poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 7


Zobaczyłam się z nim dopiero wieczorem. Był na tle elegancko ubrany, że na chwilę zabrakło mi tchu. Szybko przebrałam się w czerwoną sukienkę i bez słowa wsiadłam do limuzyny. On jechał w drugiej zaraz za mną. Szofer dowiózł mnie na miejsce. Willa była ogromna. Bal który się w niej odbywał był naprawdę ekskluzywny. Cieszyłam się, że w ostatniej chwili pomyśleliśmy o rękawiczkach, bo głupio bym się teraz czuła z moimi zaniedbanymi dłońmi. Początkową fazą miało być to, bym pokazała się wszystkim i zainteresowała swoją osobą tego, którego muszę. Mój telefon zawibrował. Odczytałam sms'a „spotkamy się w damskiej łazience". Udałam się we wskazane miejsce. Michał już tam na mnie czekał.
- Sprawy się trochę komplikują. Jest tutaj pięciu mężczyzn do eliminacji. To jest zbyt niebezpieczne.
- Czy nie mogę chociaż spróbować?
Przez chwilę patrzył tylko na mnie zamyślony.
- Sprawa wygląda tak. Jeśli udałoby się wszystkich zabić, to bardzo by nam to wszystko ułatwiło. Jednak jeśli chociaż jeden z nich ucieknie to twoja tożsamość będzie już znana i pozostałe twoje zadania będą dziesięć razy trudniejsze. Stracisz element zaskoczenia i niewinną minkę.
- Na ile są potężni?
Zamyślił się na chwilę.
- Trójkę z nich jesteś w stanie zabić samodzielnie. Z pozostałą dwójką możesz mieć problem.
- Spróbujmy.
Od kiedy ja się stałam taka odważna?
- Co proponujesz?
- Zdążyłam już się zorientować gdzie są te pokoje. Jeśli będę miała któregoś z tych potężnych to po drodze nacisnę klamkę od twojego pokoju. Wejdę do swojego, poczekam chwilę i wbiję mu kołek w serce, wtedy ty wskakujesz i kończysz zabawę. Jednak, gdy wyłowię któregoś z tych słabszych to zabijam go, w drodze powrotnej zaglądam do twojego pokoju i informuję cię, że musisz posprzątać.
- Wiesz w jak wielu miejscach może się to nie udać?
- Tak. Opisz mi ich.
Chwilę milczał. Dopiero potem westchnął i zaczął pokazywać mi ich zdjęcia, oraz podawać imiona. Weszłam z powrotem w tłum, jak tylko spryskałam się perfumami i zaczęłam się rozglądać. Długo nie musiałam czekać, gdy zagadał do mnie jeden ze słabszych. Poradziłam sobie z nim, bez najmniejszych problemów i zeszłam na dół. Drugi był ten silniejszy. Denerwowałam się, czy zdążył posprzątać pokój. Dawid przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Odsunęłam się na bok i odezwałam uwodzicielskim głosem.
- Na górze mam zamówiony pokój.
Poszedł za mną pokornie. Po drodze chwyciłam z klamkę pokoju Michała.
- Ups... pomyliłam pokoje. Nasz jest ten obok.
Weszliśmy do środka i odetchnęłam z ulgą. Nie widziałam najmniejszych dowodów na to, że coś tu się działo. Dawid nie tracił czasu tylko rzucił mnie na łóżko. Podciągnął sukienkę i zamarł z ręką na moim udzie. Zanim zrozumiał co się dzieję wbiłam mu kołek w serce i odskoczyłam w drugi kąt pomieszczenia. Z sykiem rzucił się na mnie, ale zanim na mnie wskoczył pojawił się Michał. Zaczęli ze sobą walczyć. Wyjęłam na wszelki wypadek sztylet, by móc się obronić. Nie był mi jednak potrzebny. Bójka nie trwała długo.
- Ile czasu potrzebujesz na sprzątanie?
- Pięć minut.
Pokiwałam głową i zeszłam na dół po kolejną ofiarę. Kolejna dwójka była słaba. Poradziłam sobie z nimi bez problemu. Ostatni był Kamil. Widziałam, że przyglądał mi się przez cały bal. Puściłam mu kilka nieśmiałych uśmieszków. Śledził mnie wzrokiem, ale nie podszedł. Zdecydowałam się w końcu na pierwszy krok.
- Witaj. Jestem Iwona.
- A ja Kamil. Widziałem cię już w towarzystwie moich kolegów, dlaczego dalej z nimi nie jesteś?
- Bo nie potrafili całować na tyle dobrze, by mnie zadowolić.
Wyszeptałam uwodzicielskim głosem do jego ucha i odeszłam w kierunku schodów. Tak jak sądziłam ruszył za mną.
- Dokąd idziesz?
- Chodź za mną, a się przekonasz.
Pokornie udał się za mną. Po drodze udałam, że się przewracam i złapałam za klamkę Michała. Weszłam do „swojego" pokoju i uśmiechnęłam się do niego.
- Powiedz mi, na co masz ochotę?
Uśmiechnęłam się zalotnie. Zbliżył się do mnie zanim zdążyłam mrugnąć. Jego ręka już była na moim udzie. Pocałował mnie. Odnalazł pasek. Zdążyłam wyciągnąć kołek, ale on już odskoczył.
- To tak oni zniknęli. Nie wiedziałem, że organizacja przyjmuje do siebie na usługi ludzi.
- Życie potrafi zaskakiwać.
Okrążał mnie, więc kręciłam się razem z nim. Próbował na mnie skoczyć, gdy był tyłem do drzwi i nie zauważył wchodzącego Michała. Wykorzystałam jego moment nieuwagi, by rzucić w jego sercem kołkiem. Jak ja się cieszę, że mam dobry cel. Oni zaczęli walczyć, ale na wszelki wypadek wyjęłam sztylet. Ten osobnik był bardziej żywotny. Wyrwał sobie z piersi kołek i wbił go w serce Michała. Krzyknęłam. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że srebro i tak zostało w organie tego złego, a Michał oberwał samym drewnem. Kamil odwrócił się w moim kierunku. Był coraz bliżej. Rzuciłam drugim kołkiem, ale złapał go w locie i rzucił na ziemię. Kiedy już prawie mnie dopadł Michał go unieruchomił.
- Szybko użyj sztyletu!
Jego komentarz obudził mnie. Wbiłam sztylet w jego pierś i przeciągnęłam, aż do serca. Moja sukienka była cała brudna. Znowu. Michał zrzucił go na ziemię i padł na kolana.
- Tylko mi powiedz, że kołek zadziałał i wbił ci samo drewno.
- Tyle dobrego. Szkoda, że nie mamy apteczki.
- A kto powiedział, że nie mamy. Usiądź na łóżku i zdejmij koszulkę.
Wyjęłam jednym szybkim ruchem kołek, który wysunął się z głośnym chluśnięciem. Było mi niedobrze. Oczyściłam ranę. Zszyłam i zabandażowałam. Zamknął na chwilę oczy i uspokoił się.
- Przejdzie mi. Zrzuć z siebie tą sukienkę.
- Słucham?
- Mam dla ciebie na zmianę, a tej musimy się pozbyć. Spalę ją razem z nim.
Niepewnie zrzuciłam z siebie ubranie i sięgnęłam do jego torby. Naprawdę miał sukienkę na zmianę. Wytarłam się mokrymi chusteczkami z mojej torebki i ubrałam się. W tym czasie on zdążył już pozbyć się ciała. Otworzył na chwilę drzwi i wciągnął kobietę, która właśnie przechodziła. Wbił zęby w jej żyłę, zanim zdążyła krzyknąć. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Co innego wiedzieć, że pije krew, a co innego widzieć to na własne oczy. Po chwili odnalazł moje spojrzenie. Przejechał palcem po dziurkach, by ich nie było. Położył rękę na jej czole i wypchnął ją za drzwi.
- No co! - Warknął. - Musiałem się jakoś pożywić, a z tego co pamiętam to nie zgłaszałaś się na ochotnika. Nie patrz tak na mnie! Nie mam czasu odwieźć cię do domu. Jedziesz dzisiaj razem ze mną do organizacji.
Nie byłam w stanie nawet nic powiedzieć. Wziął mnie pod ramię i zaprowadził do samochodu. Dopiero w nim pozbyłam się szoku. Czego ja się spodziewałam? Że nigdy się przy mnie nie napije? Miałam jakieś wizje jako że jest inny niż oni? Byłam zbyt zamyślona, aby móc zareagować jakkolwiek, gdy podał mi rękę, byśmy weszli do organizacji.
- Co tak długo?
Od progu usłyszałam krzyk. Pokręciłam głową i już byłam w stanie normalnie funkcjonować.
- Mówiłeś, że jest super szybka, a jeden gość zajął jej sześć godzin.
- Przestań marudzić Zośka. Było ich pięciu. Kamil, Dawid, Sebastian, Karol i Krzysiek.
Dopiero teraz zeszli na dół. Na mój widok byli bardzo zdziwieni. Zarówno Zośka jak i Antoni przyglądali mi się od stóp do głów. On z błyskiem pożądania, ona zazdrości.
- Nawet o tym nie myśl Antoni.
- To nie zaglądaj mi do głowy. Sama ich wszystkich pokonała?
- Z niewielką moją pomocą.
Nie zamierzałam go poprawiać, skoro zamierzał wyolbrzymiać moje zasługi. Obydwoje spojrzeli na mnie z nowym zainteresowaniem, a Antoni dodatkowo z podziwem?
- Niezwykle silną barierą ją otoczyłeś. Nie słyszę jej myśli.
- To nie ja. Ona sama ma w sobie coś takiego, że nie działają na nią nasze dary.
- Mogę spróbować?
- Jasne.
Michał puścił mnie, a Antoni zaczął iść w moim kierunku
- Zaraz, zaraz. A ja to już nie mam nic do powiedzenia? Może najpierw grzecznie powiedzielibyście mi o co chodzi?
Antoni stanął na chwilę, niepewny co ma zrobić. Po chwili jednak zaczął się śmiać.
- Nie powiem, że nie. Ma temperament. Jeśli zacznie zbyt wiele sobie pozwalać to zawsze możesz ją do mnie przysłać na lekkie utemperowanie.
- Zamiast gadać o mnie jak o przedmiocie mógłbyś w końcu zwrócić się do mnie, jak do osoby i odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytanie!
Byłam zmęczona i zła, oraz wcale nie podobała mi się ta ich zabawa. Antoni uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Złożył mi głęboki ukłon i dopiero ponownie się odezwał.
- Bardzo cię przepraszam. Nie jestem przyzwyczajony do obcowania z tak pięknymi ludzkimi kobietami.
Od strony Zośki rozległo się prychnięcie. Nawet nie zwrócił na nią uwagi.
- Niektórzy z nas mogą rozwinąć u siebie specjalne dary. Moim jest umiejętność sprawdzenia całego życia danej osoby. Jeśli pozwolisz chciałbym sprawdzić, czy mój dar działa na ciebie. Jeśli nie to będziesz mogła czuć się niemal pewna, że mało kto będzie mógł użyć na tobie swoich mocy.
Zastanowiłam się. Dużo bym ryzykowała, ale czułabym się bezpieczna. Nie mówiąc już o tym, że dał by mi wzgląd w swoje myśli. Jeśli dobrze zrozumiałam jak to działa. Pokiwałam niepewnie głową. Zbliżył się do mnie i złapał moją rękę w swoją. Pocałował czubek mojej dłoni. Moja teoria była prawdziwa. Po chwili cofnęłam się o krok przytłoczona przez jego życie i zerwałam nasz kontakt.
- Fascynujące. Nic nie mogłem z niej odczytać.
Jego życie było początkowo całkiem normalne. Póki go nie przemieniono. Pozostawili go samego sobie. Wymordował wiele wiosek. Dopiero, gdy spotkał Michała, to nauczył on go jak powinien żyć. Jak ma się kontrolować. Od tamtego czasu jest niemal wzorowym obywatelem, a ilość złych wampirów jakie zabił jest dziesięć razy większa od liczy ludzi przez niego zamordowanych. Zmazał swoje winy. Zmienił się. W tle usłyszałam środek ich rozmowy.
- Ale dalej nie wiemy czemu była tam cała piątka.
- Podpisywali zgodę na przyłączenie się do zgrupowania „żyjących po śmierci".
Odpowiedziałam zanim zastanowiłam się co robię. Oczy całej trójki były utkwione we mnie.
- Słucham?
Zapytał się Michał.
- Kamil zaprosił pozostałą czwórkę, aby razem z nim przyłączyli się do tego zgromadzenia. Liczy ono podobno już ponad setkę złych wampirów. Jednak nikt nie wie kto nimi przewodzi. Ustalili sobie drzewko hierarchii, gdzie każdy zna jedną osobę w górę i jedną w dół. Powiedzieli Kamilowi, że może podskoczyć stopień wyżej tylko jeśli uda mu się zwerbować dziesięć osób. Wprowadził już szóstkę, to miała być ostatnia czwórka. Zadaniem tej organizacji jest pozbycie się waszej organizacji, aby byli w końcu wolni. Są jednak spekulacje, że trochę czasu jeszcze minie zanim zaczną działać, bo ich przywódca bardzo powoli dąży do celu. Chodzą plotki, że grupa ta ma swoje początki sto lat temu. Więc wbrew informacją jakie miał Kamil może być tak, że jest ich o wiele więcej. On znał tylko liczbę osób z którymi miał kontakt, a założę się, że nie znał nawet jednej setnej wampirów do niej należących.
Wszyscy zamilkli. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się Antoni.
- Skąd to wiesz?
Odwróciłam głowę. Nie chciałam dzielić się z nimi moim sekretem. On należał do mnie!
- Gadaj dziwko skąd o tym wiesz!
Wrzasnęła Zośka i przygwoździła mnie do ściany. Michał jednym ruchem odrzucił ją na bok i uwolnił mnie.
- Nie zamierzam mówić! Nie jest to ważne. Liczy się tylko to, że zebrałam naprawdę dużo informacji! Mogłabym wam je przekazać, ale nie będę tego robić, gdy muszę uważać na każdy mój krok bojąc się, że mnie skrzywdzicie!
Byłam przygnieciona nadmiarem wspomnień innych, jak i zmęczenie dawało o sobie znać. Zamknęłam oczy, aby się nie rozpłakać i skierowałam się w stronę wyjścia.
- Jeszcze raz spróbujesz coś jej zrobić, a nie będę patrzył na to jak długo się znamy, a po prostu cię zabiję.
Na odchodnym usłyszałam jeszcze groźbę Michała do Zośki. Następnie wyszedł za mną.
- Iwona!
Krzyknął, ale się nie odwróciłam. Przycisnął mnie do drzewa. Odsunął jeden kosmyk z twarzy i szepnął powtórnie moje imię.
- Zostaw mnie! Mam już dość! Jestem przemęczona.
- Rozumiem, ale proszę cię, możesz mi powiedzieć skąd masz te informację?
- Mogę. Ale nie chcę.
- Dlaczego?
- Po prostu. Czy to do ciebie nie dociera!
Rzuciłam ze łzami w oczach. Miałam już tego wszystkiego dość. Udało mi się oswobodzić i cofnąć o kilka kroków.
- Iwona.
Szepnął ponownie i zbliżył się do mnie.
- Nie! Nie dotykaj mnie.
Cofnęłam się o krok, a z moich oczu zaczęły się lać łzy. Nie wytrzymałam. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. Nie miałam siły sprzeciwić się, gdy usiadł koło mnie i przytulił mnie do siebie. Płakałam w jego klatkę piersiową, a on powoli kołysał mnie do przodu i w tył. Potrzebowałam dłuższej chwili, aby móc się uspokoić.
- Co się stało?
- Wykończyłam się dzisiaj psychicznie. Czy istnieje możliwość, że gdy piłeś ode mnie to zmieniłeś mnie trochę w wampira?
- Najmniejszej. O co chodzi?
Zamilkłam na chwilę. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. Ale z drugiej strony, już tyle razy uratował mi skórę i pokazywał, że mogę na niego liczyć, iż chyba nie będę bardzo ryzykowała jeśli to zrobię.
- Nie wiem jak to wyjaśnić, ale mam taki sam dar jak Antoni. Nie wiem, czy wcześniej go nie miałam, czy przed tobą nie spotkałam żadnego wampira, ale jeśli tylko jakiegoś dotknę to w ciągu ułamku sekundy dowiaduję się całego jego życia. Osoby, które dzisiaj zabijałam miały na swoim koncie takie wykroczenia, że dla mnie, aż nie do ogarnięcia. Muszę nauczyć się nad tym lepiej panować. Obecnie wspomnienia tych kilku osób latają mi po głowię i nie potrafię się ich pozbyć.
- Spokojnie. Weź głęboki wdech i wydech. Uspokój się. Zamknij oczy.
Wykonywałam po kolei jego polecenia, a on nie przestawał mnie przytulać i kołysać.
- Oddychaj powoli. Skup się na wszystkich szczęśliwych chwilach jakie miałaś. Przypomnij sobie swoje życie. Odrzuć całą resztę. Ona ci przeszkadza. Zrób porządki. Pozamykaj je w szafce i myśl tylko o swoim życiu.
Próbowałam się wyciszyć i po chwili mi się udało. Między nami zapanowała cisza, ale wyjątkowo ta przyjemna.
- Dziękuję ci.
- Nie dziękuj. Iwona?
-Tak?
- Moje całe życie też znasz?
Zamilkłam na chwilę. Rozumiałam skąd jego pytanie.
- Nie. Nie wiem dlaczego, ale nawet gdy cię dotknęłam to nie zobaczyłam nawet sekundy twojego życia. Natomiast widziałam całe życie dosłownie każdego wampira, który mnie chociażby przelotnie dotknął.
Czułam jak momentalnie się wyluzował. Po chwili odsunęłam się od niego.
- Troszeczkę rozmazał ci się makijaż.
- Trudno. Zmyję w samochodzie. Zabierz mnie już do domu.
Poprosiłam cicho, a Michał nic nie mówiąc wziął mnie na ręce i zaniósł do wozu.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz