- To skoro wszyscy już są spokojni to wracamy do rozmowy.
Adam z powrotem cały się spiął. Zaczął warczeć i przytulił się do moich pleców trzymając mnie rękami mocno na wysokości talii.
- Ona miała być bezpieczna. Nie zostawię jej po raz drugi.
Z jego warkotu ledwo
można było zrozumieć słowa. Zaczęłam głaskać go po rękach chcąc aby się
uspokoił. Chyba w miarę mi się to udało bo z chwili na chwilę był coraz
bardziej rozluźniony. Spojrzałam oceniająco na Dereka, który przyglądał
nam się próbując podjąć decyzję. Po chwili na jego twarzy wykwitł
szeroki uśmiech.
- Zaimponowała mi. Od tak weszła między dwa wilkołaki tylko po to by żaden nie zginął. Może uczestniczyć w spotkaniu.
- Nie zrobię dziś już nic więcej bez jej zgody.
Szepnął groźnym głosem w
taki sposób by w całym pomieszczeniu było go słychać. Po moich plecach
przeszedł dreszcz, a on przekręcił mnie twarzą do siebie w taki sposób
by trzymać ręce na moich ramionach. Uważnie patrzył w moje oczy szukając
w nich odpowiedzi.
- Czy miałabyś ochotę pójść z nami abym mógł dokończyć rozmowę?
Przełknęłam ślinę nie do końca rozumiejąc co się dzieje.
- A jaką mam alternatywę?
- Taką że wychodzimy stąd i jedziemy we wskazanym przez ciebie kierunku.
Przez chwilę zastanawiam się nad tą opcją. Kusiła mnie ale miałam wątpliwości czy była bezpieczniejsza.
- A kiedy planujesz dokończyć rozmowę?
- Gdy będziesz miała ochotę wrócić tutaj ze mną lub wrócę do siebie na tyle by przyjechać samemu.
Czułam jak się cały
spiął. Nie podobało mu się to co mi proponował. Zamknęłam oczy próbując
zastanowić się nad swoim położeniem i podjąć jakąś decyzję.
- Chyba lepiej załatwić to od razu i mieć to z głowy.
- Jesteś pewna?
Spytał się szukając na mojej twarzy choć trochę niepewności. Wzruszyłam jedynie ramionami i uśmiechnęłam się delikatnie.
- To skoro postanowione to chodźmy.
Adam spojrzał na niego
zły że nam przeszkadza ale jedyne co zrobił, to złapał mnie mocno za
rękę i udał się za Alfą. Pomieszczenie do którego weszliśmy wydawało się
z jednej strony surowe, a z drugiej komfortowe. Nie widziałam w tym
wszystkim kobiecej ręki.
- Jeszcze nie masz partnerki.
Oznajmiłam zanim
zdążyłam ocenzurować swoje słowa. Derek spojrzał na mnie zaskoczony, ale
już po chwili szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Słuszna ocena. Siadajcie.
Ręką pokazał nam kanapę
na której leżał mój sweter. Nawet nie próbowałam zrozumieć, po co on mu
był. Usiadłam przed Adamem co wywołało u niego zmarszczenie brwi. Już po
chwili siedział koło mnie, podłożył swoje ręce pode mnie i przeniósł na
swoje kolana tak bym opierała się plecami o jego klatkę piersiową.
- Adam!
Zwróciłam mu uwagę ciut zestresowana sytuacją. Poczułam jego usta na swoim uchu co wywołało dreszcz na całym moim ciele.
- Potrzebuję się upewnić, że nic ci nie jest.
- Nie muszę w tym celu siedzieć na twoich kolanach.
- Proszę, nie kłóć się o taką drobnostkę. Potrzebuję ciebie tak blisko jak tylko dam radę.
Westchnęłam tylko na
jego bezczelność i próbowałam chociaż trochę się rozluźnić. Derek
grzecznie czekał, aż skończymy swoją sprzeczkę i dopiero wtedy
skoncentrował się na Adamie.
- To teraz powiedz o zasadzce tak wiele jak pamiętasz.
- Naszym celem był
pewien dom. Skradaliśmy się do niego niemal czołgając się po ziemi ze
względu na to, że był na podwyższeniu. We trójkę leżeliśmy obserwując go
przez lornetki.
Poczułam jak zaczyna się spinać, więc delikatnie głaskałam jego ręce. Wystarczyło.
- Po chwili poczuliśmy
nieznany zapach. Zza naszych placów wyszedł Marcel, razem z nim jeszcze
parę osób, których nie kojarzyliśmy.
- A Marcel nie miał być tam razem z wami?
- Tak, ale powiedział, że coś mu wypadło. Dołączył do nad ktoś na zastępstwo i poinformował nas, że później nas znajdzie.
- No dobrze, kontynuuj.
- Podnieśliśmy się
odrobinę na ich widok. Czuliśmy lekki niepokój, ale nie baliśmy się, bo
nie było kogo. Prowadził z nami dość luźną rozmowę. Przekazał parę
informacji o domu i jego mieszkańcach. Tłumaczył, że stąd wzięło się
jego spóźnienie. Następnie kazał się przyjrzeć najbliższej okolicy domu.
W wielu miejscach były grupki obserwatorów takie jak nasza. Nagle
zobaczyłem przy jednej z nich zamieszanie. Jakby zaczęła się jakaś
bójka. Tylko zdążyłem o tym poinformować, a ekipa Marcela rzuciła się na
nas. Zostałem odepchnięty na bok. Szybko się przemieniliśmy i
zaczęliśmy ich atakować. Okazało się, że całe jego towarzystwo z nim na
czele zdążyło przyłączyć się do wampirów. Walka trwała stosunkowo
szybko. Mieli dużą przewagę liczebną. Widziałem jak moi przyjaciele giną
z ich rąk. Udało im się mnie przewrócić. Uderzyłem głową w kamień, ale
miałem takiego pecha, że zamiast zginąć to straciłem przytomność.
Musieli mieć tego świadomość, bo zabrali mnie do ich bazy, a konkretniej
do domu, który był naszym celem.
- Czy spośród osób, które cię torturowały, albo tam przebywały był ktoś znajomy?
Mimochodem zaczął
warczeć. Podniosłam rękę, aby dotknąć jego policzka. Przysunął swoją
głowę bliżej mojej dłoni. Patrzył mi głęboko w oczy i rozluźniał się.
- Wydaje mi się, że nie.
- Potrafiłbyś podać rysopisy tych osób?
- Tak, wystarczająco się im przyjrzałem.
Derek pokiwał głową zamyślony. Ewidentnie coś go trapiło. Po chwili podjął decyzję, która chyba nie do końca mu się podobała.
- Marcel zgłosił wasze
zaginięcie. Odnalazł ciała wilkołaków i to nie tylko z naszego stada.
Ciebie nie było, więc musiałem kogoś wybrać na betę. Padło na niego.
Adam zaczął warczeć,
musiałam postarać się ciut bardziej, aby nie zaciskał rąk w pięści i nie
patrzył jakby chciał się rzucić na Dereka.
- Co za tym idzie
chwilowo ma zbyt wysoką pozycję, abym mógł go posądzić o zdradę. Wierzę
ci, ale szybko się zorientuje, że nie masz jeszcze pełni władzy nad
swoim umysłem. Najzwyczajniej w świecie będzie mógł olać twoje
oskarżenia do momentu aż nie wrócisz do normy. Da mu to, aż nadto czasu
na reakcję.
- Do czego zmierzasz.
- Jest tylko jeden sposób, abyś mógł przed wszystkimi udowodnić, że mówisz prawdę.
- Nie.
Szepnął cicho, niemal z przestrachem.
- Przyjacielu, gdybym mógł zaproponować cokolwiek innego to bym to zrobił.
- O czym mówicie?
Zapytałam zanim zdążyłam
się opanować. Adam przyciągnął mnie bliżej do siebie i głaskał tam
gdzie akurat wypadły jego ręce czyli mniej więcej na wysokości żeber.
- Jak większość stad posiadamy maszynę która pozwala wyciągać wspomnienia.
- Nie rozumiem.
- Mamy krzesło na którym
siada dana osoba. Do jego głowy przymocowane jest urządzenie. Szczytuje
ono dane wydarzenia opierając się na datach. Zapisane wspomnienia są w
postaci filmu. Dzięki temu byłby dowód na winę Marcela. Dodatkowo
moglibyśmy wydrukować zdjęcia wszystkich wampirów, których widział, co
dałoby nam chwilową przewagę nad wrogiem.
- Brzmi nieźle. W czym tkwi haczyk, że aż tak się tego boicie.
- Ograniczeniem tego
jest, że nie można tego przerwać. Jak tylko wpisze się ustawienia do
maszyny to pracuje tak długo, aż wyciągnie całość wspomnień.
- Dalej nie widzę ryzyka.
- Byłby przyczepiony do
fotela, zabezpieczony aby się nie uwolnił. Jednak w momencie w którym
wspomnienia są kopiowane, to odtwarza je w głowie. W przeciągu tej
chwili która może trwać parę godzin będzie z najmniejszymi szczegółami
widział nie tylko walkę, ale też wszystkie tortury jakie go spotkały.
Będzie to wszystko przeżywał na nowo. Poczuje cały ból, który czuł
wtedy. Na chwilę obecną jest nie do końca zrównoważony psychicznie.
Zwiększa to szansę na to, że się nie opanuje i przemieni.
- A co się stanie jeśli się przemieni?
- Przerwie pracę
maszyny. W większości takich przypadków dochodziło do zwarcia i z umysłu
wilkołaka zostawała paciaja. Posiadając jedynie instynkt łowcy jest
zagrożeniem, które trzeba wyeliminować.
- Jak rozumiem to, że
możesz stracić jednego z najlepszych swoich ludzi jest warte tego by
zdobyć informacje o parę dni szybciej.
Moje słowa były jak
smagnięcie batem. Tym razem to Adam zaczął mnie głaskać próbując
uspokoić. Pocałował mnie w głowę. Jednak miałam wrażenie jakby był tym
wszystkim ciut rozbawiony.
- Ryzyko nie jest aż tak wielkie.
- Nie rozumiem. Z tego co mówiłeś to jest praktycznie pewne, że on się przemieni.
- I w tym momencie wchodzisz ty.
- Nie!
Wrzasnął Adam na jego
sugestie warcząc groźnie i miałam problem, aby go utrzymać by nie
zrzucił mnie z kolan i nie zaatakował go.
- Jeśli chcesz ryzykować moim życiem to nie ma problemu, ale nie zaryzykujesz jej.
- Zapytała. Nie grzecznie byłoby teraz nie udzielić jej odpowiedzi.
Prychnęłam na jego niewinny ton. Facet jest niezłym manipulatorem.
- I tak zamierzasz powiedzieć to co chcesz, więc po prostu kontynuuj.
- Jesteś jego partnerką.
Oraz jak dobrze widzisz to masz całkiem spory wpływ na niego. Zarówno
by go uspokoić jak również by dopilnować aby się nie przemienił.
- Chcesz obarczyć mnie odpowiedzialnością za ewentualne niepowodzenie?
- Widziałem jak weszłaś
między dwa wilkołaki. Dałaś radę odciągnąć go od zabójstwa w obronie
partnerki. Nie jest to łatwe zadanie. Wcześniej takie rozwiązanie nawet
nie wpadło by mi do głowy, ale zrozumiałem, że masz spore szanse, na to
by uchronić go przed przemianą.
- Nie zgadzam się.
Warknął Adam.
- To jest dla niej zbyt
duże ryzyko. Jeśli nie daj boże pogrążę się we wspomnieniach i przejmą
nade mną kontrolę to po prostu się przemienię. Nie dacie rady mnie
powstrzymać. Ona będzie najbliżej mnie. Nie jestem w stanie odpowiedzieć
na pytanie co się stanie. Czy będę miał w sobie na tyle samozaparcia
aby jej nie skrzywdzić. A jeśli coś zrobię to jest pytanie otwarte co.
Możliwości jest wiele, chociażby oznaczenie, napicie się jej krwi,
połamanie jakiś kończyn, zabicie czy zgwałcenie. Jeśli są im potrzebne
informacje to zgodzę się na podłączenie do maszyny, ale nie zaryzykuje
tym, że mogłaby stać się jej krzywda z mojej ręki.
Zaczęłam spoglądać między Adamem, a Derekiem.
- Skurwysyn.
Szepnęłam pod nosem w
stronę Dereka. Wyglądał na bardziej rozbawionego niż złego za obrażenie
go. Zamknęłam na chwilę oczy zbierając całą odwagę jaką w sobie posiadam
i z westchnięciem otworzyłam je.
- Podsumowując. Adam
posiada informacje, których ujawnienie jest niezbędne do zamknięcia
Marcela, zdobycia przewagi nad wampirami, oraz ujęcia paru osób. Zgadza
się?
Obydwoje pokiwali delikatnie głową.
- Innymi słowy Adam nie ma wyboru i musi się tego podjąć. Dobrze zrozumiałam?
Spytałam ze złością patrząc na Dereka. Uśmiech zniknął z jego twarzy, ale pokiwał głową potwierdzając to co powiedziałam.
- Nie zamierzasz dać mu
wyboru, ryzykując jego życiem, moim, ale rozumiem, że nie ma dla ciebie
najmniejszej wartości, oraz każdego kto będzie musiał z nim walczyć, aby
go powstrzymać. Nie mniej jednak przemyślałeś to na tyle, że wolisz od
razu wprowadzić plan w życie niż dać mu parę dni na to, by wrócił mu
przynajmniej cień kontroli.
- Nie możemy sobie
poczekać na chociażby dzień zwłoki. Adam zrobił rzeź tam gdzie był
przetrzymywany. Jest spora szansa, że już zostało wykryte jego
zniknięcie. Musimy zareagować i to jak najszybciej, zanim się
przestraszą i zrobią to pierwsi. Marcel posiadał wszelkie kluczowe
informacje na temat naszego stada. Będzie trzeba zwołać naradę.
Przeprowadzić się lub uzbroić. Podjąć jakie będą najlepsze decyzje aby
przygotować się do obrony. Równie dobrze może być tak, że już teraz na
nas biegną i zamiast podejmować decyzję to ucinamy sobie pogawędki.
Westchnęłam na jego wypowiedź.
- Czyli zdania nie zmienisz i zamierzasz go do tego zmusić.
- Tak.
- W takim razie przykro mi Adamie, ale muszę tam z tobą być.
- Mówiłem już, że się nie zgadzam.
Warknął ściskając mnie mocniej, skończy się na tym, że będę cała w siniakach.
- To teraz przemyśl
scenariusze, które mamy. Ktoś mnie zabiera jak najdalej stąd. Już na
start jesteś rozdrażniony i nie ma pewności czy zdążą zdobyć informacje
które potrzebują przed twoją przemianą. Znasz mój zapach więc od razu
zaczniesz podążać w moim kierunku aż wściekły mnie znajdziesz.
Scenariusz drugi. Nie uciekam przed tobą, ale jestem w pewnej
odległości. Za każdym razem jak weźmiesz wdech czy spojrzysz na mnie to
na chwilę się uspokoisz. Da to szansę na to, że zdobędą komplet
informacji. Nie mniej jednak twoja przemiana jest niemal pewna co
skończy się tym, że w dwóch susach będziesz koło mnie zanim reszta
zorientuje się co się stało. Oraz trzecia opcja. Jestem na tyle blisko
ciebie, aby na bieżąco starać się ciebie uspokajać. Jeśli Derek mnie nie
przecenił to jest spora szansa na to, że się nie przemienisz, a co za
tym idzie nie zrobisz mi krzywdy.
Adam długo wpatrywał się
we mnie mając ogromny problem jaką podjąć decyzję. Za cholerę nie
podobał mu się mój sposób myślenia. Po chwili z pełną powagą przeniósł
swoje spojrzenie na Dereka.
- Zgodzę się na to, by zaryzykować życiem mojej własnej partnerki, ale mam dwa warunki.
- Słucham.
Derek wyglądał na względnie zadowolonego.
- Po pierwsze parę osób,
którym ufasz będzie miało przy sobie broń, którą z dystansu będą mogli
mnie zabić. Po drugie osobiście będziesz odpowiadał za to, by ją w razie
czego ochronić. Zarówno teraz jak i do końca jej życia.
- Zrobię to dla ciebie przyjacielu. Dziękuję za zaufanie i poświęcenie.
- Nie musisz mi dziękować. Jak Agata słusznie zauważyła nie dałeś nam żadnego wyboru.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz