poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 1

Leniwie się rozciągnęłam i udałam się do łazienki. Uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie, że to już są wakacje. Długo wyczekiwane. Weszłam do łazienki i zaczęłam myć zęby. Kątem oka zobaczyłam coś na mojej szyi, potrząsnęłam głową i przyjrzałam się bliżej. Miałam na niej dwie małe dziurki, jakby coś mnie ugryzło. Wypłukałam usta i udałam się do mamy.
- Mamo, co to jest?
- Ale co?
- Te dwie dziurki na mojej szyi.
- Jakie dziurki?
- No, te tutaj. Palcem ci je wskazuje.
- Nic nie widzę. Może się ubrudziłaś i już zdążyłaś to zmyć.
Zmarszczyłam brwi i udałam się z powrotem do łazienki, aby spojrzeć w lustro. Chyba mamie zaczyna wzrok siadać. Dziurki są na tyle wyraźne, że nie da się ich przegapić. Zjadłam przyspieszone śniadanie, przebrałam się w coś i wyszłam na dwór. Na korytarzu spotkałam sąsiadkę z góry.
- O witaj Hania. Słuchaj, swędzi mnie szyja, mam tutaj coś?
Pokazałam jej dziurki, ale pokręciła głową, że nic nie ma. Co jest? Wychodząc na zewnątrz ujrzałam Wiktorię spacerującą z psem, do niej też podeszłam i nic nie zauważyła. Pobiegłam do stoiska z warzywami i znowu nic. Nie wiedząc co mam zrobić, zdecydowałam się pobiec do moich dwóch cioć mieszkających dwa kilometry ode mnie. Momentami miałam wrażenie, że są najbliższymi mi osobami. Wbiegłam na górę i spróbowałam uspokoić oddech. Widziałam tylko Martę, Klaudia pewnie musiała na chwilę gdzieś wyjść.
- Cześć Marta. Mam bardzo ważne pytanie. Czy widzisz ten ślad, jakby po ugryzieniu na mojej szyi?
- Tak. Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale lepiej żebyś znała prawdę, skoro jej dotknęłaś. Spróbuję powiedzieć wprost, a ty po prostu nie panikuj. To jest ugryzienie wampira.
- Uf... A już myślałam, że zwariowałam.
Odparłam z ulgą, ku zakłopotaniu ciotki.
- Zaraz, zaraz. Chcesz mi powiedzieć, że się nie boisz? To jest ugryzienie WAMPIRA!
- I co z tego? Znając życie nie pojawiły się wczoraj, tylko od wieków żyły wśród nas. Nigdy się ich nie bałam, bo nie wiedziałam, że istnieją. Dlaczego teraz mam być przestraszona, skoro już to wiem i przynajmniej mogę się na to przygotować? Obronić. Poza tym ty też nie wyglądasz na przerażoną, więc umiałabyś się obronić. W twoim głosie słyszałam lekką odrazę, więc mogę spekulować, że też nie jesteś w pełni człowiekiem, tylko należysz do jakiejś innej rasy.
- Jesteś dziwna.
- Wiem.
- Ale muszę przyznać, że się nie mylisz, jestem wilkołakiem.
- Niech zgadnę, Klaudia też jest, ale nie jestem tego aż tak pewna, bo ma te swoje problemy z kręgosłupem. Chyba, że stało się to w czasie walki, ale i tak miałabym wątpliwości czy może się przemienić.
- Jeden z wilkołaków pacnął ją łapą przy swojej pierwszej przemianie. Teraz ona może się przemienić, ale wywołuje to tak wielki ból, że zazwyczaj tego nie robi. Coś jeszcze wiesz?
- Ja tylko zgaduję.
- No to kontynuuj.
- Hm... Dwójka waszych braci pewnie też może się przemieniać. Jak również Jolka z bloku obok, Henryk, Zośka i Dawid. A alfą z terenów waszego pierwotnego domu jest pewnie Zbigniew.
- Niezła jesteś.
- Nie jest to aż tak trudne. Zawsze miałam wrażenie, że waszą ekipę coś łączy, a jesteście na tyle różni, że nie mogłam zrozumieć co to takiego. Mogłabyś mi coś powiedzieć o waszej rasie? Nie chcę zgadywać na podstawie legend.
- I tak już wiesz za dużo, więc kilka kolejnych informacji może co najwyżej uratować ci tyłek. Posiadamy możliwość zmieniania kształtu, która objawia się w co drugim pokoleniu. Nie możemy o tym nikomu mówić, więc nic z tego co usłyszysz nie może wyjść poza to pomieszczenie.
- Rozumiem. Kontynuuj.
- Po przemianie jesteśmy więksi od normalnego wilka i zachowujemy nasz rozum. Pierwszą przemianę przechodzimy w najbliższą północ po osiągnięciu pełnoletniości. Później księżyc już na nas nie oddziałuje, ale często dla zachowania tradycji mamy wtedy nasze spotkania. Teoretycznie naszym zadaniem jest ochrona naszego terytorium przed wampirami. Nasze dwa gatunki się nienawidzą, ale prawda jest taka, że obydwu gatunkom bardzo łatwo wtopić się w ludzką społeczność. Nie rozróżniamy się bez przemiany. Stąd większość wilkołaków, które powstały w ostatnim wieku nie wiele wie o wampirach.
- To ile trwa wasze życie?
- Stosunkowo długo. Nie starzejemy się. Nie możemy umrzeć śmiercią naturalną, za to jest tysiąc pięćset sposobów na to by nas zabić, pomimo faktu, iż mamy większą odporność i trudno nas jakkolwiek zranić.
- Ale jest to możliwe.
- Tak. Dowodem jest chociażby Klaudia.
- Wiesz cokolwiek o wampirach?
- Niestety nie. Mam tylko trzydzieści lat na karku. Nigdy nie widziałam na własne oczy wampira. Nie potrafię ci pomóc.
- Nie wiesz jak można się przed nimi bronić, czy ich zabić?
- Niestety. Taka wiedza była niepotrzebna odkąd nasz główny alfa stara się wprowadzić pokój. Od dwustu lat kombinuje co zrobić, aby go osiągnąć. Czysto teoretycznie gdybym została zaatakowana to instynkt powinien mi powiedzieć co mam zrobić.
- Szkoda. W takim razie muszę przygotować się całkowicie inaczej. Nie wiemy o wampirach nic, ale powinnam być gotowa jeśli powrócił by w nocy.
- Jak zamierzasz się przygotować?
- Nie oszukujmy się. Słowa mogą nie starczyć, a walczyć nie potrafię. Potrzebuję broni, która pomoże choć trochę osłabić mojego przeciwnika. Będę polegać na elemencie zaskoczenia.
- Albo go tylko rozłościsz.
- Wolę próbować, niż liczyć na jego łaskę.
- W takim co robimy? – Chwilę się zamyśliłam. Chciałam czuć chociaż połowę tej pewności siebie jaką udaje, ale niby co ja mogę?
- Trzeba połączyć wszystkie legendy jakie znamy, a każda informacja którą sobie przypomnisz może być cenna.
- Od czego zaczynamy?
- Trzeba będzie zrobić hiper kołki.
- Słucham dalej.
- Potrzebujemy trochę drewna, aby ukształtować je w kołek, który byłby wygodny do trzymania. Stopimy w pracowni twojego kuzyna trochę srebra. Odetniemy końcówkę kołka i przyczepimy tam ostry koniec z roztopionego srebra. Będzie trzeba zrobić jakąś formę, aby było to dość ostre.
- Te dwa materiały mogą nie trzymać się zbyt dobrze, zwłaszcza robione w tak domowych warunkach.
- I o to chodzi.
- Nie rozumiem.
- Będę miała tylko element zaskoczenia. Jeśli wbiję kołek, a wampir by go wyciągnął, to srebrna końcówka zostanie w jego ciele, co go osłabi. Jeżeli ta legenda jest prawdziwa.
- No dobrze. Coś jeszcze?
- Zetrzemy czosnek na miazgę i zrobimy roztwór z połączenia jego i wody święconej. Natrzemy tym drewno. – A potem będę się modlić, aby to wytrzymało i mieć nadzieję, że dowiem się o nich czegoś, bym następnym razem była lepiej przygotowana. Robota szła nam dość sprawnie, choć nieporęcznie. Zakupiłyśmy zbyt mało surowca, więc starczyło tylko na pięć sztuk. Muszę mieć nadzieję, że to wystarczy. Po zakończonej robocie, przyszedł sąsiad Marty, a ona poprosiła go by służył za modela. Całkiem nie wiedział o co chodzi, więc tylko pokiwał niepewnie głową. Podeszła do niego i podniosła jego bluzkę.
- Podejdź bliżej. Dotknij tego miejsca... O właśnie tu. Jeśli zrobisz odpowiedni nacisk to osiągniesz cel.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem i starałam się jak najlepiej przygotować do tego co miało nadejść. A może będę miała szczęście i on nie powróci? Przecież to jest możliwe, aby nie zamierzał tego powtarzać. Westchnęłam. Zamknęłam torbę do której była spakowana broń. Podziękowałam Marcie i wyszłam.
- Tylko pamiętaj, by zadzwonić do mnie do czternastej, bo inaczej zacznę się martwić i przybędę ci na pomoc! – Krzyknęła na odchodnym, ale już jej nawet nie odpowiedziałam zbyt zajęta myślami. Doszłam do domu, nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć, ale przynajmniej byłam zabezpieczona z wielu stron i mało prawdopodobne było, abym miała zginąć. A przynajmniej taką miałam nadzieję. Jednak mimo ryzyka nie zamierzałam odpuścić. Musiałam się przygotować i jeśli przyjdzie to obronić się. Przytłoczona zmartwieniami nastawiłam budzik na jedenastą, aby nie zaspać. Jeden z kołków włożyłam pod poduszkę, drugi schowałam do dziury w pluszaku, a trzeci zamierzałam trzymać w długim rękawie bluzki od pidżamy, a resztę schowałam. Jeśli nie poradzę sobie trzema to nie ma szans bym zdążyła sięgnąć po kolejne, więc równie dobrze mogą leżeć w ukryciu. Strasznie śmierdziały tym czosnkiem. On się ogarnie, że coś jest nie tak. W przebłysku pomysłu udałam się do kuchni i zrobiłam sobie kanapki z cacykami, jedną z nich zjadłam, a drugą zostawiłam na talerzu na biurku. Może przyjmie takie wytłumaczenie. Rzecz w tym, że jeśli naprawdę mają uczulenie na czosnek to ze względu na zapach, pewnie nawet się tu nie pojawi. Co byłoby dla mnie lepsze, choć bardziej stresujące, bo za każdym razem bałabym się zasypiać. Lecz pomimo lęku byłam wykończona. Przyczepiłam mały dzwoneczek do okna i zasnęłam.

Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz