Rano, gdy wstałam, to jego już nie było. Podniosłam się ostrożnie z łóżka i ujrzałam na biurku karteczkę.
„Widzimy się wieczorem. Mam nadzieję, że pozytywnie rozpatrzysz moją propozycję współpracy.
Całuję.
Michał."
Wredny, chamski,
krwiopijca, który na za dużo sobie pozwala! Poszłam wykonać poranne
czynności i udałam się do Marty. Opowiedziałam jej wszystko o naszym
wczorajszym spotkaniu. Łącznie z tym, że zgadzam się na jego ofertę. Nie
wiem w sumie dlaczego. Poniekąd tłumaczę to tym, że może to być właśnie
ten cud na jaki czekałam. Zero studiów, a bardzo dobrze płatna robota.
Miała co do tego mieszane uczucia, ale nawet nie słuchałam jej
wątpliwości, tylko pobiegłam do domu. Usiadłam na chwilę przy
komputerze, a gdy wróciłam do swojego pokoju, to on już tam na mnie
czekał.
- Witaj.
- Cześć. Długo już czekasz?
- Tylko chwilę. Nie chciałem ci przeszkadzać. Zgadzasz się?
- Na umowę? Tak, ale pod kilkoma warunkami.
- Wiedziałem, że łatwo nie przejdzie. Mów.
- Po pierwsze
niezależnie od tego co sądzisz, jestem okropnie słaba fizycznie. Nie
chcę iść popełnić samobójstwa, więc wcześniej będziesz musiał mnie
trochę podszkolić.
- Z największą przyjemnością. Co dalej?
- Drugie, to nie
warunek, a ostrzeżenie. Musisz wiedzieć, że nie zezwalam na gryzienie
mnie. Jeżeli to zrobisz to odchodzę. Wyjadę lepiej zapoznać się ze
sforą, o której już wcześniej ci wspominałam. Innymi słowy musisz mi
obiecać, że mnie nie ugryziesz, abym była w stanie chociaż trochę ci
zaufać.
- Dobrze. Masz moje słowo. Co ty masz z tymi obietnicami?
- Ponieważ zawsze ich dotrzymuję. Niezależnie od tego, czy w danym momencie mi się to podoba, czy nie.
- To kiedy zaczynamy trening?
- Jak dla mnie możemy nawet dzisiaj.
- Dobrze, a tak przy okazji ja też mam pytanie.
- Tak?
- Antoni stwierdził, że
opatrunek założyłaś mi perfekcyjnie. Gdyby nie to, to pewnie przez
najbliższy tydzień byłbym jeszcze osłabiony, zamiast następnego móc już
wyjąć nitkę. Gdzie się tego nauczyłaś?
- Szczerze?
- Tak.
- Pierwszy raz w życiu kogoś opatrywałam. Kierowałam się czysto intuicją mając nadzieję, że nie mogę ci już bardziej zaszkodzić.
Michał na chwilę
zdębiał, a ja z triumfem podeszłam do szafy z ubraniami, aby wyjąć z
niej mój granatowy dres. Weszłam do łazienki i przebrałam się od razu w
niego. Jego nie było. Wzięłam plecak i spakowałam do niego dwa litry
wody, mini apteczkę, ciuchy na zmianę i na wszelki wypadek dwa kołki.
Powiadomiłam mamę, że wychodzę z kolegą, wzięłam klucze i telefon, oraz
zeszłam na dół, gdzie już na mnie czekał uśmiechnięty od ucha do ucha.
- To gdzie idziemy?
- Pojedziemy do hali sportowej.
- Pojedziemy?
- Tak, zaparkowałem tutaj samochód, a myślałaś, że jak się tu dostałem?
- A bo ja wiem. Przybiegłeś?
Michał zaczął się ze
mnie śmiać, a ja spięłam się troszeczkę. Nie wiedziałam, czego mam się
spodziewać i już nie byłam na swoim gruncie. Byłam na jego warunkach.
Praktycznie bezbronna i zdana na niego. Postanowiłam dać z siebie
wszystko skoro już weszłam w to bagno, ale i tak ogarniał mnie niemal
paraliżujący strach. Może lepiej było jednak nie przyjmować jego
propozycji? Ale co wtedy? Nie miałabym kasy, a on na pewno nękał by
mnie, póki bym się nie zgodziła. Po za tym może mi to jednak dobrze
zrobi. Trzeba znajdować pozytywy. Zawsze mogę później spróbować jakoś
się wycofać. Już od dawna próbowałam się zmotywować, aby trochę
poćwiczyć, a dodatkowo może uda mi się więcej dowiedzieć o tym
paranormalnym świecie do którego wkraczam.
- Dopiero teraz zaczynasz się mnie bać?
Przerwał moje rozmyślania. Spojrzałam dumnie na niego i starałam się jak najbardziej opanować swoje lęki.
- Nie boję się ciebie.
- Umiem wyczuć emocję innych poprzez ich zapach i wyraźnie czuję, że się boisz.
- Nie boję, a stresuje.
Jeśli jesteś tak bardzo chorym psychicznie wampirem z za dużym ego jak
sądzę, to jutro nie będę mogła wstać z łóżka przez zakwasy.
- Moje ego nie jest aż tak duże.
- Czyli mogę liczyć na to, że wrócę bez siniaków?
- Tego nie mogę ci obiecać.
Odezwał się patrząc na
mnie i uśmiechnął się drapieżnie, co spowodowało, że odruchowo jeszcze
bardziej się spięłam. Miałam ochotę wyciągnąć kołek z plecaka i zdjąć mu
ten uśmiech z twarzy, ale stwierdziłam, że muszę jeszcze trochę
poczekać, zanim poczynię, aż tak radykalne kroki.
Dopiero po
półtoragodzinnej jeździe dotarliśmy pod ogromną halę sportową. Zanim
zdążyłam odpiąć pas, on już stanął przy moich drzwiach. Otworzył je i
podał mi rękę. Nie przyjęłam jej, tylko zafascynowana patrzyłam na
budynek. Jeszcze nie widziałam, aż tak wielkiej sali sportowej.
Podeszliśmy do drzwi i Michał otworzył drzwi kluczem.
- Czemu jesteś tak zdziwiona?
- Nie spodziewałam się, że masz klucz.
- A myślałaś, że jak wejdziemy do środka.
- Nie wiem, że się włamiemy?
Uśmiechnął się szeroko i
otworzył drzwi na oścież. Ten widok mnie zszokował. Mimo tego, iż
widziałam jak wielkie jest to z zewnątrz, to zobaczenie jak to wygląda
od środka było czymś zupełnie innym. Wyszliśmy na niesamowicie dużą halę
do biegania i grania w gry zespołowe. Michał po kolei oprowadzał mnie
po całym budynku. Zobaczyłam siłownię z super nowoczesnym sprzętem.
Wiele sal, gdzie można było nauczyć się strzelać, chyba ze wszystkiego z
czego można było, zaczynając od pistoletu, a kończąc na łuku. Sala
gimnastyczna przeznaczona do walki wręcz. Magazynek i pokój do
odpoczynku z kanapami i telewizorem. W sumie było ze dwadzieścia sal i
wszystkie olbrzymie. Oglądałam to wszystko z zapartym tchem. Trudno mi
było nie okazywać emocji, mimo, iż widziałam, że Michał je wszystkie
chłonie, cały czas skupiając swoją uwagę na mnie.
- I co o tym myślisz?
- Że nigdy nie widziałam, aż tak dużego obiektu i tak nowoczesnego.
- Nie pokazałem ci tylko łazienki. Jakby co, to jest za pokojem do odpoczynku. To od czego chcesz zacząć?
- Może od czegoś łatwego na początek.
Uśmiechnął się do mnie niemal przyjaźnie i poszliśmy do sali gimnastycznej.
- Na początek chcę
sprawdzić jak bardzo jesteś rozciągnięta. Będę pokazywał ci kolejne
sekwencje ruchów, a ty po prostu staraj się mnie naśladować.
Pokiwałam głową, ale już nawet ćwiczenia rozgrzewające okazały się dla mnie zbyt trudne, by poprawnie je wykonać.
- Jak ktoś tak słabo rozciągnięty mógł mnie pokonać?
- Mówiłam ci, że się nie nadaję.
- Jeszcze zmienię twoje nastawienie.
Teraz zaczęły się już
ćwiczenia właściwe. Seria zadań rozciągających. Każdą figurę która mi
się nie udawała powtarzałam, aż do osiągnięcia rezultatu, który jako
tako by go zadowolił. Zaczął przeszkadzać mi każdy choćby najmniejszy
zwałek tłuszczu, a Michał udowodnił mi, że nie wiedziałam do tej pory o
istnieniu niektórych mięśni w moim ciele. Najsłabsze jednak miałam ręce.
Nie potrafiłam utrzymać na nich swojego ciężaru, aby zrobić choćby
damskie pompki.
Nasze zajęcia trwały
kilka godzin, z przerwami co sześćdziesiąt minut, abym mogła się napić i
skorzystać z toalety. Michał był niemal załamany, a ja zawstydzona.
Jednak równocześnie szczęśliwa, bo nawet jeśli on się zirytuje i zerwie
umowę, to i tak chociaż trochę formy zdąży mi wyrobić. Przed wyjściem
wzięłam długi prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Bolała mnie
każda część mojego ciała. Jak tylko dotarłam do domu to padłam na łóżko i
nic mnie nie już nie obchodziło. Zasnęłam.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz