Jak tylko zaczęła
odjeżdżać, próbowałem ją dogonić. Dlaczego musiałem ją pocałować i
dotknąć? Ona ma rację, cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Nie
sądziłem, że aż tak się wścieknie. Co jej się takiego stało? No dobra,
nie czas teraz rozmyślać, muszę ją przeprosić! Choćbym miał to robić nie
wiadomo ile razy, chcę by mi przebaczyła. Przynajmniej póki nie odejdę.
Cholera, ona naprawdę szybko jeździ. Upewniłem się, że nikt mnie nie
widzi. Rozłożyłem skrzydła i włączyłem funkcję, aby nikt mnie nie
widział. Niewielu z mojego poziomu potrafi to zrobić i nie powinienem
tego robić bez przyczyny, ale mam to głęboko w … no dobra nie będę się
już wyrażał tak wulgarnie. Zacząłem jeszcze mocniej machać skrzydłami,
ale na niewiele się to przydało. Nie byłem w stanie jej
dogonić. Potrafię szybko latać, żeby nie było, ale niezbyt mi idzie z manewrowaniem, omijaniem przeszkód. Ona to robi szybko i bezbłędnie. Miała nade mną sporą przewagę. Pędziłem za nią jak tylko najszybciej mogłem, ale i tak to było za wolno. Ona jechała prawie trzysta kilometrów na godzinę. Mimo wszystko nie potrafiłem tak pędzić. Skręciła w lewo. Poleciałem za nią. Potem w prawo, ale gdy tylko wynurzyłem się zza rogu to odkryłem, że jej już tam nie ma. Szlag. Dlaczego? Nawet nie wiem gdzie ona pojechała, oraz gdzie mieszka. Poleciałem do jej miejsca pracy, ale jak się okazało nikt nie ma jej numeru, bo nie ma ona komórki, nikt nie zna jej adresu. Ich jedyny sposób komunikowania się z nią to przez e-mail’a, ale wątpię, aby mi odpisała. Podbiegłem do kawiarenki i wściekły usiadłem na jej miejscu. Byłem zły i to bardzo. Nina to zauważyła i nawet nie zamierzała podejść do stolika. Wiele osób wyszło jak tylko mnie zobaczyło, z resztą nie dziwię im się. Podszedłem do Niny.
- Czy Aneta ci się zwierza?
- W jakim sensie?
- Gdyby coś jej leżało na sercu, zaczęła by płakać, to poszłaby z tym do ciebie?
- Nigdy nie widziałam jej płaczącej. Doprowadziłeś ją do łez? Coś ty jej zrobił, coś powiedział!
- Nic złego nie zrobiłem! Masz z nią jakikolwiek kontakt?
- Nie. Wynoś się stąd! Wynoś i na oczy mi nie pokazuj, dopóki się nie dowiem co jej zrobiłeś!
Spojrzałem na nią wściekły, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Tak o nią dbała, że nawet nie zamierzała odpuścić. Ktoś stuknął mnie w ramie, obejrzałem się za siebie i zobaczyłem archanioła. Otworzyłem usta ze zdziwienia, nie rozumiejąc dlaczego tutaj przyszedł. Rozejrzałem się po sali. Wszyscy unikali nas wzrokiem. Na mnie byli wściekli, jego się bali.
- Nino zaprowadź nas gdzieś, gdzie można porozmawiać.
Powiedział, a Nina od razu nas zaprowadziła do tego pokoju co ostatnio. Wiedziałem, że w razie kłopotów nie mam co na nich liczyć. W ich oczach jestem teraz tym który zranił Anetę do tego stopnia, że płakała.
Nie wiedziałem po co on tu przybył, nie rozumiałem tego. Archaniołowie nie pojawiają się w takich miejscach jak to i nie załatwiają żadnych spraw, nawet z białymi, jeśli nie są im przydzieleni.
Usiadł na kanapie i pokiwał głową na miejsce naprzeciwko niego. Usiadłem z wahaniem, a Nina jak najszybciej nas opuściła. Teraz wiem jak się musiała czuć. Obecnie jestem w takiej samej sytuacji jak wtedy ona.
- Zostałeś tutaj wysłany, aby zobaczyć co się tutaj dzieje i zamknąć to miejsce jeśli jakikolwiek punkt regulaminu został naruszony.
- Tak.
Odparłem z wahaniem w głosie.
- A jednak nie wykonałeś zadania.
Patrzyłem na swoje ręce niezdolny odpowiedzieć. Zaczynam czuć coś w rodzaju leku i … skruchy? On milczał i dopiero po chwili znów się odezwał.
- Nigdy wcześniej nie odmówiłeś wykonania jakiegoś zadania, albo nie odwlekałeś tego co masz zrobić. Ta kawiarnia nie powinna istnieć. Powstała na nie do końca legalnych papierach. W dodatku przychodzi tutaj człowiek. A ty zamiast cokolwiek zrobić, zacząłeś się umawiać z tą kobietą.
- Bo ja…
- Nie tłumacz mi się. Obserwowałem tą budę dużo dłużej niż ty. Widziałem jaki ona ma wpływ na innych. Widziałem jak dzisiaj przed waszym spotkaniem, każdy z obecnych dał jej swoje pióro po tym jak ty to zrobiłeś.
- Dali jej swoje pióra?
- Tak. Pomimo tego, że im nie odrosną, chcieli dać jej to i usłyszeć co ona o nich sądzi. W dodatku każdy odchodząc szedł pewny siebie, wyprostowany, dumny i wesoły. Ona sprawia, że inni w koło robią się radośni, pełni energii i wigoru.
Słuchałem oniemiały jego słów. Po pierwsze nie mogłem uwierzyć, że jakiś archanioł się nią zainteresował. Po drugie, że zauważył to samo co ja. A po trzecie, obawiałem się tego co powie.
- Zastanów się nad tym co ci powiedziałem. Nad tym co sam wiesz. Zastanów się kim ona dla ciebie jest. Pogadamy jeszcze jutro, wtedy ci powiem co sam postanowiłem w tej sprawie.
- Tak jest.
Wstałem, on też. Ruszyłem pierwszy jak tego nakazywał zwyczaj i wyszedłem z kawiarenki. Musiałem być mocno przestraszony i blady, bo inni z przerażeniem na mnie patrzyli. Teraz przydała by się Aneta, aby to wszystko odkręcić i poprawić humory. Nie powinna zostać w to wszystko wkręcona. Nie powinienem się z nią umawiać. Nie powinienem też się w niej zakochać, ale już za późno. Stało się. Tak, ja istota bez serca, która przyrzekła, że nigdy więcej tego nie zrobi, łamie obietnicę. Kocham ją. Jeżeli ona mnie nie, to chcę chociaż, aby mi przebaczyła. Tyle mi wystarczy. Wtedy odejdę. Zostawię ją, jeśli tylko będzie chciała. Zrobię to. Dla niej. Bo zasługuje na kogoś lepszego niż ja. Bo zasługuje na kogoś, kto o nią zadba i kto nie będzie powodować, że znajdzie się w niebezpieczeństwie przez samo jego istnienie. Kogoś kto nie jest mną. Chociaż bardzo bym chciał, żebym to był ja. Ile ja bym dał, żeby pozwoliła mi z sobą być. Jestem nawet w stanie porzucić moje dotychczasowe życia, nieśmiertelność i skrzydła. Wszystko jestem w stanie poświęcić, tylko, aby móc z nią być, ale niestety nie jest to mi pisane. Pełen zwątpienia i złych emocji położyłem się spać.
Rano wstałem, ale dużo się nie zmieniło. Miałem wrażenie, jakby serce mi pękało. Czułem się okropnie. Bałem się, po raz pierwszy w życiu się bałem. Tego, że ona mi nie przebaczy, oraz tego, że on mógłby chcieć ją zabić, a gdyby chciał, to po prostu by to zrobił. Nie mam już na to większego wpływu. Mam tylko nadzieję, że jednak nie będzie chciał tego zrobić. Oraz, że jeśli by do tego doszło, to, że nie będzie na tyle sadystyczny, aby mi kazać to zrobić. Nie byłbym w stanie jej zabić. Zbyt bardzo wpadłem. Ubrałem się szybko i wyszedłem z domu. Nie byłem nawet w stanie czegokolwiek zjeść. Poszedłem pod jej firmę. Zobaczyłem ją i podbiegłem do niej.
- Przepraszam. Aneta! Przepraszam. Wybacz mi.
- Idź. Może później będę w stanie rozmawiać. Teraz zniknij mi sprzed oczu.
Miałem wrażenie, że moje serce znów pękło, ale nie chciałem jej pośpieszać. Miałem być w końcu cierpliwy. Przygnębiony udałem się do kawiarenki, tam zamierzałem na nią poczekać. Odsuwali się ode mnie, ale nie wychodzili, a to już było coś. Siedziałem smętny przy jej stoliku. Gdy zaczęło się robić bardziej tłoczno rozejrzałem się czekając, aż wejdzie. Była smutna i biło to od niej na odległość. Zobaczyła mnie i się zawahała, ale dalej szła przed siebie. Usiadła naprzeciwko mnie, a ja od razu wstałem i ukucnąłem przy niej.
- Przepraszam Aneta. Naprawdę jest mi przykro. Wybacz mi.
Złapałem ją za rękę i pocałowałem w zewnętrzną część dłoni. Delikatnie wyjęła swoją dłoń z mojej i położyła na swoim kolanie.
- Jutro pogadamy. Dzisiaj jeszcze nie jestem w stanie.
- Na pewno?
- Tak. Porozmawiamy jutro po mojej pracy, nie przyjdę w przerwie.
- Dobrze, dziękuję.
- Ale nie siadaj. Idź już sobie.
- Nie chcę, a miejsce jest puste.
Próbowałem się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi wyszło. Ona spojrzała na mnie jak na wariata, a następnie rozejrzała się po sali. Uśmiechnęła się do kogoś zachęcająco i po chwili poczułem, że ktoś za mną stoi. Wstałem i zobaczyłem archanioła, który uśmiechał się jakoś dziwnie.
- Pani prosiła?
- Tak. Masz ochotę ze mną usiąść?
- Ależ oczywiście. Jestem Piotr.
Patrzyłem oniemiały na tą scenkę. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmowę. Zbyła mnie ruchem ręki, więc po prostu odszedłem. Bałem się o nią, ale i tak dużo teraz zrobić nie mogłem. On spojrzał na mnie i ręką wskazał mi drzwi z pokoikiem rozmów, jak zaczynałem go nazywać. Poszedłem w tamtym kierunku, jeszcze raz oglądając się za Anetą i usiadłem na kanapie martwiąc się o to co jest i co będzie.
Siedziałem jak na szpilkach całą jej przerwę. Wiedziałem, że lada moment powinni skończyć rozmawiać. W końcu powinno to trwać tylko kwadrans! Ale gdyby on chciał to mógłby to przedłużyć, a ona nie byłaby w stanie mu odmówić. Cholera, nie powinienem jej tam zostawiać. A jeśli jej coś się stanie? Równie dobrze w tym czasie może ona ją zabić! Piętnaście minut to aż nazbyt dużo czasu, aby to zrobić. Nikt nie zdążyłby go powstrzymać. Jest w końcu archaniołem. Nie da się go powstrzymać. Jeżeli coś sobie postanowi, to tak po prostu ma być.
Zaczynałem już wariować, kiedy on w końcu wszedł do pokoju. Niecierpliwy wstałem i przechodziłem z jednej nogi na drugą. Spojrzałem na niego i zdziwiony zauważyłem, że jest zadowolony. Na jego twarzy widziałem uśmiech, a to było coś całkowicie innego niż jego wczorajsza mina.
- Ona żyje?
- Tak.
Odetchnąłem z ulgą i poczułem jej zapach na nim. Miała taki aromat, że bardzo łatwo przechodził na innych, a teraz czując to na nim miałem ochotę coś zrobić. Miałem ochotę wrzeszczeć, że ona jest moja i on nie ma żadnego prawa do tej woni, ale wiedziałem, że nie mam racji. Podszedł spokojnie do kanapy i usiadł na niej.
- Siadaj.
Powiedział mi. Niechętnie, ale wykonałem to o co mnie poprosił, wróć, to co kazał mi zrobić.
- Weź kilka głębokich wdechów. Uspokój się.
Bez przekonania wziąłem pierwszy oddech. Znów poczułem jej zapach. Po kilku takich wdechach byłem wyluzowany, nie przez oddychanie, a przez jej zapach. Tego nie dało się opisać. Po prostu miała ona coś takiego w sobie, że uspokajała nawet na odległość.
- Już się uspokoiłeś?
- Tak.
- No dobra i do czego doszedłeś myśląc o tej całej sprawie.
- Że…
- No dalej, mów śmiało, przecież cię nie ugryzę.
- Doszedłem do wniosku, że ją kocham. Tak naprawdę.
Na jego czole pojawiły się zmarszczki, a on na chwilę zamyślił się. Ciągle patrzyłem mu w oczy nie będąc w stanie przerwać kontaktu wzrokowego. Po chwili westchnął i powiedział.
- Aż do dziś zamierzałem zabić ją i wszystkich którzy przychodzili do tej kawiarenki. Ma ona za duży wpływ na naszą populację.
- Nie możesz jej zabić!
- Bądź cicho! Mogę robić co chcę i ty dobrze o tym wiesz! Równie dobrze mógłbym zabić ją już teraz, a ty nic nie mógłbyś na to poradzić!
Wściekł się na chwilę na mnie. Zacisnąłem usta i dłonie w pięści, aby nic już nie powiedzieć. Miałem ochotę mu wykrzyczeć wiele rzeczy, ale nie chciałem go sprowokować do tego, aby ją zabił. Próbowałem i po jakimś czasie udało mi się wyluzować. On widząc to, też odetchnął głęboko i zaczął normalnie mówić jakby nic się nie stało.
- Taki miałem zamiar, ale gdy posłuchałem sobie opinii wszystkich w koło to stwierdziłem, że mógłbym spróbować dać jej szansę. Zaskoczyła mnie, gdy zaprosiła mnie do stolika, zwłaszcza, że używałem niewidzialności, aby nikt nie wiedział, że jestem, a ona po prostu mnie widziała, jakby nigdy nic. Zaintrygowany usiadłem. W ciągu piętnastu minut sprawiła, że się maksymalnie rozluźniłem, iż zacząłem się śmiać. Po raz pierwszy myślałem o teraźniejszości, a nie o tym co było lub ma być. Jest ona pewnego rodzaju odpoczynkiem. Doszedłem do wniosku, że w sumie to nie robi ona nikomu krzywdy. Ma na nas duży wpływ to prawda, ale po za tym, to nic złego nie jest w stanie zrobić. W przypływie rozumu prześwietliłem ją i wiem, że z natury jest dobra i nie zmieni tego, nawet gdyby chciała. Podczas tej krótkiej chwili przypomniałem sobie jakie tak naprawdę jest zadanie archaniołów. My nie mamy kontrolować porządku, bo wy to robicie. My mamy dbać o dobre samopoczucie wszystkich w koło. Mamy leczyć te najlepsze dusze. Mamy nieść radość i szczęście, a przez liczne wojny i kłótnie całkowicie o tym większość z nas zapomniała. Jest niewielu archaniołów którzy naprawdę robią to co powinni. Ona potrafiłaby ich zmienić. Nim więcej szczęśliwych aniołów tym lepiej się sprawują. Pomyśl sobie, dzięki niej byłoby na świecie mnie wojen. Mniej kłótni, więcej szczęścia i radości.
- Chcesz ją wykorzystać.
- A co, wolisz, żeby zginęła?
- Nie! Po prostu nie podoba mi się, że chcesz ją wykorzystać do swoich celów, a pomyślałeś chociaż o niej?
- Ech… tak. Po części masz rację. Nie zamierzam jej do niczego zmuszać, ale chciałbym, abyś chociaż jej o tym powiedział, a jeśli zdecyduje się to daj mi znać.
- Chcesz, żebym to ja ją do tego zmusił? Już wystarczająco mnie nienawidzi!
- Po pierwsze przestań krzyczeć. A po drugie, nie mówię, że masz ją zmusić. Ona ma prawo się nie zgodzić, ale masz jej o tym powiedzieć. W zamian za to, oszczędzę tą kawiarenkę i wydam oficjalne pozwolenie na nią.
- Mam gdzieś kawiarenkę. Równie dobrze możesz ją zamknąć, nie będę jej niczego sugerował.
Popatrzyłem na niego wściekły, a on na mnie zły i mocno zamyślony. Nie zamierzałem się poddawać. Po chwili jego mina złagodniała.
- To co powiesz na to, że dam ci pozwolenie na powiedzenie jej wszystkiego? Ty możesz powiedzieć jej wszystko o aniołach, a w zamian wspomnisz jej o tym, że mogłaby uszczęśliwiać miliony. Nie mówię, że musisz to od razu powiedzieć, będziesz miał na to jakiś czas przeze mnie ustalony. Nie odpowiadaj teraz. Zastanów się nad tym.
On wyszedł i dał mi wiele do myślenia. Mógłbym jej o wszystkim powiedzieć. Mogłaby wiedzieć kim jestem. Co się dzieje. Mógłbym wtedy nawet zabrać ją na lot. Ale czy by się zgodziła? Czy bym jej tym nie przeraził? Czy nie działam znowu zbyt szybko? Co powinienem zrobić? Jeszcze nie tak dawno, chciałem po prostu odejść, jak tylko mi przebaczy, ale czy dał bym radę? Nie ważne. Muszę to zrobić. Muszę odejść i to raz na zawsze. Jak tylko mi wybaczy, odejdę, aby nie sprowadzać na nią kłopotów.
dogonić. Potrafię szybko latać, żeby nie było, ale niezbyt mi idzie z manewrowaniem, omijaniem przeszkód. Ona to robi szybko i bezbłędnie. Miała nade mną sporą przewagę. Pędziłem za nią jak tylko najszybciej mogłem, ale i tak to było za wolno. Ona jechała prawie trzysta kilometrów na godzinę. Mimo wszystko nie potrafiłem tak pędzić. Skręciła w lewo. Poleciałem za nią. Potem w prawo, ale gdy tylko wynurzyłem się zza rogu to odkryłem, że jej już tam nie ma. Szlag. Dlaczego? Nawet nie wiem gdzie ona pojechała, oraz gdzie mieszka. Poleciałem do jej miejsca pracy, ale jak się okazało nikt nie ma jej numeru, bo nie ma ona komórki, nikt nie zna jej adresu. Ich jedyny sposób komunikowania się z nią to przez e-mail’a, ale wątpię, aby mi odpisała. Podbiegłem do kawiarenki i wściekły usiadłem na jej miejscu. Byłem zły i to bardzo. Nina to zauważyła i nawet nie zamierzała podejść do stolika. Wiele osób wyszło jak tylko mnie zobaczyło, z resztą nie dziwię im się. Podszedłem do Niny.
- Czy Aneta ci się zwierza?
- W jakim sensie?
- Gdyby coś jej leżało na sercu, zaczęła by płakać, to poszłaby z tym do ciebie?
- Nigdy nie widziałam jej płaczącej. Doprowadziłeś ją do łez? Coś ty jej zrobił, coś powiedział!
- Nic złego nie zrobiłem! Masz z nią jakikolwiek kontakt?
- Nie. Wynoś się stąd! Wynoś i na oczy mi nie pokazuj, dopóki się nie dowiem co jej zrobiłeś!
Spojrzałem na nią wściekły, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Tak o nią dbała, że nawet nie zamierzała odpuścić. Ktoś stuknął mnie w ramie, obejrzałem się za siebie i zobaczyłem archanioła. Otworzyłem usta ze zdziwienia, nie rozumiejąc dlaczego tutaj przyszedł. Rozejrzałem się po sali. Wszyscy unikali nas wzrokiem. Na mnie byli wściekli, jego się bali.
- Nino zaprowadź nas gdzieś, gdzie można porozmawiać.
Powiedział, a Nina od razu nas zaprowadziła do tego pokoju co ostatnio. Wiedziałem, że w razie kłopotów nie mam co na nich liczyć. W ich oczach jestem teraz tym który zranił Anetę do tego stopnia, że płakała.
Nie wiedziałem po co on tu przybył, nie rozumiałem tego. Archaniołowie nie pojawiają się w takich miejscach jak to i nie załatwiają żadnych spraw, nawet z białymi, jeśli nie są im przydzieleni.
Usiadł na kanapie i pokiwał głową na miejsce naprzeciwko niego. Usiadłem z wahaniem, a Nina jak najszybciej nas opuściła. Teraz wiem jak się musiała czuć. Obecnie jestem w takiej samej sytuacji jak wtedy ona.
- Zostałeś tutaj wysłany, aby zobaczyć co się tutaj dzieje i zamknąć to miejsce jeśli jakikolwiek punkt regulaminu został naruszony.
- Tak.
Odparłem z wahaniem w głosie.
- A jednak nie wykonałeś zadania.
Patrzyłem na swoje ręce niezdolny odpowiedzieć. Zaczynam czuć coś w rodzaju leku i … skruchy? On milczał i dopiero po chwili znów się odezwał.
- Nigdy wcześniej nie odmówiłeś wykonania jakiegoś zadania, albo nie odwlekałeś tego co masz zrobić. Ta kawiarnia nie powinna istnieć. Powstała na nie do końca legalnych papierach. W dodatku przychodzi tutaj człowiek. A ty zamiast cokolwiek zrobić, zacząłeś się umawiać z tą kobietą.
- Bo ja…
- Nie tłumacz mi się. Obserwowałem tą budę dużo dłużej niż ty. Widziałem jaki ona ma wpływ na innych. Widziałem jak dzisiaj przed waszym spotkaniem, każdy z obecnych dał jej swoje pióro po tym jak ty to zrobiłeś.
- Dali jej swoje pióra?
- Tak. Pomimo tego, że im nie odrosną, chcieli dać jej to i usłyszeć co ona o nich sądzi. W dodatku każdy odchodząc szedł pewny siebie, wyprostowany, dumny i wesoły. Ona sprawia, że inni w koło robią się radośni, pełni energii i wigoru.
Słuchałem oniemiały jego słów. Po pierwsze nie mogłem uwierzyć, że jakiś archanioł się nią zainteresował. Po drugie, że zauważył to samo co ja. A po trzecie, obawiałem się tego co powie.
- Zastanów się nad tym co ci powiedziałem. Nad tym co sam wiesz. Zastanów się kim ona dla ciebie jest. Pogadamy jeszcze jutro, wtedy ci powiem co sam postanowiłem w tej sprawie.
- Tak jest.
Wstałem, on też. Ruszyłem pierwszy jak tego nakazywał zwyczaj i wyszedłem z kawiarenki. Musiałem być mocno przestraszony i blady, bo inni z przerażeniem na mnie patrzyli. Teraz przydała by się Aneta, aby to wszystko odkręcić i poprawić humory. Nie powinna zostać w to wszystko wkręcona. Nie powinienem się z nią umawiać. Nie powinienem też się w niej zakochać, ale już za późno. Stało się. Tak, ja istota bez serca, która przyrzekła, że nigdy więcej tego nie zrobi, łamie obietnicę. Kocham ją. Jeżeli ona mnie nie, to chcę chociaż, aby mi przebaczyła. Tyle mi wystarczy. Wtedy odejdę. Zostawię ją, jeśli tylko będzie chciała. Zrobię to. Dla niej. Bo zasługuje na kogoś lepszego niż ja. Bo zasługuje na kogoś, kto o nią zadba i kto nie będzie powodować, że znajdzie się w niebezpieczeństwie przez samo jego istnienie. Kogoś kto nie jest mną. Chociaż bardzo bym chciał, żebym to był ja. Ile ja bym dał, żeby pozwoliła mi z sobą być. Jestem nawet w stanie porzucić moje dotychczasowe życia, nieśmiertelność i skrzydła. Wszystko jestem w stanie poświęcić, tylko, aby móc z nią być, ale niestety nie jest to mi pisane. Pełen zwątpienia i złych emocji położyłem się spać.
Rano wstałem, ale dużo się nie zmieniło. Miałem wrażenie, jakby serce mi pękało. Czułem się okropnie. Bałem się, po raz pierwszy w życiu się bałem. Tego, że ona mi nie przebaczy, oraz tego, że on mógłby chcieć ją zabić, a gdyby chciał, to po prostu by to zrobił. Nie mam już na to większego wpływu. Mam tylko nadzieję, że jednak nie będzie chciał tego zrobić. Oraz, że jeśli by do tego doszło, to, że nie będzie na tyle sadystyczny, aby mi kazać to zrobić. Nie byłbym w stanie jej zabić. Zbyt bardzo wpadłem. Ubrałem się szybko i wyszedłem z domu. Nie byłem nawet w stanie czegokolwiek zjeść. Poszedłem pod jej firmę. Zobaczyłem ją i podbiegłem do niej.
- Przepraszam. Aneta! Przepraszam. Wybacz mi.
- Idź. Może później będę w stanie rozmawiać. Teraz zniknij mi sprzed oczu.
Miałem wrażenie, że moje serce znów pękło, ale nie chciałem jej pośpieszać. Miałem być w końcu cierpliwy. Przygnębiony udałem się do kawiarenki, tam zamierzałem na nią poczekać. Odsuwali się ode mnie, ale nie wychodzili, a to już było coś. Siedziałem smętny przy jej stoliku. Gdy zaczęło się robić bardziej tłoczno rozejrzałem się czekając, aż wejdzie. Była smutna i biło to od niej na odległość. Zobaczyła mnie i się zawahała, ale dalej szła przed siebie. Usiadła naprzeciwko mnie, a ja od razu wstałem i ukucnąłem przy niej.
- Przepraszam Aneta. Naprawdę jest mi przykro. Wybacz mi.
Złapałem ją za rękę i pocałowałem w zewnętrzną część dłoni. Delikatnie wyjęła swoją dłoń z mojej i położyła na swoim kolanie.
- Jutro pogadamy. Dzisiaj jeszcze nie jestem w stanie.
- Na pewno?
- Tak. Porozmawiamy jutro po mojej pracy, nie przyjdę w przerwie.
- Dobrze, dziękuję.
- Ale nie siadaj. Idź już sobie.
- Nie chcę, a miejsce jest puste.
Próbowałem się uśmiechnąć, ale chyba niezbyt mi wyszło. Ona spojrzała na mnie jak na wariata, a następnie rozejrzała się po sali. Uśmiechnęła się do kogoś zachęcająco i po chwili poczułem, że ktoś za mną stoi. Wstałem i zobaczyłem archanioła, który uśmiechał się jakoś dziwnie.
- Pani prosiła?
- Tak. Masz ochotę ze mną usiąść?
- Ależ oczywiście. Jestem Piotr.
Patrzyłem oniemiały na tą scenkę. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmowę. Zbyła mnie ruchem ręki, więc po prostu odszedłem. Bałem się o nią, ale i tak dużo teraz zrobić nie mogłem. On spojrzał na mnie i ręką wskazał mi drzwi z pokoikiem rozmów, jak zaczynałem go nazywać. Poszedłem w tamtym kierunku, jeszcze raz oglądając się za Anetą i usiadłem na kanapie martwiąc się o to co jest i co będzie.
Siedziałem jak na szpilkach całą jej przerwę. Wiedziałem, że lada moment powinni skończyć rozmawiać. W końcu powinno to trwać tylko kwadrans! Ale gdyby on chciał to mógłby to przedłużyć, a ona nie byłaby w stanie mu odmówić. Cholera, nie powinienem jej tam zostawiać. A jeśli jej coś się stanie? Równie dobrze w tym czasie może ona ją zabić! Piętnaście minut to aż nazbyt dużo czasu, aby to zrobić. Nikt nie zdążyłby go powstrzymać. Jest w końcu archaniołem. Nie da się go powstrzymać. Jeżeli coś sobie postanowi, to tak po prostu ma być.
Zaczynałem już wariować, kiedy on w końcu wszedł do pokoju. Niecierpliwy wstałem i przechodziłem z jednej nogi na drugą. Spojrzałem na niego i zdziwiony zauważyłem, że jest zadowolony. Na jego twarzy widziałem uśmiech, a to było coś całkowicie innego niż jego wczorajsza mina.
- Ona żyje?
- Tak.
Odetchnąłem z ulgą i poczułem jej zapach na nim. Miała taki aromat, że bardzo łatwo przechodził na innych, a teraz czując to na nim miałem ochotę coś zrobić. Miałem ochotę wrzeszczeć, że ona jest moja i on nie ma żadnego prawa do tej woni, ale wiedziałem, że nie mam racji. Podszedł spokojnie do kanapy i usiadł na niej.
- Siadaj.
Powiedział mi. Niechętnie, ale wykonałem to o co mnie poprosił, wróć, to co kazał mi zrobić.
- Weź kilka głębokich wdechów. Uspokój się.
Bez przekonania wziąłem pierwszy oddech. Znów poczułem jej zapach. Po kilku takich wdechach byłem wyluzowany, nie przez oddychanie, a przez jej zapach. Tego nie dało się opisać. Po prostu miała ona coś takiego w sobie, że uspokajała nawet na odległość.
- Już się uspokoiłeś?
- Tak.
- No dobra i do czego doszedłeś myśląc o tej całej sprawie.
- Że…
- No dalej, mów śmiało, przecież cię nie ugryzę.
- Doszedłem do wniosku, że ją kocham. Tak naprawdę.
Na jego czole pojawiły się zmarszczki, a on na chwilę zamyślił się. Ciągle patrzyłem mu w oczy nie będąc w stanie przerwać kontaktu wzrokowego. Po chwili westchnął i powiedział.
- Aż do dziś zamierzałem zabić ją i wszystkich którzy przychodzili do tej kawiarenki. Ma ona za duży wpływ na naszą populację.
- Nie możesz jej zabić!
- Bądź cicho! Mogę robić co chcę i ty dobrze o tym wiesz! Równie dobrze mógłbym zabić ją już teraz, a ty nic nie mógłbyś na to poradzić!
Wściekł się na chwilę na mnie. Zacisnąłem usta i dłonie w pięści, aby nic już nie powiedzieć. Miałem ochotę mu wykrzyczeć wiele rzeczy, ale nie chciałem go sprowokować do tego, aby ją zabił. Próbowałem i po jakimś czasie udało mi się wyluzować. On widząc to, też odetchnął głęboko i zaczął normalnie mówić jakby nic się nie stało.
- Taki miałem zamiar, ale gdy posłuchałem sobie opinii wszystkich w koło to stwierdziłem, że mógłbym spróbować dać jej szansę. Zaskoczyła mnie, gdy zaprosiła mnie do stolika, zwłaszcza, że używałem niewidzialności, aby nikt nie wiedział, że jestem, a ona po prostu mnie widziała, jakby nigdy nic. Zaintrygowany usiadłem. W ciągu piętnastu minut sprawiła, że się maksymalnie rozluźniłem, iż zacząłem się śmiać. Po raz pierwszy myślałem o teraźniejszości, a nie o tym co było lub ma być. Jest ona pewnego rodzaju odpoczynkiem. Doszedłem do wniosku, że w sumie to nie robi ona nikomu krzywdy. Ma na nas duży wpływ to prawda, ale po za tym, to nic złego nie jest w stanie zrobić. W przypływie rozumu prześwietliłem ją i wiem, że z natury jest dobra i nie zmieni tego, nawet gdyby chciała. Podczas tej krótkiej chwili przypomniałem sobie jakie tak naprawdę jest zadanie archaniołów. My nie mamy kontrolować porządku, bo wy to robicie. My mamy dbać o dobre samopoczucie wszystkich w koło. Mamy leczyć te najlepsze dusze. Mamy nieść radość i szczęście, a przez liczne wojny i kłótnie całkowicie o tym większość z nas zapomniała. Jest niewielu archaniołów którzy naprawdę robią to co powinni. Ona potrafiłaby ich zmienić. Nim więcej szczęśliwych aniołów tym lepiej się sprawują. Pomyśl sobie, dzięki niej byłoby na świecie mnie wojen. Mniej kłótni, więcej szczęścia i radości.
- Chcesz ją wykorzystać.
- A co, wolisz, żeby zginęła?
- Nie! Po prostu nie podoba mi się, że chcesz ją wykorzystać do swoich celów, a pomyślałeś chociaż o niej?
- Ech… tak. Po części masz rację. Nie zamierzam jej do niczego zmuszać, ale chciałbym, abyś chociaż jej o tym powiedział, a jeśli zdecyduje się to daj mi znać.
- Chcesz, żebym to ja ją do tego zmusił? Już wystarczająco mnie nienawidzi!
- Po pierwsze przestań krzyczeć. A po drugie, nie mówię, że masz ją zmusić. Ona ma prawo się nie zgodzić, ale masz jej o tym powiedzieć. W zamian za to, oszczędzę tą kawiarenkę i wydam oficjalne pozwolenie na nią.
- Mam gdzieś kawiarenkę. Równie dobrze możesz ją zamknąć, nie będę jej niczego sugerował.
Popatrzyłem na niego wściekły, a on na mnie zły i mocno zamyślony. Nie zamierzałem się poddawać. Po chwili jego mina złagodniała.
- To co powiesz na to, że dam ci pozwolenie na powiedzenie jej wszystkiego? Ty możesz powiedzieć jej wszystko o aniołach, a w zamian wspomnisz jej o tym, że mogłaby uszczęśliwiać miliony. Nie mówię, że musisz to od razu powiedzieć, będziesz miał na to jakiś czas przeze mnie ustalony. Nie odpowiadaj teraz. Zastanów się nad tym.
On wyszedł i dał mi wiele do myślenia. Mógłbym jej o wszystkim powiedzieć. Mogłaby wiedzieć kim jestem. Co się dzieje. Mógłbym wtedy nawet zabrać ją na lot. Ale czy by się zgodziła? Czy bym jej tym nie przeraził? Czy nie działam znowu zbyt szybko? Co powinienem zrobić? Jeszcze nie tak dawno, chciałem po prostu odejść, jak tylko mi przebaczy, ale czy dał bym radę? Nie ważne. Muszę to zrobić. Muszę odejść i to raz na zawsze. Jak tylko mi wybaczy, odejdę, aby nie sprowadzać na nią kłopotów.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz