- Już pora wstać.
Naburmuszona, chciałam przekręcić się na drugi bok, ale ktoś mi w tym przeszkodził. Popatrzyłam w tamtym kierunku. Kuba uśmiechał się do mnie. Westchnęłam i wstałam. Rzeczywiście większość osób zdążyła się przebudzić. Podeszłam do dziesięciu osób, które wcześniej wybrałam. Zgodzili się mi pomóc, choć z lekką obawą i już po chwili byliśmy na dworze. Zdążyłam się od nich dowiedzieć, że niedaleko jest centrum handlowe. Drzwi nie zostały wyłączone, więc bez problemu weszliśmy do środka. Czułam się troszkę niepewnie, ale nigdzie nie było widać żywej duszy. W pierwszej kolejności wzięliśmy koce. Na nich ułożyliśmy stos baniaków pięciolitrowych i takim sposobem jednym kursem zanieśliśmy dziesięć koców i trzydzieści butelek. Mało, ale już coś. Za drugim kursem przynieśliśmy kolejne koce, ubrania, oraz środki czystości. Trzeci kurs był z jedzeniem które ma długą datę ważności. Kolejny z warzywami, owocami, mięsem, a także naczyniami i kuchenką na butle gazową. W następnych kursach poszły kolejne dostawy wody, plecaków, lin, śpiworów, poduszek, kołder, noży. Zauważyłam, że ludzie zaczynają robić się zmęczeni. Wybrałam kolejną gromadkę, która miałaby mi pomóc. Postanowiliśmy też przynieść wielką kotarę, aby przedzielić salę na dwie części, wtedy w jednej części można rozłożyć basen, w którym można będzie się myć i przenośną toaletę. Co prawda, przy takiej liczbie ludzi to co najmniej raz dziennie trzeba to wynosić i czyścić, ale czyszczenie jest dużo bardziej bezpieczne niż ciągłe wychodzenie ludzi za potrzebą. Jeśli zostaniemy tu na dłużej to będzie trzeba wymyślić jakiś sprawniejszy system, ale jak na prowizorkę to był idealny. Przy ostatnim kursie nie było już nic, aż tak ważnego, ale zobaczyliśmy na horyzoncie dwa wampiry. Schowaliśmy się w krzakach. Byłam lekko odseparowana od całej reszty.
- Zatrzymaj się na chwilę.
Powiedział jeden z nich do drugiego.
- Ty też to czujesz? Tutaj są jacyś ludzie.
- Co ty opowiadasz? To jest niemożliwe. Wszyscy zostali już wyłapani.
- Jednak ja wiem, że ktoś tutaj jest.
Jak ja bym chciała aby mnie nie dostrzegli. Nie widzieli mnie, nie słyszeli, ani nie czuli mego zapachu.
Zbliżył się. Był raptem krok ode mnie. Nie wytrzymałam i próbowałam się cofnąć. Wywróciłam się. Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Nie widział mnie. Z niedowierzaniem powoli wstałam. Pomachałam mu ręką przed nosem.
- Dziwne. Zapach nagle zniknął.
Chłopcy musieli się poruszyć, bo ich krzaki zaszeleściły.
Nie wiem, jak to zrobiłam, ale musiałam się pokryć jakąś zasłoną, aby stać się dla nich niewidzialną. Skupiłam się mocniej i odkryłam, że jest ona delikatnego mlecznego koloru. Pobawiłam się nią chwilę.
Wampir już był przy nich. Zadziałałam szybko i objęłam barierą także ich.
- Musiało mi się wydawać.
Rozejrzał się jeszcze chwilę nie rozumiejąc co się stało i odszedł. Jak tylko zniknął z widoku to padłam na kolana. Używanie tego bolało jak cholera.
- Wiki! Nic ci się nie stało?
- Odezwij się.
Otworzyłam delikatnie oczy.
- Chyba nauczyłam się nowej sztuczki, ale jest wyczerpująca.
Kuba pokiwał głową. Oddał nasze torby do podziału i wziął mnie na ręce. Postawił mnie dopiero przed wejściem.
- Słuchajcie. Nie mówcie nikomu, ani słowa, o tym, jak bardzo mnie to wyczerpuje, nie chcę, aby zbyt wiele osób się o mnie martwiło.
Pokiwali niepewnie głowami i weszliśmy do środka. Sprzątania i dzielenia pokoju był już prawie koniec. Kotary starczyło, aby rozdzielić na łazienkę i coś w rodzaju sypialni, a w całej reszcie miało się odbywać gotowanie i działanie. Zaczęło to wszystko wyglądać w miarę normalnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i zarządziłam ciszę nocną. Wszyscy udaliśmy się na posłania z koców, pościeli i śpiworów. Dzisiaj było o wiele cieplej. Rozdzieliłam warty i położyłam się. Koło mnie ułożył się Kuba, przytulił mnie do siebie i szepnął mi do ucha.
- Jeśli coś by się działo to przyjdź do mnie. Wiem, że nie chcesz, aby wiedziała cała reszta, bo to w tobie mają oparcie, ale ty też musisz się na kimś polegać i tym kimś mogę być ja.
Przez chwilę nic nie mówiłam. Czułam tylko wielką gulę w gardle.
- Dziękuję.
Szepnęłam cichutko.
***
Rano odkryłam, że większość osób nudzi się. Nie było już nic do robienia, oprócz posiłków. Jeśli zbyt długo będą siedzieć bezczynnie to pojawią się kłótnie i awantury. To nie będzie dla nas dobre. Zaczęłam rozglądać się w koło szukając pomysłu na rozwiązanie problemu. Znalazłam wzrokiem Elizę i szybko do niej podeszłam.
- Mam do ciebie małą prośbę.
- Jaką?
- Byłabyś w stanie kogoś nauczyć walczyć?
- Moje umiejętności nie są jakieś ogromne.
- Chodzi o to, by dać im wszystkim zajęcie, a codzienne treningi w obecnej sytuacji nam nie zaszkodzą. Jeśli dzięki nim polepszy się tylko nasza kondycja to już będzie to olbrzymi sukces.
Przez chwilę patrzyła na mnie w skupieniu.
- Celem jest kondycja?
- Tak. Do tego nabranie pewności siebie. Na drugim planie: zdobycie masy mięśniowej i podstaw techniki.
- Dobrze.
- Dasz radę zacząć w tej chwili?
- Chyba tak.
- Dziękuję.
Odwróciłam się do ludzi. Byłam zbyt niska. Stanęłam na najbliższym krześle. O wiele lepiej.
- Cisza!
Od razu zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
- Jako tako zapewniliśmy nam byt, ale nie będzie tak wiecznie. Musimy się wzmocnić. Sprawić, byśmy byli silniejsi, szybsi i bardziej wytrzymali. Im więcej osiągniemy, tym nam łatwiej będzie przy ewentualnym starciu. Poradzimy sobie, ale musimy być razem.
Zrobiłam chwilę przerwy, aby wziąć oddech, a w gardłach osób, które tu były narodziły się krzyki radości. Nie była to świetna mowa. Nie interesowało ich co będą robić. Teraz byłam ich przywódcą, za którym pójdą wszędzie. Zrobiliby wszystko co bym im powiedziała.
- Dzisiaj zaczynamy treningi, które będą się odbywały się każdego dnia. Nie są obowiązkowe, ale dobrze by było, gdyby każdy z was chciał w nich uczestniczyć. Będzie je prowadziła Eliza. Macie pięć minut na przebranie się w coś wygodnego.
Zeszłam z krzesła i z mocno bijącym sercem cofnęłam się kilka kroków w tył. Jednak w dalszym ciągu nienawidzę publicznych wystąpień. Podszedł do mnie Kuba z uśmiechem na ustach.
- Dobrze ci poszło.
- Co bym nie powiedziała zareagowaliby tak samo. Zaczynam odczuwać ogromną presję. Oni wszyscy na mnie polegają.
- A tobie wspaniale wychodzi zarządzanie nami, abyśmy mogli jakoś przetrwać.
- A jeśli któregoś dnia podejmę złą decyzję?
- Na pewno tak się nie stanie.
- A jeśli?
- To powiemy, że to był mój pomysł.
Sapnęłam oburzona na takie rozwiązanie, a on zaśmiał się ze mnie i podszedł, aby mnie przytulić.
- Nic się nie bój. Teraz wszystko jakoś się ułoży.
- Nie wiemy co się stało z resztą ludzi. Z rodzicami, innymi uczniami, przyjaciółmi, rodziną.
- Możemy być sami, ale nie sądzę, aby tak było. Skoro są to wampiry, muszą żywić się krwią. Sądzę, że większość ludzi jest gdzieś przetrzymywana. Wzmocnimy się. Uwolnimy się i odzyskamy wolność.
- To jest plan długodystansowy. Zanim się to ziści mogą minąć lata.
- Damy radę.
Uśmiechnęłam się do niego niepewnie. Pogłaskał mnie po policzku i zbliżył swoje usta do moich. On zawsze wie czego mi trzeba. Szybko odwzajemniłam pocałunek.
- Uwaga wszyscy! Zaczynamy pierwszy trening i ostrzegam, że nie będzie litości.
Oderwaliśmy się od siebie i z uśmiechem wyszliśmy na sam przód. Ćwiczyliśmy, aż do nocy z przerwami na posiłki. Wieczorem wszyscy padli na posłania i od razu zasnęli.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz