poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 14

Uśmiechnęłam się do mężczyzny, który stał na bramce swoim najbardziej zalotnym spojrzeniem. Obejrzał mnie od góry do dołu zatrzymując się na moim biuście wychodzącym z czarnej koronkowej bluzki, oraz czerwonej spódnicy, która była nieprzyzwoicie krótka. Zrobił pół kroku na bok pozwalając mi wejść. Jednak nie przesunął się wystarczająco i musiałam się o niego otrzeć, aby móc przejść. Skorzystał z okazji aby włożyć mi rękę pod skrawek materiału i ścisnąć jeden z pośladków. Pisnęłam zawstydzona i podbiegłam kawałek goniona jego śmiechem po którym czułam na swoich plecach dreszcze przerażenia. Rozglądałam się wokół próbując zrozumieć w którym kierunku powinnam się udać. Zobaczyłam jak jedna z kobiet znika za drzwiami po drugiej stronie pomieszczenia, więc udałam się za nią. Było jeszcze stosunkowo mało osób, więc nie miałam większego problemu z przejściem. Mocno denerwowałam się całą sytuacją. Jak tylko udało mi się przekroczyć drzwi to zobaczyłam kilkadziesiąt dziewczyn ubranych podobnie do mnie. Najmłodsza raczej nie była jeszcze pełnoletnia. Natomiast najstarsza zbliżała się do czterdziestki. Wszystkie były piękne, z toną makijażu na twarzy, odsłoniętymi szyjami, oraz na szpilkach na tyle długich by można było nimi kogoś zabić, o ile wcześniej człowiek nie zrobi sobie przez nie krzywdy. Jedna przez drugą trajkotały podekscytowanym głosem. Do ręki została mi wręczona jakaś szklanka z napojem. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i wzięłam do ust łyka widząc że jestem obserwowana. Odeszłam kawałek dalej i gdy nikt nie patrzył wyplułam ponownie zawartość do szklanki. Miałam dziwne wrażenie, że to nie był po prostu alkohol. Przy każdej możliwej okazji wylewałam trochę napoju w najgorszym razie prosto na ziemię. Gdy zostało mi pół szklanki to zostawiłam ją na jakimś stoliku i podeszłam do największej grupy dziewczyn próbując zrozumieć o czym mówią. Ostrożnie nasłuchiwałam ich myśli choć od wysokich tonów zaczynała mnie boleć głowa. Nie potrzebowałam dużo czasu aby odkryć, że o niczym nie wiedzą. Po prostu udało im się znaleźć dobrze płatną pracę. Zgadywały że wynagrodzenie jest wysokie ze względu na skąpe stroje, które mogą prowokować mężczyzn do odważnych zagrywek. Część jedynie miała nadzieję, że nie zostanie z tej okazji zgwałcona, ale pod wpływem tajemniczego napoju coraz więcej ich obaw znikało. Kobieta, która nas pilnowała i której miałyśmy się słuchać była wampirem. Stosunkowo młodym patrząc na to, że kompletnie nie potrafiła pilnować swoich myśli.
- Dobrze dziewczęta, zaczynamy. - Klasnęła w dłonie i pokazała ręką na tace i kieliszki z czerwonym płynem. Zgaduję, że znajduje się w nim krew, na co odetchnęłam z ulgą. Bałam się, iż będą chcieli pić bezpośrednio od dawcy, a w dalszym ciągu sobie z tym nie radziłam. Wzięłam swoją działkę i wyszłam na salę. Znajdowało się na niej już kilkadziesiąt wampirów i z każdą chwilą pojawiało się ich coraz więcej. Ze względów bezpieczeństwa do środka nikt nie mógł się teleportować co trochę ułatwiało nam zadanie. Po godzinie uśmiechania się i biegania między nimi zdążyły rozboleć mnie nogi, nie mówiąc o kręgosłupie. Nie mam zielonego pojęcia jakim cudem te dziewczyny są w stanie regularnie tak pracować i to jeszcze na tak wysokich szpilkach.
- Skoro jesteśmy już wszyscy to możemy zacząć od oficjalnego przywitania. - Odetchnęłam z ulgą na ten komunikat i nawet nie próbowałam dalej słuchać. To czego dowiedziałam się czytając ich myśli chwilowo mi wystarczało. Skoncentrowałam się na Michale, aby wysłać mu informację aby udał się w wyznaczone miejsce. Poszłam do łazienki i otworzyłam okno na oścież co wcale nie było takie proste, bo jakiś geniusz ze względów bezpieczeństwa przykleił framugę. Udało mi się chyba czysto dlatego, że miałam już tego serdecznie dosyć, a to był przecież dopiero początek. Przez okno wskoczył do środka Michał. Po upewnieniu się, że jesteśmy sami pozwoliłam sobie na obejrzenie go od góry do dołu aby zobaczyć jak nieziemsko wyglądał w stroju bojowym. W tym czasie podał mi moją torebkę, abym mogła pozakładać na siebie broń.
- Jak przygotowania?
- Wszyscy czekają w lesie. Ochroniarz został unieszkodliwiony. Wacław zrobił już rundkę wokół tej speluny aby zrobić krąg z krwi. Powiedział, że lada moment będzie gotowy na to aby bariera została wzniesiona. Jedynie jak to zrobi to nikt od nas również nie będzie mógł przejść.
- Dobrze. W takim razie idę zadbać o dziewczyny, odezwę się do ciebie gdy będę koło naszej szefowej abyś mógł na nią wpłynąć.
- Jak rozumiem jest wystarczająco słaba, abym poradził sobie przy użyciu twoich myśli.
- Jasne. - Pokiwaliśmy sobie z powagą na pożegnanie i Michał wyskoczył na zewnątrz. Zamknęłam szczelnie okno i udałam się do pokoju gospodarczego. Od razu podeszłam do szefowej i złapałam ją za rękę patrząc głęboko w oczy i nie pozwalając przerwać kontaktu wzrokowego.
- Co jest do ch... - Nie zdążyła dokończyć, a Michał już był w jej głowie. Po chwili poczułam jak kobieta się rozluźnia, więc mogłam puścić jej rękę. - Dziewczęta do mnie! - Krzyknęła do wszystkich które znajdowały się w pomieszczeniu. - Za chwilkę będzie pora na niespodziankę, więc pójdzie na salę, aby zawołać resztę. Wszystkie macie być tutaj za maksymalnie pięć minut. - Wszystkie szybko popędziły wykonać jej polecenie. Poszłam razem z nimi wiedząc, że nie jest potrzebna moja obecność. Michał za mocno siedział jej w głowie aby mogła sobie z nim poradzić. Widziałam jak wszystkie biegiem ruszyły do pomieszczenia. Kilka wampirów zaniepokoiło się wyłapując informacje o niespodziance o której nic nie wiedzieli, ale przecież stąd biorą swoją nazwę, że mało kto wie o co chodzi.
- Wchodzimy. - Usłyszałam głos Michała w swojej głowie, chwilę po tym jak szefowa zamknęła drzwi od pomieszczenia gospodarczego na klucz i zbliżyła się do mnie. Po chwili rozległ się huk gdy wampiry zaczęły wpadać do sali. Kilka osób próbowało się teleportować, ale ze względu na ich własne zabezpieczenia nie mogli tego zrobić. Korzystając z ich szoku zaczęłam atakować tych najbliżej mnie. Nikt z nas się nie wahał. Nie mieliśmy litości. To po prostu była jedna wielka rzeź. Oprócz zaskoczenia ogromną przewagę dawało nam to, że współpracowaliśmy. Z ich strony większość zasłaniała się słabszymi, aby tylko przetrwać. Jednak okazało się że z ich strony było kilka potężnych wampirów, co za tym idzie zaczęły się pojawiać z naszej strony straty. Razem z naszą świtą rozpoczęliśmy polowanie na najsilniejszych. Jednak co z tego jak oni nie mieli skrupułów. Jeden z nich rozniecił ogień przez który zginęło kilkanaście wampirów po obu stronach. Ktoś z naszych ugasił go przy użyciu wody. Walczyłam z trzema mężczyznami na raz. Dodajmy do tego, że całkiem silnymi. Cały czas próbowali wpłynąć na moją wolę przez co coraz bardziej zaczynała boleć mnie głowa. Potknęłam się co jeden z nich wykorzystał i udało mu się mnie kopnąć na tyle mocno, że chyba połamał mi kilka żeber. Spróbowałam wyłączyć się na tyle by nie czuć bólu. Nie mogłam sobie na niego pozwolić. Uderzyłam z prawego sierpowego jednego z nich, drugiego w tym czasie kopnęłam po jajach. Udało mi się ich odsunąć na tyle, abym mogła trzeciemu wbić sztylet w serce i przeciągnąć go. Upadł na ziemię. Kolejny na moim sumieniu. Pierwszego próbowałam zaatakować, ale jedynie rozcięłam jego skórę jeszcze bardziej go irytując. Pojawił się czwarty, uchyliłam się przed jego szarżą na tyle że uderzył w drugiego. Jak tylko zostali ogłuszeni przez zderzenie się głowami to wykorzystałam to aby wykończyć jednego i drugiego. Ten, którego kopnęłam leżał już bez głowy, ktoś inny musiał się nim między czasie zająć. Ktoś zaatakował mnie od tyłu więc przerzuciłam go nad sobą przy użyciu dźwigni i wykończyłam jednym szybkim ruchem. Nerwowo rozglądałam się wokół poszukując kolejnego przeciwnika, którego już nie było. Zadowolona i zmęczona ruszyłam w kierunku Michała. Uśmiechnął się, ale czekał na mnie. Zanim zdążyłam go ostrzec jakiś wampir wbił mu coś w plecy. Zrobiłam zamach aby trafić w środek jego głowy sztyletem. Michał upadł na ziemię. Podbiegłam, aby tamtego dobić i pochyliłam się nad Michałem.
- Trafił mi w serce. Musisz wyciągnąć bardzo delikatnie inaczej mnie zabijesz. - Zbladłam na jego ciche oświadczenie, ale wiedziałam, że muszę to zrobić. Szybko, ale ostrożnie pozbyłam się broni. Michał jęknął, co było dobrym znakiem. Żył. Złapał mnie za tył głowy i przyciągnął do siebie na tyle by wbić się kłami w moją szyję. Przeszedł mnie dreszcz bólu, dopiero później stało się to bardziej neutralne. Klęczałam obok niego nie mogąc się ruszyć. Jego ręka zjechała na moje plecy. "Grzeczna dziewczynka, w końcu załapałaś o co chodzi". Zamknął ugryzienie i odsunął się ode mnie. Drżałam nie potrafiąc tego opanować. Byłam przerażona i zszokowana. Michał popatrzył na mnie jakby nie do końca rozumiał moją reakcję. Ponownie wyciągnął ręce w moim kierunku. Odsunęłam się od niego brzydząc się jego dotykiem. Wyglądał jakby zabolała go moja reakcja. Czym prędzej stanęłam na nogi i pobiegłam do Antoniego. Musiałam wyglądać okropnie, bo przejął się moim wyglądem. Położyłam rękę na jego ramieniu i w przyspieszonym tempie zaczęłam wysyłać mu wszystkie informacje jakie zdobyłam w ciągu dzisiejszej akcji.
- Iwona! - Usłyszałam za sobą wołanie Michała. Musiało już mu się udać wstać. Zwiększyłam tempo wysyłania informacji co spotkało się z jękiem bólu ze strony Antoniego. Przerwałam jak tylko poczułam dłoń Michała na swoim ramieniu. Odsunęłam się i zaczęłam manewrować między ciałami, aby wyjść z budynku. Zderzyłam się z barierą, której Wacław jeszcze nie zdążył ściągnąć. - Iwona, zaczekaj! - Odwróciłam się w jego stronę nie mając większego wyboru. - Co ci się stało? Dlaczego uciekasz?
- Nie należą ci się żadne wyjaśnienia. - Szepnęłam wściekłym głosem. Czułam się jakbym była zamknięta w klatce. Na każdy jego krok w moim kierunku robiłam dwa do tyłu. W końcu klnąc pod nosem zatrzymał się.
- Dziękuję ci za krew, którą mi ofiarowałaś. Biorąc pod uwagę jej smak naprawdę musisz być z innego gatunku. Z takimi uszkodzeniami powinienem jeszcze długo mieć problemy aby utrzymać przytomność, a tymczasem rana kompletnie się zasklepiła. Nie mam zbyt wiele siły, ale jak widzisz wystarczająco aby do ciebie przyjść.
- Nie przyjmuję podziękowań. Nie zgodziłam się na tę ofiarę.
- Nie rozumiem. Jesteś o to na mnie zła? Gdybym nie wziął od ciebie krwi to mógłbym zginąć.
- W takim razie ciesz się. Udało ci się przeżyć.
- Czy możesz mi wyjaśnić co się stało?
- Mówiłam ci już, że nie należą ci się wyjaśnienia.
- Jeśli nie powiesz mi o co chodzi to nie będę mógł się poprawić na przyszłość.
- Nie jest to problemem, bo już nigdy więcej się nie zobaczymy.
- Nie rozumiem, Iwona? - Poczułam jak bariera opada. Miałam wrażenie jakbym znowu mogła oddychać. Odwróciłam się w stronę wolności, a Michał wykorzystał to aby przycisnąć mnie do drzewa, które rosło nieopodal. Moje serce przyspieszyło jeszcze bardziej. Znowu się go bałam. Poczułam łzy spływające po moich policzkach. Wyciągnął dłoń w stronę mojej twarzy, ale przekręciłam ją na bok nie chcąc jego dotyku. - Błagam cię powiedz o co chodzi. Dlaczego się boisz?
- Boję się ciebie. - Widziałam szok połączony z bólem na jego twarzy.
- Dlaczego?
- Straciłeś całe zaufanie jakim cię obdarowałam.
- Co takiego zrobiłem?
- Pamiętasz nasze pierwsze rozmowy?
- Tak.
- Obiecałeś mi, że nigdy więcej mnie nie ugryziesz. Prosiłam abyś dotrzymał słowa, bo jest to dla mnie ważne.
- Umierałem!
- To jest dla ciebie wytłumaczenie? Wystarczyło zapytać, a ten jeden raz w ramach wyjątku zgodziłabym się.
- Przecież nic ci się nie stało!
- Gdyby nic się nie stało to nie uciekałabym od ciebie. Prosiłam cię tylko o jedną rzecz, abyś dotrzymał danego mi słowa. Obiecałeś mi i mnie zawiodłeś. Nawet nie wiesz jak okropnym to było dla mnie przeżyciem. Jak bardzo mnie to bolało. Ile twoich wspomnień zobaczyłam. Przez myśl ci nie przeszło by się zapytać o mój stan zdrowia. O to czy wszytko dobrze. Zapomniałeś się na tyle by położyć mi rękę na plecach i pozwolić, aby zostało dodatkowo napiętnowane przez moje przeżycia z którymi do tej pory sobie nie poradziłam. Złamałeś obietnicę. Ja swoich nie łamię.
- Przecież nic się nie stało.
- Masz taką pewność? Czy zanim mnie ugryzłeś sprawdziłeś w jakim jestem stanie? Nie! Nawet przez sekundę nie zainteresowałeś się moim zdrowiem. Dla twojej informacji krwawię z więcej niż jednej rany. Mam połamane żebra. Wydaje mi się że mam wybity bark. Twoje zachowanie w trosce o własną dupę mogło mnie zabić.
- Przesadzasz. Zaraz poprosi się kogoś, aby cię uzdrowił.
- Nie będę już korzystać z twojej pomocy. W przeciwieństwie do ciebie dotrzymuję obietnic.
- Nie rozumiem.
- Pamiętasz moje słowa? Moje oświadczenie co się stanie jeśli złamiesz swoje przyrzeczenie.
- Dałem ci pieniądze. Dałem ci schronienie. Dałem ci władzę. Poświęciłem swój czas, aby pozbawić cię twoich irracjonalnych lęków. A teraz kiedy wziąłem krew po to by przeżyć zamierzasz odejść. - Zamknęłam oczy. Odczuwając ból po każdym zdaniu jakie wypowiedział. Łzy mi się skończyły. Powiedział o jedno słowo za dużo. Znowu zamknęłam się na cztery spusty. Przez mężczyznę, który dał mi nadzieję na to, że mogę coś dla niego znaczyć.
- Przez myśl mi nie przeszło że zależy ci tylko na mojej krwi i ciele. Przestanę być twoim zmartwieniem. Po prostu o mnie zapomnij. Tak będzie dla nas lepiej.
- Nie pozwolę ci odejść. - Warknął na mnie. Powinnam się go bać. Ale nie potrafiłam się zmusić do tego aby poczuć jakąkolwiek emocję. Uśmiechnęłam się. W taki sposób, że przeszedł go dreszcz. Wysłałam do niego wspomnienia tych ludzi w takim natężeniu że z wrzaskiem mnie puścił trzymając się za głowę. Pozbawiłam go przytomności i patrzyłam jak upada na ziemię. W tle zobaczyłam jak Wacław zbliża się z moją torebką.
- Dziękuję. - Powiedziałam do niego wypranym z emocji głosem. Wyjęłam swoją kartę bankomatową. Napisałam na niej pin i rzuciłam ją koło Michała.
- Wrócisz kiedyś? - Usłyszałam za plecami głos Wacława.
- Po co?
- Nigdy jeszcze tyle nie osiągnęliśmy.
- Ogromnym kosztem. Jest bardzo dużo zabitych po naszej stronie.
- Dużo osiągnęliśmy. Rozumiem że Michał cię skrzywdził, ale nie jest jedynym mężczyzną na tej ziemi. - Odwróciłam się do niego na jego poważne oświadczenie. Pomimo uśmiechu moje spojrzenie musiało być przerażające, bo widziałam, że cudem powstrzymuje się od tego aby nie cofnąć się o krok.
- Powiadają, że do trzech razy sztuka, ale nie wierzę abym kiedykolwiek mogła jeszcze coś poczuć. Może kiedyś jeszcze się zobaczymy, ale nie czekaj na mnie, bo jak wrócę to nie dla ciebie. Pomimo tego, że jesteś wspaniałym facetem. - Ponownie się odwróciłam i zaczęłam odchodzić.
- Będę czekał. - Usłyszałam jego ciche oświadczenie. Chyba powinno podnieść mnie na duchu, ale nie potrafiłam poczuć czegokolwiek. W pewnym stopniu było to odświeżające. Bez bagażu emocji człowiek jest lżejszy.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz