- Mam tego dosyć! Więcej się do mnie nie odzywaj!
Wrzasnęłam i czym
prędzej wybiegłam z budynku. Nie zwracałam większej uwagi na to w jakim
kierunku podążam. Po prostu chciałam być tak daleko jak to tylko
możliwe. Znalazłam jakiś park i usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Łzy
zaczęły mi płynąć po policzkach. Wybrałam numer do Gośki i czekałam na
połączenie.
- No cześć, co tam słychać?
- To koniec.
Udało mi się powiedzieć przez łzy.
- Nie rozumiem.
- Miałaś rację. Tomasz zdradzał mnie i okłamywał. Nie wyjechał na weekend do rodziców tylko znalazł sobie jakąś blondynkę.
- Nie chcę mówić, a nie mówiłam. Jak zareagowałaś?
- Dałam mu w twarz. Nawrzeszczałam na niego. Zerwałam z nim i stamtąd wybiegłam.
- Nie płacz. Nie był Ciebie wart. Wracaj do domu to pogadamy.
- Dobrze, ale nie czekaj na mnie. Mam ochotę chwilę pospacerować.
- Jasne. Ale pamiętaj, że masz mnie. Jakby co to dzwoń, a i tak będę czekać aż wrócisz.
Rozłączyłam się kręcąc
głową z lekkim uśmiechem. Co ja bym bez niej zrobiła? Wyjęłam z torebki
chusteczkę i wytarłam twarz. Dosyć łez. Z ciut lepszym nastrojem wstałam
i ruszyłam w kierunku domu. Czeka mnie godzinny marsz, ale nie mam
ochoty dusić się w autobusie. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk. Chwilę
później coś uderzyło mnie w głowę i zaczęłam lecieć na ziemię.
***
Boże, moja głowa. Otwieram oczy. Gdzie ja jestem? Rozglądam się w koło i jedyne co widzę to kraty. Zamknęli mnie w klatce?
- Patrz, już się obudziła.
- To już można otworzyć przegrodę.
- Sądzisz że on od razu ją zabije czy wcześniej zgwałci?
- Zobaczymy później na monitoringu. Paweł kazał mu nie przeszkadzać.
- On musi psuć każdą zabawę.
Dwóch mężczyzn
marudziło i wychodząc z pomieszczenia nacisnęli guzik umieszczony na
ścianie. Usłyszałam za mną okropny zgrzyt. Ze strachu cofałam się tak
daleko od przegrody jak tylko mogłam. Nagle rozległ się warkot.
Siedziałam na ziemi oparta o kraty. Do mojej klatki wszedł wilk patrząc
na mnie jak na swój posiłek. A więc tak ma wyglądać moja śmierć? Miałam
dosyć. Miałam jedynie nadzieję że szybko zginę. Ze spokojem patrzyłam na
zwierzę. Piękny był. Przestał warczeć, ale dalej się do mnie zbliżał.
Gdy był niecały metr ode mnie to zamknęłam oczy. Nie miałam ochoty
patrzeć na własną śmierć. Po chwili poczułam delikatny dotyk na
podbródku. Zdziwiona podniosłam powieki i zobaczyłam przystojnego
nagiego mężczyznę kucającego tuż przy mnie. Już nie rozumiem co tu się
dzieje.
- Nie boisz się. Kim ty jesteś?
- Nazywam się Agata.
Odpowiedziałam niepewna o co mu może chodzić.
- Jak się tu znalazłaś?
- Nie wiem. Zostałam uderzona w głowę. Obudziłam się tutaj.
Nachylił się nade mną i zaczął dotykać mojej głowy. Syknęłam, kiedy dotknął bolącego miejsca na co zareagował warcząc.
- Zapłacą za to jak tylko uda nam się stąd wyjść.
- Wiesz może czemu mnie porwali?
- Tak.
Patrzyłam na niego ponaglająco mając nadzieję że rozwinie swoją myśl.
- Przyprowadzili cię dla mnie.
Wzdrygnęłam się mimowolnie ze strachu.
- Ale po co?
Musiałam wiedzieć. Ciekawość kiedyś mnie zabije.
- Abym przeszedł
przemianę. Wilkołaki mogą pić krew aby uzupełnić siły lub szybciej
wyzdrowieć. Jednak można się od tego uzależnić jeśli zabije się dawce.
Trzymali mnie tutaj ponad miesiąc na samej wodzie. Pierwszy raz od dwóch
tygodni przejąłem ludzką postać.
Przełknęłam gulę jaka pojawiła się w moim gardle.
- Dalej nie rozumiem swojej roli w tym wszystkim.
- Zostałaś tutaj wyrzucona jako ofiara dla mnie, abym cię zabił i przemienił się w wampira.
Moje serce zaczęło szybciej bić. W co ja się wpakowałam? Było mi wracać autobusem.
- Ale się pomylili. Za wcześnie mnie wpuścili i masz zbyt wiele samokontroli, aby coś mi zrobić. Prawda?
Spytałam naiwnie. Jednak od razu zaczął się śmiać na tyle groźnie że przeszły mi ciarki po plecach.
- Czekali wystarczająco
długo. Mam ochotę cię pieprzyć aż stracisz przytomność a następnie wypić
całą twoją krew aby mieć siłę stąd się uwolnić.
Dopiero teraz zaczęłam
się bać. Próbowałam jak najbardziej wtopić się w kraty. Z pustym
uśmiechem podniósł rękę aby delikatnie dotknąć mojego policzka.
- Ale jakimś cudem jak tylko cię zobaczyłem to przede wszystkim poczułem potrzebę ochrony ciebie.
Rozluźniłam się trochę.
- Jeśli założyli że mnie zabijesz to nie dadzą mi nic do jedzenia. Zginę jeśli szybko się stąd nie wydostaniemy.
- Jestem zbyt słaby aby
rozwalić kraty. Zwłaszcza że są pokryte srebrem. Jest możliwość że mi
się to uda jeśli wezmę od ciebie krew.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Czemu wyczuwam w tym jakiś haczyk?
- Tak jak mówiłem nie można mówić o tym że mam jakąkolwiek samokontrolę. Może się to zakończyć twoją śmiercią.
Nie zabrzmiało to pocieszająco. Zamknęłam oczy próbując podjąć decyzję.
- Czyli mam do wyboru.
Albo zginąć ze śmierci głodowej. Albo stracisz te resztki samokontroli i
mnie zabijesz. Albo dam ci się napić ryzykując życie i będzie szansa na
to że uda ci się rozwalić kraty.
- Generalnie tak.
- Mówiłeś że czujesz potrzebę chronienia mnie.
- Tak.
- To spróbujmy. Napij się mojej krwi. Nie zabij mnie i wydostań nas stąd.
- Otwórz oczy.
Wykonałam jego cichą prośbę.
- Moja samokontrola nie istnieje. Nie wiem czemu jeszcze żyjesz. Jeśli stąd wyjdziemy to nie pozwolę ci od razu wrócić do domu.
- Mam zamienić jedno więzienie na drugie.
Nie odpowiedział jedynie pokiwał głową.
- A kiedy mnie wypuścisz?
- Nie wiem. Jedynie
muszę cię ostrzec. Nie będę cię trzymał w klatce, ale jeśli spróbujesz
uciec to możesz tego nie przeżyć. Możemy tutaj zostać. Może uda się
wpaść na jakieś lepsze rozwiązanie.
Patrzyłam na jego twarz próbując ocenić jak bardzo jest szczery.
- Zaryzykujmy.
- Jest jeszcze jedna rzecz.
Spojrzałam na niego wyczekująco.
- Pragnę twego ciała i nie wiem czy uda mi się powstrzymać przed wzięciem go niezależnie od twojej woli.
- Chcesz mi powiedzieć że jeśli zgodzę się na twoją pomoc w ucieczce to w zamian mnie zgwałcisz?
- Obawiam się że może do tego dojść.
Chyba nie znam drugiego
aż tak szczerego człowieka. Ale dziwnym trafem uspokajało to mnie.
Podjęłam decyzję i obejrzałam go od dołu do góry a było na co popatrzeć.
- A obiecasz mi coś?
Przekręcił głowę na bok zaintrygowany.
- Podobasz mi się. Dodatkowo będziesz dla mnie bohaterem jeśli nas uratujesz. Poczekasz aż sama będę tego chciała?
Wyglądał na zaskoczonego, jakby nawet nie wpadł na takie rozwiązanie.
- Mogę spróbować ale raczej nie wytrzymam zbyt długo.
Pokiwałam głową ciesząc się że chociaż tyle udało mi się wynegocjować.
- Dobrze.
Odgarnął moje włosy na
bok i pochylił się nad moją szyję. Dotknął skórę językiem a po moim
ciele przeszły dreszcze. Ku mojemu zdziwieniu bardziej przyjemności niż
strachu. Położył ręce na moich ramionach abym na pewno mu nie uciekła.
Wbił się zębami głęboko w moją szyję. Syknęłam z bólu ale już po chwili
zrobiło mi się dobrze. Jęknęłam nie mogąc się powstrzymać. Usłyszałam od
niego cichy warkot i przycisnął się do mnie tak mocno jak tylko dał
radę. Westchnęłam czując jaki już jest wielki. Momentalnie zrobiło mi
się gorąco. Przycisnął jedną dłoń do mojego krocza i zaczął je pocierać.
Wiłam się i nie musiałam zbyt długo czekać na orgazm. Nie udało mi się
utrzymać krzyku. Jak tylko uspokoiłam oddech to odkryłam że skończył pić
i patrzy na mnie z pożądaniem w oczach.
- Jesteś moja.
Warknął i podniósł się
aby spojrzeć na kraty. Miałam wyrzuty sumienia ze względu na tą
sytuację. To nie powinno aż tak mi się podobać. Uspokoiłam oddech ale
policzki dalej płonęły z podniecenia i wstydu. Wilkołaki w końcu podjął
decyzję i złapał za dwa pręty. Z jego rąk od razu poszedł dym. Napiął
mięśnie i powoli zaczął odginać kraty tworząc dziurę. Po chwili
zadowolony ze swojego dzieła wyszedł z klatki i wyciągnął do mnie dłoń.
Niepewnie chwyciłam ją i już po chwili byłam po drugiej stronie.
Zachwiałam się ale złapał mnie zanim zdążyłam się przewrócić. Poczekał
aż przestanie mi się kręcić w głowie i dopiero wtedy dość niechętnie
mnie puścił. Kazał mi poczekać i podszedł do drzwi. Otworzył je z
kopniaka i wszedł do pomieszczenia. Słyszałam odgłosy walki i krzyki,
ale bałam się podejść. Po chwili zrobiło się cicho. Ktoś szedł w moją
stronę. Cofnęłam się z obawy że to któryś z naszych oprawców. Zobaczyłam
jego złotą czuprynę i westchnęłam z ulgi. Ponownie wyciągnął rękę w
moim kierunku. Podałam mu swoją dłoń już bardziej zdecydowanie i
zaczęłam iść za nim. Weszłam do pomieszczenia i potknęłam się widząc
wszędzie krew. Czy na pewno dobrze wybrałam? Uwolniłam bestię.
- Nie zatrzymuj się. Musimy uciekać zanim pojawi się wsparcie.
- Tam jest moja torebka.
Wskazałam na stół
znajdujący się na końcu pomieszczenia. Spojrzałam na mnie jakby sądził
że żartuję ale jedynie stanęłam w miejscu. Westchnął i puścił moją dłoń
aby pójść po torebkę. Przy okazji zgarnął kluczyki do samochodu.
Wyszliśmy na zewnątrz i nacisnął przycisk. Jedno auto odezwało się więc
ruszyliśmy w jego kierunku. Otworzył mi drzwi od strony pasażera i
poczekał aż usiądę. Sam usiadł za kierownicą, rzucił mi torebkę na
kolana i ruszył. Zapięłam pas i wyjęłam telefon. Nacisnęłam przycisk aby
go włączyć.
- Pamiętasz naszą umowę?
- Tak. Nie mogę uciekać. I mam być gotowa na to że będziesz chciał się ze mną przespać.
Pokiwał głową, a na
ekranie zaczęły mi się pokazywać komunikaty. Trzy nieodebrane połączenia
od Tomasza i cztery od Gosi. Wybrałam jej numer i przyłożyłam telefon
do ucha.
- Wiesz, że nie możesz nikomu powiedzieć co się stało?
- Wiem.
Już po pierwszym sygnale telefon został odebrany.
- Jezu, Agata, czemu się nie odzywałaś, zaczęłam od zmysłów odchodzić.
- Spotkałam całkiem miłego kolesia.
- To mogłaś cokolwiek napisać!
- Przepraszam ale Tomasz dzwonił tyle razy że musiałam wyłączyć telefon aby nie zwariować.
- Ech... Dobrze że nic ci nie jest. Kiedy będziesz w domu?
- Jutro się do ciebie odezwę.
- A gdzie będziesz dzisiaj nocować? Nie mów mi, że u tego nowego kolesia?
Przez chwilę nic nie mówiłam, bo nie wiedziałam jak to przyjmie.
- Nie poznaję cię. Nie daj się skrzywdzić i baw się dobrze. Liczę potem na relację ze wszystkimi pikantnymi szczegółami.
Pokręciłam głową z
niedowierzaniem a w tym czasie Gośka zakończyła rozmowę. Schowałam
telefon do torebki i zaczęłam sprawdzać czy na pewno niczego nie
brakuje.
- Kim jest Tomasz?
Spytał się mój towarzysz bardzo poważnym tonem. Spojrzałam na niego nie rozumiejąc co go to interesuje.
- To mój chłopak. Były.
Poprawiłam się po chwili.
- Czego od ciebie chce?
Jego słowa bardziej przypominały warkot.
- Nie wiem. Nie odebrałam. Dzisiaj z nim zerwałam więc zgaduję że chciał spróbować się wytłumaczyć i mnie odzyskać.
- I zamierzasz coś z tym zrobić?
W jego głosie słychać było tyle agresji że aż zaczęłam się bać.
- Nie strasz mnie jak nie musisz.
- Przepraszam.
Powiedział już łagodniejszym tonem.
- Odpowiesz?
- Zamierzam go ignorować tak długo jak dam radę.
Taka odpowiedź chyba mu pasowała bo widocznie się rozluźnił.
- Zatrzymamy się w jakimś macu, bo jestem głodna?
- Dobrze. Masz jakieś fundusze, bo nic przy sobie nie mam?
- Tak, mogę ci obiad postawić. Masz się w co ubrać?
- Po co?
- Jesteś nagi.
- To możemy podjechać do okienka. Nie widzę problemu.
- Proszę.
Szepnęłam cicho, nie
wiedząc dlaczego aż tak mi na tym zależy. Popatrzył na mnie chwilę. Po
czym westchnął i na jego ciele pojawiły się jeansy i koszulka.
Spojrzałam z niedowierzaniem ale nawet tego nie skomentowałam. Weszliśmy
do restauracji, gdzie zamówił dla siebie sześć powiększonych zestawów.
Wróciliśmy do auta. Oparłam się wygodnie o szybę i już po chwili spałam.
Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz