Obudziłam się, gdy słońce było jeszcze na niebie. Ledwo, ledwo mnie trzymał więc wstałam bez problemowo i przeciągnęłam się. Cichutko ubrałam się i spojrzałam w jego kierunku. Uśmiechał się, ale po chwili ruszał ręką po całym łóżku szukając mnie. Szybko ile sił miałam w nogach pobiegłam do drzwi i zamknęłam je na klucz. Zbiegłam po schodach i udałam się do najbliższego spożywczego. Dopiero tam pozwoliłam sobie wziąć głębszy oddech. Uspokoiłam puls i zaczęłam zakupy. Kupiłam wiele produktów na kilka dni. Sama nie wiem dlaczego. Jestem po prostu chora i porąbana, albo jest mi go żal. Tak czy siak, nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, że mogłabym mu uciec. Spakowałam wszystkie rzeczy i zaczęłam iść w kierunku jego domu. Po drodze zjadłam czekoladowy batonik co dodało mi wiele siły. Mimo wszystko kocham czekoladę. To co, że ma mnóstwo kalorii, ale przynajmniej daje energię na dłużej. Uśmiechnięta, otworzyłam drzwi od mieszkania i weszłam. Ledwo przekroczyłam próg, a rzucił się na mnie i wbił boleśnie w moją szyję, w to samo miejsce co wczoraj, tak, że aż krzyknęłam i zgięłam się w pół. Nie przejął się tym bardzo, złapał mnie w talii i zgiął się razem ze mną. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, ostatkiem sił wyprostowałam się by przekręcić blokadę w drzwiach. Czułam tylko wszechogarniający mnie ból rozchodzący się po całym moim ciele. Pił tak szybko i zachłannie, że czułam każdą żyłkę z osobna, jak przepływa przez nią krew. Czułam jak osuwam się na kolana i tracę przytomność.
Obudziłam się mocno obolała. Byłam maksymalnie w niego wciśnięta, tak, że nawet ruszyć nie miałam się jak. Jęknęłam cicho, gdy poczułam, że leżę na tej złamanej ręce. Warknął na mnie zły i przybliżył swoją twarz do mojej żyły. Łzy zaczęły płynąć z moich oczu. Byłam przemęczona i tak obolała, że nie wiem jak wstanę.
- Proszę nie. Nie mam teraz siły. Jestem ledwo żywa. Pozwól mi coś zjeść i się napić. Widzisz, jestem tutaj. Miałam szansę uciec, a nie zrobiłam tego, tym bardziej nie zrobię tego teraz, gdy ledwo mogę się ruszać. Proszę. Pozwól mi pójść do kuchni. Rozpakować rzeczy, napić się i zjeść.
Przy ostatnich słowach, ledwo szeptałam, tak miałam wysuszone gardło. Zamknęłam oczy, jak tylko poczułam jego język na mojej szyi. Kręcił delikatne kółka na mojej szyi. Jego zęby ocierały się o moją żyłę. Myślałam, że znowu mnie ugryzie, ale wtedy puścił mnie. Zaskoczona otworzyłam oczy i przekręciłam się tak, że leżałam na plecach. Patrzył na mnie ze zmarszczonym czołem, zamyślony. Nie ruszałam się na razie, a on dalej na mnie patrzył. Po chwili wyciągnął rękę i powoli wytarł kciukiem moje łzy. Potem oblizał ten kciuk i jego spojrzenie, jakby złagodniało. Dlaczego? Sama nie wiem, byłam zbyt zmęczona by myśleć.
- Mogę już wstać?
Zapytałam ciągle na niego patrząc. P o chwili pokiwał głową, ciągle zamyślony. Wstałam na równe nogi, trochę zbyt szybko, bo straciłam równowagę i znowu runęłam na łóżko. Siedziałam tylko dlatego, że mnie przytrzymał inaczej już dawno bym leżała.
- Dzięki.
Wstałam, tym razem wolniej, a on stanął od razu koło mnie i przytrzymywał mnie, tak, że opierałam na nim cały mój ciężar ciała. Udałam się w kierunku toreb, które dalej leżały w przejściu i próbowałam je podnieść, ale wyprzedził mnie i wziął do ręki. Nie protestowałam, nawet nie miałam na to siły. Weszliśmy do kuchni, gdzie posadził mnie na krześle. Próbowałam wstać, ale wtedy, oparł moje plecy o ścianę i popatrzył na mnie groźnie, jakby chciał się upewnić, że zostanę na miejscu. Rozluźniłam się na chwilę bo i tak nie miałam siły wstać. Oczy już mi się kleiły. Odsunął się ode mnie powoli, niepewny, czy znowu nie będę próbowała zrobić czegoś tak głupiego jak wstawanie i położył reklamówki na blacie. Wyjął chleb i otworzył drzwi lodówki. Zaśmiałam się cicho, a on spojrzał na mnie dziwnie.
- Chleb idzie do chlebaka. To ta skrzynka leżąca na szafce, koło mikrofalówki. Jajka, sprawdź czy są całe i wkładaj po jednym do tych dziurek co są na ścianie drzwi od lodówki. Mleko włóż do lodówki, tak samo wędlinę, owoce…
Po kolei dyktowałam mu co ma gdzie wkładać, w zależności od tego co wyjął. Potem poprosiłam go, aby mi nalał sok. Ręce strasznie mi się trzęsły i nie byłam w stanie unieść szklanki. Jedyne co osiągnęłam to plamę na stole. Wyjął mi szklankę z ręki i przyłożył do ust. Chciwie zaczęłam pić i po chwili szklanka była pusta. Wskazał ręką na sok, a ja pokiwałam głową. Po chwili już druga szklanka była wypita. Jeszcze raz wskazał na sok.
- Nie już nie. Nie mogę pić za dużo, bo prędzej to zwrócę niż przyjmę. Jakbyś mógł, pomóc mi wstać, abym zrobiła sobie kanapki.
Złożył ręce na klatce i pokręcił głową, że się nie zgadza. Oblizałam wargi i odezwałam się znowu, już nie zachrypniętym i nie wyschniętym głosem.
- A mógłbyś mi zrobić kanapki? Proszę.
Uśmiechnął się z wyższością i podszedł do lodówki. Spojrzał na mnie nie pewnie. Uśmiechnęłam się i zaczęłam mu podawać instrukcję robienia kanapek. Przyniósł mi pięć sztuk na talerzu. Wyciągnęłam po nie rękę, ale cofnął dłoń i nie pozwolił mi po nie sięgnąć. Znowu przysunął je do mnie i znowu próbowałam je wziąć. Bawił się za mną, choć nie wiem dlaczego. Poddałam się i kiedy przysunął je koło mnie, nie wyciągnęłam rąk. Położył talerz, na stole przede mną. Próbowałam wziąć jedną kanapkę, ale znowu zabrał talerz, już z rozłoszczoną miną. Miałam chyba minę jakbym miała się rozpłakać, ale już nie sięgałam po kanapki. Kilka razy oblizywałam językiem usta, a rękami pocierałam ze zniecierpliwienia kolana. Położył znowu talerz, a ja zamknęłam oczy, abym nie musiała patrzeć, żeby mniej mnie kusiło. Po chwili poczułam, że mnie unosi i siada na krześle. Usadowił mnie na swoich kolanach, tak, że siedziałam przodem do stołu i bokiem do niego. Z tyłu przytrzymywał mnie ręką na plecach. Sięgnął po jedną kanapkę i zaczął mnie karmić. A więc dlatego, nie pozwalał mi samej zjeść.
Pochyliłam głowę, aby szybciej poczuć jej smak. To było najlepsze co w życiu jadłam. Delektowałam się pierwszym gryzem kanapki, aż zamknęłam oczy. Czułam się jak w niebie. Przełknęłam, a pierwszy kęs spadł do mojego pustego żołądka. Otworzyłam oczy i zaczęłam zachłannie wcinać pierwszą kanapkę. Sięgnęłam po drugą, ale delikatnie odtrącił moją dłoń i znowu mnie karmił. Głupio się czułam jak mnie tak niańczył, ale byłam zbyt głodna, aby protestować. Bardzo szybko kanapki zniknęły, a ja najadłam się. Nalałam sobie soku i napiłam się bez jego pomocy. Potem wiedziona impulsem przekręciłam się i oparłam o niego plecami. Chuchnął mi we włosy, jedną ręką przełożył je na jedną stronę i oparł swoją brodę na moim ramieniu. Miał zamknięte oczy i piękny uśmiech na twarzy. Jedną ręką przytrzymywał mnie w talii, a drugą głaskał mnie po udzie. Też się uśmiechnęłam, gdy zrozumiałam, że tylko się opiera i nie zamierza pić.
- Dziękuję.
Powiedziałam, na co on otworzył oczy. Dalej były czerwone, ale koło źrenic prześwitywał niebieski kolor. Na chwilę większość jego tęczówki zrobiła się niebieska.
- Nie ma za co.
Odezwał się po raz pierwszy odkąd go ujrzałam. Miał cudowny, głęboki głos. Jego oczy znowu zrobiły się czerwone, a on je zamknął. Ciągle uśmiechając się, podniósł na chwilę głowę i zaczął lizać moją szyję.
- Jeszcze nie.
Przerwał i spojrzał na mnie.
- Potem będziesz mógł. Poczekaj chwilę. Niech mój żołądek poradzi sobie z kanapką. Krew się odbuduje, abyś miał co wypić.
Patrzył na mnie zastanawiając się. Pocałował mnie w szyję. Przycisnął mnie bardziej do siebie i położył swoją brodę w zagłębieniu ramienia. Ciągle się uśmiechał, więc przyjęłam to za dobry znak i rozluźniłam się. Zamknęłam oczy i odchyliłam delikatnie głowę do tyłu, całkowicie się na nim opierając. Swoje dłonie trzymałam na jego ręce, tej którą trzymał mnie w pasie. Powoli odzyskiwałam siły i pozwoliłam sobie, aby moje myśli latały z zawrotną prędkością, nie skupiając się na niczym. Po jakimś czasie, może nawet pół godzinie, uniósł swoją głowę troszkę i pocałował mnie w szyję. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że patrzy na mnie wyczekujące, jakby się pytał, czy już może. Zastanowiło mnie to, ale odpowiedziałam już po chwili.
- Już możesz, ale postaraj się bezboleśnie i tak, żebym znów nie straciła przytomności bo wiecznie będę na twojej łasce.
Uśmiechnął się, jakby mu się to podobało i wbił się powoli w moją szyję. Ciągle pod kątem patrzył mi prosto w oczy i połykał wolno. Był teraz śmiertelnie poważny, a jego oczy były w połowie czerwone i w połowie niebieskie. Pił bardzo wolno i nic nie czułam. Po pewnym czasie zaczęło mi się kręcić w głowie, więc wiedziałam, że powinien skończyć. Ciekawa byłam tylko czy to zrobi.
- Przestań już… Proszę.
Wziął jeszcze dwa łyki ciągle patrząc mi w oczy i przestał. Wyjął powoli swoje kły. Widziałam jak chowają się i byłam zdziwiona, że są aż tak długie. Językiem przejechał po śladach, zamykając dziurki i dalej na mnie patrzył poważnym wzrokiem. Podniósł mnie i usadowił tak, że siedziałam do niego przodem. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Brodę tym razem oparł na drugim ramieniu. Chwilę tak siedzieliśmy wtuleni w siebie. Po pewnym czasie zaczęłam się nudzić. Energii przybyło mi po posiłku na tyle, żebym miała ochotę coś zrobić, ale nie na tyle, by na przykład biegać.
- Mogłabym poczytać?
Zapytałam zanim zdążyłam się powstrzymać. Odsunął mnie na chwilę i spojrzał dziwnie. Po chwili uśmiechnął się, chyba widząc moją minę i pokiwał głową. Chciałam stanąć, ale wziął mnie na ręce i postawił na ziemi dopiero koło łóżka. Podziękowałam kiwnięciem głowy i doszłam do mojej wielkiej torby. Wyjęłam z niej książkę i usiadłam na fotelu, kładąc na nim stopy i opierając na zgiętych kolanach książkę. Spojrzałam jeszcze na niego. Znowu zmarszczył czoło, wyglądał na zamyślonego i złego. Po chwili podniósł mnie i usadził na swoich kolanach znów. Jednak szybko rozluźniłam się i oparłam o jego klatkę plecami. On tak jak wcześniej trzymał swoją brodę na moim ramieniu. Podniosłam nogi i oparłam o jego, tak jak wcześniej o fotel, aby ułatwić sobie czytanie. On za to trzymał jedną rękę na moim udzie i głaskał mnie, a drugą pieścił moją dłoń, którą położyłam obok książki.
Obudziłam się mocno obolała. Byłam maksymalnie w niego wciśnięta, tak, że nawet ruszyć nie miałam się jak. Jęknęłam cicho, gdy poczułam, że leżę na tej złamanej ręce. Warknął na mnie zły i przybliżył swoją twarz do mojej żyły. Łzy zaczęły płynąć z moich oczu. Byłam przemęczona i tak obolała, że nie wiem jak wstanę.
- Proszę nie. Nie mam teraz siły. Jestem ledwo żywa. Pozwól mi coś zjeść i się napić. Widzisz, jestem tutaj. Miałam szansę uciec, a nie zrobiłam tego, tym bardziej nie zrobię tego teraz, gdy ledwo mogę się ruszać. Proszę. Pozwól mi pójść do kuchni. Rozpakować rzeczy, napić się i zjeść.
Przy ostatnich słowach, ledwo szeptałam, tak miałam wysuszone gardło. Zamknęłam oczy, jak tylko poczułam jego język na mojej szyi. Kręcił delikatne kółka na mojej szyi. Jego zęby ocierały się o moją żyłę. Myślałam, że znowu mnie ugryzie, ale wtedy puścił mnie. Zaskoczona otworzyłam oczy i przekręciłam się tak, że leżałam na plecach. Patrzył na mnie ze zmarszczonym czołem, zamyślony. Nie ruszałam się na razie, a on dalej na mnie patrzył. Po chwili wyciągnął rękę i powoli wytarł kciukiem moje łzy. Potem oblizał ten kciuk i jego spojrzenie, jakby złagodniało. Dlaczego? Sama nie wiem, byłam zbyt zmęczona by myśleć.
- Mogę już wstać?
Zapytałam ciągle na niego patrząc. P o chwili pokiwał głową, ciągle zamyślony. Wstałam na równe nogi, trochę zbyt szybko, bo straciłam równowagę i znowu runęłam na łóżko. Siedziałam tylko dlatego, że mnie przytrzymał inaczej już dawno bym leżała.
- Dzięki.
Wstałam, tym razem wolniej, a on stanął od razu koło mnie i przytrzymywał mnie, tak, że opierałam na nim cały mój ciężar ciała. Udałam się w kierunku toreb, które dalej leżały w przejściu i próbowałam je podnieść, ale wyprzedził mnie i wziął do ręki. Nie protestowałam, nawet nie miałam na to siły. Weszliśmy do kuchni, gdzie posadził mnie na krześle. Próbowałam wstać, ale wtedy, oparł moje plecy o ścianę i popatrzył na mnie groźnie, jakby chciał się upewnić, że zostanę na miejscu. Rozluźniłam się na chwilę bo i tak nie miałam siły wstać. Oczy już mi się kleiły. Odsunął się ode mnie powoli, niepewny, czy znowu nie będę próbowała zrobić czegoś tak głupiego jak wstawanie i położył reklamówki na blacie. Wyjął chleb i otworzył drzwi lodówki. Zaśmiałam się cicho, a on spojrzał na mnie dziwnie.
- Chleb idzie do chlebaka. To ta skrzynka leżąca na szafce, koło mikrofalówki. Jajka, sprawdź czy są całe i wkładaj po jednym do tych dziurek co są na ścianie drzwi od lodówki. Mleko włóż do lodówki, tak samo wędlinę, owoce…
Po kolei dyktowałam mu co ma gdzie wkładać, w zależności od tego co wyjął. Potem poprosiłam go, aby mi nalał sok. Ręce strasznie mi się trzęsły i nie byłam w stanie unieść szklanki. Jedyne co osiągnęłam to plamę na stole. Wyjął mi szklankę z ręki i przyłożył do ust. Chciwie zaczęłam pić i po chwili szklanka była pusta. Wskazał ręką na sok, a ja pokiwałam głową. Po chwili już druga szklanka była wypita. Jeszcze raz wskazał na sok.
- Nie już nie. Nie mogę pić za dużo, bo prędzej to zwrócę niż przyjmę. Jakbyś mógł, pomóc mi wstać, abym zrobiła sobie kanapki.
Złożył ręce na klatce i pokręcił głową, że się nie zgadza. Oblizałam wargi i odezwałam się znowu, już nie zachrypniętym i nie wyschniętym głosem.
- A mógłbyś mi zrobić kanapki? Proszę.
Uśmiechnął się z wyższością i podszedł do lodówki. Spojrzał na mnie nie pewnie. Uśmiechnęłam się i zaczęłam mu podawać instrukcję robienia kanapek. Przyniósł mi pięć sztuk na talerzu. Wyciągnęłam po nie rękę, ale cofnął dłoń i nie pozwolił mi po nie sięgnąć. Znowu przysunął je do mnie i znowu próbowałam je wziąć. Bawił się za mną, choć nie wiem dlaczego. Poddałam się i kiedy przysunął je koło mnie, nie wyciągnęłam rąk. Położył talerz, na stole przede mną. Próbowałam wziąć jedną kanapkę, ale znowu zabrał talerz, już z rozłoszczoną miną. Miałam chyba minę jakbym miała się rozpłakać, ale już nie sięgałam po kanapki. Kilka razy oblizywałam językiem usta, a rękami pocierałam ze zniecierpliwienia kolana. Położył znowu talerz, a ja zamknęłam oczy, abym nie musiała patrzeć, żeby mniej mnie kusiło. Po chwili poczułam, że mnie unosi i siada na krześle. Usadowił mnie na swoich kolanach, tak, że siedziałam przodem do stołu i bokiem do niego. Z tyłu przytrzymywał mnie ręką na plecach. Sięgnął po jedną kanapkę i zaczął mnie karmić. A więc dlatego, nie pozwalał mi samej zjeść.
Pochyliłam głowę, aby szybciej poczuć jej smak. To było najlepsze co w życiu jadłam. Delektowałam się pierwszym gryzem kanapki, aż zamknęłam oczy. Czułam się jak w niebie. Przełknęłam, a pierwszy kęs spadł do mojego pustego żołądka. Otworzyłam oczy i zaczęłam zachłannie wcinać pierwszą kanapkę. Sięgnęłam po drugą, ale delikatnie odtrącił moją dłoń i znowu mnie karmił. Głupio się czułam jak mnie tak niańczył, ale byłam zbyt głodna, aby protestować. Bardzo szybko kanapki zniknęły, a ja najadłam się. Nalałam sobie soku i napiłam się bez jego pomocy. Potem wiedziona impulsem przekręciłam się i oparłam o niego plecami. Chuchnął mi we włosy, jedną ręką przełożył je na jedną stronę i oparł swoją brodę na moim ramieniu. Miał zamknięte oczy i piękny uśmiech na twarzy. Jedną ręką przytrzymywał mnie w talii, a drugą głaskał mnie po udzie. Też się uśmiechnęłam, gdy zrozumiałam, że tylko się opiera i nie zamierza pić.
- Dziękuję.
Powiedziałam, na co on otworzył oczy. Dalej były czerwone, ale koło źrenic prześwitywał niebieski kolor. Na chwilę większość jego tęczówki zrobiła się niebieska.
- Nie ma za co.
Odezwał się po raz pierwszy odkąd go ujrzałam. Miał cudowny, głęboki głos. Jego oczy znowu zrobiły się czerwone, a on je zamknął. Ciągle uśmiechając się, podniósł na chwilę głowę i zaczął lizać moją szyję.
- Jeszcze nie.
Przerwał i spojrzał na mnie.
- Potem będziesz mógł. Poczekaj chwilę. Niech mój żołądek poradzi sobie z kanapką. Krew się odbuduje, abyś miał co wypić.
Patrzył na mnie zastanawiając się. Pocałował mnie w szyję. Przycisnął mnie bardziej do siebie i położył swoją brodę w zagłębieniu ramienia. Ciągle się uśmiechał, więc przyjęłam to za dobry znak i rozluźniłam się. Zamknęłam oczy i odchyliłam delikatnie głowę do tyłu, całkowicie się na nim opierając. Swoje dłonie trzymałam na jego ręce, tej którą trzymał mnie w pasie. Powoli odzyskiwałam siły i pozwoliłam sobie, aby moje myśli latały z zawrotną prędkością, nie skupiając się na niczym. Po jakimś czasie, może nawet pół godzinie, uniósł swoją głowę troszkę i pocałował mnie w szyję. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że patrzy na mnie wyczekujące, jakby się pytał, czy już może. Zastanowiło mnie to, ale odpowiedziałam już po chwili.
- Już możesz, ale postaraj się bezboleśnie i tak, żebym znów nie straciła przytomności bo wiecznie będę na twojej łasce.
Uśmiechnął się, jakby mu się to podobało i wbił się powoli w moją szyję. Ciągle pod kątem patrzył mi prosto w oczy i połykał wolno. Był teraz śmiertelnie poważny, a jego oczy były w połowie czerwone i w połowie niebieskie. Pił bardzo wolno i nic nie czułam. Po pewnym czasie zaczęło mi się kręcić w głowie, więc wiedziałam, że powinien skończyć. Ciekawa byłam tylko czy to zrobi.
- Przestań już… Proszę.
Wziął jeszcze dwa łyki ciągle patrząc mi w oczy i przestał. Wyjął powoli swoje kły. Widziałam jak chowają się i byłam zdziwiona, że są aż tak długie. Językiem przejechał po śladach, zamykając dziurki i dalej na mnie patrzył poważnym wzrokiem. Podniósł mnie i usadowił tak, że siedziałam do niego przodem. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Brodę tym razem oparł na drugim ramieniu. Chwilę tak siedzieliśmy wtuleni w siebie. Po pewnym czasie zaczęłam się nudzić. Energii przybyło mi po posiłku na tyle, żebym miała ochotę coś zrobić, ale nie na tyle, by na przykład biegać.
- Mogłabym poczytać?
Zapytałam zanim zdążyłam się powstrzymać. Odsunął mnie na chwilę i spojrzał dziwnie. Po chwili uśmiechnął się, chyba widząc moją minę i pokiwał głową. Chciałam stanąć, ale wziął mnie na ręce i postawił na ziemi dopiero koło łóżka. Podziękowałam kiwnięciem głowy i doszłam do mojej wielkiej torby. Wyjęłam z niej książkę i usiadłam na fotelu, kładąc na nim stopy i opierając na zgiętych kolanach książkę. Spojrzałam jeszcze na niego. Znowu zmarszczył czoło, wyglądał na zamyślonego i złego. Po chwili podniósł mnie i usadził na swoich kolanach znów. Jednak szybko rozluźniłam się i oparłam o jego klatkę plecami. On tak jak wcześniej trzymał swoją brodę na moim ramieniu. Podniosłam nogi i oparłam o jego, tak jak wcześniej o fotel, aby ułatwić sobie czytanie. On za to trzymał jedną rękę na moim udzie i głaskał mnie, a drugą pieścił moją dłoń, którą położyłam obok książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz