Z wielkim uśmiechem na
ustach udałem się za Anetą do jej samochodu. Usiadła za kierownicą, a ja
na miejscu pasażera, obok niej. Zapięła pasy i odezwała się.
- No więc…. Gdzie jedziemy?
- Może do ciebie?
- A nie możemy do ciebie?
Zapytała z nutką nadziei w głosie. Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
- Nie. Ponieważ obecnie mieszkam w hotelu. Nie posiadam własnego mieszkania, a chętnie zwiedziłbym twoje.
- To może do jakiejś restauracji, parku, kina, basen, kręgle?
- Jest już trochę późno. Dlaczego nie chcesz zabrać mnie do swojego domu?
Nagle zrobiła się wystraszona i mocno nie pewna. Zdziwiony i trochę zdenerwowany patrzyłem na nią. Po chwili znowu na mnie spojrzała, westchnęła i uspokoiła się. Zamknęła oczy, aby po chwili znów je otworzyć i odpowiedzieć mi.
- Możemy jechać do mnie do domu.
- Dlaczego na początku nie chciałaś?
- Ze względu na wspomnienia. Nikomu nie dawałam swojego adresu. Nawet moja siostra go nie zna. Nie chciałam, aby ktokolwiek dowiedział się gdzie mieszkam, ponieważ bałam się. Po tym co zrobił Dawid, nie byłam w stanie nikomu zaufać na tyle, aby chociaż wspomnieć jak mój dom wygląda.
Dalej patrzyłem na nią zamyślony i wściekły na tego Dawida.
- Nie musimy w takim razie tam jechać, jeśli nie chcesz.
- Nie chcę, ale muszę się w końcu przełamać. Nie mogę ciągle żyć przeszłością. Muszę w końcu ruszyć na przód. Nie robię się coraz młodsza.
- Jesteś pewna, że jesteś w stanie zaufać mi na tyle, aby mnie tam zawieźć?
- Ty mi zaufałeś, po za tym niby kogo miałabym do siebie zaprosić jak nie ciebie?
Uśmiechnąłem się trochę nie pewnie. Pochlebiało mi to, że była ona w stanie mi zaufać na tyle, aby mnie zabrać do swojego domu. Jedynego miejsca, gdzie jeszcze nikogo nie wpuściła. Serce biło jej niezwykle szybko. Położyłem swoją rękę na jej dłoni. Odwzajemniła w końcu uśmiech i odpaliła silnik samochodu.
Ku mojemu zdziwieniu mieszkała bardzo blisko kawiarenki. Samochodem było to tylko dwadzieścia minut podróży. Piechotą co prawda byłaby godzina, jak nie dłużej.
Przez okno samochodu w pewnym momencie widziałem tylko drzewa i krzewy. Oprócz tego nic więcej. Nagle drzewa zaczęły się przesuwać i zobaczyłem bramę wjazdową. Spojrzałem na nią zdziwiony, ale ona była zbyt zamyślona, aby jakoś zareagować. Kilka metrów dalej zobaczyłem duży okazały dom. Jeśli można to nazwać domem. Bliżej byłaby willa, albo mały pałac. Z otwartymi ustami na to patrzyłem, ale szybko się uspokoiłem, gdy zobaczyłem jej taksujące spojrzenie, jak sprawdzała moją reakcję.
- Ładny domeczek.
Zaczęła się śmiać, a ja w końcu odetchnąłem, że się wyluzowała. Wjechała do garażu. Jak tylko wyłączyła silnik, wyskoczyłem z samochodu, aby otworzyć jej drzwi. Zdziwiona złapała mnie za rękę wysiadając i pozwoliła prowadzić pod ramię. Co prawda to ona prowadziła, ale to już inna sprawa. Zaprowadziła mnie korytarzem do kuchni.
- Chcesz może coś do picia? Jedzenia?
- Chętnie.
- To poczekaj, gdzieś powinnam mieć numer do pizzerii, albo jakieś restauracji.
- A nie mogłabyś sama ugotować?
Spojrzała na mnie jak na wariata, nie pewna czy mówię poważnie.
- Zapomniałam, że nie wiesz. Ja i kuchnia do siebie nie pasujemy. Jeśli robię jakąś potrawę bardziej skomplikowaną niż kanapki to połowa kuchni jest zepsuta, nie mówiąc o bałaganie i tym, że tej potrawy nie da się zjeść.
- Przesadzasz.
- Nie.
Pokręciła głową. Uśmiechnąłem się lekko rozbawiony. W innych czasach by sobie nie poradziła.
- Tak jak wcześniej zauważyłem jest późno, więc kanapki wystarczą.
- Jesteś pewny? Jakby co, to mogę coś zamówić.
- Jestem pewien.
Wzruszyła tylko ramionami i otworzyła lodówkę. Pozwoliłem sobie usiąść na krześle przy stole i patrzyłem jak krząta się po kuchni. Wyjmowała wszystkie przedmioty i talerze dziwnie zestresowana. Rozbawiony na to patrzyłem. Po chwili jednak przestałem się uśmiechać, gdy zaczęła szykować kolację. Pomidor chlapnął jej w oczy, zrzuciła przez to talerz na podłogę, a łokciem zwaliła masło. Z westchnieniem zebrała talerz, kalecząc się przy tym, potem cofnęła się, aby to wyrzucić i poślizgnęła się na maśle. Złapałem ją w ostatniej chwili ratując od upadku.
- Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Zawsze tak masz przy gotowaniu?
- Tak. O dziwo, tym razem nic sobie większego nie zrobiłam. Raz na jakiś czas pojawiają się jednak chwile kiedy jestem w stanie coś zrobić bez wypadków.
Uśmiechnąłem się do niej. Usadowiłem ją na krześle, na którym przed chwilą siedziałem. Wyjąłem z rąk resztki talerza i wyrzuciłem do kosza. Zdjąłem jej skarpetki, bo były całe w maśle i wyrzuciłem.
- Nie ruszaj się. Postaram się to ogarnąć.
- Wiesz, zawsze można też coś zamówić po prostu.
- Tak łatwo to nie ma.
Uśmiechnąłem się do niej i zacząłem porządki. Zacząłem od sprzątnięcia podłogi i blatu, a potem mogłem zabrać się za kolację. Przyrządziłem kanapki ze składników, które wyciągnęła i ułożyłem na talerzu. Zaniosłem i postawiłem na stoliku.
- Bon apetit.
Uśmiechnęła się w końcu do mnie i wzięła pierwszą kanapkę do buzi. Zrobiła wielkie oczy i po przełknięciu odezwała się.
- Mmm… to jest pyszne. Jak ty to robisz, że zwykłe kanapki mają nieziemski smak?
- Trudno, żeby miały ziemski, nie zapominaj, że z aniołem rozmawiasz.
Zaczęła się śmiać już całkowicie rozluźniona. W przyjemnej ciszy skończyliśmy konsumpcję. Potem pozmywałem naczynia, wytarłem ręce w ścierkę i spojrzałem na nią wyczekująco.
- Mogłabym cię zatrudnić na cały etat.
Zaśmiałem się i podszedłem troszkę bliżej.
- I co? Zrobiłabyś ze mnie swojego kucharza, sprzątacza i kogo jeszcze?
- A bo ja wiem. Fajnie by było mieć takiego własnego niewolnika na każdą zachciankę.
- Uważaj czego sobie życzysz, bo możesz to dostać.
Zaczęła się ze mnie śmiać, całkowicie ignorując moją groźbę, a ja mimo wszystko nie potrafiłem zachować powagi i szybko do niej dołączyłem.
- Co ty ze mną robisz dziewczyno, że zamiast być tym złym, nieustępliwym i groźnym, uśmiecham się przez samą twoją obecność?
- No wiesz… Jak ci to przeszkadza to możesz wyjść. Więcej się nie zobaczymy, a ty dalej będziesz zły, nieustępliwy i to co tam jeszcze powiedziałeś.
- Żartujesz? Miałbym sobie teraz odejść? Niby jak?
- Tego nie wiem, ale jeśli tego nie zrobisz to się okaże, że ja też wpadłam.
- W jakim sensie ty też?
- Bo zaczynam się zastanawiać co do ciebie czuję i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że jest to to, co obiecałam, że nigdy już nie będzie.
Zdębiałem na chwile. Nie mogłem w to uwierzyć. Sam fakt, że ona byłaby w stanie pomyśleć o mnie cieplej jest już niesamowity. Nie chciałem nawet wierzyć, że mam aż takie szczęście, bo rozczarowanie zbyt wiele mogłoby mnie kosztować, ale z drugiej strony może tak byłoby lepiej? Może lepiej jest się połudzić chwilę i mieć wspaniałe wspomnienia niż nic? Na pewno nie zamieniłbym tego na nic innego. Ech… Jest tylko jeden problem, będę musiał w końcu powiedzieć jej o tej możliwości, że mogłaby uszczęśliwić aniołów i archaniołów i zmienić tym świat, a jestem niemal pewny, że nie odpuści sobie jak o tym usłyszy i będzie chciała tego dokonać, a to może być dla niej niebezpieczne i może nas oddalić od siebie.
Poprzedni
- No więc…. Gdzie jedziemy?
- Może do ciebie?
- A nie możemy do ciebie?
Zapytała z nutką nadziei w głosie. Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
- Nie. Ponieważ obecnie mieszkam w hotelu. Nie posiadam własnego mieszkania, a chętnie zwiedziłbym twoje.
- To może do jakiejś restauracji, parku, kina, basen, kręgle?
- Jest już trochę późno. Dlaczego nie chcesz zabrać mnie do swojego domu?
Nagle zrobiła się wystraszona i mocno nie pewna. Zdziwiony i trochę zdenerwowany patrzyłem na nią. Po chwili znowu na mnie spojrzała, westchnęła i uspokoiła się. Zamknęła oczy, aby po chwili znów je otworzyć i odpowiedzieć mi.
- Możemy jechać do mnie do domu.
- Dlaczego na początku nie chciałaś?
- Ze względu na wspomnienia. Nikomu nie dawałam swojego adresu. Nawet moja siostra go nie zna. Nie chciałam, aby ktokolwiek dowiedział się gdzie mieszkam, ponieważ bałam się. Po tym co zrobił Dawid, nie byłam w stanie nikomu zaufać na tyle, aby chociaż wspomnieć jak mój dom wygląda.
Dalej patrzyłem na nią zamyślony i wściekły na tego Dawida.
- Nie musimy w takim razie tam jechać, jeśli nie chcesz.
- Nie chcę, ale muszę się w końcu przełamać. Nie mogę ciągle żyć przeszłością. Muszę w końcu ruszyć na przód. Nie robię się coraz młodsza.
- Jesteś pewna, że jesteś w stanie zaufać mi na tyle, aby mnie tam zawieźć?
- Ty mi zaufałeś, po za tym niby kogo miałabym do siebie zaprosić jak nie ciebie?
Uśmiechnąłem się trochę nie pewnie. Pochlebiało mi to, że była ona w stanie mi zaufać na tyle, aby mnie zabrać do swojego domu. Jedynego miejsca, gdzie jeszcze nikogo nie wpuściła. Serce biło jej niezwykle szybko. Położyłem swoją rękę na jej dłoni. Odwzajemniła w końcu uśmiech i odpaliła silnik samochodu.
Ku mojemu zdziwieniu mieszkała bardzo blisko kawiarenki. Samochodem było to tylko dwadzieścia minut podróży. Piechotą co prawda byłaby godzina, jak nie dłużej.
Przez okno samochodu w pewnym momencie widziałem tylko drzewa i krzewy. Oprócz tego nic więcej. Nagle drzewa zaczęły się przesuwać i zobaczyłem bramę wjazdową. Spojrzałem na nią zdziwiony, ale ona była zbyt zamyślona, aby jakoś zareagować. Kilka metrów dalej zobaczyłem duży okazały dom. Jeśli można to nazwać domem. Bliżej byłaby willa, albo mały pałac. Z otwartymi ustami na to patrzyłem, ale szybko się uspokoiłem, gdy zobaczyłem jej taksujące spojrzenie, jak sprawdzała moją reakcję.
- Ładny domeczek.
Zaczęła się śmiać, a ja w końcu odetchnąłem, że się wyluzowała. Wjechała do garażu. Jak tylko wyłączyła silnik, wyskoczyłem z samochodu, aby otworzyć jej drzwi. Zdziwiona złapała mnie za rękę wysiadając i pozwoliła prowadzić pod ramię. Co prawda to ona prowadziła, ale to już inna sprawa. Zaprowadziła mnie korytarzem do kuchni.
- Chcesz może coś do picia? Jedzenia?
- Chętnie.
- To poczekaj, gdzieś powinnam mieć numer do pizzerii, albo jakieś restauracji.
- A nie mogłabyś sama ugotować?
Spojrzała na mnie jak na wariata, nie pewna czy mówię poważnie.
- Zapomniałam, że nie wiesz. Ja i kuchnia do siebie nie pasujemy. Jeśli robię jakąś potrawę bardziej skomplikowaną niż kanapki to połowa kuchni jest zepsuta, nie mówiąc o bałaganie i tym, że tej potrawy nie da się zjeść.
- Przesadzasz.
- Nie.
Pokręciła głową. Uśmiechnąłem się lekko rozbawiony. W innych czasach by sobie nie poradziła.
- Tak jak wcześniej zauważyłem jest późno, więc kanapki wystarczą.
- Jesteś pewny? Jakby co, to mogę coś zamówić.
- Jestem pewien.
Wzruszyła tylko ramionami i otworzyła lodówkę. Pozwoliłem sobie usiąść na krześle przy stole i patrzyłem jak krząta się po kuchni. Wyjmowała wszystkie przedmioty i talerze dziwnie zestresowana. Rozbawiony na to patrzyłem. Po chwili jednak przestałem się uśmiechać, gdy zaczęła szykować kolację. Pomidor chlapnął jej w oczy, zrzuciła przez to talerz na podłogę, a łokciem zwaliła masło. Z westchnieniem zebrała talerz, kalecząc się przy tym, potem cofnęła się, aby to wyrzucić i poślizgnęła się na maśle. Złapałem ją w ostatniej chwili ratując od upadku.
- Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Zawsze tak masz przy gotowaniu?
- Tak. O dziwo, tym razem nic sobie większego nie zrobiłam. Raz na jakiś czas pojawiają się jednak chwile kiedy jestem w stanie coś zrobić bez wypadków.
Uśmiechnąłem się do niej. Usadowiłem ją na krześle, na którym przed chwilą siedziałem. Wyjąłem z rąk resztki talerza i wyrzuciłem do kosza. Zdjąłem jej skarpetki, bo były całe w maśle i wyrzuciłem.
- Nie ruszaj się. Postaram się to ogarnąć.
- Wiesz, zawsze można też coś zamówić po prostu.
- Tak łatwo to nie ma.
Uśmiechnąłem się do niej i zacząłem porządki. Zacząłem od sprzątnięcia podłogi i blatu, a potem mogłem zabrać się za kolację. Przyrządziłem kanapki ze składników, które wyciągnęła i ułożyłem na talerzu. Zaniosłem i postawiłem na stoliku.
- Bon apetit.
Uśmiechnęła się w końcu do mnie i wzięła pierwszą kanapkę do buzi. Zrobiła wielkie oczy i po przełknięciu odezwała się.
- Mmm… to jest pyszne. Jak ty to robisz, że zwykłe kanapki mają nieziemski smak?
- Trudno, żeby miały ziemski, nie zapominaj, że z aniołem rozmawiasz.
Zaczęła się śmiać już całkowicie rozluźniona. W przyjemnej ciszy skończyliśmy konsumpcję. Potem pozmywałem naczynia, wytarłem ręce w ścierkę i spojrzałem na nią wyczekująco.
- Mogłabym cię zatrudnić na cały etat.
Zaśmiałem się i podszedłem troszkę bliżej.
- I co? Zrobiłabyś ze mnie swojego kucharza, sprzątacza i kogo jeszcze?
- A bo ja wiem. Fajnie by było mieć takiego własnego niewolnika na każdą zachciankę.
- Uważaj czego sobie życzysz, bo możesz to dostać.
Zaczęła się ze mnie śmiać, całkowicie ignorując moją groźbę, a ja mimo wszystko nie potrafiłem zachować powagi i szybko do niej dołączyłem.
- Co ty ze mną robisz dziewczyno, że zamiast być tym złym, nieustępliwym i groźnym, uśmiecham się przez samą twoją obecność?
- No wiesz… Jak ci to przeszkadza to możesz wyjść. Więcej się nie zobaczymy, a ty dalej będziesz zły, nieustępliwy i to co tam jeszcze powiedziałeś.
- Żartujesz? Miałbym sobie teraz odejść? Niby jak?
- Tego nie wiem, ale jeśli tego nie zrobisz to się okaże, że ja też wpadłam.
- W jakim sensie ty też?
- Bo zaczynam się zastanawiać co do ciebie czuję i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że jest to to, co obiecałam, że nigdy już nie będzie.
Zdębiałem na chwile. Nie mogłem w to uwierzyć. Sam fakt, że ona byłaby w stanie pomyśleć o mnie cieplej jest już niesamowity. Nie chciałem nawet wierzyć, że mam aż takie szczęście, bo rozczarowanie zbyt wiele mogłoby mnie kosztować, ale z drugiej strony może tak byłoby lepiej? Może lepiej jest się połudzić chwilę i mieć wspaniałe wspomnienia niż nic? Na pewno nie zamieniłbym tego na nic innego. Ech… Jest tylko jeden problem, będę musiał w końcu powiedzieć jej o tej możliwości, że mogłaby uszczęśliwić aniołów i archaniołów i zmienić tym świat, a jestem niemal pewny, że nie odpuści sobie jak o tym usłyszy i będzie chciała tego dokonać, a to może być dla niej niebezpieczne i może nas oddalić od siebie.
Poprzedni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz