Biegłam tak szybko jak
tylko potrafiłam. Co chwilę potykałam się o wystające korzenie,
zahaczałam o krzaki i dostawałam po twarzy gałęziami. Cała byłam w
pajęczynach, łzy ciurkiem płynęły mi po twarzy. Szlochanie sprawiało, że
jeszcze mniej powietrza dostawało się do moich płuc. W którymś momencie
już nic nie widziałam. Miałam jedynie cień nadziei, że uda mi się
dobiec do ulicy i złapać stopa. Nie próbowałam się łudzić, że mogę być
szybsza od wilkołaków. Jedyna moja szansa była w tym, że ścigać będzie
mnie tylko jeden z nich i jakimś cudem ten cały przymus zadziała na
tyle, aby dał mi spokój i pozwolił odejść. Uderzyłam o coś twarzą,
odbiłam się od tego czegoś i zaczęłam lecieć na plecy nerwowo machając
rękami. Ktoś złapał mnie za nadgarstek nie pozwalając się przewrócić.
Zaczęłam chociaż trochę uspokajać swój oddech widząc stosunkowo niskiego
i drobnego mężczyznę. Pomimo całej sytuacji zaczynałam się uspokajać.
Dopiero gdy usłyszałam za sobą warkot to zrozumiałam, że dalej trzyma
moją dłoń. Szarpnęłam, aby mnie puścił, co uczynił bez większego
wahania. Poczułam jak od tyłu ktoś mnie obejmuje i przyciąga do siebie.
Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć, który z nich za mną pobiegł.
- Bartek.
Usłyszałam za sobą głos na pograniczu strachu i wściekłości.
- Wiktor.
Odpowiedział na grzeczność mężczyzna, który uratował mnie przed upadkiem.
- Czemu wróciłeś na moje ziemie?
Pomimo całej sytuacji
było słychać w jego głosie szacunek. Kim jest ten człowiek? Kolejny
wilkołak? Z moim szczęściem pewnie Alfa.
- Przyszedłem poznać nową lunę.
Zaniepokoiłam się, co Wiktor musiał wyczuć bo w geście pocieszenia przyciągnął mnie do siebie bliżej.
- Skąd o niej wiesz?
- Jeśli dobrze
pamiętasz, to macie luny dzięki elfom, które obdarzyły je niezwykłą
mocą. W ramach tego potrafimy wyczuć, gdy nieszkolona luna używa swojej
mocy.
Czułam jak robię się coraz bardziej blada.
- Czy to znaczy, że każdy elf będzie wiedział jak używam przymusu?
- Albo jakiejkolwiek innej sztuczki, której się nauczysz. Ale nie przejmuj się, musiałby być stosunkowo blisko.
- Jesteśmy dość blisko frontu, co jeśli walczą tam elfy, które dowiedzą się o mojej obecności?
- Elfy od zawsze szanowały luny.
- Dlaczego?
- Tylko my możemy was
wyszkolić. Prawie każda luna zapisuje się w dziejach historii.
Automatycznie zapisuje się też elf, który ją wszystkiego nauczył.
- Czemu mnie szukałeś?
- Poczułem twoją moc.
Silną i nieokiełznaną. Jeśli pomogę cię wyszkolić to wszystko co
osiągniesz będzie na moim koncie. Będę miał czym się chwalić przed
innymi elfami.
- Czemu miałabym się zgodzić na szkolenie? Nie chcę być luną. Mogłeś to przegapić, ale właśnie próbowałam od nich uciec.
Spojrzał na mnie na pograniczu zdziwienia i litości.
- Nie miałaś szans od nich uciec. Odejść dasz radę tylko wtedy gdy ci na to pozwolą.
Chciałam temu
zaprzeczyć. Poczułam panikę, która ponownie się do mnie zakradała. Moje
serce ponownie zaczęło przyspieszać. Zamknęłam oczy próbując ogarnąć
swoje własne emocje. Poczułam jak robi mi się coraz bardziej słabo. Nogi
nie chciały mnie już utrzymać. Wiktor wziął mnie na ręce. Odruchowo
schowałam twarz w okolicy jego szyi. Cała drżałam, bojąc się tego co
mnie czeka.
- Nie powinnaś próbować od nich uciekać.
- Nie chcę być luną.
- Nie zmienisz swoich genów.
- Nie chcę brać udziału w wojnie.
- Prędzej czy później i tak weźmiesz w niej udział. Pytanie tylko czy będziesz miała wokół siebie osoby, które cię ochronią.
- Nie chcę, aby przemieniali mnie w wilkołaka.
- A taki ma plan?
- Mirosław ma taki plan.
- Połączyliście stada?
- Ona je połączyła. Prawdopodobnie to było to wydarzenie, które cię do nas ściągnęło.
- Narzuciliście na nią zbyt wielkie tempo. Nie dziwię się, że uciekła. Za bardzo na nią naciskacie.
- Jest moją partnerką.
Nie pozwolę jej ode mnie odejść. Nawet gdy w ramach tego będę musiał
oddać swoje stado pod władzę Mirosława.
- Oddałbyś swoje stado tylko po to by z nią być?
- Tak.
Nim więcej mówili tym bardziej się uspokajałam. Dlaczego aż tak bardzo panikuję?
- Jaka jest szansa, że mój przymus jest silniejszy niż ci się wydaje?
Szepnęłam dość cicho delikatnie przestraszona własnym pomysłem.
- Nie rozumiem.
Odpowiedział Wiktor odgarniając mi z twarzy kosmyk włosów.
- Co jeśli nie jestem twoją partnerką. Po prostu przymus mam na tak dużym poziomie, że od niego jesteś uzależniony.
- Potencjalnie jest to możliwe.
Otworzyłam oczy, aby spojrzeć na elfa.
- Ale nie wierzę w to.
Aby sprawić, by wilkołak tak silny jak Wiktor poległ pod wpływem
przymusu to znaczyłoby, że masz moc porównywalną do pierwszych lun. W
dodatku musiałabyś zrobić to chociaż trochę celowo. Oraz musiałabyś
potrafić ukrywać swoją siłę, ponieważ wtedy sygnał który odebrałem byłby
bardziej intensywny.
- Jeśli ten temat aż tak cię interesuje to jest jedna metoda, aby się upewnić.
Spojrzałam na Wiktora
nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Dopiero jego pewny siebie
uśmiech zdradził mi jego myśli. Poczułam jak rośnie we mnie złość.
- Świnia.
Zaczęłam się szamotać, aby mnie puścił i postawił na ziemi, ale jedynie poprawił chwyt, abym nie dała rady.
- Mógłbyś z łaski swojej mnie puścić?
- Nie.
- Chcę zejść.
- A mi nie chce się ponownie za tobą biec.
- Czemu nie chcesz pozwolić mi odejść?
- Jeśli takie jest twoje życzenie to nie ma problemu, ale i tak idę z tobą.
Uspokoiłam się, oszczędzając siły. Kiedy moje życie aż tak się skomplikowało?
- Czy możemy już wracać do naszego domu?
Pokiwałam Wiktorowi
głową, zbyt zmęczona na jakiekolwiek dyskusje. Dopiero jak zawiał
delikatny wiatr to poczułam, że jestem cała mokra od potu. Kątem oka
zauważyłam, że elf idzie razem z nami, zdjął z siebie bluzę i zarzucił
na mnie, abym nie zmarzła.
- Dlaczego idziesz razem z nami?
- Będę twoim nauczycielem.
- Pakujesz się do domu z dwoma sforami wilkołaków, w czasie wojny, będąc przedstawicielem innej rasy?
- Przypominam ci
nieśmiało, że jesteś człowiekiem i nic ci nie grozi. Tak długo jak nie
rozkażesz im, aby mnie zaatakowali to nie zrobią mi krzywdy.
- Dlaczego?
- Ich poziom bezpieczeństwa jest uzależniony od twoich umiejętności. Jestem osobą, która pomoże ci je rozwinąć.
- Świetnie, fantastycznie. Dlaczego nie mam nic w tym temacie do powiedzenia?
- Powiedzmy inaczej.
Więcej jesteś w stanie nauczyć się przed przemianą. Moja obecność jest
dla ciebie argumentem, aby wstrzymali się z przemianą.
Uspokoiłam się jeszcze
bardziej. Czy to dziwne, że ze wszystkiego co się wokół mnie dzieje to
najbardziej przejmuję się przemianą, a resztę mam w dupie?
- Nie nadaję się na
lunę. Nie ochronię ich. Widziałeś jak zachowałam się na nadmiar
informacji. Moja odwaga pojawia się i znika w bardzo dziwnych warunkach.
Nie mogę mieć pewności, że nie zostawię was jak tylko rozpoczną się
walki.
Szeptałam w klatkę Wiktora będąc zawstydzoną swoim myśleniem.
- Nie przejmuj się tym
aż tak. Nawet gdy zaczniesz uciekać, nie będzie to problemem. Gdy się
wyszkolisz to twoja moc będzie działała w promieniu przynajmniej kilku
kilometrów. Czyli pomimo tego, że oddalisz się od walki, to i tak
będziesz nas wspierać. Nie mówiąc już o tym, że nie licz na to, że drugi
raz twoja stopa stanie na polu bitwy. Jeśli będę musiał cię związać,
zakneblować i zamknąć w klatce to zrobię to, aby nie stała ci się
krzywda.
- Bardziej mogłabym się przydać, gdybym była na miejscu.
- Może. Ale z nas dwóch
to Mirosław jest lepszym alfą. On poświęci ciebie dla dobra stada. Dla
mnie liczy się tylko to byś była bezpieczna.
Piękne słowa, po których
zrobiło mi się ciepło na sercu. Gdybym tylko rzeczywiście znała Wiktora
wystarczająco, aby mu zaufać. Aby uwierzyć, że to co robi lub mówi jest
prawdą. Trudno mi zrozumieć jak mógłby aż tak szybko się we mnie
zakochać, być mi aż tak oddany. Powoli zaczynam wierzyć w to, że z
każdym dniem coraz bardziej będę się bała naszego pierwszego stosunku, w
czasie którego może się okazać, że jednak nie jestem jego partnerką.
Porzuci mnie wtedy? Zostawi jak cała reszta świata? Czy tak jak Mirosław
będzie miał to w dupie tak długo jak jestem luną i zapewnię im ochronę.
Jeszcze chwila, a
zwariuje. Sama, siebie nie poznaję. Niecałą godzinę temu uciekałam bojąc
się innych ras, walki, odpowiedzialności. Aby teraz przejmować się jak
będę się czuć jak mnie wyrzucą. Chociaż, chyba właśnie o to chodzi.
Zostałam zraniona i dostałam nową szansę na to by gdzieś pasować, być
komuś potrzebna, ważna, chciana i lubiana. Co jeśli ich rozczaruje?
Jeśli okaże się, że sam fakt tego jakie mam geny nie wystarcza. Jeżeli z
czystym sumieniem zgodzę się z nimi zostać to się do nich przywiążę.
Nie wiem czy wytrzymam jeszcze jedno odrzucenie. Gdyby coś się zmieniło.
Jak podejmą decyzję, by się mnie pozbyć. To równie dobrze mogą mnie
zabić, bo mogę sobie nie poradzić z kolejnym odrzuceniem czy zdradą.
- Jesteś bardzo cicha, o czym tak myślisz?
Spytał Wiktor sadzając mnie na łóżku w naszym pokoju, jego pokoju, moim pokoju? Nie ważne.
- A jak sądzisz, o czym mogę myśleć?
- O sytuacji jaka cię spotkała.
- Brawo sherlocku. A
przy okazji o tym jakim cudem, w przeciągu trzech dni, trzech różnych
mężczyzn postanowiło w ten czy inny sposób związać ze mną swoją
przyszłość.
- Trzech?
- Ty twierdzisz, że jesteś moim partnerem.
- Bo jestem.
- Mirosław przez fakt, że jestem luną, widzi we mnie magazyn mocy dla swojego stada.
- Możesz być dla niego wsparciem.
- I ten elf.
- Bartek.
- Tak, o niego mi chodzi. Chce mnie szkolić, aby w przyszłości być sławnym.
- Bo będzie. Każda luna
jest znana. Nawet gdy nic nie zrobi. Po prostu przez sam fakt, że jest
luną. Aktualnie nie chodzi was zbyt wiele po tym świecie.
- A może chodzi, tylko są tak samo jak ja niedoinformowane?
- Twoja logika ma sens.
Jednak zazwyczaj luną jest wilkołak. Sytuacja, by jakakolwiek inna rasa
miała w sobie wystarczającą ilość genów, by móc używać mocy jest dość
niezwykła.
- Świetnie. Czyli już zapisałam się w waszej historii, jako jedna z niewielu, która nie urodziła się jedną z was.
- Tak to działa.
Uśmiechnął się do mnie
lekko, rozbawiony moim podsumowaniem. Czy to źle o mnie świadczy, że
zaczęłam się uspokajać jak tylko ułożyłam sobie kilka elementów w
głowie? Jak niby mam sobie poradzić z tego typu presją? Cokolwiek nie
zrobię to i tak wszyscy będą o mnie mówić. Ile osób oddałoby wszystko by
być na moim miejscu. W czasie kiedy płaczę, bo nie umiem sobie poradzić
z tym, że mogłabym coś znaczyć, że ktoś miałby na mnie polegać. I to w
dużej mierze nie dlatego, że wykazałam się niesamowitymi
umiejętnościami. Ludzie będą na mnie polegać tylko przez fakt jakie
posiadam geny. Przecież to jeden wielki absurd!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz