sobota, 8 grudnia 2018

Sekrety lasu - Rozdział 3

- Po co chciałeś się ze mną widzieć?
- Upewnić się że nikomu nic nie powiesz, to chyba oczywiste.
- Życie mi jeszcze miłe, to również powinno być oczywiste.
Usłyszałam z jego strony donośny śmiech. Zaczęłam się denerwować.
- Twoje życie chwilowo nie jest zagrożone.
- Wiesz, kiedyś będę musiała wrócić.
- Masz dzieci?
- Co? Nie!
Zatrzymałam się patrząc na niego w szoku i dopiero po chwili kręcąc głową ruszyłam dalej.
- Męża?
- Nie twój interes.
- Teraz mój, odpowiedz.
- Nie muszę ci mówić.
Zatrzymał się stając przede mną i kładąc swoje ręce na moich ramionach.
- Czegoś tutaj nie zrozumiałaś? Ja zadaje pytania, a ty grzecznie na nie odpowiadasz.
- Nie należę do twojego stada i nie jesteś moim władca.
- Jeszcze.
- Słucham?
- Po prostu nie utrudniaj. Zgaduje że jeszcze kilka bitw ze sobą stoczymy więc nie marnuj siły czy argumentów na takie drobne pytania.
Spojrzałam mu głęboko w oczy i zrozumiałam że będę miała problem aby ugrać cokolwiek.
- Nie mam męża.
Uśmiechnął się szeroko jakby wygrał na loterii i ponownie zaczął iść.
- W takim razie nie musisz wracać.
- Nie nadążam.
- Mam zwolnić?
- Nie o to mi chodzi. Wytłumacz się dlaczego według ciebie nie muszę wracać.
- Nie masz ani męża ani dzieci więc nie masz po co wracać.
- Niektórzy mają coś takiego co się nazywa pracą, przyjaciółmi czy obowiązkami.
- Tym nie musisz się dłużej przejmować. Wyślemy wypowiedzenie. Pieniędzy mam więcej niż dałabyś radę zarobić więc nie musisz się nimi martwić. Przyjaciele mogą cię odwiedzać a stado stanie się twoją nową rodziną więc nie będziesz się nudzić.
- Czemu niby miałabym zostać?
- Bo zamierzam uczynić cię swoją partnerką.
- Nie wiem czy wiesz ale żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i tak się składa że kobiety mają coś do powiedzenia.
- Na prawdę? To chyba rzeczywiście nie wiedziałem.
Spojrzałam na niego jak na idiotę nie wiedząc czy się nabija.
- Twój wilk chyba rzucił ci się na głowę, wiem że może być kłopotliwe aby tą cząstkę rozumu którą cię obdarowano jeszcze dzielić na dwie istoty ale jak już zamierzasz ze mną rozmawiać to zmuś to działania przynajmniej pół szarej komórki.
- W jakim sensie dzielił na dwie istoty?
- Tylko tyle wyłapałeś z mojej wypowiedzi?
- Reszta to były obelgi w moim kierunku. Kiedyś nauczę cię szacunku ale najpierw chcę cię chociaż trochę poznać. Więc?
- Więc co?
- Wytłumacz o co ci chodziło z tymi dwoma istotami.
- Większość książek opisuje bycie wilkołakiem jako posiadaniem w sobie drugiej osoby, która posiada własne potrzeby, emocje czy myśli.
- Myślałaś że mam rozdwojenie jaźni?
- Wiem o was tyle co przeczytałam i wczoraj się od ciebie dowiedziałam. Nie oceniaj.
- Fakt że jestem wilkołakiem nie odróżnia mnie bardzo od bycia człowiekiem. To jest bardziej jak posiadanie w sobie ukrytego talentu. Można po niego sięgnąć i wywołać przemianę. Jeśli ktoś mocno nad sobą panuje to może wziąć tylko jakaś jedną cechę przykładowo szybsze tempo biegu. Ale nie mamy w sobie stworzenia które gadałoby w naszej głowie czy wpływało na nasze zachowanie.
- To teraz jeszcze raz. Dlaczego nie mogę wrócić do domu?
- Możesz, ale od dzisiaj to mój dom jest twoim.
- Słucham?
- Powtórzyć?
- Na jakiej podstawie twierdzisz że zgodzę się z tobą zamieszkać.
- Bo jesteś moją partnerką.
- Macie jakiś radar? Że jak tylko zobaczycie tą jedyną to od razu wiecie że jest wasza?
- Nie. To czy kobieta jest naszą partnerką dowiadujemy się dopiero w czasie pierwszego stosunku.
- Świetnie. Czyli mam z tobą zamieszkać. Zamierzasz się ze mną przespać. A co jak okaże się że nie jestem twoją partnerką? Będę mogła wrócić do domu? Zabijesz mnie dla pewności bym nie wydała waszej tajemnicy?
- Jest marna szansa na to że nie jesteś moją partnerką.
- Niby dlaczego?
- Normalnie jak ktoś mnie obraża to mam ochotę go zabić, czasem nawet to robię. Kiedy ty mnie obrażasz to mam ochotę się śmiać oraz cię całować. Choć na to drugie to mam ochotę cały czas.
- Czyli twierdzisz że jestem twoją partnerką ponieważ śmiejesz się gdy nazywam cię kretynem?
- Spłycasz moją wypowiedź.
- Zachowuję jej przesłanie.
- Będę musiał nauczyć cię szacunku do mojej osoby.
- Jeśli myślisz o tym by mnie poznać, nie mówiąc o tym by ze mną być to powinieneś się przyzwyczaić do tego że często będę cię wyzywać od idiotów.
- Niby czemu miałbym się do tego przyzwyczaić?
- Bo większego debila jeszcze nie widziałam.
- Nawet nie wiesz jak wielkiego.
- Już paradowałeś przede mną nago i twój widok nie powalił mnie na kolana.
Znowu stanął przede mną zatrzymując mnie w miejscu.
- Jeszcze. 
Jakimś pieprzonym cudem udało mu się to szepnąć w taki sposób że przeszły mnie ciarki. Położył rękę na moim policzku. Moje serce zaczęło szybciej bić. Zamarłam w oczekiwaniu na jego kolejny ruch.
- Czego?
Wzdrygnęłam się na jego ostry ton.
- Przepraszam że przeszkadzam
Odwróciłam się w kierunku głosu. Na ziemi klęczał jakiś młody chłopak. Oczywiście był nagi.
- Co się stało?
- Przybyło stado Mirosława.
- Zajmij się nią. Ma jej włos z głowy nie spaść.
Po tych słowach zanim zdążyłam zareagować to po prostu przemienił się i pobiegł.
- No nie wierzę.
Szepnęłam nie mogąc zrozumieć tego co przed chwilą się stało.
- Gdzie on pobiegł?
- W miejsce bitwy.
- Skąd wie gdzie jest?
- Pod postacią wilka umiemy się wyczuć na odległość. Dodatkowo jest on naszym Alfą więc może poczuć każdego członka naszego stada.
- Całe stado bierze udział w walce?
- Prawdopodobnie tak.
- Jakie macie szansę na wygraną?
- Niewielkie, nasz alfa jest silny ale większość stada wysłał jako wsparcie do głównego garnizonu.
- Gdzie? A z resztą nie jest to teraz ważne. Jakie są szanse na jego przeżycie?
- Nasz alfa jest potężny.
- Czyli istnieje szansa że go zabiją?
Nie potrafił mi odpowiedzieć jedynie spuścił spojrzenie na ziemię.
- Zabierz mnie do niego.
- Słucham?
Spojrzał na mnie wstrząśnięty.
- Masz mnie do niego zabrać, czy wyraziłam się jasno?
- Alfa kazał mi zadbać o twoje bezpieczeństwo.
Byłam wściekła. Zwłaszcza że nie wiedziałam co robię.
- Czy ty masz problemy ze słuchem? Jestem partnerką twojego alfy. Rozkazuje ci w tej chwili się przemienić i zawieźć mnie do niego.
Mężczyzna cały zbladł. Jednak niemal wbrew swojej woli przemienił się i podszedł do mnie. Usiadłam na jego grzbiecie i złapałam mocno kłęby sierści modląc się o to aby nie spaść. Zaczął biec w kierunku lasu. Za cholerę nie wiedziałam co robię. Jednak czułam że to jest to co powinnam zrobić. Postanowiłam postawić na swoją intuicję i mieć nadzieję że jakimś cudem to przeżyje. Po prostu miałam przeczucie że jeśli mnie tam nie będzie to ten idiota zginie, a nie chciałam go mieć na sumieniu.
Po paru minutach zaczęłam słyszeć niepokojące odgłosy. W końcu wbiegliśmy na teren bitwy. Widziałam kilkadziesiąt wilków rozmaitych kształtów i rozmiarów. Zeskoczyłam na ziemię i zaczęłam się rozglądać. Zobaczyłam go idealnie w tym samym momencie w którym on zobaczył mnie. Wilkołak z którym walczył wykorzystał jego zaskoczenie aby przewrócić go na plecy i zrobić rozległą ranę na jego brzuchu.
- Nie!
Wrzasnęłam z całych sił. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Ruszyłam w ich kierunku. Mam wrażenie jakby wszystko w koło zamarło. Padłam na kolana przy Wiktorze i spojrzałam wściekła na wilka, który na nim był. To wystarczyło aby zszedł z niego w wielkim pośpiechu. Zaczęłam patrzeć na rozmiar jego obrażeń. Miałam wątpliwości czy jest w stanie to przeżyć. Wzrokiem szukałam jakiejś znajomej twarzy, ale widziałam jedynie wilki które zaprzestały walki by patrzeć na mnie zdziwione.
- Wy pieprzeni imbecyle! Nieogarnięci neandertalczycy. W tej chwili macie się wszyscy przemienić i zaprzestać tej bezsensownej walki!
Wkurwiona zaczęłam na nich wrzeszczeć zanim dotarło do mnie co robię. Jednak ku mojemu zdziwieniu część wilkołaków zaczęła się przemieniać, a reszta poszła w ich ślady. Już po chwili byłam otoczona przez kilkadziesiąt nagich i zdezorientowanych osób. W większości mężczyzn. Teraz już udało mi się dostrzec kilka znajomych twarzy.
- Bartek, przynieś mi coś abym mogła go opatrzyć.
Już po chwili wrócił do mnie z apteczką. Popatrzyłam na Wiktora, który był już w ludzkiej postaci, ale miałam wrażenie że ledwo utrzymuje przytomność.
- Co się tak patrzycie? Niech podejdzie do mnie ktoś kto potrafi mu pomóc, a reszta niech usiądzie i radzę wam się nie ruszać inaczej będę wściekła.
Jeden z mężczyzn zbliżył się do mnie, ale nie patrzył mi w oczy. Przejął ode mnie apteczkę i zajął się Wiktorem. Ścierając z twarzy łzy wstałam aby rozejrzeć się wokół.
- Kto jest waszym alfą?
Zapytałam w stronę obcego stada.
- Mirosław.
Odezwał się jeden z nich jakby bojąc się tego co powiedział.
- Który to z was?
- Żaden.
- Gdzie w takim razie on jest?
- Ma przybyć dopiero za godzinę.
- Dlaczego?
- Osądził że tyle nam zajmie czasu zabicie całego stada.
- Świetnie. Po prostu wspaniale. Jest tu gdzieś w okolicy bezpieczne miejsce gdzie można by było położyć Wiktora?
- Jego dom.
- Czy Wiktor nadaje się do tego by go transportować?
Zapytałam ciut łagodniejszym tonem mężczyzny który kończył zakładanie opatrunku.
- Jak najbardziej, ale nie powinien się zbyt szybko przemieszczać.
- Ile będziemy iść do jego domu?
- Koło piętnastu minut.
- Dobrze, w takim razie wasza dwójka...
Powiedziałam wskazując na idiotów których poznałam poprzedniego dnia 
- jest odpowiedzialna za bezpieczne przeniesienie go do domu. Cała reszta idzie z nami. Macie zabrać wszystkie ranne osoby i pomóc im aby ruszyły razem z nami.
W dalszym ciągu wszyscy wykonywali moje polecenia. Powoli ruszyliśmy w stronę domu Wiktora. To co zobaczyłam nie było tym czego mogłam się spodziewać. Dom był wielkości willi całej zrobionej z drewna, natomiast dach był w kolorze moro przez co cały budynek zlewał się z lasem. Drzwi były otwarte. Wiktor został zaniesiony do jego sypialni natomiast wilkołakom kazałam zostać w salonie który spokojnie mógłby służyć za sale balową.
- Zajmij się nim aby jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Poleciłam temu który zajmował się Wiktorem. 
- Wasza dwójka ma pilnować drzwi i dbać o jego bezpieczeństwo.
Wskazałam na dwóch idiotów jak tylko odsunęli się o krok po przyniesieniu go. Cała reszta grzecznie czekała w salonie. Część stała ale większość siedziała na meblach albo podłodze. 
- Ktoś z was wie gdzie znajdują się tu ubrania zapasowe?
Dwa wilkołaki wstały patrząc w podłogę. 
- Świetnie, w takim razie przynieście tyle ubrań by każdy miał co na siebie zarzucić. Ktoś jeszcze z ekipy zna się na opatrywaniu ran?
Kolejny mężczyzna na oko czterdziestoletni wstał. 
- Wybierz sobie osoby które mają ci pomóc. Wszystko czego będzie potrzebował ma zostać mu dostarczone. Twoim zadaniem jest uleczenie wszystkich poszkodowanych wilkołaków. Nie patrząc na to po której stronie barykady się znajdują.
Pokiwał głową i od razu zwrócił się do kilku osób aby mu pomogli. 
- Macie tu jakąś wodę?
- Mamy dystrybutor do wody.
- Dobrze, w takim razie przynieście tutaj aby dało się korzystać. Bartek, zorganizuj ekipę która będzie stała wokół domu i powiadomi mnie jak tylko pojawi się Mirosław.
Wszyscy wskazani zaczęli wykonywać moje polecenia. Zaczęłam zwiedzać dom i znalazłam pomieszczenie wyglądające jak biuro. Zadowolona udałam się do kuchni aby przygotować sobie kawę. Wypiłam ją na spokojnie i zadowolona że nikt mi dupy nie truje udałam się po schodach do pokoju Wiktora. Wyglądał już całkiem nieźle. Opatrzyli go oraz ubrali. Usiadłam na łóżku obok niego i złapałam go za rękę. Dalej był nieprzytomny. Nie chciałam go budzić ale powoli zaczynało do mnie docierać w co się wpakowałam.
- Luno?
Usłyszałam delikatnie przestraszony głos jednego z idiotów.
- Tak?
- Bartek przekazuje że alfa Mirosław zmierza w naszym kierunku.
Pokiwałam głową zmęczona i zeszłam na dół. Pokazali mi do których drzwi zmierza i usiadłam nieopodal ich na fotelu.
- Mamy ich zaatakować?
- Nie, wypuście ich. Zamierzam sobie z nim porozmawiać.
- Wiesz że na ich alfę twój przymus może nie działać?
- Mój przymus?
Bartek nie odpowiedział na moje pytanie, bo drzwi zostały otwarte i wszedł przez nie alfa w kilkuosobowej obstawie.
- Ty jesteś Mirosław?
Rzuciłam niemal lekceważącym tonem. Podniósł jedną brew do góry i spojrzał na mnie zaintrygowany.
- Tak.
- To świetnie, w takim razie chodź za mną.
Nie dałam mu nawet chwili na reakcję tylko odwróciłam się do niego plecami i udałam w kierunku biura. Słyszałam za sobą kroki czterech osób.
- Zgaduje że do rozmowy ze mną nie jest ci potrzebna obstawa więc każ swoim chłopcom tutaj zostać. No chyba że boisz się zostać ze mną sam na sam.
Usłyszałam prychnięcie z jego strony. Weszłam do pomieszczenia i usiadłam po turecku na fotelu który znajdował się za ogromnym stołem. Zadowolona zobaczyłam że Mirosław wszedł sam i zamyka za sobą drzwi. Usiadł naprzeciwko mnie nie do końca rozumiejąc co się dzieje.
- To zacznijmy od początku. Co ty tutaj robisz?
- Czy ty wiesz kim jestem?
- Tak, jesteś Alfą tej bandy idiotów która nas zaatakowała.
- Powinnaś się mnie słuchać.
- Ale nie przesadnie mam teraz na to ochotę. Czemu nas zaatakowaliście?
- Nie będę się tłumaczył przed jakąś pomniejszą kobietą.
- Coś sobie wyjaśnijmy w takim razie. Weszliście na nasz teren bez zapowiedzi. Zaatakowaliście nasze stado bez ostrzeżenia. Wydałeś rozkaz aby zabili wszystkich których napotkają na swojej drodze. W tym czasie jak ostatni tchórz podróżowałeś w eskorcie z dużym opóźnieniem względem ich aby nie brać udziału w bitwie. Po raz ostatni pytam po co nas zaatakowałeś?
- Mówiłem już że nie będę się przed tobą tłumaczyć.
- Ale przede mną już musisz.
Usłyszałam za sobą głos Wiktora ale nie odwróciłam się w jego kierunku. Cieszyłam się że przyszedł. Zamiast usiąść gdziekolwiek obok stanął za moim fotelem i położył swoje ręce na moich ramionach.
- Jak dałeś radę przekonać moje stado aby zaprzestało walki?
Mirosław zadał pytanie Wiktorowi i od ręki zaczął mnie ignorować.
- Nie ja to zrobiłem, a ona.
- Nie uwierzę, jest kobietą.
- Jeśli to jest w tej chwili dla ciebie najważniejsze to rozkaż aby przyszedł ktoś z twojego stada i zrelacjonował całe wydarzenie.
- Dobrze.
Pokiwał głową i udał się w kierunku drzwi, aby powiedzieć coś jednemu ze swoich ludzi. Po chwili usiadł z powrotem na swoim miejscu. Niemal od razu pojawił się ten sam wilkołak który walczył z Wiktorem i uklęknął przed swoim alfą.
- Czekam na raport.
- Wszystko działo się według planu. Udało nam się ich zaatakować kiedy się tego nie spodziewali. Jednak byli dobrze wyszkoleni co sprawiło nam parę problemów. Co chwilę dołączał do walki kolejny wilk. Jak tylko pojawił się ich alfa to osobiście się nim zająłem. Przegrywałem ale udało mi się wykorzystać jego chwilowe rozproszenie aby go zranić. Chciałem go zabić, ale usłyszałem krzyk ich Luny. Jej przymus był na tyle silny że nie byliśmy w stanie dalej walczyć. Rozkazała nam się przemienić i przyjść tutaj aby na ciebie zaczekać.
- Czy to wszystko?
- Raczej tak, alfo.
- Dobrze, w takim razie możesz już wyjść.
Jak tylko wyszedł to Mirosław zwrócił na mnie swoją uwagę. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować.
- Dalej czekam na odpowiedź.
Powiedziałam bardziej po to by przerwać milczenie. Uśmiechnął się na chwilę serdecznie i zamyślił zmartwiony.
- Front się przesunął, zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia swojego terytorium.
- Jaki front? Po za tym nie mogłeś po prostu zapytać czy nie możecie tu się przenieść?
- Nie wiesz nic o wilkołakach, prawda?
Speszyłam się trochę na jego słowa. 
- Jesteśmy terytorialnymi stworzeniami. Gdybym wszedł tutaj z całym stadem to i tak zostało by to odebrane jako atak. W ten sposób mogłem moim ludziom dać szansę na przeżycie.
- Świetnie, a nie pomyślałeś że skoro są nietypowe okoliczności to można by nietypowo zareagować i połączyć siły zamiast się zabijać? Po za tym nie odpowiedziałeś mi na temat tego o jaki front chodzi.
- Front wojny.
Odpowiedział Wiktor. Spojrzałam na niego pytająco więc kontynuował swoją wypowiedź. 
- Na chwilę obecną trwa wojna pomiędzy ludźmi, wilkołakami, wampirami, elfami i krasnoludami. Nikt tak naprawdę nie wie kto wojnę rozpętał ani kto jest wrogiem a kto przyjacielem. Ogarniają to nasi przywódcy a nam nie udzielają informacji.
- Jakim cudem świat nie wie o istnieniu innych ras?
- Ależ wie, ale przede wszystkim głowy państw, a przynajmniej tych znaczących. Ludzie którzy zostali dopuszczeni do tych informacji wieki temu podjęli decyzję że lepiej aby inni ludzie nie wiedzieli o pozostałych rasach.
- A nie wpadli na to że przy tak wielkiej wojnie może nie udać się tego ukryć?
- Wpadli na to. Dlatego rynek został zalany książkami i filmami o innych rasach. Chcą powoli oswoić ludzi z myślą że mogą istnieć na ziemi inne człekokształtne istoty. Jest nawet ustalona cała strategia w jaki sposób w najbliższym czasie ujawnić tę tajemnicę. Chyba że przez wojnę ludzie sami się dowiedzą.
- Później wypytam cię jeszcze o szczegóły. Teraz ważne jest co robimy z sytuacją która tutaj miała miejsce.
- Biorąc pod uwagę jak prowadziłaś rozmowę zgaduje że zmierzałaś do rozejmu i tego by z nami zamieszkali.
Zamknęłam na parę sekund oczy czując jak się czerwienię.
- Skoro front się przesuwa to może wystąpić sytuacja że nasze stado...
- Nasze?
Uśmiechnął się do mnie szeroko, przerywając mi w połowie zdania.
- Że twoje stado
- Pierwsza wersja bardziej mi się podobała.
- Nie nadążam, ona jest luną tego stada czy nie?
Spytał mocno zdezorientowany Mirosław.
- A tak się przedstawiła?
- Nie, ale tak traktują ją oba nasze stada.
- To widać zasłużyła na ten tytuł.
- Czyli nie jest luną?
- To bardziej skomplikowane. Jest moją partnerką, ale formalnie nie jest luną, bo jest człowiekiem.
- Nie masz pewności czy jestem twoją partnerką.
Szepnęłam zła pod nosem nie mogąc się powstrzymać. Mirosław wyglądał jakby był w jeszcze większym szoku.
- Spaliście już ze sobą?
- Nie.
- Jeszcze nie.
Spojrzałam zła na Wiktora i zrzuciłam jego ręce z moich ramionach na co uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Od kiedy wiesz o wilkołakach?
- Od wczoraj.
- Podsumowując. Dopiero wczoraj dowiedziałaś się o istnieniu innych ras, a dzisiaj udało ci się przerwać walkę używając przymusu.
- Nie wiem nawet czym jest ten przymus.
- Wyjdź za mnie.
- Słucham?
Spojrzałam z niedowierzaniem na naszego gościa.
- Jeszcze nie spałaś z Wiktorem. Jest spora szansa że nie jest twoim partnerem. Byłbym zaszczycony mając ciebie jako lunę mojego stada. Nic od ciebie nie oczekuję. Jeśli byś chciała to nawet moglibyśmy razem nie być, ale żebyś była moja.
- Ona jest już moja.
Warknął za moimi plecami Wiktor.
- Dobrze wiesz że w przeszłości zdarzało się że silne Luny miały więcej niż jednego partnera i zwierzchnictwo nad więcej niż jednym stadem. Moje już i tak się jej słucha, więc były by z tego same korzyści. Nie musisz odpowiadać od razu. Zastanów się nad moją propozycją.
- Ona jest tylko moja. Nie będzie luną twojego stada.
- Panowie, spokojnie zanim testosteronem rozniesiecie to pomieszczenie. Jak rozumiem na chwilę obecną zostało już ustalone że wasze stada zostają połączone na tak długi czas jak obie strony mają z tego korzyści, tak?
Oboje dość niechętnie pokiwali głowami. 
- W takim razie dogadajcie się w sprawie szczegółów. Jestem zmęczona po dzisiejszym dniu więc idę spać. Jakbyście za bardzo się kłócili to mogę wam jutro towarzyszyć w czasie rozmowy. Jeśli mielibyście się pozabijać to mnie obudźcie ale miejcie świadomość że będę na was wściekła.
Z tymi słowami wyszłam nie czekając na ich reakcje. Po drodze poprosiłam jednego z idiotów aby obudzili mnie jeśli miałby wrażenie że tamci mają jednak ochotę się pozabijać. Na marginesie jak już zostaje z tymi debilami na dłużej to powinnam się wysilić aby poznać ich imiona bo w końcu pogubię się w numerkach jakie nadaje tym kretynom. Na piętrze udało mi się znaleźć jakąś stosunkowo małą sypialnię oraz jakieś ciuchy które mogły mi posłużyć za pidżamę. Z każdym krokiem coraz bardziej odczuwałam senność. Z nadmiaru wrażeń zasnęłam jeszcze zanim moja głowa dotknęła poduszki.

Poprzedni                                                                                  Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz