poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 2

Obudził mnie dzwoneczka dźwięk, ale starałam się tego po sobie nie okazać. Dalej trzymałam oczy zamknięte i niebawem poczułam czyjeś ciepło na swoim ciele, jakby się ktoś na mnie kładł. Wyciągnęłam, niby przez sen rękę przed siebie i natrafiłam na jego klatkę piersiową. Powoli podążyłam dłonią w kierunku bluzki, aby ją podciągnąć. Pozwoliłam sobie delikatnie uchylić jedną powiekę, aby zobaczyć, że wisiał nade mną mężczyzna opierając swoje ręce na wysokości mojej głowy. Wzrok miał skierowany na moje palce zbliżające się po gołej skórze do żeber. Miałam wrażenie, że widzę w jego spojrzeniu zdziwienie i tak jakby czułość, ale mogło tylko mi się wydawać. Miał wspaniale zbudowaną klatkę piersiową. Jednak zanim się zdekoncentrowałam, trzema palcami dalej go gładziłam, a pozostałymi wyjęłam broń z rękawa i od razu wbiłam jak najszybciej mogłam. Usłyszałam z jego strony głośny syk bólu. Wykorzystując jego rozproszenie przekręciłam się z nim, aby on leżał na plecach, a ja siedziałam pod kołkiem, trzymając go rękami, jednocześnie nogami przytrzymując mu ręce. Wątpiłam, abym mogła długo być górą, chyba, że mój plan zadziałał i jest na granicy śmierci.
- Dobrze, to skoro już cię unieruchomiłam, to powiedz mi co tu robisz i kim jesteś. – Długo milczał tylko wpatrując się we mnie, więc przeszedł mnie dziwny dreszcz gdy w końcu odezwał się głębokim głosem.
- Nazywam się Michał, a widząc twoje uzbrojenie wiesz, że jestem wampirem i po co przyszedłem.
- To ty wczoraj mnie ugryzłeś?
- Tak.
- Opowiedz mi o wampirach.
- Tego zakazuje nasze prawo.
- To przynajmniej odpowiadaj na moje pytania i tak wiem już wiele, co ci szkodzi potwierdzić moją wiedzę?
- Może zbyt wiele zaszkodzić, ale intrygujesz mnie, więc zgodzę się na tę zabawę.
- Czy drewniany kołek może was zabić?
- Nie.
- Zaszkodzić wam?
- Nie. Chyba, że użyty jako normalna broń.
- Srebro?
- Może nas osłabić, jeśli będzie znajdowało się w naszym ciele, lub nawet zabić jeżeli dostanie się do serca na odpowiednio długi czas, lub w odpowiedniej ilości.
- Obcięcie głowy?
- Zabija nas, ale można nas wtedy wskrzesić, jeśli ma się dobrych, potężnych znajomych.
- Święcone przedmioty takie jak woda, czy krzyż?
- Nie działa to na nas, chyba, że ten krzyż zostałby użyty jako normalna broń.
- Przebicie serca?
- Jakąkolwiek bronią przebicie mocno nas osłabia. Możemy się wtedy wykrwawić, bądź jeśli broń jest ze srebra to umrzeć od niego.
- Słońce?
- Nie zabije nas.
- Osłabi?
- Tak, ale to bardziej skomplikowane.
- Związane z wiekiem?
- Tak.
- Nim ktoś starszy tym bardziej słońce na niego działa.
- Odwrotnie. Po pięćsetnym roku po przemianie zyskujemy odporność na słońce. Wcześniej śpimy w ciągu dnia, by się nie męczyć.
- A ile ty masz lat?
- Ponad czterysta.
- No dobrze. To teraz wytłumacz mi łaskawie, dlaczego miałabym cię nie zabić? – Wampir z błyskiem w oku przekręcił nas. Wyciągnął kołek z serca, a rękami przytrzymał moje ręce blisko głowy.
- Może dlatego, że nie masz jak?
- Zawsze mam. – Zanim zdążył się zorientować kopnęłam go z kolana w jego męskość i wbiłam mu kołek spod poduszki gdzieś w klatkę piersiową. Syknął, ale zanim zdążyłam zrobić cokolwiek więcej to wyjął broń i przygwoździł mnie do łóżka, tak, że całkowicie nie miałam się jak ruszyć. Rzucanie się na boki nic nie dawało, więc przestałam to robić, aby móc przemyśleć co mam dalej zrobić i zachować siły na później. Mogę to wygrać tylko jeśli będę działała tak by się mnie nie spodziewał. Każda schematyczna akcja będzie przez niego zatrzymana. Chyba, że nie próbowałabym go zabić, a się z nim... zaprzyjaźnić?
- Nie wziąłem tego pod uwagę. Jak się nazywasz?
- Iwona.
- Jesteś Inteligentna i odważna, ale przegrałaś. Z tej sytuacji nie ma już wyjścia. – Powiedział, ale jakby przyjaźnie. Nie, nie zamierzałam już go zabijać, ale jego słowa były dla mnie jak czerwona płachta dla byka.
- A tak teoretycznie ile wampir ma czasu, jeśli zostanie mu wbite srebro w serce?
- W zależności od wieku.
- Powiedzmy, że ma ponad cztery wieki na karku.
- Nie dość, że jesteś bezbronna to dalej zadajesz pytania? Teraz moja kolej.
- Ale odpowiedz najpierw na moje pytanie.
- Ech... Coś koło dziesięciu minut. A skąd to pytanie?
- Bo zostało ci koło sześciu minut życia. Wyjmując kołek złamałeś jego czubek, który był ze srebra i teraz tkwi on w twoim sercu. – Uczucia na jego twarzy zmieniały się od niedowierzania, poprzez złość, zdziwienie, chęć życia i ... szacunek?
- Jesteś idiotką. Zdajesz sobie sprawę, że nie zostawiasz mi teraz wyboru, aby przeżyć będę musiał cię osuszyć.
- Poczekaj chwilę.
- Niby na co? Aż skończy mi się czas?
- Jest inne wyjście. Spójrz na to inaczej. Mam umowę z pewnym stadem wilkołaków, więc jeśli nie zadzwonię do nich rano, to przybędą tutaj zobaczyć, czy ze mną wszystko w porządku. Znają mój zapach, jeśli poczują choć trochę krwi, lub zobaczą mnie martwą to nie ustaną, póki nie zabiją mojego zabójcy.
- Co to za wyjście?
- Obecnie masz do wyboru kilka rozwiązań. Pierwsze, to wysuszysz mnie do końca, ale stracisz czas na sprzątanie i nie wiadomo czy zdążysz znaleźć kogoś, kto wyciągnie z twojego ciała srebro, bo nie oszukujmy się, musiałbyś takiej osobie ufać i powinien to być wampir, bo gdybyś wybrał człowieka to zanim przekonałbyś się, że nic nie popsuje i nie będzie próbował panikować, wzywać karetki czy używać narkozy to trochę by minęło. Strata czasu i niepewne.
- Mogę nie sprzątać.
- Wtedy zyskasz chwilę, ale stu procentowo ruszy za tobą sfora i zabije cie.
- Wygrałbym.
- Przewaga liczebna zrobi swoje. Nie mówiąc o tym, że ciągle będziesz osłabiony i bezbronny jeśli odnajdą cię za dnia. Mogę kontynuować?
- Tak, ale się streszczaj.
- Możesz teraz wyjść, ale zanim znajdziesz jakąś ofiarę i kogoś kto cię uleczy, to czas ci się skończy.
- Mogę cię ugryźć, ale nie zabić.
- Wtedy ja mogę posłać osobiście na ciebie stado.
- Za to, że pozwolę ci żyć?
- A jaką miałabym pewność, że nie będziesz się później mścił?
- Co proponujesz? – Zapytał mrużąc oczy, ale nie będąc zaniepokojonym.
- Wyciągnę srebro z twojego ciała, a ty pójdziesz i zapolujesz na kogoś innego.
- Gdzie jest haczyk?
- Musiałbyś mi obiecać, że więcej nie zbliżysz się do mnie, mojej rodziny czy przyjaciół pod żadnym pozorem, w zamian nie wyślę za tobą sfory.
- Dlaczego miałabyś mi pomagać?
- Bo nie chcę byś umarł.
- Dlaczego?
- Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.
- Nie powiesz.
- Nie.
- Dlaczego mam ci zaufać?
- Bo to jest najrozsądniejsze rozwiązanie, a sądzę, że szybko byś się zorientował jeśli zamiast ci pomóc chciałabym cię zabić. Nie mówiąc już o tym, że jeśli chciałabym to zrobić, to odwracałabym twoją uwagę i nic nie mówiła o srebrze.
- Tak jak teraz?
- Tak. Teraz robię to po to, byś miał na tyle mało czasu, by się nie skusić na żadną z pozostałych opcji.
- Zawsze mogę cię zmusić, abyś mi pomogła.
- Niby jak?
- Zabiję cię, jeśli tego nie zrobisz.
- Trudno, ale wtedy też zginiesz. Od srebra lub stada.
- Zabiję twoją matkę.
- Popełnię samobójstwo zanim zdążysz się do niej zbliżyć.
- Zabiję wszystkich twoich znajomych i rodzinę.
- W cztery minuty, gdy są porozrzucani po całym świecie?
- Nie mogę złożyć tej obietnicy.
- Dlaczego? – Nastąpiła chwila ciszy, gdy się zamyślił. Dopiero po jakimś czasie ponownie się odezwał.
- Myślisz, że mógłbym o tobie teraz zapomnieć?
- Zamierzałeś mnie zabić, więc chyba tak.
- Nie zamierzałem. Nie chciałem.
- Ech... W takim razie obiecaj, że nawet nie zbliżysz się do jakiegokolwiek mojego przyjaciela czy rodziny, chyba, że po to by ich ochronić, przed czymś lub kimś innym.
- Dobrze, obiecuję. Teraz z ciebie zejdę, a ty mnie opatrzysz. Wyjdę, a ty nie zawiadomisz sfory. Tak?
- Tak. – Ostrożnie z lekkim wahaniem wstał, ale chyba postanowił mi zaufać.
- Zdejmij koszulkę i połóż się na plecach, a ja w tym czasie znajdę kilka potrzebnych szczegółów. – Nie patrząc czy wykonał polecenie szybko zebrałam potrzebne przedmioty i usiadłam koło niego na łóżku. Do szklanki nalałam trochę spirytusu, aby wyparzyć w nim szczypczyki, o całkiem innym zastosowaniu, niż to do czego zamierzałam ich użyć. Włożyłam je do pierwszej dziury, aby ostrożnie złapać kawałek srebra i wyciągnąć.
- Dlaczego mnie po prostu nie zabijesz?
- Źle ci, że żyjesz?
- Nie, ale nie rozumiem tego.
- Bo nie chcę.
- Dlaczego?
- Bo wydajesz się całkiem dobrym gościem postawionym w złym świetle.
- Och, tak. Na pewno wydawałem się sympatyczny i miły jak wisiałem nad twoją szyją i mogąc cię zabić jednym ruchem.
- Ale tego nie zrobiłeś. Nawet mnie nie ugryzłeś, choć kilka razy miałeś okazję. Byłoby to z twojej strony głupotą, ale sam fakt, że mogłeś, a nie zrobiłeś, stawia cię w dobrym świetle. – Skończyłam wyjmować drugi kawałek. Odłożyłam szklankę i szczypczyki na stół, aby móc z wierzchu odkazić ranę.
- Jak dobrą masz regenerację?
- Lepszą niż ludzie.
- Tego typu rany ile będą ci się goić?
- Zależy od warunków.
- Nie wiem czy mam ci to zszywać, czy nie, więc mógłbyś odpowiedzieć, zamiast się ze mną bawić.
- Jeśli możesz to zszyj.
- Mam tylko normalną igłę i nitkę.
- Żadna różnica. Jak się zagoi, to wyjmę sam, lub kogoś o to poproszę. – Odkaziłam igłę. Nawlekłam na nią kremową nitkę i zaczęłam powoli, aby jak najmniej boleśnie i najbardziej równo zaszyć ranę.
- Dlaczego po prostu mnie nie zabiłaś?
- Mówiłam już, że nie chciałam. Po za tym, nie wiedziałam, czy masz jakieś znajomości. Osoby, które chciały by zemsty. Udało mi się ciebie pokonać tylko przez element zaskoczenia i intuicję. I to właśnie ona mi powiedziała, że nie powinnam cię zabijać.
- Jak dalej tak będziesz jej słuchać, to możesz się nieźle na niej przejechać.
- Z jej powodu ciągle żyjesz, więc może zacząłbyś to w końcu doceniać, zamiast mówić, jaka jestem głupia, że pozwoliłam ci żyć.
- Nie mówiłem, że jesteś głupia. A wręcz przeciwnie twierdziłem, że jesteś inteligentna.
- Ta... To niby co chciałeś mi powiedzieć poprzez to swoje kazanie?
- Że musisz być bardziej ostrożna i mniej łatwowierna.
- Phy... Wierzyć ci nie wierze, po prostu jesteś w szachu. – Michał niewiele myśląc przewrócił mnie na plecy i zablokował mnie, bym nie mogła się poruszyć.
- Nie trzymasz mnie w szachu. W każdej chwili mogę cię zabić. Jesteś bezbronna i żyjesz tylko dlatego, że taki był mój kaprys.
- Nigdy nie jestem bezbronna. – Szepnęłam patrząc mu w oczy, a że ręce miałam zablokowane w nadgarstku, to dłonią mogłam ruszyć i wykorzystałam to, by wyciągnąć z pluszaka ostatni kołek. Dotknęłam końcówką jego ręki na tyle, że uwolnił mój nadgarstek zanim pomyślał, co pozwoliło mi na wbicie go w jego klatkę piersiową. Pechowo dla niego między dwa żebra łamiąc je.
- Nie mów mi, że po tym kołku też zostanie srebro.
- Powiem to.
- A jeśli wyjmę powoli?
- To nic nie zmieni. Końcówka jest tak naruszona, że dotknięcie jej mogłoby sprawić, że by odpadła.
- Wiesz, że gdyby nie to, iż końcówka jest ze srebra to taką siłą nie złamałabyś mi żeber.
- Dobrze wiedzieć.
- Mógłbym cię za to zabić.
- I wrócilibyśmy do punktu wyjścia. Co by ci do dało?
- Satysfakcję, że nie zostałem pokonany przez człowieka, a w dodatku kobietę.
- Świetnie. Więc dla satysfakcji mnie zabijesz i sam zginiesz.
- Poradzę sobie. Teraz nie mam srebra w sercu.
- Ale i tak jesteś osłabiony.
- Ale przeżyję. Zdążę posprzątać. Pozbyć się tego i uciec im.
- A niedawno sam stwierdziłeś, że nie chcesz mnie zabić, oraz, że nie będziesz mógł o mnie zapomnieć. Jak będziesz się czuł wspominając sobie małoletnią istotę, którą zabiłeś po tym jak darowała ci życie?
- W końcu o tobie zapomnę.
- Więc równie dobrze możemy się umówić, że wyciągnę ci ten ostatni kawałek pod warunkiem, iż nigdy więcej nawet cię nie ujrzę.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo trudno będzie mi trzymać się od ciebie z daleka.
- Dlaczego?
- Bo jesteś niezwykła, piękna, inteligenta i odważna, a do tego masz niesamowicie słodką krew.
- Skoro jestem taka niezwykła to dlaczego chcesz mnie zabić?
- Dla zasady.
- Masz mi obiecać, że nigdy nie spróbujesz mnie zabić.
- Nie.
- No to niedługo zginiesz.
- Niby dlaczego? Srebro nie jest w sercu.
- Nie, ale jesteś mocno osłabiony, na tyle, że nie możesz ignorować jego obecności. Nie mówiąc już o tym ile krwi straciłeś, a skoro przyszedłeś się napić, to wiele mieć jej nie mogłeś.
- Ech... Wyciągnij je.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie obiecałeś, że nie będziesz próbował mnie zabił.
- Obiecuję, że cię nie zabiję. Zadowolona?
- Tak. – Podniósł się ze mnie i położył się, abym mogła się zająć jego trzecią raną.
- Zniszczyłeś mi całą pidżamę. Wiesz, że to może się nie sprać?
- Oj, już tak nie płacz. Ciesz się, że to nie twoja krew.
- To może trochę zaboleć. – Powiedziałam po zszyciu rany. Widziałam jego zszokowaną minę chwilę przed tym jak wyprostowałam jego żebra, wywołując u niego jęk bólu.
- Usiądź na chwilę i podnieś ręce do góry. – Posłuchał mojego nakazu, dając mi możliwość, aby zabandażować go porządnie.
- No dobrze. Robota skończona, ale twoja bluzka chyba nie nadaje się do użytku.
- Nie bardziej niż twoja pidżama. Jednak i tak ją założę, by ukryć bandaż.
- Wolisz by było widać krew i dziury niż bandaż?
- Tak. – Pokręciłam głową z niedowierzaniem i odezwałam się ponownie.
- Powinieneś już iść, zjeść duży posiłek. Tylko nie zabij nikogo.
- A może coś zaproponujesz?
- Ja nie znajduję się w jadłospisie, a teraz sio mi stąd. Chciałabym posprzątać i się wyspać. – Roześmiał się, założył bluzkę i wstał.
- W takim razie do zobaczenia Iwonko.
- Do zobaczenia. – Szepnęłam już go nie widząc. Pokręciłam głową i szybko zajęłam się porządkiem. Starałam się pozbyć zapachu krwi maskując go perfumami i położyłam się spać, mając nadzieję, że tej nocy nie spotka mnie już więcej niespodzianek.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz