- Panienko Stanine?
- Czego on znowu ode mnie chce? - Spytałam mężczyznę, irytując się na samą myśl o tym od kogo został on do mnie wysłany.
- Mam dla Panienki wiadomość.
- Streszczaj się, nie mam całego dnia.
- Prosił, aby Panience przekazać, że przygotowania zostały rozpoczęte. Poinformował już starszyznę wszystkich rodów.
- Przecież mu mówiłam, że się nie zgadzam!
- Przekazuje również, że
wieczorem ma się odbyć uczta. Prosił abyś była stosownie ubrana,
ponieważ starszyzna przyprowadzi swoich synów na wydaniu.
- Co on sobie myśli?
Może jeszcze chcesz mi powiedzieć, że już wybrał dla mnie idealnego
kandydata? Aż tak bardzo mu przeszkadza, że do tej pory żadnemu
imbecylowi ręki nie oddałam?
- Jestem tylko posłańcem.
- W dupie mam to kim
jesteś. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć na oczy. A jemu przekaż żeby
przestał mi rozkazywać, bo któregoś dnia zniknę i więcej mnie nie
zobaczy.
Okręciłam się na pięcie
przerzucając swoje długie blond włosy na plecy. Wyprostowałam się dumnie
i z wysoko uniesioną głową ruszyłam w stronę samochodu. Ludzie mojego
ojca otwierali przede mną wszystkie drzwi, łącznie z tymi do kogmanu.
Wsiadłam do środka i od razu zwierzęta ruszyły do przodu.
- Gdzie dziś jedziemy Panienko?
Uśmiechnął się do mnie serdecznie starszy człowiek, który kierował moim pojazdem.
- Na zakupy. Muszę kupić strój na wieczór.
- Oczywiście. Tam gdzie zwykle panienka sobie życzy?
- Tam gdzie zwykle. -
Potwierdziłam i pogrążyłam się w myślach patrząc na okolice. Nasz dwór
był ogromny, ale nie ma co się dziwić biorąc pod uwagę kim on był. Ponad
połowa okolicznego miasteczka pracowała u nas jako służba. Co łączyło
się z tym, że mało z kim mogłam utrzymywać kontakt. Nie wolno mi tworzyć
jakichkolwiek relacji z kimś nieznaczącym.
Zanim zdążyłam się
zorientować to staruszek zatrzymał się przed moim ulubionym sklepem i
otworzył mi drzwi powozu. Obsługa na mój widok zbladła i zginając się
wpół otworzyła mi drzwi. Długo nie musiałam czekać gdy zobaczyłam główną
kierowniczkę tego pierdzielnika na kółkach.
- W czym możemy dzisiaj Panience pomóc?
- A jak myślisz?
Przyszłam do sklepu z ciuchami, więc czego mogę chcieć? - Prychnęłam
pogardliwie patrząc na idiotkę, która przede mną stała.
- Naturalnie. Jaka okazja się szykuje?
- Dzisiaj wieczorem
odbywa się u mnie uczta. Będzie zaproszona starszyzna. Mam wyglądać
przyzwoicie. Chcę w stroju czuć się pewnie i elegancko. Jednocześnie
chcę wyróżniać się w tłumie i pasować do niego. Nie chcę by strój był
zbyt ładny czy wyzywający, bo nie chcę, by któryś z tych młodych
imbecyli wpadł na szalony pomysł, że mógłby mnie poprosić o rękę. Mam
ich onieśmielić na tyle, by bali się do mnie podejść. Ale gdybym chciała
się szybko ulotnić, to żeby strój nie zatrzymywał mnie zbyt bardzo.
- Brzmi jak wyzwanie.
Pokażemy Panience co mamy na stanie. Zadzwonię po nasza krawcową, więc
przyjedzie tak szybko jak będzie mogła aby móc przerobić suknię na tę
okazję.
- Dobrze, byle szybko. Nie chce marnować tutaj całego dnia.
- Oczywiście, zapraszam za mną.
Właścicielka
zaprowadziła mnie do jednego z prywatnych pokoi z uśmiechem tak
serdecznym jakbym kiedykolwiek była dla niej miła. Prychnęłam w myślach z
pogardą na to ile ludzie są skłonni zrobić, aby więcej zarobić. Już po
chwili przyszły dwie dziewczyny o podobnej do mnie posturze z całym
wieszakiem pełnym ubrań.
- Coś do picia może podać?
- Kawę.
- Taką jak Panienka lubi?
- Wiesz nie, zawsze pijam taką samą, ale tym razem chcę coś czego nie lubię.
- W takim razie czego miałaby Panienka ochotę się napić?
- Jesteś idiotką, czy tylko udajesz?
- Przepraszam?
- Po prostu zrób taką kawę jak zazwyczaj piję i nie odzywaj się jak nie musisz.
Kobieta kiwnęła głową i
zniknęła by wrócić z napojem, akurat gdy dziewczyny pokazywały mi
pierwsze stroje. Machnęłam na nie ręką, aby się przebrały i w ten sposób
przybyłam pół godziny do przybycia krawcowej.
- Nareszcie się pojawiłaś, ile można czekać.
- Wie już Panienka co chciałaby założyć na wieczór?
- Mniej więcej.
Wstałam z fotela i podeszłam do wieszaka ze wszystkimi strojami które obejrzałam w tym dniu.
- Masz mi uszyć sukienkę, która będzie z takiego materiału.
Powiedziałam wyciągając pierwszą sukienkę na wierzch.
- Do tego ma mieć taki krój.
Rzuciłam w nią drugą kiecką.
- Dół powinien być w
takim stylu. Natomiast rękawy wykończone w ten sposób. Dekolt jak w tej
sukience. Oczywiście proporcje dostosuj do mojego wzrostu. Ma podkreślić
moją talie. Powinna być tak zwiewna jak tylko dasz radę. Jak skończysz
to przyślij sukienkę do mnie do domu. Czas na realizację masz do
wieczora.
- Oczywiście proszę Panienki.
- To skoro to wszystko
to wychodzę. A, zapomniałabym. Dobierzcie mi do tego buty na lekkim
podwyższeniu i jakieś dodatki. Nie zamierzam w tym stroju wychodzić na
dwór więc nie musi być nic więcej.
- Oczywiście, wszystko będzie na Panienkę czekało.
- W jakim kolorze mam sobie zrobić paznokcie, aby do tego wszystkiego pasowały?
- Myślę, że fiołkowy byłby idealny.
- To lepiej nie myśl, ale dobrze, posłucham się twojej rady. Pamiętaj o tym przy uwzględnianiu koloru.
Wyszłam z pomieszczenia jak tylko upewniłam się, że nic więcej od tych idiotów nie potrzebuję i wsiadłam ponownie do kogmanu.
- Gdzie dalej Panienko?
- Do salonu.
Starzec słusznie nie
zadawał więcej pytań tylko popędził zwierzęta, abyśmy mogli pojechać we
wskazane przeze mnie miejsce. Z chwili na chwilę robiłam się coraz
bardziej zamyślona. Nie mogłam przestać zamartwiać się tym jak bardzo
nie miałam wpływu na swoje życie i to co się wokół niego dzieje.
- Jesteśmy już na miejscu.
Powiedział dość
niepewnie starzec. Widać musiałam zamyślić się na tyle, że nawet tego
nie zauważyłam. Pokiwałam mu delikatnie głową i wysiadłam na zewnątrz.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Od razu wszystkie osoby,
które mnie zauważyły zbladły. Właścicielka lokalu stanęła przed
kontuarem z przerażonym uśmiechem. O tak. Ona się mnie bała jak mało
kto.
- Mam dziś wieczorem
ważną uroczystość. Będę potrzebować fryzjera. Manikiurzystki i
Pedikiurzystki z fiołkowym lakierem do paznokci. Do tego przyda się ktoś
kto zrobi mi delikatny, lecz wyrazisty makijaż, który będzie pasował do
sukienki. Wcześniej jednak muszę się odprężyć. Potrzebuję sauny,
jacuzzi, oraz masażu całego ciała. Zawołajcie Afisimo aby się
przygotował i wcześniej wręczył mi jakieś kosmetyki.
Widziałam jak kobieta patrzy na drugą przerażona.
- Niestety nie ma dzisiaj Afisimo w pracy, proszę Panienki.
- Nie ma problemu, mogę na niego chwilę zaczekać, po prostu dłużej się wymoczę.
- Afisimo ma dziś dzień wolny, proszę Panienki.
- To proszę do niego zadzwonić i poinformować, że ma zrobić sobie przerwę w odpoczynku i przyjechać mnie wymasować.
- Niestety, ale nie może dzisiaj przybyć, proszę Panienki.
- Mam w dupie gdzie jest
i co robi, jest jedynym masażystą, który potrafi mnie choć trochę
zrelaksować, a potrzebuję dzisiaj tego bardziej niż kiedykolwiek
indziej. Po cholerę mi się sprzeciwiacie? Chcecie bym zamknęła wam tę
budę?
- Afisimo jest dzisiaj na pogrzebie matki. Uroczystość prawdopodobnie jeszcze trwa.
- To przynajmniej wiecie gdzie go szukać i jak szybko sprowadzić.
Kobiety spojrzały na siebie coraz bardziej przerażone.
- Mamy dużo innych masażystów, którzy mogą dzisiaj Panienkę przyjąć.
- Nie dotarło do tych waszych pustych łbów, że tylko on z całego tego burdelu w miarę wie co robi?
- Podejmę się tego zadania.
Spojrzałam na bok na kolesia, który ważył się odezwać.
- Słucham?
- Miałem właśnie kończyć zmianę, ale bardzo chętnie zajmę się tobą.
- Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam. Twoje imię?
- Mofis.
- Coś mi mówi to imię.
Szepnęłam pod nosem przyglądając się uważniej mężczyźnie.
- Jesteś chłopakiem Afisimo.
- Byłym. Zdążyliśmy zerwać w zeszłym tygodniu.
- Jakie to miłe z twojej
strony, że chcesz zastąpić swojego byłego w ramach przeprosin, że
zerwałeś z nim w podobnym czasie jak on dowiedział się o śmierci matki.
- Jego matka była chora od dłuższego czasu. Było pewne, że któregoś dnia umrze. Był już z tym pogodzony.
- Skoro był już z tym pogodzony, to może zrezygnować z reszty uroczystości.
- Ona wiele dla niego znaczy. Chciałbym mu przynajmniej tak pomóc, skoro nie mogę przy nim być kiedy mnie potrzebuje.
- Dalej coś do niego czujesz?
- Już nie.
- To dlaczego chcesz być dla niego miły?
- Czasem przydaje się być miłym dla innych.
- Jesteś idiotą jeśli
tak myślisz. Tak czy siak wygląda na to, że nie mam większego wyboru,
skoro nie chcą ze mną współpracować. Po prostu miej świadomość, że to
czy dalej będziesz miał gdzie pracować zależy od tego jak wiele zdążyłeś
się między czasie nauczyć.
- Jasne jak słońce.
- Idę do jacuzzi, mam
nadzieję, że zostało już nagrzane w czasie naszej rozmowy. Przynieś mi
tam kosmetyki, które uważasz za odpowiednie dla mnie.
- Oczywiście, będę tam za pięć minut.
- I załóż ten wasz mundurek, może lepiej będziesz się w nim prezentował.
Mężczyzna roześmiał się
delikatnie na moje słowa. Pozwoliłam mu na to by się mną zajął, ponieważ
mnie zaintrygował. Rzadko się zdarza, aby ktoś nie przejmował się tym
kim jestem. Chociaż może nie wie z kim miał do czynienia? Niebawem się
dowiem. Raczej nie zaryzykują z jego strony jakiegoś potknięcia skoro
wystarczy powiedzieć jak się nazywam. Ciekawe czy wtedy pożałuje tego co
mówił, czy dalej będzie na pograniczu rozbawienia i pewności siebie.
Weszłam do przebieralni
gdzie czekał już na mnie strój jednorazowy. Szybko się w niego
przebrałam i zostawiłam swoje rzeczy. Założyłam szlafrok aby za bardzo
nie zmarznąć i przeszłam do pomieszczenia obok gdzie w półmroku
rozjaśnionym jedynie świeczkami i płatkami kwiatów cichutko bulgotało
jacuzzi. Delikatnie zanurzyłam stopę, aby z westchnieniem odkryć, że
rzeczywiście zdążyli już je nagrzać. Zrzuciłam szlafrok na podłogę i
weszłam do wody. Położyłam się na dnie tak, że tylko głowę miałam na
zewnątrz. Zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w relaksujące
dźwięki, jakie puszczano w tym pomieszczeniu. Wiedźma, którą do tego
zatrudnili, musiała być całkiem niezła, bo przyjemnie się słuchało jej
symfonii.
Usłyszałam ciche
zamykanie drzwi i kroki prawdopodobnie Mofisa. Po chwili uklęknął blisko
mojej głowy, więc otworzyłam oczy, aby zobaczyć o co chodzi.
- Zdążyłem już dobrać kosmetyki, czy ten zapach będzie ci odpowiadał.
Powąchałam butelkę, którą podstawił mi pod nos.
- Tak, jest dobry. Jakie ma właściwości?
- Rozmiękczy twoją skórę, aby pozbyć się starego zniszczonego naskórka.
- Dobrze.
Wlał trochę zawartości
do jacuzzi. Jednocześnie kolor wody zmienił się na jasno zielony i
zapach w pomieszczeniu stał się przyjemnie słodki.
- Jak już stwierdzisz, że ci wystarczy to proponuję wziąć zimny prysznic. Przy saunie będę na ciebie czekał.
- Nie będziesz czekał dopiero w pokoju do masażu?
- Mam o ciebie zadbać z tego co mi wiadomo.
- Tylko postaraj się.
Uśmiechnęłam się
delikatnie i ponownie zamknęłam oczy. Bąbelki działały na mnie
zbawiennie i czułam się coraz bardziej senna. Nawet nie wiem, kiedy
zniknął Mofis, ani ile czasu upłynęło. Spojrzałam na swoją rękę i
zobaczyłam, że mam delikatnie pomarszczoną skórę. Czyli nie odpłynęłam
na aż tak długo by się tym przejmować. Wyszłam z wody i zarzuciłam na
siebie szlafrok, aby nie zmarznąć w drodze pod prysznic. Zgodnie z jego
radą odkręciłam zimną wodę. Po moim ciele przeszedł dreszcz, ale miałam
nadzieję, że wie co robi i nie każe mi się katować bez potrzeby. Okryłam
się szczelnie szukając resztek ciepła i od razu po przejściu przez
drzwi zobaczyłam go uśmiechniętego. Wstał i podszedł do mnie. Wciąż był
odprężony. Więc albo mu nie powiedzieli. Albo nie przejął się moją
pozycją. Przyjrzałam się mu uważniej. Był już w mundurku salonu, który
składał się z czarnych bokserek. W jego przypadku zsuniętych na biodra
na tyle nisko, że zastanawiałam się jak długo materiał wytrzyma. Nie
mówiąc o idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej, czy dobrze zbudowanych
barkach. Idealny wygląd. Wiedziałam, że tak ma szansę lepiej wyglądać.
- Odwróć się.
Bez chwili zastanowienia wykonałam jego cichą prośbę. Zebrał moje wszystkie włosy do tyłu i zrobił z nich koka.
- Zdejmij szlafrok.
Ponownie nie analizując tego co robię zrzuciłam materiał na ziemię.
- Standardowo masaż masz całego ciała, czy omijając strefy wrażliwe.
- Całego ciała.
- W takim razie rozbierz się całkiem. Sauna dużo lepiej działa, gdy nie masz na sobie żadnego materiału.
Przez chwilę
zastanawiałam się, czy to na pewno dobry pomysł, ale nie udało mi się
znaleźć żadnych argumentów przeciwko. Prawdopodobnie zdążył przepalić
jakieś obwody w moim mózgu, który nie pracował już tak jak powinien, bo
zanim skończyłam analizować jego słowa to już stałam przed nim naga.
Patrzył na mnie z zadowoleniem i podziwem. Nie może być czysto gejem. Ze
stolika wziął jakiś krem, więc spojrzałam na niego pytająco.
- To tylko peeling do ciała. Może być ciut szorstki, ale czego się nie robi dla urody.
Nie skomentowałam jego słów tylko patrzyłam jak do mnie podchodzi nakładając sobie odrobinę na palce.
- Rozszerz trochę nogi.
Zrobiłam lewą nogą pół kroku w bok.
- Idealnie. A teraz zamknij oczy i rozluźnij się.
Nie miałam pewności czy
mu ufam, ale było już zbyt późno, aby się wycofać. Zamknęłam oczy i już
po chwili poczułam jego rękę na swojej twarzy jak delikatnie obrysowuje
jej kontur. Dopiero wtedy zszedł dłonią na szyję, a z niej na kark
wcierając krem w całe moje plecy w okolicach kręgosłupa. Stojąc cały
czas za mną przeszedł palcami na mój brzuch, aby po chwili pieszczenia
go obrysować kształt moich piersi kończąc na sutku. Tak delikatne
doznanie, czymś aż tak drażniącym dość szybko zaczęło mnie pobudzać na
tyle, że nie dałam radę powstrzymać krótkiego jęku.
- Przepraszam.
Szepnął w taki sposób,
że po moim ciele przeszedł dreszcz. Zaczynałam się zastanawiać, czy to
na pewno skończy się tylko na masażu. Odsunął się na chwilę, więc
otworzyłam oczy i zobaczyłam jak staje przede mną.
- Miałaś mieć je zamknięte.
Ponownie opuściłam
powieki i poczułam jak delikatnie masuje całe moje ręce od ramion, aż do
dłoni. Następnie uklęknął przede mną. Zajął się udami, przechodząc
dłońmi na pośladki, które odruchowo napięłam.
- Miałaś się rozluźnić.
Prychnęłam na absurd
jego słów w tym momencie. Przechodził po moich nogach coraz niżej,
rozsmarowując krem pod kolanem i na łydkach.
- Podnieś prawą stopę.
Uniosłam ją delikatnie, aby mógł posmarować ją również od środka.
- Teraz lewa.
Opuściłam prawą i podniosłam lewą, którą podobnie się zajął.
- Możesz już otworzyć oczy.
Szepnął stojąc przede mną cały zadowolony. Nie mogąc się powstrzymać spojrzałam w dół, aby zobaczyć, czy ma wzwód.
- Tak, nie jestem czysto
gejem. Nie mógłbym nie zareagować na dotykanie tak pięknego ciała.
Wejdź do sauny i ogrzej się chociaż trochę. Masz gęsią skórkę.
Spojrzałam na niego
spode łba. Musiał wiedzieć, że to nie wina zimna. Jednak wykonałam jego
polecenie i weszłam do sauny. Para uderzyła mnie z każdej strony na tyle
gęsta, że nic nie widziałam, a w powietrzu dało się wyczuć zapach jakiś
ziół. Idą na pamięć znalazłam miejsce gdzie mogłam usiąść i zebrać
chociaż na chwilę myśli. Już po tym krótkim pokazie miałam pewność, że
jest o niebo lepszy niż Afisimo. Mógłby nawet zostać moim kochankiem.
Tylko jak miałabym korzystać z jego usług jak już dzisiaj ojciec chciał
mi wybrać męża. Westchnęłam głośno. Jednak nie jest aż tak dobry abym
zapomniała o swoich problemach.
- Pora już wychodzić.
Usłyszałam jego głos i zobaczyłam parę uciekającą w jednym kierunku. Wyszłam i znowu zobaczyłam jego szeroki uśmiech.
- Pomogę ci zmyć z siebie resztki kremu.
Pokiwałam jedynie głową
nie mogąc dużo więcej z siebie wydusić. Zaprowadził mnie pod prysznic i
odkręcił wodę. Próbowałam odskoczyć czując jak bardzo jest lodowata, ale
jedynie na niego wpadłam. Okręcił się rękami wokół mojej talii nie
pozwalając mi się odsunąć.
- Nie na za dużo sobie pozwalasz?
- Póki pozwalasz mi kontynuować, to nie.
Poczułam jak jego brzuch
ruszał się od tłumionego śmiechu i mimochodem również się uśmiechnęłam.
Dopiero gdy upewnił się, że nie będę już skakać to przeniósł swoje ręce
na moją twarz aby spłukać resztki kremu, a następnie szybko przebiegł
po całym ciele upewniając się, że nigdzie już nic nie zostanie. Zakręcił
wodę i odsunął się o krok ode mnie.
- To teraz kierunek sauna sucha.
- Dobrze.
Potwierdziłam jego wybór
i zamknęłam za sobą drzwi sauny. Dalej nie miałam pewności czy dobrze
robię, ale czy kiedykolwiek uda mi się być tak pewną siebie jak innym to
pokazuję?
Po chwili już słyszałam jak puka abym wyszła. Z westchnieniem wyszłam na zewnątrz i patrzyłam na niego ciekawa co dalej.
- Opłucz się znowu pod zimną wodą. Chyba, że mam cię przytrzymać, abyś nie odskakiwała.
Wszedł mi ambicję. I do
tego szczerząc się szeroko. Chyba nikt mu nie powiedział kim jestem.
Weszłam szybkim krokiem pod prysznic i okręciłam wodę. Zacisnęłam
pięści, aby się nie ruszyć i zęby, aby słowa nie powiedzieć. Już po
chwili pojawił się w zasięgu mojego wzroku ze szlafrokiem w ręku. Ciut
na niego wkurzona podeszłam, aby umożliwić mu włożenie go na mnie.
- Chodź za mną, trzeba rozpocząć masaż.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz