Obudził mnie dźwięk
budzika. Wyłączyłam go zmęczona i zadzwoniłam do Marty, aby ją uspokoić.
Nie wierzyła mi na słowo, więc za półtorej godziny miałam zjawić się u
niej w domu. Z jękiem wstałam i zaczęłam się ogarniać. Po drodze
wyrzuciłam wszystko co zostało wczoraj zniszczone, czy zabrudzone i
udałam się do sklepu dla artystów. Kupiłam tam kawałek drewna i srebrne
kostki. O tym, że były z tego kruszca mówiła ich cena. Jednak
uśmiechnęłam się ładnie i na tyle długo flirtowałam ze sprzedawcą, iż
obniżył cenę o połowę. Wcześniej nawet nie próbowałabym się zniżyć, aby
otrzymywać coś taniej, ale niestety coraz bardziej krucho u mnie z kasą.
Nie mam pracy, ani nawet pomysłu gdzie mogłabym pójść na studia, a w
końcu rodzice nie mogą utrzymywać mnie przez całe życie. Ze względu na
niezdecydowanie postanowiłam przez rok poszukiwać pracy, a jak nic nie
znajdę, to dopiero pójść na studia. Może cud się zdarzy i dostanę jakąś
robotę bez studiów? Ta... marzenia.
Doszłam do Marty i
opowiedziałam jej całą wczorajszą historię. Między czasie robiąc kołki.
Tym razem nie bawiąc się z dodatkami. Tylko drewno i srebrna, łatwo
odczepiana końcówka. Kształt kołka zachowałam, aby było mi wygodniej
trzymać. Natomiast drewno jest dla oszczędności i dezorientacji
przeciwnika. Zanim skończyłam jej opowiadać miałyśmy już zrobione
dwadzieścia sztuk. Po chwili namysłu stwierdziłam, że tyle mi wystarczy,
zwłaszcza, że spekulowałam, iż przez jego zranioną dumę, trochę minie
zanim się pojawi.
- Cieszę się, że tak dobrze ci poszło. Powiedz mi tylko jedno. Dlaczego zostawiłaś go przy życiu?
Chwilę po prostu na nią patrzyłam. Nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Nie umiałabym chyba nikogo zabić, a przynajmniej nie jego. Wydawał mi się on trochę zbyt ludzki.
Tym razem to ona
zamilkła. Westchnęła i otworzyła usta. Jednak się rozmyśliła. Pokręciła
tylko głową i pożegnałyśmy się. Do domu doszłam zamyślona. Kołki
porozkładałam po całym moim pokoju, oraz po jednej sztuce w każdym innym
pomieszczeniu. Zadowolona poszłam się wykąpać. Po godzinie była w
końcu całkowicie zrelaksowana. Aż do tego momentu nie zdawałam sobie
sprawy jak ta akcja mnie zestresowała. Dobrze, że to już koniec. Umyłam
zęby. Opatuliłam się ręcznikiem i udałam do pokoju.
- W końcu. Ile można się kąpać? Już myślałem, że będę musiał zajrzeć, czy się nie utopiłaś.
- Bardzo długo jeśli chcesz wiedzieć.
Odparłam od razu się
spinając. On tu jest! Siedzi na moim łóżku. Ale dlaczego? Jaki on ma w
tym interes? Po jaką cholerę dalej mnie nawiedza? Spojrzałam na niego
speszona. Wyglądał już na całkowicie zdrowego, co tak bardzo mnie
zadawalało jak niepokoiło. Rękami bawił się trzema kołkami, które
umieściłam w tych samych miejscach co wczoraj. Jego wzrok był całkowicie
utkwiony we mnie, a ja żałowałam, że miałam na sobie tylko ręcznik.
Gdybym wiedziała, iż przybędzie, to zabrałabym ze sobą do łazienki
chociażby pidżamę. Jednak jak teraz mam ją zdobyć skoro leży ona obok
niego?
- Wczoraj gdy wróciłem do naszej organizacji to wszyscy się ze mnie śmiali przez ciebie.
Zrobił chwilę przerwy,
co jeszcze bardziej mnie zestresowało. Czyżby zamierzał złamać obietnicę
i zabić mnie za to, iż go ośmieszyłam? Jednak zanim moje myśli się
rozkręciły to kontynuował opowieść.
- Wyprzedzając twoje
pytanie. Moja praca polega na zabijaniu złych wampirów. Tych, którzy
mordują wszystkich w koło, dla samej zabawy, lub wysuszają ludzi przy
każdym swoim posiłku i nie sprzątają, bądź pożywiają się o wiele
częściej niż jest to konieczne. W dużej mierze chodzi o utrzymanie
sekretu i o to byśmy nie wyniszczyli zbytnio ludzkiej rasy, bo nie
mielibyśmy co jeść.
- Jakie to szlachetne.
Odparłam z pogardą.
- Nie przerywaj mi. Aby
utrzymać porządek w każdym mieście znajduje się szereg wampirów
zajmujący się tropieniem i zabijaniem tych złych. Na górze każdej
organizacji znajduje się jeden wampir koordynujący wszystko, który
odpowiada, przed kolejnymi, wyżej postawionymi osobami. To miasto jest
ogromne, więc na jego czele stoi nas trójka: ja, Zofia i Antoni.
Codziennie spotykamy się w bazie, aby omówić statystyki. Ile zostało
zabitych i przez kogo, a także ile złych ciągle jest na wolności. Ile
nowych ciał zostało odkrytych i mieliśmy je zgarnąć. Gdyby ktoś z nas
się nie pojawił i wcześniej nie powiadomił, że nie zamierza przyjść to
pozostała dwójka od razu rusza go znaleźć. Jestem najsilniejszy z naszej
trójcy i nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, abym z codziennych misji
wrócił choć odrobinę zadrapany, czy ubrudzony. Dlatego wczoraj, gdy
wróciłem w tak kiepskim stanie, gdzie miałem całą bluzkę w krwi, a
dodatkowo dziury w niej to jedno przez drugiego zaczęło krzyczeć
próbując dowiedzieć się co się stało. Nie byłem w stanie przerwać ich
wrzasków, więc zrzuciłem bluzkę, by pokazać im bandaż. Obydwoje
zamilkli. Antoni domagał się szczegółów. Niechętnie opowiedziałem im
historię o tobie, co wywołało u nich atak śmiechu.
- Dlaczego mi to mówisz?
- Bo później wpadli na pomysł, abyś dla nas pracowała.
- Że co?
Otworzyłam szeroko oczy,
nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Przez chwilę nie trzymałam
ręcznika i poczułam, że zaczął mi się zsuwać. Zanim to się stało
poprawiłam go, a on nie potrafił oderwać ode mnie wzroku.
- Zabijałabyś wampiry za kasę. Czy mówię niewyraźnie?
- Nie. Po prostu nie wyobrażam sobie, że mogłabym kogoś zabić!
- Ale mnie byś zabiła.
- Nie chciałam tego zrobić. Próbowałam tylko przeżyć. Nie nadaję się do takiej roboty.
- Dasz radę. Świetnie walczysz.
- Walka z tobą, była moją pierwszą bójką.
- Ale szło ci świetnie.
- Kierowałam się intuicją, ale to za mało.
- Masz świetne pomysły.
- Intuicja i gadane.
- Masz znajomości.
- Jeśli chodzi ci o tą
sforę. To tylko jedna osoba od nich wiedziała, że coś się dzieje. Nie
wiem ile osób liczy ich gromada, a osobiście znam tylko dziewięciu jej
członków.
- Blefowałaś?
- Wyolbrzymiałam i wyprzedzałam fakty. Ta jedna osoba na pewno pobudziła by do działania całą sforę.
- Nie ważne. Masz łeb na karku, a walczyć mogę cię nauczyć.
- Warunki umowy.
- Jakie warunki?
- Ile zarabiam? Ile zleceń, na jaki okres? Czy pracuję sama? Czy pracuję codziennie? Jak to sobie wyobrażasz?
- W zależności od twoich
umiejętności, które sprawdzimy już w plenerze. Będziesz dostawała
zlecenia bezpośrednio ode mnie i za każdym razem będę Ciebie
ubezpieczał. Wampirowi łatwo wyczuć wampira, więc przed nim ucieknie,
jednak przed człowiekiem nikt nie zwieje. Za każde zlecenie będziesz
dostawała od dziesięciu tysięcy w górę.
Zatkało mnie. Nigdy nawet nie marzyłam, aby zarabiać aż tak wiele.
- Jutro dam ci odpowiedź. Muszę to przemyśleć. Tymczasowo mam jeszcze kilka niewinnych pytań dotyczących twojej rasy.
- Ech...
Byłam mocno zamyślona,
więc nawet nie pomyślałam, tylko zbliżyłam się do niego, aby wziąć
pidżamę. Zorientowałam się, że wciąż na mnie patrzy, więc cofnęłam się o
parę kroków, a domyślając się, iż nie pozwoli mi wyjść, póki tu jest
nałożyłam ubranie na ręcznik, a potem ostrożnie wyciągnęłam materiał
spod spodu. Spojrzałam na niego. Nawet na chwilę nie przestał mnie
obserwować.
- Zboczeniec.
- Reaguję, jak każdy normalny facet.
Powiedział rozbrajająco
poważnym głosem. Dalej w jego towarzystwie czułam się niepewnie.
Podeszłam do szafki z ubraniami i spomiędzy bluzek wyciągnęłam jeden z
kołków. Podeszłam do łóżka i usiadłam na poduszce opierając się plecami o
ścianę.
- Po co ci to?
- Daje mi poczucie bezpieczeństwa.
- Gdybym chciał ci coś zrobić to ten kawałek drewna nie byłby najmniejszą przeszkodą.
- Zanim zaczniemy się kłócić i ponownie turlać po łóżku chciałabym ci zadać kilka pytań.
Na moje słowa na chwilę pojawiły się iskierki w jego oczach.
- Dobrze. Pytaj.
- Czy możecie się przemieniać?
- W jakim sensie.
- W zwierzęta.
- Nie.
- Mógłbyś żyć na samej krwi zwierzęcej, syntetycznej, lub z torebek ze szpitala?
- Teoretycznie na tej ze szpitala, ale ona całkowicie nie ma smaku. Daje też mniej siły, więc potrzeba by jej było dużo więcej.
- Możesz czytać w myślach?
- Wszystkim ludziom. Słabszym ode mnie wampirom. Ale dziwnym trafem nie mogę czytać twoich myśli.
- Słyszysz je non stop, ale ignorujesz, czy musisz się wysilać, by móc je usłyszeć?
- Non stop, ale ignoruje je do takiego stopnia, że słyszę je tylko wtedy gdy chcę.
- Masz jad w kłach?
- Tak jakby.
- Jak to tak jakby? Czy możesz nim zamienić człowieka w wampira.
- Tak, ale to jest o wiele bardziej skomplikowane.
- To na razie idziemy dalej. Czy twoja ślina leczy?
- W jakim sensie?
- Czy jeśli ugryziesz człowieka, to śliną możesz zaleczyć dziurki, by nie było ich widać?
- Nie. Ale ugryzienia widzą tylko ci co wiedzą o wampirach.
- Możesz wejść gdzie chcesz, czy potrzebujesz zaproszenia?
- Gdzie tylko mi się zamarzy.
- Możesz wchodzić do kościoła?
- Tak.
- Przekroczyć płynącą wodę?
- Co to za pytania?
- Z różnych mitów i legend. Odpowiesz?
- Tak. Mogę przekroczyć.
- Umiesz latać?
- Nie.
- Skakać wyżej niż człowiek?
- Tak.
- Niż wilkołak?
- Tak, one zwykle wolą nie skakać.
- Jesteś szybszy, silniejszy i bardziej wytrzymały niż człowiek?
- Trzy razy tak.
- Masz lepszą regenerację?
- Tak. Zaczynają mnie już męczyć te pytania. Dużo ich jeszcze?
- Nie wiem.
Spontanicznie mi przychodzą na podstawie skojarzeń. Czy potrzeba picia
krwi jest na tyle ogromna, że trudno się opanować, gdy się ją widzi?
- Umiem się opanować.
Samokontrola przychodzi z wiekiem. Chociaż patrząc na twoją szyję i
przypominając sobie twój słodki smak, czasem jest mi trochę trudno.
- To się do mnie nie zbliżaj. Masz lepszy słuch, węch i wzrok?
- Tak, tak, tak. Będę tak blisko ciebie, jak będę miał ochotę.
- Czyli możesz tak jakby nakazać komuś coś zrobić?
- Każdemu mogę rozkazywać.
- Nie o to mi chodziło. Czy masz moc głosu? By samą swoją wolą zmusić kogoś do zrobienia czegoś, czego by normalnie nie zrobił.
- Tak, ale znowu tylko na ludziach i słabszych ode mnie wampirach. Niestety znowu jesteś wyjątkiem.
- Próbowałeś?
- Nie ważne.
- Próbowałeś? Odpowiedz.
Zamilknął. Długo tylko wpatrywał się we mnie. W końcu bardzo niechętnie odpowiedział.
- Tak, ale jak już mówiłem nie zadziałało.
- Do czego próbowałeś mnie zmusić?
- Abyś puściła ręcznik.
- Zboczeniec.
- Mówiłem, że jesteś piękna. Pragnąłem zobaczyć to czego jeszcze nie widziałem.
- Ciekawe z której strony jestem ładna. Następne pytanie.
- Z każdej i nawet mi nie zaprzeczaj.
- Tak, tak. Następne pytanie. Jak można stać się wampirem.
- A chcesz? Słoneczko mogę to zrobić nawet teraz.
- Nie! Chcę wiedzieć przed czym mam uciekać.
Uśmiechnął się do mnie drapieżnie, przy okazji dając mi do zrozumienia, że jeszcze wrócimy do naszej poprzedniej dyskusji.
- Aby przemienić cię w
wampira, musiałbym wypić całą twoją słodką krew, aż do ostatniej kropli.
Wpuścić mój jad, a następnie zmusić cię do wypicia mojej krwi. Jest to
bolesne i wyczerpujące.
- Czyli wystarczy, że będę unikała ugryzień i ciebie.
- Gdybym chciał cie przemienić, to nawet nie miałabyś nic do powiedzenia.
- Po pierwsze nie udało
by ci się. A nawet gdyby, to straciłbyś swoją przewagę i po przemianie
zabiłabym cię. Nie mówiąc już o tym, iż mówiłeś, że mogę być dla was
przydatna dlatego, bo jestem człowiekiem.
- Nie dałabyś rady.
- Skoro jako człowiek
mogłabym cię zabić, to przemiana i dodatkowe siły mogłyby mi to jeszcze
bardziej ułatwić. A teraz z łaski swojej idź już, bo chciałabym pójść
spać.
- Nie zamierzam jeszcze odchodzić.
- Jak chcesz, ale ja idę spać. Zejdź z mojego łóżka.
Michał bez narzekanie zszedł i usiadł na krześle nieopodal. Kołek dalej trzymałam w rękach i próbowałam zasnąć.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz