czwartek, 27 czerwca 2019

Wybrani - Rozdział 1

- Panie?
Spojrzałem w kierunku głosu i zobaczyłem jednego z moich strażników.
- Czego? Tylko się streszczaj, nie mam dziś dużo czasu.
- Udało nam się znaleźć tę, którą wśród wiedźm, nazywają wszystkowidzącą, Panie.
- Wspaniale. Wprowadźcie ją.
- Tylko jest mały problem, Panie.
- Jaki?
- Nie ma jej z nami, Panie.
- Po tylu miesiącach poszukiwań, kiedy w końcu udało wam się ją znaleźć, zgubiliście ją?
- Nie, Panie.
- W takim razie wyjaśnij mi wszystko od początku.
- Mieliśmy problem z jej znalezieniem, Panie, ponieważ ona ma więcej niż jedną kryjówkę. Za każdym razem, gdy byliśmy w jej okolicy, to ona po prostu znikała, Panie.
- To jakim cudem tym razem wam się to udało?
- Chciała, abyśmy ją odnaleźli.
- To jeszcze raz, dlaczego nie ma jej z wami?
- Powiedziała, że nadszedł już czas, gdy powinieneś poznać swoją przepowiednię, Panie. Jednak nie zamierza z tego powodu do ciebie przybywać. Stwierdziła, że jeśli jesteś ciekawy to sam musisz się do niej udać, Panie.
- Mieliście do czynienia z jedną małą wiedźmą. Dlaczego nie przyprowadziliście jej siłą?
Mężczyzna nie odrywał spojrzenia od swoich butów.
- No słucham!
Widziałem jak dreszcz strachu przeszedł po całym jego ciele, a strażnik skulił się jeszcze bardziej jakby oczekiwał na cios z mojej strony. Uśmiechnąłem się pomimo sytuacji. Uwielbiałem gdy się mnie bali. Nic, nigdy nie sprawiało mi aż takiej przyjemności jak patrzenie na to jak ktoś zwija się przy mnie ze strachu. Gdy ma świadomość, że to ode mnie zależy czy przeżyje.
- Zagroziła nam.
Zacząłem się śmiać szyderczo przerywając mu wypowiedź w połowie.
- Zagroziła wam? Ilu was było? Dziesięciu? Trzydziestu?
- Dwunastu, Panie.
- Jedna, stara wiedźma zagroziła dwunastu wyselekcjonowanym wampirom. Jednym z najlepszych spośród moich ludzi. Co takiego wam zrobiła?
- Unieruchomiła nas, Panie. Żaden z nas nie mógł się ruszyć. Żaden z nas nie mógł się odezwać. Żaden z nas nie mógł oddychać, Panie. Dopiero wtedy nam się pokazała. Chociaż nie ukazała swojej twarzy, skrywała ją pod odzieniem. Powiedziała nam, że przepowiednia na ciebie czeka. Jednak jeśli chcesz ją usłyszeć Panie, to musisz samodzielnie po nią pójść. Próba dowiedzenia się czegokolwiek, jakąkolwiek inną metodą, zwłaszcza siłową, sprawi że nigdy więcej nie uda nam się jej znaleźć. Panie.
- I jak rozumiem po prostu jej uwierzyliście.
- Powiedziała nam gdzie będzie na Ciebie, Panie czekać. Następnie rozpłynęła się w powietrzu, ale dopiero po chwili stopniowo zaczynaliśmy odzyskiwać czucie.
- Jesteście beznadziejni. Jednak mam dzisiaj dobry humor. Gdzie mogą ją znaleźć?
- Będzie cię oczekiwać w swoim domu w środku lasu, Panie. W tym, który był jako pierwszy na naszej liście do sprawdzenia, gdzie się ukrywa.
- Dobrze. Poinformuj kogoś, aby przygotował kogman do drogi. Na wszelki wypadek znajdź jakiegoś skrybę i rysownika, którzy mają pojechać razem z nami. Zawołaj Vigido i Prolato, mają mi służyć za osobistą ochronę. Mówiłeś, że ilu was było?
- Dwunastu, Panie.
- Dwunastu wampirów, którzy sobie nie radzą z wiedźmą. Siła jednego wampira to jak pięciu wiedź. Do tego posłaniec, który w aż dziesięciu zdaniach zapomniał by zwracać się do mnie z należytym szacunkiem. Ile to będzie dwanaście razy pięć razy dziesięć?
- Sześćset, mój Panie.
- Wspaniale, w takim razie dopilnuj, aby każdy z waszej żałosnej drużyny dostał po sześćset cęgów na gołe plecy. Oczywiście nie zapomnij o sobie. Miej świadomość, że mogę wam potem kazać się pokazać. Każdy kto nie zostanie ukarany będzie przeze mnie osobiście zbity i to trzykrotnie, a do tego ty pięciokrotnie, za nie dopilnowanie kary. Podobnie jeśli będę miał wrażenie, że wasze rany są zbyt płytkie, więc radzę się przyłożyć do zadania. Kara ma zostać wykonana jeszcze przed moim powrotem, więc proponuję jej nie odwlekać.
Zobaczyłem jak cała krew odpływa z jego twarzy. Na mojej pojawiał się coraz większy uśmiech. Kochałem ten strach i poczucie władzy.
- Na co jeszcze czekasz, wydałem rozkazy!
Wybiegł z pomieszczenia zginając się w pół. Byłem z siebie dumny. Samodzielnie osiągnąłem, aby aż tak się mnie słuchali. A mam posłuch, ponieważ się mnie boją. Kiwnąłem ręką do starszej kobiety, która znajdowała się na końcu pomieszczenia. Zniknęła za drzwiami, aby niemal od razu wyjść razem z młodą dziewczyną. Przyprowadziła ją do mnie i rzuciła na kolana przed moim tronem. Zaraz potem uciekła pod ścianę.
- Panie, błagam cię o litość.
Widziałem jak trzęsła się ze strachu. Po jej twarzy łzy spływały tak wielkim strumieniem, że miała już cały mokry strój.
- O co mnie błagasz?
- O życie, Panie.
- I tylko na tym ci zależy? Po prostu chcesz przeżyć?
- Tak, Panie.
- Dobrze. Tak jak już mówiłem, mam dzisiaj dobry dzień. Rozbieraj się.
Kobieta odważyła się rzucić w moją stronę spojrzeniem i zaraz ponownie obserwowała podłogę.
- Czego nie rozumiesz z mojej wypowiedzi? Jeśli chcesz przeżyć to masz w tej chwili rozebrać się do naga!
Kobieta drżąc jeszcze bardziej wstała, aby ściągnąć swoje ubranie. Od zimna jakie panowało w tej komnacie jej sutki od razu zrobiły się całe sztywne, a skóra pokryła się gęsią skórką. Kiwnąłem głową, aby wszyscy zgromadzeni w komnacie się odwrócili. Wstałem, ściągnąłem z siebie spodnie i ponownie usiadłem na tronie.
- Na kolana i ssij go tak dobrze jak potrafisz. Daje ci chwilę, abyś zrobiła się mokra. Radzę ci z tego skorzystać, bo zaraz po tym zamierzam cię przelecieć.
Kobieta nawet nie próbowała już protestować. Zalana łzami uklęknęła między moimi nogami i wzięła go w usta niemal od razu dusząc się od jego rozmiaru. Jak łatwo wychodzi na wierzch, która kiedykolwiek to robiła. Nie była utalentowana, ale jej wygląd rekompensował brak doświadczenia. Czułem się coraz bardziej podniecony. Przede wszystkim przez jej strach.
- Wystarczy.
Powiedziałem cicho w jej kierunku.
- Jesteś w tym beznadziejna. Zostań na kolanach i odwróć się.
Chwilę popatrzyłem na jej jędrne pośladki i uderzyłem ją w nie mocno. Pisnęła nie mogąc się powstrzymać czym jeszcze bardziej mnie podnieciła. Zbliżyłem się do niej na tyle by uklęknąć za nią. Złapałem jedną ręką mocno jej włosy wywołując u niej jęk.
- Mam nadzieję, że jesteś już na mnie gotowa.
Zanim zdążyła zareagować to wszedłem w nią jednym szybkim ruchem. Wrzasnęła głośno z bólu. Była taka ciasna. Była dziewicą.
- Nie sprawdziłaś się. Miałaś do tego czasu być dla mnie cała mokra.
Chwilę po napawałem się jej bólem, a po chwili wgryzłem się w jej szyję. Pobrałem tylko tyle krwi, by móc zapanować nad jej ciałem. Aby jej soki pojawiły się między nogami. Jednak nie za dużo. Chciałem aby bolało ją to tak mocno jak tylko się da. Taka mała kara, za nieprzygotowanie się na moje przybycie. Przy akompaniamencie jej krzyków bólu, udało mi się w niej spuścić. Zadowolony z siebie jednym ruchem z niej wyszedłem i szarpnąłem nią na tyle mocno by przekręciła się na plecy. Podniosłem ją do góry, szarpiąc za włosy, na tyle wysoko bym nie musiał się schylać, gdy językiem szukałem jej sutka. Zrobiłem wokół niego okrążenie, a następnie wpiłem się kłami w żyłę na jej piersi. Zacząłem żarłocznie połykać jej krew. Nie dbałem już o jej komfort. Zależało mi tylko na tym, by poczuła jak najwięcej bólu. Uśmiechnąłem się do niej złowieszczo jak tylko zakończyłem się pożywiać.
- Chciałaś przeżyć, więc darowałem ci życie. Bądź gotowa, że kiedyś jeszcze wezwę cię do swoich usług.
Poklepałem przerażoną dziewczynę po twarzy. Schyliłem się po jej sukienkę, aby wytrzeć w nią swojego chuja. Założyłem spodnie i udałem się do wyjścia.
Uśmiechnąłem się widząc swój najlepszy kogman gotowy do drogi. Posłaniec otworzył drzwiczki, po schodkach wszedłem do środka. Usiadłem pod dachem rozwalając się na całym siedzeniu. Na przeciwko mnie usiedli moi ochroniarze. Kiwnąłem im głową, że możemy ruszać, a oni przekazali informacje do jakiegoś wieśniaka, który strzelił batem w stronę zwierząt, aby ruszyły. Szarpnęło kogmanem, ale szybko jazda zmieniła się w płynną i przyjemną. Za murami mojego zamku były domy mojej armii. Za kolejnym murem wampiry, które się ze mną sprzymierzyły. Następny odgradzał nas od innych ras, które z własnej woli lub wbrew jej, przebywały na terenie mojego grodu. Dopiero po minięciu ostatniej bramy dzielącej nas od reszty świata, można było dostrzec pola uprawne i hodowle zwierząt. Dalej nie było nic. Same łąki i bagna. Kilkaset lat temu wybierając to miejsce na swój gród kazałem wyciąć połać lasu, aby z daleka było widać każdy atak.
Dopiero po dwóch godzinach jazdy w świetle księżyca udało nam się dotrzeć do granicy lasu. Niedługo po wjechaniu między drzewa zjechaliśmy z drogi. To był jeden z tych momentów, gdy cieszyłem się ze swojego pojazdu. Pamiętałem jeszcze czasy, gdy jadąc po nierównym terenie czuło się każdą gałąź czy zwierzęce nory. Niejednokrotnie podróż była przerywana bo trzeba było wykopać pojazd z podłoża, w które się wkopał. Szczęśliwie te czasy są już dawno za nami. Usłyszałem krople deszczu zanim pierwsze z nich dotknęły mojego dachu. Uśmiechnąłem się widząc jak moja ochrona moknie. Szanowałem ich za to, że nawet nie zareagowali na dodatkową niedogodność. Dlatego to zawsze im powierzam ochronę swojej osoby. W zamian za to traktuje ich lepiej niż innych. Dawno nie karałem, żadnego z nich. Może najwyższa pora to zrobić, aby pamiętali, że mam nad nimi władzę?
Moje rozmyślania przerwało zatrzymanie się pojazdu. Szarpnęło nami delikatnie. Vigido poszedł przodem, a zaraz za nim z kogmanu wyskoczył Prolate. Przytrzymali mi drzwi gdy schodziłem po schodach przyglądając się niepozornie wyglądającej chacie. Usłyszałem jak za nami zatrzymuje się drugi pojazd z kolejnymi dwoma osobami. Całą ekipą udaliśmy się w kierunku wejścia. Prolate wszedł do pomieszczenia jako pierwszy, aby upewnić się, że nic mi nie grozi, a Vigido w tym czasie przytrzymał mi drzwi. Trafiliśmy na jakiś wąski korytarz, który kończył się przestronnym pomieszczeniem. Na ziemi, na poduszkach siedziała drobna postać, która wręcz tonęła w ilości materiału jaki na sobie miała.
- Chciałaś mnie widzieć.
- Czy to ty jesteś Rengikas pierwszy, najbardziej okrutny władca wampirów w całej historii naszego świata?
- Tak.
Uśmiechnąłem się szeroko na jej opis. Idealnie oddawał to jak chciałem być postrzegany. Jedynie zmieniłbym władcę wampirów na władcę wszystkich gatunków.
- W takim razie właśnie na ciebie czekałam.
- Słyszałem, że masz mi coś do powiedzenia.
- Ile wiesz o naszym świecie?
- Żyję na nim dużo dłużej niż ty.
- Nie jest to odpowiedź na moje pytanie.
- Wiem wystarczająco, aby mieć rozległą władzę, która z roku na rok jest coraz większa.
- W takim razie pewnie wiesz, że mój gatunek potrafi przewidywać przyszłość.
- Mam tego świadomość, dlatego cię szukałem.
- Powinieneś w takim razie wiedzieć też, że potrafimy zobaczyć tylko tę przyszłość, która dotyczy innych osób z naszego gatunku.
- Dlatego szukałem ciebie, a nie kogokolwiek innego. Doszły do mnie słuchy, że możesz mieć siłę wystarczającą by przewidzieć moją przyszłość, pomimo tego, że jestem czystej krwi wampirem, z jednego z pradawnych rodów. Nikt z moich bezpośrednich przodków nie zhańbił się obcowaniem z innymi rasami.
- Niezależnie od tego jak potężna jest wiedźma nie ma takiej możliwości, aby poznała przyszłość kogoś z innej rasy.
- W takim razie po co chciałaś mnie widzieć?
- Jaki masz plan na przyszłość?
- Myślałem, że jest to dla wszystkich jasne. Zamierzam pokonać zmiennych. Jednak wtrąciły się w to wszystko krasnoludy i dopóki nie zostaną zakończone negocjacje po której ze stron się opowiedzą to nasze walki przycichły. Zwycięzca będzie sprawował władzę nad wszystkimi rasami.
- Rozumiem, że widzisz się w tej roli.
- Tak.
- Po co ci w takim razie moja pomoc?
- Dobrze by było wiedzieć, czy mam co liczyć na pomoc ze strony krasnoludów, czy powinienem zaatakować obie rasy dopóki nie zebrały całych swoich sił.
- Tego przepowiednia nie ujawniła.
- Przepowiednia? Jednak masz mi coś do powiedzenia.
- Ale nie wiem czy mówić powinnam.
- Nie do końca powinnaś mi odmawiać.
- Nie próbuj mi grozić. Jesteś w moim domu i na mojej łasce. Tak jak wcześniej mówiłam, możemy zobaczyć tylko przyszłość innej wiedźmy. Jednak od wieków wiadomo, że gdy zbliżają się mroczne dni dla naszej planety to wybierana jest wieszczka, której pojawia się proroctwo. Wydaje mi się, że nie jest jeszcze kompletne. Ujawnił się skrawek, który dotyczy ciebie.
- W takim razie opowiedz mi to proroctwo.
- To nie jest takie łatwe. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale przyszłość widzimy bardziej w postaci obrazów niż wierszyka dla dzieci pełnego rymów i ukrytych treści.
- I co takiego udało ci się dojrzeć.
- Zobaczyłam, że zostaniesz władcą naszej planety.
- Co z krasnoludami, po której stronie się opowiedzą?
- Nie to jest dla ciebie ważne mój drogi.
- Nie rozumiem.
- Aby zostać władcą musisz znaleźć kobietę.
- Kobietę? Po cholerę mi jakaś baba.
- Ta baba jest stróżem twojego serca. Uda ci się wygrać tylko jeśli będzie ona u twojego boku. Musisz ją nie tylko odnaleźć, ale traktować jak równą sobie.
Roześmiałem się na głos patrząc z politowaniem na kobietę. Ona naprawdę sądzi, że uwierzę jej w te bajki? Nie ma takiej możliwości, aby kiedykolwiek, jakakolwiek kobieta stała przy moim boku. Tak samo jak nie ma możliwości, aby od tego zależało, czy zdobędę władzę.
- Nie musisz mi wierzyć, ale nie lekceważ tego co ode mnie usłyszałeś.
- Jak miałbym odnaleźć tą kobietę?
Rzuciłem z kpiną będąc jeszcze bardziej rozbawiony tymi bzdurami.
- Mówiłam. Przepowiednie widzimy jako obrazy.
Wiedźma ruchem ręki podniosła piasek który leżał rozsypany na ziemi. Powoli ułożył się w postać kobiety. Pięknej kobiety, jeśli miałbym ocenić. Z długimi włosami. Idealną sylwetką. Jednak dużo mniejszym biustem niż bym sobie tego życzył. Przez strój, który miała na sobie na spokojnie mogłaby uchodzić za mężczyznę. Gdyby nie te fantastyczne rysy twarzy.
- Spodobała ci się.
Usłyszałem słowa wiedźmy i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że zaczynam podnosić dłoń do twarzy piaskowej kobiety. Zły na siebie pokręciłem głową i posłałem jej rozwścieczone spojrzenie.
- Czy przerysowałeś już jej postać?
Spytałem rysownika, którego ze sobą wzięliśmy.
- Tak, Panie.
- Pokaż mi to.
Powiedziałem wściekły i wyrwałem mu z ręki rysunek. Był wystarczająco dobry, aby można było powiedzieć, że piaskowa kobieta i narysowana to ta sama osoba. Zamyślony pokiwałem mu głową i oddałem obraz. Bez słowa udałem się w kierunku wyjścia i usiadłem w kogmanie.
- Co zamierzasz teraz zrobić, Panie?
Zapytał mnie Vigido przerywając moje rozmyślanie.
- Nic.
- Nie rozumiem.
- Słyszałeś, nic. Żadna kobieta nie stanie u mojego boku. Byłaby tylko obciążeniem dla mnie, zwłaszcza przy tym co się teraz dzieje. Nie ma takiej możliwości, aby mogła mi jakkolwiek pomóc. Za to może być moim słabym punktem. Jeżeli uwierzyłbym w to, że jest potrzebna do tego bym zyskał władzę. To wtedy i tylko wtedy mógłbym poświęcić trud odnalezienia jej. Jeśli jednak udałoby mi się to i pojawiłaby się w naszym grodzie to musiałbym otoczyć ją opieką, aby na pewno była bezpieczna. Każdy kto chciałby mi odebrać władzę w pierwszej kolejności spróbowałby ją zabić. Zbyt wiele wysiłku kosztowałoby mnie utrzymanie jej przy życiu. I po co? Bo jakaś wiedźma powiedziała, że bez kobiety u boku nie osiągnę władzy? Głupota.

Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz