poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 4

Rano, gdy wstałam, to jego już nie było. Podniosłam się ostrożnie z łóżka i ujrzałam na biurku karteczkę.
„Widzimy się wieczorem. Mam nadzieję, że pozytywnie rozpatrzysz moją propozycję współpracy.
Całuję.
Michał."
Wredny, chamski, krwiopijca, który na za dużo sobie pozwala! Poszłam wykonać poranne czynności i udałam się do Marty. Opowiedziałam jej wszystko o naszym wczorajszym spotkaniu. Łącznie z tym, że zgadzam się na jego ofertę. Nie wiem w sumie dlaczego. Poniekąd tłumaczę to tym, że może to być właśnie ten cud na jaki czekałam. Zero studiów, a bardzo dobrze płatna robota. Miała co do tego mieszane uczucia, ale nawet nie słuchałam jej wątpliwości, tylko pobiegłam do domu. Usiadłam na chwilę przy komputerze, a gdy wróciłam do swojego pokoju, to on już tam na mnie czekał.
- Witaj.
- Cześć. Długo już czekasz?
- Tylko chwilę. Nie chciałem ci przeszkadzać. Zgadzasz się?
- Na umowę? Tak, ale pod kilkoma warunkami.
- Wiedziałem, że łatwo nie przejdzie. Mów.
- Po pierwsze niezależnie od tego co sądzisz, jestem okropnie słaba fizycznie. Nie chcę iść popełnić samobójstwa, więc wcześniej będziesz musiał mnie trochę podszkolić.
- Z największą przyjemnością. Co dalej?
- Drugie, to nie warunek, a ostrzeżenie. Musisz wiedzieć, że nie zezwalam na gryzienie mnie. Jeżeli to zrobisz to odchodzę. Wyjadę lepiej zapoznać się ze sforą, o której już wcześniej ci wspominałam. Innymi słowy musisz mi obiecać, że mnie nie ugryziesz, abym była w stanie chociaż trochę ci zaufać.
- Dobrze. Masz moje słowo. Co ty masz z tymi obietnicami?
- Ponieważ zawsze ich dotrzymuję. Niezależnie od tego, czy w danym momencie mi się to podoba, czy nie.
- To kiedy zaczynamy trening?
- Jak dla mnie możemy nawet dzisiaj.
- Dobrze, a tak przy okazji ja też mam pytanie.
- Tak?
- Antoni stwierdził, że opatrunek założyłaś mi perfekcyjnie. Gdyby nie to, to pewnie przez najbliższy tydzień byłbym jeszcze osłabiony, zamiast następnego móc już wyjąć nitkę. Gdzie się tego nauczyłaś?
- Szczerze?
- Tak.
- Pierwszy raz w życiu kogoś opatrywałam. Kierowałam się czysto intuicją mając nadzieję, że nie mogę ci już bardziej zaszkodzić.
Michał na chwilę zdębiał, a ja z triumfem podeszłam do szafy z ubraniami, aby wyjąć z niej mój granatowy dres. Weszłam do łazienki i przebrałam się od razu w niego. Jego nie było. Wzięłam plecak i spakowałam do niego dwa litry wody, mini apteczkę, ciuchy na zmianę i na wszelki wypadek dwa kołki. Powiadomiłam mamę, że wychodzę z kolegą, wzięłam klucze i telefon, oraz zeszłam na dół, gdzie już na mnie czekał uśmiechnięty od ucha do ucha.
- To gdzie idziemy?
- Pojedziemy do hali sportowej.
- Pojedziemy?
- Tak, zaparkowałem tutaj samochód, a myślałaś, że jak się tu dostałem?
- A bo ja wiem. Przybiegłeś?
Michał zaczął się ze mnie śmiać, a ja spięłam się troszeczkę. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać i już nie byłam na swoim gruncie. Byłam na jego warunkach. Praktycznie bezbronna i zdana na niego. Postanowiłam dać z siebie wszystko skoro już weszłam w to bagno, ale i tak ogarniał mnie niemal paraliżujący strach. Może lepiej było jednak nie przyjmować jego propozycji? Ale co wtedy? Nie miałabym kasy, a on na pewno nękał by mnie, póki bym się nie zgodziła. Po za tym może mi to jednak dobrze zrobi. Trzeba znajdować pozytywy. Zawsze mogę później spróbować jakoś się wycofać. Już od dawna próbowałam się zmotywować, aby trochę poćwiczyć, a dodatkowo może uda mi się więcej dowiedzieć o tym paranormalnym świecie do którego wkraczam.
- Dopiero teraz zaczynasz się mnie bać?
Przerwał moje rozmyślania. Spojrzałam dumnie na niego i starałam się jak najbardziej opanować swoje lęki.
- Nie boję się ciebie.
- Umiem wyczuć emocję innych poprzez ich zapach i wyraźnie czuję, że się boisz.
- Nie boję, a stresuje. Jeśli jesteś tak bardzo chorym psychicznie wampirem z za dużym ego jak sądzę, to jutro nie będę mogła wstać z łóżka przez zakwasy.
- Moje ego nie jest aż tak duże.
- Czyli mogę liczyć na to, że wrócę bez siniaków?
- Tego nie mogę ci obiecać.
Odezwał się patrząc na mnie i uśmiechnął się drapieżnie, co spowodowało, że odruchowo jeszcze bardziej się spięłam. Miałam ochotę wyciągnąć kołek z plecaka i zdjąć mu ten uśmiech z twarzy, ale stwierdziłam, że muszę jeszcze trochę poczekać, zanim poczynię, aż tak radykalne kroki.
Dopiero po półtoragodzinnej jeździe dotarliśmy pod ogromną halę sportową. Zanim zdążyłam odpiąć pas, on już stanął przy moich drzwiach. Otworzył je i podał mi rękę. Nie przyjęłam jej, tylko zafascynowana patrzyłam na budynek. Jeszcze nie widziałam, aż tak wielkiej sali sportowej. Podeszliśmy do drzwi i Michał otworzył drzwi kluczem.
- Czemu jesteś tak zdziwiona?
- Nie spodziewałam się, że masz klucz.
- A myślałaś, że jak wejdziemy do środka.
- Nie wiem, że się włamiemy?
Uśmiechnął się szeroko i otworzył drzwi na oścież. Ten widok mnie zszokował. Mimo tego, iż widziałam jak wielkie jest to z zewnątrz, to zobaczenie jak to wygląda od środka było czymś zupełnie innym. Wyszliśmy na niesamowicie dużą halę do biegania i grania w gry zespołowe. Michał po kolei oprowadzał mnie po całym budynku. Zobaczyłam siłownię z super nowoczesnym sprzętem. Wiele sal, gdzie można było nauczyć się strzelać, chyba ze wszystkiego z czego można było, zaczynając od pistoletu, a kończąc na łuku. Sala gimnastyczna przeznaczona do walki wręcz. Magazynek i pokój do odpoczynku z kanapami i telewizorem. W sumie było ze dwadzieścia sal i wszystkie olbrzymie. Oglądałam to wszystko z zapartym tchem. Trudno mi było nie okazywać emocji, mimo, iż widziałam, że Michał je wszystkie chłonie, cały czas skupiając swoją uwagę na mnie.
- I co o tym myślisz?
- Że nigdy nie widziałam, aż tak dużego obiektu i tak nowoczesnego.
- Nie pokazałem ci tylko łazienki. Jakby co, to jest za pokojem do odpoczynku. To od czego chcesz zacząć?
- Może od czegoś łatwego na początek.
Uśmiechnął się do mnie niemal przyjaźnie i poszliśmy do sali gimnastycznej.
- Na początek chcę sprawdzić jak bardzo jesteś rozciągnięta. Będę pokazywał ci kolejne sekwencje ruchów, a ty po prostu staraj się mnie naśladować.
Pokiwałam głową, ale już nawet ćwiczenia rozgrzewające okazały się dla mnie zbyt trudne, by poprawnie je wykonać.
- Jak ktoś tak słabo rozciągnięty mógł mnie pokonać?
- Mówiłam ci, że się nie nadaję.
- Jeszcze zmienię twoje nastawienie.
Teraz zaczęły się już ćwiczenia właściwe. Seria zadań rozciągających. Każdą figurę która mi się nie udawała powtarzałam, aż do osiągnięcia rezultatu, który jako tako by go zadowolił. Zaczął przeszkadzać mi każdy choćby najmniejszy zwałek tłuszczu, a Michał udowodnił mi, że nie wiedziałam do tej pory o istnieniu niektórych mięśni w moim ciele. Najsłabsze jednak miałam ręce. Nie potrafiłam utrzymać na nich swojego ciężaru, aby zrobić choćby damskie pompki.
Nasze zajęcia trwały kilka godzin, z przerwami co sześćdziesiąt minut, abym mogła się napić i skorzystać z toalety. Michał był niemal załamany, a ja zawstydzona. Jednak równocześnie szczęśliwa, bo nawet jeśli on się zirytuje i zerwie umowę, to i tak chociaż trochę formy zdąży mi wyrobić. Przed wyjściem wzięłam długi prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Bolała mnie każda część mojego ciała. Jak tylko dotarłam do domu to padłam na łóżko i nic mnie nie już nie obchodziło. Zasnęłam.



Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz