Praca, praca i praca.
Odkąd wyszłam z kawiarenki cały czas ktoś coś ode mnie chciał. Jestem
zastępcą dyrektora i na mnie spada najważniejsza papierkowa robota i
organizacja. Próbowałam kiedyś z domu wszystko koordynować, ale łagodnie
mówiąc nie wyszło. Muszę mieć kontakt bezpośredni z ludźmi, aby się
mnie słuchali. Po siedemnastej wyszłam z budynku. Wiele osób pracuje
dłużej, ale są to osoby bezkonfliktowe, które mogę zostawić same.
Sama nie wiem jak wkopałam się w to bagno i zostałam zastępcą. Chociaż nie, wiem. W czasie rozmowy kwalifikacyjnej dyrektor nie chciał mnie przyjąć. Miał zły dzień. Wyrzucił mnie z gabinetu i wprowadził na teren wojny. Była tam grupa trzydziestu pracowników kłócących się zawzięcie. Nie mogłam przez nich odejść, więc załatwiłam szybko sprawę, uspokajając ich. Uciszyłam ich i zadałam kilka pytań. Okazało się, że cała sprzeczka była o rozlaną kawę. Kawa była Tomka, potrącił ją Heniek i rozlał na biurko Zosi i Kuby na którym leżały papiery Marcina, Oli i Justyny. Cała siódemka zaczęła się na siebie wściekać, a potem w złości po pewnych argumentach cały zespół na siebie wrzeszczał. Gdy uświadomiłam im jak nieważny jest ten spór to wrócili do pracy, a ja poszłam do windy. Dyrektor mnie złapał i powiedział, że mam przyjść następnego dnia do pracy. Ucieszyłam się wtedy. Przez tydzień pracowałam jako zwykła sekretarka, a potem pomagałam mu we wszystkich co robił. Po miesiącu od momentu kiedy mnie przyjął zostałam jego zastępcom i odwalałam całą jego robotę. Po kolejnym miesiącu stwierdził, że już go nie potrzebuję, więc odszedł do innej swojej firmy, gdzie ma więcej do roboty.
Od tamtej pory minęło już dziesięć lat. Przez całą tą jedną dekadę zdążyłam poznać już wszystkich ludzi i stałam się bardziej uporządkowana i systematyczna. To nie tak, żebym wszędzie miała idealny porządek, zazwyczaj mam cały pokój w papierach i nikt z zewnątrz nie umie tego ogarnąć, ale ja zawsze znajduję co trzeba, jeśli zostanę do tego zmuszona. Zarabiam dużo więcej niż kiedykolwiek bym marzyła, a i tak wiem, że mogłabym więcej, gdybym tylko chciała. Tyle jednak mi wystarcza.
Mieszkam sama w domku jednorodzinnym kawałek za miastem. W ciszy. Blisko lasu. Lubię samotność, ale tylko przez chwilę. Dłużej nie jestem w stanie wytrzymać. Jestem uzależniona od ludzi i nie umiem się bez nich obyć. Nie potrafię też gotować, dlatego zawsze jem na mieście. Zazwyczaj w barach z domowym jedzeniem. Wspieram też różne cele charytatywne. Byłam nauczona, by zawsze wydawać jak najmniej pieniędzy. Teraz nie patrzę już na to ile wydaję, ale gdybym nagle wszystko straciła to potrafiłabym zacząć od nowa, nawet jeśli zarabiałabym dla odmiany półtora tysiąca miesięcznie. W końcu udawało mi się żyć nawet za mniejszą pensję niż minimalną.
Muszę pamiętać, aby zadzwonić do Iwony, mojej siostry, czy ma wolny weekend. Lubię do niej przyjeżdżać. Tylko ona została mi z całej rodziny. Nie to, żeby wszyscy zginęli, ale nie będę teraz o tym myśleć, bo jak się zawieszę to znowu ominę stację paliw, a już chlupocze mi na dnie w zbiorniku.
Nie mam jakiejś super wyczesanej bryki. Mam normalny samochód, który jest wytrzymały, jeździ dość szybko, ma lekką kierownicę i nie muszę nią machać pięćset razy, aby skręcić, a do tego jest w pięknym błękitnym kolorze. Mogłabym opisać jego cały wygląd, ale model? Nie to nie moja bajka. Ewentualnie mogłabym opisać jak wygląda ten mały znaczek co jest przyczepiony z przodu i z tyłu, ale nic więcej. Nie lubię jeździć samochodem. O wiele bardziej wolę mój motor, który stoi w garażu, ale używam go tylko w niewielu sytuacjach, gdy muszę się gdzieś dostać szybko i bez korków, albo gdy mam na tyle dużo czasu, aby pojechać na tor. Lubię jeździć na motorze, uwielbiam czuć wiatr we włosach. To jest uczucie, jakbym prawie latała, zwłaszcza, gdy zaczynam jeździć tylko na jednym kółku, lub robić jakieś dziwne akrobacje, które fajnie wyglądają, ale nie potrafiłabym ich nazwać. To za dużo nauki jak dla mnie.
Tak w sumie to nigdy wiele się nie uczyłam. Miałam co prawda same piątki i czwórki, ale za ściąganie. Jedyny przedmiot, który od zawsze był moim asem to matematyka. Mam ścisły umysł i zawsze wszystko szybko łapałam. Dlatego nie mam też tutaj takiego problemu. Nie dość, że mogę szybko liczyć to jeszcze zapamiętać wszystko o każdej osobie. Nie ufam jednak mojej pamięci, aż tak bardzo i zapisuję wszystkie dane, o każdej osobie. Nie ważne czy jest to istotne. Po prostu to zapisuje, można to uznać za hobby, albo można powiedzieć, że zwariowałam.
Zatankowałam w końcu bak do pełna i pojechałam do centrum handlowego. Codziennie tam jeżdżę. No przynajmniej wtedy, gdy jestem w pracy. Poszłam do mojej ulubionej restauracji. Było to większe miejsce niż kawiarenka, więc tutaj nikt mnie nie rozpoznawał. Było też bardziej wyciszone. Udałam się do kąta, gdzie zwykle siedziałam i zobaczyłam tam już szczurka. Nie chodzi mi o zwierzę, a o mojego przyjaciela. On daje mi większość informacji. O co bym nie spytała, to znajdzie odpowiedź. Czasem po kilku telefonach przy mnie, a czasem dowiaduję się dopiero w czasie kolejnych dni. Płacę mu za informację, a on zarabia chyba tylko i wyłącznie w ten sposób. Zawsze razem jemy obiad. Czasami wymieniamy się informacjami.
Dużo ode mnie nie dostaje. Średnio daję mu pięć dych przy każdej wizycie. Nie jest to dużo jak na ilość danych jakie dostaję, ale z tego co wiem, to zbiera on informacje nie tylko dla mnie. Mi też daje pewne ulgi, jako, że jesteśmy przyjaciółmi. Większość osób, aby coś od niego wyciągnąć musi płacić sporą kasę. Często mi się chwalił, że na przykład przez tydzień szpiegował jakiegoś gościa i dostał od „pracodawcy" pięćdziesiąt tysięcy złotych. Umie on sobie w życiu poradzić. Nie raz też tłukł się z wieloma osobami. Codziennie ćwiczy i ma przez to wyrobione mięśnie.
Był nawet czas, kiedy uczył mnie walczyć. Mam manię jeśli chodzi o samoobronę. Chodziłam już chyba na wszystkie możliwe kursy. Większości z nich nie umiałabym powtórzyć nazwy, ale gdyby przyszło co do czego to potrafię się obronić. Dzisiaj szczurek nie miał mi wiele do powiedzenia, dałam mu tylko zadanie, aby dowiedział się jak najwięcej o Michaelu i umowie, na którą namawiał mnie jeden z moich pracowników Leszek.
Po obiedzie, o ile można nazwać obiadem posiłek o osiemnastej, wróciłam od razu do domu. Zaparkowałam w garażu i poszłam do kuchni. Mój domek jest dość mały, ale mi wystarcza. Kiedyś powiedziałabym nawet, że jest strasznie wielki. Mam w nim kuchnię, salon, pokój do ćwiczeń, salę z biblioteczką, moją sypialnię, cztery pokoje z łóżkami i do tego dwie łazienki. Naokoło domu mam ogród. Z przodu kwiaty ułożone w piękne wzory. Poprosiłam kiedyś pewną bardzo dobrze znającą się na roślinach osobę. Wsadziła mi je i powiedziała jak należy je pielęgnować. Kiedy przykrywać folią, kiedy podlewać, jak często, ile mogą wytrzymać bez podlewania w przypadku wyjazdu, oraz jaki jest jej numer w razie jakiegoś wypadku. Z tyłu natomiast mam małą szklarnię z podstawowymi warzywami typu pomidor, ogórek, sałata. Nie jest tego dużo, bo ja plus kuchnia równa się katastrofa. Nie dość, że każda potrawa, która jest bardziej skomplikowana niż zrobienie kanapek, czy ugotowanie jajek, parówki kończy się spaleniem, lub jest niezdatne do jedzenia to jeszcze nie mam smaku. To nie tak, żebym nic nie czuła, po prostu nie umiem doprawiać. Zawsze coś przesolę, spieprzę, nie doprawię.
Mam też mały basen z tyłu. Z jednej strony jest zaokrąglony i jest tam półka na której mogę sobie usiąść, a reszta basenu jest stopniowo coraz głębsza. Zaczyna się na metrze kończy na trzech. W tym roku jeszcze nie napełniałam go wodą, bo się nie opłacało. Było na to za zimno, wolałam położyć się w gorącej wodzie w wannie niż wskakiwać do basenu.
Cały teraz jest otoczony czymś w rodzaju płotu, oraz krzakami, tak, że nie widać nic z zewnątrz, nawet czubka dachu. Jeśli ktoś nie jest poinformowany to nawet nie będzie wiedział, że tutaj jest dom. Mieszkam na odludziu, nie mam sąsiadów. Nikogo też jeszcze nie zapraszałam w moje progi, ba... nikt chyba nawet nie zna mojego adresu. No oprócz szczurka, bo właśnie tutaj go poznałam. To było na samym początku naszej znajomości. Znalazłam go, gdy myszkował u mnie i próbował coś ukraść. Rozmawialiśmy trochę, nie byłam na niego zła. Potem nasz kontakt był coraz częstszy, aż w końcu spotykaliśmy się codziennie, ale nigdy później nie był już u mnie w domu. Nie zaprosiłam go, a on też nigdy nie nalegał.
Nalałam sobie napoju do szklanki i wypiłam jednym duszkiem. Rozciągnęłam się i poszłam do pokoju z biblioteczką, w którym często załatwiam sprawy papierkowe. Otworzyłam komputer i sprawdziłam pocztę, nic nowego nie przyszło. Nie posiadam komórki. Nigdy nie była mi potrzebna. Posiadam jedynie telefon służbowy, ale jest on tylko w moim biurze. Moi pracownicy wiedzą, że jeśli chcą się ze mną skontaktować to pozostaje im poczta e-mailowa, bo to jedyny sposób. Wyjęłam z ukrytego sejfu zeszyty z danymi osób i zaczęłam dopisywać wszystko czego dowiedziałam się od szczurka. Po chwili zastanowienia chciałam też zapisać informacje, o mężczyźnie, który pojawił się w kawiarence, ale pokręciłam tylko głową nie chcąc o nim myśleć. Za bardzo mnie pociągał. Wzięłam z półki książkę, aby zająć czymś myśli. Usiadłam w wielkim fotelu, w którym człowiek niemal się zapada i zaczęłam czytać...
Gdy odkładałam książkę, zegarek wskazywał już dwudziestą drugą. Weszłam po schodach na górę. Upewniłam się, że alarm przeciwwłamaniowy jest włączony i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i położyłam w gorącej wodzie. Teraz nie miałam już czym odciągnąć myśli i zaczęłam przypominać sobie Michaela. Przypomniałam sobie jego rozczochraną blond czuprynę, głębokie niebieskie oczy i bardzo zmysłowe usta. Wyobraziłam sobie jak schyla się do mnie i pieści moje wargi swoimi. Jak zjeżdża językiem w dół po mojej szyi i kieruje się w stronę moich piersi. Na początku delikatnie drażni moją skórę, aby zacząć ją nadgryzać i ssać. Jego ręce wędrują na mój biust i zaczyna go ugniatać, leniwymi ruchami, aby potem przeciągnąć ręce niżej. Wsunął by do środka jeden palec, a potem... STOP! Muszę przestać o nim myśleć. Usiadłam szybko w wannie, próbując się uspokoić. Byłam cała rozgrzana i mokra, a to tylko przez wizję tego co mógłby mi zrobić! Nigdy nie powinnam pozwolić mu się dotknąć. Za wielką władzę ma nade mną przez samo swe istnienie. Tak być nie może! Muszę być samodzielna i muszę radzić sobie sama. Jeżeli uzależnię się znowu od kogoś, to potem złamię sobie serce, a po raz drugi bym tego nie przeżyła. Mogę flirtować z mężczyznami, mogłabym nawet spróbować z którymś być, ale tylko wtedy jeśli mnie polubi. Nie chcę pakować się pierwszemu lepszemu do łóżka tylko dlatego, że mnie podniecił. Tak być nie może.
Odgoniłam szybko jego wspomnienia i w ręczniku udałam się do mojej sypialni. Przebrałam się w pidżamę i podsuszyłam trochę włosy ręcznikiem. Położyłam się na łóżku, chcąc jak najszybciej zasnąć, ale stety lub niestety ciągle widziałam jego uśmiechniętą twarz przed oczami. W końcu usnęłam mając bardzo przyjemne sny i wyobrażenia. W końcu, kto zabroni mi marzyć? Nawet jeśli to boli.
Sama nie wiem jak wkopałam się w to bagno i zostałam zastępcą. Chociaż nie, wiem. W czasie rozmowy kwalifikacyjnej dyrektor nie chciał mnie przyjąć. Miał zły dzień. Wyrzucił mnie z gabinetu i wprowadził na teren wojny. Była tam grupa trzydziestu pracowników kłócących się zawzięcie. Nie mogłam przez nich odejść, więc załatwiłam szybko sprawę, uspokajając ich. Uciszyłam ich i zadałam kilka pytań. Okazało się, że cała sprzeczka była o rozlaną kawę. Kawa była Tomka, potrącił ją Heniek i rozlał na biurko Zosi i Kuby na którym leżały papiery Marcina, Oli i Justyny. Cała siódemka zaczęła się na siebie wściekać, a potem w złości po pewnych argumentach cały zespół na siebie wrzeszczał. Gdy uświadomiłam im jak nieważny jest ten spór to wrócili do pracy, a ja poszłam do windy. Dyrektor mnie złapał i powiedział, że mam przyjść następnego dnia do pracy. Ucieszyłam się wtedy. Przez tydzień pracowałam jako zwykła sekretarka, a potem pomagałam mu we wszystkich co robił. Po miesiącu od momentu kiedy mnie przyjął zostałam jego zastępcom i odwalałam całą jego robotę. Po kolejnym miesiącu stwierdził, że już go nie potrzebuję, więc odszedł do innej swojej firmy, gdzie ma więcej do roboty.
Od tamtej pory minęło już dziesięć lat. Przez całą tą jedną dekadę zdążyłam poznać już wszystkich ludzi i stałam się bardziej uporządkowana i systematyczna. To nie tak, żebym wszędzie miała idealny porządek, zazwyczaj mam cały pokój w papierach i nikt z zewnątrz nie umie tego ogarnąć, ale ja zawsze znajduję co trzeba, jeśli zostanę do tego zmuszona. Zarabiam dużo więcej niż kiedykolwiek bym marzyła, a i tak wiem, że mogłabym więcej, gdybym tylko chciała. Tyle jednak mi wystarcza.
Mieszkam sama w domku jednorodzinnym kawałek za miastem. W ciszy. Blisko lasu. Lubię samotność, ale tylko przez chwilę. Dłużej nie jestem w stanie wytrzymać. Jestem uzależniona od ludzi i nie umiem się bez nich obyć. Nie potrafię też gotować, dlatego zawsze jem na mieście. Zazwyczaj w barach z domowym jedzeniem. Wspieram też różne cele charytatywne. Byłam nauczona, by zawsze wydawać jak najmniej pieniędzy. Teraz nie patrzę już na to ile wydaję, ale gdybym nagle wszystko straciła to potrafiłabym zacząć od nowa, nawet jeśli zarabiałabym dla odmiany półtora tysiąca miesięcznie. W końcu udawało mi się żyć nawet za mniejszą pensję niż minimalną.
Muszę pamiętać, aby zadzwonić do Iwony, mojej siostry, czy ma wolny weekend. Lubię do niej przyjeżdżać. Tylko ona została mi z całej rodziny. Nie to, żeby wszyscy zginęli, ale nie będę teraz o tym myśleć, bo jak się zawieszę to znowu ominę stację paliw, a już chlupocze mi na dnie w zbiorniku.
Nie mam jakiejś super wyczesanej bryki. Mam normalny samochód, który jest wytrzymały, jeździ dość szybko, ma lekką kierownicę i nie muszę nią machać pięćset razy, aby skręcić, a do tego jest w pięknym błękitnym kolorze. Mogłabym opisać jego cały wygląd, ale model? Nie to nie moja bajka. Ewentualnie mogłabym opisać jak wygląda ten mały znaczek co jest przyczepiony z przodu i z tyłu, ale nic więcej. Nie lubię jeździć samochodem. O wiele bardziej wolę mój motor, który stoi w garażu, ale używam go tylko w niewielu sytuacjach, gdy muszę się gdzieś dostać szybko i bez korków, albo gdy mam na tyle dużo czasu, aby pojechać na tor. Lubię jeździć na motorze, uwielbiam czuć wiatr we włosach. To jest uczucie, jakbym prawie latała, zwłaszcza, gdy zaczynam jeździć tylko na jednym kółku, lub robić jakieś dziwne akrobacje, które fajnie wyglądają, ale nie potrafiłabym ich nazwać. To za dużo nauki jak dla mnie.
Tak w sumie to nigdy wiele się nie uczyłam. Miałam co prawda same piątki i czwórki, ale za ściąganie. Jedyny przedmiot, który od zawsze był moim asem to matematyka. Mam ścisły umysł i zawsze wszystko szybko łapałam. Dlatego nie mam też tutaj takiego problemu. Nie dość, że mogę szybko liczyć to jeszcze zapamiętać wszystko o każdej osobie. Nie ufam jednak mojej pamięci, aż tak bardzo i zapisuję wszystkie dane, o każdej osobie. Nie ważne czy jest to istotne. Po prostu to zapisuje, można to uznać za hobby, albo można powiedzieć, że zwariowałam.
Zatankowałam w końcu bak do pełna i pojechałam do centrum handlowego. Codziennie tam jeżdżę. No przynajmniej wtedy, gdy jestem w pracy. Poszłam do mojej ulubionej restauracji. Było to większe miejsce niż kawiarenka, więc tutaj nikt mnie nie rozpoznawał. Było też bardziej wyciszone. Udałam się do kąta, gdzie zwykle siedziałam i zobaczyłam tam już szczurka. Nie chodzi mi o zwierzę, a o mojego przyjaciela. On daje mi większość informacji. O co bym nie spytała, to znajdzie odpowiedź. Czasem po kilku telefonach przy mnie, a czasem dowiaduję się dopiero w czasie kolejnych dni. Płacę mu za informację, a on zarabia chyba tylko i wyłącznie w ten sposób. Zawsze razem jemy obiad. Czasami wymieniamy się informacjami.
Dużo ode mnie nie dostaje. Średnio daję mu pięć dych przy każdej wizycie. Nie jest to dużo jak na ilość danych jakie dostaję, ale z tego co wiem, to zbiera on informacje nie tylko dla mnie. Mi też daje pewne ulgi, jako, że jesteśmy przyjaciółmi. Większość osób, aby coś od niego wyciągnąć musi płacić sporą kasę. Często mi się chwalił, że na przykład przez tydzień szpiegował jakiegoś gościa i dostał od „pracodawcy" pięćdziesiąt tysięcy złotych. Umie on sobie w życiu poradzić. Nie raz też tłukł się z wieloma osobami. Codziennie ćwiczy i ma przez to wyrobione mięśnie.
Był nawet czas, kiedy uczył mnie walczyć. Mam manię jeśli chodzi o samoobronę. Chodziłam już chyba na wszystkie możliwe kursy. Większości z nich nie umiałabym powtórzyć nazwy, ale gdyby przyszło co do czego to potrafię się obronić. Dzisiaj szczurek nie miał mi wiele do powiedzenia, dałam mu tylko zadanie, aby dowiedział się jak najwięcej o Michaelu i umowie, na którą namawiał mnie jeden z moich pracowników Leszek.
Po obiedzie, o ile można nazwać obiadem posiłek o osiemnastej, wróciłam od razu do domu. Zaparkowałam w garażu i poszłam do kuchni. Mój domek jest dość mały, ale mi wystarcza. Kiedyś powiedziałabym nawet, że jest strasznie wielki. Mam w nim kuchnię, salon, pokój do ćwiczeń, salę z biblioteczką, moją sypialnię, cztery pokoje z łóżkami i do tego dwie łazienki. Naokoło domu mam ogród. Z przodu kwiaty ułożone w piękne wzory. Poprosiłam kiedyś pewną bardzo dobrze znającą się na roślinach osobę. Wsadziła mi je i powiedziała jak należy je pielęgnować. Kiedy przykrywać folią, kiedy podlewać, jak często, ile mogą wytrzymać bez podlewania w przypadku wyjazdu, oraz jaki jest jej numer w razie jakiegoś wypadku. Z tyłu natomiast mam małą szklarnię z podstawowymi warzywami typu pomidor, ogórek, sałata. Nie jest tego dużo, bo ja plus kuchnia równa się katastrofa. Nie dość, że każda potrawa, która jest bardziej skomplikowana niż zrobienie kanapek, czy ugotowanie jajek, parówki kończy się spaleniem, lub jest niezdatne do jedzenia to jeszcze nie mam smaku. To nie tak, żebym nic nie czuła, po prostu nie umiem doprawiać. Zawsze coś przesolę, spieprzę, nie doprawię.
Mam też mały basen z tyłu. Z jednej strony jest zaokrąglony i jest tam półka na której mogę sobie usiąść, a reszta basenu jest stopniowo coraz głębsza. Zaczyna się na metrze kończy na trzech. W tym roku jeszcze nie napełniałam go wodą, bo się nie opłacało. Było na to za zimno, wolałam położyć się w gorącej wodzie w wannie niż wskakiwać do basenu.
Cały teraz jest otoczony czymś w rodzaju płotu, oraz krzakami, tak, że nie widać nic z zewnątrz, nawet czubka dachu. Jeśli ktoś nie jest poinformowany to nawet nie będzie wiedział, że tutaj jest dom. Mieszkam na odludziu, nie mam sąsiadów. Nikogo też jeszcze nie zapraszałam w moje progi, ba... nikt chyba nawet nie zna mojego adresu. No oprócz szczurka, bo właśnie tutaj go poznałam. To było na samym początku naszej znajomości. Znalazłam go, gdy myszkował u mnie i próbował coś ukraść. Rozmawialiśmy trochę, nie byłam na niego zła. Potem nasz kontakt był coraz częstszy, aż w końcu spotykaliśmy się codziennie, ale nigdy później nie był już u mnie w domu. Nie zaprosiłam go, a on też nigdy nie nalegał.
Nalałam sobie napoju do szklanki i wypiłam jednym duszkiem. Rozciągnęłam się i poszłam do pokoju z biblioteczką, w którym często załatwiam sprawy papierkowe. Otworzyłam komputer i sprawdziłam pocztę, nic nowego nie przyszło. Nie posiadam komórki. Nigdy nie była mi potrzebna. Posiadam jedynie telefon służbowy, ale jest on tylko w moim biurze. Moi pracownicy wiedzą, że jeśli chcą się ze mną skontaktować to pozostaje im poczta e-mailowa, bo to jedyny sposób. Wyjęłam z ukrytego sejfu zeszyty z danymi osób i zaczęłam dopisywać wszystko czego dowiedziałam się od szczurka. Po chwili zastanowienia chciałam też zapisać informacje, o mężczyźnie, który pojawił się w kawiarence, ale pokręciłam tylko głową nie chcąc o nim myśleć. Za bardzo mnie pociągał. Wzięłam z półki książkę, aby zająć czymś myśli. Usiadłam w wielkim fotelu, w którym człowiek niemal się zapada i zaczęłam czytać...
Gdy odkładałam książkę, zegarek wskazywał już dwudziestą drugą. Weszłam po schodach na górę. Upewniłam się, że alarm przeciwwłamaniowy jest włączony i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i położyłam w gorącej wodzie. Teraz nie miałam już czym odciągnąć myśli i zaczęłam przypominać sobie Michaela. Przypomniałam sobie jego rozczochraną blond czuprynę, głębokie niebieskie oczy i bardzo zmysłowe usta. Wyobraziłam sobie jak schyla się do mnie i pieści moje wargi swoimi. Jak zjeżdża językiem w dół po mojej szyi i kieruje się w stronę moich piersi. Na początku delikatnie drażni moją skórę, aby zacząć ją nadgryzać i ssać. Jego ręce wędrują na mój biust i zaczyna go ugniatać, leniwymi ruchami, aby potem przeciągnąć ręce niżej. Wsunął by do środka jeden palec, a potem... STOP! Muszę przestać o nim myśleć. Usiadłam szybko w wannie, próbując się uspokoić. Byłam cała rozgrzana i mokra, a to tylko przez wizję tego co mógłby mi zrobić! Nigdy nie powinnam pozwolić mu się dotknąć. Za wielką władzę ma nade mną przez samo swe istnienie. Tak być nie może! Muszę być samodzielna i muszę radzić sobie sama. Jeżeli uzależnię się znowu od kogoś, to potem złamię sobie serce, a po raz drugi bym tego nie przeżyła. Mogę flirtować z mężczyznami, mogłabym nawet spróbować z którymś być, ale tylko wtedy jeśli mnie polubi. Nie chcę pakować się pierwszemu lepszemu do łóżka tylko dlatego, że mnie podniecił. Tak być nie może.
Odgoniłam szybko jego wspomnienia i w ręczniku udałam się do mojej sypialni. Przebrałam się w pidżamę i podsuszyłam trochę włosy ręcznikiem. Położyłam się na łóżku, chcąc jak najszybciej zasnąć, ale stety lub niestety ciągle widziałam jego uśmiechniętą twarz przed oczami. W końcu usnęłam mając bardzo przyjemne sny i wyobrażenia. W końcu, kto zabroni mi marzyć? Nawet jeśli to boli.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz