poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 10

Czułam się, jakby przejechała po mnie ciężarówka. W koło było strasznie głośno. Jęknęłam. Ucichło. Delikatnie podniosłam powieki. Nie poznawałam tego miejsca.
- Gdzie jestem?
Spytałam ledwo przytomnym głosem.
- W organizacji. Odkąd udało ci się tu wczoraj przybyć.
Spojrzałam w stronę głosu. To był Michał. Nagle moją głowę zalały wspomnienia ze wczorajszego dnia. Cała walka. Nieźle oberwałam.
- Jestem głodna.
- Już ci coś przynoszę.
Michał pobiegł do kuchni, a ja próbowałam usiąść. Nie czułam już bólu, ale byłam mocno rozkojarzona. Dostałam na tacy sałatkę, kanapki, parówki i jajko. Nie ma to jak dawać mi wybór, gdy ledwo myślę.
- Coś mnie ominęło?
- Ciebie nic, w przeciwieństwie do mnie. Gdybym wiedział, że ciągle jesteś na terenie balu, to nie musiałabyś walczyć sama. Przepraszam.
- Oj daj spokój.
Odpowiedziałam rozdrażniona.
- Żyję i to się liczy, a do tego rozwijam się, więc następnym razem będzie lepiej.
- Nie będzie następnego razu.
Widelec z parówką zawisł w połowie drogi do moich ust. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Słucham?
- Usłyszałaś. To była ostatnia misja w jakiej brałaś udział.
- Tylko dlatego, że zostałam lekko pokiereszowana? Sam nie spodziewałeś się, że to będzie, aż tak trudne zadanie.
- Prawie zginęłaś!
- Żyję! Doceń to w końcu.
- Doceniam i dlatego nie pozwolę ci więcej ryzykować.
- Dupek.
Burknęłam pod nosem i zaczęłam dalej jeść.
- Żałuję, że przekazałam ci informacje.
- A ja jestem ci za nie wdzięczny. Dzięki temu wiemy, że w najbliższym czasie będą mieli spotkanie. W okolicach dnia dzisiejszego miał się dowiedzieć gdzie i o której.
- Ale się nie dowie, bo jest trupem.
- Więc my też się nie dowiemy.
- Chcesz mi powiedzieć, że wolałbyś, abym go nie zabijała, byśmy mogli się dowiedzieć gdzie i o której?
- To nie jest teraz ważne. Liczy się to, by się dowiedzieć i zebrać siły. Nasza trójka może nie wystarczyć.
- Czwórka.
- Nie idziesz.
- Dlaczego chcesz pozbawić siebie potężnej broni. Zabiłam gościa z którym nie mogliście sobie poradzić od wieków!
- Ale sama prawie przy tym zginęłaś!
- Mam tego dość. Wracam do domu. Miło było. Żegnam.
Wkurzona tupiąc wyszłam stamtąd. Wciąż nie czułam się najlepiej, ale adrenalina robiła swoje. Wciąż miałam wczorajszą sukienkę, a przy udzie cztery kołki. Moja torebka do niczego się już nie nadawała, ale miałam w niej potrzebne drobiazgi. Zdążyłam tylko jeszcze usłyszeć kpiące słowa Antoniego.
- Jak na początku ci tego odradzałem, bo to człowiek, to ty chciałeś ryzykować jej życiem, ale gdy sobie uświadomiłeś, że może zginąć to odsunąłeś ją od wszystkiego, mimo, że mogłaby nam pomóc. Nie lekceważ tego. Ona jest naprawdę potężna jak na człowieka.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Byłam zła. W końcu byłam w czymś dobra i okazywało się, że nie mogę tego robić, bo ktoś zbyt się o mnie martwi! Na tyle byłam wściekła, że przypadkiem na kogoś wpadłam. Zobaczyłam szybko jego wspomnienia. Nazywał się Zygmunt i jego celem było podłożenie ognia pod organizację. Zanim pomyślałam zaatakowałam go. Wbiłam mu kołek, jednak uchylił się, więc nie trafiłam w serce, a obok niego. Chwilę skakaliśmy w koło siebie, ale miałam przewagę. Wiedziałam, co zamierzał za chwilę zrobić. Byłam na tyle wkurzona, że nawet nie wiem kiedy dostałam masy energii i pokonałam go. Padł na ziemię, a odgłosy walki sprawiły, że przybiegł Michał wraz ze swoją świtą.
- Prezencik na pożegnanie.
- Coś ty zrobiła, on był jednym z nas!
Spojrzałam na niego wściekła i położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Przekazałam mu wszystkie wspomnienia tego wampira. Łącznie z tym w którym dowiedział się gdzie i o której jest spotkanie.
- Dalej sądzisz, że był z wami?
Nie czekałam na odpowiedź. Wsiadłam do samochodu Michała i pojechałam do domu. W najgorszym wypadku zapłacę mu za to auto, ale wątpię, by się upominał, że sobie je pożyczyłam. Dotarłam do mieszkania praktycznie o świcie. Padłam zmęczona na łóżko. Jak ja chciałam już zasnąć. Jednak nie było mi to dane.
- O której to się wraca do domu?
Spytał pozornie spokojnie mój ojciec. Spojrzałam na niego. Był wściekły. Wstałam.
- Czasami będę wracała późno, jestem już dużą dziewczynką.
- Ale nie na tyle, by znikać na praktycznie dwa dni bez słowa!
- Tato. To było silniejsze ode mnie.
- No tak. My tutaj wyciskamy siódme poty. Biegamy, aby zarobić na twoje utrzymanie, by mieszkanie było opłacone i zadbane, a ty miała co do gęby włożyć i tak nam odpłacasz?
- Nie krzycz na mnie gdy nie wiesz wszystkiego.
- Wiem wszystko! Nigdy nie byłaś i nie będziesz nic warta! Dlatego ciągle tu jesteś zamiast sobie kogoś znaleźć i odciążyć nas. Myślisz jeszcze czasem o nas! Bo my o tobie codziennie! I jak tak dalej pójdzie to możesz być dla nas zbyt wielkim ciężarem! Powinnaś nam oddać za te wszystkie lata, gdy ciebie utrzymywaliśmy.
- Ile?
Spytałam cicho. Byłam wkurzona i myślałam, że zaraz się rozpłaczę.
- Nigdy się nam nie wypłacisz.
-Ile? Powiedz mi ile jestem wam winna. Zapłacę. Spakuję się i już nigdy więcej mnie nie zobaczycie.
Na chwilę zamilkł testując mnie.
- Sto tysięcy.
Kwota była przesadzona, ale nawet na to nie patrzyłam. Włączyłam komputer i przelałam z mojego konta na jego. Nie przyszedł by to sprawdzić. Nie wierzył, że to zrobię. Prędzej myślał, iż próbuję wziąć ekspresową pożyczkę. Wyłączyłam komputer i wróciłam do pokoju. W złości zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy do plecaków i toreb jakie posiadałam. Całą resztę zapakowałam w worki na śmieci, abym mogła to jakoś wynieść.
- Wyprowadzasz się?
Na swoich ramionach poczułam ręce Michała.
- Nie dokopuj mi już. Nie mam siły na kolejną konfrontację.
Odsunęłam się. Pozwolił mi na to.
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Jesteś w stanie skombinować transport do którego zmieszczą się moje rzeczy?
- Tak już zamawiam.
Odsunął się o kawałek by zadzwonić. Do pokoju wszedł mój ojciec.
- A jednak znalazłaś sobie faceta. I dalej na nas żerowałaś! A czy on o wszystkim wie?
- Tato!
- Czyli nie wie.
Michał rozłączył się i zaczął spoglądać ode mnie na niego.
- Czego nie wiem?
- O tym jak bardzo ona jest upośledzona. Nie nadaje się na kobietę.
- Tato, ucisz się!
- Nie podnoś na mnie głosu, tylko stąd wypierdalaj! Chcesz wiedzieć jej sekret?
Michał patrzył niepewnie. Chciał wiedzieć, ale nie do końca w taki sposób się dowiedzieć.
- Nigdy nie pozwoli ci się dotknąć. Nie tak dawno miała chłopaka. Krzysiek się nazywał. Troszkę przegiął, a ona zrobiła z tego aferę, jakby nie wiadomo co się działo.
- Gwałcił mnie przez kilka godzin!
- Chciał się zabawić, a ty mu nie dawałaś, to sam wziął co mu się należało.
To był dla mnie jak policzek. Łzy zaczęły spływać z moich oczu.
- Nigdy nie powinieneś mieć dzieci skoro nie wiesz jak powinieneś się zachować. Zaczynam bać się o mamę jeśli takie masz podejście do tych spraw.
Byłam zła i zrozpaczona. Wybiegłam na dwór i usiadłam na ziemi. Łzy dalej sączyły się z moich oczu. Michał niemal od razu ukucnął koło mnie. Nic nie mówił. Przytulił mnie do siebie i pozwolił, abym się wypłakała. Po chwili usłyszałam klakson ciężarówki. Michał się zawahał.
- Mógłbyś zapakować moje rzeczy? Nie mam siły na kolejną rozmowę z nim.
- Dobrze.
Pocałował mnie w środek głowy i zaczął biegać między moim pokojem, a ciężarówką. Całkiem szybko się uwinął. Wyciągnął do mnie rękę. Otarłam rękawem łzy i pozwoliłam postawić się na nogi. Wsiadłam do samochodu i starałam się o wszystkim zapomnieć. Michał odpalił silnik i wyjechał na ulicę.
- Gdzie mam cię zawieść?
Na chwilę się zamyśliłam. Marta ma małe mieszkanie, a większość rodziny mieszka poza naszym miastem. Nie mogę u nikogo zamieszkać, póki nie znajdę swojego mieszkania.
- Nie wiem.
Szepnęłam cicho.
- Nie mam gdzie się udać. Zawieź mnie do jakiegoś hotelu, abym miała gdzieś przenocować zanim znajdę sobie mieszkanie.
Michał na chwilę się zawahał, a potem uśmiech rozlał się po jego twarzy.
- A co powiesz na to, abyś zamieszkała ze mną?
- Słyszałeś mojego ojca, jestem nieudacznicą. Nic nie potrafię, nie będę umiała. Jestem beznadziejna.
- Nawet tak nie mów. Jesteś bardzo silna i potrafisz pokonać chyba każdego przeciwnika.
- I co z tego skoro nie pozwalasz mi tego robić?
Spytałam chyba za ostro, bo zamilkł i mocniej ścisnął kierownicę. Westchnęłam.
- Przepraszam. Jestem przemęczona.
- Nie przepraszaj. Nie mam podstaw, aby cię zwolnić. Dalej masz tą robotę. Udowodniłaś, że potrafisz pokonać naprawdę silnego przeciwnika. Wampir którego dziś zabiłaś byś trzy razy silniejszy ode mnie, chociaż o tym nie wiedziałem, a ty od tak wbiłaś mu kołek. To ich spotkanie wygląda na bardzo duże. Przyda nam się każda para rąk, a zwłaszcza tak utalentowanych.
Podniósł jedną z moich dłoni i pocałował w sam środek. Zaczerwieniłam się i odwróciłam głowę w stronę okna.
- Dziękuję.
- Tylko nie myśl teraz o sobie zbyt dużo. Najpierw będziemy musieli cię przetestować i tylko jeśli ci się uda to wyślemy się w wir walki.
Spojrzałam jeszcze raz na niego i odwzajemniłam uśmiech. Może jednak nie będzie tak źle?
- Tylko musisz mi coś obiecać.
Powiedział z błyskiem w oku. Zawahałam się.
- Co?
- Że nie dasz się zabić.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy.
Uśmiechnęłam się szeroko i zatrzymaliśmy się przed ogromną willą, w której byliśmy już poprzednio na basenie. To tutaj on mieszka?
- Ile mam ci płacić za mieszkanie?
- Tym się nie przejmuj coś wymyślimy.
Mrugnął do mnie i już był po mojej stronie, aby otworzyć mi drzwi.
- Zaprowadzę cię do pokoju.
Przeszliśmy przez ogromny salon i weszliśmy po schodkach w górę. Mimo tego jak duże było to miejsce, widziałam tylko pięć klamek do innych pokojów. Skręciliśmy za trzecie drzwi po mojej lewej i zobaczyłam naprawdę piękny pokój. Ściany były niebieskie, ale wpadające w szary. Na środku stało duże łóżko, a po lewej stronie była ogromna szafa na całą długość szafy.
- Otwórz ją.
Michał nie musiał długo mnie zachęcać. Otworzyłam ją i ujrzałam wszystkie moje sukienki skompletowane z torebkami i butami. W końcu mogłam je mieć na wyciągnięcie ręki.
- Dziękuję.
Szepnęłam rzucając mu się w ramionach. Przytulił mnie ciepło. Po chwili jednak odsunął się o krok.
- Przyniosę twoje rzeczy, a ty w tym czasie możesz wszystko pozwiedzać.
Szafa była w połowie przedzielona, więc w drugiej części zamierzałam poukładać moje normalne ubrania. Koło łóżka stała szafka nocna, a po drugiej stronie była szafka na książki i drzwi. Zaintrygowana poszłam je otworzył i zobaczyłam naprawdę niesamowitą łazienkę. Prysznic był tak wielki, że zmieściło by się w nim z pięć osób, miał też małe podwyższenie, aby można było usiąść. Wanna była ogromna, a na środku łazienki znajdowało się jacuzzi i to większe niż kiedykolwiek wcześniej widziałam na jakimkolwiek basenie.
- I jak podoba się?
Spytał Michał oplatając mnie rękami w talii.
- Jest cudownie!
Naprawdę tak myślałam.
- Dziękuję.
Szepnęłam odwracając się w jego kierunku. Pocałowałam go w usta, a on tylko przez chwilę z szoku nie zareagował. Jednak gdy już oddał pocałunek to zaczął się turniej o dominację. Wargi żadnego z nas nie chciały przegrać. Nigdy nie czułam się tak wspaniale w cudzych ramionach. Rozpływałam. Nagle zorientowałam się, że nie stoję, a leżę na łóżku. Ręce Michała leniwie wędrowały po mojej talii, brzuchu, kierując się coraz wyżej. Postaraj się bardziej. Zatrzymałam się sparaliżowana. On od razu wyczuł zmianę i przystopował. Położył swoje dłonie na wysokości mojej głowy i patrzył na mnie z bólem.
- Przepraszam.
Szepnęłam i odwróciłam ze wstydu głowę. Delikatnie, ale stanowczo przekręcił ją trzymając dwoma palcami za głowę i długo po prostu patrzył w moje oczy.
- Nie przepraszaj. Wiem, że potrzebujesz czasu i nie daję ci go tyle ile powinnaś dostać. Jestem zbyt porywczy i to ja powinienem żałować, ale nie potrafię. Nawet krótki kontakt z twoim ciałem daje mi więcej niż kiedykolwiek miałem.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Połóż się spać. Rozpakujesz się jak tylko się wyśpisz. Jakby co to jestem w pokoju obok.
Wyszedł. Wyjęłam pidżamę i według jego rady położyłam się. Nie chciałam o niczym myśleć.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz