środa, 12 grudnia 2018

On - Rozdział 5

*Adam*
Ścisnąłem ją mocno za rękę mając nadzieję, że uda mi się dodać jej choć trochę otuchy. Jej serce uderzało w takim tempie jakby miało jej zaraz wyskoczyć z piersi. Spojrzałem w jej stronę, jeszcze mogliśmy się wycofać. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie jakby widziała mój dylemat i delikatnie zaczęła się bawić moimi palcami. Chyba nie do końca była tego świadoma, ale podobał mi się tego typu tik nerwowy. Popchnąłem mocno drzwi i przyciągnąłem ją blisko do siebie, abyśmy mogli wejść jednocześnie. Zacząłem gorączkowo rozglądać się w koło. A co jeśli oni tu byli? Mogli tu być? Chyba tak. Z jednego z bocznych korytarzy po chwili ktoś wyszedł. Odruchowo wysunąłem się na przód aby chociaż trochę zasłaniać swoją partnerkę i przygotowałem się do walki. Nieznajomy wysunął ręce w geście pokoju i podszedł do nas zatrzymując się kilka kroków od nas. Chyba jednak go kojarzę, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.
- Kim jest ta piękna kobieta, którą ze sobą przyprowadziłeś?
Automatycznie spiąłem się i zacząłem warczeć. Próbowałem wyrwać swoją rękę, aby mieć obie wolne, ale tylko jeszcze mocniej mnie złapała abym nie mógł tego zrobić. Drugą dłoń położyła na moim łokciu i delikatnie zaczęła go masować co spotkało się z tym, że powoli zaczynałem się rozluźniać.
- Nazywam się Agata.
Uśmiechnęła się do niego nieśmiało dalej wystraszona.
- Jest moją partnerką.
Warknąłem jak tylko zobaczyłem, że odwzajemnia jej uśmiech.
- Witam cię w moich skromnych progach. Nazywam się Derek. Jestem alfą tego stada.
Mój mózg zaczął pracować na przyspieszonych obrotach. Alfa. To nie do niego miałem się udać? Ale nie powinienem pamiętać jak on wygląda? Zacząłem na spokojnie przyglądać się mężczyźnie próbując zrozumieć o co chodzi. Przywołałem z pamięci to jak powinien ten człowiek wyglądać i porównałem obrazy.
- Ściąłeś włosy i przefarbowałeś się.
Powiedziałem jak tylko uświadomiłem sobie czemu od razu go nie poznałem.
-  Czasem potrzebne są drobne zmiany.
Po chwili jednak spoważniał i spojrzał na Agatę. 
- Czy pozwolisz miła Pani, że porwę na chwilę twojego partnera? Musimy porozmawiać na osobności.
Znowu cały się spiąłem na jego ukryte polecenie.
- Nie jest dobrym pomysłem, aby oddalała się teraz ode mnie.
- Nie do końca rozumiem.
- Prosiłeś abym przyszedł jak najszybciej, aby zdać raport. Jednak jeszcze nad sobą nie panuję. Ona jest jedynym gwarantem tego że mi nie odbiję. Nie mogę ręczyć za siebie. Nie mogę zagwarantować że cię nie zaatakuje. Nie mogę mieć pewności czy się nie przemienię.
Derek przez dość długą chwilę myślał i dopiero po chwili podszedł do nas. Położył mi rękę na ramieniu i spojrzał prosto w oczy.
- Wierzę w ciebie przyjacielu. Zdaję sobie sprawę z ryzyka. Jednak wolałbym porozmawiać z tobą osobiście.
- Ufam jej. Jest moją partnerką.
- Nalegam.
To już nie była z jego strony prośba, tylko polecenie. Trząsłem się cały z gniewu.
- A co z nią w tym czasie?
- Zaprowadzimy ją do salonu, będzie mogła na spokojnie zrobić sobie coś do picia. Włączyć telewizor. Odpocząć chwilę od ciebie a w tym czasie porozmawiamy.
- Będę tam bezpieczna?
Warknąłem na jej ciche pytanie. Niech tylko ktoś spróbuje jej cokolwiek zrobić.
- Jak najbardziej. Jesteś w moim domu i każdy kto cię skrzywdzi naraża się na mój gniew.
- A rozumiem, że skoro jesteś alfą to nikt nie chciał by z tobą zadzierać.
- Dokładnie.
Uśmiechnął się do niej szeroko pokazując cały komplet swoich zębów. Czy on ją podrywa? Znowu zacząłem warczeć, ale pociągnęła mnie za rękę abym zaczął iść za alfą. Nie miałem pewności czy to jest dobry pomysł. Po cholerę ją tutaj przyprowadzałem? Doszliśmy do salonu, chyba spełnił jej oczekiwania bo uśmiechnęła się delikatnie. Zrozumiałem, że w większości udało jej się już rozluźnić. To sprawiło, że również odpuściłem. Puściła moją rękę i podeszła w stronę ekspresu do kawy.
- Skoro jest kawa to możecie sobie rozmawiać do woli.
Uśmiechnęła się delikatnie w naszą stronę, ale patrząc na mnie, tak jak powinna.
- Czy mogę trochę poszperać w tym pomieszczeniu i znaleźć sobie jakąś książkę do czytania?
Zadała jeszcze jedno pytanie tym razem patrząc na alfą, ale ręką pokazując ściany, które były jednym wielkim księgozbiorem z przerwą na ogromny telewizor.
- Wszystko co jest w tym pomieszczeniu jest do twojej dyspozycji. Gdybyś potrzebowała do łazienki to są to te drzwi naprzeciwko. Prosiłbym tylko, abyś się stąd nie oddalała jakbyś nagle była nam potrzebna.
Sprytny jest. Zakazał jej szwendania się po domu. Nie ufa jej. I zrobił to niby po to by mogła mnie w razie czego uspokoić. W takim momentach rozumiem dlaczego to właśnie od jest naszym alfą.
- Gorąco jest tutaj.
- Wilkołaki lubią gdy jest ciepło, więc w całym domu temperatura jest wysoka.
Pokiwała tylko głową i zaczęła rozpinać guziki swetra. Warknąłem i już po chwili byłem przy niej.
- Co robisz?
- Zdejmuję sweter. Jest tutaj gorąco.
Pokiwałem głową i dalej intensywnie na nią patrzyłem próbując się uspokoić. Po chwili zrozumiałem, że jest to genialne rozwiązanie problemu.
- Wezmę go od ciebie, aby ci nie przeszkadzał.
Patrzyła na mnie dość dziwnie, ale nawet nie próbowała wnikać w temat tylko oddała mi go i ponownie podeszła do ekspresu do kawy próbując zrozumieć co nacisnąć aby dostać upragniony napój.
- Idź już. Poradzę sobie.
Nie mogąc się powstrzymać przytuliłem ją jeszcze raz zaciągając się jej zapachem i pocałowałem w czubek głowy. Niechętnie oderwałem się od niej i udałem się za alfą. Zanim zamknęły się drzwi trzy razy zdążyłem się odwrócić. Patrzyła na nas z lekką obawą. Natomiast nim bardziej oddalaliśmy się od salonu tym bardziej się niepokoiłem. Zacząłem pocierać palcami i poczułem, że trzymam coś w dłoni, ze zdziwieniem i zadowoleniem odkryłem że to jej sweter. Podniosłem go do twarzy aby zaciągnąć się jej zapachem. Nie był jakoś bardzo intensywny. Krótko miała go na sobie. Jednak był. Tyle mi na chwilę obecną wystarczyło abym na spokojnie mógł znowu zaczął myśleć. Chociaż na chwilę. Alfa zaprowadził mnie do swojego gabinetu i wskazał fotel abym na nim usiadł. Chwilowo niepokój był bardzo delikatny. Ona jest bezpieczna i nic jej nie grozi.
- Opowiadaj.
- Co konkretniej?
- Pół roku cię nie było. Najlepiej od początku.
Próbowałem się skoncentrować, ale strasznie opornie mi to szło.
- Historia będzie mocno poszarpana. Nie wróciłem do siebie na tyle by opowiedzieć wszystkie szczegóły.
- Zacznij od szablonu. Po zdaniu na każdy element.
Pokiwałem mu głową i zamknąłem na chwilę oczy próbując zmusić swój umysł do tego by poukładał jakoś luźno latające wspomnienia.
- Szablon. Była walka. Złapali mnie. Torturowali chcąc odpowiedzi na pytania.
Zacząłem się trząść. Powoli wychodził ze mnie warkot.
- Adam.
Otworzyłem oczy słysząc jakiś głos. Zacząłem zaciskać dłonie w pięści. Miałem jakiś materiał. To  sweter. Podniosłem go do twarzy aby zaciągnąć się zapachem. Jej zapachem, mojej partnerki. Dopiero po chwili uspokoiłem się na tyle by spojrzeć na osobę, która siedziała przede mną. Ale kto to jest? Skoncentrowałem się i uświadomiłem sobie, że to chyba Derek.
- Co było dalej?
- Dalej? A na czym skończyłem?
- Opowiadasz szablonowo co się zdarzyło. Skończyłeś na torturach co było dalej.
- Zaprzestali tortur bo zmieniłem się w wilkołaka i w żaden sposób nie mogli mnie zmusić do przemiany w człowieka.
- Co dalej zrobili?
- Zamknęli mnie w klatce. Miałem dostęp do wody i to było jedyne co od nich otrzymywałem. I tak raz na jakiś czas torturowali mnie tak bardzo jak mogli, ale tym razem ich zamiarem było sprowadzenie mnie poza granice wytrzymałości.
Miałem urywki tego jego oblewali mnie wodą i ustawiali klimatyzację na ujemne temperatury abym cały zamarzł. Zacząłem warczeć na to wspomnienie.
- Adam.
Spojrzałem na osobę siedzącą przede mną. Tylko kto to był?
- Powąchaj sweter, który trzymasz w rękach.
Spojrzałem na swoje dłonie i niewiele myśląc wykonałem polecenie. Poczułem najpiękniejszy zapach jaki tylko mogłem sobie wyobrazić. Zaczynałem się rozluźniać. Tylko co to za zapach?
- Gdzie ona jest?
Zapytałem jak tylko uświadomiłem sobie czyj to zapach. Mojej partnerki. Agaty.
- Spokojnie. Jest bezpieczna.
- Gdzie ona jest?
Zaczynałem już warczeć i rozglądać się po pokoju szukając drogi ucieczki. A jeśli on z nimi współpracuje?
- Jest w salonie. Nic jej nie jest. Czeka aż skończymy rozmowę.
- Chcę ją zobaczyć.
- Spokojnie, zobaczysz. Na razie powiedz mi co było dalej. Po co chcieli doprowadzić cię na skraj?
- Abym się przemienił. Ich plan polegał na tym, że jak już kompletnie nie będę nad sobą panował to żeby wpuścić do mojej klatki człowieka. Miałem go rozszarpać, osuszyć z krwi, zjeść. Przemienić się w wampira.
- Dlaczego im się to nie udało?
- Bo mieli więcej pecha niż ustawa przewiduje.
Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie mojego wyjścia z klatki.
- Rozwiń myśl.
- Wrzucili do klatki Agatę. Nawet będąc już poza wszelkimi granicami nie mogłem skrzywdzić własnej partnerki.
- Jesteś pewien, że nie zrobili tego specjalnie?
Zacząłem warczeć na niego groźnie, a z moich rąk zaczęły wychodzić pazury.
- Uspokój się, bo zniszczysz jej sweter. Chyba nie chcesz aby była na ciebie zła.
Spojrzałem na swoje dłonie próbując zrozumieć, o czym do mnie mówił. Miałem jej sweter. Przytknąłem go do nosa i to wystarczyło, abym zatrzymał przemianę i zaczął normalnie oddychać. Uspokoiłem się i przestałem warczeć.
- Ona z nimi nie współpracuje.
- Dobrze. To teraz zacznijmy szczegóły. Zostałeś wysłany razem z Filipem i Marcelem na misję. Mieliście podkraść się na wskazany adres, gdzie miały być wampiry, aby zdobyć informacje.
- Tak.
Odpowiedziałem kiwając głową i próbując przypomnieć sobie cokolwiek.
- To była zasadzka.
- W jakim sensie?
- Nie byliśmy tam jedynymi wilkołakami, a wampirów było całkiem sporo. Nie mieliśmy najmniejszych szans. Większość zginęła na miejscu. Podejrzewam że cała reszta została porwana tak samo jak ja. Ktoś nas zdradził.
- Wiesz kto?
- Wiedziałem.
- Spróbuj sobie przypomnieć.
Zamknąłem oczy aby zacząć odtwarzać w głowie te sceny jeszcze raz. Przyłożyłem sobie materiał do twarzy aby ułatwił mi oddychanie. Dlaczego myślenie było aż tak bardzo skomplikowane?
- Marcel.
Szepnąłem cicho.
- Marcel?
- Tak.
Odpowiedziałem już zdecydowanym głosem.
- Jesteś pewny?
- Tak. Mam poszarpaną pamięć, ale na tym co uda mi się przypomnieć można polegać.
*Agata*
Udało mi się po kilku próbach uruchomić ekspres do kawy. Kto to widział aby aż tak utrudniać tak prostą czynność? Ale efekt był niesamowity. Oglądając półki z książkami natknęłam się na wiele starych pozycji. Na tyle historycznych, że myślałam, iż takie można znaleźć tylko w muzeum. Koło nich były ich odpowiedniki w naszym ojczystym języku. Wzięłam jedno z tłumaczeń, które miało mi się szansę spodobać i usiadłam na kanapie podwijając pod siebie nogi. Już dawno zdążyłam pozbyć się butów. Serio, kto jeszcze chodzi po domu w butach, gdy nie musi, przecież od tego strasznie stopy bolą. Kawa zbyt szybko się skończyła, ale nie chciałam chwilowo następnej nie wiedząc co przyniosą kolejne godziny. Lektura bardzo łatwo się czytała, nie wiem czy to zasługa autora czy tłumacza, ale była bardzo lekka i humorystyczna.
- A ty to kto?
Wzdrygnęłam się słysząc męski głos, który nie był nastawiony zbyt przyjaźnie. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam dość rosłego mężczyznę. Zgaduję, że również jest wilkołakiem.
- Nazywam się Agata.
- Nie interesuje mnie twoje imię. Co ty tutaj robisz?
- Czekam.
- Jakaś ty rozmowna. Jesteś pewna, że powinnaś tu być?
- Alfa Derek sam mnie tutaj zaprowadził, abym poczekała w czasie gdy rozmawia z moim partnerem.
- Partnerem?
Nieznajomy zaciągnął się powietrzem.
- Jesteś człowiekiem.
Pokiwałam delikatnie głową, choć nie potrzebował na to potwierdzenia i już po chwili był za mną. Przeszedł mnie dreszcz. Niemal włożył nos w moje włosy i zaciągnął się moim zapachem. Co oni wszyscy aż tak polegają na węchu?
- Nie wydaje mi się, abyś mówiła prawdę.
Skorzystałam z okazji, aby odsunąć się od niego i stanąć na nogi.
- Dlaczego?
- Przez ostatnią dobę nikt się z tobą nie pieprzył. Jak również nie zostałaś przez nikogo oznaczona. Jesteś piękną kobietą o zajebistym zapachu. Gdybyś miała partnera to zrobiłby przynajmniej jedną z tych rzeczy.
- Mój partner jest wyrozumiały. Bierze pod uwagę fakt, że jestem człowiekiem i potrzebuję przyzwyczaić się do sytuacji, która mnie spotkała.
- I jest na tyle wstrzemięźliwy, aby się z tobą nie pieprzyć.
- Dopiero zdążyliśmy się poznać.
- Dopiero cię poznał i przyprowadza do domu alfy? Każde twoje zdanie coraz bardziej cię pogrąża.
Zaczęłam powoli przesuwać się w stronę drzwi licząc na to, że uda mi się uciec.
- Nawet nie myśl o ucieczce. Skoro już tu jesteś i to kompletnie sama to grzechem byłoby nie skorzystać. Przynajmniej z twojej krwi, jak nie ciała.
Dopiero teraz zaczęłam się bać. Moje serce przyspieszyło do tempa maratonowego.
- Nie ujdzie ci to na sucho. Alfa powiedział, że jestem jego gościem. Nie mówiąc o moim partnerze. Jeśli zrobisz mi jakąkolwiek krzywdę to on cię zabije.
- Jeśli to co mówisz jest prawdą to się zgadza. Ale masz pecha, bo nie do końca ci wierzę.
Zanim zdążyłam się zorientować to przycisnął mnie do ściany i wgryzł się w moją szyję. Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. Jednak szybko wyciszył mój głos kładąc mi rękę na ustach. Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Po chwili usłyszałam huk a z drzwi zostały same drzazgi. Stał w nich Adam i jak tylko zobaczył co się dzieje to ryknął chyba na całą okolicę. Mężczyzna odsunął się od mojej szyi, przejeżdżając po niej językiem, aby uleczyć ranę i spojrzał prosto na mojego partnera. Miał minę jakby zobaczył ducha. Puścił mnie. Przewróciłam się na podłogę i tak szybko jak tylko umiałam na czworaka zaczęłam od niego uciekać, uważając za straszną stratę czasu aby wstawać na nogi. Adam przemienił się w wilka i rzucił się na tamtego, który też już zdążył się przemienić. Z moich oczu leciała fontanna łez. Po chwili koło mnie pojawił się Derek i położył mi rękę na ramieniu.
- Wszystko w porządku.
- Mówiłeś, że jestem tutaj bezpieczna.
Szepnęłam oskarżycielsko w jego kierunku.
- Bo tak sądziłem. Przez myśl mi nie przeszło, że ktoś z mojego stada jest idiotą.
Walka trwała już parę minut widać było, że mężczyzna zaczyna się poddawać. Kładł się na plecach, odsłaniał szyję, chylił głowę, skomlał.
- Czemu nie przerwiesz walki?
- Edward wiedział, że masz partnera?
- Powiedziałam mu.
- Mimo tego cię dotknął. Adam ma prawo go zabić.
- Słucham? Może i koleś jest skończonym idiotą, ale to jeszcze nie powód, aby miał umrzeć.
- Takie są zasady.
- Nie zamierzasz nic z tym zrobić?
- Nie.
Pokręciłam tylko głową będąc na niego zła. Dlaczego mężczyźni tak bardzo muszą wszystko komplikować? Pozwolić na śmierć kogoś w imię zasad. Wstałam na nogi, otarłam łzy i zaczęłam iść w ich kierunku.
- A ty dokąd?
Zapytał się mnie Derek.
- Zrobić to na co tobie zabrakło jaj.
Rzuciłam wściekła zanim pomyślałam, co spotkało się z atakiem śmiechu z jego strony. Jeszcze bardziej wkurzona szłam w stronę zamieszania. Tamten mężczyzna już całkowicie się poddał. Zmienił swoją postać na ludzką i odsłonił gardło. Adam stał nad nim uniemożliwiając mu ucieczkę i szykował się do tego by rozerwać mu aortę.
- Stój!
Krzyknęłam, mając nadzieję, że chodź trochę opóźnię jego czyn.
- Adam!
Odwrócił łeb w moją stronę dalej szeroko szczerząc kły i warcząc przeraźliwie.
- Zostaw już go.
Wydałam mu polecenie dotykając jego futra wzdłuż kręgosłupa. Było bardzo miłe w dotyku.
- Już dałeś mu lekcje, a teraz odsuń się od niego.
Patrzył na zmianę to na mnie, to na niego, nie do końca rozumiejąc dlaczego ma go oszczędzić, ale wystarczył sam mój dotyk, aby zaczął się rozluźniać.
- Po prostu chodź stąd.
Nie ruszył się z miejsca, więc z westchnieniem wzięłam jego jedną łapę z zamiarem podniesienia jej. Nie miałam szansy, ale nie do końca rozumiejąc o co mi chodzi rozluźnił ją i uniósł do góry. Przełożyłam ją nad głową mężczyzny na drugą stronę, aby obie przednie łapy miał z jednej strony. Tak samo zrobiłam z tylną łapą powodując że teraz stał obok mężczyzny, a nie nad nim. Złapałam go za kawał fałdy skóry wraz z futrem i zaczęłam ciągnąc jak najdalej od miejsca zdarzenia. Zaciekawiony zaczął za mną iść nawet jakoś specjalnie nie protestując. Gdy stwierdziłam, że jest już wystarczająco daleko to usiadłam z westchnieniem na ziemi. Czułam się zmęczona, jakbym nie wiadomo co robiła. Adam usiadł koło mnie i wpakował pysk w moje włosy. Po chwili opuścił go niżej aby zacząć lizać miejsce, gdzie przed chwilą byłam ugryziona. Przeszedł mnie dreszcz. Choć nie umiałam go bliżej zidentyfikować.
- Adam? Co ty robisz?
Nie raczył mi odpowiedzieć. Może dlatego, że dalej miał postać wilka.
- Derek? Co on robi?
- Wydaje mi się, że szykuje się do tego aby cię oznaczyć.
- Co?
Pisnęłam przerażona i próbowałam się od niego odsunąć ale na własne nieszczęście dotknęłam plecami ściany. Adam znowu zaczął warczeć i stanął przednimi łapami koło mnie na tyle blisko, abym nie miała jak się ruszyć i ponownie zaczął lizać moją szyję. Tym razem dodatkowo delikatnie podgryzając skórę. Nawet nie wiedziałam, że tak wielkimi zębami da się to zrobić tak łagodnie.
- Adam? Przestań. Proszę cię, przestań.
Próbowałam łapać go za skórę aby próbować odsunąć od siebie, ale to tylko ponowiło z jego strony warkot. Łzy znowu zaczęły płynąć z moich oczu. Postanowiłam postawić na szczerość, bo to chyba jedyne co mogło mnie jeszcze uratować.
- Adam, nie widzisz jak bardzo się teraz ciebie boję? Jestem twoją partnerką i ryczę ze strachu bo nie wiem czy nie zrobisz mi krzywdy. Nie osaczaj mnie aż tak. Proszę, przemień się. Odsuń się. Nie strasz mnie, jeśli nie chcesz abym ci uciekła z krzykiem.
Moje słowa chyba odniosły jako taki efekt bo odsunął pysk na tyle by móc spojrzeć na moją twarz. Chyba uwierzył w to co mówię bo położył się koło mnie z mordą na moich nogach. Powoli zaczynałam się rozluźniać, ale dalej był w tej postaci. Dalej mogło mu odbić.
- Adam przemień się, proszę. - Szepnęłam cicho. Zaczął popiskiwać. Po chwili przewrócił się na plecy odsłaniając cały brzuch cały czas skamląc. - Dlaczego po prostu się nie przemieni? - Spytałam się patrząc na Dereka.
- Przestraszył cię, więc teraz prosi cię o wybaczenie.
- Nie mógłby prosić w ludzkiej formie?
- Przestraszył cię wilk, nie człowiek, więc to wilk będzie przepraszał.
- Nie przemieni się dopóki mu nie wybaczę.
- Prawdopodobnie tak. Nie wszystko co robi jest dla mnie jasne i logiczne.
- Jasne.
Szepnęłam pod nosem i zamknęłam oczy, aby próbować uspokoić oddech. Poczułam na ręce coś mokrego i ciepłego. Spojrzałam, aby zobaczyć, że liże mnie po niej. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że cyrki które względem mnie odstawia to nic innego jak pokazywanie jak bardzo jest uległy względem mnie.
- Będę miała spory problem, żeby od tak zapomnieć tego co tu się stało, jeśli chcesz abym została z tobą jak najdłużej to nie możesz odprawiać takich szopek.
Miałam wrażenie że pokiwał łbem. Chyba wystarczyło mu to w ramach wybaczenia, bo już po chwili kucał przy mnie w ludzkiej postaci.
- Znowu jesteś nagi. Nauczysz się kiedyś, aby ubierać się gdy się przemieniasz?
Uśmiechnął się do mnie ciepło i już po chwili na jego ciele pojawiły się jakieś ubrania. Wstał na nogi i podał mi rękę, aby pomóc mi wstać. Miałam szczerą ochotę odrzucić pomoc, ale nie miałam pojęcia czy uda mi się ustać. Zadowolony przycisnął mnie blisko siebie i zaczął gładzić po plecach opierając brodę na mojej głowie.
- Dziękuję ci.
Powiedział do mnie lekko zachrypniętym głosem. Przeszedł mnie dreszcz więc uderzyłam go delikatnie w pierś aby dać do zrozumienia, że chcę aby już mnie puścił. Ku mojemu zdziwieniu od razu wykonał prośbę, ale zatrzymał jedną rękę na mojej talii.
- Chyba trochę źle zaczęliśmy. Jestem Edward.
Odpowiedział poturbowany mężczyzna stojąc prosto na nogach jakby cała ta sytuacja w żaden sposób na niego nie wpłynęła.
- Swoje imię już podawałam.
Odpowiedziałam przytulając się bardziej do Adama i głaszcząc jego dłoń, mając nadzieję, że uspokoi go na tyle by przestał na niego warczeć tylko dlatego, że się do mnie odezwał.
- Czyli jednak mówiłaś prawdę.
- Może następnym razem mi uwierzysz.
Odpowiedziałam ciut cieplej. Teraz już nie wydawał się aż tak straszny.

Poprzedni                                                                                                                Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz