Siedziałam na swoim
ulubionym miejscu i powoli jadłam to co przed chwilą przyniosła mi Nina.
Głowę leniwie oparłam na ręce, a drugą spokojnie kierowałam
nieustającym ruchem od ciasta czekoladowego, z herbatnikami i bananami
do buzi. Miałam jeszcze sporo czasu. Wybrałam to właśnie miejsce, bo
lubię mieć wszystko pod kontrolą. Za sobą mam tylko ścianę, kilka metrów
przed sobą widzę stoliki i okno, przed które mogę obserwować co się
dzieje na zewnątrz. To było moje miejsce i całkowicie już opatentowałam
wszystkie sposoby obserwacji, aby inni o tym nie wiedzieli. Ja nie
szpiegowałam, nie śledziłam, po prostu lubiłam mieć wszystko pod
kontrolą. Na ścianie było coś wyglądającego jak deska, a jednocześnie
nadającego klimat, było to na tyle czyste i pokryte taką warstwą
lakierów i Bóg wie czym jeszcze, że wszystko w nich widziałam.
Obracając o kilka stopni głowę mogłam zobaczyć lustro i kolejną część
sali w nim. W górze wisiały lampy, w których też się wszystko odbijało.
Jak mnie coś bardziej zaintrygowało to wystarczyło się normalnie
rozejrzeć tak jak większość osób to robi. Do tej kawiarenki przychodziło
sporo ludzi. Można powiedzieć, że zawsze, gdy przychodzę to są zajęte
wszystkie stoliki, oprócz mojego. Mój zawsze jest wolny, ludzie wiedzą,
kiedy przyjdę i gdzie usiądę, więc zostawiają to miejsce dla mnie.
Większość osób stąd znałam. Prawie każdy z otaczających mnie kobiet i
mężczyzn usiadł przy moim stoliku choć raz. Rzadko pozwalam komuś siadać
więcej niż raz. Mam pewne zasady i nich się trzymam. Nie zamierzam
dawać nikomu nadziei, jeśli nie jestem nim zainteresowana, a to zdarza
się rzadko. Łatwo jest mi ich rozgryźć. Część z nich mogłabym nazwać
przyjaciółmi, ale rozmawiamy zazwyczaj na odległość, przez inne stoliki.
Oni znają moje zasady i nie podważają ich. Każdy z nich też wie, że
nie można usiąść przy moim stoliku, zanim sama tego nie zrobię. Zdarzyło
się to tylko raz. Koleś siedział przy moim stoliku zanim przyszłam.
Wcześniej dałam mu już znać, że mnie nie interesuję, ale to z kolei nie
interesowało jego. Zaczął być nachalny i położył rękę na moim udzie,
jeżdżąc nią w górę i w dół. Kazałam mu ją zdjąć, ale mnie nie posłuchał.
Wyszłam z kawiarenki, a on poszedł za mną. Odwróciłam się na chwilę,
aby go ochrzanić, bo mnie wkurzył, ale wtedy przyparł mnie do muru.
Zaczął całować, a kolanem próbował rozdzielić moje nogi. Pamiętam jak
dziś co się wtedy działo, choć było to na tyle szybkie, że sama nie wiem
czy bym to powtórzyła. Kopnęłam go wtedy w krocze, aby go odsunąć.
Zanim się zorientował dostał też z prawego sierpowego, z kolana w brzuch
i obcasa w stopę. Widziało to kilka osób, które znam od pierwszego
mojego przyjścia do kawiarenki. Byli zaskoczeni, a ja po prostu
odeszłam. Więcej nie widziałam tamtego kolesia. Jeśli oni coś z nim
później zrobili, to była to pierwsza rzecz, która mnie nie interesowała
na tyle, abym ciągnęła za sznurki. Od tamtej pory nikt nie odważył się
usiąść na moim miejscu. Nikt nie pytał dlaczego go pobiłam, choć byli
ciekawi. Nikt też nie wiedział, że on mnie obmacywał. Wszyscy byli
przekonani, że zrobiłam to, bo zajął moje miejsce. Dlatego nikt go potem
nie zajmował. Co odważniejsi siadali, gdy mnie nie było, ale wstawali
jak tylko pojawiałam się na horyzoncie, aby zwolnić mi miejsce. Często
podsuwali krzesło, aby pokazać, że istnieją jeszcze dżentelmeni na tym
świecie. Dzisiaj nikt nie kręcił się jeszcze przy moim stoliku co było
dziwne. Odkąd pamiętam nigdy nie siedziałam tutaj sama. Śmiałam się, że
to tutaj znajdę swojego chłopaka. Zaczynałam powoli się zastanawiać,
dlaczego nikt dzisiaj do mnie nie podszedł, gdy spojrzałam za okno. Był
tam mężczyzna mniej więcej w moim wieku i stanął w miejscu jak tylko
poczuł na sobie mój wzrok. Odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie
zszokowany. Zerknął w górę, chyba na nazwę kawiarenki i z powrotem
patrzył na mnie. Miał niebieskie oczy i włosy w kolorze ciemnego blondu.
Zwykły t-shirt i jeansy. Ubranie miał schludne, choć niezbyt zmyślne.
Jego twarz była pociągająca, a włosy potargane, jakby wiatr się nimi
zabawił. Trafiło we mnie. Patrząc w niego zobaczyłam swój ideał. Po raz
pierwszy patrząc na kogoś zastanawiałam się jakby wyglądał bez ubrania.
Potrząsnął on szybko głową i ruszył dalej, ku mojemu rozczarowaniu. Nie
potrwało jednak ono długo, bo wszedł on do kawiarenki i udał się w moim
kierunku z uśmiechem na ustach. Też uśmiechnęłam się do niego. Bardzo
przyjaźnie i zmysłowo. Boże... Co się ze mną dzieje? Od kiedy ja
zaczynam myśleć o facecie, jak o kimś do łóżka? Tym razem to ja
potrząsnęłam głową, gdy zaczęłam wyobrażać sobie, jak zdejmuję powoli
jego koszulkę, aby zabrać się do paska od jeansów, zsunąć z niego
spodnie. Potem bokserki.
- Często tu przychodzisz?
Jego głos wybudził mnie z transu.
- Tak. Prawie codziennie.
- Nazywam się Michael.
- Ja jestem Aneta. Miło mi.
Podałam mu rękę nad stołem i wyprostowałam się. Nogi skręciłam w kostkach i na stole oparłam tylko nadgarstki. Znałam wszystkie zasady savoir-vivru i patrząc na niego wiedziałam, że on też je zna. Dlatego zamierzałam się postarać. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu miałam dosyć bycia samotnej.
- Taka piękna kobieta jak ty nie powinna siedzieć sama w tak niebezpiecznym miejscu jak to.
Wywróciłam oczami i oparłam się wygodnie o oparcie krzesła. Wzięłam do rąk gorącą czekoladę i powoli sączyłam ją.
- Tak, tak, wiem o tym. Tak bezsilna niewiasta jak ja, nie powinna być sama w tak niebezpiecznym miejscu jak to, gdy w koło są same groźne istoty, tylko czyhające na moje potknięcie i mogące zabić mnie ruchem jednego palca.
Jeszcze raz wywróciłam oczami, gdy usłyszałam jak cała sala krztusi się i kaszle.
- Coś jakaś dziwna epidemia rozeszła się po sali, że wszyscy tak kaszlą, ale szybciej chyba rozszedł się mój głos.
Michael zaczął się śmiać, a ja dołączyłam do niego. Był to krótki śmiech, ale satysfakcjonujący. Odłożyłam czekoladę, której została mi już tylko połowa naczynia i skończyłam ciastko. Przez ostatnie dwa gryzy jakie mi zostały on cały czas patrzył się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wyglądał na zamyślonego i szczęśliwego, a jednocześnie, kompletnie nie wiedziałam co ma na myśli. W końcu nie wytrzymałam i przełykając ostatni kęs zadałam inteligentne pytanie.
- Co?
- Masz bardzo kształtne, kuszące usta.
Zaczerwienił się, uświadamiając sobie co powiedział i odwrócił głowę w bok. Zaśmiałam się cicho i patrzyłam na niego z fascynacją i radością. Nawet nie wiedział jak bardzo bym chciała, aby się teraz pochylił, abym mogła sprawdzić, czy jego usta są tak miękkie na jakie wyglądają. Zanim zdążyłam się odezwać, aby powiedzieć coś głupiego przyszła Nina i postawiła przede mną miskę z budyniem. Zestaw drugi zawsze składał się z tego ciastka, letniej czekolady z bitą śmietaną i budyniu. Pierwsza połowa była waniliowa, a druga czekoladowa, dookoła były ułożone ciastka smakujące jak herbatniki. Spodobał mi się ten koleś, więc powiedziałam.
- Nie zamawiałam dzisiaj budyniu.
- Ale zawsze zamawiasz budyń do tego zestawu.
- Tak, ale tym razem, nie wzięłam odpowiedniej ilości pieniędzy. Nie starczy mi.
Nina tylko westchnęła. Znając moją metodę. Można powiedzieć, że byłyśmy przyjaciółkami. Rozmawiałyśmy dość często i rozumiałyśmy się bez słów. Do rozmowy wtrącił się Michael, gdy Nina zamierzała zabrać budyń.
- Zostaw go, ja zapłacę.
- Nie musisz płacić za moje niedbalstwo, ledwo się znamy.
- To prawda nie muszę, ale chcę.
Uśmiechnęłam się do niego serdecznie, a Nina do mnie.
- A ty niczego nie zamawiasz?
- Nie. Wystarczy mi patrzenie jak ty jesz.
Zaśmiałam się krótko na wspomnienie o „kuszących" ustach i specjalnie po wzięciu łyżki z budyniem zostawiłam ją na chwilę w buzi, jakbym się nad czymś zastanawiała.
- Przestań.
- Co mam przestać.
- Prowokować mnie.
- Prowokuje cię?
- Tak. Następnym razem co zrobisz? Włożysz większy dekolt.
- A kto powiedział, że będzie następny raz?
- Ja.
Zaśmiałam się znowu i oparłam plecy o oparcie, biorąc czekoladę do rąk, aby skończyć ją pić.
- Dlaczego przysiadłeś się do mnie?
- Bo miałem taki kaprys.
- A dlaczego zrobiłeś się niemiły?
Nie odpowiedział. Westchnął tylko i uspokoił się.
- Przepraszam. Zaatakowały mnie wspomnienia.
- Rozumiem.
Uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. Odstawiłam pustą już szklankę i dalej jadłam budyń, pochylając się delikatnie nad stołem.
- To może teraz odpowiesz co cię sprowadza do tej kawiarenki. Nigdy wcześniej nie widziałam ciebie tutaj.
- Ty mnie sprowadziłaś. Gdybyś wtedy na mnie nie spojrzała, to nawet bym tu nie wszedł.
- Miło mi, a dlaczego wszedłeś, gdy na ciebie spojrzałam?
- Wścibska jesteś.
- Wiem.
- Ech... Nie wiem dlaczego wszedłem. Gdy na mnie spojrzałaś to po prostu wiedziałem, że muszę to zrobić. Zwłaszcza, że jesteś bardzo ładna i inteligentna.
- Tego jeszcze nie wiesz.
- Że jesteś ładna? Wiem to doskonale i tylko czekam, aż pozwolisz mi się dotknąć.
- Chodziło mi o inteligencję.
Wstałam, bo zegar pokazywał, że zostało mi mało czasu. Budyń był już skończony. Michael też wstał i złapał mnie za ramię, gdy się odwróciłam.
- Gdzie idziesz?
- Wracam do pracy.
- Nie zamierzasz się pożegnać?
Spojrzałam na niego i zanim zdążyłam pomyśleć cmoknęłam go w policzek. Odwróciłam się i próbowałam odejść, ale złapał mnie za nadgarstek.
- I tak po prostu zamierzasz wyjść. Nie zostawisz mi nawet numeru telefonu?
- Nie. Może kiedyś jeszcze się spotkamy. Nie jesteś takim grzecznym aniołkiem za jakiego cię brałam.
Zaczęłam odchodzić wśród grobowej ciszy. Wychodząc odwróciłam się tylko i zaśpiewałam „ A kiedyś przyjdzie na Ciebie czas". Po tej jednej linijce piosenki po prostu wyszłam nie oglądając się za siebie. Kierowałam się w stronę budynku w którym pracuję. Westchnęłam i pozwoliłam, aby moje myśli przeszły od przyjemnych do koniecznych.
Poprzedni Następny
- Często tu przychodzisz?
Jego głos wybudził mnie z transu.
- Tak. Prawie codziennie.
- Nazywam się Michael.
- Ja jestem Aneta. Miło mi.
Podałam mu rękę nad stołem i wyprostowałam się. Nogi skręciłam w kostkach i na stole oparłam tylko nadgarstki. Znałam wszystkie zasady savoir-vivru i patrząc na niego wiedziałam, że on też je zna. Dlatego zamierzałam się postarać. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu miałam dosyć bycia samotnej.
- Taka piękna kobieta jak ty nie powinna siedzieć sama w tak niebezpiecznym miejscu jak to.
Wywróciłam oczami i oparłam się wygodnie o oparcie krzesła. Wzięłam do rąk gorącą czekoladę i powoli sączyłam ją.
- Tak, tak, wiem o tym. Tak bezsilna niewiasta jak ja, nie powinna być sama w tak niebezpiecznym miejscu jak to, gdy w koło są same groźne istoty, tylko czyhające na moje potknięcie i mogące zabić mnie ruchem jednego palca.
Jeszcze raz wywróciłam oczami, gdy usłyszałam jak cała sala krztusi się i kaszle.
- Coś jakaś dziwna epidemia rozeszła się po sali, że wszyscy tak kaszlą, ale szybciej chyba rozszedł się mój głos.
Michael zaczął się śmiać, a ja dołączyłam do niego. Był to krótki śmiech, ale satysfakcjonujący. Odłożyłam czekoladę, której została mi już tylko połowa naczynia i skończyłam ciastko. Przez ostatnie dwa gryzy jakie mi zostały on cały czas patrzył się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wyglądał na zamyślonego i szczęśliwego, a jednocześnie, kompletnie nie wiedziałam co ma na myśli. W końcu nie wytrzymałam i przełykając ostatni kęs zadałam inteligentne pytanie.
- Co?
- Masz bardzo kształtne, kuszące usta.
Zaczerwienił się, uświadamiając sobie co powiedział i odwrócił głowę w bok. Zaśmiałam się cicho i patrzyłam na niego z fascynacją i radością. Nawet nie wiedział jak bardzo bym chciała, aby się teraz pochylił, abym mogła sprawdzić, czy jego usta są tak miękkie na jakie wyglądają. Zanim zdążyłam się odezwać, aby powiedzieć coś głupiego przyszła Nina i postawiła przede mną miskę z budyniem. Zestaw drugi zawsze składał się z tego ciastka, letniej czekolady z bitą śmietaną i budyniu. Pierwsza połowa była waniliowa, a druga czekoladowa, dookoła były ułożone ciastka smakujące jak herbatniki. Spodobał mi się ten koleś, więc powiedziałam.
- Nie zamawiałam dzisiaj budyniu.
- Ale zawsze zamawiasz budyń do tego zestawu.
- Tak, ale tym razem, nie wzięłam odpowiedniej ilości pieniędzy. Nie starczy mi.
Nina tylko westchnęła. Znając moją metodę. Można powiedzieć, że byłyśmy przyjaciółkami. Rozmawiałyśmy dość często i rozumiałyśmy się bez słów. Do rozmowy wtrącił się Michael, gdy Nina zamierzała zabrać budyń.
- Zostaw go, ja zapłacę.
- Nie musisz płacić za moje niedbalstwo, ledwo się znamy.
- To prawda nie muszę, ale chcę.
Uśmiechnęłam się do niego serdecznie, a Nina do mnie.
- A ty niczego nie zamawiasz?
- Nie. Wystarczy mi patrzenie jak ty jesz.
Zaśmiałam się krótko na wspomnienie o „kuszących" ustach i specjalnie po wzięciu łyżki z budyniem zostawiłam ją na chwilę w buzi, jakbym się nad czymś zastanawiała.
- Przestań.
- Co mam przestać.
- Prowokować mnie.
- Prowokuje cię?
- Tak. Następnym razem co zrobisz? Włożysz większy dekolt.
- A kto powiedział, że będzie następny raz?
- Ja.
Zaśmiałam się znowu i oparłam plecy o oparcie, biorąc czekoladę do rąk, aby skończyć ją pić.
- Dlaczego przysiadłeś się do mnie?
- Bo miałem taki kaprys.
- A dlaczego zrobiłeś się niemiły?
Nie odpowiedział. Westchnął tylko i uspokoił się.
- Przepraszam. Zaatakowały mnie wspomnienia.
- Rozumiem.
Uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. Odstawiłam pustą już szklankę i dalej jadłam budyń, pochylając się delikatnie nad stołem.
- To może teraz odpowiesz co cię sprowadza do tej kawiarenki. Nigdy wcześniej nie widziałam ciebie tutaj.
- Ty mnie sprowadziłaś. Gdybyś wtedy na mnie nie spojrzała, to nawet bym tu nie wszedł.
- Miło mi, a dlaczego wszedłeś, gdy na ciebie spojrzałam?
- Wścibska jesteś.
- Wiem.
- Ech... Nie wiem dlaczego wszedłem. Gdy na mnie spojrzałaś to po prostu wiedziałem, że muszę to zrobić. Zwłaszcza, że jesteś bardzo ładna i inteligentna.
- Tego jeszcze nie wiesz.
- Że jesteś ładna? Wiem to doskonale i tylko czekam, aż pozwolisz mi się dotknąć.
- Chodziło mi o inteligencję.
Wstałam, bo zegar pokazywał, że zostało mi mało czasu. Budyń był już skończony. Michael też wstał i złapał mnie za ramię, gdy się odwróciłam.
- Gdzie idziesz?
- Wracam do pracy.
- Nie zamierzasz się pożegnać?
Spojrzałam na niego i zanim zdążyłam pomyśleć cmoknęłam go w policzek. Odwróciłam się i próbowałam odejść, ale złapał mnie za nadgarstek.
- I tak po prostu zamierzasz wyjść. Nie zostawisz mi nawet numeru telefonu?
- Nie. Może kiedyś jeszcze się spotkamy. Nie jesteś takim grzecznym aniołkiem za jakiego cię brałam.
Zaczęłam odchodzić wśród grobowej ciszy. Wychodząc odwróciłam się tylko i zaśpiewałam „ A kiedyś przyjdzie na Ciebie czas". Po tej jednej linijce piosenki po prostu wyszłam nie oglądając się za siebie. Kierowałam się w stronę budynku w którym pracuję. Westchnęłam i pozwoliłam, aby moje myśli przeszły od przyjemnych do koniecznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz