piątek, 27 października 2017

Wojna ras - Rozdział 9

Dziś mija pół roku od inwazji. W podziemiach żyje pięćdziesiąt tysięcy ludzi i piętnaście tysięcy wampirów. Każdego dnia jest nas coraz więcej. System wymyślony przez Igora został już aktywowany na całą bazę. Została nawet stworzona kawiarenka, w której każdy mógł korzystać z komputera i mieć dostęp do swojego konta.
Właśnie dotarła do mnie informacja, że została odkryta ostatnia sala, jednak z pewnych przyczyn proszono mnie, abym samodzielnie to zobaczyła. Przeszłam kilkadziesiąt tuneli. Tych które były tutaj od wieków i tych które zostały dorobione, aby była lepsza organizacja ruchu. Po godzinie truchtu dotarłam do pomieszczenia.
- Jest tu ciemno. Nic nie widzę.
- Już to zmieniamy.
Hubert zapalił światła, a mnie na chwile wmurowało. To była największa sala jaką kiedykolwiek widziałam.
- Jaką ma powierzchnię?
- Jeszcze nie udało nam się jej precyzyjnie zmierzyć, ale koło sześciuset metrów na czterysta.
To istny cud! Podeszłam jeszcze krok bliżej i moje buty zaczęły się zapadać. Spojrzałam na ziemię. To jest gleba? Nie beton? Ukucnęłam i wzięłam jej trochę do ręki.
- To nie jest normalna ziemia. Musiała być sprowadzana z najbardziej żyznych zakątków świata.
- Chcesz mi powiedzieć, że można w niej hodować rośliny?
- Tak i to niemal wszystkie gatunki.
- A co ze słońcem?
- Ma wbudowany system oświetleniowy. Dzięki lustrom i szybom można regulować w których częściach jakie ma być nasłonecznienie.
- Ale czy w takim razie nie jest to widoczne z zewnątrz?
- Nie. Nie wiemy dokładnie dlaczego. Ale nie ma najmniejszej możliwości, aby zobaczył nas ktoś z góry.
Spojrzałam jeszcze raz na otaczającą mnie przestrzeń. To był cud. W końcu mogliśmy samodzielnie zacząć produkować żywność.
- Zorganizuj w sali głównej zabranie. Ma się na nim zjawić dwóch głównych kucharzy, Karol, Michał, Wojtek, Zbyszek, Irek, Igor, a także osoby, które mają jakieś pojęcie o rolnictwie. Ma się rozpocząć za cztery godziny.
Rozejrzałam się jeszcze raz i z wielkim uśmiechem na ustach wyszłam z pomieszczenia.
***
- Wiktoria!
- Tak?
- Ciągle gdzieś biegasz, nie nadążam już za tobą.
- Nie musisz. Nie opuszczam terenu bazy. Jestem bezpieczna.
- Jednak nie ma cię przy mnie. Pamiętasz nasze pocałunki? Mają w sobie moc. A jednak w ostatnim czasie jeśli raz na tydzień uda mi się do ciebie przytulić to głównie dlatego, że już śpisz.
- Przepraszam. Jestem troszkę zabiegana.
- I to dosłownie. Latasz z kąta w kąt, a mi zaczyna ciebie brakować.
- Przepraszam, ale nie wiem co mogłabym dla ciebie zrobić.
- Znaleźć dla mnie chwilkę raz na jakiś czas. Nie chcę wymagać zbyt wiele. Proszę tylko o godzinę w tygodniu.
- Ja… zrobię co będę mogła.
***
- Panno Wiktorio?
- Tak?
- Odkryliśmy powód dla którego robi się coraz bardziej duszno.
- Tak?
- Wentylacja jaka jest zamontowana jest brudna. Żeby nie powiedzieć zapchana.
- Wyczyszczenie jej spowodowałoby napływ świeżego powietrza.
- Tak. Jednak jest problem.
- Jaki?
- Są bardzo małe. Żadna dorosła osoba się nie zmieści.
- A dziecko?
- Dałoby radę.
- Przyszliście do mnie tylko po to by uzyskać na to moją zgodę. Znaleźliście już kandydata.
- Tak. Nawet trzech, aby poszło szybciej.
- Zgadzam się, ale każde z dzieci ma mieć opiekuna w postaci silnego wampira, który będzie mógł kontrolować co się z nimi dzieje i w razie problemów szybko wyciągnąć używając mocy mentalnej.
- Skąd mamy wiedzieć kto się nada?
- Znajdźcie Michała, Igora, Wojtka lub Zbyszka, któryś z nich przydzieli wam odpowiednie osoby.
- Tak jest madam!
***
- Tak jak prosiłeś znalazłam chwilkę.
Michał uśmiechnął się do mnie szeroko i przyciągnął mnie do siebie, aby mógł mnie pocałować. Czułam cały jego żal i zniecierpliwienie.
- Pani Wiktorio!
Oderwałam się od niego i spojrzałam w kierunku głosu.
- Karol kazał mi po panią przyjść.
- A co się stało?
- Zawalił się jeden z tuneli. Trzeba podjąć decyzję co dalej.
Spojrzałam niepewnie na Michała. Widziałam w jego oczach ból i udrękę.
- Idź.
Szepnął.
- Ale…
- Idź. Poczekam.
Sprawa była bardziej wymagająca niż sądziłam. Dopiero po czterech godzinach byłam wolna, nie mogłam już myśleć o niczym innym jak tylko położyć się i pójść spać.
***
- Michał.
- Tak?
- Mam chwilę.
- Ostatni raz widziałem ciebie tydzień temu, już myślałem, że coś ci się stało.
- Przepraszam, że wtedy nie wróciłam na nasze spotkanie, ale trochę się przedłużyło i dosłownie padłam.
- Ci…
Podszedł do mnie i położył mi palec na ustach.
- Powinnaś troszkę odpocząć.
- Wiem, ale powiedz mi kiedy?
- Chociażby teraz. Chodźmy na spacer. Na dworze. Gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.
- Ale…
- Po prostu chodź.
Poddałam się i westchnęłam. Złapałam go za rękę i zaczęliśmy zmierzać w kierunku wyjścia.
- Wiktorio!
- Tak?
Odwróciłam się zmęczona.
- Mamy naruszenie regulaminu. Któryś z wampirów ugryzł człowieka. Jest pani niezwłocznie potrzebna.
Usłyszałam koło siebie westchnienie wydobywające się z ust Michała. Odwróciłam się w jego kierunku.
- Muszę iść.
- Nic nie mów.
Pochylił się do mnie i dotknął ustami moich warg. Pocałował mnie tak czule, że przeszedł mnie dreszcz. Dopiero po chwili oderwał się ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Będę tutaj na ciebie czekać. Pamiętaj o tym i przyjdź tutaj jak tylko skończysz. Niezależnie od tego ile to będzie trwało.
Trwało trzy godziny. Po wielu kłótniach, delikwent został zamknięty w „więzieniu”. Chociaż nie do końca rozumiem co to za kara. Jedyne od czego jest odcięty to od ludzi. Dodatkowo od pracy. Nic nie musi robić, a i tak ma donoszone jedzenie. Ale no cóż. Coś trzeba było zrobić, a nie chciałam, aby był bity, lub zabity. Stanęło na tym. Niemal biegiem wróciłam do miejsca, gdzie czekał na mnie Michał. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy odkryłam, że dalej tam jest. Wpadłam mu w ramiona i przez chwilę po prostu się do mnie przytulał.
- Chodźmy się przejść.
Zbliżyliśmy się do wyjścia, ale zostało nam zagrodzone przejście.
- Jest już cisza nocna, a wy nie jesteście uprawnieni, aby o tej porze stąd wychodzić.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Jak to nie jesteśmy uprawnieni? Nazywam się Wiktoria. Czy coś ci to mówi?
- Mamy tutaj wiele Wiktorii. Niestety nie możemy was przepuścić.
- Kto by pomyślał, że moje własne zasady mnie uziemią.
Szepnęłam do Michała, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Kto wydaje ci rozkazy?
- Wojtek.
- W takim razie zawołaj go tutaj natychmiast.
- Ale on pewnie już śpi.
- Nic mnie to nie obchodzi, skoro zapomniał was poinformować o moich uprawnieniach!
Strażnik był trochę speszony, ale słysząc rozkaz w moim głosie zawołał swojego kumpla, aby poszedł po Wojtka. Po dwudziestu minutach zaspany się do nas doczłapał.
- Wiktoria? O co chodzi?
- O to, że nie mam wystarczających uprawnień, aby wyjść na zewnątrz.
Wojtek patrzył to na nas, to na strażnika i zaczął się śmiać. Wkurzyłam się.
- Dlaczego się śmiejesz!
- Bo zaczyna być tu na tyle dużo osób, a ty tak krótko możesz usiedzieć w jednym miejscu, że jest coraz więcej osób, które nie wiedzą kim jesteś.
- Będzie trzeba wprowadzić jakieś karty VIP-owskie.
- Dobry pomysł.
- Mógłbyś w końcu przestać się śmiać tylko powiedzieć mu kim jestem!
Wojtek w dalszym ciągu nie mógł powstrzymać się od śmiechu, ale wytłumaczył zaskoczonemu strażnikowi co się dzieje i mogliśmy wyjść na dwór.
- Jesteś zmęczona.
- Tylko troszkę, ale sądzę, że powinno ci się udać mnie rozbudzić.
Uśmiechnęłam się do niego i pocałowaliśmy się z tęsknotą. Usiedliśmy na drzewie nieopodal i wstyd przyznać, ale od razu zasnęłam.
***
- Michał zaczekaj na chwilę.
- Nie uważasz, że już zużyłaś zbyt wiele mojego czasu?
- Ale Michał… O co ci chodzi?
- O to, że same starania to troszkę za mało. Co tydzień niby znajdujesz chwilę, ale za każdym razem udaje mi się spędzić z tobą nie więcej niż kwadrans, gdy ktoś cię wzywa, albo zasypiasz. Mam już tego serdecznie dość!
- Michał…
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Wiktoria?
Nawet nie odwróciłam się w kierunku głosu.
- Jest bardzo ważna sprawa. Hubert twierdzi, że pani obecność jest obowiązkowa.
Odwróciłam się w jej kierunku.
- A nie poradzą sobie raz beze mnie?
- Przy czyszczeniu wentylacji został odnaleziony jeszcze jedno pomieszczenie. Dziecko zaklina się, że są w nim ludzie.
- Jeśli byli tak długo w zamknięciu to można zakładać, że to wampiry.
- Właśnie dlatego pani obecność jest niezbędna.
Spojrzałam jeszcze raz w kierunku Michała. Prychnął pod nosem i wyszedł z pomieszczenia nie mówiąc więcej nawet słowa. Ze złamanym sercem udałam się za moją przewodniczką, gdy dotarliśmy na miejsce, to akurat udało się otworzyć drzwi. Pomieszczenie okropnie śmierdziało. Wampiry weszły do niego jako pierwsze. Po chwili Wojtek wyszedł stamtąd i podszedł do mnie.
- To są rzeczywiście ludzi.
- Ale jak to możliwe?
- Zostali tu uwięzieni trzydzieści lat temu.
- Jak przetrwali?
- Z tego co wyczytałem z myśli jednego z nich to w kącie jest mały przeciek. Dzięki temu mieli wodę. Natomiast jeśli chodzi o jedzenie to zjadali siebie nawzajem, aby tylko przetrwać. To jest niewielka garstka biorąc pod uwagę ile ich było na początku.
Gromada powoli zaczęła stamtąd wychodzić. Byli prowadzeni pod prysznic. Umycie ich i wprowadzenie do systemu powinno zająć tyle co dokończenie robienia posiłku. Będą ich czekały ciężkie dni zanim nauczą się normalnie funkcjonować.
- Tam jest nawet dziecko.
Wojtek spojrzał za moim wzrokiem.
- Tak. Dziewczynka ma niecałe sześć lat. Została poczęta i urodzona w tych warunkach. Nie zna innego życia. Jej matka umarła przy porodzie, a ojciec bronił przez zjedzeniem. Może w końcu zazna normalnego życia.
- Kto ich tutaj zamknął?
- Wiem tylko tyle ile wyczytałem z ich umysłów. Było tutaj coś w postaci lochów i laboratorium. Zostali złapani i zamknięci, praktycznie za niewinność. Któregoś dnia coś musiało się zdarzyć, bo nikt ich nie odwiedził, aby przynieść im pożywienie. Od tamtej pory siedzieli tam zamknięci i zmuszani do coraz większych poświęceń. Początkowo była ich tam pięćdziesiątka. Zostało ich jedenaścioro, licząc dziecko.
Pokiwałam tylko zamyślona głową.
- Hubert?
- Tak?
- Oczyśćcie najpierw całą resztę wentylacji. Ten pokój zostawcie na koniec i zawołajcie mnie wtedy. Mam dziwne przeczucie, że coś tam jeszcze na nas czeka.
***
- Michał!
Zobaczyłam go kilka metrów dalej. Usłyszał mnie, ale nawet się nie odwrócił. Naprawdę był na mnie zły.
***
Zaczęłam szukać Michała. Miałam już dość tej ciszy. Potrzebowałam z nim porozmawiać. Aby znowu wziął mnie w swoje ramiona. Żebym znowu mogła poczuć się potrzebna. Nie ze względu na to jakie mam stanowisko, ale dlatego, że jestem sobą.
- Wiesz gdzie jest Michał?
Osoby napotkane po drodze wskazywały mi kierunek, ale wszystkie miały dziwne miny. W końcu zauważyłam go na końcu jednej z sypialni. Siedział przytulony z jakąś wampirzycą. Wyczuł mnie i spojrzał w moim kierunku. Zobaczyłam w jego oczach żal i gniew. Chwycił ją za podbródek i zbliżył do swoich ust. Całował się z nią, ciągle patrząc na mnie. Jakby chciał, abym widziała co straciłam. Stałam jak wmurowana. Dopiero, gdy oderwali się od siebie to na jego ustach pojawił się drwiący uśmieszek. W moich oczach pojawiły się łzy. Odwróciłam się i wybiegłam stamtąd mając nadzieję, że nie widział, iż płaczę. Wyszłam na dwór machając tylko przed twarzą strażnikowi moim identyfikatorem. Wlazłam na moje drzewo i nie próbowałam już więcej ukrywać łez. Po godzinie, gdy już trochę się uspokoiłam to zorientowałam się, że ktoś się do mnie wspina. To był Karol.
- Więc już wiesz.
Pokiwałam mu głową. Przyciągnął mnie do siebie i głaskał po plecach, kiedy wyrzucałam z siebie ostatnie łzy. Przynajmniej jeszcze on mi został.
- On ją kocha, czy jest to tylko jakiś jego sposób na zemstę?
Chwilę zwlekał z odpowiedzią.
- Trudno to określić. Wydaje mi się, że zaczął się z nią spotykać tylko po to, aby dopiec tobie, ale od tamtej pory zdążył ją chyba mocno polubić.
- Kiedy ją poznał.
- Dwa tygodnie temu.
- Czyli był na mnie zły cały miesiąc zanim kogoś znalazł.
Zamyśliłam się na chwilę.
- Karol?
- Tak?
- Ale ty przy mnie zostaniesz. Niezależnie od tego co będzie się działo. Prawda?
- Nawet jeśli sobie kogoś znajdę, to i tak będę przy tobie.
Pocałował mnie w czoło, a ja się cieszyłam, że mam takiego przyjaciela.
***
- Wiktorio!
- Tak?
- Wojtek panią woła.
- A co się stało?
- Kolejny punkt do nas przybył.
- Już idę.
***
- Pani Wiktorio?
- Tak?
- Mam pani przekazać, że plony rozwijają się wspaniale i jak tak dalej pójdzie to za dwa tygodnie będzie już można zbierać pierwsze owoce naszej pracy.
- To wspaniale!
***
- Wiktorio?
- Słucham?
- Eliza chciała, aby pani wiedziała, że mamy coraz mniej sierot.
- Ale jak to?
- Dorośli, którzy przybywają, jeśli mieli dziecko i zostali z nim rozłączeni to idą do przedszkola. Każdego dnia jest coraz więcej wzruszeń i radości.
- Cieszę się.
Szepnęłam ze łzami w oczach.
***
- Madam Wiktorio?
- Tak Eduardo?
- Ochrona złapała wampira, który kręcił się w okolicy naszej kryjówki.
- Jeden z naszych?
- Nie. Wojtek przeszukał jego pamięć. Powiedział, że jest do wyeliminowania, ale, żeby prawo dalej istniało to prosi cię o twoją zgodę.

Poprzedni                  Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz