Uśmiechnęłam się do
mężczyzny, który stał na bramce swoim najbardziej zalotnym spojrzeniem.
Obejrzał mnie od góry do dołu zatrzymując się na moim biuście
wychodzącym z czarnej koronkowej bluzki, oraz czerwonej spódnicy, która
była nieprzyzwoicie krótka. Zrobił pół kroku na bok pozwalając mi wejść.
Jednak nie przesunął się wystarczająco i musiałam się o niego otrzeć,
aby móc przejść. Skorzystał z okazji aby włożyć mi rękę pod skrawek
materiału i ścisnąć jeden z pośladków. Pisnęłam zawstydzona i podbiegłam
kawałek goniona jego śmiechem po którym czułam na swoich plecach
dreszcze przerażenia. Rozglądałam się wokół próbując zrozumieć w którym
kierunku powinnam się udać. Zobaczyłam jak jedna z kobiet znika za
drzwiami po drugiej stronie pomieszczenia, więc udałam się za nią. Było
jeszcze stosunkowo mało osób, więc nie miałam większego problemu z
przejściem. Mocno denerwowałam się całą sytuacją. Jak tylko udało mi się
przekroczyć drzwi to zobaczyłam kilkadziesiąt dziewczyn ubranych
podobnie do mnie. Najmłodsza raczej nie była jeszcze pełnoletnia.
Natomiast najstarsza zbliżała się do czterdziestki. Wszystkie były
piękne, z toną makijażu na twarzy, odsłoniętymi szyjami, oraz na
szpilkach na tyle długich by można było nimi kogoś zabić, o ile
wcześniej człowiek nie zrobi sobie przez nie krzywdy. Jedna przez drugą
trajkotały podekscytowanym głosem. Do ręki została mi wręczona jakaś
szklanka z napojem. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością i wzięłam do ust
łyka widząc że jestem obserwowana. Odeszłam kawałek dalej i gdy nikt nie
patrzył wyplułam ponownie zawartość do szklanki. Miałam dziwne
wrażenie, że to nie był po prostu alkohol. Przy każdej możliwej okazji
wylewałam trochę napoju w najgorszym razie prosto na ziemię. Gdy zostało
mi pół szklanki to zostawiłam ją na jakimś stoliku i podeszłam do
największej grupy dziewczyn próbując zrozumieć o czym mówią. Ostrożnie
nasłuchiwałam ich myśli choć od wysokich tonów zaczynała mnie boleć
głowa. Nie potrzebowałam dużo czasu aby odkryć, że o niczym nie wiedzą.
Po prostu udało im się znaleźć dobrze płatną pracę. Zgadywały że
wynagrodzenie jest wysokie ze względu na skąpe stroje, które mogą
prowokować mężczyzn do odważnych zagrywek. Część jedynie miała nadzieję,
że nie zostanie z tej okazji zgwałcona, ale pod wpływem tajemniczego
napoju coraz więcej ich obaw znikało. Kobieta, która nas pilnowała i
której miałyśmy się słuchać była wampirem. Stosunkowo młodym patrząc na
to, że kompletnie nie potrafiła pilnować swoich myśli.
- Dobrze dziewczęta,
zaczynamy. - Klasnęła w dłonie i pokazała ręką na tace i kieliszki z
czerwonym płynem. Zgaduję, że znajduje się w nim krew, na co odetchnęłam
z ulgą. Bałam się, iż będą chcieli pić bezpośrednio od dawcy, a w
dalszym ciągu sobie z tym nie radziłam. Wzięłam swoją działkę i wyszłam
na salę. Znajdowało się na niej już kilkadziesiąt wampirów i z każdą
chwilą pojawiało się ich coraz więcej. Ze względów bezpieczeństwa do
środka nikt nie mógł się teleportować co trochę ułatwiało nam zadanie.
Po godzinie uśmiechania się i biegania między nimi zdążyły rozboleć mnie
nogi, nie mówiąc o kręgosłupie. Nie mam zielonego pojęcia jakim cudem
te dziewczyny są w stanie regularnie tak pracować i to jeszcze na tak
wysokich szpilkach.
- Skoro jesteśmy już
wszyscy to możemy zacząć od oficjalnego przywitania. - Odetchnęłam z
ulgą na ten komunikat i nawet nie próbowałam dalej słuchać. To czego
dowiedziałam się czytając ich myśli chwilowo mi wystarczało.
Skoncentrowałam się na Michale, aby wysłać mu informację aby udał się w
wyznaczone miejsce. Poszłam do łazienki i otworzyłam okno na oścież co
wcale nie było takie proste, bo jakiś geniusz ze względów bezpieczeństwa
przykleił framugę. Udało mi się chyba czysto dlatego, że miałam już
tego serdecznie dosyć, a to był przecież dopiero początek. Przez okno
wskoczył do środka Michał. Po upewnieniu się, że jesteśmy sami
pozwoliłam sobie na obejrzenie go od góry do dołu aby zobaczyć jak
nieziemsko wyglądał w stroju bojowym. W tym czasie podał mi moją
torebkę, abym mogła pozakładać na siebie broń.
- Jak przygotowania?
- Wszyscy czekają w
lesie. Ochroniarz został unieszkodliwiony. Wacław zrobił już rundkę
wokół tej speluny aby zrobić krąg z krwi. Powiedział, że lada moment
będzie gotowy na to aby bariera została wzniesiona. Jedynie jak to zrobi
to nikt od nas również nie będzie mógł przejść.
- Dobrze. W takim razie idę zadbać o dziewczyny, odezwę się do ciebie gdy będę koło naszej szefowej abyś mógł na nią wpłynąć.
- Jak rozumiem jest wystarczająco słaba, abym poradził sobie przy użyciu twoich myśli.
- Jasne. - Pokiwaliśmy
sobie z powagą na pożegnanie i Michał wyskoczył na zewnątrz. Zamknęłam
szczelnie okno i udałam się do pokoju gospodarczego. Od razu podeszłam
do szefowej i złapałam ją za rękę patrząc głęboko w oczy i nie
pozwalając przerwać kontaktu wzrokowego.
- Co jest do ch... - Nie
zdążyła dokończyć, a Michał już był w jej głowie. Po chwili poczułam
jak kobieta się rozluźnia, więc mogłam puścić jej rękę. - Dziewczęta do
mnie! - Krzyknęła do wszystkich które znajdowały się w pomieszczeniu. -
Za chwilkę będzie pora na niespodziankę, więc pójdzie na salę, aby
zawołać resztę. Wszystkie macie być tutaj za maksymalnie pięć minut. -
Wszystkie szybko popędziły wykonać jej polecenie. Poszłam razem z nimi
wiedząc, że nie jest potrzebna moja obecność. Michał za mocno siedział
jej w głowie aby mogła sobie z nim poradzić. Widziałam jak wszystkie
biegiem ruszyły do pomieszczenia. Kilka wampirów zaniepokoiło się
wyłapując informacje o niespodziance o której nic nie wiedzieli, ale
przecież stąd biorą swoją nazwę, że mało kto wie o co chodzi.
- Wchodzimy. -
Usłyszałam głos Michała w swojej głowie, chwilę po tym jak szefowa
zamknęła drzwi od pomieszczenia gospodarczego na klucz i zbliżyła się do
mnie. Po chwili rozległ się huk gdy wampiry zaczęły wpadać do sali.
Kilka osób próbowało się teleportować, ale ze względu na ich własne
zabezpieczenia nie mogli tego zrobić. Korzystając z ich szoku zaczęłam
atakować tych najbliżej mnie. Nikt z nas się nie wahał. Nie mieliśmy
litości. To po prostu była jedna wielka rzeź. Oprócz zaskoczenia ogromną
przewagę dawało nam to, że współpracowaliśmy. Z ich strony większość
zasłaniała się słabszymi, aby tylko przetrwać. Jednak okazało się że z
ich strony było kilka potężnych wampirów, co za tym idzie zaczęły się
pojawiać z naszej strony straty. Razem z naszą świtą rozpoczęliśmy
polowanie na najsilniejszych. Jednak co z tego jak oni nie mieli
skrupułów. Jeden z nich rozniecił ogień przez który zginęło kilkanaście
wampirów po obu stronach. Ktoś z naszych ugasił go przy użyciu wody.
Walczyłam z trzema mężczyznami na raz. Dodajmy do tego, że całkiem
silnymi. Cały czas próbowali wpłynąć na moją wolę przez co coraz
bardziej zaczynała boleć mnie głowa. Potknęłam się co jeden z nich
wykorzystał i udało mu się mnie kopnąć na tyle mocno, że chyba połamał
mi kilka żeber. Spróbowałam wyłączyć się na tyle by nie czuć bólu. Nie
mogłam sobie na niego pozwolić. Uderzyłam z prawego sierpowego jednego z
nich, drugiego w tym czasie kopnęłam po jajach. Udało mi się ich
odsunąć na tyle, abym mogła trzeciemu wbić sztylet w serce i przeciągnąć
go. Upadł na ziemię. Kolejny na moim sumieniu. Pierwszego próbowałam
zaatakować, ale jedynie rozcięłam jego skórę jeszcze bardziej go
irytując. Pojawił się czwarty, uchyliłam się przed jego szarżą na tyle
że uderzył w drugiego. Jak tylko zostali ogłuszeni przez zderzenie się
głowami to wykorzystałam to aby wykończyć jednego i drugiego. Ten,
którego kopnęłam leżał już bez głowy, ktoś inny musiał się nim między
czasie zająć. Ktoś zaatakował mnie od tyłu więc przerzuciłam go nad sobą
przy użyciu dźwigni i wykończyłam jednym szybkim ruchem. Nerwowo
rozglądałam się wokół poszukując kolejnego przeciwnika, którego już nie
było. Zadowolona i zmęczona ruszyłam w kierunku Michała. Uśmiechnął się,
ale czekał na mnie. Zanim zdążyłam go ostrzec jakiś wampir wbił mu coś w
plecy. Zrobiłam zamach aby trafić w środek jego głowy sztyletem. Michał
upadł na ziemię. Podbiegłam, aby tamtego dobić i pochyliłam się nad
Michałem.
- Trafił mi w serce.
Musisz wyciągnąć bardzo delikatnie inaczej mnie zabijesz. - Zbladłam na
jego ciche oświadczenie, ale wiedziałam, że muszę to zrobić. Szybko, ale
ostrożnie pozbyłam się broni. Michał jęknął, co było dobrym znakiem.
Żył. Złapał mnie za tył głowy i przyciągnął do siebie na tyle by wbić
się kłami w moją szyję. Przeszedł mnie dreszcz bólu, dopiero później
stało się to bardziej neutralne. Klęczałam obok niego nie mogąc się
ruszyć. Jego ręka zjechała na moje plecy. "Grzeczna dziewczynka, w końcu załapałaś o co chodzi". Zamknął
ugryzienie i odsunął się ode mnie. Drżałam nie potrafiąc tego opanować.
Byłam przerażona i zszokowana. Michał popatrzył na mnie jakby nie do
końca rozumiał moją reakcję. Ponownie wyciągnął ręce w moim kierunku.
Odsunęłam się od niego brzydząc się jego dotykiem. Wyglądał jakby
zabolała go moja reakcja. Czym prędzej stanęłam na nogi i pobiegłam do
Antoniego. Musiałam wyglądać okropnie, bo przejął się moim wyglądem.
Położyłam rękę na jego ramieniu i w przyspieszonym tempie zaczęłam
wysyłać mu wszystkie informacje jakie zdobyłam w ciągu dzisiejszej
akcji.
- Iwona! - Usłyszałam za
sobą wołanie Michała. Musiało już mu się udać wstać. Zwiększyłam tempo
wysyłania informacji co spotkało się z jękiem bólu ze strony Antoniego.
Przerwałam jak tylko poczułam dłoń Michała na swoim ramieniu. Odsunęłam
się i zaczęłam manewrować między ciałami, aby wyjść z budynku. Zderzyłam
się z barierą, której Wacław jeszcze nie zdążył ściągnąć. - Iwona,
zaczekaj! - Odwróciłam się w jego stronę nie mając większego wyboru. -
Co ci się stało? Dlaczego uciekasz?
- Nie należą ci się
żadne wyjaśnienia. - Szepnęłam wściekłym głosem. Czułam się jakbym była
zamknięta w klatce. Na każdy jego krok w moim kierunku robiłam dwa do
tyłu. W końcu klnąc pod nosem zatrzymał się.
- Dziękuję ci za krew,
którą mi ofiarowałaś. Biorąc pod uwagę jej smak naprawdę musisz być z
innego gatunku. Z takimi uszkodzeniami powinienem jeszcze długo mieć
problemy aby utrzymać przytomność, a tymczasem rana kompletnie się
zasklepiła. Nie mam zbyt wiele siły, ale jak widzisz wystarczająco aby
do ciebie przyjść.
- Nie przyjmuję podziękowań. Nie zgodziłam się na tę ofiarę.
- Nie rozumiem. Jesteś o to na mnie zła? Gdybym nie wziął od ciebie krwi to mógłbym zginąć.
- W takim razie ciesz się. Udało ci się przeżyć.
- Czy możesz mi wyjaśnić co się stało?
- Mówiłam ci już, że nie należą ci się wyjaśnienia.
- Jeśli nie powiesz mi o co chodzi to nie będę mógł się poprawić na przyszłość.
- Nie jest to problemem, bo już nigdy więcej się nie zobaczymy.
- Nie rozumiem, Iwona? -
Poczułam jak bariera opada. Miałam wrażenie jakbym znowu mogła
oddychać. Odwróciłam się w stronę wolności, a Michał wykorzystał to aby
przycisnąć mnie do drzewa, które rosło nieopodal. Moje serce
przyspieszyło jeszcze bardziej. Znowu się go bałam. Poczułam łzy
spływające po moich policzkach. Wyciągnął dłoń w stronę mojej twarzy,
ale przekręciłam ją na bok nie chcąc jego dotyku. - Błagam cię powiedz o
co chodzi. Dlaczego się boisz?
- Boję się ciebie. - Widziałam szok połączony z bólem na jego twarzy.
- Dlaczego?
- Straciłeś całe zaufanie jakim cię obdarowałam.
- Co takiego zrobiłem?
- Pamiętasz nasze pierwsze rozmowy?
- Tak.
- Obiecałeś mi, że nigdy więcej mnie nie ugryziesz. Prosiłam abyś dotrzymał słowa, bo jest to dla mnie ważne.
- Umierałem!
- To jest dla ciebie wytłumaczenie? Wystarczyło zapytać, a ten jeden raz w ramach wyjątku zgodziłabym się.
- Przecież nic ci się nie stało!
- Gdyby nic się nie
stało to nie uciekałabym od ciebie. Prosiłam cię tylko o jedną rzecz,
abyś dotrzymał danego mi słowa. Obiecałeś mi i mnie zawiodłeś. Nawet nie
wiesz jak okropnym to było dla mnie przeżyciem. Jak bardzo mnie to
bolało. Ile twoich wspomnień zobaczyłam. Przez myśl ci nie przeszło by
się zapytać o mój stan zdrowia. O to czy wszytko dobrze. Zapomniałeś się
na tyle by położyć mi rękę na plecach i pozwolić, aby zostało dodatkowo
napiętnowane przez moje przeżycia z którymi do tej pory sobie nie
poradziłam. Złamałeś obietnicę. Ja swoich nie łamię.
- Przecież nic się nie stało.
- Masz taką pewność? Czy
zanim mnie ugryzłeś sprawdziłeś w jakim jestem stanie? Nie! Nawet przez
sekundę nie zainteresowałeś się moim zdrowiem. Dla twojej informacji
krwawię z więcej niż jednej rany. Mam połamane żebra. Wydaje mi się że
mam wybity bark. Twoje zachowanie w trosce o własną dupę mogło mnie
zabić.
- Przesadzasz. Zaraz poprosi się kogoś, aby cię uzdrowił.
- Nie będę już korzystać z twojej pomocy. W przeciwieństwie do ciebie dotrzymuję obietnic.
- Nie rozumiem.
- Pamiętasz moje słowa? Moje oświadczenie co się stanie jeśli złamiesz swoje przyrzeczenie.
- Dałem ci pieniądze.
Dałem ci schronienie. Dałem ci władzę. Poświęciłem swój czas, aby
pozbawić cię twoich irracjonalnych lęków. A teraz kiedy wziąłem krew po
to by przeżyć zamierzasz odejść. - Zamknęłam oczy. Odczuwając ból po
każdym zdaniu jakie wypowiedział. Łzy mi się skończyły. Powiedział o
jedno słowo za dużo. Znowu zamknęłam się na cztery spusty. Przez
mężczyznę, który dał mi nadzieję na to, że mogę coś dla niego znaczyć.
- Przez myśl mi nie
przeszło że zależy ci tylko na mojej krwi i ciele. Przestanę być twoim
zmartwieniem. Po prostu o mnie zapomnij. Tak będzie dla nas lepiej.
- Nie pozwolę ci odejść.
- Warknął na mnie. Powinnam się go bać. Ale nie potrafiłam się zmusić
do tego aby poczuć jakąkolwiek emocję. Uśmiechnęłam się. W taki sposób,
że przeszedł go dreszcz. Wysłałam do niego wspomnienia tych ludzi w
takim natężeniu że z wrzaskiem mnie puścił trzymając się za głowę.
Pozbawiłam go przytomności i patrzyłam jak upada na ziemię. W tle
zobaczyłam jak Wacław zbliża się z moją torebką.
- Dziękuję. -
Powiedziałam do niego wypranym z emocji głosem. Wyjęłam swoją kartę
bankomatową. Napisałam na niej pin i rzuciłam ją koło Michała.
- Wrócisz kiedyś? - Usłyszałam za plecami głos Wacława.
- Po co?
- Nigdy jeszcze tyle nie osiągnęliśmy.
- Ogromnym kosztem. Jest bardzo dużo zabitych po naszej stronie.
- Dużo osiągnęliśmy.
Rozumiem że Michał cię skrzywdził, ale nie jest jedynym mężczyzną na tej
ziemi. - Odwróciłam się do niego na jego poważne oświadczenie. Pomimo
uśmiechu moje spojrzenie musiało być przerażające, bo widziałam, że
cudem powstrzymuje się od tego aby nie cofnąć się o krok.
- Powiadają, że do
trzech razy sztuka, ale nie wierzę abym kiedykolwiek mogła jeszcze coś
poczuć. Może kiedyś jeszcze się zobaczymy, ale nie czekaj na mnie, bo
jak wrócę to nie dla ciebie. Pomimo tego, że jesteś wspaniałym facetem. -
Ponownie się odwróciłam i zaczęłam odchodzić.
- Będę czekał. -
Usłyszałam jego ciche oświadczenie. Chyba powinno podnieść mnie na
duchu, ale nie potrafiłam poczuć czegokolwiek. W pewnym stopniu było to
odświeżające. Bez bagażu emocji człowiek jest lżejszy.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz