sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 41

Sławek przyciągnął mnie do siebie i zaatakował moje usta. Długo nie zostałam mu dłużna. Przycisnął się do mnie na tyle że czułam jak bardzo mnie pragnie. Z każdym jego ruchem czułam się coraz bardziej pobudzona. Złapał mnie za pośladek, aby podnieść do góry. Od razu oplotłam go nogami w pasie. Przycisnął mnie do ściany. Czerpałam przyjemność z kontrastu między naszymi gorącymi ciałami, a lodowatą ścianą. Było mi tak dobrze. Chciałam więcej. Potrzebowałam aby wszedł we mnie tu i teraz. Z warkotem oderwał się ode mnie i spojrzał z mordem w oczach w kierunku drzwi. Dostrzegłam Wojtka, który wyglądał na zdenerwowanego.
- Coś się stało? - Spytałam próbując opanować oddech.
- Niestety tak. Gromada kilkuset silnych wampirów zmierza w tę stronę. Mam wrażenie że to nie jest przypadek.
- Daleko są?
- Za jakiś kwadrans będą koło nas.
- Nie będziemy się wychylać dopóki się nie zatrzymają. Niech wszyscy wrócą do bazy, aby ich myśli nie zostały przeczytane. Sytuację będziemy obserwować na podstawie kamer. Zawołaj Karola oraz Tomka. Ich dary mogą się nam przydać. Na wszelki wypadek niech ekipa będzie gotowa na walkę. Jeśli będzie taka potrzeba to robimy rzeź. Część będzie wychodzić frontem. Zrobimy teleport dla efektu zaskoczenia a ostatnia ekipa będzie teleportować się w losowe miejsca. Niech nie wiedzą co się dzieje. Spróbuj dopracować mój wybór planu.
- Dobrze. - Wojtek zniknął z pomieszczenia aby wykonać moje polecenia. Próbowałam się uwolnić aby stanąć na nogach i zacząć działać, ale Sławek mi to uniemożliwił.
- Wszystkie polecenia już rozdałaś. Mamy dziesięć minut. Obojgu nam będzie łatwiej jeśli dokończymy to co nam przerwano. - Od razu chciałam zacząć się kłócić ale zanim mi się to udało to zaatakował moje usta. Gdy ponownie udało mi się rozluźnić to puścił mnie na tyle by myślą ściągnąć nasze spodnie. Bez sprawdzania wbił się głęboko w moje wnętrze. W tym samym czasie jego kły wbiły się w moją żyłę. Przeszła mnie taka fala przyjemności że nie udało mi się powstrzymać krzyku. Już po chwili czułam jego mentalny dotyk we wszystkich erogennych miejscach. Poruszał się we mnie na tyle szybko że musiał unieruchomić moje biodra abyśmy przez moje ruchy nie rozjeżdżali się w rytmie. Napięcie nie zdążyło we mnie w pełni narosnąć gdy poczułam jak we mnie wybucha. Zadbał o to by jego sperma była zimna. Na tyle że od razu doszłam wbijając paznokcie w jego plecy. Zamknął ugryzienie. Myślą nas ubrał i z wielkim uśmiechem odstawił mnie na ziemię. Dalej trzęsły mi się nogi gdy Wojtek wszedł do pokoju. Musiał wiedzieć co się stało ale nawet nie skomentował.
- Obawiam się że trzeba zainterweniować. Stoją w pobliżu. Widać że ze sobą rozmawiają ale przez kamery nie słychać co.
- Jasne. Na start teleportujemy się w piątkę. Mam nadzieję że uda się wszystko załatwić pokojowo. - Pokiwali do mnie głową i przenieśli mnie do Karola i Tomka. Podeszłam do każdego z osobna, aby nałożyć odpowiedni zestaw tarcz. Popatrzyłam na nich uważnie szukając oznak niepokoju. Jednak przede wszystkim widziałam determinację. Karol mrugnął do mnie uśmiechając się delikatnie. Nie rozumiałam ich spokoju.
- Są spokojni dzięki tobie.
- Nie rozumiem.
- Emanujesz opanowaniem. Do tej pory nie popełniłaś żadnego błędu. Dodatkowo udało się wcześniej przewidzieć taki scenariusz więc w stu procentach wiedzą co się dzieje.
- Zabawę czas zacząć. - Powiedziałam uśmiechając się do nich szeroko. Wojtek zniknął razem z Tomkiem, a po chwili Sławek przeniósł mnie i Karola. Rozejrzałam się aby zorientować się że wampirów jest naprawdę całkiem sporo. Nie mniej jednak nie zobaczyłam oznak tego by jakkolwiek ogarnęli się że jesteśmy.
- Karol, jak ci idzie.
- Dużą część już sprawdziłem. Większość jest silniejsza niż Sławek. Pozostali są na podobnym poziomie jak on był przed połączeniem z tobą.
- Poszukaj najsłabszej osoby.
- Dobrze.
- Sławek, skoro są na tyle silni to pewnie mają już parę setek lat na głowie. Może kogoś poznajesz.
- Nie mam pewności. Kilka twarzy wygląda na znajome, ale nawet jeśli to nie wiem czy chcielibyśmy spotkać kogoś kto mnie zna. Przez Wojtka się dowiedziałem że mogę nie być zbyt lubiany czy popularny.
- Jasne.
- Wybrałem najsłabsze ogniwo. Ten facet w czerwonej bluzce, długie włosy spięte w kucyk. Delikatnie poszarpane jeansy.
- Ten ciut niższy po lewej stronie co stoi do nas bokiem?
- Tak.
- No dobra, to zaczynamy od niego. - Położyłam rękę na ramieniu Tomka, aby osłonić jego dar przed wykryciem. Sławek położył rękę na jego drugim ramieniu aby go wzmocnić. Tomek zaczął się koncentrować na mężczyźnie. Zamknął oczy aby mocniej się skupić.
- Nic nie słyszę. Ma za mocne tarcze. Musiałbym być mniej delikatny a wtedy może mnie wykryć pomimo twoich osłon.
- Karol, wskaż nam kolejną osobę.
- Koleś z irokezem, ten praktycznie po drugiej stronie polany. - Tomek pokiwał głową i ponownie zamknął oczy.
- Dalej nic. - Zamyśliłam się na chwilę próbując podjąć jakąś decyzję. Nie mamy pewności czy rzeczywiście o nas wiedzą. Moglibyśmy wziąć ich na przeczekanie.
- Musisz się szybciej decydować. Właśnie jeden z nich wydał rozkaz aby zaczęli szukać. Wydaje mi się, że szukają wejścia do kryjówki.
- Zgadujesz, że nie są tutaj przypadkiem.
- Tak.
- W takim razie nie mamy zbyt dużego wyjścia. Wybierz sobie kogoś i na siłę spróbuj wyłapać myśli.
- Wiesz, że nie mamy pewności co do tego czy nam się uda?
- Wiem. - Tomek ponownie zamknął oczy. Czułam jak drży. Widziałam jak po jego czole spływa pot.
- Nie wiele udało mi się dowiedzieć. Jedynie mogę potwierdzić że szukają kryjówki.
- To spróbuj na innej osobie. Najbardziej zależy nam na informacji jakie są ich intencje. Karol, wskaż kilka słabszych wampirów. - Obydwoje pokiwali głową. Karol po kolei wskazywał wampiry a Tomek próbował czegokolwiek się dowiedzieć. Jednak jakimś cudem nie do końca mu się to udawało.
- Długo będziecie z ukrycia próbować przeszukiwać nasze myśli? - Dotarł do mnie niski głos od którego przeszedł mnie dreszcz. Sławek położył mi rękę na plecach chcąc okazać mi swoje wsparcie.
- Chyba jednak nie udało nam się zachować dyskrecji.
- Znałam ryzyko. Wojtek, zabierz Karola i Tomka do bazy. Bądź w stałym kontakcie ze Sławkiem, aby zdążyć zareagować.
- Jasne. - Już po chwili cała trójka zniknęła.
- Nie denerwuj się aż tak.
- Jak mam się nie denerwować gdy zaraz będę musiała stanąć przed ponad setką zajebiście silnych wampirów, których intencje nie są nam znane.
- Boisz się tylko dlatego, że straciłaś kontrolę.
- Długo zamierzacie jeszcze kazać nam czekać? - Ponownie usłyszałam ten sam przerażający głos. Sławek złapał mnie mocno za rękę i ściągnęłam z nas część tarcz tak by mogli nas zobaczyć i poczuć.
- Jesteście sami?
- Więcej nas nie potrzeba. - Mężczyzna uśmiechnął się przerażająco i kiwnął na swoich ludzi którzy rozsunęli się na boki na tyle by zrobić dla nas przejście. Dumnie ruszyłam na przód mając nadzieję, że nie widzą tego jak bardzo się boję. Po raz pierwszy od dawna.
- Jestem z tobą. Poradzimy sobie.
- Czemu zawdzięczamy próbę podsłuchania naszych myśli?
- Weszliście na nasz teren, byliśmy zainteresowani co tutaj robicie.
- Wampir i człowiek bronią swojego terenu przed taką ekipą. Albo jesteście idiotami, albo zależy wam na ochronie kogoś więcej niż tylko was.
- Masz rację. Istnieje szansa, że jedno z tych dwóch stwierdzeń jest prawdziwe. - Wampir roześmiał się. Miałam dylemat na ile to było przyjazne a na ile złowieszcze. Czemu aż tak bardzo boję się jednej osoby?
- Bo straciłaś kontrolę.
- Naprawdę wszystko sprowadza się do tej jednej rzeczy?
- Tak.
- Nazywam się Wiktoria, a to jest Sławek.
- Jestem Izydor. Mojego towarzystwa nie będę ci przedstawiał, bo zeszło by się na to pół dnia. Powiedz mi proszę Sławku, jak to się stało, że tak silny wampir jak ty pozwala na to by człowiek za niego prowadził rozmowę.
- To bardzo proste. Szanuję swoją partnerkę. Po za tym lepiej dobiera słowa. Gdybym miał prowadzić tę rozmowę to pewnie zacząłbym od jakiegoś ataku z ukrycia, tak dla pewności, że mam przewagę.
- Jesteś porywczy.
- Walka jest jedyną dziedziną na jakiej się znam.
- Może w takim razie chcesz się sprawdzić w walce jeden na jednego.
- Przyszliśmy do ciebie, aby porozmawiać, a nie się bić. - Czułam się delikatnie zaniepokojona tym pomysłem.
- Niegrzeczne z waszej strony było naruszanie naszej prywatności. Chwila rozrywki mogłaby być mile wskazana.
- Poradzę sobie.
- Nie chcę, aby stała ci się krzywda.
- Proponuję honorową walkę. Jeden na jednego. Bez zbędnej broni czy nieczystych zagrywek. Bez teleportacji czy czytaniu w myślach. Miałbyś Pablo jako przeciwnika. - Pokazał nam niepozornie wyglądającego wampira, który stał niedaleko niego.
- Widziałeś w głowie Karola na jakim on jest poziomie.
- Tak.
- Jak bardzo jest silny?
- Poradzę sobie.
- Nie o to pytałam.
- Poradzę sobie.
- Walka była by do pierwszej przelanej krwi. Czysto dla przyjemności. Bez konsekwencji w przypadku przegranej czy nagrody w przypadku wygranej. Tylko oczekuję abyście również zachowali się fair.
- Zgadzam się. - Odpowiedział pewnym tonem Sławek.
- Co ty robisz!
- Lepiej się zgodzić póki jest miły.
- A co jeśli jednak nie jest aż tak honorowy?
- Wygram tę walkę, jasne?
- To wspaniale. - Klasnął w dłonie uradowany. - Panowie zróbcie tutaj trochę miejsca.
- Zdejmij ze mnie tarcze.
- Co? Nie!
- Nie jest zbyt honorowe walczenie w nich.
- Pieprzę to. Wolę by nie było honorowo, ale żebyś przeżył. - Sławek przekręcił mnie w swoją stronę i pocałował. Krótko, ale intensywnie.
- Poradzę sobie. Zdejmij tarcze. Jeśli będą oszukiwać to zdążysz mnie ochronić. Wierzę w ciebie.
- Zostawię tarcze na myśli i stworzę wokół was barierę, aby nikt nie mógł się wmieszać do walki.
- Dobrze.
- Skończyliście już rozmawiać? - Spojrzałam z lekkim zawstydzeniem na Izydora.
- Tak.
- To chodź tu bliżej mnie, aby nic ci się nie stało w czasie walki.
- Nie podoba mi się ten pomysł.
- Obawiam się, że to nie była prośba.
- Zrób wokół siebie mur tarcz, aby nie mógł cię dotknąć. - Uśmiechnęłam się do niego rozbawiona. Zdjęłam wszystkie jego osłony i idąc do Izydora nałożyłam na siebie mnóstwo tarcz. Zobaczyłam że wampiry zostawiły małe koło w ramach przestrzeni do walki. Stworzyłam między nimi a walczącymi barierę i trzymałam kciuki mając nadzieję, że Sławkowi się uda. - Czuję się urażony, tym jak moja własna partnerka we mnie nie wierzy. - Uśmiechnęłam się delikatnie się rozluźniając. Ma rację. Poradzi sobie. Nie rozumiem jaki to ma sens. Jednak wierzę w niego bezgranicznie. - Tak lepiej. - Panowie zaczęli chodzić wokół siebie obserwując swoje ruchy. Już po chwili Pablo skoczył na Sławka jednak wystarczyło, aby tamten zrobił tylko krok w bok. To był test refleksu, a nie prawdziwy atak. Następny ruch wykonał Sławek. Tym razem Pablo odskoczył. Panowie chyba wystarczająco się sprawdzili bo zaczęli regularną walkę. Przestałam nadążać za ich ruchami. Co chwilę któryś z nich atakował, a drugi był zmuszony do obrony. Sławek zarobił z prawego sierpowego, ale w zamian udało mu się kopnąć Pablo w brzuch przez co odsunęli się od siebie odrobinę. Jednak ułamek sekundy później znowu zwarli się w ataku.
- To nie był przemyślany ruch z waszej strony. - Spojrzałam na Izydora lekko zdziwiona. Walka na tyle mnie pochłonęła, że zapomniałam o jego obecności.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Moi ludzie donieśli, że wokół walczących znajduje się jakaś bariera przez którą nie mogą przejść.
- Zgadza się. Wierzę, że jesteś honorowy, ale nie zaryzykuję wiarą w to, że wszyscy twoi ludzie wiedzą co to uczciwa walka. Możemy inaczej rozumieć te pojęcia.
- Twój partner również ma taką osłonę?
- Nie. Stwierdził, że to by przekroczyło granicę ustalonych przez ciebie zasad.
- Wokół ciebie jest postawiona ta sama bariera. Czyżbyś mi nie ufała?
- Uparł się, że tylko w takich warunkach da radę się skoncentrować na walce. Gdyby jeszcze musiał dzielić swoją uwagę na mnie by wiedzieć czy jestem bezpieczna to poległby w przeciągu pierwszych pięciu minut.
- Dalej się upieram, że popełniliście błąd.
- Dalej nie rozumiem dlaczego.
- Nie wiem gdzie nauczył się tego typu rzeczy, ale musi to kosztować go całkiem sporo siły. - Uśmiechnęłam się delikatnie. - Zwłaszcza, że nie mogę przeczytać myśli żadnego z was, a z tego co widzę po walce to nie powinien być na tyle potężny aby osłonić się przede mną.
- Chciałeś walki, aby ocenić jego siłę. - Szepnęłam nagle rozumiejąc po co była ta cała szopka.
- Tak. Wyjaśnisz mi skąd taka strategia z waszej strony?
- Nie musisz się martwić. Te dodatkowe zabezpieczenia nie wpłyną na jego walkę.
- Trudno mi w to uwierzyć.
- Nie masz innego wyjścia.
- Zaufaj. Powiedz jak to jest możliwe. Nic cię to nie kosztuje, a ułatwi nam późniejszą rozmowę. - Spojrzałam oceniająco na Izydora. Nie miałam najmniejszych powodów aby mu ufać. Jednak nie zrobił nic, abym miała się go bać. Czy jest to informacja, która cokolwiek zmieni? Jeśli chciałby się pozbyć tarcz musiałby mnie zabić, a i tak nie ma pewności czy znikną. Sama informacja że ludzie mogą mieć dary już może być cenna. Pytanie czy wystarczająco bym miała nie mówić.
- Nic go to nie kosztuje, ponieważ to nie on jest autorem tarcz.
- Jest tu gdzieś jeszcze jakiś wampir, który ukrywa się gdy z wami rozmawiam?
- Nie. Tarcze są moim dziełem.
- Nie rozumiem.
- Potrafię robić tarcze. Fizyczne aby nie dało się przez nie przejść. Umysłowe, aby nikt nie mógł czytać w myślach.
- Jeśli nie kłamiesz, to zaczynam rozumieć czemu wahałaś się powiedzieć. Nie sądziłem, że przeżyli jacyś ludzie, którzy mają dary.
- Życie potrafi zaskakiwać. - Uśmiechnęłam się do niego koncentrując się na tym by nie powiedzieć mu zbyt dużo. Miał w sobie coś takiego, że czułam potrzebę wyspowiadania się przed nim ze wszystkiego co wiem. Kuźwa, a jeśli jest na tyle stary by wpływać na moją wolę? Zamknęłam na chwilę oczy i spróbowałam stworzyć tarczę przez którą nie mógłby zmuszać mnie do mówienia. Po chwili poczułam jak nacisk zaczyna znikać, aż poczułam się wolna. Jakbym zrzuciła parę kilo. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego wściekła.
- Każdy próbuje sztuczek, które zna. - Prychnęłam na jego bezczelność i ponownie skoncentrowałam się na walce. Obydwaj panowie wyglądali już na zmęczonych. Jednak dodatkowo Sławek oszczędzał prawą nogę i lewą rękę. Musiał nieźle oberwać bo bark miał pod nienaturalnym kątem wygięty.
- Wydaje mi się, że już wystarczająco pokazał swoje możliwości. Możemy przerwać tą całą szopkę.
- Dobrze mi się na nich patrzy. Ma bardzo dobrą technikę. Starą, wręcz starożytną. Potrafi być honorowy. Dawno nie widziałem, aby ktoś walczył w takim stylu.
- Sławek ma bardzo wiele zalet. - Zobaczyłam jak Pablo trafia go w głowę. Kopnięcie było na tyle mocne, że na chwilę go zamroczyło. Wykorzystał to aby połamać Sławkowi rękę i stanąć za nim aby zacząć go dusić. Widziałam jak zaczyna się robić cały siny. - Może pora przerwać walkę.
- Do pierwszej krwi.
- On go zabije.
- Nie zabije. Mówiłem, aby tego nie robił. - Sławek próbował ruszyć złamaną ręką i kość wyszła mu na wierzch. Z rany poleciała mu krew.
- Koniec walki. Pablo odsuń się od niego. - Od razu wampir go puścił. Sławek upadł na ziemię próbując złapać oddech. Zaczęłam do niego biec ściągając po drodze tarcze i ustawiając tak by obejmowała tylko naszą dwójkę.
- Mówiłeś, że dasz sobie radę! - Wrzasnęłam na niego w myślach jak tylko uklękłam obok niego i położyłam dłonie na jego policzkach.
- Przecież żyję.
- Ty idioto! Jeśli myślisz, że możesz tak lekkomyślnie podchodzić do własnego życia do grubo się mylisz. - Uśmiechnął się do mnie delikatnie. - Jak mogę ci pomóc?
- Później się uleczę.
- Czeka nas jeszcze rozmowa i kto wie jakie jeszcze atrakcje nam przyszykowali. Musisz mieć siłę. Napij się mojej krwi.
- Nie będę teraz cię osłabiał.
- Ofiarowuję ci moją krew. - Powiedziałam zdecydowanym tonem, ale na tyle cicho by jak najmniej osób mnie usłyszało. Sławek warknął wściekły na mnie. Jednak musiał być całkiem nieźle zraniony bo nie udało mu się zignorować moich słów. Wgryzł się w moją szyję pijąc łapczywie. Tylko pierwszy łyk był dla mnie bolesny, ale mam wrażenie, że zrobił to specjalnie.
- Nigdy więcej tak nie rób! - Wrzasnął na mnie w myślach, ale skończył dopiero gdy wypił wystarczająco aby dać radę się uzdrowić. Zamknął ranę i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem mając nadzieję, że wezmę sobie do serca jego przekaz. Spuściłam wzrok na ziemię, wiedząc, że nie zmieniłabym swojego zachowania. - Porozmawiamy o tym w domu. - Powiedział na tyle groźnym tonem, że przeszedł mnie dreszcz. Wstał razem ze mną i złapał mnie za rękę. Dalej był cały spięty i wściekły na mnie. Jednocześnie zaczął kręcić kciukiem kółka na mojej dłoni, jakby chciał abym się go nie bała. Jednak nie miał o co się martwić, bo czasy gdy rzeczywiście odczuwałam lęk już dawno minęły. - Cieszy mnie to, że już się mnie nie boisz. Nie zmieni to jednak tego, że czeka cię awantura jak tylko będziemy mieli chwilę dla siebie. - Rozejrzałam się wokół i podjęłam decyzję o zdjęciu tarczy, która oddzielała nas od reszty wampirów. Ruszyliśmy w stronę Izydora, a między czasie nakładałam na Sławka wszystkie bariery jakie uważałam za konieczne.
- Pięknie pokazaliście, kto rządzi w tym związku. - Uśmiechnął się z kpiną Izydor na co Sławek zaczął warczeć. Stanęłam krok przed nim tak by przenieść jego dłonie na moje biodra. Uspokoił się chociaż trochę i oparł swoją brodę na czubku mojej głowy. Czułam że dalej jest wściekły, ale przynajmniej już nie tylko na mnie. - Moi ludzie zdążyli mi przekazać, że byłeś prawą ręką Henryka.
- Zgadza się.
- Jednak potem przepadłeś bez śladu.
- Zostałem uwięziony na parę setek lat. Dopiero Wiktoria mnie znalazła i uwolniła.
- Nie zdążyłeś przez ten czas zdziczeć?
- Zdążyłem, ale szczęśliwie udało mi się trafić na bardzo cierpliwą i wyrozumiałą partnerkę.
- Pokazaliście już ze swojej strony trochę dobrej woli. Zgaduję, że ze strachu przez ewentualną walką. Dlatego teraz nasza kolej aby odsłonić karty. Nie wiem na ile wiecie, ale po śmierci następcy Henryka wampiry stworzyły swoją radę wraz z osobnikami, które nami rządziły. W ramach samowolki, która miała miejsce zostaliśmy uwięzieni w głębi gór. Stado wilkołaków pod władzą alfy światowego przybyło nas odbić. Udało im się to. Jednak wywołało to dość spore poruszenie i w efekcie wiele strat. Udało nam się wygrać, nie mniej jednak straszliwym kosztem. Bardzo wiele wampirów straciło życie, oraz większość wilkołaków. Pojedyncze osobniki, którym udało się przetrwać dołączyły do nas, abyśmy mieli większą szansę na wygraną w kolejnych bitwach. Jednak najsilniejszy z nich odebrał wiadomość, że gdzieś w tych okolicach znajduje się azyl. Przybyliśmy tutaj szukając schronienia i szansy na powrót do normalności.
- Sądzisz, że możemy im ufać?
- Nie wiem czy potrafię zaryzykować życiem ponad dwóch milionów osób dla kiluset.
- Jeden z nich był w stanie od tak mnie pokonać. To są niesamowici wojownicy. Ich pomoc w walce byłaby nieoceniona. Po naszej stronie byłoby o wiele mniej strat. Patrz na to, że w stolicy będzie mnóstwo tak silnych wampirów jak oni.
- Wahasz się. - Przerwał naszą rozmowę Izydor.
- Chciałabym wam pomóc, ale skąd mogę mieć pewność, że mówicie prawdę.
- Nie możesz. Mówiłem, że musisz zaufać.
- W takim razie jest mi niezmiernie przykro, ale tutaj nasze drogi się rozchodzą. Nie posiadam tego przywileju aby móc ufać według własnego widzi misie. - Izydor patrzył na nas uważnie. Nie podobały mu się moje słowa. Jednak zdążyłam już ocenić, że wbrew pozorom powinni sobie sami dać radę. Jeśli jednak by nas okłamali i weszli do azylu to mogliby zrobić jedną wielką rzeź.
- Nie satysfakcjonuje mnie takie rozwiązanie. Pokazaliście ze swojej strony dużą wyrozumiałość. Mogę zaproponować swoją krew.
- Sławek?
- Jeśli dostanę jego krew to poznam jego myśli.
- Pomimo tego jaki jest potężny?
- Tak.
- Brzmi jak rozsądna propozycja. - Izydor pokiwał głową i podszedł do nas. Wyciągnął swoją rękę w stronę Sławka. Ten niemal z czcią podniósł nadgarstek mężczyzny do ust i wbił się w niego. Po kilku łykach zamknął ugryzienie i puścił jego rękę.
- Desperacko szukają schronienia. Wiedzą że ich ścigają. Wierzą, że nie poradzą sobie sami. Boją się na tyle, że zgodzi się na wszystko, aby tylko zapewnić im bezpieczeństwo. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- To chyba udało nam się dogadać. - Powiedziałam radośnie do Izydora. - Przekaż Wojtkowi, aby zaczął szykować system do wprowadzenia kilku osób.
- Jak rozumiem będzie kilka zasad.
- Tak. Miłoby było dla bezpieczeństwa przeszukać myśli innych, aby nie było pośród nas żadnego zdrajcy.
- Nie ma. Regularnie czytam myśli wszystkich swoich ludzi.
- Sławek?
- Potwierdzam, rzeczywiście ich sprawdza.
- Dobrze. Z informacji które mogą być dla ciebie istotne. W azylu wszyscy są wprowadzeni do systemu. Wampiry piją krew z butelki. Każdy ma swój z góry określony przydział. Od momentu przekroczenia progu wszyscy odpowiadają przede wszystkim przede mną.
- Jesteś głową azylu?
- Tak.
- Dlaczego daliście człowiekowi władzę? - Izydor zadał pytanie patrząc na Sławka.
- Ponieważ dobrze jej to wychodzi. Gdyby był ktoś lepszy to pewnie by ją zastąpił, ale chwilowo nie było zbyt wielu kandydatów na to miejsce.
- Wilkołaki i wampiry są silniejsi niż ludzie. Ją od tak można by było zabić.
- Ma swoje sposoby. Jak zdążyłeś się dowiedzieć umie tworzyć tarcze. Dzięki nim nie musi się martwić o swoje życie. A potrzebne jej będą dopiero jak ktoś przejdzie przeze mnie.
- Nie rozumiem dlaczego ktoś miałby szanować człowieka.
- Nie wyjaśnię ci tego. Musisz zejść z nami do azylu. Pobyć tam przez parę dni. Wtedy sam zrozumiesz. - Nie wyglądał na mocno przekonanego ale pokiwał głową. Przekazałam mu do końca wszystkie zasady jakie u nas panują, a mogą być dla niego czymś nowym. Jak tylko upewniłam się, że o niczym nie zapomniałam to zaprowadziłam ich do azylu. Wszystkie rutynowe czynności przebiegły bardzo sprawnie i w końcu zmęczeni mogliśmy udać się do naszego pokoju.
- Wiktoria?
- Tak? - Odwróciłam się w stronę Izydora kiedy już praktycznie byliśmy na miejscu.
- Chyba nie potrzebuję paru dni aby zrozumieć. Wystarczyło mi kilka godzin czytania myśli innych.
- Spróbuj uszanować ich prywatność.
- Jasne. Życzę miłej nocki.
- Dziękuję. - Zmęczona weszłam do pokoju, ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić to już leżałam na łóżku przyciśnięta przez Sławka.
- Zdejmij nasze tarcze. - Nie sprzeciwiałam się tylko wykonałam jego polecenie. Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami nie rozumiejąc co się dzieje. - Zrobiłaś dzisiaj jedną z większych głupot jakie mogłaś. - Ach. Chodzi mu o tę krew. - O tę krew? Chyba chcesz doprowadzić mnie do szału! Byłem wykończony i ranny, a ty od tak zaproponowałaś mi swoją krew.
- Potrzebowałeś jej.
- Co nie zmienia faktu, że byliśmy wśród potencjalnych wrogów. Wokół ciebie było mnóstwo wampirów. Nie patrząc na nic nakarmiłaś mnie czym mogłaś siebie narazić.
- Nie rozumiem jak.
- A myślałem, że jesteś inteligentna. Nie wiem na ile kojarzysz, ale jeszcze nie tak dawno temu byłem zdziczały.
- Ale już nauczyłeś się zachowywać jak cywilizowana osoba.
- W dalszym ciągu nie udaje mi się w pełni nad sobą panować. Mam ataki agresji, zwłaszcza jeśli ktoś cię obraża albo próbuje skrzywdzić.
- Są to pojedyncze sytuacje.
- Jednak są. W momencie w którym jestem na tyle ranny, że potrzebuję krwi nie możesz mi jej oferować.
- Dlaczego?
- Kiedy tracę zbyt wiele sił to mój mózg zaczyna się wyłączać. Wracam do tych czasów, gdy nad sobą nie panowałem. Raz uda mi się pamiętać kim jesteś i nie zrobić ci krzywdy. Jednak może się tak zdarzyć, że nie wystarczy mi silnej woli. Nie chcesz wiedzieć co się stanie z twoimi ludźmi jeśli oszaleję, bo zabiłem cię tylko dlatego że oferowałaś mi swoją krew gdy nie powinnaś.
- Ufam ci i wierzę, że nie wypijesz więcej niż musisz.
- Możesz się na tym nieźle przejechać. Jestem nieprzewidywalny.
- Jeśli w takiej chwili nie dam ci krwi to możesz umrzeć.
- Tak.
- Chciałeś bym zaakceptowała cię jako mojego partnera. A teraz kiedy się w tobie zakochałam mówisz mi, że mam patrzeć na ciebie i przejść obojętnie gdy będziesz umierać tylko po to by nie stała mi się krzywda.
- Jeśli cie zabije to będzie rzeź.
- Ufam ci. Na tyle by zaryzykować życiem ich wszystkich.

Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz