sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 43

Obudził mnie jakiś smakowity zapach. Podniosłam oczy by zobaczyć Sławka szeroko się do mnie uśmiechającego z tacą w dłoni. Usiadłam i powoli zaczęły do mnie docierać wszystkie wydarzenia wczorajszego dnia. Wczorajszego? Ile spaliśmy?
- Uspokój się. Dalej mamy ten sam dzień. Spaliśmy raptem godzinę.
Spojrzałam na niego nie do końca rozumiejąc co do mnie mówi.
- To czemu czuję się wyspana.
- Efekt uboczny naszego przywiązania. Już nie będziesz potrzebować aż tyle snu, aby się zregenerować.
- Powoli zamieniasz mnie w wampira.
- Dalej jesteś człowiekiem.
- Skąd masz tacę.
Spojrzałam na niego oceniająco widząc, że dalej nie jest ubrany.
- Wojtek jak przyszedł nas obudzić to przyniósł dla ciebie jedzenie.
- Masz jakieś nowe informacje?
- Wszystkie przygotowania praktycznie zostały ukończone. Większość osób zdążyła się już zgromadzić w wyznaczonych miejscach. Zjedz na spokojnie i zaczynamy akcję.
- Nie ma czasu, skoro już wszystko gotowe, to musimy ruszać.
- Przypominam nieśmiało, że to ciało należy teraz do mnie, więc masz o nie należycie dbać.
Spojrzałam na niego zdziwiona jego srogim spojrzeniem. Dopiero wtedy zaczęły do mnie hurtem docierać wszystkie sceny z naszym udziałem. Czułam jak moje policzki robią się coraz bardziej czerwone.
- Trochę za późno by się wstydzić.
- Trochę przejąłeś nade mną kontrolę.
- Nawet bardziej niż trochę. W końcu w pełni należysz do mnie.
- Mam nadzieję, że nie będziesz tego nadmiernie wykorzystywał.
- Nie masz się co martwić. Nie będę wymagał więcej niż twoje ciało będzie w stanie wytrzymać.
- Czyli będziesz to wykorzystywał.
- Już nie mogę się doczekać naszej pierwszej kłótni wśród innych, aby mogli zobaczyć jak dochodzisz dzięki jednemu mojemu dotykowi.
- Nie zrobiłbyś mi tego.
- Mówiłem, że zrobię.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Za chwilę.
Odkrzyknął Sławek i myślą ubrał nas oboje. Niemal od razu po tym Wojtek wszedł do pokoju.
- Widzę, że już kończysz.
- Tak. Raport?
- Wszystko gotowe.
Uśmiechnęłam się do niego lekko zdenerwowana i podeszłam do Sławka, aby złapać go za rękę.
- Jeszcze dokończymy naszą rozmowę.
- Ruszamy stworzyć teleporty.
Sławek przeniósł nas w wyznaczone miejsca na przemian w bazie i w terenie. Stworzyliśmy powiązania między nimi i ponownie zjawiliśmy się koło Wojtka.
- Czy wszystko gotowe?
- Tak mi się wydaje.
- Cokolwiek nowego?
- Nie kojarzę.
- To zaczynamy.
Sławek przeniósł mnie i Tomka w pobliże ich bazy. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował ze strachem.
- Wiesz że nie podoba mi się twój plan.
- Tylko jedno z nas może aktywować portale.
- Mógłbym się przenieść w ostatniej chwili.
- Dyskutowaliśmy o tym. Mogliby się zorientować. Ci starsi niezależnie od moich tarcz potrafią wyczuć że ktoś się teleportuje.
Sławek położył rękę na mojej bluzce idealnie w miejscu ugryzienia. Przeszedł przeze mnie dreszcz, ale po za tym nic się nie stało. Chyba po prostu chciał mi przypomnieć, że od teraz on tu  rządzi.
- Nie zmienia to faktu że się o ciebie boję. Nawet na chwilę nie wyjdę z twojej głowy. Wiedz że jeśli będziesz zagrożona to przeniosę się do ciebie niezależnie od sytuacji. Połączenie dało nam możliwość byśmy niezależnie od wszystkiego cały czas byli w swoich myślach.
- Wiele osób mógłbyś tym narazić.
- Wiele zginie jeśli cię stracę.
- Po prostu nie działaj pochopnie. To jedyne o co cię proszę.
- Postaram się.
- Kocham cię.
- Też cię kocham.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie Sławkowi. Upewniłam się że tarcze na mnie i Tomku są wystarczająco silne. Spokojnym krokiem ruszyliśmy w stronę bazy. Nim bliżej pałacu byliśmy tym więcej wampirów widzieliśmy. Jednak żaden nie wyglądał jakby nas zauważył. Poczekaliśmy przy drzwiach wejściowych dopóki ktoś nie zaczął wychodzić. Dopiero wtedy szybko przemknęliśmy tylko sekundę przytrzymując drzwi. Popatrzyłam na Tomka który w milczeniu pokazał mi kierunek naszej podróży. Plan był taki by spróbować zorientować się w sytuacji. Rozłożeniu sił. Jeśli Kan znajduje się w pałacu to go znaleźć. Nim dłużej chodziliśmy po obiekcie tym bardziej miałam wrażenie, że gdzieś go już widziałam. Jednak niezależnie od wszystkiego wyglądał na bardzo stary budynek, który był konserwowany na tyle dobrze, że mogli go przejąć. Chyba nawet był przerobiony na hotel.
Tomek pociągnął mnie za ramie i położył palec na ustach. Po chwili zza rogu wyszły dwie postaci.
- Dlaczego musisz zachowywać się aż tak idiotycznie?
- Radzę ci mnie nie obrażać. Tylko dlatego że jesteś moim bratem to jeszcze żyjesz.
Tomek pokazał mi palcem że jeden z rozmawiających jest Kanem. Naszym celem było aby zdobyć jak najwięcej informacji. Wcześniej przeprowadziliśmy ćwiczenie, więc Tomek wiedział jakiego może użyć nacisku by nie zostać przyłapanym przez drugą stronę. Wsparłam go dodatkową porcją tarcz. Złapałam za rękę i przekazywałam mu na uzupełnienie siłę, którą wysyłał mi Sławek. Miałam nadzieję, że uda mu się dowiedzieć czegokolwiek. 
- Byłem tam.
- Nie przyszedłeś po pozwolenie.
- Atak zorganizowaliśmy po to by móc zacząć normalnie żyć. Swój stosunek do ludzi tłumaczyłeś tym że nie ma możliwości na to by chcieli z nami współpracować. Byłem tam. Widziałem to co tam stworzyli. Cały system. Ludzie z własnej woli oddają krew po to by wampiry mogły ich strzec.
- I sądzisz że jak długo będzie to tak wyglądać? Tolerują ich obecność bo są jedynym sposobem na ich przetrwanie. Jak tylko zniknie zagrożenie w naszej postaci i zaczną normalnie żyć to pojawi się bunt. Żaden człowiek z własnej woli nie będzie oddawał krwi jak nie będzie musiał.
- Nie mają tam przymusu. Oddaje ten kto chce.
- A myślisz że ile osób będzie chciało jak wampiry nie będą już im potrzebne?
- Czemu nie chcesz spróbować?
- Ludzie są niczym innym jak bydłem. Mają nam służyć jako pojemnik na krew i nic więcej.- Jak będziesz dalej ich tak traktował to wyginą a bez ich krwi my również.
- Potrafią się mnożyć jak króliki. Po prostu będzie ich trzeba do tego zmotywować.
- Niby jak?
- Jedzeniem. Za każde dziecko które posiadają będą dostawać dodatkową porcję jedzenia. Osoby bez dzieci będą mogły liczyć na porcje głodową. Dostaną tylko tyle by dać radę produkować krew.
- Na prawdę zamierzasz traktować ich jak bydło.
- Na nic więcej nie zasługują.
- Nie pozwolę ci na to.
- Jeśli mi się sprzeciwiasz to cię zabije. Albo powieszę w lochach obok ludzi. Torturując i nie dając jedzenia. Sam zdecydujesz czy chcesz pić ich krew czy zginąć.
- Można to wszystko jeszcze zatrzymać.
- Już nie. Praktycznie są gotowi do walki. Niedługo powinna u nich wybuchnąć epidemia. Da nam to czas na wymyślenie strategii i zaatakowanie ich. Plus drobne niedogodności które im zaserwowaliśmy. A tymczasem wybacz ale idę na spotkanie. Trzeba opracować plan działania.
- Czemu nie powiesz wszystkim co się dzieje?
- Bo te chytre szczury zaczną uciekać jeśli się dowiedzą że ma być walka w której mogą zginąć.
Kann spojrzał na nas jakby nas widział. Zmarszczył brwi i odwrócił się, aby zniknąć za rogiem. Zaczęłam gorączkowo myśleć co dalej próbując podjąć właściwą decyzję.
- Udało ci się czegoś dowiedzieć od Kanna?
- Nie.
- A ten jego brat? Czy ten wampir jest szczery, czy to tylko przykrywka?
- Rzeczywiście nie podoba mu się sytuacja i jak będzie miał okazję to sprzeciwi się bratu.
Pokiwałam głowę i rozejrzałam się wokół. Szczęśliwie nikogo nie widziałam. Rozszerzyłam na wampira nasze tarcze.
- Co jest do kurwy nędzy?
Zapytał jak tylko ogarnął się że nie może przejść o krok bo uderzył w tarczę. Dopiero po chwili rozszerzyły mu się oczy jak nas zobaczył i ustawił się w pozycji do walki. 
- Jesteście ludźmi.
- Tak.
- Z azylu.
- Tak.
- Słyszeliście moją rozmowę.
- Tak.
- Kann się przeliczył. Dziś nastąpi atak.
- Tak.
- Czemu mi się pokazaliście?
- Pomożesz nam?
- Co mam zrobić?
- Na start odpowiedzieć na pytania. Jak weszliście do azylu?
- Przyszedł do nas wampir łaknąc władzy. Dostał tortury w ramach których dowiedzieliśmy się wszystkiego. Teleportowaliśmy się do punktu dostaw. Podrobiliśmy karty aby łatwo się przemieszczać. Zrobiliśmy poparzenia na rękach by nikt nie widział różnicy.
- Jak wpłynęliście na epidemie?
- Włamaliśmy się do systemu. Pobraliśmy krew od osoby chorej. Dolaliśmy do porcji dla starszych wampirów. Usunęliśmy pamięć ludzi których w to wmieszaliśmy.
- Jakie są zabezpieczenia tego miejsca?
- Dużo potężnych wampirów.
- Jakaś broń?
- Nie.
- Jakieś nietypowe dary?
- Nie.
- Waszą jedyną obroną jest siła?
- Tak.
- Wszystkie wampiry zmieszczą się w budynku?
- Tak.
- Jest jakaś jedna sala w której się zmieszczą?
- Nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
- Dasz radę ich wezwać aby się tam pojawili?
- Tak. Zebranie ich zajęłoby koło kwadransa. Tylko Kann mógłby się pojawić i to zepsuć.
- Zajmę się tym. Tylko będziesz musiał mi pokazać gdzie się znajduje.
- Oczywiście.
- Czy w tym obiekcie jest ktoś wart tego by przeżyć?
Już wcześniej był poważny. Teraz zrobił się śmiertelnie poważny. Wyprostował się możliwie maksymalnie wypinając pierś. Dopiero po chwili wypuścił oddech, jednak nawet na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Tylko ci co przebywają w lochach. Nawet ja nie jestem godzien tego by przeżyć. Miałem spory udział w wydarzeniach, które były.
- Później to rozstrzygniemy. Niebawem będzie tu rzeź.
- Rozumiem.
- Pokaż mi pokój gdzie jest Kann a następnie wezwij wszystkich do bazy.
- Dobrze. 
- Popatrzyłam na niego uważnie oceniając czy mogę mu ufać.
- Czemu pomagasz bezmyślnie o nic nie pytając?
- Bo byłem w azylu. Czytałem myśli innych. Wiem wszystko to co wampir który do nas przyszedł. Mam świadomość że wiesz co robisz. Nawet jeśli popełnisz błąd to z myślą o innych.
- Dziękuję za zaufanie.
Wampir pokiwał mi głową i zaprowadził nas w miejsce gdzie była sala Kana. Zdjęłam z niego tarcze i dotknęłam drzwi. Zamknęłam oczy aby się skoncentrować i nałożyć na pomieszczenie tarczę aby nikt nie mógł z niego wyjść lub przeteleportować się ale z zewnątrz ktoś mógł wejść do środka.
- Nie podoba mi się, że tam wchodzisz.
- Wiem, bądź w pogotowiu. Tylko pamiętaj, że nie powinieneś pojawić się za wcześnie.
- Szybko się zorientują, że są w pułapce, musisz odciąć im możliwość komunikacji telepatycznej z resztą osób.
Pokiwałam głową sama do siebie wiedząc co będę musiała zrobić. Zamknęłam oczy aby skoncentrować się na barierze, którą stworzyłam między naszą armią, a tym miejscem.
- Wszyscy przeszli już przez teleport?
- Tak.
- Możecie powoli ruszać. Bariera jest dla was widoczna, więc po prostu jej nie przekraczajcie. Zabijcie każdego kto pojawi się po waszej stronie.
- Dobrze.
- Prosiłabym cię, abyś za pięć minut zaczął wszystkich zwoływać do głównej sali.
- Dobrze, a co z tobą.
- Muszę dowiedzieć się od Kana tak wiele jak dam radę.
Poczekałam aż wampir odszedł i dopiero ponownie spojrzałam na drzwi szykując się na to co tam się dzieje.
 - Tomek, możesz stąd słyszeć myśli kogoś z tego pokoju?
- Mogę ci tylko powiedzieć że jest tam koło dwudziestu dwóch wampirów. Mogę czytać w myślach niektórym z nich, ale nie wszystkim. Wchodzimy zaraz do środka. Muszę odciąć ich myśli od świata zewnętrznego. Możliwe, że w tym celu będę musiała dotknąć każdego z nich. Jak powiem ci, że zadanie skończone to możesz przestać być subtelny i skoncentrować się na tym by dowiedzieć się wszystkiego od Kanna.
- Oczywiście.
Wzięłam głęboki oddech szykując się na to co miało się zdarzyć. Dałam każdemu z nas oddzielne tarcze i otworzyłam drzwi. Od razu za nimi zostałam schwytana.
- Nie sądziłem, że będziesz aż tak głupia.
Zobaczyłam przed sobą Kanna. Jakim cudem mnie widział?
- Powiesz słowo a będę koło ciebie. Udało ci się wpakować w kłopoty.
- Wiem, pozwól mi najpierw spróbować zadziałać, aby odciąć ich myśli. Albo przynajmniej abyście zdążyli dojść do bazy.
- W tym tempie zajmie nam to jeszcze koło dwudziestu minut.
- Nie dam rady szybciej przesuwać tarczy.
- Wiem, poinformuje osoby wokół mnie, że niebawem mogę zniknąć.
- Dobrze.
- Nawet niech ci przez myśl nie przejdzie aby próbować z nim walczyć.
- Wiem, jedyne co mogę osiągnąć to bronić się tarczami. Szacuję, że maksymalnie dziesięć minut. Więc tyle będziesz miał czasu na pojawienie się i przyjście mi z pomocą.
- Jeśli się dowiem, że naraziłaś się bez potrzeby.
- To co? Ukażesz mnie?
- A żebyś kurwa wiedziała.
Uśmiechnęłam się pod nosem pomimo powagi sytuacji.
- Co, język ci odjęło?
Zdjęłam z siebie jedną z tarcz, aby wszyscy w pomieszczeniu mnie widzieli.
- Zastanawiam się jakim cudem dałeś radę mnie zauważyć.
- Niech pomyślę. Otworzyły się drzwi i nikogo za nimi nie było, a jesteś jedną osobą, która może sprawić by ktoś był niewidoczny.
- Jestem idiotką.
- Zdarza się. Widzimy już budynek.
- Cieszy mnie to.
Dwóm wampirom, którzy mnie trzymali mogłam zabezpieczyć myśli, a następnie stworzyłam tarcze pomiędzy ich rękami a swoim ciałem odpychając ich od siebie. Ze zdziwieniem cofnęli się o krok. Jak dobrze, że ta sztuczka tak często działa. Szkoda tylko, że przede wszystkim za pierwszym razem.
- Co tutaj robisz?
- A jak myślisz?
- Nie muszę myśleć, zadałem pytanie. Nie chcesz mnie denerwować.
Spojrzałam na niego oceniająco przy okazji przechadzając się po sali i nakładając tarcze na kolejne osoby.
- Przyszłam po informacje.
- Szczegóły.
- Zaatakowaliście nasz azyl. Narobiliście bałaganu. Musiałam zobaczyć ile wiecie. Jak bardzo jesteście przygotowani. Bałam się, że zaatakujecie moją bazę. Ale z tego co widzę to jesteście w jednej wielkiej rozsypce.
- Będziemy gotowi zanim uporacie się z epidemią.
Skrzywiłam się na myśl o niej. Byłby dramat, gdyby nie udało się jej wykryć aż tak szybko i zwerbować aż tyle osób do pomocy.
- Nie musimy brać wszystkich osób, aby z wami wygrać.
- Ci starcy byli waszą największą przewagą.
- Nie zawsze człowiek może walczyć na swoich zasadach.
- Jesteśmy już pod salą.
- Daj chwilę to podmienię tarczę.
Skoncentrowałam się na tym by stworzyć wokół budynku podobną tarczę jaką zrobiłam z salą w której się znajdowałam.
- Wasza tarcza zniknie jak tylko ostatni z was wejdzie do środka.
- Jak tylko będziemy w środku to z ekipą osób teleportuję się do ciebie.
- Wiesz o proporcjach sił?
- Tak.
- Milczysz. Ignorujesz moje pytania.
Spojrzałam zaskoczona na Kanna.
- O coś pytałeś?
- Wydajesz się rozkojarzona.
- Boję się.
- Pytałem, gdzie jest twój partner, bo nie wierzę, że puścił cię tutaj samą.
Zaczęłam się śmiać i odsunęłam się poza zasięg czyichkolwiek rąk.
- Gdyby dowiedział się, że wybieram się na samodzielną, samobójczą misję, aby dowiedzieć się co planujecie to przywiązałby mnie do łóżka i zaczął pieprzyć tak długo aż wybiłby mi takie pomysły z głowy.
- Masz rację i nie zapomnij o tym, ale i tak sądzę, że będę musiał pieprzyć cię tak długo, aż przestaniesz ryzykować swoim życiem.
- Co to za hałasy?
Przestraszył się jeden z wampirów. Głupota druga, nie wpadłam na to, że tarcza powinna być dźwiękoszczelna.
- Nie możesz myśleć o wszystkim. Zwłaszcza spontanicznie.
- To mnie nie usprawiedliwia.
- Już możesz, bo i tak to nic nie zmieni.
- Słucham?
Spytał ze zdziwieniem Kann a następnie złapał się za głowę z wrzaskiem gdy Tomek na siłę próbował wbić się, aby przeczytać jego myśli. Powietrze przede mną zamigotało i pojawiły się przede mną znajome twarze.
-Wyjdź na zewnątrz, tutaj jest za mało miejsca.
Pokiwałam mu głową i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia. Między czasie ktoś złapał mnie za rękę, ale nikogo nie widziałam. Wyczułam za to swoje tarcze. To był Tomek razem z którym wyszłam na zewnątrz, ale nie zamykałam drzwi, aby widzieć co dzieje się w środku. Walka była brutalna. Kann nawet nie próbował walczyć sprawiedliwie. Zasłaniał się kolejnymi osobami starając się chociaż trochę zyskać na czasie gdy walczył z bólem głowy.
- Potrzebuję dla Tomka więcej mocy.
- Przesyłam.
Od razu jak dostałam kolejną dawkę to zaczęłam przekazywać ją do Tomka. Rozszerzyłam jego tarczę na siebie, aby móc go widzieć. Wyglądał na wykończonego, ale dzielnie trzymał się na nogach coraz mocniej zaciskając dłoń na moim przedramieniu. Musiało go to kosztować od cholery wysiłku.
- Wojtek, jak wygląda sytuacja?
- Mamy straty. Większość jeśli zostanie trafiona to nie da się ich już uratować. Wielu z naszych wrogów ma o wiele więcej lat niż myśleliśmy. Dużo więcej niż sądziliśmy.
Z chwili na chwilę coraz bardziej się denerwowałam i nie wiedziałam czemu. Po chwili Tomek cały blady cofnął się o krok do tyłu.
- Czego się dowiedziałeś?
- Zdążył wysłać oddział w stronę azylu.
- Kurwa!
- Wojtek, skontaktuj się z kimś z azylu.
- Nie mogę.
- Potrzebujemy ekipy, która się tam przetransportuje. Kan wysłał na nich część ludzi.
- Cholera!
- Sławek, opuszczam tarczę z waszego pokoju i przemieszczam się do azylu.
- Jeśli cokolwiek ci się zdarzy to będę na ciebie wściekły. Dołączę do ciebie jak tylko pokonamy tych idiotów.
- Jeden z was powinien pilnować tego burdelu.
- Wojtek, gdzie mogę cię znaleźć?
- Jestem na dole, zbieram ekipę.
- Biegnę do ciebie.
Udałam się do sali gdzie wszystko się odbywało i zatrzymałam się na schodach widząc co się dzieje. Wszędzie wokół było widać krew. Na podłodze leżały setki ciał naszych i ich wampirów. Gdzieniegdzie widziałam też zwłoki wilkołaków i ludzi. Duża ich część próbowała uciekać. Ludzie zajmowali się przesuwaniem ciał, aby ułatwić reszcie walce. Od razy dzielili na nich i naszych. Hałas był na tyle wielki, że już po chwili nic nie słyszałam. Smród na tyle intensywny, że miałam ochotę się zrzygać. Patrzyłam na to wszystko i nie mogłam się ruszyć. Nie potrafiłam zrozumieć jakim cudem mogę mieć z tą masakrą cokolwiek wspólnego. Gdy życie było jeszcze normalne zdarzało mi się bywać w muzeach. Widziałam wiele obrazów. Przedstawiały różne bitwy, masakry lat ubiegłych. Widziałam wiele filmów wojennych. Czytałam wiele książek. Byłam już wcześniej w czasie potyczek o odbicie kolejnych punktów. Jednak nic nie mogło mnie przygotować na to co tutaj zobaczyłam. Wilki rzucające się na wampiry. Wampiry ślizgające się na rzekach krwi. Trupy wszędzie walające się z rozerwanymi kończynami czy wybebeszonymi flakami. Miałam wrażenie jakby czas zwolnił, a walka, która odbywała się na moich oczach nie była prawdziwa. Jednak najgorsze w tym wszystkim były spojrzenia wszystkich wkoło. Lęk po obu stronach, że to mogą być ostatnie chwilę ich życia. Szeroko otwarte oczy zmarłych jakby krzyczały moje imię. Miałam wrażenie, że oskarżają mnie o to co tu się stało. Za moją inicjatywą odbyła się cała ta masakra. Czułam jak łzy spływają po moich policzkach. Czułam jak wewnątrz mnie rozpościera się zimno. Miałam wątpliwości czy kiedykolwiek uda mi się zapomnieć tego co tu ujrzałam. A i tak mogę mówić, że jestem szczęśliwa. To nie ja będę miała przed oczami twarze pokonanych. Z moich rąk nie zginęła żadna osoba. Spojrzałam na swoje dłonie spodziewając się, że będą tak czerwone jak to co mnie otacza.
Nagle poczułam ból policzka na tyle mocny, że przekręciło moją głowę. Zgięłam się w pół i zaczęłam wymiotować. Podniosłam spojrzenie, aby zobaczyć Wojtka patrzącego na mnie ze zmartwieniem i złością.
- Nigdy, nawet na chwilę nie wolno rozkojarzyć się na polu bitwy. Ciesz się, że jeszcze żyjesz.
Pokiwałam mu głową mając świadomość, że moje rozkojarzenie mogło mnie kosztować życie.
- Nie pozwoliłbym ci zginąć. Ale nie zależnie od tego jak dziwnie to zabrzmi to będę musiał podziękować Wojtkowi, że cię uderzył.
Prychnęłam pod nosem na absurd jego słów. Byłam zadowolona, że chociaż na chwilę dał radę oderwać moje myśli od tego co się dzieje. Wojtek złapał mnie za nadgarstek i przeniósł w okolice granicy bariery. Zrobiłam przejście dla naszej ekipy i zamknęłam jak tylko znaleźliśmy się po drugiej stronie. Wojtek nawet nie dał mi czasu na zawahanie tyko przeniósł mnie do teleportu abym mogła go uaktywnić. Szczęśliwie Sławek wcześniej odwrócił jego kierunek więc nie miałam dużo roboty. Pierwsze co zobaczyłam po drugiej stronie to morze krwi. Była nim ubrudzona podłoga i ściany. Bałam się, że zobaczę tutaj podobną masakrę jak w pałacu. Wojtek popchnął mnie i zaczęliśmy iść w kierunku hałasu. Cały czas trzymał rękę na moich plecach i nie wiem czy aby dodać mi otuchy czy tylko po to bym nie stchórzyła.
- Nie uciekłabyś od swoich.
- Nawet nie wiesz jaką mam teraz ochotę, aby gdzieś się ukryć i przeczekać wszystko.
Zobaczyłam walkę. Szybko zrobiłam tarczę pomiędzy rannymi a agresorami. Osoby z mojej ekipy od razu je zaatakowały. Nagle zostałam rzucona przez Wojtka na podłogę.
- Idź za tarczę, zbierz informację. Pokiwałam mu głową i mając nogi jak z galarety udałam się w stronę ludzi.
- Czy gdzieś jeszcze trwa walka?
- Z tego co wiem ci są ostatni.
- Duże straty są po naszej stronie?
- Ci których postawiłaś za tarczą są bezpieczni. Zajęliśmy ich wystarczająco aby nie mieli czasu walczyć z barierą. Co do ochotników to zginęła prawie połowa medyków. Starsze wampiry poszły na pierwszy ogień, wybiły większość wroga, ale przy tym wszyscy zginęli lub leżą ranni.
- Udało nam się w końcu zabić tego skurwysyna. Schodzę na dół, aby zobaczyć co się dzieje.
- Wiktoria?
- Tak, Wojtek?
- Udało nam się już wszystkich pokonać.
- Na wszelki wypadek trzeba przeszukać całą bazę.
- Oczywiście.
- Co u ciebie?
- Cicho.
- Rekonesans zrobiony. Zostali tylko nasi.
- Trzeba zacząć procedurę leczenia.
- Oczywiście.
- Wracamy do pałacu. Zostaw tutaj na wszelki wypadek swoją ekipę.
Wojtek pokiwał mi głową i przeteleportował nas do głównej sali. Na jej środku widziałam Sławka. Niewiele myśląc ze łzami w oczach podbiegłam do niego, aby przytulić go i pocałować. Żarliwie oddawaliśmy sobie pocałunki, aż usłyszałam chrząknięcie Wojtka.
- Chcę zgłosić, że wygraliśmy.
- W takim razie trzeba przenieść walki tam gdzie jest wróg.
- Nie rozumiesz. Wygraliśmy. Rozejrzyj się wokół. Posłuchaj jak jest cicho. Nigdzie już nie hałasuje broń. Nie słychać okrzyków walki.
- Oszczędź mi szczegóły.
Nie dowierzałam Wojtkowi. Bałam się uwierzyć że koniec przyszedł tak nagle. Jednak rozglądałam się wokół i już nie widziałam tylko krwi. Widziałam morze twarzy, które uśmiechały się do siebie nawzajem. Wszyscy byli wykończeni i szczęśliwi, że to koniec.
- Co dalej?
Spytał wesoło Nicolas. Odwróciłam się w jego stronę będąc dalej wtuloną w Sławka.
- Zaczynamy od rannych. Wszyscy mają zostać przeniesieni do jednego pomieszczenia i jak najszybciej ma zostać udzielona im pomóc. W drugiej kolejności są ci co byli w lochach. Ma zostać im udzielona pomoc i mają zostać wprowadzeni do systemu jeśli Igorowi udało się już go podnieść. W trzeciej kolejności wszystkie trupy mają zostać ułożone na polanie przed bazą. Każdy kto chce może położyć na zmarłym kartkę z jego imieniem, nazwiskiem. Ułatwi to pochówek. Kilka osób powinno stworzyć ekipę która przeszuka najbliższą okolicę czy nie zostali jeszcze jacyś zwolennicy Kana.
- Nie szkoda ci czasu na chowanie zmarłych?
- Od dnia dzisiejszego są to nasi bohaterowie tak jak wszyscy którzy z nami walczyli w jakiejkolwiek formie. Zostaną pochowani a nad ich ciałami będą informacje z bazy kim byli, data urodzenia i śmierci. Bliscy z czasem będą mogli zmienić nagrobki na ozdobne jak już będzie na to czas.
- A co z trupami wroga.
- Ich też trzeba pochować. Też byli istotami żywymi. Po prostu możemy się z nimi nie certolić i dać do wspólnej mogiły.
- A co z bratem Kana?
- Pomógł nam. Niech zostanie wprowadzony do bazy. Po prostu trzeba go obserwować.
- Wiktoria?
- Boże, Wojtek nie mów że coś jeszcze.
- Igor postawił system więc wszystko działa.
- Chwała Bogu. Przyda się zrobić zebranie.
- U Igora?
- Może być, to co powiedziałam Nicolasowi zostało już rozgłoszone?
- Tak.
- To dobrze.
Z chwili na chwilę czułam się coraz bardziej spokojna. Sławek przeniósł nas do Igora gdzie już wszyscy czekali.
- Dziękuję wam za tak szybkie przybycie. Wiem że pewnie jesteście zmęczeni. Niedługo będziemy mogli już odpocząć. Chwilowe działanie wiecie jak wygląda. Co do pogrzebu to potrzebna jest ekipa która wykopie doły. Może to być jutro. Potrzeba tyle kawałków przykładowo drewna ile jest zmarłych. Na start do każdego zostanie przybita kartka z danymi. Potem potrzebne są osoby które zaczną przepisywać informacje farbą, markerami czy cokolwiek znajdziecie aby zostały na dłużej. Cmentarz będzie wyglądał według planu architektów. Na środku będzie pomnik zbiorowy dla wszystkich co zginęli w czasie wojny. Oraz drugi z nazwiskami tych co zginęli w azylu. Jutro odbędzie się ceremonia pogrzebowa. Pojutrze ruszą te ekipy które będą zdrowe i wypoczęte. W następnych dniach kolejne. Robimy czystkę wszystkiego co zostanie napotkane za wyjątkiem tego co zostanie przez historyków zaklasyfikowane i skatalogowane jako zabytek. Przedmioty z listy do zachowania, wstępnie będą gromadzone w bazie. Magazyny są jedynymi z pierwszych budynków do zbudowania aby można było do nich przenosić rzeczy. Dobrze by było aby dzisiaj jak tylko wszyscy nowi zostaną wprowadzeni do systemu to ruszyły zapisy zarówno na pracowników jak i system z przydzielaniem domów. Dla osób które miałyby mieszkać same w ramach opcji tymczasowej powstanie blok.
- Jest szansa że po drodze zostają napotkane jakieś osoby.
- Pojedyncze sztuki powinny zostać przeniesione tutaj. Chwilę z nimi pogadam i jeśli będą chciały z nami żyć to zostaną wprowadzone do systemu.
- A w przypadku grup?
- Dostaje informacje i rozmawiam z nimi proponując przeprowadzkę do nas.
- Podjęłaś w końcu decyzję co do kolejności budowania?
- Tak. Na start magazyn. Potem zespół dzieli się na dwie ekipy. Jedna zajmuje się tylko budowa domów doprowadzeniem kanalizacji oraz prądu. Druga zaczyna od budowy farm wszelakich, generalnie produkcja jedzenia oraz szpital i przychodnia, między czasie kolejne magazyny jeśli będą potrzebne. Na koniec szkoła, atrakcje czy inne budynki. Chwilowo wygląda na to że to tyle informacji. Dziękuję wam bardzo za wasze wsparcie, poświęcenie i odwagę.

Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz