sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 29

- Udało nam się stworzyć pierwsze pomieszczenie.
- Ale?
- Będzie problem z położeniem kanalizacji na tyle aby zrobić to szybko. Po za tym wpłynie to na ciśnienie wody.
***
- Całkiem sporo osób okazało się być magami. Zaczyna już być widać pewne tendencje. Najwięcej ma władzę nad wodą, ogniem, powietrzem i ziemią. Zaczynają być nazywani pieszczotliwie żywiołakami.
***
- Udało się opracować system ogrzewania kryjówki przy pomocy żywiołaków. Co prawda było kilka wypadków ale ostatecznie nikomu nic się nie stało.
***
Otworzyłam komputer aby zająć się swoimi codziennymi sprawami. Do pomieszczenia zostały wniesione fotele i poduszki. Pierwszy wampir pojawił się a Sławek zaczął go wypytywać. Każdego po kolei pytał o takie szczegóły że miałam wątpliwości czy dalej mówią w tym samym języku co ja. Na koniec zaprosił do sali tylko tych którzy mają niezbędne minimum i zaczął zadawać kolejne pytania tym razem całej grupie. Niektórzy odpowiedzieli inni nie. Wskazał grupę dwudziestu osób które kwalifikują się dalej i dziesięcioosobową która za dwa dni będzie ponownie odpytywana i albo przejdą albo nie.
***
Na kolejne odpytywanie przyszło koło trzydziestu osób. Udało mu się wyłowić kolejne dziesięć osób i ustalić kolejny termin egzaminu ustnego. Tymczasowo zaczynał się test przy którym poprosił mnie o pomoc.
- Skoro znajdujecie się w tym pomieszczeniu to znaczy że uznałem że macie podstawy wiedzy teoretycznej na której można coś budować. Będę was szkolić po to byście mogli pomóc na polu bitwy. Wszyscy w koło będą walczyć a wasze zadanie będzie polegało na znalezieniu poszkodowanych i udzieleniu im jak najszybszej pomocy. Będziecie to robić we względnie bezpiecznych warunkach ale podstawowym elementem jest koncentracja. Aby wejść w czyjś organizm musicie zamknąć oczy. Skoncentrować się i nie reagować na otoczenie nie zależnie od tego co będzie się działo. To będzie wasz dzisiejszy egzamin. Macie zamknąć oczy i nie reagować. Ten kto zostanie dziś wyproszony nie dostanie już drugiej szansy. Mamy za mało czasu aby każdego nauczyć wszystkiego. Każdy kto chce będzie mógł się nauczyć w nowym świecie który stworzymy gdy wygramy. Jednak teraz muszę zrobić selekcję aby była szansa na to że zdążę was wszystkiego nauczyć. A teraz zamknijcie oczy, test się zaczyna. - Wszyscy z mniejszym lub większym opóźnieniem zamknęli oczy. Uśmiechnęłam się. Teraz moje zadanie. Założyłam tarcze aby nie było mnie słychać, czuć, oraz osłonę na myśli. Zdjęłam buty i zaczęłam przechodzić między kandydatami. W którymś momencie opuściłam jeden z butów na ziemię. Hałas który stworzył sprawił że trójka automatycznie otworzyła oczy i spojrzała w jego kierunku. - Wychodzicie. - Cała trójka wstała. Na głos Sławka jeszcze jeden otworzył oczy więc również został wyrzucony za drzwi. Dalej przechadzałam się między nimi. Na drugiego buta nikt już nie reagował. Spodziewali się tego. Uśmiechnęłam się. Pora zacząć zabawę. Wybrałam pierwszego losowego wampira i położyłam ręce na jego ramionach. Zanim uświadomił sobie co robi to już stanął na równe nogi. Sławek tylko kiwnął głową że ma wyjść. Tamten natomiast rozglądał się próbując zrozumieć co się stało. Poprzez niespodziewany dotyk wyeliminowałam kolejnych dwóch. - Siedzenie innym w myślach aby dowiedzieć się co się dzieje jest oszustwem. - Powiedział cicho Sławek niemal z groźba. Dotykałam każdego. Z grupy wykruszyły się kolejne trzy osoby. W następnym etapie rzucałam w nich poduszkami oraz materiałowymi piłkami na co złapały się dwa wampiry. Pora na ostatni etap, który nie podobał się Sławkowi ale miał świadomość że jest konieczny. Wyjęłam z kieszeni nóż i rozcięłam sobie palec. Przechodziłam wśród nich a krople mojej krwi lądowały na ziemię. Ku mojemu zdziwieniu tylko jeden wampir został wyproszony. Podeszłam do Sławka i zdjęłam z siebie tarcze. Test zdany.
***
- W nowo budowanej sali był zawał.
- Są jacyś poszkodowani?
- Jedna osoba połamała rękę ale prócz tego nic się nie stało.
- Da się wznowić budowę w tamtym rejonie?
- Tak, ale musimy być bardziej ostrożni, a co za tym idzie praca zwolni.
***
- Żywiołakom ziemi udało się urzyźnić to co mamy oraz wystarczająco ulepszyć nową glebę aby była szansa na zbiory, oraz powiększenie pola.
***
- Udało się już zorganizować godzinne wyjście na dwór dla dziesięciu procent ludzi.
***
- Żywiołakom wody udało się rozwiązać nasz problem z kanalizacją. Puścili źródła pod nami aby nie było więcej problemów.
***
- Mamy mały problem z mięsem. W okolicy zjedliśmy już całą trzodę chlewną.
- W takim razie przekażę informację, że będzie to kolejna rzecz którą będą musieli teleportować do bazy.
***
Przyglądałam się zajęciom prowadzonym przez Sławka. Ostatecznie udało im się po całej serii egzaminów stworzyć trzydziestosześcio osobową grupę. Aby choć trochę przyspieszyć proces nauki wysłał do ich umysłów całą swoją wiedzę dotyczącą uzdrawiania. Co za tym idzie mieli opanowane większość teorii. Wszystkie zagadnienia, które wymagały nie tylko zapamiętania ale również zrozumienia cierpliwie im tłumaczył. Zaczęli również zajęcia praktycznie. Wstępnie nauka była na wampirach które zgłosiły się jako manekiny. Robili sobie krzywdę, którą potem uczniowie mieli naprawić. W życiu nie zgodziłabym się na tego typu rozwiązanie gdyby nie fakt, że innego nie znalazłam. Mieliśmy co prawda całą chmarę lekko rannych ludzi, ale Sławek uznał, że nie są na to gotowi. Jeśli coś spierdzielą to wampira na pewno da radę uratować, co do człowieka to niestety nie może mieć tej pewności. Z zamyślenia obudził mnie huk otwieranych drzwi. Wszyscy naraz spojrzeliśmy w ich kierunku widząc przestraszonego Wojtka. Od razu wstałam na ten widok, a Sławek pojawił się obok mnie.
- Co się dzieje?
- Wilkołaki. - Spojrzałam na Sławka próbując ogarnąć o co chodzi.
- Musisz podać więcej szczegółów.
- Całe stado wilkołaków. Na oko liczące parę setek osób zmierza w naszym kierunku.
- Jest szansa, że ominą bazę.
- Przeszli już przez pierwszą barierę. Może to oznaczać kłopoty. - Pokiwałam głową próbując nie wpadać w panikę.
- Dobrze. Sławek, przenieś mnie do wyjścia z kryjówki. - Nawet nie protestował tylko od razu znalazłam się w pomieszczeniu o które prosiłam. - Wojtek, jak możesz to ogarnij kwestię komitetu powitalnego jeśli zaszła by taka potrzeba. Rozumiem, że zwiadowcy są rozłożeni wokół kryjówki.
- Tak, siedzę im w głowie. Na bieżąco będę wiedział jeśli cokolwiek się stanie.
- Dobrze. Chwilowo czekamy na ich ruch. - Chyba musiałam jednak pokazać część swojego strachu bo Sławek złapał moją rękę by ją na chwilę uścisnąć. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. - Opowiedz mi o wilkołakach.
- A co konkretniej chcesz wiedzieć?
- Wszystko co może się przydać.
- Dobrze. Jeśli chodzi o podstawy to musisz wiedzieć że każdy z nich może płynnie przechodzić z ludzkiej postaci do wilczej. Są równie wytrzymali jak wampiry. Z natury nie są agresywni. Posiadają własne zasady, których przestrzegają w obrębie stada. W ramach kodeksu zdarzają im się walki między sobą, ale nie słyszałem, aby atakowali innych. Zazwyczaj jak spotkają kogoś w potrzebie to pomagają, ale wolą się izolować od całej reszty.
- Zatrzymali się, praktycznie na wysokości naszej bazy. Stoją niemal idealnie przy głównym wejściu i patrzą na nie, jakby je widzieli. Część osób zaczęła też rozbijać namioty. Chyba zamierzają tu zostać na dłużej.
- W takim razie są dwa rozwiązania. Albo moje tarcze nie działają na wilkołaki, albo ktoś poinformował ich o naszej kryjówce.
- Znaleźli jednego z posłańców, przekazali mu wiadomość, że chcą porozmawiać z alfą naszej gromady.
- Rozumiem, że chodzi im o mnie. - Odpowiedziałam Wojtkowi próbując, abym brzmiała tak pewnie siebie jak tylko dam radę. - W takim razie nie powinniśmy im kazać zbyt długo czekać.
- Proszę Pani Wiktorio. - Wampir, który właśnie się do mnie zbliżył wyciągnął w moim kierunku zimową, puchową kurtkę. Patrzyłam na niego w szoku nie do końca rozumiejąc co się dzieje.
- Poprzednim razem było ci zimno. - Uśmiechnęłam się do Sławka, że pomyślał o takim szczególe.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam wampirowi również posyłając mu uśmiech. Szybko założyłam kurtkę i wyszliśmy z kryjówki. Przodem na wszelki wypadek poszła czwórka wampirów, gdyby mieli zostać zaatakowani od progu, ale nic takiego się nie wydarzyło. Wilkołaki będąc w wilczej postaci czekały na nas i przyglądały się wszystkim osobom. Na zewnątrz wyszło nas dwadzieścia osób, we wcześniejszym pomieszczeniu czekało koło setki, aby pomogli gdyby doszło do walki. Wampiry ustawiły się po łuku, stanęłam na środku dalej trzymając się ze Sławkiem za ręce. Uśmiechnęłam się szeroko do wilkołaków. - Witam was serdecznie. - W naszym kierunku ruszyła grupa liczebnością przypominającą naszą. Nie gubiąc kroku jedna z postaci przemieniła się w ludzką postać. Już po chwili jedna z osób w ludzkiej postaci podała mu płaszcz, aby nie stał przed nami nagi.
- Również was witam.
- Nazywam się Wiktoria, z kim mam przyjemność? - Przez chwilę wilkołak po prostu na mnie patrzył oceniająco.
- Jesteś człowiekiem.
- Zgadza się. - Potwierdziłam kiwając głową.
- Prosiłem o rozmowę z przywódcą.
- Nie ma osoby która lepiej pasowałaby do twojego stwierdzenia. To do mnie należy decydujący głos.
- Dlaczego miałbym uwierzyć że decyzję podejmuje człowiek?
- No cóż, zwykle zdziwieniem jest fakt że rządzi kobieta. Miła odmiana. - Wilkołak odchylił głowę do tyłu i ryknął tak serdecznym śmiechem że mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Przepraszam za moje złe maniery. Nazywam się Nicolas.
- Mam przyjemność przebywać z osobami mniej kulturalnymi niż ty więc przepraszać nie musisz.
- Muszę bo niestety ale potrzebuję się upewnić. Nie chcę marnować swojego czasu na negocjacje z kimś kto nie ma do tego uprawnień.
- W takim układzie musisz mi po prostu uwierzyć na słowo. Nie mam jak udowodnić ci że nie kłamię. - Długo patrzył na mnie próbując podjąć decyzję. W końcu pokiwał głową i uśmiechnął się.
- Słusznie.
- Mówiłeś coś o negocjacjach.
- Tak, chciałbym zaproponować współpracę. - Widziałam że duża część wampirów wyrażała zdziwienie i niepokój.
- Na czym współpraca miała by polegać.
- Wolałbym omówić to na osobności. - Sławek z delikatnym warkotem złapał mocniej moją rękę i delikatnie zasłonił swoim ciałem.
- Nawet o tym nie myśl!
- Co proponujesz?
- Został już rozłożony mój namiot. Zapraszam cię do środka.
- Lepsze warunki będą w kryjówce. Tam nie ma śniegu.
- Być może, ale na osobności chce rozmawiać bo nie ufam osobom które z tobą przebywają.
- Mówiłem ci abyś nawet o tym nie myślała. Nie puszczę cię samej.
- Świetnie, ale jak zauważyłeś jestem tylko człowiekiem. Nie spieszy mi się jeszcze do grobu.
- Twoja gwardia honorowa może tutaj zostać. I tak będą wiedzieć jeśli cokolwiek by ci się stało. Zakładam że macie przewagę liczebną. Nie odważę się zaatakować cię bo jeśli rzeczywiście nimi rządzisz to w ramach odwetu mógłbym się spodziewać masakry całego mojego stada.
- Brzmi logicznie, ale mój partner nie pozwoli mi pójść samej. - Wilkołak wyglądał na autentycznie zdziwionego. Przyjrzał się nam jakby dopiero teraz dostrzegł że trzymamy się za ręce.
- To dlatego zaakceptowali na tak wysokim stanowisku człowieka.
- To wysokie stanowisko miałam zanim go poznałam i nawet gdybyśmy się nie odnaleźli to dalej podejmowałabym decyzje.
- Nie ma to teraz większego znaczenia. Jeśli poczujesz się dzięki temu bezpieczna to twój partner może iść z nami.
- Jesteś pewna że wiesz co robisz?
- Mam taką nadzieję.
- Zapraszam. - Powiedział z uśmiechem ręką wskazując duży namiot, który już stał może pięćdziesiąt metrów dalej. Kiwnęłam głową i ruszyłam razem ze Sławkiem. Trzymał mnie tak blisko siebie jak tylko dał radę i starał się obserwować wszystko jednocześnie nie rozglądając się. Ku mojemu zdziwieniu do środka wszedł z nami jedynie alfa. Widać ufa że nie zrobimy czegoś tak głupiego jak próba zabicia go na jego terytorium.
- Przejdę od razu do konkretu. Potrzebujemy schronienia. Dawno nie było tak mocnej zimy. Przez tą całą wojnę możemy spać tylko na dworze lub w opuszczonych budynkach. Jednak ciągle musimy wędrować aby mieć pozór bezpieczeństwa.
- Zdażały się ataki na was?
- Tak. Jednak zbyt mało liczne grupy aby sobie poradziły. Z dnia na dzień mamy coraz większe problemy z przetrwaniem.
- Miejsce u nas się znajdzie pod warunkiem przestrzegania regulaminu.
- Jakie konkretnie są zasady?
- Każda osoba jest wprowadzona do systemu co ułatwia organizacje.
- Czyli rozumiem że każdy startowo musiałby zostać zarejestrowany.
- Tak. Dodatkowo kwestia poznania waszych codziennych potrzeb chociażby pod kątem jedzenia.
- Śpimy koło czterech godzin dziennie. Jemy ciut więcej od ludzi. Sprawność mamy na poziomie wampirów.
- Dla bezpieczeństwa wyjścia z bazy są kontrolowane i mocno ograniczone. - Spojrzał na mnie uważnie zastanawiając się nad tym.
- Najwyżej opuścimy was jak tylko zrobi się ciepło. Nie mówiąc o tym że zgaduje że nie macie w zamiarach wiecznie się ukrywać.
- Jest jeszcze kwestia pokoi. Chwilowo prowadzimy remont w celu powiększenia bazy. Trudno mi określić ile czasu zajmie zorganizowanie aby stworzyć dla was przestrzeń.
- Jeśli wtajemniczysz mnie w szczegóły dotyczące waszego remontu to będziemy mogli pomóc. Żyjemy zgodnie z naturą. Stworzenie pomieszczenia z drewna zajmie nam mniej niż dzień. - Spojrzałam na niego zszokowana. Dzięki temu udałoby się szybciej wprowadzić nasze plany w życie.
- Nie wiem jak wygląda kwestia waszej krwi.
- Pod jakim kątem?
- Ludzie oddają krew która jest potem przekazywana w butelkach wampirom.
- Jest to obowiązkowe?
- Nie, ale bardzo mile widziane. Obowiązkowe będzie jeśli doszło by do jakiejś bitwy aby mogli jak najszybciej się zregenerować.
- Jest to jak najbardziej do zaakceptowania.
- Nie akceptujemy agresji. Zero wyzwisk rasowych, już nie mówiąc o bójkach. Nikomu ma nie stać się krzywda.
- Jak wygląda kwestia samoobrony?
- Nikt nie powinien skrzywdzić drugiej osoby. W razie bójki aby nie tracić czasu czytane są wspomnienia z danego wydarzenia i na tej podstawie wydawany jest wyrok.
- Kto dokonuje wyroku?
- Ja.
- Jak możesz mieć na to czas?
- Afery zdążają się mniej więcej raz na dwa tygodnie.
- Panuje u was dyscyplina.
- Mam nadzieję że nie ulegnie to zmianie.
- W razie problemu z kimś kto jest wilkołakiem wzywaj mnie bo odpowiadam za nich. Zwłaszcza że wampiry nie umieją czytać w myślach wilkołakom. - Spojrzałam ze zdziwieniem na Sławka. Jednak tylko wzruszył ramionami.
- Nigdy nie miałem ku temu powodów.
- Czy w ramach eksperymentu zgodzisz się aby Sławek spróbował przeczytać twoje myśli?
- Jak najbardziej. - Wyszczerzył się szeroko. Po chwili widziałam że Sławek się na nim skoncentrował.
- Nie udało mi się. - Zamyśliłam się na chwilę.
- Ale w ogóle wyczuwasz jego umysł?
- Tak, widzę go, ale nic nie słyszę.
- Co kombinujesz?
- Łącze fakty.
- To skoro podstawy zostały omówione to pora na najważniejsze pytanie.
- Słucham.
- Skąd widzieliście że właśnie tutaj jest nasza kryjówka. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Wilkołaki posiadają bardzo cenną umiejętność. Możemy wyciem przekazywać informacje. Umiemy sprawić aby pozostałe rasy go nie słyszały i umiemy dostosować jego zasięg. W waszej ekipie znajduje się przynajmniej jeden wilkołak. Przekazał wiadomość że jest w bezpiecznym miejscu. Ruszyliśmy tutaj z nadzieją na schronienie. Łącznie osoby które tu widzisz to siedem stad. Z czasem pojawi się ich więcej.
- Jakie istnieje ryzyko że któryś z wilkołaków który otrzymał wiadomość przekaże ją wampirom? - Nicolas zamyślił się na chwilę.
- Byliśmy przez nich prześladowani i atakowani. Zgaduje że inne stada również. Istnieje taka szansa że ktoś połasi się na władzę, ale nawet jeśli przekaże informacje to nim nas tu więcej tym lepiej.
- Prosiłabym o to abyś zawołał wszystkie wilkołaki które znajdują się w mojej kryjówce.
- Nie ma problemu, ale czy mógłbym wcześniej ją obejrzeć.
- Jak najbardziej. - Ruszyliśmy we trójkę w stronę kryjówki. Przepuścili mnie przodem i tylko Wojtek wszedł razem z nami do środka. Nicolas nie wziął nikogo ze sobą, chyba już wystarczająco nam zaufał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz