piątek, 27 października 2017

Wojna ras - Rozdział 7

- Wiktoria. Pobudka.
- Co? Co się dzieje?
Zaczęłam powoli się budzić. Boli mnie głowa. Rozejrzałam się w koło. Jestem otoczona przez wampiry. Co się dzieje? Wspomnienia powoli zaczęły do mnie wracać.
- Dałbym ci jeszcze pospać, ale jeden z twoich ludzi krzyczy, że jesteście spóźnieni do Stefana.
- Do Stefana? Która jest godzina?
- Szesnasta.
- O nie! Jesteśmy spóźnieni!
- Właśnie to mówił.
Skoczyłam na równe nogi i zaczęłam kierować się w stronę bariery. Siły mi już trochę wróciły.
- Kuba! Niech twoja ekipa zbierze sprzęt i stanie w jednym miejscu przy tarczy.
Pokiwał mi głową i szybko ustawili się w zwartym szyku. Rozejrzałam się w koło, ale wampiry były daleko ode mnie. Położyłam dłonie na barierze i skupiłam się. Zrobiłam w niej dziurę wielkości drzwi, przez którą szybko wyszła cała ekipa. Cofnęłam się o krok, a tarcza znowu była cała. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęliśmy kierować się w stronę wyjścia.
- Idę z wami.
Odezwał się Michał zbliżając się do nas.
- Nie. Mówiłam, że moje kontakty są tajne.
Zużyłam jeszcze trochę siły i zabezpieczyłam każdego człowieka z mojej ekipy. Niewidoczni wyszliśmy z bazy i udaliśmy się na spotkanie ze Stefanem. Krążył w tę i z powrotem przerażony. Zabrałam tarczę i zbliżyliśmy się bardziej. Od razu podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił. Po chwili puścił, cofnął się o krok i mocno speszył.
- Myślałem, że już nie żyjesz! Co się stało? Dlaczego się spóźniliście? Ja tu od zmysłów odchodzę!
- Przepraszam, to moja wina. Powiedzmy, że troszkę nadwyrężyłam swoje siły.
- Macie kłopoty?
- Nie nazwałabym tego tak. Mamy niestabilną sytuację, ale jak tylko wszystko się unormuje to będzie bardzo dla nas korzystna.
- Ech… rozumiem, że nic więcej mi nie powiesz?
- Tymczasowo nie.
Dość szybko wróciliśmy. Przepuściłam ich za barierę i mimo sprzeciwów z obydwu stron od razu opuściłam kryjówkę. Pobiegłam do miejsca spotkania się z Wojtkiem. Uratowaliśmy go na jednej z naszych misji. Zorientowaliśmy się, że trójka wampirów chce go zabić. Byli od niego o wiele potężniejsi, ale nie na tyle, aby nie zginąć od szybkich i niewidzialnych ciosów. Ze względu na to jak wysoką ma pozycję jest nieocenionym informatorem. 
- Co z raportem z New Yersey?
- Mam przy sobie. Zginęło osiemdziesiąt pięć ludzi, czterdziestu siedmiu zostało zakładnikami.
- Ilu zginęło wampirów?
- Raptem siedmiu.
Pokiwałam w zamyśleniu głową. Nie wyszło im to powstanie. Ja nie będę tak ryzykować. Musimy poczekać na lepszą okazję.
- Jesteś w stanie nanieść poprawki na raport?
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Sądzę, że tak.
- To napisz, że poległych wampirów było osiemdziesięciu jeden.
Jego oczy na chwilę rozbłysły.
- Macie wsparcie.
- Wsparcie to za dużo powiedziane, ale dobrze zapowiadający się sojusz, jeśli tylko uda mi się odpowiednio wszystko zorganizować.
- Rozumiem.
Popatrzyliśmy na siebie w ciszy, ale żadne z nas nie miało nic więcej do powiedzenia. Pokiwałam głową i rozeszliśmy się.
- Wreszcie wróciłaś! Czemu tak długo?
- Musiałam się dogadać w sprawie zmienienia raportu.
- I jak?
- Zmiany dokonane.
Uśmiechnęłam się do Michała trochę smutno i przeszłam do swoich, aby coś zjeść.
- Wiktoria?
- Tak Dominik?
- Co my mamy teraz zrobić?
- To co zawsze, tylko na ograniczonej przestrzeni.
Pokiwał mi głową, ale jak tylko wszyscy ochłonęli to zaczął się trening.
***
- Wiktoria?
Spojrzałam na Michała.
- Nie sądzisz, że powinnaś już skończyć z tą szaradą? Nie ufasz nam jeszcze na tyle, aby opuścić barierę?
- Po co miałabym to robić?
- Chociażby dla usprawnienia treningów. Myślę, że zdajesz sobie sprawę, iż możemy wam pomóc.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Przy treningu zawsze może ktoś zostać zranionym. Czy macie wystarczającą samokontrolę?
- Tak, mamy.
Spojrzałam z wielkim zamyśleniem na moich ludzi. Moich. Jak dobrze to brzmi.
- Zgódź się. To trwa już trzy dni. Jeśli mamy z nimi współpracować w czasie walki to przyda się zacząć wyrabiać zaufanie.
Pokiwałam niepewnie głową na słowa Karola i podeszłam do muru, aby go zlikwidować.
***
Mimo moich obaw, obie rasy świetnie się dogadywały. Została także stworzona trzecia grupa z wampirem jako trenerem. Nasze umiejętności wzrastały z każdą chwilą. Właśnie wróciłam ze spotkania z Wojtkiem i zamierzałam coś ogłosić. Stanęłam na podwyższeniu i pociągnęłam za sznurek dzwonu. Wszyscy na chwilę przerwali to co robili i spojrzeli na mnie.
- Dzisiaj się dowiedziałam, że zostało oficjalnie ogłoszone, iż nie ma już żadnych ludzi na wolności. Co daje nam jeszcze większą swobodę działania. Zaczyna nas się robić coraz więcej i zgodnie z pomysłem Igora trwały prace nad nowym programem. Komputer nie ma żadnego połączenia z siecią, więc nie może zostać wykryty. Każdy po kolei będzie przychodził do jego stanowiska. Zostanie stworzona baza danych, aby łatwiej można było zorientować się w naszych siłach. Pomoże to także w przypadku osób chorych, których zaczyna pojawiać się coraz więcej ze względu na to jak małe robi się to miejsce. Prosiłabym o to, aby w ciągu najbliższych czterdziestu ośmiu godzin każdy do niego podszedł i odpowiedział na wszystkie jego pytania. To się tyczy zarówno ludzi jak i wampirów. Dziękuję za uwagę.
***
- Michał?
- Tak?
- Wyznaczyłeś już grupę poszukiwawczą?
- Tak.
- To dobrze. Pora zacząć działanie.
- Coś się wydarzyło?
- Tak. Zostało dzisiaj uroczyście skazanych dziesięciu zdrajców. Jednocześnie zostało ogłoszone, że to ostatni jacy byli. Jeśli jeszcze jacyś istnieją, to Kan nie będzie się już spodziewał protestów, zwłaszcza, że nie zdaje sobie sprawy z tego jak nas wiele. Zacznij wysyłać swoich ludzi na poszukiwania, mają znaleźć każdego człowieka, czy wampira działającego na naszą korzyść. Musi być nas więcej.
***
- Panno Wiktorio?
- Tak?
Spojrzałam z zaskoczeniem na trójkę wampirów co się do mnie zbliżyła.
- Nazywam się Eduard Stark, a to jest Stanisław i Carl.
- O co chodzi?
- Mamy mały problem. Niektórzy z nas powoli zaczynają tracić samokontrolę. Nic nie jedliśmy od ponad dwóch tygodni. To wiele jak na wampira.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Dlaczego nie poszliście z tym do Michała?
Spojrzeli na siebie niepewnie.
- Byliśmy u niego, ale stwierdził, że obowiązuje całkowity zakaz gryzienia was, jednak jeśli coś nie zostanie zrobione, to obawiam się, iż w najbliższym czasie może dojść do jakiegoś wypadku.
- Załatwię to, ale potrzebuję trochę czasu, aby coś wymyślić.
- Dziękujemy ci bardzo.
Wycofali się kłaniając mi się w pas. Tylko co ja zrobię? W dalszym ciągu jest więcej ludzi niż wampirów. Możemy ich sobą wyżywić. Jednak nie podoba mi się pomysł, aby pozwolić im na gryzienie nas, bo to jeszcze szybciej może doprowadzić do wypadku.
Zbliżała się czternasta, więc podeszłam do czekającej już na mnie ekipy Kuby. Pokiwał mi głową i poszliśmy spotkać się ze Stefanem. Chyba wpadłam na jakiś pomysł.
- Stefan?
- Tak?
- Chodźmy kawałek dalej chciałabym zamienić z tobą słówko.
Oddaliliśmy się i zaczęłam się zastanawiać jak mam o to zapytać.
- O co chodzi?
- O was, o ciebie. Wampiry muszą pożywiać się krwią.
- Tak, i?
- Jak wiele jej potrzebują?
- Minimum, aby zostać przy zdrowych zmysłach to jeden litr na tydzień.
Pokiwałam w zamyśleniu głową.
- Musicie pić bezpośrednio od dawcy?
- Co ty kombinujesz?
- Odpowiesz?
Popatrzył na mnie chwilę i westchnął wiedząc, że mu nie odpowiem jeśli nie będę chciała.
- Nie musimy. Równie dobrze możemy pić z butelki. Ważne, aby krew nie zdążyła skrzepnąć.
- Nie wiesz przypadkiem ile krwi może stracić człowiek, aby normalnie funkcjonować?
- Nim mniej jej straci tym lepiej. Wasi lekarze oceniali, że do litra na trzy miesiące. Z doświadczenia wiem, że można od człowieka pobierać litr co trzy dni, a przy podwojonych dawkach posiłków nie zauważy większej różnicy. Oczywiście mówię tu o osobach młodych i zdrowych. Dodatkowo nie można w taki sposób wykorzystywać zbyt długo, bo doprowadzi to do kompletnego zrujnowania systemu odpornościowego człowieka. Oraz każda osoba ma pewne ograniczenia jak długo można w taki sposób na niej żerować zanim zacznie mieć anemię, zawroty głowy i opuści ją większość sił.
- Dziękuję za informacje.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Mam tylko nadzieję, że wam nie zaszkodzą.
- O to bym się nie martwiła.
Podziękowałam mu raz jeszcze i dogoniłam ekipę Kuby. Jak tylko wróciliśmy na miejsce to odnalazłam Karola i poinformowałam go o swoich zamiarach. Nie skakał z radości, ale zgodził się, iż jest to najlepsze możliwe rozwiązanie.
Poszłam do dwóch wampirów zajmujących się dostawami.
- Mam ważne zamówienie.
Pokiwali mi głową i czekali na ciąg dalszy.
- Potrzebuję, abyście do wieczora zgromadzili dużą ilość czekolady i pustych szklanych butelek. Ustawcie je wszystkie koło przychodni.
Ukłonili się mi i zniknęli. Znalazłam kolejną potrzebną mi osobę.
- Hubert?
- Tak, proszę pani?
- Zorganizuj ekipę dziesięcioosobową. Jak tylko zostaną dostarczone szklane butelki to macie je bardzo dokładnie wyczyścić, wyparzyć, tak byście nie obawiali się pić z nich wody. Ekipa będzie bardziej na stałe, więc powinna się składać z osób, które chcą to robić. Jeszcze powinno znaleźć się kilka nudzących się osób, a jak nie znajdziesz, to pójdź do Igora, on ma ładnie, pięknie wypisane kto się czym zajmuje, więc wskaże ci osoby bez zawodu.
- Tak jest!
Oddalił się, więc w zamyśleniu udałam się do Igora.
- Wiktoria? Czego sobie pani życzy?
- Dałbyś radę sprawić, aby twój program działał na większej ilości komputerów?
- Nie jest to takie proste. Mógłbym uruchomić sieć domową, ale wtedy istnieje sporo prawdopodobieństwo, że ktoś mógłby nas wyśledzić. Mógłbym wprowadzić odpowiednie zabezpieczenia, ale potrzebowałbym do tego lepszego serwera, oraz czasu. Ewentualnie mógłbym połączyć komputery kablem, ale wyskakiwałaby duża ilość błędów. Oczywiście przy założeniu że dostałbym odpowiednią ilość sprzętu.
- Nie jesteś w stanie zrobić czegoś tymczasowego?
Popatrzył na mnie z wielkim zamyśleniem.
- Ewentualnie można przenosić dane ręcznie.
- To znaczy?
- Na każdym komputerze byłby program. Problemem jest aktualizacja, aby na pierwszym stanowisku widać było zmiany wprowadzone przez pozostałe osoby. Jednak jeśli nie muszą to być wiadomości na bieżąco przekazywane, to można wprowadzić system ręczny.
- Na jakiej zasadzie by to działało?
- Pokazałbym jak się ściąga dane z bieżącego dnia na pendrive. Nośniki byłyby zanoszone do mnie pod koniec każdego dnia. Łączyłbym informacje, a następnie zostały by z powrotem umieszczone w komputerach i aby zaktualizować dane w programie.
- Tymczasowo wystarczy. Wyszkól kogoś do tego celu. Będzie on biegał między wszystkimi komputerami, a tobą po zakończeniu pracy.
- Dobrze. Na ile komputerów mam wgrać program?
- Tymczasowo na siedem. Dodatkowo trzeba wprowadzić nowe opcje.
Powiedziałam mu o swoim pomyśle na kontrolowanie dawania i pobierania krwi. Pokiwał mi głową, że rozumie.
- Zrobienie tego nie zajmie mi dłużej niż godzinę.
- To świetnie! W takim razie od razu powiem o kolejnej zmianie.
- Tak?
- Możliwość robienia listy zamówień. Do tego też przydałaby się kolejna osoba, która brałaby listy z odpowiednich punktów i zanosiła do biura zamówień, aby donosiciele mogli to zdobyć. Ten ktoś latałby z tym powiedzmy trzy razy dziennie.
- Dobrze. Program jednak robi się coraz bardziej zawiły, nie wiem czy każdy poradzi sobie z jego obsługą.
- A dałoby się zrobić, aby każdy mógł zmieniać tylko to co do niego należy?
- Tak. Dla kogo miałyby być komputery?
- Jeden do biura zamówień, do przychodni, do biura dawcy krwi, poboru krwi, kuchni, od magazynu, oraz punktu selekcji.
- Zaczyna się tu ciasno robić.
- Wiem. Jestem na etapie kombinowania co z tym fantem zrobić. Dużo jest jeszcze osób bez zawodu?
- Śmiało mogę powiedzieć, że koło połowy osób. Co prawda pomagają wszystkim w koło, ale nie są przydzieleni do żadnego konkretnego działania.
- Przydziel kilka osób, aby rozdzieliły przestrzeń koło przychodni na trzy kolejne pomieszczenia. Powiedzmy takiej samej wielkości.
Pokiwałam mu tylko głową i wyszłam zbierać informacje.
Blisko świtu udałam się z Karolem do pobliskiego szpitala. Jeśli mamy oddawać krew to musimy mieć do tego sprzęt. Jak w każdym innym miejscu nikogo tutaj nie było, więc nie traciłam nawet siły na tarczę.
- A co wy tutaj robicie?
Zza zakrętu wyszedł wampir. Nie moglibyśmy już się schować.
- Karol stań za mną.
- Jeśli będziemy walczyć to razem.
- Silny jest?
- Piętnastka.
- Cholera.
Zacisnęłam pięści. Wampir wyglądał na mocno zaniedbanego. Zaraz, zaraz. Ja go znam! Rozluźniłam się trochę i spojrzałam na niego pewniej.
- Tomek, to naprawdę ty?
Stanął w pół kroku zdezorientowany.
- Skąd znasz moje imię?
- Współpracowałeś z Wojtkiem. Pomagałeś nam zdobywać informacje. Jednak chodziły słuchy, że zostałeś skazany, jakim cudem żyjesz?
- Udało mi się uciec. Jednak od tamtej pory nic nie jadłem. Uciekajcie, jeśli nie chcecie być moim śniadaniem!
Nie ruszyłam się z miejsca. On należał do tych dobrych. Zrobiłam krok w jego kierunku.
- Wiem, że musisz być naprawdę głodny. Ofiarowuję ci swoją krew.
Wyciągnęłam dłoń. Wahał się tylko chwilę. Swojego czasu Stefan zdążył mi powiedzieć, że jest to hasło po którym mało który umie się opanować.
Wgryzł się w mój nadgarstek. Nie bolało. Nie pił zachłannie. Kontrolował się.  Zachwiałam się na nogach i od razu przestał. Zamknął miejsca ugryzienia i cofnął się o krok kłaniając się mi nisko.
- Jak mogę ci pomóc?
- Szukamy sprzętu do poboru krwi.
Chciał chyba zapytać: po co nam on, ale zamiast się odezwać ruszył, aby wskazać nam drogę. Wszystko było bardzo higieniczne, a co za tym idzie większość części była jednorazowego użytku. Od dziś będzie to kolejny produkt, który będzie trzeba regularnie donosić.
- Co zamierzasz teraz z sobą zrobić?
- Nie wiem. Powinienem zniknąć. Jeśli pojawię się jeszcze kiedyś w okolicy innych wampirów to mnie zabiją.
- To może dołączysz do nas?
- Nie wiem, czy to ma sens. Będę dla was tylko obciążeniem.
- Każda osoba jest dla nas dodatkową pomocą, nie obciążeniem.
Spojrzał na mnie niepewnie. Jednak pokiwał głową.
- Dziękuję.
Szepnął. Wziął na siebie większość towaru. Dzięki jego obecności mogliśmy wziąć tego więcej. Powinnam wcześniej pomyśleć o to by pójść w większej ekipie, ale dzięki niemu i tak mamy wszystko co chcieliśmy.
Jak tylko przekroczyliśmy próg naszej kryjówki to oniemiał widząc jak wielki panuje tu gwar. Widząc to, jak wiele jest tu osób.
- Ale jak?
- Dzięki współpracy.
- Ile was jest?
- Na dzień dzisiejszy prawie pięćset wampirów i ludzi.
- Zaczynacie zmieniać się w potęgę, która ma prawo coś zdziałać.
- Wciąż jest nas za mało, ale coraz szybciej zmierzamy we właściwym kierunku.
Uśmiechnęłam się dumna z tego co już udało mi się osiągnąć. Zanieśliśmy produkty do przedzielonego nowego pomieszczenia. Rozpakowaliśmy, a następnie udałam się na środek sali. Stanęłam na podwyższeniu i pociągnęłam za sznur dzwonu. Poczekałam chwilę, aż wszyscy zgromadzą się na środku i zaczęłam mówić do mikrofonu. Nowy pomysł Igora, aby wszyscy mnie słyszeli.
- Dzisiaj chciałabym wprowadzić coś nowego co zmieni nasze funkcjonowanie w tej kryjówce. Nasi przyjaciele wampiry z wielkim poświeceniem pomagają nam się wzmocnić. Z poświęceniem, bo musieli odłączyć się od swoich, a co za tym idzie zrezygnować z posiłków. Większość z nich od ponad dwóch tygodni nic nie jadła. Wampir, aby mógł się kontrolować to musi wypić przynajmniej litr na tydzień. Lada moment mogłoby dojść do wypadku, więc musimy to zmienić!
Po całej sali rozległy się szmery. Nie wszyscy byli zadowoleni.
- Lecz tak samo jak wam, nie podoba mi się pomysł, aby nas gryźli. Zdążyłam się jednak dowiedzieć, że nie muszą pić bezpośrednio. Dlatego apelowałabym do was, abyście poszli do punktu poboru krwi, które będzie koło przychodni. Płyn zostanie przelany do butelki i rozdawany wampirom. Nie będziemy im dawali więcej niż możemy, tylko po to, aby przetrwali, ale jest nas na tyle dużo, że możemy ich wspomóc, nic na tym nie tracąc. Nie mogę wam tego nakazać. Mogę was jedynie prosić. Abyśmy razem mogli żyć w zgodzie i każdego dnia byli coraz silniejsi.
Nie wiedziałam co jeszcze powinnam powiedzieć, więc wyłączyłam mikrofon i udałam się do punktu poboru. Czekały tam już trzy fotele, koło których stały pielęgniarki, oraz komputer przy którym siedział chłopak, który miał go obsługiwać. Uśmiechnęłam się do nich i usiadłam. Przed pomieszczeniem zaczął się robić tłum. Do środka weszły jeszcze dwie odważne osoby, które zdecydowały się na pobranie. Przez strzykawkę i rurkę krew zawędrowała do butelki. Została szczelnie zamknięta i położona na ruchomym stojaku, który miał zapobiec krzepnięciu krwi. Już wcześniej ustaliliśmy, że pobierać będziemy pół litra, co drugi dzień. Na chwilę obecną wampirom przysługiwało pół litra na tydzień. Jeżeli dużo osób zgodziłoby się oddawać krew to dawka ta zostanie zwiększona. Jak każdy, kto wspomoże naszą sprawę, dostałam tabliczkę czekolady na uzupełnienie cukru. Z uśmiechem na ustach przeszłam przez tłum i udałam się zajmować kolejnymi sprawami. Czułam się lekko osłabiona. Jakby na to nie patrzeć oddałam dzisiaj dwie jednostki krwi.
Wieczorem udałam się do Igora.
- Zebrałeś już informacje z dnia dzisiejszego?
- Tak.
- I? Jak poszedł pobór?
- Chyba lepiej niż mogliśmy przypuszczać. Z trzystu pięćdziesięciu ludzi, wliczając w to dzieci, które są niedopuszczane do poboru, zebraliśmy praktycznie osiemdziesiąt litrów krwi. Starczyło dla każdego z wampirów po pół litra i jeszcze troszkę zostało.
Spojrzałam na liczby zadowolona. To ma szansę, aby działać. Uśmiechnęłam się szeroko do Igora i zaczęłam iść w kierunku swojego posłania. Po drodze zaczepił mnie Eduardo z dziesięcioosobową ekipą. Zgięli się w pas i Stark zaczął do mnie mówić.
- Bardzo dziękujemy ci za to. Gdy będziemy dostawali regularne dawki, to będzie nam o wiele łatwiej funkcjonować.
- Nie dziękujcie mi, a każdemu kto zgodził się oddać krew.
- Ale i tak głównie jest to twoja zasługa.
- Sami nie damy rady wygrać, tylko z waszą pomocą jest to możliwe. Utrzymanie was jest w naszym interesie. Wy pomagacie nam, a my wam.
- W takim razie chcielibyśmy po prostu jeszcze raz podziękować.
Szepnął i oddalili się.

Poprzedni                Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz