W pracy chodziłam jak
widmo, pomimo, że już wszystko sobie przemyślałam. Postanowiłam jutro
wszystko mu powiedzieć. Tak w sumie to nie była jego wina, że ożyły we
mnie wspomnienia. Gdyby zależało mu tylko na tym co Dawidowi, to inaczej
by się zachowywał. Widziałam w jego oczach ból i troskę. Nie wyglądał
on na człowieka, który umie przepraszać, a jednak to zrobił. Nie wiem co
mam zrobić. Jeszcze nie. Na pewno zamierzam z nim porozmawiać, ale nie
do końca wiem co chcę mu powiedzieć. Jak on się zachowa i co ja zrobię,
ale na pewno zamierzam coś zrobić. Nie mogę już dłużej tego odwlekać. On
zasługuje na to, by dostać jakieś wyjaśnienia mojego zachowania, choćby
miał ode mnie odejść. Wróciłam do domu. Wzięłam sobie długą odprężającą
kąpiel i położyłam się od razu spać.
Wstałam dość wcześnie już w lepszym humorze z wiarą, że gorzej być nie może. Wszystko się ułoży. Będzie na swoim miejscu. Wszystko będzie tak jak trzeba. Musi być. Wzięłam głęboki oddech próbując się uspokoić. Zapakowałam się w samochód i pojechałam do pracy. Względnie udawałam dobry humor. Śmiałam się do wszystkich, żartowałam tak jak na co dzień. Ale w środku byłam przerażona. Bałam się tego co się stanie. Bałam się tego jak on zareaguje. Co mam mu powiedzieć. Tego co się stanie. Lubię go, bardzo go lubię. Bardziej niż powinnam. Nawet nie wiem, czy się w nim nie zakochałam, ale nie zamierzam tego roztrząsać. Nie zamierzam o tym myśleć teraz. To nie jest teraz powód do dumania. W miarę szybko się ze wszystkim uporałam i wyszłam. Wzięłam jeszcze raz głęboki wdech i weszłam do kawiarenki. Było nawet więcej ludzi niż zwykle. Do każdego stolika były podostawiane dodatkowe krzesła. Na kanapach siedziało więcej osób niż się mieściło. Wiele osób też stało. Miałam wrażenie, że ma się zaraz wydarzyć coś bardzo ważnego. No ale, przecież ja nie jestem aż tak ważna. Chyba, że on lub Nina coś wymyślili. Podeszłam do stolika, on już tam stał. Jak tylko podeszłam uklęknął przede mną i spojrzał na mnie ze szczerością w oczach.
- Przepraszam. Naprawdę. Wybacz mi.
- Wstań.
Z lekkim wahaniem wstał, a ja wiedziona instynktem po prostu przytuliłam się do niego. On od razu przyciągnął mnie do siebie mocno i jeszcze raz wyszeptał mi do ucha, że mnie przeprasza. Odsunęłam się trochę od niego i rozejrzałam po wszystkich. Była idealna cisza i wszyscy na nas patrzyli. Jednak przyszli tylko dla nas. Uśmiechnęłam się pod nosem i humor mi wrócił.
- A wy co tak się gapicie. Wracajcie do jedzenia, picia, czy cokolwiek tam macie.
Wszyscy jak na komendę opuścili, lub odwrócili głowy, udając, że nic złego nie robią. Z tyłu usłyszałam czyjś ledwo opanowany śmiech, przemieniony w kasłanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Piotra, którego wczoraj poznałam.
- A ty co się śmiejesz? Ach rozumiem, chcesz pomóc podłogi zmywać. Nie martw się znajdą się jakieś rękawiczki i szmaty dla ciebie.
Spojrzał nagle przerażony jakby nie był pewny czy mówię na poważnie, czy żartuję, na co reszta wstrzymała oddech i roześmiała się.
- Już się na mnie nie gniewasz?
Spytał z nadzieją Michael.
- Na razie przydałoby się pójść gdzieś, gdzie nie będą nas podsłuchiwać. „To wszystko będzie tak, jak trzeba. Z udziałem lub bez udziału nieba."
Po pomieszczeniu rozległy się ciche chichoty.
- Może do pokoju odpoczynku na górze?
Pokiwałam głową zadowolona, już kiedyś tam byłam.
- Do nieba (nieba), do piekła (huuu), Za tobą będę szła.
Wzięłam go za rękę i dałam się zaprowadzić do wcześniej wymienionego pokoju. Oczywiście jak tylko zamknęłam drzwi to wszyscy wybuchli śmiechem. Pewnie po mojej piosence.
-Znowu się ze mnie śmieją.
- Nie z ciebie. A dzięki tobie. Jeśli ktoś spróbowałby się śmiać z ciebie to już by nie żył.
Uśmiechnęłam się ciepło. Nie na myśl, że on mógłby kogoś zabić, ale dlatego, że zrobiłby to dla mnie. Usiadłam na kanapie i poklepałam miejsce koło siebie. Usiadł i czekał. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam mówić.
- Przepraszam, że musiałeś tyle czekać.
- Nie przepraszaj.
- Nie przerywaj. To nie do końca była twoja wina. Można powiedzieć, że opanowały mnie wspomnienia, bardzo przykre. Spowodowałeś, że to... co... się kiedyś wydarzyło powróciło do mnie. Miałam wrażenie, że jesteś taki sam jak on. Dlatego tak nagle odjechałam, uciekłam. Potem już nie byłam w stanie porozmawiać.
- Jaki on? Co ci zrobił? Opowiesz mi? Proszę.
Popatrzyłam chwilę na niego. Miał taki wzrok, że nie mogłam się opanować. Westchnęłam i oparłam się o niego lewym ramieniem. Przełożył swoją rękę za moim karkiem i położył ją na moim prawym ramieniu.
- Ech... no dobrze. Ale to nie będzie dla mnie łatwe. To było dawno, bardzo dawno. Miałam wtedy ledwie osiemnaście lat. Do mojej klasy chodził Dawid największe ciacho jakie tam było, a przynajmniej tak wtedy myślałam. Był on jednym z najmilszych chłopców z naszej szkoły. Któregoś dnia zaprosił mnie na randkę. Niemal skakałam z radości. Był moim pierwszym chłopakiem. Spotkaliśmy się dwa razy. Za trzecim chciał przyjść do mnie do domu. Bardzo nalegał. Wiedziałam, że mój ojciec by się na to nie zgodził, zwłaszcza, że mnie nienawidził, ale wiedziałam też, że jeszcze jest w pracy. Miałam mieć trzy godziny. Zaprosiłam go do siebie. Zdążyłam go zaprowadzić tylko do dużego pokoju, gdy przycisnął mnie do ściany i pocałował. Było to strasznie nagłe i gwałtowne i wcale mi się nie podobało, ale tłumaczyłam sobie tym, że jestem po prostu nie doświadczona.
Zaczęłam drżeć przypominając sobie wszystko. Michael podniósł mnie i usadził na swoich kolanach. Klęczałam na jego nogach, bokiem oparta o niego. Jedną ręką mnie przytrzymywał, a drugą delikatnie głaskał po plecach.
- Co było dalej?
- Wsunął mi rękę pod bluzkę. Palcami zaczął sunąć coraz wyżej, aż do zapięcia stanika. Odpiął go i przeniósł rękę, aby zacząć ugniatać moją pierś. To bolało i to bardzo. Próbowałam się odsunąć, ale nie mogłam. Ustami zatykał mi usta, a ręką błądził po moim ciele. Gdy mu się to znudziło to przeniósł swoją rękę w dół i włożył we mnie trzy palce na raz. Krzyknęłam z bólu i zaczęłam go błagać. Prosić, aby przestał, aby tego nie robił. Zniecierpliwił się, popchnął mnie na dół i rozpiął swoje spodnie. Stwierdził, że skoro ja nie chcę, to on skorzysta. Trzymał jedną rękę na mojej głowie, a drugą wepchnął swojego fiuta do mojego gardła, tak, że prawie się udławiłam. Właśnie wtedy przyszedł mój tata. Dawid uciekł, gdzie pieprz rośnie, przez okno, a ja poniżona i zapłakana siedziałam na podłodze i bujałam się w przód i w tył. Ojciec wtedy mnie okrzyczał i wyrzucił z domu, mówiąc, że dla takiej kurwy jak ja nie ma tu miejsca. Długo siedziałam na dworze i marzłam, zanim moja siostra przyniosła mi plecak z ubraniami i coś do jedzenia i picia. Płakałam wtedy przez całą noc, a następnego dnia opuściłam dom, wyruszyłam w podróż, bo ojciec nie chciał mnie znać, jedynie z siostrą utrzymałam kontakt, bo zostawiła mi swój numer telefonu.
Przestałam na chwilę mówić i zorientowałam się, że mam całe mokre policzki. Nawet nie wiem w którym momencie zaczęłam płakać, a Michael zaczął ścierać łzy.
- Przepraszam, zmoczyłam ci koszulkę.
- Nie przejmuj się takimi szczegółami.
- A w momencie kiedy mnie pocałowałeś tam na polance, gdy nie miałam możliwości ruchu i zacząłeś sunąć ręką coraz wyżej to miałam wrażenie, że to się powtórzy.
- Nigdy w życiu nie byłbym w stanie cię zranić. Nigdy. Przepraszam za to, że ożywiłem twoje wspomnienia. Wiesz może co z nim teraz się stało?
- Tak. Skończył szkole, w chwale, że udało mu się niby mnie przelecieć i wygrać zakład. Zdobył dzięki temu prawie stówę. Potem jeszcze bardziej pewny siebie przeleciał kilka innych kobiet tym razem naprawdę. Obecnie pracuje jako mechanik i dalej ma mnóstwo dziwek.
- Znasz jego adres?
- Tak.
- Podaj mi.
- Po co?
- Chcę zabić drania, który ci to zrobił. Który cię tak skrzywdził. Pożałuje, że kiedykolwiek się narodził.
- Nie.
- Ale...
- Nie. Było minęło. Trudno. Nie zrobiłam tego wcześniej, to teraz nic nie zmieni jeśli go zabijesz. Moje wspomnienia nie znikną. Jedyny sposób abym o tym zapomniała to zastąpić to na pozytywne wspomnienia.
Pocałował mnie delikatnie w ucho i dalej gładził po plecach.
- Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Widziałem ile trudu cię to kosztowało. Ale nie żebym narzekał, dlaczego zaufałaś mi na tyle, aby to powiedzieć?
- Dlaczego? Nie wiem. Po prostu przy tobie czuję się bezpieczna. Pewna siebie. Czuję się na miejscu.
Odchyliłam się, aby zobaczyć jego minę. Uśmiechnął się na chwilę, a potem widząc, że patrzę przycisnął znowu moją głowę do swojej klatki piersiowej. Zaśmiałam się cicho i rozluźniłam. Po chwili on się odezwał.
- Też chciałbym ci coś powiedzieć.
- Tak? „Opowiadaj mamy czas, ja słucham."
- Może to dziwnie zabrzmieć, ale pamiętasz piórko białe, które ci dałem?
- Tak.
- Jest moje. Jestem Aniołem. Jest nas wiele na świecie.
Drgnęłam zaskoczona i zaintrygowana jego słowami. Odchyliłam się do tyłu i patrzyłam na jego twarz.
- Kontynuuj.
Uśmiechnął się nieznacznie, popchnął mnie lekko, abym znów się o niego opierała i ponowił mówienie.
- Na całym świecie istnieje mnóstwo Aniołów. Jesteśmy podzieleni na kilka klas tak jakby. Istnieją też Archaniołowie, ale jest ich niewielu.
- Co to za klasy?
- Istnieje u nas ogólny podział na dwie grupy: Zrodzonych i Stworzonych. Zrodzeni ich potoczna nazwa to biali, ponieważ zawsze posiadają białe skrzydła. Powstają ze związku anioła białego z białym. Wtedy należą do drugiej kategorii. Biały plus Archanioł to dziecko jest pierwszej kategorii. Biały plus kolorowy to są trzeciej kategorii białymi i mają mniej czysty kolor. Z ludźmi rodzą się nam normalne dzieci. Stworzeni, czyli kolorowi, albo szare anioły, jak kto woli. Są oni tworzeni. Tylko biali pierwszej kategorii mogą tworzyć, oraz drugiej za pozwoleniem. Mają oni kolorowe skrzydła odzwierciedlające ich duszę w chwili przemiany. Kolorowi są też w trzech kategoriach. Pierwsza to gdy kolorowy ma dziecko z kolorowym. Druga to osobnik silny, przemieniony. Trzecia to słaby osobnik przemieniony. Kolorowi żyją długo, ale nie są nieśmiertelni. Biali są nieśmiertelni. Archaniołowie mają biało-złote skrzydła, czasami biało-srebrne, mało kto ich widuje. Biali rodzą się ze swoimi skrzydłami więc mają je dłuższe, bardziej wytrzymałe i umięśnione. Możemy latać nawet kilka dni bez odpoczynku z dużą prędkością, ale i tak mniejszą niż twoja na motorze.
Zaśmiałam się krótko. On też się uśmiechnął i kontynuował opowiadanie.
- Kolorowi mają mniej wytrzymałe skrzydła. Jak je stracą, lub zostanie im oderwane pióro to już nie odrośnie tak jak to się dzieje u białych. Mamy własne prawa i obyczaje, ale tego na razie nie będę ci opowiadać.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i cmoknęłam go w policzek.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś. Boli, gdy wysuwacie skrzydła?
- Nie. Chyba, że skrzydła są uszkodzone, lub ktoś zablokuje nasze dziurki.
- Mogłabym zobaczyć je?
Zapytałam z nutką nadziei w głosie. Odchyliłam się, aby widzieć jego reakcję, a on spojrzał na mnie z powagą i lekkim rozbawieniem. Pokiwał głową i wysunął zza pleców swoje skrzydła. Powiedziałam ciche Wow i zaczęłam je podziwiać. Były wielkie, lśniące i aż mieniły się bielą.
- Mogę?
Z lekkim wahaniem kiwnął głową. Powoli zbliżyłam rękę i dotknęłam nią jego skrzydła. Przeszedł go delikatny dreszcz.
- To boli?
- Nie.
Powiedział lekko zachrypniętym głosem. Dotknęłam jeszcze raz jego skrzydła opuszkami palców. Zadrżał tylko na początku, potem tylko zamknął oczy i uśmiechał się. Delikatnie dotykałam całych skrzydeł, od góry do dołu. Potem tuż przy skórze. Jego pióra były niesamowicie miękkie i delikatne. Usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam się. W wejściu stała Nina.
- Tak?
- Nie ja tylko przyszłam zobaczyć, czy wszystko z tobą w porządku, bo długo nie schodziłaś, a goście zaczynają się niecierpliwić, bo nie wiedzą co się dzieje. Tylko pozwól mi zinterpretować to co przed chwilą widziałam. Dotykałaś jego piór?
- Tak.
Odpowiedziałam lekko niepewnie i spojrzałam na moje dłonie, które były całe białe. Odruchowo próbowałam wytrzeć je o spodnie i zrobiłam sobie na wysokości ud, dwa odciski rąk. Nina zaśmiała się widząc to.
- Dlaczego pytasz? I dlaczego mam białe dłonie?
- Pytam się ponieważ, dla białych aniołów dotykanie ich piór jest jedną z najbardziej erotycznych czynności na potwierdzenie masz biały pyłek, który zawsze się tworzy, kiedy anioł jest zakochany i ta osoba dotyka jego piór.
- Tego mi nie mówiłeś.
Spojrzałam wymownie na Michaela, a ten spojrzał z żarem w moje oczy.
- Nie. Zapomniałem.
Spojrzałam na niego jak na idiotę, na co on tylko wyszczerzył się i wzruszył ramionami. Westchnęłam i wstałam z ociąganiem.
- Chodź mały napaleńcu, musimy zejść do tej całej gromady i powiedzieć im, że żyję.
- Nie może tego powiedzieć im Nina?
- No już się nie ociągaj. Miałeś swoje pięć minut.
Wstał i złapał za moją wyciągniętą dłoń. Przyciągnął mnie do siebie, pocałował w skroń i schował skrzydła. Zeszliśmy po schodach na dół za Niną. Wszyscy w napięciu siedzieli tam, czekając na rozwój wypadków. Gdy nas razem zobaczyli to uśmiechnęli się od ucha do ucha i zdziwieni patrzyli na dwa białe ślady na moich spodniach.
- Dlaczego nie ubrałam się dziś na biało?
Szepnęłam do Michaela na co zaczął się cicho śmiać. Doszliśmy przed cały tłum, a on przytulił się do moich pleców i objął mnie rękami w talii.
- Widzicie? Jestem. W dodatku cała i zdrowa. Wyjaśniliśmy sobie co nieco i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Jakieś pytania?
- Dlaczego jesteś biała?
- To sam powinieneś wiedzieć.
- Ale to by znaczyło, że on obsypał cię proszkiem, a to jest możliwe tylko, gdyby się w tobie zakochał.
Westchnęłam tylko, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Michael wyprostował swoje skrzydła i opatulił mnie nimi. Położyłam na nich dłonie i zaraz byłam cała obsypana jakby ktoś wysypał całą paczkę mąki.
- Wiesz dzięki, o wiele mi lepiej, gdy jestem cała w białym proszku. Jeszcze mnie policja zatrzyma myśląc, że to dragi.
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale po jakimś czasie, jednak się uspokoili. Ktoś z tyłu odważył się przemówić.
- Mimo wszystko dalej nie wierzę, może oni jakoś mogą to udawać?
- Istnieje coś w rodzaju testu złożonego z trzech prób, mógłby spróbować.
- Jeden test ma już zaliczony.
Michael spojrzał na nich wszystkich złym wzrokiem, jakby sama myśl, że może udawać była niedorzeczna, ale widziałam, że przyjął wyzwanie. Wtedy odezwała się Nina.
- Drugą próbę też przeszedł, weszłam do pokoju, kiedy ona dotykała jego skrzydeł i stąd ma te ślady na spodniach.
- I tak wolałbym zobaczyć trzecią próbę, bo pierwsze dwie nie wymagają zaufania.
Michael prychnął pod nosem. Spojrzał na nich wszystkich z wyższością. Odsunął się na chwilę i zdjął koszulkę. Miał naprawdę mocno rozbudowane mięśnie na klatce piersiowej. Dawno nie widziałam takiego kaloryfera. Spojrzał na mnie i jego wzrok złagodniał. Stał się rozbawiony i łobuzerski. Przekręcił mnie tak, że on stał tyłem do nich, a ja przodem. Schował swoje skrzydła i schylił swoje usta do mojego ucha. Zaczął szeptać.
- To jest ostatni test. Połóż swoje dłonie na moich plecach na rozcięciach.
Z lekkim wahaniem zrobiłam to co powiedział.
- Bardzo dobrze. A teraz musisz włożyć palce do tych dziurek.
- Dlaczego to wymaga zaufania?
- Bo jak wkładasz palce to nic się nie dzieje, ale gdybyś włożyła mi na przykład nóż to mogłabyś mnie zabić. To jest jedyny sposób na zabicie anioła białego. Włożyć mu coś bardzo ostrego do dziur na plecach.
- A nie uszkodzę cię rękoma?
- Nie. Możesz nawet włożyć całe dłonie.
- Nie będzie cię to bolało.
- W żadnym wypadku. Nina deczko się pomyliła. To jest najbardziej erotyczna rzecz.
Spłonęłam lekkim rumieńcem i opuszkami odnalazłam rozcięcia na jego skórze. Cały czas patrzyłam na jego twarz, a on na moją. Włożyłam tam powoli po trzy palce z każdej ręki. On na początku się wzdrygnął, ale potem widziałam tylko głód i przyjemność w jego oczach. Włożyłam prawie całe ręce, a on wyglądał na coraz bardziej rozpalonego. W końcu uśmiechnęłam się perfidnie i powoli wyciągnęłam ręce. Wzdrygnął się jeszcze raz. Spojrzałam na swoje dłonie teraz proszek był niemal beżowy. Próbowałam strzepnąć to z rąk, ale się nie udało. Michael spojrzał na mnie i zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego groźnie i od razu przestał.
- Co to jest?
- To też jest mój pyłek, tylko trochę innej konsystencji.
- Jak można się tego pozbyć?
- Tylko wodą lub śliną.
Westchnęłam na co wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Pokręciłam tylko głową i wyszłam z kawiarenki, a za mną Michael.
Wstałam dość wcześnie już w lepszym humorze z wiarą, że gorzej być nie może. Wszystko się ułoży. Będzie na swoim miejscu. Wszystko będzie tak jak trzeba. Musi być. Wzięłam głęboki oddech próbując się uspokoić. Zapakowałam się w samochód i pojechałam do pracy. Względnie udawałam dobry humor. Śmiałam się do wszystkich, żartowałam tak jak na co dzień. Ale w środku byłam przerażona. Bałam się tego co się stanie. Bałam się tego jak on zareaguje. Co mam mu powiedzieć. Tego co się stanie. Lubię go, bardzo go lubię. Bardziej niż powinnam. Nawet nie wiem, czy się w nim nie zakochałam, ale nie zamierzam tego roztrząsać. Nie zamierzam o tym myśleć teraz. To nie jest teraz powód do dumania. W miarę szybko się ze wszystkim uporałam i wyszłam. Wzięłam jeszcze raz głęboki wdech i weszłam do kawiarenki. Było nawet więcej ludzi niż zwykle. Do każdego stolika były podostawiane dodatkowe krzesła. Na kanapach siedziało więcej osób niż się mieściło. Wiele osób też stało. Miałam wrażenie, że ma się zaraz wydarzyć coś bardzo ważnego. No ale, przecież ja nie jestem aż tak ważna. Chyba, że on lub Nina coś wymyślili. Podeszłam do stolika, on już tam stał. Jak tylko podeszłam uklęknął przede mną i spojrzał na mnie ze szczerością w oczach.
- Przepraszam. Naprawdę. Wybacz mi.
- Wstań.
Z lekkim wahaniem wstał, a ja wiedziona instynktem po prostu przytuliłam się do niego. On od razu przyciągnął mnie do siebie mocno i jeszcze raz wyszeptał mi do ucha, że mnie przeprasza. Odsunęłam się trochę od niego i rozejrzałam po wszystkich. Była idealna cisza i wszyscy na nas patrzyli. Jednak przyszli tylko dla nas. Uśmiechnęłam się pod nosem i humor mi wrócił.
- A wy co tak się gapicie. Wracajcie do jedzenia, picia, czy cokolwiek tam macie.
Wszyscy jak na komendę opuścili, lub odwrócili głowy, udając, że nic złego nie robią. Z tyłu usłyszałam czyjś ledwo opanowany śmiech, przemieniony w kasłanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Piotra, którego wczoraj poznałam.
- A ty co się śmiejesz? Ach rozumiem, chcesz pomóc podłogi zmywać. Nie martw się znajdą się jakieś rękawiczki i szmaty dla ciebie.
Spojrzał nagle przerażony jakby nie był pewny czy mówię na poważnie, czy żartuję, na co reszta wstrzymała oddech i roześmiała się.
- Już się na mnie nie gniewasz?
Spytał z nadzieją Michael.
- Na razie przydałoby się pójść gdzieś, gdzie nie będą nas podsłuchiwać. „To wszystko będzie tak, jak trzeba. Z udziałem lub bez udziału nieba."
Po pomieszczeniu rozległy się ciche chichoty.
- Może do pokoju odpoczynku na górze?
Pokiwałam głową zadowolona, już kiedyś tam byłam.
- Do nieba (nieba), do piekła (huuu), Za tobą będę szła.
Wzięłam go za rękę i dałam się zaprowadzić do wcześniej wymienionego pokoju. Oczywiście jak tylko zamknęłam drzwi to wszyscy wybuchli śmiechem. Pewnie po mojej piosence.
-Znowu się ze mnie śmieją.
- Nie z ciebie. A dzięki tobie. Jeśli ktoś spróbowałby się śmiać z ciebie to już by nie żył.
Uśmiechnęłam się ciepło. Nie na myśl, że on mógłby kogoś zabić, ale dlatego, że zrobiłby to dla mnie. Usiadłam na kanapie i poklepałam miejsce koło siebie. Usiadł i czekał. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam mówić.
- Przepraszam, że musiałeś tyle czekać.
- Nie przepraszaj.
- Nie przerywaj. To nie do końca była twoja wina. Można powiedzieć, że opanowały mnie wspomnienia, bardzo przykre. Spowodowałeś, że to... co... się kiedyś wydarzyło powróciło do mnie. Miałam wrażenie, że jesteś taki sam jak on. Dlatego tak nagle odjechałam, uciekłam. Potem już nie byłam w stanie porozmawiać.
- Jaki on? Co ci zrobił? Opowiesz mi? Proszę.
Popatrzyłam chwilę na niego. Miał taki wzrok, że nie mogłam się opanować. Westchnęłam i oparłam się o niego lewym ramieniem. Przełożył swoją rękę za moim karkiem i położył ją na moim prawym ramieniu.
- Ech... no dobrze. Ale to nie będzie dla mnie łatwe. To było dawno, bardzo dawno. Miałam wtedy ledwie osiemnaście lat. Do mojej klasy chodził Dawid największe ciacho jakie tam było, a przynajmniej tak wtedy myślałam. Był on jednym z najmilszych chłopców z naszej szkoły. Któregoś dnia zaprosił mnie na randkę. Niemal skakałam z radości. Był moim pierwszym chłopakiem. Spotkaliśmy się dwa razy. Za trzecim chciał przyjść do mnie do domu. Bardzo nalegał. Wiedziałam, że mój ojciec by się na to nie zgodził, zwłaszcza, że mnie nienawidził, ale wiedziałam też, że jeszcze jest w pracy. Miałam mieć trzy godziny. Zaprosiłam go do siebie. Zdążyłam go zaprowadzić tylko do dużego pokoju, gdy przycisnął mnie do ściany i pocałował. Było to strasznie nagłe i gwałtowne i wcale mi się nie podobało, ale tłumaczyłam sobie tym, że jestem po prostu nie doświadczona.
Zaczęłam drżeć przypominając sobie wszystko. Michael podniósł mnie i usadził na swoich kolanach. Klęczałam na jego nogach, bokiem oparta o niego. Jedną ręką mnie przytrzymywał, a drugą delikatnie głaskał po plecach.
- Co było dalej?
- Wsunął mi rękę pod bluzkę. Palcami zaczął sunąć coraz wyżej, aż do zapięcia stanika. Odpiął go i przeniósł rękę, aby zacząć ugniatać moją pierś. To bolało i to bardzo. Próbowałam się odsunąć, ale nie mogłam. Ustami zatykał mi usta, a ręką błądził po moim ciele. Gdy mu się to znudziło to przeniósł swoją rękę w dół i włożył we mnie trzy palce na raz. Krzyknęłam z bólu i zaczęłam go błagać. Prosić, aby przestał, aby tego nie robił. Zniecierpliwił się, popchnął mnie na dół i rozpiął swoje spodnie. Stwierdził, że skoro ja nie chcę, to on skorzysta. Trzymał jedną rękę na mojej głowie, a drugą wepchnął swojego fiuta do mojego gardła, tak, że prawie się udławiłam. Właśnie wtedy przyszedł mój tata. Dawid uciekł, gdzie pieprz rośnie, przez okno, a ja poniżona i zapłakana siedziałam na podłodze i bujałam się w przód i w tył. Ojciec wtedy mnie okrzyczał i wyrzucił z domu, mówiąc, że dla takiej kurwy jak ja nie ma tu miejsca. Długo siedziałam na dworze i marzłam, zanim moja siostra przyniosła mi plecak z ubraniami i coś do jedzenia i picia. Płakałam wtedy przez całą noc, a następnego dnia opuściłam dom, wyruszyłam w podróż, bo ojciec nie chciał mnie znać, jedynie z siostrą utrzymałam kontakt, bo zostawiła mi swój numer telefonu.
Przestałam na chwilę mówić i zorientowałam się, że mam całe mokre policzki. Nawet nie wiem w którym momencie zaczęłam płakać, a Michael zaczął ścierać łzy.
- Przepraszam, zmoczyłam ci koszulkę.
- Nie przejmuj się takimi szczegółami.
- A w momencie kiedy mnie pocałowałeś tam na polance, gdy nie miałam możliwości ruchu i zacząłeś sunąć ręką coraz wyżej to miałam wrażenie, że to się powtórzy.
- Nigdy w życiu nie byłbym w stanie cię zranić. Nigdy. Przepraszam za to, że ożywiłem twoje wspomnienia. Wiesz może co z nim teraz się stało?
- Tak. Skończył szkole, w chwale, że udało mu się niby mnie przelecieć i wygrać zakład. Zdobył dzięki temu prawie stówę. Potem jeszcze bardziej pewny siebie przeleciał kilka innych kobiet tym razem naprawdę. Obecnie pracuje jako mechanik i dalej ma mnóstwo dziwek.
- Znasz jego adres?
- Tak.
- Podaj mi.
- Po co?
- Chcę zabić drania, który ci to zrobił. Który cię tak skrzywdził. Pożałuje, że kiedykolwiek się narodził.
- Nie.
- Ale...
- Nie. Było minęło. Trudno. Nie zrobiłam tego wcześniej, to teraz nic nie zmieni jeśli go zabijesz. Moje wspomnienia nie znikną. Jedyny sposób abym o tym zapomniała to zastąpić to na pozytywne wspomnienia.
Pocałował mnie delikatnie w ucho i dalej gładził po plecach.
- Dziękuję, że mi to powiedziałaś. Widziałem ile trudu cię to kosztowało. Ale nie żebym narzekał, dlaczego zaufałaś mi na tyle, aby to powiedzieć?
- Dlaczego? Nie wiem. Po prostu przy tobie czuję się bezpieczna. Pewna siebie. Czuję się na miejscu.
Odchyliłam się, aby zobaczyć jego minę. Uśmiechnął się na chwilę, a potem widząc, że patrzę przycisnął znowu moją głowę do swojej klatki piersiowej. Zaśmiałam się cicho i rozluźniłam. Po chwili on się odezwał.
- Też chciałbym ci coś powiedzieć.
- Tak? „Opowiadaj mamy czas, ja słucham."
- Może to dziwnie zabrzmieć, ale pamiętasz piórko białe, które ci dałem?
- Tak.
- Jest moje. Jestem Aniołem. Jest nas wiele na świecie.
Drgnęłam zaskoczona i zaintrygowana jego słowami. Odchyliłam się do tyłu i patrzyłam na jego twarz.
- Kontynuuj.
Uśmiechnął się nieznacznie, popchnął mnie lekko, abym znów się o niego opierała i ponowił mówienie.
- Na całym świecie istnieje mnóstwo Aniołów. Jesteśmy podzieleni na kilka klas tak jakby. Istnieją też Archaniołowie, ale jest ich niewielu.
- Co to za klasy?
- Istnieje u nas ogólny podział na dwie grupy: Zrodzonych i Stworzonych. Zrodzeni ich potoczna nazwa to biali, ponieważ zawsze posiadają białe skrzydła. Powstają ze związku anioła białego z białym. Wtedy należą do drugiej kategorii. Biały plus Archanioł to dziecko jest pierwszej kategorii. Biały plus kolorowy to są trzeciej kategorii białymi i mają mniej czysty kolor. Z ludźmi rodzą się nam normalne dzieci. Stworzeni, czyli kolorowi, albo szare anioły, jak kto woli. Są oni tworzeni. Tylko biali pierwszej kategorii mogą tworzyć, oraz drugiej za pozwoleniem. Mają oni kolorowe skrzydła odzwierciedlające ich duszę w chwili przemiany. Kolorowi są też w trzech kategoriach. Pierwsza to gdy kolorowy ma dziecko z kolorowym. Druga to osobnik silny, przemieniony. Trzecia to słaby osobnik przemieniony. Kolorowi żyją długo, ale nie są nieśmiertelni. Biali są nieśmiertelni. Archaniołowie mają biało-złote skrzydła, czasami biało-srebrne, mało kto ich widuje. Biali rodzą się ze swoimi skrzydłami więc mają je dłuższe, bardziej wytrzymałe i umięśnione. Możemy latać nawet kilka dni bez odpoczynku z dużą prędkością, ale i tak mniejszą niż twoja na motorze.
Zaśmiałam się krótko. On też się uśmiechnął i kontynuował opowiadanie.
- Kolorowi mają mniej wytrzymałe skrzydła. Jak je stracą, lub zostanie im oderwane pióro to już nie odrośnie tak jak to się dzieje u białych. Mamy własne prawa i obyczaje, ale tego na razie nie będę ci opowiadać.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i cmoknęłam go w policzek.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś. Boli, gdy wysuwacie skrzydła?
- Nie. Chyba, że skrzydła są uszkodzone, lub ktoś zablokuje nasze dziurki.
- Mogłabym zobaczyć je?
Zapytałam z nutką nadziei w głosie. Odchyliłam się, aby widzieć jego reakcję, a on spojrzał na mnie z powagą i lekkim rozbawieniem. Pokiwał głową i wysunął zza pleców swoje skrzydła. Powiedziałam ciche Wow i zaczęłam je podziwiać. Były wielkie, lśniące i aż mieniły się bielą.
- Mogę?
Z lekkim wahaniem kiwnął głową. Powoli zbliżyłam rękę i dotknęłam nią jego skrzydła. Przeszedł go delikatny dreszcz.
- To boli?
- Nie.
Powiedział lekko zachrypniętym głosem. Dotknęłam jeszcze raz jego skrzydła opuszkami palców. Zadrżał tylko na początku, potem tylko zamknął oczy i uśmiechał się. Delikatnie dotykałam całych skrzydeł, od góry do dołu. Potem tuż przy skórze. Jego pióra były niesamowicie miękkie i delikatne. Usłyszałam otwierające się drzwi. Odwróciłam się. W wejściu stała Nina.
- Tak?
- Nie ja tylko przyszłam zobaczyć, czy wszystko z tobą w porządku, bo długo nie schodziłaś, a goście zaczynają się niecierpliwić, bo nie wiedzą co się dzieje. Tylko pozwól mi zinterpretować to co przed chwilą widziałam. Dotykałaś jego piór?
- Tak.
Odpowiedziałam lekko niepewnie i spojrzałam na moje dłonie, które były całe białe. Odruchowo próbowałam wytrzeć je o spodnie i zrobiłam sobie na wysokości ud, dwa odciski rąk. Nina zaśmiała się widząc to.
- Dlaczego pytasz? I dlaczego mam białe dłonie?
- Pytam się ponieważ, dla białych aniołów dotykanie ich piór jest jedną z najbardziej erotycznych czynności na potwierdzenie masz biały pyłek, który zawsze się tworzy, kiedy anioł jest zakochany i ta osoba dotyka jego piór.
- Tego mi nie mówiłeś.
Spojrzałam wymownie na Michaela, a ten spojrzał z żarem w moje oczy.
- Nie. Zapomniałem.
Spojrzałam na niego jak na idiotę, na co on tylko wyszczerzył się i wzruszył ramionami. Westchnęłam i wstałam z ociąganiem.
- Chodź mały napaleńcu, musimy zejść do tej całej gromady i powiedzieć im, że żyję.
- Nie może tego powiedzieć im Nina?
- No już się nie ociągaj. Miałeś swoje pięć minut.
Wstał i złapał za moją wyciągniętą dłoń. Przyciągnął mnie do siebie, pocałował w skroń i schował skrzydła. Zeszliśmy po schodach na dół za Niną. Wszyscy w napięciu siedzieli tam, czekając na rozwój wypadków. Gdy nas razem zobaczyli to uśmiechnęli się od ucha do ucha i zdziwieni patrzyli na dwa białe ślady na moich spodniach.
- Dlaczego nie ubrałam się dziś na biało?
Szepnęłam do Michaela na co zaczął się cicho śmiać. Doszliśmy przed cały tłum, a on przytulił się do moich pleców i objął mnie rękami w talii.
- Widzicie? Jestem. W dodatku cała i zdrowa. Wyjaśniliśmy sobie co nieco i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Jakieś pytania?
- Dlaczego jesteś biała?
- To sam powinieneś wiedzieć.
- Ale to by znaczyło, że on obsypał cię proszkiem, a to jest możliwe tylko, gdyby się w tobie zakochał.
Westchnęłam tylko, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Michael wyprostował swoje skrzydła i opatulił mnie nimi. Położyłam na nich dłonie i zaraz byłam cała obsypana jakby ktoś wysypał całą paczkę mąki.
- Wiesz dzięki, o wiele mi lepiej, gdy jestem cała w białym proszku. Jeszcze mnie policja zatrzyma myśląc, że to dragi.
Wszyscy zaczęli się śmiać, ale po jakimś czasie, jednak się uspokoili. Ktoś z tyłu odważył się przemówić.
- Mimo wszystko dalej nie wierzę, może oni jakoś mogą to udawać?
- Istnieje coś w rodzaju testu złożonego z trzech prób, mógłby spróbować.
- Jeden test ma już zaliczony.
Michael spojrzał na nich wszystkich złym wzrokiem, jakby sama myśl, że może udawać była niedorzeczna, ale widziałam, że przyjął wyzwanie. Wtedy odezwała się Nina.
- Drugą próbę też przeszedł, weszłam do pokoju, kiedy ona dotykała jego skrzydeł i stąd ma te ślady na spodniach.
- I tak wolałbym zobaczyć trzecią próbę, bo pierwsze dwie nie wymagają zaufania.
Michael prychnął pod nosem. Spojrzał na nich wszystkich z wyższością. Odsunął się na chwilę i zdjął koszulkę. Miał naprawdę mocno rozbudowane mięśnie na klatce piersiowej. Dawno nie widziałam takiego kaloryfera. Spojrzał na mnie i jego wzrok złagodniał. Stał się rozbawiony i łobuzerski. Przekręcił mnie tak, że on stał tyłem do nich, a ja przodem. Schował swoje skrzydła i schylił swoje usta do mojego ucha. Zaczął szeptać.
- To jest ostatni test. Połóż swoje dłonie na moich plecach na rozcięciach.
Z lekkim wahaniem zrobiłam to co powiedział.
- Bardzo dobrze. A teraz musisz włożyć palce do tych dziurek.
- Dlaczego to wymaga zaufania?
- Bo jak wkładasz palce to nic się nie dzieje, ale gdybyś włożyła mi na przykład nóż to mogłabyś mnie zabić. To jest jedyny sposób na zabicie anioła białego. Włożyć mu coś bardzo ostrego do dziur na plecach.
- A nie uszkodzę cię rękoma?
- Nie. Możesz nawet włożyć całe dłonie.
- Nie będzie cię to bolało.
- W żadnym wypadku. Nina deczko się pomyliła. To jest najbardziej erotyczna rzecz.
Spłonęłam lekkim rumieńcem i opuszkami odnalazłam rozcięcia na jego skórze. Cały czas patrzyłam na jego twarz, a on na moją. Włożyłam tam powoli po trzy palce z każdej ręki. On na początku się wzdrygnął, ale potem widziałam tylko głód i przyjemność w jego oczach. Włożyłam prawie całe ręce, a on wyglądał na coraz bardziej rozpalonego. W końcu uśmiechnęłam się perfidnie i powoli wyciągnęłam ręce. Wzdrygnął się jeszcze raz. Spojrzałam na swoje dłonie teraz proszek był niemal beżowy. Próbowałam strzepnąć to z rąk, ale się nie udało. Michael spojrzał na mnie i zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego groźnie i od razu przestał.
- Co to jest?
- To też jest mój pyłek, tylko trochę innej konsystencji.
- Jak można się tego pozbyć?
- Tylko wodą lub śliną.
Westchnęłam na co wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Pokręciłam tylko głową i wyszłam z kawiarenki, a za mną Michael.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz