Moje myśli pędziły z
niewiarygodną prędkością. Wszyscy w sali byli cicho, ale jak tylko
wyszła spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać. To przypomniało mi po co w
ogóle tutaj przyszedłem. Odwróciłem się do szefowej tej kawiarenki i
ręką wskazałem jej stolik przy którym niedawno siedziałem. Zawahała się
na chwilę i poszła. Nie była już tak uśmiechnięta jak przy Anecie. Na
jej twarzy powoli zaczęło malować się przerażenie. Nie patrzyła na mnie
już z iskierkami radosnymi w oczach, a z czystym strachem. Znowu zrobiło
się cicho na sali, ale tym razem nie była to przyjemna cisza. Jak ona
była to oni nic nie mówili, bo spijali słowa z jej ust, jakby były
największym skarbem i powoli sam tak zaczynam myśleć. Ona nie jest
normalną osobą, ale skoro często tutaj przychodzi to założycielka tej
kawiarenki powinna ją znać. Usiadłem na miejscu Anety. Dalej unosił się
jej słodkawy, lecz delikatny zapach. To była jej woń, nie używała
żadnych perfum, czy wód toaletowych. To był po prostu jej zapach.
Zaciągnąłem się nim i poczułem się zrelaksowany i spokojny. Skierowałem
swoje spojrzenia na kobietę siedzącą po drugiej stronie stołu. Nie
patrzyła na mnie, a na swoje ręce, którymi bawiła się z napięcia. Nie
chciałem jej dłużej męczyć oczekiwaniem, oraz chciałem jak najszybciej
się wszystkiego dowiedzieć. Rozejrzałem się jeszcze raz w koło i
odkryłem, że wszyscy się nam przysłuchują. Niepewni co się stanie.
Czekając na to co powiem. Wcześniej Aneta tu była, więc wszyscy byli
rozluźnieni. Bez niej byli spięci i przestraszeni. Co ona takiego w
sobie ma, że potrafi ich wszystkich uspokoić samą obecnością?
- Chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce, bo mam wrażenie, że tutaj wszyscy nas podsłuchują.
Podskoczyła na swoim miejscu i udała się do drzwi koło łazienki. Znajdowały się tam schody prowadzące na górę. Zaprowadziła mnie do pokoju, gdzie stała długa, półokrągła kanapa, jednocześnie szeroka i wielka, jak przytulna i miękka. Rozłożyłem się na niej opierając się plecami o oparcie i równocześnie wyciągając skrzydła przez niemal niewidoczne rozcięcia na koszulce. Był to z mojej strony pokaz siły i pewności siebie, bo byłem osobnikiem pierwszej kategorii i drugiego stopnia. Gospodyni dalej stała w progu ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w palce u rąk, którymi kręciła we wszystkie strony.
- Usiądź.
To nie były normalne słowa. To był rozkaz, choć wypowiedziany spokojnie, a ona od razu go usłuchała. Przez Anetę wyluzowałem się maksymalnie, a teraz powoli zaczynałem znowu być nieustępliwym i twardym, zimnym i bezwzględnym. Siedziała spięta i ciągle wpatrzona w swoje ręce zaczynało mnie to irytować, więc zacząłem mówić.
- Jak się nazywasz?
- Nina. Nina Shuwal.
- Dobrze. To teraz posłuchaj Nino. Dostałaś pozwolenie na tą kawiarenkę od osoby pierwszego stopnia, ale tak, że całą władza dowiedziała się o tym dopiero niedawno. Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo… bo...
- Nie jąkaj się. Pełne zdania. I nie kłam. Nie opłaca ci się.
- Bo chciałam otworzyć kawiarenkę. Wiedziałam, że pozwolenia nie dostanę, a jeśli już to będę musiała na nie długo czekać. Po zbyt dużej dawce ambrozji wygadałam się osobie mojego stopnia, a ona zyskała pozwolenie i mi je przekazała.
Taaa… Ambrozja. Dziwna substancja, z jeszcze ciekawszym sposobem robienia. Wytwarzana może być tylko przez garstkę takich jak my. Jej smak jest nieziemski, a właściwości ma jak alkohol lub narkotyk, jeśli za dużo się jej spożyje.
- Jak się nazywa ta osoba.
- Mateusz Triks. Ale on już nie żyje. Zginął pół roku temu zabity przez jednego z białych.
Nie kłamała. Wyczułem to.
- Wiesz, że wszystko było by dobrze, gdyby nie to, że nie wolno naszemu rodzajowi zadawać się z ludźmi. Można się z nimi spotykać i rozmawiać, ale nie w tego typu miejscach. Kawiarenki prowadzone przez naszych mają wpuszczać tylko naszych. Chodzi o to by każdy mógł się zrelaksować i mówić co tylko chce nie bojąc się, że zostanie podsłuchany przez śmiertelnika. Czy ona wie o nas?
- Nie! Nikt jej nie mówił!
- To dobrze. Wiesz, że gdyby wiedziała to musiałbym ją zabić, ale w takim razie ma niezłe wyczucie słów.
Nina uśmiechnęła się na chwilę i rozluźniła. Podniosła nawet na chwilę głowę i zaraz ją opuściła. Aneta naprawdę ma niezłe wyczucie biorąc pod uwagę to kim jesteśmy. Nie dziwię się, że wszyscy reagowali na to tak, a nie inaczej. Zamyśliłem się.
- Rozłóż skrzydła.
To było kolejne polecenie dla niej. Tym razem jeszcze bardziej się zestresowała. Miałem nad nią pewną władzę. Byłem białym i osobą drugiego stopnia, ona była szara, albo kolorowa jak kto woli, była jeden rodzaj niżej niż ja. Była też ode mnie o wiele słabsza. Miałem taką władzę, że równie dobrze mógłbym ją teraz torturować, lub oderwać skrzydła, które są dla nas najważniejsze. Dlatego była taka przerażona. Zrobiła coś, czego zrobić nie powinna. Wpuściła śmiertelniczkę do tego azylu. Takich kawiarenek jest niewiele i nie powinny być zajmowane przez ludzi. Według prawa powinienem ją teraz ukarać i ona o tym wie. Cała się trzęsła, ale rozłożyła skrzydła. Jej były dwa razy mniejsze niż moje i w bladym zielonym kolorze. Osobniki jej poziomu miały różnokolorowe skrzydła, w zależności od ich charakteru i stanu sumienia w czasie przemiany. Ja miałem skrzydła od urodzenia, dlatego są białe, większe i bardziej umięśnione. Mógłbym latać całymi miesiącami i by mnie to nie zmęczyło. Ona może się wznieść w niebo tylko na kilka godzin. Gdybym ja stracił skrzydła to by mi odrosły. Jej nie, jeśli ktoś mojego stopnia lub wyższego by jej nie pomógł, a w to wątpię. Była bezbronna i dobrze o tym wiedziała. Pochyliłem się trochę do przodu, oparłem łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach i spojrzałem na nią zimno i z ukrytą ciekawością.
- Skoro znałaś cenę i wiedziałaś, że nie możesz wpuszczać śmiertelników, to co robiła tutaj ta dziewczyna? W dodatku nie była tu pierwszy raz. Sama mi mówiła, że jest tu praktycznie codziennie. Od jak dawna?
- Od ponad roku.
- A od kiedy kawiarenka jest otwarta.
- Od półtora roku.
- Czyli praktycznie od początku miała tu wstęp. Dlaczego?
Jej głos był lekko przerażony i wyprany z innych emocji. Teraz jednak nie odpowiedziała. Nie śmiała nawet unieść głowy. Byłem ciekawy jej wytłumaczenia. Coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że chcę jak najwięcej wiedzieć o Anecie. Tylko co mnie ona obchodziła?
- Odpowiedz.
- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Aneta jest wyjątkowa. Jest jedyna w swoim rodzaju. Przychodzi tylko na góra dwadzieścia minut i odchodzi. Zawsze jest miła i uśmiechnięta. Nigdy nie sprawiała problemów, a klienci się na nią nie skarżyli.
- To nie są jedyne powody. Czuję, że to nie wszystko.
- Nie. Wszyscy ją lubią. Nie da się jej nie lubić. Odkąd zaczęła tu przybywać więcej osób do mnie przychodzi. W momencie, gdy ona przychodzi na przerwę wszystkie miejsca są zajęte. Przyciąga klientów. Rozluźnia atmosferę. Wystarczy, że ktoś stoi koło niej i już zapomina co go dręczyło. Nie da się też nie wykonywać jej rozkazów.
Zaciekawiła mnie.
- Jak to rozkazów?
- Ona po prostu taka jest. Wystarczyło, że skinęła na kogoś głową, a ta osoba już do niej przybiegała uszczęśliwiona, że może coś dla niej zrobić.
- Powinno się ją wyeliminować. Nikt nie powinien mieć aż takiej władzy nad naszym gatunkiem.
- Phy. O wiele bardziej bym wolała by to ona mną rządziła, niż tak zwane osoby z naszego gatunku.
Przełknęła strach dla Anety. Hardo podniosła głowę i spojrzała na mnie zła. Rozłościło mnie to, złapałem ją za szyję i przycisnąłem do kanapy tak, że ledwo oddychała.
- Powinienem też zabić ciebie za to, że się z nią zadawałaś i okazałaś mi brak szacunku.
- Nie obchodzi mnie czy zginę. Bardziej martwię się o nią. Po za tym skoro chcesz zabić mnie za to, że się z nią zadaje, to równie dobrze możesz zabić też siebie. To nie ja błagałam o jej numer telefonu i mówiłam jakie ma kształtne i kuszące usta.
Byłem zły, ale w pewnym stopniu miała rację. Zachowywałem się przy Anecie jak jakiś szczeniak. Co ona w sobie takiego ma, że wszyscy są nią tak oczarowani? Sprawdzałem ją, jest zwykłym człowiekiem, a jednocześnie mam wrażenie, że nie do końca. Puściłem Ninę i wróciłem na swoje miejsce zamyślony.
- Opowiedz mi o niej.
- Dlaczego?
- Ja tu jestem od zadawania pytań! Masz mi powiedzieć wszystko co o niej wiesz!
- Doo..brze… Jak wygląda powinieneś wiedzieć. Działa na wszystkich z naszego gatunku, nie wiem jak działa na ludzi. Codziennie ktoś inny dosiada się do jej stolika porozmawiać. Mężczyźni zazwyczaj, aby ją poderwać.
Nie wiem dlaczego, ale na tą ostatnią kwestię. Zacząłem cały wrzeć, a coś we mnie krzyczało, że Aneta należy do mnie. Że jest MOJA.
- W sumie próbowało już stu osiemdziesięciu kolorowych i osiemnastu białych. Każdy od razu wpada w jej czar i nikt nie jest w stanie jej nic złego zrobić. Jak dotąd jeżeli chciała, aby ktoś usiadł z nią drugi raz, to gdy przynoszę jej budyń mówi, że nie ma pieniędzy, tak jak przy tobie. Jak na razie tylko dwudziestce tak powiedziała.
Czyli w jakimś stopniu jej się spodobałem. To dobrze.
- Pozwala wtedy usiąść takiej osobie przy sobie po raz drugi, jeśli okaże, że jest gentelmanem.
- Jak to pozwala? My nie potrzebujemy pozwolenia od człowieka.
- Ona umie o siebie zadbać. Gdy ktoś chce koło niej usiąść po raz drugi, a ona tego nie chce to wystarczy, że spojrzy na inną osobę, a ten ktoś do niej przybiega i siada na tamtym miejscu zamiast tego, kto chciał tam usiąść. Nawet kiedyś na mnie tak spojrzała. Czułam wtedy potrzebę zrobienia tego co ona chce. Przez sam jej wzrok nie byłam wstanie nie zrobić tego i zanim zdążyłam pomyśleć już siedziałam koło niej i z nią rozmawiałam. Nie wiem, czy białych jest jej trudniej kontrolować, bo rzadziej tutaj przychodzą, ale czasem też to robi, chociaż chyba nieświadomie.
- Dobrze. Kontynuuj.
- Nikt jeszcze nie siedział z nią trzy razy. To się po prostu nie zdarzyło. Ja jedynie mam taki przywilej. Traktuje mnie jak przyjaciółkę i czasami, gdy z nią siedzę, by odgonić całą resztę to rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
- Lubi cię.
- Tak. Ja też ją lubię. Tak ja mówiłam nie da się jej nie lubić.
- Co jeszcze wiesz.
- Niewiele. Wiem, że jest spostrzegawcza. Umie mi wymienić każdą z osób, które przychodzą do kawiarenki z imienia, czasem też nazwiska, powiedzieć jak często przychodzą i często też więcej informacji, których pochodzenia nie znam. Jest też magnesem na facetów.
- Coś jeszcze?
- Raczej nie. Oprócz tego, że jest inteligentna, mądra i mało o sobie mówi. Ale to ostatnie dopiero teraz sobie uświadomiłam.
- Będę musiał sobie z nią pogadać, aby ustalić czy jest niebezpieczeństwem, które trzeba wyeliminować.
- Proszę, nie zabijaj jej.
- Ty nie masz wiele do gadania. Równie dobrze mógłbym cię zabić, jesteś nic nie wartym śmieciem. Kiedy mogę się z nią zobaczyć?
- Pojutrze koło czternastej.
- Czy mi się wydaje, czy mnie trochę oszukujesz.
Spojrzała w dół zestresowana. Była przerażona, a jednak ją chroniła. Co ona takiego w sobie ma? Będę musiał sam to sprawdzić. Przy okazji obleję też pewnie ten układ ze spotkaniem się z kimś tylko dwa razy.
- Daj mi jej numer.
- Nie posiadam.
Tym razem to była prawda.
- Adres.
- Nie wiem, gdzie mieszka.
Prawda.
- Kiedy najwcześniej tutaj będzie?
- Jutro koło czternastej.
- Nie mogłaś powiedzieć tak od razu?
Tak jak się spodziewałem nie odpowiedziała. Zdziwiłbym się, gdyby to zrobiła. Wstałem i podszedłem do niej, dotknąłem jej piór czym przeraziłem ją. Cała się trzęsła i zaczynała szlochać. Wyrwałem jej jedno pióro, to które wydawało mi się najbardziej okazałe i szepnąłem jej prosto do ucha lodowatym głosem.
- Nie urwałem ci ich tylko dlatego, że zaciekawiła mnie Aneta. Jednak jeśli ona okaże się dla nas niebezpieczna to zabiorę ci je i będzie to najprzyjemniejsza kara jaka mogłaby cię spotkać z mojej strony. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiał tego robić, bo skrzywdził bym Anetę.
Powoli odszedłem, odwróciłem się i schowałem skrzydła. Byłem zimny i bezwzględny, ale dopiero teraz zaczynałem to dostrzegać. Włożyłem pióro do kieszeni, tak, aby się nie zniszczyło i wyszedłem z pokoju.
Poprzedni Następny
- Chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce, bo mam wrażenie, że tutaj wszyscy nas podsłuchują.
Podskoczyła na swoim miejscu i udała się do drzwi koło łazienki. Znajdowały się tam schody prowadzące na górę. Zaprowadziła mnie do pokoju, gdzie stała długa, półokrągła kanapa, jednocześnie szeroka i wielka, jak przytulna i miękka. Rozłożyłem się na niej opierając się plecami o oparcie i równocześnie wyciągając skrzydła przez niemal niewidoczne rozcięcia na koszulce. Był to z mojej strony pokaz siły i pewności siebie, bo byłem osobnikiem pierwszej kategorii i drugiego stopnia. Gospodyni dalej stała w progu ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w palce u rąk, którymi kręciła we wszystkie strony.
- Usiądź.
To nie były normalne słowa. To był rozkaz, choć wypowiedziany spokojnie, a ona od razu go usłuchała. Przez Anetę wyluzowałem się maksymalnie, a teraz powoli zaczynałem znowu być nieustępliwym i twardym, zimnym i bezwzględnym. Siedziała spięta i ciągle wpatrzona w swoje ręce zaczynało mnie to irytować, więc zacząłem mówić.
- Jak się nazywasz?
- Nina. Nina Shuwal.
- Dobrze. To teraz posłuchaj Nino. Dostałaś pozwolenie na tą kawiarenkę od osoby pierwszego stopnia, ale tak, że całą władza dowiedziała się o tym dopiero niedawno. Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo… bo...
- Nie jąkaj się. Pełne zdania. I nie kłam. Nie opłaca ci się.
- Bo chciałam otworzyć kawiarenkę. Wiedziałam, że pozwolenia nie dostanę, a jeśli już to będę musiała na nie długo czekać. Po zbyt dużej dawce ambrozji wygadałam się osobie mojego stopnia, a ona zyskała pozwolenie i mi je przekazała.
Taaa… Ambrozja. Dziwna substancja, z jeszcze ciekawszym sposobem robienia. Wytwarzana może być tylko przez garstkę takich jak my. Jej smak jest nieziemski, a właściwości ma jak alkohol lub narkotyk, jeśli za dużo się jej spożyje.
- Jak się nazywa ta osoba.
- Mateusz Triks. Ale on już nie żyje. Zginął pół roku temu zabity przez jednego z białych.
Nie kłamała. Wyczułem to.
- Wiesz, że wszystko było by dobrze, gdyby nie to, że nie wolno naszemu rodzajowi zadawać się z ludźmi. Można się z nimi spotykać i rozmawiać, ale nie w tego typu miejscach. Kawiarenki prowadzone przez naszych mają wpuszczać tylko naszych. Chodzi o to by każdy mógł się zrelaksować i mówić co tylko chce nie bojąc się, że zostanie podsłuchany przez śmiertelnika. Czy ona wie o nas?
- Nie! Nikt jej nie mówił!
- To dobrze. Wiesz, że gdyby wiedziała to musiałbym ją zabić, ale w takim razie ma niezłe wyczucie słów.
Nina uśmiechnęła się na chwilę i rozluźniła. Podniosła nawet na chwilę głowę i zaraz ją opuściła. Aneta naprawdę ma niezłe wyczucie biorąc pod uwagę to kim jesteśmy. Nie dziwię się, że wszyscy reagowali na to tak, a nie inaczej. Zamyśliłem się.
- Rozłóż skrzydła.
To było kolejne polecenie dla niej. Tym razem jeszcze bardziej się zestresowała. Miałem nad nią pewną władzę. Byłem białym i osobą drugiego stopnia, ona była szara, albo kolorowa jak kto woli, była jeden rodzaj niżej niż ja. Była też ode mnie o wiele słabsza. Miałem taką władzę, że równie dobrze mógłbym ją teraz torturować, lub oderwać skrzydła, które są dla nas najważniejsze. Dlatego była taka przerażona. Zrobiła coś, czego zrobić nie powinna. Wpuściła śmiertelniczkę do tego azylu. Takich kawiarenek jest niewiele i nie powinny być zajmowane przez ludzi. Według prawa powinienem ją teraz ukarać i ona o tym wie. Cała się trzęsła, ale rozłożyła skrzydła. Jej były dwa razy mniejsze niż moje i w bladym zielonym kolorze. Osobniki jej poziomu miały różnokolorowe skrzydła, w zależności od ich charakteru i stanu sumienia w czasie przemiany. Ja miałem skrzydła od urodzenia, dlatego są białe, większe i bardziej umięśnione. Mógłbym latać całymi miesiącami i by mnie to nie zmęczyło. Ona może się wznieść w niebo tylko na kilka godzin. Gdybym ja stracił skrzydła to by mi odrosły. Jej nie, jeśli ktoś mojego stopnia lub wyższego by jej nie pomógł, a w to wątpię. Była bezbronna i dobrze o tym wiedziała. Pochyliłem się trochę do przodu, oparłem łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach i spojrzałem na nią zimno i z ukrytą ciekawością.
- Skoro znałaś cenę i wiedziałaś, że nie możesz wpuszczać śmiertelników, to co robiła tutaj ta dziewczyna? W dodatku nie była tu pierwszy raz. Sama mi mówiła, że jest tu praktycznie codziennie. Od jak dawna?
- Od ponad roku.
- A od kiedy kawiarenka jest otwarta.
- Od półtora roku.
- Czyli praktycznie od początku miała tu wstęp. Dlaczego?
Jej głos był lekko przerażony i wyprany z innych emocji. Teraz jednak nie odpowiedziała. Nie śmiała nawet unieść głowy. Byłem ciekawy jej wytłumaczenia. Coraz bardziej dochodziłem do wniosku, że chcę jak najwięcej wiedzieć o Anecie. Tylko co mnie ona obchodziła?
- Odpowiedz.
- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Aneta jest wyjątkowa. Jest jedyna w swoim rodzaju. Przychodzi tylko na góra dwadzieścia minut i odchodzi. Zawsze jest miła i uśmiechnięta. Nigdy nie sprawiała problemów, a klienci się na nią nie skarżyli.
- To nie są jedyne powody. Czuję, że to nie wszystko.
- Nie. Wszyscy ją lubią. Nie da się jej nie lubić. Odkąd zaczęła tu przybywać więcej osób do mnie przychodzi. W momencie, gdy ona przychodzi na przerwę wszystkie miejsca są zajęte. Przyciąga klientów. Rozluźnia atmosferę. Wystarczy, że ktoś stoi koło niej i już zapomina co go dręczyło. Nie da się też nie wykonywać jej rozkazów.
Zaciekawiła mnie.
- Jak to rozkazów?
- Ona po prostu taka jest. Wystarczyło, że skinęła na kogoś głową, a ta osoba już do niej przybiegała uszczęśliwiona, że może coś dla niej zrobić.
- Powinno się ją wyeliminować. Nikt nie powinien mieć aż takiej władzy nad naszym gatunkiem.
- Phy. O wiele bardziej bym wolała by to ona mną rządziła, niż tak zwane osoby z naszego gatunku.
Przełknęła strach dla Anety. Hardo podniosła głowę i spojrzała na mnie zła. Rozłościło mnie to, złapałem ją za szyję i przycisnąłem do kanapy tak, że ledwo oddychała.
- Powinienem też zabić ciebie za to, że się z nią zadawałaś i okazałaś mi brak szacunku.
- Nie obchodzi mnie czy zginę. Bardziej martwię się o nią. Po za tym skoro chcesz zabić mnie za to, że się z nią zadaje, to równie dobrze możesz zabić też siebie. To nie ja błagałam o jej numer telefonu i mówiłam jakie ma kształtne i kuszące usta.
Byłem zły, ale w pewnym stopniu miała rację. Zachowywałem się przy Anecie jak jakiś szczeniak. Co ona w sobie takiego ma, że wszyscy są nią tak oczarowani? Sprawdzałem ją, jest zwykłym człowiekiem, a jednocześnie mam wrażenie, że nie do końca. Puściłem Ninę i wróciłem na swoje miejsce zamyślony.
- Opowiedz mi o niej.
- Dlaczego?
- Ja tu jestem od zadawania pytań! Masz mi powiedzieć wszystko co o niej wiesz!
- Doo..brze… Jak wygląda powinieneś wiedzieć. Działa na wszystkich z naszego gatunku, nie wiem jak działa na ludzi. Codziennie ktoś inny dosiada się do jej stolika porozmawiać. Mężczyźni zazwyczaj, aby ją poderwać.
Nie wiem dlaczego, ale na tą ostatnią kwestię. Zacząłem cały wrzeć, a coś we mnie krzyczało, że Aneta należy do mnie. Że jest MOJA.
- W sumie próbowało już stu osiemdziesięciu kolorowych i osiemnastu białych. Każdy od razu wpada w jej czar i nikt nie jest w stanie jej nic złego zrobić. Jak dotąd jeżeli chciała, aby ktoś usiadł z nią drugi raz, to gdy przynoszę jej budyń mówi, że nie ma pieniędzy, tak jak przy tobie. Jak na razie tylko dwudziestce tak powiedziała.
Czyli w jakimś stopniu jej się spodobałem. To dobrze.
- Pozwala wtedy usiąść takiej osobie przy sobie po raz drugi, jeśli okaże, że jest gentelmanem.
- Jak to pozwala? My nie potrzebujemy pozwolenia od człowieka.
- Ona umie o siebie zadbać. Gdy ktoś chce koło niej usiąść po raz drugi, a ona tego nie chce to wystarczy, że spojrzy na inną osobę, a ten ktoś do niej przybiega i siada na tamtym miejscu zamiast tego, kto chciał tam usiąść. Nawet kiedyś na mnie tak spojrzała. Czułam wtedy potrzebę zrobienia tego co ona chce. Przez sam jej wzrok nie byłam wstanie nie zrobić tego i zanim zdążyłam pomyśleć już siedziałam koło niej i z nią rozmawiałam. Nie wiem, czy białych jest jej trudniej kontrolować, bo rzadziej tutaj przychodzą, ale czasem też to robi, chociaż chyba nieświadomie.
- Dobrze. Kontynuuj.
- Nikt jeszcze nie siedział z nią trzy razy. To się po prostu nie zdarzyło. Ja jedynie mam taki przywilej. Traktuje mnie jak przyjaciółkę i czasami, gdy z nią siedzę, by odgonić całą resztę to rozmawiamy o wszystkim i o niczym.
- Lubi cię.
- Tak. Ja też ją lubię. Tak ja mówiłam nie da się jej nie lubić.
- Co jeszcze wiesz.
- Niewiele. Wiem, że jest spostrzegawcza. Umie mi wymienić każdą z osób, które przychodzą do kawiarenki z imienia, czasem też nazwiska, powiedzieć jak często przychodzą i często też więcej informacji, których pochodzenia nie znam. Jest też magnesem na facetów.
- Coś jeszcze?
- Raczej nie. Oprócz tego, że jest inteligentna, mądra i mało o sobie mówi. Ale to ostatnie dopiero teraz sobie uświadomiłam.
- Będę musiał sobie z nią pogadać, aby ustalić czy jest niebezpieczeństwem, które trzeba wyeliminować.
- Proszę, nie zabijaj jej.
- Ty nie masz wiele do gadania. Równie dobrze mógłbym cię zabić, jesteś nic nie wartym śmieciem. Kiedy mogę się z nią zobaczyć?
- Pojutrze koło czternastej.
- Czy mi się wydaje, czy mnie trochę oszukujesz.
Spojrzała w dół zestresowana. Była przerażona, a jednak ją chroniła. Co ona takiego w sobie ma? Będę musiał sam to sprawdzić. Przy okazji obleję też pewnie ten układ ze spotkaniem się z kimś tylko dwa razy.
- Daj mi jej numer.
- Nie posiadam.
Tym razem to była prawda.
- Adres.
- Nie wiem, gdzie mieszka.
Prawda.
- Kiedy najwcześniej tutaj będzie?
- Jutro koło czternastej.
- Nie mogłaś powiedzieć tak od razu?
Tak jak się spodziewałem nie odpowiedziała. Zdziwiłbym się, gdyby to zrobiła. Wstałem i podszedłem do niej, dotknąłem jej piór czym przeraziłem ją. Cała się trzęsła i zaczynała szlochać. Wyrwałem jej jedno pióro, to które wydawało mi się najbardziej okazałe i szepnąłem jej prosto do ucha lodowatym głosem.
- Nie urwałem ci ich tylko dlatego, że zaciekawiła mnie Aneta. Jednak jeśli ona okaże się dla nas niebezpieczna to zabiorę ci je i będzie to najprzyjemniejsza kara jaka mogłaby cię spotkać z mojej strony. Mam nadzieję, że jednak nie będę musiał tego robić, bo skrzywdził bym Anetę.
Powoli odszedłem, odwróciłem się i schowałem skrzydła. Byłem zimny i bezwzględny, ale dopiero teraz zaczynałem to dostrzegać. Włożyłem pióro do kieszeni, tak, aby się nie zniszczyło i wyszedłem z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz