związanych z ofertą, oraz potwierdziłam jego słowa. Tylko ja miałam dostęp do konta. Nie miał on możliwości zobaczenia ile na nim mam, korzystania z niego, albo dowiedzenia się gdzie ostatnio była używana karta. Postanowiłam zaszaleć i kupiłam sobie naprawdę niezłego laptopa.
Resztę dnia spędziłam na przerzucanie z jednego komputera na drugi swoich folderów i nawet nie zorientowałam się kiedy przybył.
- Dzisiejsze zadanie będzie bardzo podobne. Jedyna różnica w tym, że koleś jest bardziej energiczny. Nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu. Włosy czarne. Na imię ma Eliot.
Pokiwałam głową i ubrałam się tak samo jak poprzedniego dnia. Znalezienie mojej ofiary nie było skomplikowane. Był najbardziej rzucającą się w oczy osobą. Przekonanie go by ze mną wyszedł zajęło mi mniej niż minutę. Zabrał nas do parku nieopodal. Przyciągnął do siebie i dotknął ustami mojej szyi. Zanim zdążył się wgryźć wbiłam kołek w jego serce i odskoczyłam w tył. Miał on jednak więcej chęci życia więc od razu rzucił się za mną. Wyciągnęłam kolejny kołek i wbiłam mu w klatkę piersiową, ale go to nie powstrzymało. Złapał mnie i chciał się ze mnie napić. Zdążył jednak tylko zadrapać moją skórę nim wbiłam sztylet w jego brzuch. Syknął z bólu, a krew trysnęła na moje ręce i sukienkę. Pociągnęłam ostrzem w kierunku serca, a jak tylko je przebiłam padł na ziemię. Zadzwoniłam po Michała.
- Zostałaś ranna.
Popatrzył na mnie z dezaprobatą, nawet nie patrząc na trupa.
- Nic mi nie jest. Zdążył tylko dotknąć kłami mojej szyi. Nic więcej.
Zanim zdążyłam się zorientować Michał stał już pół kroku przede mną i patrzył na moją ranę. Powiedział coś pod nosem i przeciągnął ręką po rankach. Cofnął się, a ja dotknęłam miejsca z którego jeszcze chwilę temu płynęła krew. Nie było najmniejszego śladu, że coś mi się stało.
- Zranił cię.
- Ale udało mi się. Żyję, a on nie.
- Następnym razem, ma już nie być takich potknięć.
Pokiwałam głową zła na niego i wsiadłam do samochodu. Wrócił jak tylko pozbył się ciała. Pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to zapakowanie sukienki i spalenie jej w pobliżu przy torach. Po powrocie wykąpałam się i położyłam spać. Z jego śmiercią już łatwiej było mi się pogodzić. Jego czyny było gorsze. Tak, znowu po dotknięciu wampira zobaczyłam całe jego życie. Nie wiem dlaczego. Nie mam też pojęcia czemu nie widziałam tego co zrobił Michał. Nie ważne.
***
Zaskakując mnie niesamowicie Michał przybył o dwunastej. Mógł to zrobić chyba tylko dlatego, że było pochmurno.
- Czemu tak wcześnie?
- Bo nie idziemy na misję, a na zakupy.
- Słucham?
Zapytałam z niedowierzaniem.
- To co słyszałaś. Jedziemy na zakupy. Zaczniemy od sklepu, który ja wybiorę, bo potrzebujesz czegoś na specjalne okazje. Mimo wszystko duża ich gromada lubi bawić się w wykwintnym towarzystwie, a wątpię byś miała ciuchy pasujące do takich miejsc.
Czułam się urażona, ale nie na tyle, by nie przyjąć oferty. Zawiózł mnie do sklepu w jakim jeszcze nigdy nie byłam. Od razu podeszła do nas ekspedientka.
- To będzie zamówienie hurtowe.
Pokiwała tylko głową i wzięła ze sobą wieszak na kółkach, na którym umieszczała każdą sukienkę jaką tylko sobie wybrałam. Poszłam do przymierzalni byłam w stanie wybrać sobie dwadzieścia osiem sukienek. Wszystkie były boskie!
- Troszkę dużo ich wyszło.
Odparłam niepewna.
- Spokojnie. Ja płacę. Musisz mieć odpowiednią ilość ubrań.
- Dziękuję.
Zachwycona rzuciłam się mu w ramiona zanim pomyślałam. Początkowo był spięty, ale bardzo szybko się rozluźnił.
- Nie kuś mnie.
Szepnął mi do ucha. Ocuciło mnie to na tyle, że cofnęłam się o krok i spłonęłam rumieńcem.
- Idziemy jeszcze po pasujące do tego buty, torebki i bieliznę.
- Tak jest!
Grzecznie zasalutowałam i poszłam za nim do kolejnego pomieszczenia tego sklepu. Biegałam od jeden pary do drugiej. Przymierzałam początkowo wszystkie które mi się podobały, ale z powodu czasu musiałam się potem zacząć ograniczać. Buty musiały być eleganckie. Pasujące do przynajmniej jednej sukienki. Idealne podwyższenie, abym mogła w nich tańczyć, wspaniale wyglądać i walczyć. Takim sposobem po kilku godzinach miałam wybrane trzydzieści par butów. Przeszliśmy się do torebek. Tu już miałam mniejszy problem. Najbardziej lubiłam te małe. Musiały w sobie pomieścić co najmniej cztery kołki plus telefon, oraz być na łańcuszku, sznurku, bądź czymkolwiek innym co mogłam przerzucić przez ramię. Miałam także cztery sukienki pod którymi nie dało się nic schować. Musiałam więc ku mojemu nieszczęściu wybrać do nich duże torby, gdyż cały arsenał miał być w nich. Ostatnim punktem programu była bielizna.
- Słuchaj. To nie ma że boli. Tyle za tobą łaziłem. Cierpliwie oglądałem ciebie w tych wszystkich strojach, więc domagam się, abyś przy zakupach z tego działu też mi się prezentowała.
Początkowo spłonęłam rumieńcem, ale zbyt zaczęło mi zależeć na tych strojach, aby przez takie małe utrudnienie sobie odpuścić. Tutaj Michał też zainteresował się tym co wybieram i zaczął dorzucać ubrania w których nigdy bym się nie pokazała.
- Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że jak będę walczyć w sukience to istnieje możliwość, że ktoś dojrzy jakie mam majtki. Czy naprawdę chcesz, żeby wtedy zobaczył te trzy sznurki?
Spytałam kiwając mu przed nosem towarem który właśnie dołożył. Szybko się pozbierał i wyjął te sztuki które uważał za zbyt osłonięte. Z uśmiechem to oglądałam. Poszłam do przebieralni. Tylko na początku stresowałam się tym, że mnie ogląda. Potem zaczęło mnie to bawić i radować w pewnym sensie. Jego mina była bezcenna, a coraz bardziej widoczne wybrzuszenie w spodniach podłechtało moje ego.
Gdy wyszliśmy było już sporo po dwudziestej pierwszej. Zawiózł mnie do sklepów, które mu wskazałam i tam zakupiłam zarówno stroje dyskotekowe jak i bardziej codzienne. Tutaj już zeszło się szybciej, bo byłam zmęczona, a teren był bardziej dla mnie znany.
- Jest tylko jeden mały problem. Te ubrania nie zmieszczą się w moim domu.
- O to się nie martw. Mogą wisieć u mnie. Będę ci przywoził strój adekwatny do misji.
Niezbyt mi się do podobało. Nie mówiąc już o tym, że szkoda mi było się z nimi rozstawać. Jednak było to chyba jedyne rozsądne wyjście.
- Jesteś głodna?
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Trochę tak. Jadłam dziś tylko śniadanie.
- Gdzie chcesz pojechać coś zjeść?
- Obojętne mi to. Tam gdzie ty chcesz.
- Mam chyba troszkę inny gust niż ty.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie sens jego słów i spłonęłam ze wstydu.
- No więc?
- Może być jakaś pizza.
Zawiózł nas do całkiem wytwornej pizzerii. Do takiej w której nie stać by mnie było na szklankę wody. Po dzisiejszym dniu miałam już stu procentową pewność, że pieniądze się dla niego nie liczą. Patrzyłam na menu i nie mogłam oderwać wzroku od cen.
- Miło by było gdybyś się w końcu zdecydowała.
- Ale widziałeś jakie tu są ceny?
- Tak. Byłem tutaj nie raz. Ich koszt jest adekwatny do jakości.
Spojrzałam jeszcze raz niepewnie na menu. Nie, nie mogłam nie patrzeć na cenę. Westchnął i poprosił do stolika kelnera.
- Macie może karty bez cennika?
- Naturalnie. Za chwilę przyniosę.
Odszedł i po chwili dał mi drugą kartę. Jak się mocno skoncentrowałam to mogłam zapomnieć gdzie jestem i wybrałam ku jego zadowoleniu, to co chcę.
- Dlaczego tutaj przychodzisz, jeśli i tak nie jesz?
- Zwykle sprawy biznesowe.
Nie pytałam o nic więcej, bo od razu podali gorącą pizzę.
- Wino do tego?
Spojrzałam na chwilę niepewnie na Michała, wzruszył ramionami, że mogę robić co chcę.
- Tak poproszę. Półsłodkie.
- Może być z siedemdziesiątego drugiego rocznika?
Pokazał mi butelkę. Nalał troszkę do kieliszka. Zakręciłam i spróbowałam. Było niezwykłe.
- Dziękuję. Odpowiada mi.
Nalał mi pół kieliszka i postawił butelkę na stole. Widać byli już przyzwyczajeni, że Michała się nie obsługuje. Sięgnęłam po pizzę. Była gorąca. Odkroiłam sobie pierwszy kawałek i włożyłam do ust. Zamknęłam oczy i westchnęłam z rozkoszy. Nie wiedziałam, że to może być, aż tak dobre! Ciasto było jednocześnie miękkie, puszyste i chrupiące. Ser ciągnął się i sam rozpływał na języku razem z pozostałymi składnikami. Czułam się jakbym miała niebo w ustach. Które rozpuściło się i znalazło w moim żołądku. Otworzyłam oczy. Michał patrzył na mnie z tak wielkim pożądaniem w oczach, że mnie to speszyło. Chcąc ukryć zażenowanie sięgnęłam po kieliszek i wypiłam kilka łyków.
- Przepraszam. Nie kłamałeś. Mają naprawdę pyszną pizzę.
- Nie przepraszaj.
Odpowiedział grubym, zachrypniętym głosem. Jak tak dalej pójdzie to wpadnę w niezłe tarapaty. Wzięłam kolejny kawałek starając się tym razem hamować jęk rozkoszy.
- Dziękuję ci za dzisiejsze zakupy. Sądzę, że przydadzą mi się nowe ubrania na misjach.
- Jutro masz kolejne zadanie. Trudniejsze i wymagające większego wyrafinowania. Taktu i subtelności. Będziesz musiała prawdopodobnie zabić swoją ofiarę w pokoju na górze. Dwieście osiemnaście jest do waszej dyspozycji. Ja będę obok w dwieście dziewiętnaście, więc przybędę szybko, by się pozbyć ciała. Dyskretnie będziemy potem musieli stamtąd wyjść i wrócić do domu.
Zanim zdążyłam się zorientować zarówno pizza, jak i wino się skończyło. Michał wziął mnie pod ramię i pomógł mi wyjść na zewnątrz. Tylko trochę kołowało mi się w głowie. Gdy byliśmy już na dworze to wciągnęłam do płuc świeże powietrze próbując się rozbudzić.
- Dziękuję ci za dzisiejszy dzień. Był niezwykły.
- Wolałbym inne podziękowanie.
Odwrócił mnie w swoją stronę i przylgnął swoimi ustami do moich. Z początku poddałam się temu i oddawałam pocałunki. Dopiero później przez moją zamroczoną alkoholem głowę dotarło co się dzieję. Uderzyłam go rękami w klatkę piersiową. Pozwolił mi cofnąć się o krok.
- To nie jest dobry pomysł.
- Niby dlaczego? Pozwalasz się całować swoim ofiarą, a mi nie pozwalasz się nawet do ciebie zbliżyć.
- Bo ich zaraz po tym zabijam. Tak zwane powiedzenie, że cel uświęca środki.
- Dlaczego nie chcesz by między nami coś było?
- Bo to wszystko skomplikuje.
Zaczęłam iść w kierunku przystanku autobusowego. Złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Samochód jest w drugą stronę.
- Ale do niego nie idę. Muszę chwilę przemyśleć niektóre sprawy.
Chwilę popatrzył mi na twarz. Nie wiem co odczytał z mojej mimiki, ale poddał się.
- Zawiozę cię do domu.
Przez moment patrzyłam na niego nie mogąc się zdecydować. Uległam jednak ze względu na to jak daleko byłam od domu. Wsiadłam do samochodu. W czasie podróży do domu żadne z nas się nawet słowem nie odezwało.


Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz