sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 27

Z perspektywy Sławka
Zaczęła od tego aby pościelić łóżko i dopiero wtedy ponownie na nim usiadła. Na swoich udach położyła laptopa. Ze zmarszczonym brwiami próbowałem ustalić jak usiąść aby być jak najbliżej niej. W końcu zdecydowałem się usiąść bokiem do niej trzymając jej nogi na swoich. Tylko przelotnie na mnie spojrzała i odpaliła pocztę. Zacząłem masować jej stopy powodując że zaczęła się rozluźniać. Jednak szybko odkryłem że jedyne co zaprząta jej myśli to te cholerne wiadomości. Było ich od groma i nie do końca sobie wyobrażałem ile czasu jej zajmie odpisanie na nie wszystkie. Już w pierwszej piątce pojawiły się pytania o wczorajsze wydarzenia. Opisała je w skrócie w notatniku i przyklejała z drobnymi zmianami do każdego kto w tej sprawie pisał a od cholery było o to pytań. Po chwili praktycznie nie poświęcałem już uwagi temu co ona czyta. Niektórzy byli po prostu bezczelni. Przez myśl by mi nie przeszło by zajmować głowę osobie która rządzi takimi głupotami. Dajmy na to przykład. W jednej wiadomości dowiedziała się że są braki w ubraniach w drugiej że szklanych butelek jest za mało. W ramach tego napisała do punktu zamówień aby od ręki otrzymać wiadomość że mają za mało ludzi do pracy. Co za tym idzie musiała napisać do Huberta aby przydzielił kolejne pięć do tego zadania. Chyba każdy w tej organizacji wie jak wygląda hierarchia i kto za co odpowiada. Mogli problem rozwiązać samodzielnie. Zamiast tego imbecyle zwracają jej głowę i sprawiają że ma wręcz natłok problemów. Moje wywody na temat ich głupoty przerwały otwierające się drzwi w których pojawił się Karol wraz z Izą.
- Chwilę, dokończę tylko pisać odpowiedź bo zgubię wątek. - Jej palce szybko stukały po klawiaturze. Po chwili zamknęła laptopa i odłożyła go na stolik obok. Wstała przeciągając się i podeszła do Izy z ciepłym uśmiechem.
- Witaj, jestem Wiktoria.
- Witam, nazywam się Iza.
- Miło mi cię widzieć. Proszę, usiądź. - Z lekkim wahaniem podeszła do łóżka i usiadła tak bardzo na krawędzi jak tylko dała radę. Wiktoria spojrzała na Karola który wyglądał jakby chciał iść i odezwała się do Izy.
- Będzie robiło ci kłopot jeśli Karol już pójdzie czy wolisz aby został?
- Może iść. - Wiktoria kiwnęła Karolowi głową który niemal od razu wyszedł z pomieszczenia.
- To jest Sławek. - Wskazała ręką obok siebie gdzie stałem. - Chciałabyś aby wyszedł? - Spojrzałem zły na Wiktorię że w ogóle coś takiego proponuję i przyciągnąłem ją do siebie oplatając rękami jej talię. - Nie przejmuj się jego zachowaniem, on tak czasem ma, ale jak mu powiem aby wyszedł to to zrobi stąd pytanie jak będziesz się czuła bardziej komfortowo.
- Bardziej komfortowo będę się czuła jak nie narobię sobie na start wrogów a mam wrażenie że tak by mnie traktował gdybym kazała mu wyjść z jego własnego pokoju.
- Już ją lubię. - Odpowiedziałem nie powstrzymując chichotu i uśmiechając się szeroko do dziewczyny. Chyba rozluźniła się na ten gest. Ciekawe czy Wiktoria będzie o nią zazdrosna? Wszedłem w jej myśli ale nic na to nie wskazywało. Po prostu była w stu procentach skupiona na dziewczynie. Trochę przykre ale nie mam się co łudzić że będzie o mnie zazdrosna skoro dopiero zaczyna budzić do mnie emocje. Wiktoria zaczęła iść w stronę łóżka aby usiąść koło Izy więc posłusznie usiadłem koło niej pilnując aby jakkolwiek ją dotykać.
- Dobrze znasz Karola?
- Prawie wcale. Przede wszystkim znam Przemka. Karola poznałam dopiero niedawno. To na nim ujawnił się mój dar. Przetestowaliśmy go potem na trzech osobach o których wiedział że dar mają oraz trzech innych z czego u jednej znalazłam dar i udało mi się go wyciągnąć na zewnątrz.
- Karol wyjaśnił ci po co dzisiejsze nasze spotkanie?
- Tyle o ile. Powiedział że mogę wykorzystać swój dar do tego by pomóc w wojnie ale nie zrozumiałam jak.
- Każda osoba z darem jest na wagę złota. Przykładowo Karol często wcześniej pojawia się w danym punkcie jako szpieg aby zbadał poziom mocy poszczególnych wampirów. Powiedział ilu jest mocnych i na jakim poziomie. Moje zadanie polega na tworzeniu odpowiednich tarcz. Tomek czyta w myślach każdej osobie z danego punktu by wiedzieć czy jest naszym wrogiem czy potencjalnym przyjacielem.
- Jaka byłaby moja rola w tym wszystkim?
- Co dziennie badałabyś chętnych ludzi. W systemie każdy mógłby zaznaczyć jeśli chce do ciebie przyjść. Zostanie wygenerowana kolejka. Określisz ile osób możesz przyjąć każdego dnia tak byś się nie przemęczała. Po badaniu będziesz zaznaczała w systemie czy ktoś ma dar czy też nie. Na jakim poziomie oraz jaki jeśli uda ci się to ustalić. Oczywiście przy założeniu że chcesz nie będziemy cię do niczego zmuszać.
- Co dalej będzie z tymi ludźmi?
- W jakim sensie?
- Z tymi co będą widnieć w systemie że mają dary.
- Każdy z rady będzie myślał czy da się dany dar wykorzystać. Jeśli tak to z taką osoba będzie przeprowadzona rozmowa podobnie jak z tobą. Mogą się zgodzić lub nie. Nie zostaną z tego wyciągnięte żadne konsekwencje. Dodatkowo każdy zna mojego mejla. Jeśli wpadnie na pomysł jak może być wykorzystany jego dar to wystarczy że napisze. Przedyskutujemy to z radą i zatwierdzimy lub damy inne propozycje.
- A jeśli ktoś będzie wam bardzo potrzebny? Przykładowo znalazłby się ktoś z podobnymi darami do ciebie.
- Byłby traktowany na równi z innymi. Byłoby podkreślone że jego pomoc byłaby nieoceniona ale nikogo do niczego nie zamierzam zmuszać.
- Dlaczego?
- Osoba która robi coś pod przymusem potrafi być większym kłopotem niż może zaoferować pomocy. Po za tym mam świadomość że część osób przyjdzie do ciebie z ciekawości i nudów ale każdy będzie miał podobne wątpliwości jak ty więc zapisze się na badanie tylko jeśli ma ochotę pomóc.
- Miałoby to sens.
- Miałabyś ochotę opowiedzieć na czym dokładniej polega twój dar?
- Tak jak Karol mówił. Umiem rozpoznać że ktoś ma dar, jego poziom, oraz go wywołać.
- Ale na jakiej zasadzie to widzisz?
- Jak złapię za rękę kogoś kto ma dar to widzę dwa kolory. Jeden odpowiada za rodzaj daru ale zgaduje że po samym kolorze będę umiała rozpoznać dopiero gdy się jakieś powtórzą. Drugi odpowiada za moc a intensywność jego mogę spróbować wyrazić za pomocą liczby. Gdy skoncentruje się na tym pierwszym to wyciągam go na wierzch. Taka osoba zaczyna czuć lekkie mrowienie i albo nagle dostaje olśnienia wiedząc co posiada albo bezmyślnie używa swojego daru.
- Czyli jest to niebezpieczne jeśli przykładowo ktoś posiadał by dar ognia i niechcący go użył.
- Przykładowo. - Uśmiechnęła się delikatnie do Izy, a ona automatycznie to odwzajemniła. Wyglądało na to że jest już całkowicie zrelaksowana.
- Miałabyś ochotę mnie zbadać? - W jej oczach pojawiło się zdziwienie oraz niepokój.
- Chyba nie wypada abym panią badała.
- Żadną panią. Mówiłam że mam na imię Wiktoria. Chwilowo nasza rozmowa jest bardzo teoretyczna. Nie podejmę się tego by ludzie się badali jeśli byłoby to dla nich bolesne albo szkodliwe. Wolałabym przekonać się o tym na własnej skórze. Jeśli się nie zgodzisz to zapytam się Karola o jego odczucia i dopiero powiadomię cię czy propozycja jest dalej aktualna. Tak jak mówiłam genialnym by było posiadać cały tłum magów, ale nie chcę wywoływać darów kosztem ich zdrowia. - Iza zaczerwieniła się cała na ten wywód. Nie wiem czy nie był ciut za ostry, ale już po chwili dziewczyna odchrząknęła i odpowiedziała.
- Przepraszam. Nie o to mi chodziło. Po prostu nie uważam siebie za wystarczająco godną.
- Jestem człowiekiem takim samym jak ty. Po prostu miałam szczęście poznać ludzi dzięki którym mogłam coś osiągnąć. Ludzi których zdrowiem nie chce ryzykować dlatego wystawiam się na pierwszy plan.
- Badanie nie jest szkodliwe.
- Wierzę ci, ale wolę przetestować na własnej skórze by wiedzieć co serwuję innym. - Iza jedynie pokiwała głową ale dalej unikała spojrzenia.
- Jeśli chce pani abym panią zbadała to pani partner nie może pani dotykać bo może zakłócić wynik.
- Ile jeszcze razy powiesz do mnie pani? Wiktoria, powtórz.
- Nie wypada mi.
- Dobrze pani Izo. - Spojrzała przelotnie na Wiktorię ze zdziwieniem i rozbawieniem.
- Dobrze, rozumiem.
- Sławek odsuń się na chwilę. - Niechętnie wstałem ale siedziałem jej w głowie aby zareagować na najmniejszy sygnał że odczuwa jakikolwiek dyskomfort. Iza złapała ją za rękę a przez Wiktorię przeszedł dreszcz. Po chwili Iza puściła jej rękę mocno zdziwiona.
- Takiego poziomu jeszcze nie widziałam. - Szepnęła autentycznie będąc w szoku.
- Nie rozumiem. - Ciepło odpowiedziała Wiktoria. Iza potrząsnęła głową i wróciła do niej spojrzeniem.
- Przykładowo Karol ma moc na piątym poziomie co oznacza tyle że dziennie może sprawdzić kilkanaście osób chyba że zrobi sobie dłuższą przerwę to wtedy ma szansę kilkadziesiąt ale po tym niemal choruje. Tomasz ma na piętnastym poziomie co znaczy tyle że nie męczy się pod kwestia ilości osób którym czyta myśli. Mógłby to robić dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jednak jego największym ograniczeniem jest jeśli ktoś posiada własne bariery bo musi być delikatny aby ktoś nie poczuł jego obecności. Jeśli chodzi o ciebie to widzę trzydziesty dziewiąty poziom. Co to dla ciebie oznacza?
- Rodzaj tarczy jest ograniczony tylko moja wyobraźnią. Gdy tworzę coś nowego i długo to utrzymuje lub jest ogromne to wymaga ode mnie dużo wysiłku. Z czasem przyzwyczajam się do danego rodzaju tarczy i noszę je niemal bezmyślnie. Łatwiej mi jest jeśli mogę jej dotknąć ale nie zawsze się da. Przykładem jest tarcza wokół naszej bazy. Początkowo mogłam stworzyć jedynie taką która ukryłaby mnie a i tak byłam w stanie wytrzymać tylko parę minut. Gdy udało mi się wytrzymać koło godziny to zaczęłam rozszerzać barierę. Po jakimś czasie udało mi się by obejmowała całe pomieszczenie które zajmowaliśmy. Po kolejnych dniach mogłam utrzymać już ją nonstop. Jednak dopiero po prawie miesiącu przestałam ją odczuwać. Każde kolejne pomieszczenie było już dużo łatwiejsze. Robiłam to niemal odruchowo. Musiałam na chwilę się skoncentrować aby ją rozszerzyć i tyle wystarczyło. Dodawanie do niej kolejnych funkcji takich jak to że nikt nie może się przeteleportować do naszej bazy oprócz jednego pomieszczenia było bardziej formalnością ale przez parę dni chodziłam śpiąca i osłabiona.
- Czyli twoje możliwości są prawie nieograniczone.
- Potrzebuję dużo czasu na regenerację ale w dużym skrócie tak.
- Twój dar jest niezwykły.
- Po prostu staram się go dobrze wykorzystywać. Pokażesz mi jak wyciągasz dary na wierzch?
- Oczywiście. - Ponownie złapała ją za ręce ale tym razem zamknęła oczy. Po chwili Wiktoria zaczęła delikatnie drżeć a w jej głowie pojawiały się wszystkie tarcze które kiedykolwiek wymyśliła. Po chwili Iza puściła ją i odsunęła się kawałek.
- Niesamowite. - Szepnęła Wiktoria. Z powrotem przysunąłem się bliżej niej. I tak już zbyt długo jej nie dotykałem. Zacząłem głaskać jej udo od czego przeszedł ją dreszcz. Rzuciła mi przelotne spojrzenie i z powrotem skoncentrowała się na Izie.
- Tak jak wcześniej mówiłam twój dar bardzo by nam się przydał. Dostałabyś mój stary gabinet i tam przyjmowała ludzi. Zgaduję że podjęcie tego typu decyzji może wymagać czasu. Jednak prosiłabym abyś do końca tygodnia powiedziała czy chcesz.
- Już teraz mogę odpowiedzieć.
- Jesteś pewna?
- Tak. Chcę pomóc tak bardzo jak mogę, a jeśli mam pewność że nie zaszkodzę innym to nie ma problemu.
- Czyli zgadzasz się?
- Tak.
- To świetnie. Kiedy możesz zacząć?
- Chociażby dzisiaj.
- Wspaniale. W takim razie powiem o wszystkim Igorowi. Dostaniesz własny komputer. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to jutro będziesz miała pierwsze spotkania. Spróbuj tylko określić ile osób powinnaś dać radę zbadać.
- Startowo liczyłabym że koło piętnastu.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Dobrze w takim razie wszystko zorganizuje. W jaki sposób można się z tobą skontaktować?
- Wieczorem wejdę na e-maila.
- Dobrze. W takim razie do dwudziestej wyślę ci to co będę wiedzieć. Dziękuję ci za pomoc. - Iza rozumiejąc że to koniec rozmowy kiwnęła tylko głową na pożegnanie i wyszła.
- To może być dla nas dużym wsparciem. - Nie odezwałem się do niej tylko wciągnąłem na swoje kolana aby móc przytulić do siebie. Automatycznie zaczęła się rozluźniać.
- Jesteś gotowy?
- Na co?
- Na to by stąd wyjść. - Chwilę się zawahałem.
- Bardzo jesteś głodna?
- Jeszcze nie, a co?
- Spróbuj powiedzieć coś do mnie w myślach.
- Nie mam pomysłu jak. Z Wojtkiem najpierw wymieniliśmy krew. - Próbowałem się nie denerwować na powtarzanie tej informacji.
- Jesteśmy partnerami umiemy mówić w swoich myślach. - Cicho odezwałem się w jej głowie. Wyglądała na ciut zaskoczoną.
- Czy teraz mówię do ciebie?
- Mówisz, ale rozmawiamy będąc w twojej głowie. Spróbuj skoncentrować się na mnie aby odezwać się w mojej.
- A nie wystarczy tylko w tę stronę?
- Abym zawsze słyszał gdy mówisz do mnie w swojej głowie musiałbym cały czas w niej przebywać a mówiłaś że tego nie lubisz.
- I tak będziesz to robić. Drugi raz nie dam rady postawić bariery.
- A chcesz? - Zapytałem z lekkim niepokojem. Spodziewałem się odpowiedzi twierdzącej ale była zbyt bolesna abym dał radę nie spytać mając nadzieję na inną.
- Nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu założyłam że nie będę mieć okazji.
- Jeśli bardzo chcesz to mogę wyjść z twojej głowy na tyle byś zdążyła ją z powrotem założyć.  - Jaki ze mnie jest idiota! Przecież jeśli będzie chciała to będę musiał tego dotrzymać. Niby powinno być łatwiej bo cały czas będzie na wyciągnięcie ręki ale i tak będzie to udręka. Nie wyobrażam sobie jak mógłbym chociaż na chwilę opuścić myśli swojej własnej partnerki.
- Nie trzeba. - Rozległ się cichy głos w mojej głowie. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem.
- Słabo cię słyszę. Musisz mówić ciut głośniej.  - Widziałem na jej twarzy cień irytacji.
- Skorzystam z tego jak znowu zbyt mocno mnie wkurzysz. - Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Poczułem ulgę.
- Tylko nie ciesz się aż tak bardzo. I tak nie lubię gdy siedzisz mi w głowie. - Po jej cichym buncie miałem problem z zachowaniem powagi. Aby nie zacząć się cieszyć jak wariat to szybko złączyłem nasze usta w pocałunku. Była zaskoczona ale odwzajemniła go. Zakończyłem go przypominając sobie co odwlekamy.
- Chodź zjeść. Na pewno jesteś już głodna. Próbuj raz na jakiś czas powiedzieć coś do mnie w myślach abyś mogła z tego skorzystać w razie problemu.
- Dobrze, jesteś już gotowy stąd wyjść?
- Jeśli będziesz trzymała mnie za rękę.
- Wykorzystujesz sytuację.
- Tylko trochę. - Uśmiechnąłem się do niej delikatnie. Wyszła z obu pomieszczeń i złapała moją dłoń od razu po zamknięciu drzwi. Ten dzień już nie mógł być lepszy.


Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz