To był bardzo dziwny
dzień. Patrzyłam na twarze ludzi, którzy mnie otaczali. Pomimo sytuacji w
której aktualnie się znajdowaliśmy większość była wesoła. Dopiero
dzisiaj w pełni było widać jak bardzo wszystko się zmieniło. Cały plac
został przygotowany na dzisiejszą uroczystość. W równych odstępach można
było zauważyć dziury w ziemi. Obok nich leżały ciała w prowizorycznych
trumnach lub okryte jakimś szmatami jak całunem. Przy każdym zmarłym
stali jego najbliżsi. Niektórzy stali dumni, szczęśliwi. Inni klęczeli
na ziemi z zamkniętymi oczami oddając się modlitwie. Na podwyższeniu
które docelowo ma być pomnikiem dla tych których ciała zostały spalone
stały osoby duchowne. Dla dobra wszystkich wierzących została
wprowadzona ceremonia łączona posiadająca elementy wszystkich religii
jakie wśród nas przetrwały. Ich głos roznosił się nad tłumem, który w
ciszy zamykał ten rozdział życia, aby móc otworzyć kolejny. Między tym
wszystkim beztrosko biegały dzieci. Były już na tyle oswojone ze
śmiercią, że zbiorowy pogrzeb nie robił na nie większego wrażenia. Były
też grupki które pobiegły na najbliższą łąkę zebrać kwiaty i ze śmiechem
układały je na każdym zmarłym. Nikt nie zwracał im uwagi. Nikt nie czuł
takiej potrzeby. Starsze dzieci, bardziej już nastolatki były
najbardziej zagubione. Były już na tyle dorosłe, by pomagać z
codziennymi problemami, jednak wciąż na tyle młode, by nie dopuszczano
ich do najtrudniejszych zadań. Na komendę duchownych wszyscy wstali.
Osoby, które były najbliżej ciał z czcią spuściły je na ziemię. Rozległ
się dźwięk przesypywanej ziemi. Nie było wystarczającej ilości łopat dla
wszystkich, więc niektórzy robili to za pomocą wiaderek, albo
najzwyczajniej przy użyciu rąk. W ziemię były wbijane drewniane
tabliczki na których za pomocą farby lub markerów były wypisane wszelkie
ważne informacje o zmarłych. Jak tylko ktoś zakończył prace przy swoim
grobie to pomagał osobom wokół niego. W końcu wszyscy powoli zaczęli
wracać do naszej bazy, aby zjeść pożywny obiad przed kolejną partią
pracy. Widziałam jak plac staje się pusty. Osoby, które mnie witały
kiwały mi głową z szacunkiem i wdzięcznością. Udałam się na środek,
gdzie jeszcze chwilę temu stali duchowni. Z każdej strony jak okiem
sięgnąć ciągnęły się groby tych którym się nie udało. Gdybym tylko mogła
była coś zrobić, aby było ich mniej. Poczułam na swojej talii ręce,
które przyciągnęły mnie do siebie. Automatycznie udało mi się rozluźnić.
Jednak dalej byłam smutna. Mój mózg przez tą błogą chwilę pracował na
zmniejszonych obrotach. Pozwoliłam sobie na chwilę odpoczynku od
problemów czy organizacji pracy. Jedyne o czym teraz myślałam, to czy
mogłam cokolwiek zrobić lepiej. Czy dało się ograniczyć zgony jeszcze
bardziej. Czy nie popełniłam zbyt wielu błędów, które kosztowały życie
tych ludzi, którzy wokół mnie leżeli zakopani niecały metr pod ziemią.
- Nie myśl już o tym.
Odezwał się do mnie Sławek. Coraz bardziej naturalne było dla mnie to, że czytał moje myśli.
- Nie mogę przestać myśleć. Ich śmierć jest na moim sumieniu.
- Spójrz inaczej. Życie tych co wrócili do bazy jest twoją zasługą.
- Nie ja ich wytrenowałam.
- Ale ty zorganizowałaś treningi.
- Nasz atak był trochę pośpieszny. Dalej jest parę punktów do odbicia.
- Tak, ale był konieczny. Gdybyśmy zwlekali dłużej to mogliby zaatakować nas jako pierwsi.
- Nie bylibyśmy do tego zmuszeni, gdybym nie wymyśliła odpoczynku na plaży.
- Dobrze wiesz, że wszyscy potrzebowali odpoczynku i poczucia normalności.
- Mogliśmy jeszcze z tym zaczekać, aż wygramy wojnę.
- Nie mogliśmy. Moment
kiedy zorganizowałaś wakacje był chwilą gdy osądzaliśmy że jeszcze
przynajmniej rok zajmie nam zbieranie ludzi i podjęcie decyzji o ataku.
Ta kryjówka jest fantastycznie zorganizowana, ale nie zastąpi życia na
wolności.
- Boję się.
- Czego?
- Że jak to wszystko się uspokoi i zaczniemy normalne życie to że wszystko się posypie.
- Nie rozumiem.
- A co jak Kan miał rację? Co jeśli ludzie zaczną się buntować przeciwko oddawaniu krwi?
- Nasza w tym głowa, aby wypracować taki system by uznali, że wampiry są niezbędne do funkcjonowania ludzi.
- Co jeśli przesadzimy i wampiry poczują się lepsze?
- Będzie wtedy można je utemperować.
- Jak możemy zapobiec temu by nie zaczęły się masowe przemienianie ludzi tylko po to by osiągnąć nieśmiertelność?
- Mamy na to wszystko
czas. Nie jesteś z tymi problemami sama. Masz dużą ekipę inteligentnych
osób. Razem uda się znaleźć rozwiązania wszystkich tych problemów.
- Od zawsze były wojny i
przewroty międzygatunkowe. Nie jestem naiwna by uwierzyć, że żadna rasa
nie będzie już próbowała się wywyższać.
- Masz rację. Nadejdzie
taki czas, gdy wybuchnie kolejna wojna. Na jej czele będą stały nowe
pokolenia, które będą znały swoje czasy na tyle by wiedzieć co mogą a
czego nie mogą, aby w konsekwencji doprowadzić do pokoju.
- Nie chcę brać udziału w kolejnej wojnie. Nie dałabym rady przejść przez to wszystko ponownie.
- Spokojnie. Jak uznasz, że nadszedł twój czas to odejdziemy z tego świata. Mam wrażenie, że to nie są twoje jedyne obawy.
- Ale pozostałe są egoistyczne.
- Po to przy tobie jestem. Powiedz mi.
- Wszystkie moje poczynania, wszystkie podjęte decyzje były spisane.
- Tak, w dużej mierze po to by następne pokolenia mogły czerpać z tego wiedzę i nauczkę na przyszłość.
- Wiem, dlatego chciałam aby było to skrupulatnie spisywane.
- Ale?
- Ale nie wszystkie moje metody były humanitarne.
- Wojna nigdy nie jest humanitarna.
- Nie wszystkie moje decyzje były dobre.
- Każdy się myli.
- Boję się, że gdy zostanie to spisane. Na zasadzie relacji faktycznych zdarzeń. Kiedy wszyscy będą mieli do tego dostęp.
- Boisz się krytyki.
- Tak. Dopiero z perspektywy czasu można dokonać oceny. Obawiam się, że nie wypadnę zbyt dobrze.
- Uratowałaś miliony osób.
- Zginęły miliardy osób.
- Jeśli aż tak się tego
boisz to można odwołać projekt. Historia nie zostanie spisana. Znane
będzie tylko to co ludzie przekażą w formie ustnej, jako opowieści o
starym świecie.
- Nie. Jak słusznie
wskazałeś z tej historii można wiele się nauczyć. Może kolejne pokolenia
dzięki temu podejmą mniej złych decyzji niż ja.
- Nie jesteś w tym
wszystkim sama. Pomogę ci nieść ciężar konsekwencji wszystkich twoich
decyzji. Ponieważ nikt inny nie wpadł na lepsze rozwiązania. Musisz
przestać się tym wszystkim przejmować.
- Łatwo powiedzieć.
- Łatwo zrobić.
Spojrzałam na niego z
nadzieją. Chciałam zostać rozgrzeszona ze wszystkich błędów, które
popełniłam. Bałam się, że jeśli zacznę traktować obecną sytuacją jako
sukces, to że może uderzyć mi woda sodowa do głowy. Usłyszałam śmiech od
strony Sławka.
- Nie przejmuj się takimi głupotami. Jeśli zrobisz się nie do wytrzymania to osobiście zadbam o to abyś wróciła na ziemię.
Uśmiechnęłam się
delikatnie pod nosem zadowolona, że go mam. Usłyszałam czyjeś kroki i
spojrzałam w stronę wejścia do bazy z której wychodziło trochę osób.
- Wiktorio?
- O co chodzi?
- Czy możemy już ruszać?
Spojrzałam na nich zdziwiona nie do końca ogarniając o co chodzi.
- To jedna z ekip czyszczących.
- Dziś jest dzień wolny. Nie musicie zaczynać pracy.
- Ale chcemy. To od nas
zależy jak szybko uda się rozpocząć budowę, a co za tym idzie
przeprowadzkę w bardziej cywilizowane warunki.
- Pomieszczenia na magazyny zostały już przygotowane?
- Tak.
- To nie będę was
zatrzymywać. Zacznijcie od miejsca, gdzie ma stać jedno z miast i
ruszajcie według trasy, którą dostaliście. Dopóki nie powstaną normalne
magazyny to wszystko teleportujcie do odpowiednich miejsc w bazie.
Pamiętajcie, że zawsze możecie wrócić aby zjeść coś pożywnego, albo
chwilę odpocząć. Z resztą, po co ja wam to wszystko tłumaczę skoro od
miesięcy każdy z was zna każdy szczegół swojej roli.
Uśmiechnęli się do mnie szeroko, na moje zakłopotanie wywołane niepotrzebnym słowotokiem.
- W takim razie będziemy się już teleportować. Wieczorem wrócimy na nocleg i zdamy pierwszy raport.
- Nie zostało mi nic innego jak życzyć wam powodzenia i podziękować za to co robicie.
Uśmiechnęli się do mnie jeszcze cieplej i złapali się za ręce, aby się przenieść w miejsce docelowe.
- Nie sądziłam, że aż tak będą się palić do roboty.
- To nie jest jedyna grupa, która zmierza do ciebie aby prosić o pozwolenie na rozpoczęcie zabawy.
- Czy oni nie wiedząc co to jest czas wolny i do czego służy odpoczynek?
- A ty wiesz?
Zapytał się mnie z
wielkim rozbawieniem Sławek. Zanim zdążył się uspokoić to zobaczyłam
kolejne ekipy maszerujące w moją stronę. Pomimo tego ile nas wszystkich
czekało jeszcze pracy, abyśmy mogli w końcu normalnie żyć czułam się
zadowolona, że najtrudniejszy moment już za nami. Gdyby nie ilość
zmarłych to wręcz powiedziałabym, że poszło nam zbyt łatwo.
- Mieliśmy dużą przewagę liczebną, element zaskoczenia, oraz dodatkowe wsparcie w postaci waszych darów.
Nie do końca przekonana
pokiwałam mu głową i zwróciłam się w stronę nowo przybyłych, aby chwilkę
z nimi porozmawiać i pozwolić na rozpoczęcie oczyszczania terenu.
Poprzedni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz