sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 37

- Sławek, jesteś potrzebny na jeszcze jedno czyszczenie. Mamy nadzieję, że już ostatnie. - Patrzył na mnie próbując podjąć decyzję. - Zostanę z nią na tę chwilę.
***
- Twoja teoria chyba jest prawdziwa. - Spojrzałam z zainteresowaniem Karola. Odwrócił swoją dłoń w moim kierunku. Nie było śladu po bliźnie. Poczułam jak ulga przeze mnie przechodzi.
- Zawołaj Wojtka jak możesz. - Sławek pokiwał do mnie głową i po paru minutach wampir już do nas przyszedł.
- Coś się stało?
- Blizna zniknęła z ręki Karola. Niech wszystkie zdrowe osoby zostaną sprawdzone, czy mają na ręce bliznę. Jeśli nie to mają trafić tutaj. Jeżeli zdążyli oddać krew to zarówno ona jak i cały sprzęt który miał z nią styczność mają zostać zniszczone. Dopóki nie zapanujemy w pełni nad epidemią to co trzeci dzień każdy ma być sprawdzany pod kątem tego czy jest zdrowy.
***
- Od trzech dni nie zauważono już pojawienia się nowych chorych.
- To dobrze. W takim razie wygląda na to, że udało się chociaż trochę okiełznać epidemię. Teraz tylko zostało uleczyć chorych oraz nosicieli.
- Nie mniej jednak można powoli zacząć wracać do normalności.
***
Sławek pocałował mnie. Pomimo zmęczenia oddałam mu z taką pasją na jaką było mnie stać. W końcu dotarło do mnie jak bardzo go kocham. Położył mnie na łóżku i delikatnie głaskał po policzku.
- Proszę, zgódź się.
- Teraz?
- Tak. Pragnę cię. Potrzebuję cię.
- Jesteśmy w sali pełnej innych osób. Nie uda się ukryć co robimy.
- Nie musimy ukrywać. Ludzie już do tego przywykli.
- Ale jak to? - Spojrzałam na niego w szoku.
- Chyba nie myślisz, że od początku powstania azylu nikt tutaj nie uprawiał seksu.
- No nie, ale...
- Zapominasz, że tylko my mamy własny pokój. Reszta albo musi szukać ustronnego kąta, albo pieprzyć się na oczach innych. Większość już do tego przywykła.
- Jakim cudem tego nie zauważyłam?
- Bo jesteś przemęczona? - Usłyszałam z boku głos Karola.
- Nie rozumiem.
- Koło piątej budzą cię pierwsze osoby abyś zdjęła, lub założyła na nie tarcze. Bliżej ósmej przychodzi Wojtek, aby pozawracać ci głowę. Między czasie sprawdzasz e-maile, załatwiasz problemy bieżące. Poruszasz na forum temat epidemii mając nadzieję na jakiś przełom. Do tego czasu zwykle pojawią się jakieś nowe problemy. Następnie pojawiają się osoby, abyś zdjęła lub założyła na nie tarcze. Ponownie siadasz na chwilę do e-maili. Zazwyczaj jeszcze ze dwa razy Wojtek przychodzi zawrócić ci głowę. Bliżej drugiej w nocy ewentualnie udaje ci się położyć. Jak sądzisz, ile jesteś świadoma z tych trzech godzin, które ci dają?
***
- Jeszcze raz wszystko od początku.
- Trzech ras połączenie początek choroby zwiastuje i tylko ich trójka porządek utrzymuje.
- Ogień z żelazem chorobę piętnuje i tylko ogień odsieje ziarno od plewu.
- To już zrozumieliśmy. Jak tylko ktoś wpadnie na pomysł, aby rasy razem mieszkały zaczyna się epidemia. Wpadli na to, że rozżarzonym żelazem można chorobę wskazać. Niektórzy wręcz zaczynali palenie na stosie tylko po to by choroba się nie rozprzestrzeniała.
- Poczekajcie chwile. - Szepnęłam cicho jak w mojej głowie myśli zaczęły przeskakiwać z prędkością światła.
- A może oni nie byli takimi barbarzyńcami jak można by było się tego spodziewać. Może ich działanie miało jednak cel.
- Chcesz zacząć palić ludzi i zobaczyć czy wygna to chorobę?
- Brzmi to jak pomysł, ale zaczęłabym od czegoś bardziej przyziemnego. Było powiedziane, że to od trzech ras wszystko się zaczyna. Ani człowiek, ani wampir, ani wilkołak nie umie dostrzec choroby, a co za tym idzie nie potrafi jej uleczyć. A co jeśli potrzeba wszystkich trzech przedstawicieli gatunków, aby coś zobaczyć?
- Mówisz o połączeniu mocy?
- Tak.
- Nic nas to nie kosztuje. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Marek i Leszek podejdźcie na chwilę. - Wilkołak i żywiołak ognia zbliżyli się do mnie z zaciekawieniem. - Mam teorię, że na chorobę można wpłynąć jeśli trzy rasy połączą swoją moc. Spróbujecie?
- Jasne, tylko powiedz co robić.
- Sławek, będziesz przewodził?
- Tak.
- Potrzebujemy ochotnika, który zgodzi się na to by na nim eksperymentować. Nie powinno to przynieść żadnym skutków ubocznych.
- Mogę być ja. - Podszedł ten sam mężczyzna, który zgłosił się jako pierwszy przy naznaczaniu. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i wskazałam mu łóżko, aby się na nim położył.
- Stańcie po drugiej stronie i podajcie mi ręce. Zamknijcie oczy i rozluźnijcie się. - Cała trójka złapała się za dłonie stojąc nad mężczyzną. Po chwili Sławek poprowadził ich ręce, aby wylądowały na czole chorego. Widziałam jak mój partner szepcze coś pod nosem. Pozostałe dwie osoby zaczęły delikatnie drżeć. Na twarzy wilkołaka widziałam pot. Po najdłuższych kilkunastu minutach w moim życiu odsunęli się.
- Znalazłem źródło choroby. Niech nikt się nie zbliża i nie interweniuje. Jakikolwiek wilkołak niech położy rękę na moim ramieniu a na drugim żywiołaka ognia. - Podeszły nowe dwie osoby na uzupełnienie sił. Sławek zamknął oczy aby się skoncentrować. Jak tylko otworzył to położył dłoń na czole mężczyzny który od razu stracił przytomność. Przejechał palcem po klatce piersiowej nosiciela. Po chwili tą samą drogę przebył wilkołak pazurem rozcinając bluzkę na pół oraz skórę. Sławek włożył trzy palce w rozcięcie i zaczął otwierać wnętrze człowieka. Dostał się do serca i uniósł odrobinę w dłoni. Od spodu można było dostrzec czarną skazę. Sławek oderwał ją od narządu i rzucił na ziemię. Zamknął ranę, a następnie zaczął sunąć dwoma palcami po ciele człowieka mniej więcej tak jak idą żyły. Wilkołak rozciął nadgarstek człowieka z którego zaczęła się sączyć czarna maź. Pozwolili aby wylądowała na podłodze i jak tylko zakończyli badanie to Sławek uzdrowił nadgarstek mężczyzny. Machnął ręką na żywiołaka który odsunął się o krok i spalił wszystko czego przed chwilą się pozbyli. Sławek dotknął czoła nosiciela, który zaczął ruszać powiekami i po chwili otworzył oczy. Mężczyzna z wrzaskiem złapał się za dłoń, a po chwili zobaczyliśmy na niej bliznę jak po oparzeniu w kształcie tej samej litery co po rozgrzanym żelazie.
- Chyba się udało. - Szepnęłam. - Udało się! - Wykrzyknęłam i zaczęłam skakać radośnie. Żywiołak oraz wilkołak wyglądali jednak na wykończonych. - Dobrze się spisaliście. - Pogratulowałam wybrańcom, a następnie podeszłam do Sławka i pocałowałam go. Przyciągnął mnie do siebie i dopiero po chwili pozwolił się odsunąć.
- Po każdym uzdrowieniu będziesz mnie tak całować?
- Jeśli to ma sprawić, że będziesz miał więcej siły i ochoty na leczenie. - Sławek roześmiał się radośnie. W końcu udało się coś osiągnąć. - Dużo energii zużyłeś?
- Mniej niż sądziłem. Więcej niż mogłem. Sądzę, że uda mi się z czasem sprawić, abym mniej się męczył.
- Dasz radę kogoś tego nauczyć?
- Mimo wszystko musiałem do tego użyć niesamowitej precyzji. Żadna z osób, które zacząłem uczyć leczenia nie jest jeszcze na takim poziomie, aby sobie poradzić.
- Czyli całość leczenia musi się opierać o twoje umiejętności. Trzeba dobrać umiejętnie ilość osób, abyś się zbyt szybko nie wykończył.
- O mnie się nie martw.
- O kogoś muszę.
- Już wystarczy, że martwisz się o wszystkich, którzy się tutaj znajdują.
- Wezwiesz Wojtka?
- Jasne. - Odpowiedział i usiadł na naszym łóżku. Już po chwili pojawił się wampir.
- Coś się stało?
- Tak. - Wyszczerzyłam się do niego jak głupia. - Udało nam się uleczyć jednego z nosicieli.
- Jak tego dokonaliście?
- Musi ze sobą współpracować wampir, wilkołak i człowiek.
- A konkretniej żywiołaka ognia.
- Szczęśliwie mamy ich pod dostatkiem.
- Niestety wymaga to zbyt dużej precyzji więc tylko Sławek może się podjąć tego zadania.
- Wilkołaki i magowie mogą być o dowolnej mocy?
- Nim większą moc tym dłużej wytrzymają. Przy słabych jest ryzyko że często będzie trzeba ich zmieniać.
- Rozumiem. Jak dalsze decyzje? - Zamyśliłam się na chwilę aby ułożyć jakiś plan działania.
- Dla byłych nosicieli trzeba zorganizować oddzielny pokój. Jeśli przez dwa dni znak nie zniknie to wracają do społeczności jednak dopiero po tygodniu będą mogli oddawać krew. W uzależnieniu od prędkości uzdrawiania Sławka trzeba ustalić datę kiedy ruszamy na odbicie kolejnego punktu. Trzeba obmyślić jak strategicznie informować nowych że muszą zostać oparzeni na wejściu. Uzdrawianie zaczęłabym od sprawdzenia czy metoda zadziała na chorych. Z dnia na dzień jest coraz mniejsza szansa na to że uda się ich uratować, a nosicieli można uzdrowić w każdym dowolnie pasującym momencie.
- Jeśli chcesz zacząć od uzdrawiania chorych to musimy uzdrowić ciebie.
- Mnie? Po co?
- Nikt inny nie da rady utrzymać chorych na tyle by nie byli zagrożeniem dla ekipy leczącej, a nie możemy sobie pozwolić na kolejnych chorych.
- Nawet jeśli mnie uzdrowisz to i tak na wszelki wypadek nie powinnam wychodzić jakby się okazało że zarażam.
- Jeśli kogoś zarazisz to go uzdrowimy, a jeśli zaczekasz choćby te dwa dni to kto wie ile zarażonych w tym czasie straci rozum. - Miałam mętlik w głowie. Wydawało mi się to absurdalne i nie fair wobec innych.
- Nie wahaj się. To naprawdę najlepsza opcja - Spojrzałam na kobietę która się odezwała.
- Jesteś im potrzebna, aby pomóc nam. Zarażonych zostało kilkudziesięciu to marna ilość w porównaniu do ponad dwóch tysięcy nosicieli. Jeśli będziemy mieli szczęście to do końca miesiąca uda się uzdrowić komplet.
- Nie robi wam problemu aby zostać tutaj jeszcze dłużej?
- Miłoby było odzyskać wolność, ale dla większości z nas nie robi różnicy w którym pomieszczeniu siedzimy.
- Miłoby było tylko zobaczyć z powrotem rodzinę.
- Dziękuję wam. - Szepnęłam cicho. - Ustalcie w takim razie w jakiej kolejności chcecie być uzdrowieni.
- Kto się podejmie pomocy mi w uzdrowieniu Wiktorii?
- Cały tłum podszedł do przodu. - Patrzyłam na to wszystko ze łzami w oczach. Z uśmiechem położyłam się na łóżku. Sławek pogłaskał mnie po policzku i już spałam.
***
Czułam jakbym płonęła. Całe moje ciało stało w ogniu, ale nie mogłam się ruszyć. Po chwili poczułam jak spadają łańcuchy które mentalnie były na mnie narzucone i z wrzaskiem usiadłam. Spojrzałam na rękę na której zaczęło się pojawiać oparzenie. Normowałam oddech rozglądając się w koło i próbując sobie przypomnieć co się dzieje.
- Skoro jesteś już zdrowa to trzeba opatrzeć twoją rękę i ruszamy do więzienia.
- Nie chcesz odpocząć?
- Jeszcze nie muszę, ale zgaduje że nie uda mi się dzisiaj zbyt wielu osób uzdrowić. Za dużo siły zużyłem na próbę zorientowania się co się dzieje.
- Ciekawa jestem jak w dawnych czasach ustalono w czym problem.
- Może po prostu kogoś pokroili.
- Istnieje taka opcja.
- Nie zwlekajmy. Wojtek ogarniesz wilkołaki i Żywiołaki do pomocy? - Wojtek zniknął w tym czasie udaliśmy się spacerem do lekarza który założył mi opatrunek a dopiero potem do więzienia. Na miejscu byliśmy mniej więcej godzinę po moim uzdrowieniu więc udało mi się odzyskać większość sił. Wojtek stanął przed celami mocno się zastanawiając.
- Od kogo zaczynamy?
- Chyba od osoby która przemieniła się jako ostatnia. Największa szansa na sukces.
- A potem będziesz próbował od tych co najdłużej tu siedzą czy najkrócej?
- Chyba tych co najkrócej. Bez sensu jest marnować czas na tych których uzdrowić się już nie da.
- Jasne.
- Słyszałem że mogę się przydać. - Koło nas pojawił się Nicolas.
- Dawno cię nie widziałam.
- Byłaś chora, nie chciałem podzielić twojego losu. Jednak z tego co widzę to już nie zarażasz.
- Udało nam się co nieco osiągnąć kiedy leniuchowałeś.
- Wypraszam to sobie.
- Od tego zaczniemy. - Przerwał naszą dyskusje Sławek wskazując na jedną z klatek. Podeszłam bliżej i skoncentrowałam się na tym aby choć trochę unieruchomić wampira. Na tyle abym mogła wejść do klatki i dotknąć go. Położyłam go na ziemi i spojrzałam na Sławka.
- Do których części ciała potrzebujesz dostępu?
- Na pewno do klatki piersiowej, jednej dłoni i możliwe że głowy. Tylko wiedz że leczenie to będą prawdopodobnie dla niego katusze. Przy jego poziomie szaleństwa może mi się nie udać go uśpić.
- Jasne. Stworzyć tarczę abyś go nie słyszał?
- Łatwiej będzie się skoncentrować. Możesz też spróbować odciąć nas od hałasu pozostałych krzykaczy. - Pokiwałam głową i zamknęłam oczy. Dokończyłam tarczę wokół wampira a następnie stworzyłam barierę dźwiękową wokół naszej ekipy. Tak samo jak wcześniej wilkołak i mag trzymali ręce na ramionach Sławka. Nicolas rozciął klatkę piersiową wampira aby leczenie mogło się rozpocząć. Trwało o wiele dłużej, a chory miał w sobie dużo więcej mazi. Jednak jakimś cudem udało się go uleczyć. Ostrożnie wyszliśmy z klatki. Zdjęłam wszystkie tarcze a wampir dalej leżał na swoim miejscu zachowując się jakby spał. Wojtek podał Sławkowi butelkę z krwią którą z podziękowaniem przyjął.
- Zaryzykuję stwierdzeniem że już wiem co robić.
- Ile jeszcze dasz radę uzdrowić osób na pierwszy rzut?
- Koło pięciu. - Odparł z dość dużym wahaniem. Nicolas dalej miał siłę ale żywiołak musiał zostać zmieniony. Po kwadransie odpoczynku podeszliśmy pod kolejną wybraną przez Sławka celę. Udało im się wspólnymi siłami uzdrowić jeszcze sześć wampirów. Praktycznie do każdego był przydzielany kolejny mag. - Na dzisiaj koniec. - Odparł Sławek ze zmęczeniem i przeniósł nas na stołówkę abym mogła zjeść późną kolację. Zaraz po niej wspólnie umyliśmy się z brudów dnia. Jak tylko znaleźliśmy się w swojej komnacie to miałam wrażenie jakby zaczęło się robić duszno. Spojrzałam na Sławka i poczułam jakby przeszedł przez nas prąd. Zanim zdążyłam dokończyć myśl to już byłam przyciśnięta przez Sławka do ściany. Moje próby dotykania go skończyły się na tym że unieruchomił moje dłonie nad moją głową. W tym samym czasie drugą ręką rozszarpał moje ubrania.
- Dzisiaj mi już nie uciekniesz.
- Nie zamierzam. Jestem cała twoja. - Podniósł mnie i nagą położył na łóżku. Zanim zdążyłam się zawstydzić to pozbył się swoich ubrań. Widziałam idealnie wyrobiony sześciopak w genialnej oprawie. Do tego ogromnego członka, a trochę się ich naoglądałam w ostatnim czasie.
- Jak będziesz w czasie seksu ze mną wspominać cudze fiuty to przez tydzień nie usiądziesz na dupie. - Nie umiem wyjaśnić dlaczego jego słowa jeszcze bardziej mnie rozpaliły.
- Kocham cię. - Powiedziałam zdecydowanym głosem, aby wiedział że jestem już w stu procentach pewna swojego uczucia. Z warkotem zaatakował moje usta. Jedną ręką ugniatał moją pierś a drugą rozszerzał moje uda aby już po chwili włożyć we mnie jeden palec. Instynktownie uniosłam w górę biodra łaknąc więcej.
- Nie dam rady zbyt długo zwlekać.
- Po prostu mnie pieprz i się nie zastanawiaj. Zbyt bardzo cię pragnę abyś dał mi czas do zastanowienia się co takiego robię.
- Nie licz na to że pozwolę ci się wycofać. - Warknął w moje usta w tym samym czasie co włożył we mnie swoje trzy palce. - Już cała toniesz w swoich sokach, a ledwo zdążyłem cię dotknąć. - Poczułam jak przechodzi przeze mnie dreszcz. Czułam ogromne ciepło w moim ciele które zaczynało gromadzić się w podbrzuszu. Ponownie uniosłam biodra w górę wyginając przy okazji plecy w łuk.
- Postaram się być delikatny.
- Nie musisz. - Szepnęłam i poczułam jak wyciąga ze mnie swoje palce. Chciałam zacząć na niego krzyczeć, aby wracał i nie zostawiał mnie pustej w środku, ale zanim zdążyłam się odezwać to wszedł we mnie jednym szybkim ruchem. Poczułam ból, więc krzyknęłam wbijając paznokcie w jego plecy. Dał mi chwilę na przystosowanie się do jego rozmiaru. To było niesamowite uczucie. Jakbym po raz pierwszy była kompletna. Jakbym właśnie do tego była stworzona. Abym już zawsze miała być z nim połączona. Zaczął delikatnie się wysuwać. Poczułam drobny dyskomfort ale jednocześnie chciałam wrzeszczeć aby wracał, nie zostawiał mnie ponownie z poczuciem pustki. Poruszył się do przodu aby w moim wnętrzu znowu zaczęło pojawiać cię ciepło. Jakbym miała lawę w okolicach podbrzusza. Jakimś cudem dał radę oderwać moje dłonie od swoich pleców i lewą ręką przytrzymał je nad moją głową. Zaczął powoli się poruszać. Instynktownie podnosiłam biodra chcąc aby przyspieszył rytm. Zaczął na mnie warczeć. Prawą ręką unieruchomił moją miednicę abym nie mogła się ruszyć. Zębami odnalazł mój sutek i drażnił go.
- Sławek. - Jęczałam jego imię z każdą chwilą odczuwając coraz większą przyjemność. Potrzebowałam się poruszyć ale nie pozwalał mi na to bym drgnęła chociaż o centymetr. Moje ciało już całe drżało zalane lawą przyjemności. Chciałam aby poruszał się coraz szybciej i szybciej. Spełnił moje potrzeby aż poczułam że ciepło zaczyna się się kumulować w jednym miejscu. Odchyliłam głowę krzycząc i zaciskając się na jego członku na tyle mocno że doprowadziło go to do orgazmu. Słyszałam jego chrapliwy krzyk. Opadł na mnie, ale jakimś cudem w taki sposób abym nie czuła jego ciężaru. Oboje byliśmy pokryci cienką warstwą potu która po zetknięciu z powietrzem szybko zasychała. Sławek przekręcił się na bok pociągając mnie ze sobą i dalej ze mnie nie wychodząc. Przykrył nas kołdrą i patrzył w moje oczy z większą miłością niż potrafiłabym to opisać.
- Kocham cię.
- Też cię kocham. - Odpowiedział z ogromnym uśmiechem. Gładził mnie po policzku i tylko nasze przyspieszone oddechy sugerowały co przed chwilą się zdarzyło. Po chwili z wielkim ociąganiem zaczął ze mnie wychodzić. Przeszedł mnie dreszcz na to uczucie i pojawiły się myśli o rundzie drugiej. Usłyszałam od Sławka cichy chichot. - Spokojnie. Jeszcze będziemy mieli czas, aby się sobą nacieszyć. Na dzisiaj wystarczy jeśli chcesz jutro być w stanie chodzić. - Chciałam się sprzeciwić ale przekręcił mnie abym leżała tyłem do niego i wtulił się w moje plecy. Chciałam więcej ale nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz