piątek, 27 października 2017

Wojna ras - Rozdział 14

- Wiktoria?
Spojrzałam zaspana w kierunku głosu. W wejściu stał Wojtek i uśmiechał się do mnie szeroko.
- Ktoś zamawiał budzenie?
- Nie mów mi, że jest już ranek.
- Niestety muszę to powiedzieć.
- To przestawcie wszystkie zegarki.
- Wątpię, aby to coś dało. Doba i tak będzie miała dwadzieścia cztery godziny.
- Dobrze, już wstaję.
Westchnęłam ciężko. Byłam zmęczona. Wojtek ciągle się uśmiechając wyszedł zamykając za sobą drzwi. Nie chciało mi się wstawać. Jednak muszę to zrobić. Próbowałam się podnieść, ale ręce Sławka w dalszym ciągu były oplecione wokół mojej talii.
- Sławek… Muszę już wstać.
Poruszył się. Złożył delikatny pocałunek na moim karku. Przeszedł mnie dreszcz.
- Dziękuję, że zostałaś.
Szepnął cicho i puścił mnie.
- Nie myśl, że tak łatwo zapomnę, o tym, iż mnie podsłuchiwałeś. Nie rób tego więcej.
- Nie mogę ci obiecać, że nie będę robił tego więcej.
Byłam już na nogach. Odwróciłam się jeszcze raz w jego kierunku.
- Dlaczego?
- Bo to daje mi spokój i kontrolę.
Przez chwilę nic nie mówiłam zastanawiając się ile mogę wynegocjować.
- Możesz to zrobić tylko, gdy musisz. Jeśli już będziesz zamierzał to robić to uprzedź mnie wcześniej.
Przez chwilę się zawahał, ale pokiwał głową na zgodę. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam za nimi Karola. Uśmiechnął się do mnie, a potem zatkał nos.
- Znowu cuchniesz.
- Przydałoby się umyć to pomieszczenie.
- I to jak najszybciej, jeśli nie chcesz kilka razy dziennie tracić czasu na prysznic.
Był już na to gotowy? Spojrzałam niepewnie w jego kierunku.
- Na ile dobrze się kontrolujesz?
Spytałam Sławka.
- Zależy o co chodzi.
- O wpuszczenie do ciebie ekipy sprzątającej, aby dokładnie wyszorowała ten pokój.
- Nie powinno być problemu.
- Jest tutaj dużo szkła. Będziesz potrafił się kontrolować nawet jeśli ktoś z nich się skaleczy?
- Jeśli będziesz wtedy tutaj to tak.
Ile jeszcze mogę wynegocjować?
- Tylko jest mały problem.
- Jaki?
- Musimy sprawiać przynajmniej pozory tego, że mam nad tobą kontrolę, a co za tym idzie, gdy będą tu inni to będziesz musiał słuchać się moich rozkazów.
W jego oczach pojawiły się rozbawione iskierki.
- Mogę to zrobić, ale co będę z tego miał?
- Zapomnimy o twoim wczorajszym występku.
Patrzył na mnie długo, jakby próbował ocenić, czy opłaca mu się próbować osiągnąć coś więcej. Po chwili pokiwał głową.
- Zgadzam się.
- Świetnie! W takim razie o szesnastej przyjdzie tu ekipa, aby posprzątać.
Odnalazłam Huberta i przekazałam mu swoją prośbę. Pokiwał głową, że się zgadza. Widząc miny osób w koło mnie, poleciałam czym prędzej pod prysznic i dopiero wtedy zaczęłam załatwiać resztę spraw.
Byłam punktualnie, ale ekipa już na mnie czekała we wcześniejszym pokoju. Cztery kobiety, dziewczynka od wentylacji, dwóch mężczyzn i trzech wampirów. Patrzyłam na ostatnie trio i podniosłam do góry jedną brew.
- Jesteśmy tutaj dla bezpieczeństwa osób, które mają sprzątać.
Nie skomentowałam tego. Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech z odrobiną kpiny. Zrobiłam ruch ręką w kierunku drzwi, ale nie zdecydowali się wejść jako pierwsi. Uśmiechnęłam się szerzej i weszłam do komnaty Sławka. Na mój widok wstał i oparł się plecami o ścianę. Zobaczył skład ekipy i spojrzał na mnie podnosząc jedną brew do góry. Pokręciłam tylko głową rozbawiona. Założył ręce na piersi i zaczął przyglądać się ich robocie. Przyjęłam podobną postawę do niego opierając się o przeciwległą ścianę. Wampiry stanęły koło siebie i bacznie go obserwowały. Po chwili usłyszałam lekki syk od strony sprzątających. Jedna z kobiet skaleczyła się podnosząc szkło. Zamiast spojrzeć na nią to zerknęłam na Sławka. Patrzył tylko na mnie. Wyglądał na mocno rozbawionego. Ledwo zauważalnie pokiwałam mu głową ciesząc się jego reakcją. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i delikatnym ruchem głowy wskazał mi ochroniarzy. Jeden z nich przyglądał się krwawiącej kobiecie, a pozostała dwójka przypatrywała się Sławkowi jakby szykowali się na jego atak. Zagryzłam wargę, aby nie zacząć się śmiać i wróciłam spojrzeniem do Sławka. Patrzył z głodem na moje usta. Chyba muszę się pozbyć tych drobnych gestów. Usłyszałam jakiś brzdęk. Odwróciłam głowę. To tylko wiaderko się przewróciło. Ponownie obserwowałam Sławka, widziałam już u niego tylko rozbawienie. Chyba będę musiała mu to jakoś wynagrodzić. Zaczął uśmiechać się jeszcze szerzej. Widziałam! Znowu mnie podsłuchujesz! Speszony odwrócił na chwilę spojrzenie, ale tylko na chwilę. Westchnęłam znużona jego zachowaniem. Będę musiała coś wykombinować, aby ograniczyć tą jego swobodę. Gdyby tylko udało mi się zrobić tarczę na tyle trwałą, by nie mógł nic słyszeć. To będzie to! Spojrzałam na niego pewna siebie. Nie podobał mu się ten pomysł. Był zły. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. Sprzątanie chyba powoli dobiegało końca.
- Mam tego dość!
Spojrzałam na kobietę, która wypowiedziała te słowa. Wyglądała na niemal roztrzęsioną.
- Nie chcę, aby on został wypuszczony!
Odezwała się zwracając się do mnie. Byłam rozbawiona.
- Nie jest on dla nikogo zagrożeniem. Całkowicie się kontroluje.
- A jednak przy moim synu się nie kontrolował.
Przyjrzałam się jej próbując zrozumieć o co chodzi. Co jej syn może mieć z nim wspólnego? Chyba, że…
- Wtedy też Sławek się kontrolował, chciał tylko sprawić, aby pani syn był grzeczniejszy.
- Nie wierzę w to, że się kontroluje.
- A jednak widzi to pani. Cała sala została już wysprzątana. Kilka razy musiał się przesuwać, bo czyszczona była podłoga centymetry od niego. Jedna z was się zraniła, a on nie uczynił żadnego agresywnego ruchu, czy mówiącego o jego braku kontroli.
Widziałam w jej oczach wściekłość. Nie podobało jej się to. Podeszła kilka kroków w moim kierunku i jednocześnie znalazła się w zasięgu Sławka. Spojrzałam na niego. Dalej podpierał ścianę. Był rozbawiony.
- W takim razie sprawdźmy go.
Powiedziała ze złością i rozcięła sobie rękę od łokcia do nadgarstka szkłem, które ukrywała w dłoni. Rana nie była głęboka, ale wystarczająca, aby krwawiła. Szybko spojrzałam na Sławka, jego rozbawiony wzrok był utkwiony we mnie. Zerknęłam na pozostałe wampiry znajdujące się w tej sali. Jeden z nich chyba dawno nie pił, albo ma słabą samokontrolę. Kiwnęłam głową w jego kierunku. Jego kumple zrozumieli o co chodzi, wyprowadzili go z pomieszczenia i zamknęli za nim drzwi. Podeszli bliżej mnie i czekali na to co się zdarzy.
- To nie było zbyt mądre.
- Czyli mówisz, że jednak nie ma aż tak dobrej samokontroli.
Parsknęłam zanim zdążyłam się opanować.
- Nie. Mówię tylko, że nie ma sytuacji w której mądre jest, aby upuszczać krew przy wampirach.
- W takim razie niech zamknie moją ranę. Wtedy przestanie krwawić.
Wyciągnęła rękę w jego kierunku. Co ona kombinuje? Spojrzałam na Sławka. Dalej patrzył tylko na mnie.
- Dziękuję, ale byle jakiej krwi się nie napije.
Odrzekł zdecydowanym głosem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kobieta się zirytowała. Już nie zwracała uwagi na mnie. Świdrowała go wzrokiem.
- Ofiarowuje ci swoją krew. Dlaczego nie podejdziesz i jej nie weźmiesz?
Już po pierwszym zdaniu wciągnęłam głęboko powietrze. Z resztą tak samo jak wampiry koło mnie.
- Ona jest głupia, czy nieświadoma? Nie będziemy mogli działać po jej oświadczeniu.
Z napięciem odezwał się jeden z wampirów. Patrzyłam na Sławka. Zaczynałam się denerwować. To było silniejsze od niego i już po jej pierwszych słowach jego uwaga była skupiona tylko na niej.
- Chyba nie do końca świadoma. Tego, że tymi słowami dostaje się pod niewolę wampira. Tym jednym zdaniem oferuje mu możliwość podjęcia decyzji, czy pozostawi ją żywą.
Jego słowa mnie zmroziły. Chyba nie zamierza jej zabić. Prawda? Zaczął iść w jej kierunku. Odsunęłam się od ściany i szybko przeszłam kilka kroków w jego kierunku. Tylko tyle by być w jego zasięgu.
- Sławek.
Stanął. Odwrócił głowę w moim kierunku. Jego spojrzenie zaczęło się stopniowo ocieplać, a moje napięcie znikać.
- Nie zrób jej krzywdy, to poniesie zbyt wiele konsekwencji. Po prostu zamknij jej ranę.
Przez chwilę tylko na mnie patrzył ważąc słowa.
- Ona zaoferowała mi swoją krew. Mam nie przyjąć jej oferty i tylko zamknąć to co sama sobie zrobiła?
Spytał z drwiną i niedowierzaniem, że mogłam to zasugerować. Wpatrywałam się w jego oczy.
- Proszę.
Szepnęłam cicho. Był rozdarty, jednak po chwili poddał się i westchnął głośno.
- Coś ci obiecałem. Przyda się, abym raz na jakiś czas dotrzymał słowa.
- Dziękuję.
Odpowiedziałam uśmiechając się do niego ciepło. Pokręcił głową na boki jakby nie mógł zrozumieć, że zgodził się i zbliżył się do kobiety. Złapał ją za dłoń i uniósł jej rękę do góry. Przejechał językiem po jej skaleczeniu, dokładnie zamykając ranę. Na chwilę się zawahał, ale puścił jej rękę i zaczął iść w moim kierunku. Patrząc mi w oczy zatrzymał się pół kroku ode mnie.
- Zadowolona?
- Tak. Dziękuję.
Byłam nim oczarowana. Zrobił to. Dla mnie. Uśmiechnął się szeroko. Ech… Dalej czyta mi w myślach. W jego oczach pojawiły się wesołe iskierki. Pokręciłam głową zniesmaczona i odwróciłam się w stronę reszty ekipy.
- Czy już skończyliście sprzątać?
Któraś odważniejsza kobieta kiwnęła mi głową i wzięła wiadro w rękę, obudziła tym resztę, jakby wcześniej byli w transie. Każdy z nich zabrał to co miał koło siebie i opuścili salę. Wampiry wyszły jako ostatnie zginając się w pół najpierw mi, a potem jemu. Jak tylko sala była pusta to wszedł Karol.
- No, no. Jak tu jasno. Ale i tak śmierdzisz.
- Miłe przywitanie.
- Sądzę, że to przez Sławka. Siedząc tu tyle lat bez prysznica wyrobił sobie zapaszek.
Westchnęłam głośno i spojrzałam na niego przelotnie. Znowu patrzył na mnie rozbawiony.
- Tak, wiem. Przydałoby się jakoś go umyć, ale jego łańcucha raczej nie starczy do łazienki.
- To łazienka może przyjść do niego.
- Nie do końca rozumiem.
Patrzyłam na Karola, ciągle trochę rozkojarzoną, po tym co się przed chwilą stało.
- Bardzo proste. Zostanie tu przyniesiona wanna, a następnie wiadra z ciepłą i zimną wodą. Jakieś żele i płyny do kąpieli też się znajdą. Jak się ładnie uśmiechniemy to dostaniemy też dla niego ręcznik, czyste ubranie i szczotkę do ciała, aby pozbyć się z niego całego brudu.
Przez chwilę wyobraziłam sobie Sławka przykrytego tylko pianą. Zerknęłam w jego kierunku. Widziałam w jego oczach głód. Tak, dalej siedział mi w głowie.
- To może być niezły pomysł.
Odpowiedział, ale nie do końca wiedziałam, czy Karolowi, czy na moje myśli.
- Więc postanowione! Na dwudziestą drugą zostaną tu przyniesione wszystkie rzeczy. Poprosi się, aby ktoś czekał pomieszczenie wcześniej, aby wymienili wodę na czystą. Jeśli nie oczyści cię to całkowicie to przynajmniej powinien być jakiś postęp.
- Zgadzam się.
Odpowiedział Karolowi, ale ciągle patrzył tylko na mnie. Wyciągnął w moim kierunku rękę i pogładził mnie po policzku. Nie jestem jeszcze gotowa.
- Wrócę, by przypilnować, czy z kąpielą będzie wszystko dobrze, ale tymczasowo wzywają mnie obowiązki.
Odsunęłam się od niego i razem z rozbawionym Karolem opuściłam pomieszczenie. Sławek nawet się nie odezwał, ale czułam jego spojrzenie na moich plecach.

Poprzedni                       Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz