Otworzyłam oczy i
pierwsze co zobaczyłam to jego złotą czuprynę. Jak on się nazywał? Alan?
Adrian? Aleks? Nie mogę się go ponownie zapytać, bo jeszcze go
rozzłoszczę. Mam nadzieję, że sobie między czasie przypomnę.
- Dobrze ci się spało?
Zapytał lekko zachrypniętym głosem. Nie byłam w stanie odpowiedzieć więc po prostu pokiwałam głową.
- Jesteś głodna?
Automatycznie chciałam
odpowiedzieć że nie, ale mój brzuch zadecydował za mnie hałasując na
tyle głośno, że zmarłego by obudził. Ujrzałam na jego twarzy szeroki
uśmiech.
- Rozumiem, że tak. To chodź ze mną.
Wyciągnął rękę w moim
kierunku. Nie chciałam by pomagał mi wstać, ale miałam dziwne przeczucie
że najwyżej zaniesie mnie do kuchni. Podałam mu swoją dłoń i poszłam za
nim do kuchni. Była stosunkowo niewielka, ale było widać, że jest
zadbana. Pokazał mi krzesło, abym usiadła i otworzył lodówkę oglądając
co ma w środku.
- Na co masz ochotę?
- Na kawę.
Odpowiedziałam zanim
pomyślałam i spłonęłam rumieńcem. Usłyszałam z jego strony cichy chichot
i już po chwili był przy mnie, aby podnieść moją brodę do góry.
- To już brzmi jak początek. Ale na co masz ochotę do jedzenia?
- Na coś ciepłego. Mogę sama sobie zrobić.
Czemu czułam się tak
zaniepokojona myślą, że miałby mi coś zrobić? Jak długo to będzie
trwało? Ile będzie mi kazał u siebie siedzieć?
- Nie.
Usłyszałam warkot z jego
strony. Przestraszyłam się lekko i podwinęłam nogi pod siebie próbując
być tak daleko od niego jak to tylko możliwe.
***Adam***
Wyobraziłem ją sobie. W
mojej kuchni. Przyrządzającą coś do jedzenia. Ma na sobie tylko bluzkę i
majtki. Za każdym razem gdy musiałaby się pochylić miałbym cudowny
widok na je tyłek. Za każdym razem gdy po coś by sięgała jej bluzka
unosiłaby się w górę, jakby chciała mi pokazać jakie ukrywa skarby. Nie
daj boże by się skaleczyła, a nie powstrzymałbym się od wzięcia jej
krwi. Pragnę jej. Tak bardzo potrzebuję się w niej zanurzyć. Albo
przynajmniej jej dotknąć. Przytulić. Pocałować. Zobaczyć. Zdjąć z niej
pozostałe ubrania. Pieścić jej ciało. Położyć i wziąć ją na tym blacie.
Popatrzyłem na nią wygłodniałym wzrokiem i dopiero dotarło do mnie to
jak siedzi. Była wystraszona. Przeraziłem ją. Nawet nie pamiętam kiedy.
- Przepraszam.
Wyszeptałem i odsunąłem
się aż pod szafki. Wyraźnie się rozluźniła, ale dalej patrzyła na mnie
zaniepokojona. Co takiego zrobiłem? Co powiedziałem? Co ona takiego
mówiła? Bo chyba się odezwała... Nie wiem. Po co tu jesteśmy?
Rozejrzałem się wokół. To jest kuchnia. Jest rano. Śniadanie!
- To na co masz ochotę?
- Na cokolwiek.
Szepnęła, dalej się mnie
bojąc. Próbowałem się skoncentrować, aby cokolwiek sobie przypomnieć,
ale nie mogłem. Chwilowo nie ogarniałem rzeczywistości.
Nagle rozległ się jakiś
dziwny dźwięk. Spiąłem się cały, zacząłem warczeć i już miałem się
przemienić gdy usłyszałem jej cichy głos.
- To tylko telefon.
Spojrzałem na nią nic już nie rozumiejąc. Telefon? O co jej chodzi. Rozluźniłem się. Sam jej widok wystarczył, abym się nie bał.
- Dzwoni twój telefon.
Dopiero teraz
zrozumiałem. Ten dźwięk to dzwonek. Ale od kiedy mój telefon wydaje
jakieś dźwięki? I jakim cudem po takim czasie dalej nie jest
rozładowany? Spojrzałem na nią ostatni raz i udałem się na poszukiwanie
go. Był podpięty do kontaktu i leżał na ziemi. Dźwięki musiały się
włączyć jak spadł pod wpływem wibracji. Spojrzałem na wyświetlacz:
„Alfa". Postanowiłem odebrać, ale od razu wróciłem do kuchni. Do niej,
bo już czułem lekki niepokój, nie widząc jej.
***Agata***
- Tak?
Wszedł do pokoju
odbierając telefon. Czułam się trochę nieswojo. Miałam wrażenie, że nie
do końca nad sobą panuje, ale nie umiałam sprecyzować o co chodzi.
- Tak żyję. Opowiem jak się zobaczymy. Dzisiaj? Dobrze, ale nie będę sam. Jasne.
Rozłączył się i odłożył telefon na blat stołu. Czy on chce dzisiaj z kimś się widzieć? Czy zamierza wziąć mnie ze sobą?
- Muszę dzisiaj odwiedzić stado.
Spojrzałam na niego niewiele rozumiejąc.
- Nie było mnie przez dość długi czas muszę jak najszybciej zdać raport.
Pokiwałam głową.
- Czy to znaczy, że mogę wrócić do domu?
Usłyszałam warkot z jego strony przez co skuliłam się tak bardzo jak tylko mogłam.
- Jeszcze nie dam rady się z tobą rozstać.
- Mam iść z tobą do stada?
- Tak.
- Będę tam bezpieczna?
Znowu usłyszałam warkot z jego strony.
- Jeśli ktokolwiek z nich spróbuje ci cokolwiek zrobić to tego nie przeżyje.
Odpowiedział na tyle pewny siebie, że mu uwierzyłam.
- A muszę tam z tobą iść?
Speszył się na chwilę i odwrócił głowę na bok.
- Nie. Jeśli nie chcesz tam iść to możemy tam dzisiaj nie iść.
Rozluźniałam się ponownie, choć nie do końca wiedziałam dlaczego.
- Jeśli nie pójdę to ty też nie pójdziesz.
Oznajmiłam powoli odszyfrowując sytuację.
- Tak.
- Ale ty musisz tam iść najszybciej jak dasz radę?
- Tak.
- I nie pójdziesz tam beze mnie?
- Tak.
- Czyli jeśli nie będę chciała pójść to ty nie pójdziesz mimo faktu, że musisz?
- Tak.
Odparł coraz bardziej zirytowany.
- Czemu nie możesz tam pójść sam?
Odwrócił się i ponownie otworzył lodówkę szukając inspiracji.
- Jakbyś nie zauważyła to jeszcze w pełni nad sobą nie panuję.
- Ale po co ci tam jestem?
- Jesteś jedyną gwarancją na to, że mi nie odbije.
- Nie do końca rozumiem.
Zamknął z hukiem drzwi od lodówki i spojrzał na mnie wściekły zaciskając pięści.
- Ostatnie przeżycia
sprawiły, że w ogóle nie mam kontroli. Wychodzenie z pokoju w którym się
znajdujesz jest dla mnie męką. Nie wyobrażam sobie aby znaleźć się od
ciebie daleko. Od razu mam ochotę się przemienić.
- Dlaczego aż tak na mnie reagujesz?
- Bo jesteś moją partnerką.
Nie do końca wiedziałam jak zareagować na to ciche oświadczenie.
- Nie do końca rozumiem.
- Wilkołaki dobierają się w pary na całe życie. Jeśli tylko odnajdziemy swoją drugą połówkę to od razu o tym wiemy.
- Ale ja nie jestem wilkołakiem.
- Tak. Zdarzają się pary mieszane.
Zaniepokoiłam się.
- Czyli jestem twoją partnerką?
- Tak.
- I innej mieć już nie będziesz?
- Nie. Dla mnie zawsze istnieć będziesz tylko ty.
Od zawsze marzyłam by
usłyszeć tego typu słowa. Ale od nieznajomego mężczyzny? Którego imienia
nie pamiętam? W takich warunkach brzmiało to strasznie, a nie
przyjemnie.
- Mówiłeś, że jak tylko wrócisz do normy to mnie wypuścisz.
- Tak.
Patrzyłam na niego
wyczekująco nawet nie wiedząc jak zadać pytanie, by uzyskać informacje,
które mnie interesują. Westchnął nagle zmęczony i popatrzył na mnie
smutno.
- I nie zamierzam się
wycofywać z żadnej z obietnic. Obecnie panuję nad sobą tylko przy tobie,
ale zgaduję, że w najbliższych dniach przejdzie mi to. Będę się do
ciebie zalecał. Będę chciał abyś spróbowała mnie poznać. Żebyś
dowiedziała się kim jestem. Mam nadzieję, że gdy już będę w stanie
pozwolić ci odejść to że zdążysz polubić mnie na tyle, by raz na jakiś
czas się ze mną zobaczyć.
***Adam***
- A jeśli nie będę chciała cię znać?
Miałem wrażenie jakby
moje serce rozpadło się na milion kawałków. A co jeśli tak się stanie?
Przerażam ją. Zmuszam do tego czego nie chce. Ograniczam ją. A pewnie
będzie jeszcze gorzej. Nie wiem co się stanie na spotkaniu. Nie wiem co
zobaczy. Nie wiem co usłyszy. Istnieje taka szansa.
- To wtedy dam ci swój numer telefonu i zostawię cię.
Czy będę potrafił? Czy dam radę jej nie nawiedzać? Nie pilnować, nie szukać? Nie organizować „przypadkowych" spotkań?
- A co jeśli znajdę sobie chłopaka?
Nie udało mi się
pohamować warkotu. Samo wyobrażenie sobie tego jak ktoś inny ją
dotyka... Nie! Nawet nie mogę o tym myśleć bo się przemienię. Jest moja.
Będzie moja. Muszę tylko być cierpliwy.
- To zgaduję, że znajdziesz go po zakończeniu naszej znajomości, więc nawet nie będę o tym wiedział.
Pokiwała delikatnie
głową jakby moje słowa ją uspokoiły. Nawet nie wie ile ode mnie wymagało
wypowiedzenie tego. Nie wiem czy będę potrafił patrzeć na to jak jest z
kimś innym. Koniec tych myśli. Muszę jej przygotować to śniadanie póki
jeszcze o nim pamiętam. Wyjąłem z lodówki składniki i zacząłem
przygotowywać jajecznicę. Coś jeszcze chciała... Gdybym tylko mógł sobie
przypomnieć.
- A mogę dostać tą obiecaną kawę?
Uśmiechnąłem się
zadowolony i wstawiłem wodę na gaz. Czyli jeszcze aż tak się mnie nie
boi. Jeszcze nie muszę się przejmować. Jeszcze mam szansę. Obym tylko
tego nie zepsuł... Czym prędzej wszystko przygotowałem i postawiłem
przed nią. Nie wyglądała na przestraszoną. Bardziej na zamyśloną.
- A mogę iść do domu?
Automatycznie cały się spiąłem nie chcąc nawet o tym myśleć.
- Możesz iść ze mną. Po prostu chciałabym móc zmienić ubrania na czyste.
Dobrze. Jeszcze nie
zamierza mnie zostawić. Będę wiedział gdzie mieszka. Będę mógł zobaczyć
jak wygląda jej pokój. Rozluźniłem się maksymalnie i uśmiechnąłem do
niej szeroko.
- Naturalnie. Od razu po śniadaniu chcesz podjechać?
Tylko pokiwała głową i
już więcej się nie odezwała. W ciszy skończyliśmy śniadanie. Wróciliśmy
do pokoju i pozbierała swoje ubrania. Spojrzała na mnie z lekkim
niepokojem.
- Gdzie mogę się ubrać?
- Tutaj.
Odpowiedziałem, uśmiechając się.
- A możesz wyjść z pokoju?
Czy to znaczy, że nie
zobaczę jak się ubiera? Jak wypina ten swój piękny tyłek aby założyć
spodnie i buty? Od razu zrobiłem się na nią gotowy. Nie chciałem niczego
robić wbrew jej woli.
- Masz minutę.
Warknąłem ledwo nad sobą
panując i wyszedłem z pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i patrzyłem na
nie licząc w myślach sekundy. Jak mam spokojnie stać wiedząc że tuż za
rogiem ona się ubiera? Jednak zanim minął czas to wyszła z
pomieszczenia. Nie mogłem się powstrzymać aby nie obejrzeć jej.
Wyglądała jeszcze lepiej niż wczoraj. Ale może to kwestia tego, że teraz
mniej się boi.
- Wychodzimy.
Zdecydowałem zanim
zrobię coś czego będę potem żałować. Wziąłem potrzebne pierdoły i
zamknąłem drzwi na klucz. Zeszliśmy na dół do mojego samochodu i całą
drogę kontrolowałem aby nie była dalej niż pół metra ode mnie. Panicznie
rozglądałem się na boki jakby z każdego kąta groziło nam
niebezpieczeństwo. Otworzyłem jej drzwi i czym prędzej usiadłem za
kółkiem. Nawet taka chwila bez niej to już było dla mnie za dużo. Co to
będzie na spotkaniu?
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz