środa, 12 grudnia 2018

On - Rozdział 2

Poczułam delikatny wiatr na twarzy, a po chwili czyjeś ręce podniosły mnie do góry. Przestraszona otworzyłam oczy próbując zorientować się co się dzieje. Zobaczyłam jego złote włosy oświetlone światłem księżyca. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, na co momentalnie się rozluźniłam.
- Nie musisz się mnie bać. Idź dalej spać. Zaniosę cię do łóżka.
Dalej nie rozumiałam co się dzieje. Byłam niesamowicie zmęczona. Ale mimo wszystko czułam się bezpieczna. Jak to jest możliwe? Nie wiem kim on jest. Nie wiem co się stało. Wygląda na to, że nawet nie jest człowiekiem. Ale kiedy mnie dotyka, to nie potrafię się go bać. Zgodnie z obietnicą położył mnie na wielkim łóżku. Wstał i spojrzał na mnie z zadowoleniem.
- Pozwolisz abym rozebrał cię do snu?
Moje serce przyspieszyło. Ale nie potrafię określić czy ze strachu czy podniecenia. Musiałam chrząknąć zanim udało mi się coś powiedzieć.
- A będziesz w stanie się pohamować, aby nic mi dzisiaj nie zrobić? Jestem zmęczona całą tą sytuacją. Po za tym wypiłeś ode mnie trochę zbyt dużo krwi.
Zobaczyłam na jego twarzy poczucie winy. Od razu zrobiło mi się głupio, że gram na jego emocjach.
- Przepraszam cię za to. Dam radę. Po prostu powiedz mi, które części twojej garderoby mam zdjąć, abyś czuła się komfortowo.
- Możesz zacząć od butów, skarpetek i spodni.
Minę miał jakby wygrał na loterii. Usiadł na krawędzi łóżka i sięgnął do pierwszego buta. Powoli go rozwiązał, chociaż mi się nigdy nie chce tracić na to czasu i ściągnął go razem ze skarpetką. Dotknął mojej kostki i przejechał palcem po stopie tak delikatnie, że po całym moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Chyba to zauważył, bo uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że moje policzki od razu zrobiły się całe czerwone. Zawstydzona zamknęłam oczy. Odłożył moją nogę. Po chwili poczułam jak ugina się materac koło mnie. Podniosłam powieki i zobaczyłam jego twarz milimetry od mojej.
- Nie masz się czego wstydzić. Przestań zamykać oczy za każdym razem bo będę czuł się zobowiązany do udowodnienia ci jak bardzo jesteś dla mnie piękna.
Jego głos był tak niski, że ledwo pohamowałam jęk.
- Zrozumiałaś?
Pokiwałam delikatnie głową mając nadzieję, iż uda mi się nie prowokować go zbyt bardzo. Zadowolony wrócił na krawędź łóżka i zajął się drugą stopą. Następnie uklęknął na wysokości moich kolan. Odpiął guzik w spodniach i powolnym ruchem odsuwał suwak przejeżdżając delikatnie po moich majtkach. Moje biodra automatycznie powędrowały kawałek w górę. Dlaczego nie mam władzy nad własnym ciałem? Dlaczego aż tak do niego lgnę? Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałam. Jasne, zdarzało mi się uprawiać seks, ale nie było to jakieś szczególnie ekscytujące przeżycie. Bardziej robiłam to po to by sprawić przyjemność partnerom z którymi akurat byłam. Jednak z nim?
- Jak się nazywasz?
Spojrzał na mnie zaskoczony i zmarszczył brwi.
- Jeszcze ci się nie przedstawiłem?
- Nie. Praktycznie nic o tobie nie wiem. Kim jesteś? Jak się nazywasz? Ile masz lat? Czy kogoś masz?
Uśmiechnął się na moje ostatnie pytanie, co spowodowało że od razu pożałowałam, że je zadałam.
- Mam na imię Adam. Mam trzydzieści jeden lat. Chwilowo nie mam partnerki, ale patrzę na najpiękniejszą kobietę na świecie i wiem, że zrobię wszystko aby ze mną była.
Moje serce znowu zaczęło wariować.
- Czy to znaczy, że będziesz ze mną nawet jeśli się nie zgodzę?
Popatrzył na mnie z mieszanką bólu i smutku.
- Nie. Spróbuję się jak najszybciej pozbierać i jak tylko stanę się stabilny psychicznie to będziesz mogła odejść. Nie będę cię prześladował. Nie zamierzam cię do niczego zmuszać. Mam nadzieję, że unormuję się na tyle szybko abyś nie musiała się ze mną pieprzyć wbrew swojej woli. Nawet jeśli twoje ciało na mnie reaguje.
Znowu się zarumieniłam i automatycznie zamknęłam oczy. Poczułam na sobie jego ciężar i spojrzałam na niego. Praktycznie dotykał mnie swoim czołem.
- Prosiłem cię o coś.
Trącił delikatnie moje wargi nosem. Od razu rozchyliłam usta. Zrobiło mi się gorąco. Bałam się tego co mógłby mi zrobić. Tego, że byłam pod jego kontrolą. Mógł wszystko i nawet nie miałabym jak się sprzeciwić. Nie wiem czy chciałabym się mu sprzeciwiać. Złapał delikatnie ustami moją dolną wargę. Bezwiednie rozchyliłam usta. Pocałował mnie. Jęknęłam mimowolnie i zrewanżowałam się. Rękami przyciągałam jego głowę aby był tak blisko mnie jak to tylko możliwe. Moje ciało reagowało łasząc się do niego. Dłonią zaczął sunąć pod bluzką po moich plecak aż dotarł do zapięcia stanika.
- Stop.
Powiedziałam odsuwając się tak bardzo jak mi pozwalała na to nasza pozycja. Miałam problem ze złapaniem oddechu. Patrzył na mnie z ogniem w oczach.
- Chyba nie zamierzasz spać w biustonoszu. Ma ci być wygodnie.
Popatrzyłam na niego ze zwątpieniem.
- I dasz radę tak po prostu mi go zdjąć i nie zrobisz mi nic więcej?
- Tak długo jak dam radę nie zamierzam się z tobą pieprzyć póki nie dostanę na to Twojej zgody. Choć twoje chętne ciało mi to utrudnia.
- Wiesz że jeśli nie dotrzymasz słowa to będziesz miał mniejsze szanse na zdobycie mojego zaufania?
- Dobrze. Zamierzam dotrzymać słowa. Czy mogę pozbawić cię zbędnego ciężaru abyśmy mogli pójść spać?
- Tak.
Odpowiedziałam lekko zachrypniętym głosem. Bałam się. Ale chyba bardziej własnej reakcji niż jego. Wolałabym dowiedzieć się co się dzieje przed podejmowaniem ważnych decyzji. Muszę być cierpliwa dopóki nie dojdzie do siebie na tyle by odpowiedzieć mi na kilka pytań. Jezu... Czemu zaczynam zakładać że zostanie w moim życiu na dłużej?
Zadowolony odpiął mi stanik. Następnie sprawnie go zdjął bez dotykania mnie. Dlaczego zamiast być zadowoloną czułam rozczarowanie? Chyba musiał zobaczyć coś na mojej twarzy bo jedynie uśmiechnął się i wstał aby zgasić światło. Położył się na łóżku obok mnie i przykrył nas kołdrą. Przez nadmiar emocji zasnęłam momentalnie.
***Adam***
Obudziłem się zlany potem. Zacząłem panicznie rozglądać się wokoło. Już miałem zmienić postać kiedy ją zobaczyłem. Jest najpiękniejszą kobietą jaką kiedykolwiek widziałem. Patrzyłem na nią i zacząłem się rozluźniać. Jestem w domu. Nic mi nie grozi. Nie muszę się przemieniać. Jestem bezpieczny. Wyszedłem z pokoju aby jej nie budzić. Udałem się do kuchni ale smród zatrzymał mnie już w progu. Ona nie może tego zobaczyć. Wziąłem worki na śmieci i zacząłem wyrzucać całe jedzenie jakie miałem w domu. Jak tylko zaczynałem się niepokoić to wracałem do pokoju by przez chwilę na nią popatrzeć. Jest taka urocza kiedy śpi. Uruchomiłem laptopa by zamówić zakupy do domu. Wziąłem śmieci i wyszedłem je wyrzucić. Już na klatce schodowej zacząłem się niepokoić. Na dworze odczuwałem tylko strach. Wszędzie widziałem zagrożenie. Czym prędzej pobiegłem z powrotem na górę. Zakopałem się pod kołdrą przytulając się do jej pleców tak bardzo jak dałem radę. Ciągle tutaj była. I jakimś cudem dalej się nie obudziła. Jak mam jej dać odejść jeśli dostaję ataku paniki za każdym razem gdy przestaję ją widzieć? Wystarczy że jestem w pokoju obok a już odczuwam potrzebę przemienienia się. Mój wilk wciąż na mnie warczy bym odznaczył ją jako swoją partnerkę aby nikt nam jej nie zabrał. Nie mogę tego zrobić wbrew jej woli. Zwłaszcza że jest człowiekiem. Kiedy zdążyłem aż tak się od niej uzależnić? Wiem że po odnalezieniu partnerki wilk szaleje dopóki nie zostanie ona jego. Jednak powoli zaczyna mi zależeć na tym by ją poznać. Sprawić by chciała ze mną być. Dlaczego nie może być wilkołakiem? Wszystko było by łatwiejsze. Nie musiałbym jej nic tłumaczyć. Znała by nasze zwyczaje i naturę na tyle by dać mi to czego potrzebuję. A nie zależnie od tego jak głośno krzyczy mój wilk to nie chciałbym zrobić jej krzywdy. Nie chcę by tego żałowała. Nie chcę jej na jeden numerek tylko na całe życie. Ale jak mam jej wyjaśnić kim jestem? Jak mam ją wprowadzić w ten niebezpieczny świat? Jak mogę wymagać by mnie chciała gdy nie mogę jej nic zaoferować? Póki nie wrócę do normy będzie musiała ciągle przy mnie być.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Wrócili po mnie. Moje serce zaczęło walić i dopiero po chwili przypomniałem sobie o zamówieniu. Podszedłem do drzwi i odebrałem zakupy. Zaniosłem je do kuchni. W całym pomieszczeniu dalej śmierdziało. Zacząłem odmrażać lodówkę a w tym czasie myłem szafki. Co chwila biegłem do niej aby móc myśleć. O dziesiątej rano cała kuchnia lśniła. Zadowolony z efektu rozpakowałem zakupy.
Nie wytrzymam już dłużej bez niej. Wróciłem do pokoju chcąc by już wstała ale nie miałem serca aby ją obudzić. Usiadłem na krawędzi łóżka i patrzyłem na nią. Miała na twarzy kosmyk włosów. Zgarnąłem go za ucho ale mimo tego jak próbowałem być delikatny to zobaczyłem jej zielone oczy.

Poprzedni                                                                                                                Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz