sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 38

- Wstawać gołąbeczki, to że się w końcu ze sobą przespaliście nie zwalnia was od pracy. - W progu pojawił się radosny Nicolas. Sławek podciągnął wyżej kołdrę, aby na pewno mnie zasłaniała i zaczął na niego warczeć. - Czekam za drzwiami. Zwłaszcza, że zaraz powrócą osoby, którym masz zdjąć tarcze.
- Powrócą?
- No tak, pierwsi pojawili się już cztery godziny temu, ale powiesiłem kartkę, aby ci nie przeszkadzali aż do południa.
- Jaką kartkę? Do południa? To która jest godzina?
- Za kwadrans dwunasta. - Jak oparzona próbowałam wyskoczyć spod kołdry, ale Sławek jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił. Dopiero czując jego męskość na wysokości swoich pośladków przypomniałam sobie, że jesteśmy nadzy. Zarumieniłam się zawstydzona, że zapomniałam o tym fakcie. Nicolas ze śmiechem wyszedł z pokoju. Dopiero wtedy Sławek puścił mnie na tyle, abym mogła wstać i w pośpiechu zacząć się ubierać.
- Dlaczego nas nie obudzili?
- Pewnie chcieli, aby udało nam się chociaż trochę odpocząć. Czeka nas męczący dzień. A konkretniej miesiąc. - Ubrani wyszliśmy z pokoju, na drzwiach rzeczywiście wisiała kartka. "Prosimy nie przeszkadzać. Korzystamy z chwili samotności. Jeśli nie chcesz się zetknąć z obrazami, których nie uda ci się wyrzucić z głowy to proponujemy nie otwierać drzwi przed południem." Westchnęłam z zażenowaniem.
- Mogę go zabić? - Sławek roześmiał się na cytowanie jego słów. Pocałował mnie i zerwał kartkę, aby złożyć ją na cztery i włożyć do kieszeni spodni. Westchnęłam na ten widok, ale się nie sprzeciwiałam. Dosłownie po paru sekundach niepewnie pojawiła się pierwsza osoba do zdjęcia tarcz. Natomiast nie pojawiła się nawet jedna do założenia. Widocznie przestali się już przejmować możliwością ataku. Albo nie boją się wiedząc, że to da się wyleczyć. Na korytarzu czekał na nas Nicolas. Podał mi kanapki i butelkę wody. - Zabiję cię. - Powiedziałam w połowie rozbawionym a w połowie złym głosem.
- Polecam się na przyszłość.
- A skąd wiedziałeś co między nami zaszło?
- Żartujesz? Wysłaliście taką falę mocy, że chyba każdy w tym azylu poczuł co się stało. - Westchnęłam jeszcze bardziej zażenowana co spotkało się z cichym chichotem Nicolasa. Chyba jednak miał trochę racji, bo wszystkie osoby, które nas mijały miały podobny wyraz twarzy.
- Sławek, przenieś nas do więzienia zanim zapadnę się pod ziemię ze wstydu. - Uśmiechnął się delikatnie. Pocałował mnie w czoło. Zamknęłam na chwilę oczy i otworzyłam już na miejscu. Czekało na nas kilka żywiołaków. Spojrzałam zdziwiona na nich, a następnie na Sławka.
- Poinformowałem Wojtka jak tylko wstaliśmy, aby kogoś tutaj przysłał. - O więcej pytać nie musiałam. Sławek wskazał mi klatkę i wyciągnęłam w jej stronę rękę, aby nałożyć na wampira pierwszą tarczę. Jednak ku mojemu zdziwieniu od razu został rozłożony na podłodze. Wbiegłam do klatki próbując się zorientować co się stało.
- Użyłaś za dużo mocy.
- Tyle samo co zwykle.
- Pamiętaj, że obydwoje macie teraz więcej siły. - Spojrzeliśmy na siebie delikatnie zaniepokojeni. Spróbowałam poluzować chociaż trochę barierę, aby wampir mógł zacząć oddychać. Pokiwałam głową do Sławka, który rozpoczął leczenie. Szło mu równie nieporadnie co mi. Dopiero pod koniec udało mu się jako tako kontrolować swoje czyny. Przeszliśmy do kolejnej celi i następnej. Po pięciu osobach działaliśmy już niemal mechanicznie. Po dziesięciu pojawił się wilkołak, który zmienił Nicolasa na kolejne dwie tury uzdrawiania. Ku naszemu zdziwieniu pojawił się też Antonio, który udzielił swojej pomocy. Chyba było mu głupio za to co zrobił, a konkretniej za to czego nie zrobił. Sławek doszedł już do perfekcji i leczenie jednej osoby zajmowało mu koło piętnastu minut.
- Chyba pora zrobić przerwę na obiad. - Nie protestowałam na propozycję Sławka, więc przeniósł nas od razu na stołówkę. Raptem zdążyliśmy usiąść przy stoliku gdy pojawił się Wojtek.
- Jak poszło uzdrawianie?
- Całkiem sprawnie. Udało się uleczyć koło szesnastu osób.
- To jeszcze całkiem sporo zostało.
- Tak, ale jest to już jakiś postęp.
- Tak jak prosiłaś porozmawialiśmy na temat odbijania kolejnych punktów.
- I jaki termin został wyznaczony?
- Żaden.
- Nie rozumiem.
- Plan ataku w dużej mierze bazował na tym, że ma z nami walczyć Sławek.
- To jest plan ataku jeszcze sprzed pojawienia się wilkołaków.
- Tak, ale dodatkową kwestią był twój udział, abyś rozbiła wokół tarczę dzięki której nie będą mogli teleportować się poza teren walki.
- To już brzmi jak problem. Nie mniej jednak odbijanie punktów jest dość wysoko na naszej liście rzeczy do zrobienia. Bez tego nie ruszymy dalej.
- Leczenie też jest ważne. - Zamknęłam na chwilę oczy i wzdychając pozwoliłam sobie na burzę mózgów. Dużo czasu nie zajęło mi podjęcie decyzji.
- A jak wygląda kwestia stanu fizycznego pozostałych osób, które miały by brać udział w walce.
- W większości wrócili już do pełni sił. Jakby na to nie patrzeć posiłki są już od dłuższego czasu.
- Dobrze. W takim razie robimy w ten sposób. Leczymy ze Sławkiem chorych. Zrobimy sobie dzień przerwy na odnowienie sił. Kolejnego dnia rozpoczynamy atak. Jak wrócimy to zaczynamy leczenie nosicieli. W tym czasie ustalacie następny punkt do odbicia i informujecie nas kiedy mamy wziąć sobie kolejny wolny dzień na regenerację.
- Brzmi nieźle. W ramach tego pojawił się kolejny drobny problem.
- Jaki?
- Aby atak miał sens to wszyscy powinni zaatakować w praktycznie tym samym momencie.
- Nie widzę problemu. Skoro uważacie że taka strategia jest najlepsza.
- Generuje to pewien problem. Większość wampirów nie potrafi teleportować się z wilkołakiem, a mają nam pomóc w ataku.
- Czyli trzeba by było wcześniej przenieść wilkołaki gdzieś nieopodal.
- W tym celu musiałabyś zrobić tarczę, aby nikt ich nie znalazł.
- Jest to wykonalne.
- Nie mniej jednak kłopotliwe. Zamiast jednej będziesz musiała postawić dwie dość duże i mocne tarcze. Dodatkowo standardowe, które zakładasz na każdego z nas. Osłonę na siebie i Tomka. Mam świadomość, że masz teraz więcej siły, ale mam wątpliwości czy aż tyle. Jakby na to nie patrzeć zostawiasz sobie tylko dzień na regenerację.
- To jest moja wstępna decyzja. Pokombinuję nad rozwiązaniem problemu. Ale prosiłabym abyście również chociaż trochę pomyśleli, a nie wszystko zwalali na naszą głowę.
- Od kiedy ci to przeszkadza. - Szczerzy się do mnie szeroko Wojtek.
- Po prostu uznajmy, że jestem już tym wszystkim przemęczona.
- Jasne, to zmykam.
***
Sławek obserwował jak czytam i raz na jakiś czas głaskał moje ciało.
- Nie rozumiem niektórych waszych książek.
- W jakim sensie? - Spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Książki historyczne przynoszą jakąś wiedzę. Romanse, młodzieżówki czy przygodówki opisują świat jaki istnieje. Fantastyczne są zazwyczaj na podstawie różnego rodzaju legend, czy mitów. Horrory jako wyrażenie lęków. Ale po jakiego grzyba tworzycie książki sci-fi.
- Też są pewnego rodzaju wytworem wyobraźni. Ludzie lubią sobie wyobrażać co takiego mogłoby powstać. Naukowcy często potrafią zrealizować to co ktoś inny wykreuje. W ten sposób powstało wiele nowych wynalazków, a niektóre jeszcze powstaną. Jednym z takich najbardziej klasycznych przykładów są pojazdy latające, których prototypy już zaczęli tworzyć. Oraz portale, które miały służyć do teleportacji ludzi, ale był problem ze stworzeniem czegoś co bez problemowo przenosiłoby stworzenia żywe bez mieszania ich komórek. Z resztą to byłoby aktualnie dla nas najlepsze rozwiązanie, aby przetransportować całą ekipę na pole bitwy. - Spojrzałam na Sławka ogromnymi oczami i szybko usiadłam na łóżku. Przestałam nadążać za własnymi myślami. - Wampiry potrafią się teleportować.
- Tak. - Potwierdził niepewnie Sławek nie wiedząc do czego zmierzam.
- Potrafię tworzyć tarcze o przeróżnych właściwościach.
- Tak.
- W ostatnim czasie dowiedzieliśmy się, że moce poszczególnych gatunków mogą się uzupełniać. Co jeżeli możemy zrobić teleport jeśli połączymy swoje siły?
- Można spróbować jak tylko wyleczymy wszystkie chore osoby. - Nie koncentrowałam się już na jego słowach tylko próbowałam dopracować swój pomysł.
***
- Znalazłem już ochotników. - Spojrzałam na Wojtka nic nie rozumiejąc. - Na przetestowanie teleportu.
- Powiedziałeś mu? - Spojrzałam z wyrzutem na Sławka, który odwrócił wzrok. - Nie mam jeszcze pewności, czy mój pomysł jest możliwy w realizacji.
- Ale mam osoby, które pójdą z wami, aby przetestować jeśli uda się go zrobić.
- Jesteście niemożliwi.
- Inaczej sama byś próbowała przejść przez teleport.
***
Dzisiejsze leczenie trochę się różniło od poprzednich. Sławkowi stosunkowo dużo czasu zajęło pozbycie się skazy z serca. Jak tylko to zrobił to maź zaczęła wypływać z pacjenta w oszałamiającej ilości.
- To chyba na tyle jeśli chodzi o nasze próby. W jego krwioobiegu nie została nawet kropla krwi.
- Umarł?
- Tak. - Pokiwałam głową i patrzyłam jak żywiołak pozbywa się wszelkich nieczystości. Przykryliśmy denata jakiś materiałem i wyszliśmy z celi. - Pytanie co dalej.
- Chyba nie myślisz o tym by próbować leczyć kolejnych. Będzie się to powtarzać w każdym przypadku. Jedynie zmarnujemy czas. - Oburzył się Nicolas.
- A co jeśli to był przypadek?
- Raczej nie był.
- Spróbujmy na jeszcze jednym chorym. Jeśli się uda to leczymy dalej. Jeżeli nie to całą resztę zabijamy. - Po godzinie Sławkowi udało się zabić wszystkie pozostałe wampiry. Z przykrością oszacowałam, że uzdrowiliśmy raptem jedną trzecią tych co byli jeszcze pozamykani w klatkach. Z drugiej strony nie mogłam się pozbyć delikatnej ulgi wynikającej z tego, że nie zabijałam poprzednich na marne. I tak nie dałoby się ich ocalić. Od razu po spaleniu zwłok udaliśmy się na obiad. Byłam pełna podziwu jak bardzo zdążyłam się znieczulić, że pomimo zapachu palonego ciała który kręcił mi się w nosie mogłam ze smakiem zjeść posiłek. Mając dość sporo czasu postanowiliśmy wyjść, aby poeksperymentować z teleportem. Tylko od czego zacząć? Powinnam stworzyć tarczę która służyłaby za portal. Udało mi się postawić dwie, startowo w dwóch kolorach, aby podzielić na portal którym będziemy wchodzić i ten którym będziemy wychodzić. Złapałam Sławka za rękę i kazałam mu skoncentrować się jakby chciał się przenieść. Jego odczucia przeszły na mnie. Przyłożyłam nasze połączone ręce do powierzchni, która zaczęła delikatnie falować. Czynność powtórzyliśmy z drugą tarczą. Z zadowoleniem popatrzyłam na swoje dzieło. Wzięłam kamień i rzuciłam w pierwszy portal. Niemal od razu wypadł drugim. Zachwycona powtórzyłam sztuczkę z jabłkiem, które po rozkrojeniu wyglądało normalnie i dobrze smakowało. Teleport zadziałał zarówno na wiewiórkę jak i na dzika. Przyszła pora na ludzi. Mocno się denerwowałam, ale szczęśliwie wszystkim trzem rasom udało się przejść bez zbędnych komplikacji. Dodatkowo praktycznie nic nas to nie kosztowało. Pozbyliśmy się portali i z zadowoleniem wróciliśmy do bazy. Byłam miło zakończona że w końcu coś udało się bez wysiłku czy większych problemów. Jutro mieliśmy mieć dzień na zregenerowanie sił, ale dzisiaj było jeszcze dość sporo wolnego czasu. Po chwili namysłu udaliśmy się do pokoju nosicieli i kazaliśmy im położyć się na łóżkach w wybranej przez nich kolejności. Sławek już na tyle dobrze wiedział co robi, że uleczenie jednej osoby zajmowało mu niecałe pięć minut.
***
- Skoro wszyscy gotowi to imprezę czas zacząć. - Stworzyłam razem ze Sławkiem portal a następnie przeteleportowaliśmy się w miejsce punktu, który mieliśmy dzisiaj odbijać. Postawiliśmy drugą stronę portalu i pod osłoną tarcz zbliżyliśmy się do bazy. Tomek przy pomocy Sławka sprawdził wszystkie osoby i przekazał wampirowi rozkład sił. Aby postawić tarczę nad całym punktem potrzebowałam się znaleźć idealnie na środku bazy. Ostrożnie się tam przemieściliśmy. Usiadłam na ziemi po turecku, koncentrując się na swoim zadaniu. W pełni wierzyłam, że w razie czego panowie mnie obronią. Musiałam dość subtelnie użyć swojej siły, aby żaden z wampirów nie zorientował się co robię. Po paru minutach otworzyłam oczy zadowolona z efektu i pokiwałam głową do Sławka. Miał on przekazać informacje dalej. Już po chwili widziałam jak nasza armia zaopatrzona w moje tarcze okrąża bazę, aby zaatakować ją jednocześnie ze wszystkich stron. Udało się to zrobić w taki sposób, aby niczego się nie spodziewali. Bardziej wyglądało to na mord niż regularną walkę. Jedynymi wampirami, które sprawiały jakiekolwiek problemy zajął się Sławek z Wojtkiem u boku. Minęło raptem paręnaście minut zanim zostały tylko te osoby, które zostały osądzone jako wartościowe. Wojtek rozpoczął swoją standardową przemowę po której widzieliśmy lekki strach, ale też nadzieję na lepsze jutro. Uwolniliśmy wszystkich tych co byli gdziekolwiek przetrzymywani, a osoby, które były w na tyle złym stanie by nie być w stanie samodzielnie się poruszać były niesione przez wampiry. Jak tylko udało się przeorganizować to przeszli przez portal. Ze Sławkiem upewniliśmy się, że nie został najmniejszy ślad po istnieniu bazy i zniszczyliśmy portal. Przeniósł nas do azylu, gdzie pozbyliśmy się drugiej tarczy. Nowi byli przeprowadzani przez standardowe procedury. Szczęśliwie nie buntowali się na wieść o naznaczaniu. Po kolei podchodziły do mnie osoby, które walczyły, abym ściągnęła z nich tarcze. Dopiero gdy wróciliśmy do pokoju to poczułam jak bardzo mnie to wszystko zmęczyło. Obmyślone było na tyle, że nie zużyłam nawet połowy swojej mocy, ale i nadmiar stresu potrafi nieźle wykończyć. Ludzie wrócili już do swoich zajęć na tyle, że udało się stworzyć nowe pomieszczenia, a co za tym idzie mieliśmy miejsce na kolejne dwie grupy.
***
Dzisiejszego dnia udało już się wyleczyć ponad trzydziestu nosicieli zanim pojawił się Wojtek z wieścią o przybyciu stada. W standardowej asyście Nicolasa i Sławka ruszyliśmy im naprzeciw. Tym razem wilkołak nie znał alfy, ale udało się dość szybko załatwić sprawę pokojowo i niecałą godzinę później zaczęło się wprowadzanie do systemu.

Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz