środa, 12 grudnia 2018

On - Rozdział 8

Od razu za drzwiami oparty o ścianę stał Derek. Zamknęłam oczy jeszcze bardziej tym wszystkim zawstydzona.
- Uroczą masz partnerkę. Tak bardzo niewinną.
Otworzyłam oczy będąc delikatnie oburzona tym podsumowaniem.
- Prosiłam byśmy chwilę zaczekali.
Szepnęłam zła do Adama. Ale chyba nie wystarczająco cicho bo usłyszałam śmiech alfy.
- To by nic nie zmieniło. Masz na tyle intensywny zapach, że nawet po wielogodzinnej kąpieli wielu z nas mogłoby poczuć, że doszłaś.
Jęknęłam z zażenowaniem.
- Musicie być aż tak bezpośredni? W normalnym świecie nie rozmawia się na takie tematy z osobami praktycznie obcymi.
- Możliwe, ale biorąc pod uwagę nasze ogromne potrzeby to niektórych rzeczy nie da się ukryć. A skoro wszyscy wiedzą to znaczy, że można o tym rozmawiać.
- Ogromne potrzeby?
- Nie rozmawiałaś jeszcze na ten temat z Adamem? Nowo połączone pary jeśli tylko okoliczności temu sprzyjają to przez pierwsze kilka dni do miesiąca nie wychodzą z łóżka.
Poczułam jak cała krew odpływa mi z głowy.
- Nie wspominałeś nic o tym. Adam, ja jestem tylko człowiekiem. Nie sprostam twoim potrzebą.
- Przede wszystkim jesteś moją partnerką. Jesteś wszystkim czego potrzebuję. Obydwoje zadbamy o to by nasze potrzeby zostały zaspokojone.
- Pamiętasz o tym, że jeszcze nie podjęłam decyzji, czy zgadzam się na to byśmy byli razem. Mam po prostu zostać z tobą dopóki nie wrócisz do normy i nie zaczniesz się kontrolować.
- Pamiętam o naszym układzie. Ale na podstawie twoich jęków i krzyków śmiało mogę powiedzieć, że nikt wcześniej nie dał rady zaspokoić cię tak dobrze jak ja, a przypominam nieśmiało, że do zabawy użyłem tylko jednej ręki.
- Adam! Przypominam ci nieśmiało, że nie jesteśmy sami.
Syknęłam pod nosem czerwieniąc się jeszcze bardziej. Moja reakcja tym razem u obu panów spowodowała atak śmiechu. Jednak Derek zlitował się i zaczął iść. Adam złapał mnie w talii i z wielkim uśmiechem na ustach zaczął prowadzić za swoim alfą. Wszystkie mijane przez nas wilkołaki patrzyły na nas ze zdziwieniem, ale również dużą dozą szacunku. Niestety niemal każdy z nich oglądał mnie od góry do dołu z wielkim zaciekawieniem. Powoli zaczynałam się czuć jak rzeźba w muzeum.
Weszliśmy do pomieszczenia na środku którego stały różne komputery, ekrany i tona kabli jak w serwerowni. Łącznie cała elektronika była wielkości dwóch dość sporych szaf. Obok stał zwykły fotel, wyglądający na stosunkowo miękki i wygodny. Dopiero gdy podeszliśmy bliżej to zobaczyłam jak dużo jest wokół niego pasów, które wyglądały na tyle licho, że nie rozumiałam jak miały utrzymać wilkołaka. Adam usiadł wygodnie na fotelu nie puszczając mojej dłoni. Obok pojawiło się dwóch mężczyzn. Jeden założył mu na głowę dość dziwnie wyglądający kask, który od spodu miał przyssawki, które w odpowiednich miejscach przypinał mu do głowy. Od góry był kabel podłączony do tej całej aparatury. W tym czasie drugi mężczyzna zaczął od przypięcia go w pasie trochę na podobieństwo tego jak to wygląda w samochodzie. Kolejne pasy szły na ukos od jego ud nad ramiona tworząc na wysokości jego klatki piersiowej krzyż. Jeszcze jeden pod pachami, na szyi, na bicepsie, na ramieniu, na nadgarstku. Przywiązali też jego uda, kolana, łydki i kostki. Wyglądał jakby cały był pokryty tymi skórzanymi pasami. Zaczęłam się stresować tym jak wielkie zabezpieczenia musieli poustawiać. Adam musiał to wyczuć bo uśmiechnął się do mnie delikatnie i kciukiem zaczął pocierać wnętrze mojej dłoni. W czasie całej procedury tylko na chwilę musiałam puścić jego rękę, a i tak niemal od razu upomniał się o to bym powróciła do trzymania go.
- Jesteś gotowy?
- Bardziej już nie będę.
Odpowiedział im Adam siląc się na cień humoru w głosie. Patrzył na mnie jak na największy skarb, a jedyne o czym byłam w stanie myśleć to o tym by jak najszybciej się to wszystko skończyło. Zobaczyłam grymas bólu na jego twarzy, gdy uruchomili cały sprzęt. Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam blisko dwanaście osób uzbrojonych w pistolety i gotowych do szybkiego oddania strzału. W żadnym stopniu mnie to nie uspokajało.
- Chodź bliżej mnie.
Spojrzałam na Adama i przesunęłam się bliżej na tyle by nogą dotykać jego nogi. Westchnął cicho na ten widok.
- Nie o to mi chodziło.
- A o co?
Spytałam zdenerwowana nie do końca rozumiejąc co się dzieje.
- Stań pomiędzy moimi nogami.
Wykonałam w ciszy jego prośbę.
- Dobrze, a teraz daj mi też swoją drugą rękę do trzymania.
- Tak dobrze?
Spytałam niepewnie gdy wykonałam jego polecenie.
- Lepiej.
Zobaczyłam ból na jego twarzy.
- Co się dzieje?
- Doszli już do pierwszych tortur. Większość moich wspomnień z okresu który sprawdzają był jedną wielką męką.
- Jak mogę ci pomóc?
- Potrzebuję cie bliżej.
- Jeszcze bliżej? Co mam zrobić?
- Usiądź na moich kolanach, twarzą do mnie.
- Nie zaszkodzi to pracy tej maszyny?
Usłyszałam warkot ze strony Adama. Odruchowo cofnęłam się o krok i poczułam jak jego ręce ściskają mocniej moje dłonie. Pisnęłam cicho nie mogąc się powstrzymać. Dopiero wtedy rozluźnił nacisk.
- Przepraszam. Nie próbuj ode mnie uciekać. Nie odsuwaj się ode mnie. Nie chcę stracić nad sobą kontroli.
Jego słowa to był jeden wielki warkot. Przestraszona pokiwałam głową i wbrew swoim lękom przesunęłam się z powrotem do przodu na tyle by go dotykać.
- Dobrze. Usiądź na moich kolanach.
- Nie dam rady jeśli będziesz trzymał mnie za ręce.
- Puszczę cię, ale ostrzegam, że w żadnej mierze nie możesz się ode mnie odsunąć, czy to jasne?
Pokiwałam głową zbyt wystraszona, aby zrobić cokolwiek więcej. Dlaczego się na to zgodziłam? Nie powinnam tutaj być.
- Proszę, usiądź na mnie.
Jego słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Pokiwałam głową, a Adam puścił moje dłonie. Sunęłam po jego rękach w górę, bojąc się, że jeśli przestanę go dotykać to znowu straci nad sobą kontrolę. Złapałam się mocniej za jego biceps, aby łatwiej było mi się wciągnąć, wpełznąć na jego kolana.
- Rozłóż nogi na tyle byś klęczała na zewnątrz moich ud.
Zaczerwieniłam się na jego słowa i na chwilę zamknęłam oczy nie mogąc się powstrzymać.
- Prosiłem cię, abyś się mnie nie wstydziła, więc co teraz robisz?
Otworzyłam oczy na jego głos na pograniczu złości, rozbawienia i pożądania. Oblizałam dolną wargę czując jak bardzo jest sucha próbując skupić myśli.
- Chyba znowu muszę ci o tym przypomnieć.
- Jak? Jesteś uwiązany.
- Nie prowokuj mnie.
Z jego strony usłyszałam warkot na tyle nieprzyjemny, że przeszedł mnie dreszcz strachu i ledwo powstrzymałam się przed próbą wycofania się chociaż trochę.
- Pocałuj mnie. Daj mi dostęp do twoich ust. Chcę ci przypomnieć, że nie powinnaś się przy mnie wstydzić.
Zamknęłam oczy i przygryzłam wargę. Nie miałam pewności czy powinnam mu na to pozwolić.
- Proszę.
Tym razem jego głos był niewiele głośniejszy od szeptu. Otworzyłam swoje oczy, a w jego zobaczyłam szaleństwo. Nie było to pocieszające. Ale zgodziłam się go wesprzeć. Z resztą od tego aktualnie zależy moje życie. Pochyliłam się nad jego ustami i delikatnie dotknęłam jego warg, aby od razu po tym oddalić się, ale na tyle że nasze nosy praktycznie się dotykały.
- To nie był pocałunek.
- Dla mnie był.
Uśmiechnęłam się do niego delikatnie próbując pokonać przerażenie.
- Będziemy jeszcze mieli czas, abym pokazał ci co to pocałunek. A teraz nachyl się nade mną i daj mi dostęp do swoich ust. Jakbyś nie zauważyła to nie mogę się ruszyć.
Odsunęłam się na chwilę, aby na niego spojrzeć. Ma racje. Nie może aktualnie się poruszyć. Chwilowo mogę kontrolować sytuację. Nigdy później raczej nie da mi takiej możliwości.
- Cieszę się, że twój strach w końcu zaczyna cię opuszczać, ale nie podoba mi się twoje spojrzenie. Tak samo jak to, że dalej mnie nie pocałowałaś.
Uśmiechnęłam się do niego łagodnie, a jednocześnie zalotnie, tyle wystarczyło abym poczuła jego małego przyjaciela rosnącego pod moim ciałem.
- Popełniłeś jeden dość istotny błąd. Zabawiłeś się ze mną w łazience. Nie dając mi możliwości poruszenia się. Niemal zmuszając mnie do obiecania ci czego tylko będziesz sobie życzył. Aby chwilę później oddać się pod moje panowanie. Związany pasami na tyle mocno, że nie możesz się poruszyć. Skazany na moją łaskę. Pytanie tylko czy jesteś gotowy na moją zemstę.
Warkot jaki wydobył się z jego piersi już mnie nie przestraszył, a wręcz przeciwnie. Wibracje, które od niego na mnie przeszły pobudziły mnie jeszcze bardziej. Zobaczyłam jak jego nozdrza się rozszerzają, gdy kosztował ten zapach, a jego przyjaciel coraz bardziej doprasza się o uwagę. Zjechałam biodrami w taki sposób, aby mieć swoje wejście idealnie naprzeciwko jego coraz bardziej nabrzmiałego członka.
- Nie chcesz tak ze mną pogrywać. Nawet nie wiesz co cię czeka gdy zostaną te pasy ze mnie ściągnięte. Nie uda ci się mnie powstrzymać. Jeśli zamierzasz mnie prowokować i uwodzić to musisz się z tym liczyć, że skończy się na tym, iż będę pieprzył cię tak długo, aż wybiję ci z głowy takie głupoty.
- Być może. Ale z tego co wstępnie mówili to do tego momentu mam jakieś kilka godzin. Godzin, gdy jestem na tobie, ale nie możesz mnie dotknąć. Gdy mam nad tobą władzę. Gdy mogę doprowadzać cię na skraj. A jednocześnie jest to moment, gdy nie dostaniesz ode mnie orgazmu, bo nawet gdybym chciała ci go dać to pasy nie dają mi na tyle dużo swobody, aby dobrać się do twojego członka.
- Przypominam nieśmiało, że jedną myślą mogę zdjąć nie tylko swoje ubrania, ale również twoje.
- Rozebrałbyś mnie przy tych wszystkich napalonych, samotnych samcach?
Adam rozejrzał się wokół z warkotem jakby dopiero przypomniał sobie, że mamy towarzystwo.
- Mogą stąd wyjść.
- Sam chciałeś, aby tutaj byli. Dla mojego bezpieczeństwa, gdyby nagle ci odbiło.
- Kusisz samego diabła. Czy wiesz co ci zrobię, jeśli będziesz mnie prowokować?
- Chcesz mnie ukarać za to, że nie wymyśliłam lepszego sposobu na to by cię czymś zająć, abyś nie oszalał i dalej normalnie myślał?
Słyszałam jak warczy pod nosem więcej przekleństw niż kiedykolwiek poznałam. Uśmiechnęłam się będąc zadowoloną z tego jak na niego działam. O tak, prosiłam się o karę.
- Ale jeśli nie chcesz mojej obecności to zawsze mogę odejść, by cię bardziej nie prowokować.
Powiedziałam niewinnie odsuwając się od niego delikatnie.
- Nie próbuj się ode mnie odsuwać.
Usłyszałam z jego strony warkot. Jego zęby bardziej wyglądały jak wilcza szczęka, a twarz zaczynała się wydłużać.
- Jeśli nie zapanujesz nad przemianą to z lęku nie wrócę na poprzednie miejsce.
Klnąc niemiłosiernie zamknął oczy i skoncentrował się na tym by się chociaż trochę uspokoić. Dopiero wtedy ponownie na mnie spojrzał z tak wielkim głodem, że przeszedł mnie dreszcz podniecenia, gdy powinnam się bać.
- Wróć na swoje miejsce.
Powiedział powoli cedząc każde słowo. Uśmiechnęłam się do niego leniwie i wykonałam jego prośbę starając się otrzeć przy tym o jego członka tak bardzo jak to tylko możliwe. Syk jak wydobył się z jego ust dał mi niesamowitą satysfakcję.
- Przypominam, że dalej czekam na pocałunek.
Warknął zza zaciśniętych warg.
- A jesteś pewien że na niego zasłużyłeś?
Spytałam słodko dalej się z nim drażniąc. Znowu na mnie warknął, ale po chwili odpłynął gdzieś myślami i zobaczyłam w jego oczach niesamowity ból. Dalej nie byłam pewna czy mu ufam, ale nie mogłam zignorować tego co czuł. Cmoknęłam niezadowolona próbując zwrócić jego uwagę na siebie.
- Nie ładnie tak uciekać myślami, gdy twoja własna partnerka ociera się o ciebie.
Prychnął że śmiechem i zobaczyłam że powoli zaczynam go odzyskiwać.
- Tak lepiej.
Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i pochyliłam się nad jego twarzą. Znowu delikatnie musnęłam jego wargi. Następnie podniosłam się odrobinę aby złożyć pocałunek na jego czole.
- Dalej się ze mną bawisz.
Usłyszałam jego warkot co spowodowało u mnie jeszcze większy uśmiech. Odsunęłam się od niego i pierwszy raz spojrzałam jak na mężczyznę. Miał krótkie blond włosy o tak intensywnym odcieniu jakby mieniły się złotem. Co prawda miał tak wielki bałagan, że pogoniłabym go do fryzjera. Zaczęłam przyglądać się jego twarzy. Dotknęłam opuszkami palców jego szerokiego czoła. Brwi miał tak jasne, że prawie niewidoczne. Powędrowałam dotykiem na jego łuk brwiowy. Nos z widocznymi kilkoma złamaniami co tylko dodawało mu uroku. A przy tym wszystkim oczy, które miały kolor pomiędzy brązowym a szarym. Miał ciemniejszą karnację, ale nie w tę stronę, że wyglądał jak mulat, tylko bardziej jakby miał indiańskich przodków. Zjechałam rękami na jego kark. Ku swojemu przerażeniu odkryłam ogromne ilości skóry, która kiedyś musiała być czymś wypełniona. Tłuszczem? Mięśniem? Trudno było mi określić. Przyjrzałam mu się ponownie i oznaki tego, że był więzione były coraz bardziej wyraźne. Podkrążone oczy pomimo przespanej nocy. Bałagan na głowie, jakby nie czesał włosów od stuleci. Gdzie nie gdzie widać też było opuchliznę po siniakach, których musiał mieć dość sporo. Dopiero teraz w pełni do mnie dotarło, że ten siedzący przede mną człowiek przeszedł piekło. Łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- Iwona.
Usłyszałam jego głos niemal z reprymendą.
- Nie podoba mi się, że moja partnerka patrzy na mnie i płacze.
Prychnęłam śmiechem na absurd jego wypowiedzi i kantem ręki starłam łzy, którym udało się wydostać. Niewiele myśląc schyliłam się i tym razem naprawdę go pocałowałam. Zamknęłam oczy chcąc wyobrażać sobie jak będzie wyglądał kiedy już dojdzie do siebie. Zamiast tego przypominałam sobie coraz więcej szczegółów tego jak był poobijany gdy widziałam go po przemianie. Jak bardzo musieli go skatować, że dalej ma na sobie ślady.
Usłyszałam warkot z jego strony i poczułam, że ugryzł mnie w wargę na tyle by utoczyć kroplę krwi. Odsunęłam się od niego ze zmarszczonymi brwiami nie rozumiejąc dlaczego to zrobił.
- Dużo bardziej mi się podobałaś jako kusicielka.
Spojrzałam na niego oburzona i odruchowo chciałam się odsunąć, ale warknął na mnie przypominając mi, abym tego nie robiła.
- Nie chcę byś płakała z mojego powodu. Nie chcę abyś cierpiała przeze mnie. To co mi się stało to już przeszłość. Pomóż mi się z tego uwolnić. Nie potrzebuję rozpamiętywać złych wspomnień. Wolę tworzyć nowe z tobą.
Spojrzałam jeszcze raz głęboko w jego oczy. Widziałam tak wielkie oddanie mojej osobie. Jakbym naprawdę była dla niego najważniejszą osobą na świecie.
Grymas bólu przeszedł przez jego twarz. Znowu zaczynał mieć nieobecne spojrzenie. Wyrzuciłam z głowy zbędne myśli. Teraz najważniejsze jest to by pomóc mu to przetrwać. Szkoda tylko, że nie znalazłam innego sposobu niż poprzez drażnienie się z nim. Przeniosłam swoje ręce na jego klatkę piersiową. Czułam resztki mięśni jakie mu pozostały. Trochę się bałam tego jak będzie wyglądać kiedy już wróci do formy. Drobnymi pocałunkami zaczęłam obsypywać jego twarz. Schyliłam się i delikatnie ugryzłam płatek jego ucha. Usłyszałam z jego strony warkot. Ale ten dobry po którym robię się cała mokra. Zadowolona językiem robiłam kółeczka w dół jego szyi.
- Iwona, pocałuj mnie znowu.
Uśmiechnęłam się ignorując jego rozkaz i dołożyłam zęby, aby delikatnie poskubywać jego skórę.
- Nie skończy się to dla ciebie zbyt dobrze.
Powoli jego słowa zaczynałam brać za obietnicę, a nie przestrogę. Składałam mokre pocałunki wzdłuż jego szczęki, aby wrócić na szyję i zrobić mu malinkę. Zadowolona z siebie podniosłam się, aby spojrzeć na niego. Udało mi się, widziałam pożądanie.
- Oznaczyłam cię.
Oznajmiłam dumna z siebie. Zaczął się ze mnie śmiać szczerze ubawiony. Chyba szło mi coraz lepiej.
- Jeszcze nie wiesz co to jest oznaczenie. Któregoś dnia ci zaprezentuję.
- Za moim pozwoleniem?
Spytałam delikatnie zdenerwowana potrzebując potwierdzenia.
- Jedynie za twoim pozwoleniem.
Trochę uspokojona położyłam rękę na jego policzku kręcąc na nim kółeczka kciukiem. Ponownie nachyliłam się, aby pocałować go w nos i dopiero wtedy pocałować go w usta. Od razu chciałam się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to wpychając do środka język i dominując mnie. Narzucił tempo i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że z nikim tak dobrze mi się nie całowało jak z nim. Dopiero po chwili udało mi się skorzystać z okazji, aby odsunąć się od niego i niemal od razu położyć głowę na jego ramieniu. Zamknęłam oczy próbując złapać oddech.
- Nawet nie wiesz jak bardzo jesteś niesamowita. Jak wspaniale smakują twoje usta. Dalej zapach twojego orgazmu jest wyczuwalny. Tak samo jak to jak bardzo zdążyłaś zrobić się mokra przez swoje zabawy ze mną. Jestem przekonany, że twoje majtki można już wyciskać. Zastanawiam się jedynie ile czasu potrzeba, abyś zaczęła przeciekać przez spodnie.
Cała czerwona odsunęłam się od niego na tyle by ponownie spojrzeć na niego z oburzeniem.
- Jeśli aż tak ci to przeszkadza to mogę zejść z twoich kolan.
Warknął wściekły i zatrzęsły się pasy trzymające jego ręce na miejscu.
- Ani mi się waż.
Akcentował każde słowo na tyle, że znowu zaczęłam się go bać.
- Nie strasz mnie aż tak bardzo. Dobrze się bawiłam. Jedna twoja groźba i mam ochotę uciec jak najdalej aby tylko więcej ciebie nie widzieć.
- Przepraszam.
Szepnął. Cały drżał, ale widziałam, że próbuje się opanować. Zamknął na chwilę oczy i zaczął brać głębokie oddechy. Po chwili przestał się trząść i otworzył oczy.
- Nie chcę, żebyś się mnie bała.
- To przestań mnie straszyć.
- Nie robię tego celowo. Jeszcze w pełni nad sobą nie panuję.
- Długo będziesz się zasłaniał jedną wymówką?
Robiłam się coraz bardziej zła.
- Przepraszam. Masz rację, to żadna wymówka.
Zaczęłam się uspokajać chociaż trochę.
- Długo to jeszcze potrwa?
Spytałam głośniej patrząc w stronę wilkołaków, którzy stali przy sprzęcie.
- Mamy już nagrane siedemdziesiąt procent wspomnień.
- To całkiem nieźle idzie. Myślałam, że będzie dużo gorzej.
Spojrzałam ponownie na Adama, ale miałam wrażenie, że mnie nie widział.
- Adam?
Spytałam zaniepokojona. Przeniósł swoje spojrzenie na mnie, ale nie wyglądał jakby mnie rozpoznawał. Po moich plecach przeszedł dreszcz strachu. Sparaliżował mnie na tyle, że nawet gdybym się ruszyć to nie mogłam.
- Adam, to ja.
Usłyszałam z tyłu szczęk którejś z broni, gdy jakiś nadgorliwy postanowił ją odbezpieczyć. Adam spojrzał w tamtym kierunku warcząc a jego twarz znowu zaczęła się zmieniać jakby ledwo panował nad przemianą. Pokonując lęk położyłam obie ręce na jego policzkach i zbliżyłam się na tyle by patrzył tylko na mnie.
- Adam, to ja, Iwona, twoja partnerka, wróć do mnie.
Miałam wrażenie, że przez chwilę widzę w jego oczach cień świadomości, ale chwilę później znowu zaczął warczeć. Bałam się niemiłosiernie, ale nie miałam innego pomysłu niż pocałowanie go. Włożyłam w to cały swój strach o niego. Odpowiadał bardzo agresywnie. Czułam jak cały drży od hamowanego warkotu co powodowało, że jeszcze bardziej zaczęłam się denerwować. Odsunęłam się na chwilę, aby złapać oddech i móc spojrzeć w jego oczy. Widziałam pożądanie. Ale nie to od którego miękły mi kolana. Tylko czysto zwierzęce pożądanie pozbawione jakichkolwiek innych uczuć. Niewiele myśląc odsunęłam się od niego kawałek. Ryknął na całą salę i udało mu się uwolnić jedną rękę. Przerażona próbowałam z niego zejść, ale złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie na tyle blisko, że na chwilę zabrakło mi tchu. Jęknęłam z bólu jaki mi przysporzył, głównie w okolicach talii. Moje cycki były całkowicie wtopione w jego klatkę piersiową, co też nie było najprzyjemniejszym możliwym uczuciem. Puścił mnie na tyle, by ręką przejechać po moich plecach wzdłuż kręgosłupa. Czułam się przy nim jeszcze bardziej bezbronna niż normalnie. Położył swoją dłoń na moich włosach. Dopiero teraz mogłam w pełni zrozumieć różnice pomiędzy naszymi rozmiarami, gdy okazało się, że dłoń ma praktycznie tego samego rozmiaru co mam głowę. Użył siły, aby przysunąć moją twarz do jego. Zacisnęłam swoje wargi nie chcąc mu dać do siebie dostępu, ale i tak udało mu się z warkotem wedrzeć do środka. Próbowałam odsunąć się od niego, rekami uderzałam w jego klatkę piersiową, ale chyba nawet tego nie zauważał. Żarłocznie pożerał moje usta i ponownie przygryzł moją wargę gdy przez przypadek udało mi się od niego kawałek odsunąć. Broniłam się jak mogłam, ale niewiele mogłam zrobić. Przerażało mnie, że nikt nie reagował na to co on ze mną robił. Z drugiej strony niewiele mogli zrobić jeśli nie chcieli zabijać naszej dwójki. Z każdą chwilą coraz bardziej się bałam. Gdyby tylko chciał to mógłby teraz mnie zgwałcić i nawet nie dał by mi możliwości na najmniejszy sprzeciw. Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie z jaką bestią mam doczynienia. Trzęsłam się ze strachu i czułam jak bardzo go to podnieca. Czułam obrzydzenia na samą myśl. Desperacko próbowałam się odsunąć, aby złapać choć trochę powietrza zanim ponownie z warkotem przyczepiał się do moich ust. Nie mogłam nic zrobić. Byłam raptem zabawką w jego rękach. Byłam naiwna myśląc, że mam nad nim jakąkolwiek władzę. Czułam jak po policzkach strumieniami zaczynają cieknąć mi łzy. Wiele z nich moczyła nasze usta zostawiając na nich słony posmak. Przejechał po nich językiem i zaczął zwalniać swoje ruchy. Rozluźnił swoją rękę pozwalając mi się odsunąć. Zaparłam się rękami o jego klatkę piersiową mając nadzieję, że da mi to później przynajmniej kilka sekund. Głośno oddychałam gorączkowo łapiąc powietrze. Pociągałam nosem nie chcąc by woda, która się w nim zgromadziła wypłynęła na zewnątrz. Dalej bałam się niesamowicie. Jednak odważyłam się spojrzeć w jego oczy. Widziałam w nich ogromny szok. Rysy twarzy ponownie stawały się coraz bardziej ludzkie. Mój oddech powoli się uspokajał. Zabrał swoją rękę z tyłu mojej głowy i przesunął w stronę mojej twarzy. Odruchowo odsunęłam się kawałek bojąc się co się może zdarzyć, a następnie zamknęłam oczy, aby dalej się już nie ruszyć. Poczułam na swoim policzku delikatny dotyk. Zszokowana podniosłam powieki, aby zobaczyć jak Adam ściera łzy z mojej twarzy. Ponownie spojrzałam w jego oczy. Widziałam w nich smutek nie do opisania. Na tyle wielki, że czułam jakby coś zgniatało moje serce.
- Przepraszam.
Szepnął na tyle cicho, że miałam wątpliwości czy w ogóle coś powiedział. Nie może liczyć na to, że od tak mu przebaczę.
Podeszły do nas dwa wilkołaki i Derek.
- Zapisywanie wspomnień zostało zakończone. Uważasz, że bezpiecznie będzie go odwiązać?
Jeden z wilkołaków zaczął zdejmować z jego głowy kask, ale ten odpowiedzialny za pasy nie ruszył się. Z przerażeniem kiwałam głową na boki.
- Nie wiem.
Derek pokiwał do mnie głową ze zrozumieniem.
- W takim razie nie uwolnimy go dopóki nie będziesz pewna, że nie zrobi ci krzywdy.
- Nigdy nie skrzywdziłbym własnej partnerki.
Warknął Adam wściekły na Dereka.
- Adam, którego znam nigdy by tego nie zrobił. Ale bestia w jaką przed chwilą się zmieniłeś chciała ją zgwałcić na naszych oczach.
Adam zaczął warczeć na niego jeszcze bardziej. Odruchowo zaczęłam go głaskać dopóki się nie uspokoił i dopiero po chwili gdy zrozumiałam co robię to odskoczyłam jak oparzona próbując się od niego odsunąć. Na chwilę wzmocnił uchwyt, ale zamknął oczy i odłożył rękę na oparcie krzesła na tyle długi moment abym zdążyła zejść z jego kolan i odsunąć się na bezpieczną odległość. Dalej nie mogłam powstrzymać łez, które ciurkiem płynęły po mojej twarzy.
- Chcę wrócić do domu.
Szepnęłam cicho patrząc w podłogę. Adam zaczął warczeć. Od strony Dereka usłyszałam ciche westchnięcie, więc spojrzałam na niego.
- Chwilowo nie mogę cię wypuścić. Nawet nie wiesz co Adam mógłby zrobić gdybyśmy zabrali cię od niego.
- On wie gdzie mieszkam, jak się uspokoi to może do mnie przyjść.
- Nie mogę zaryzykować dobra stada dla jednej ludzkiej kobiety.
Usłyszałam warkot od strony Adama, sama czułam się coraz bardziej wściekła.
- Obiecałeś mi ochronę.
Syknęłam zza zaciśniętych zębów.
- Jesteś tutaj bezpieczna.
- Tak samo jak w salonie?
Podniosłam głos na niego nie mogąc już pohamować emocji. Derek warknął na mnie, ale nawet się nie ruszyłam, było mi już wszystko jedno.
- Z tego co zdążyłem zobaczyć to w dalszym ciągu twierdzę, że masz wystarczający wpływ na Adama, by zachować go przy zdrowych zmysłach.
- Świetnie. W takim razie żądam pokoju z łazienką. Najlepiej z zamkiem do jednych i drugich drzwi.
- To mogę ci zaoferować. A co z Adamem?
- Niech chwilę tak posiedzi.
- Wiesz, że w którymś momencie zacznie szaleć, uwolni się i znajdzie cię.
- Mam tego świadomość, ale potrzebuję chwili by się uspokoić. Marzy mi się gorąca kąpiel w której będę mogła spróbować zapomnieć o tym co mi się tutaj przytrafiło.
- Tylko ostrzegam.

Poprzedni                                                                 Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz