środa, 30 stycznia 2019

Kawiarenka Blisko Nieba - Rozdział 4

Rano obudziłem się zmęczony i zły. W sumie to nie musimy dużo spać, ale jednak potrzebujemy tej czynności. Poczłapałem się do kuchni i zrobiłem sobie naleśniki z dżemem truskawkowym na poprawę humoru. Do tego gorąca czekolada i byłem gotowy do pracy. Ech… Gdyby tylko nie przypominała mi się ciągle Aneta. Praktycznie nic o niej nie wiem. Nie znam jej. Rozmawiałem z nią może dziesięć minut, a może mniej. A zawładnęła wszystkimi moimi myślami. Nie potrafiłem zapomnieć o niej chociaż przez chwilę. Jej puszyste brązowe włosy, zielone oczy, w które mógłbym patrzeć miesiącami, a na widok jej ust zaczynały mi mięknąć kolana. Była doskonała w każdym calu. Miałem ochotę ściągnąć z niej wszystkie ciuchy. Powoli pieścić jej piersi, podgryzać, ssać, włożyć w nią jeden palec, a potem dwa. Później wszedł był w nią, a ona wiła by się pode mną krzycząc moje imię. Cholera. Jeszcze chwilę będę o niej myślał, a będę miał taki wzwód, że na ulicy nie będę mógł się pokazać. Dlaczego ona tak na mnie działa? Dlaczego mam na nią aż tak wielką ochotę? Dlaczego mam wrażenie, że nie chciałbym uprawiać z nią seksu, a kochać się z nią? Gdybym chciał ją tylko przelecieć, to zarżnął bym ją i odszedł, a teraz? Dlaczego ona nie może być normalna? Cholera.  Muszę jak najszybciej załatwić tę sprawę i odejść, bo wpadnę na dobre, ale jeśli ona rzeczywiście ma, aż taki wpływ na nas, to będę musiał ją zabić. Chyba, że mi coś odbiję i zacznę ją chronić. Znowu wpakuję się w jedno wielkie bagno, ale kto by tego dla niej nie zrobił? Uśmiechnąłem się sam do siebie i ubrałem się. Wyszedłem z mojego tymczasowego hotelu i zacząłem iść w stronę kawiarenki.
Tak naprawdę to nie posiadam własnego mieszkania. Ciągle zmieniam swoje miejsce pobytu i nie zostaje w jakimś miejscu dłużej niż pół roku, a gdy się jest gdzieś aż tak krótko to nie ma po co się przywiązywać. Mam już ponad pięćset lat i gdybym patrzył na każdy rok oddzielnie to chyba bym zwariował. Kawiarenka była wypełniona tylko w połowie, a ja miałem jeszcze półtorej godziny. Usiadłem na miejscu Anety i obserwowałem lokal. Wiele osób dyskretnie powychodziło, więc było coraz mniej ludzi. O ile można tak nas nazwać. Nie jesteśmy nimi. Większość już nimi nie jest, ale niektórzy jak ja, nigdy nimi nie byli. Nie chciałem teraz o tym myśleć, miałem bardzo dobry humor. Patrzyłem się w jeden punkt na ścianie obserwując jednocześnie całą salę. Po jakiś dwudziestu minutach, prawie nikogo już nie było. Zamówiłem kawę i dalej pogrążyłem się w rozmyślaniach. Dopiero, gdy za piętnaście minut ona miała przyjść zaczęły pojawiać się osoby. Nie minęło pięć minut, a wszystkie miejsca były zajęte.  Wszyscy rozmawiali, ale tak, żebym ich nie słyszał. Gdybym chciał to pewnie bym ich usłyszał, ale nie miałem nawet na to ochoty. Mój humor zaczynał się psuć, ale punkt czternasta Aneta weszła do sali. Wyglądała cudnie. Uśmiechnęła się do wszystkich. Potem pokazała Ninie jeden palec i ruszyła w stronę stolika. Ciągle ktoś ją zatrzymywał, a ona odpowiadała i żartowała. Dopiero gdy była już blisko to zobaczyła mnie. Stanęła zaskoczona, lecz po chwili potrząsnęła głową i usiadła na krześle.
- Witaj.
- Cześć Michaelu.
Ah… tej jej głos.
- Czemu się tak zdziwiłaś na mój widok?
- Bo nikt nie siada przy moim stoliku zanim nie podejdę. Ewentualnie siadają i wstają, gdy mnie widzą i dopiero, gdy pozwolę siadają.
- A to niby dlaczego?
- Długo by opowiadać.
- Powiedz mi.
- Gdybyś zapytał kogokolwiek o jakiekolwiek plotki na mój temat to byś wiedział.
- Nie jestem tak wścibski jak ty.
- Dlatego nie wiesz.
- Wkurzasz mnie.
- Też Cię lubię.
Nie odpowiedziałem, bo nie mogłem. Moje serce rwało do niej. Muszę się go szybko pozbyć, bo przestanę myśleć racjonalnie.
- Nie no w ogóle się o nią nie dopytywałeś?
- A powinienem?
- Romek nie mów nic.
Powiedziała i spojrzała na mężczyznę, który do mnie zagadał. Zaczęła patrzeć na niego złowrogo, ale z iskierkami radosnymi i wiedziałem, że już nic by nie powiedział, a do tego dopuścić nie chciałem. Aneta trzymała swoje dłonie na stole, więc przykryłem je swoimi i spojrzałem na tamtego faceta.
- Ona nie będzie przeszkadzać. Powiedz Romku, dlaczego nikt tu nie siada, gdy ona nie pozwoli.
- Bo ostatni, który się na to odważył skończył cały poobijany, więcej gościa nie widziałem.
Drgnąłem zaskoczony. Że ona miała by komuś coś zrobić? Za to, że zajął jej miejsce, bez jej zgody?
- Romek!
- A to był ktoś z naszego rodzaju?
Romek całkowicie zignorował Anetę i odpowiedział mi.
- Był twojej kategorii, ale o wiele gorszego stopnia.
- I ona go pokonała.
- Tak.
- Romek masz przestać mnie obgadywać, gdy tu jestem, a ty się już go nie pytaj, bo po prostu wyjdę!
Aneta wyrwała swoje delikatne i chłodne dłonie spod moich i spojrzała złowrogo na naszą dwójkę. Nie byłem w stanie patrzeć na nią i odwróciłem wzrok, z resztą tak samo jak Romek. Ten moment wybrała sobie Nina na przyjście i odratowanie sytuacji. Nie patrzyła na mnie, ale uśmiechała się do Anety. Strata chociaż jednego pióra, jest już tragedią. Nie mówiąc już o tym, że to ja jej wyrwałem. Postanowiłem wręczyć to pióro Anecie. Chciałem zobaczyć reakcję ich wszystkich. Z jednej strony chciałem też, aby ją znienawidzili i wtedy nigdy więcej by tutaj nie przyszła i nie miałbym problemów. Wyciągnąłem nie zniszczone pióro z kieszeni i położyłem Anecie na ręce.
- Proszę. To mój prezent w ramach przeprosin.
Wszyscy wstrzymali oddech i wodzili wzrokiem między mną, a Anetą, czekając na rozwój sytuacji.
- A co to jest?
- Pióro.
- To akurat widzę, chodzi mi o to jakiego ptaka?
- A co?
- Nic. Po prostu trzymając te pióro widzę nadzieję, bo zielony to kolor nadziei. Widzę też młodość i wiosnę. Brak doświadczenia, przyjemny charakter, miłe nastawienie do świata, wspaniałe poczucie czasu i humoru. Jest ono też piękne, kobiece i niemal nierzeczywiste. Wygląda na bardziej ludzkie niż zwierzęce stąd moje pytanie o gatunek.
Zaskoczyły mnie jej słowa i chyba nie tylko mnie. Wszyscy patrzyli na nią. Zszokowani i niepewni. Nina też na nią patrzyła ze łzami w oczach.
- Skąd masz to pióro?
- A co?
- Chcę po prostu widzieć, który kretyn zniszczył coś tak pięknego dla jednego pióra?
- Nie podoba ci się?
- Podoba, ale nie mogę znieść myśli, że jakiś osobnik został pozbawiony takiego daru. Że ktoś po prostu to wyrwał.
- Skąd wiesz, że wyrwał?
- Po piórze. Gdyby ten osobnik sam sobie wyrwał z powodu, że mu przeszkadzało to było by bardziej zniszczone. Jeśli samo by wypadło to było by choć trochę brudne. To jest idealnie czyste i proste, nie ma też żadnych uszkodzeń, więc musiało zostać wyrwane celowe. Wątpię, aby ktoś sam chciał sobie wyrwać coś tak pięknego, chyba, że zrobił by to z miłości, ale wtedy dałby to osobiście wybrance, a trudno by było, bym była wybranką osobnika pierzastego. Najbardziej prawdopodobne jest, że zostało to mu wyrwane. Musiał to zrobić jakiś prostak i cham, nie liczący się z opinią i uczuciami innych ludzi. Pewny siebie i zły, prawdopodobnie działając w złych intencjach. Chciałabym, by ten ktoś cierpiał podobnie jak to dumne stworzenie, któremu został ten skarb oderwany.
- Chcesz je zatrzymać?
- Jeśli mogę to tak. Mimo wszystko jest piękne i miło będzie się wspominać tak dostojnego osobnika.
Zamyśliłem się. Opisała bardzo pozytywnie Ninę. Tylko skąd ona tyle wie? Czy to naprawdę można wyczytać tylko i wyłącznie z pióra? Gdy to mówiła to czułem się winny i po raz pierwszy zastanowiłem się, czy na pewno dobrze zrobiłem wyrywając jej to pióro, ale nie było już odwrotu. Wszyscy mocno poruszeni, ale zadowoleni patrzyli na Anetę. Po policzkach Niny spływały łzy, ale uśmiechała się i cieszyła. Wyprostowała i patrzyła na nas bardziej pewna siebie. Postanowiłem zrobić to o co prosiła, dać jej swoje pióro. Wpatrywała się w pióro kończąc swoją kawę i kanapkę, a ja w tym czasie wykręciłem rękę do tyłu i sięgnąłem do swoich pleców. Delikatnie wysunąłem odrobinę skrzydła i wyrwałem jedno pióro.
- Mam jeszcze jedno. Inne, mogę ci je dać, jeśli ci się spodoba.
Spojrzała na nie z iskierkami w oczach i pokiwała głową.
- A co o nim sądzisz?
- O nim? Jest to pióro piękne, piękniejsze od tamtego, ale też dumne. Ten osobnik nie patrzy na innych, niby jest nieskazitelnie czysty i dobry, ale nie zwraca na nikogo uwagi i nikt go nie obchodzi. Jest arogancki i bezczelny. Jest też bardzo silny i piękny. Widzę też pozostałości po puchu, a to mi sugeruje, że ta osoba jeszcze może się zmienić. Jeszcze wszystko może być inne niż do tej pory było. Z natury jest dobry, ale otoczenie go zmieniło i to otoczenie może go odmienić. Dziękuję za prezenty, ale teraz muszę już wracać do pracy.
Na ostatnie słowa wybudziłem się z transu. Nie miała o mnie najlepszego zdania jednak było prawdziwe. Powiedziała też, że mogę się zmienić, a dla niej chyba by było warto. Złapałem ją za rękę zanim wyszła i odezwałem się.
- Skąd tyle wiesz o piórach?
- Jak to?
- Jak możesz je odczytywać?
- Wiele spędziłam nad tym czasu. Zazdroszczę ptakom możliwości latania. To musi być cudowny uczucie. Rozpędzić się, unieść w niebo, czuć wiatr we włosach i po prostu lecieć. Niczym się nie przejmując. Być wolnym.
- Nawet nie wiesz jak… To może tym razem dasz mi numer telefonu.
- Nie.
- Dlaczego?
- Z prostej przyczyny. Posiadam tylko telefon służbowy, bo nie chcę być nękana w domu telefonami.
- Spotkamy się jeszcze?
- Może.
- Ale tym razem wolałbym nie tutaj, a gdzieś indziej.
- No, nie wiem.
- Zgódź się.
- Gdzie chcesz iść?
- Gdzieś gdzie nie ma ludzi. Zdaję się na ciebie.
- Ech… dobra. Bądź pod kawiarenką jutro o siedemnastej.
- Tak jest. To może dostanę całusa na pożegnanie?
Sam nie wiem, czemu to powiedziałem, ale wyszło z moich ust, więc tylko uśmiechnąłem się czekając na jej reakcję. Aneta zaśmiała się słodko i uwolniła z mojego uścisku śpiewając „ A kiedy przyjdzie na Ciebie czas. A przyjdzie czas na Ciebie”.  Ona wyszła, a ja ciągle patrzyłem za okno i widziałem jak znika za blokami.
- Co jest dalej w tej piosence?
Zapytałem Niny.
- Nie wiem. Nie powinieneś sprawdzać. Czasami pasuje jej tylko kilka linijek do sytuacji. Nie zdziwiłabym się, gdyby reszta była od czapy. Jeśli jednak pasuje, to i tak nie powinieneś tego widzieć, bo popsujesz sobie niespodziankę.
Pokiwałem tylko głową i wróciłem do hotelu. Położyłem się spać i zasnąłem.
Poprzedni                                                                                  Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz