środa, 12 grudnia 2018

On - Rozdział 7

Derek zniknął, aby zacząć przygotowania. Powoli czułam jak tracę nad tym wszystkim panowanie. Poprosiłam Adama aby zaprowadził mnie do łazienki. Potrzebowałam chwilę pobyć sama. Myjąc ręce spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nie poznawałam siebie. Byłam na tyle przerażona, że cała drżałam. Oparłam się plecami o ścianę i zaczęłam zsuwać się na ziemię. Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Dlaczego właśnie mi musiało się to wszystko przytrafić? Czułam jak opanowują mnie dreszcze. Zaczęłam szlochać nie mogąc się opanować. Włożyłam pięść do ust aby powstrzymać tyle dźwięków ile tylko dam radę.
- Agata, wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam jak to zrobić, aby nie wyszedł z tego jeden wielki ryk.
- Agata, jeśli mi nie odpowiesz to do ciebie wchodzę.
Próbowałam się odezwać. Naprawdę próbowałam, ale to co wyszło z moich ust nie można było nazwać słowami. Drzwi otworzyły się z impetem i zobaczyłam w nich przerażonego Adama. Uspokoił się dopiero gdy mnie zobaczył, po chwili zobaczyłam ból na jego twarzy kiedy zobaczył moje łzy. Zamknął za sobą drzwi i zbliżył się do mnie. Odruchowo podkurczyłam nogi i oparłam brodę na kolanach. Bałam się. Nie potrafiłam przestać. Adam upadł na kolana blisko mnie. Wyciągnął w moją stronę rękę. Ukryłam swoją twarz w nogach nie chcąc, aby widział mnie w takim stanie. Jednak nie poczułam jego dotyku.
- Agata, błagam, powiedz mi co się dzieje.
Ledwo dostrzegalnie pokręciłam głową i zacisnęłam powieki tak mocno jak tylko mogłam. Miałam nadzieję, że łzy przestaną płynąć strumieniem.
- Agata, spójrz na mnie.
Niemal szeptał do  mnie, ale z takim rozkazem w głosie, że nie mogłam go zignorować. Uniosłam głowę i otworzyłam oczy. Był bardzo blisko mnie, ale dalej mnie nie dotykał.
- Powiesz mi co się dzieje?
Pokręciłam głową nie chcąc tego wszystkiego mu tłumaczyć. Westchnął cicho i oparł się plecami o ścianę.
- Podziwiam cię.
Słucham? Spojrzałam na niego niedowierzając, musiałam coś źle usłyszeć.
- Nigdy jeszcze nie widziałem, aż tak silnej osoby. Która tak fantastycznie dawałaby sobie radę w tak ekstremalnie trudnych warunkach. Już na samym początku wykazałaś się niesamowitą odwagą. Nie znam zbyt wielu osób, które potrafiły by w kryzysowych sytuacjach aż tak racjonalnie myśleć. Pomimo strachu przeanalizować każde dostępne rozwiązanie i wybrać to które jest najlepsze. Nawet jeśli przeraża cię na tyle, że nie potrafisz normalnie funkcjonować.
Nie wiedziałam jak zareagować na jego słowa. Dopiero po chwili zorientowałam się, że siedzę z otwartymi ustami i czym prędzej je zamknęłam. Drugim odkryciem było, że łzy przestały wreszcie płynąć po mojej twarzy. Uśmiechnął się do mnie delikatnie. Poczułam wibracje i ze zdziwieniem odkryłam, że ktoś do mnie dzwoni. Jakim cudem moja bateria jeszcze żyje? Zawahałam się nad przyciskiem z zieloną słuchawką i spojrzałam z zapytaniem na Adama.
- Kto dzwoni?
- Gosia.
- Jeśli chcesz to odbierz. Jeśli ma ci to poprawić nastrój to możesz jej powiedzieć wszystko co tylko chcesz.
- Wszystko?
- Tak. Tylko nie licz na to, że stąd wyjdę.
Pokiwałam głową i odebrałam połączenie.
- Halo?
- No cześć zołzo, przeczytałam kartkę w kuchni. Trochę niepokoi mnie to, że ciągle jesteś z tym samym facetem.
- Ma na imię Adam.
- To już coś wiadomo. Miałaś mi opowiedzieć wszystkie pikantne szczegóły z waszej nocki.
Czułam jak moja twarz robi się coraz bardziej czerwona, a usta Adama drgają jakby ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
- Nie ma o czym opowiadać. Jedynie się całowaliśmy.
- Tylko mi nie mów, że spędziłaś noc z jakimś brzydalem, albo nie daj boże prawiczkiem.
- Nie martw się, jest przystojny.
- Jest prawiczkiem!
- Nie wiem, nie pytałam.
- Nie jestem.
Adam odpowiedział niemal obrażony, że mogę mieć wątpliwości.
- Twierdzi, że nie jest.
- Jest obok ciebie?
- Tak.
- Aha. To w czym rzecz? Co on oczu nie ma, że cię jeszcze nie przeleciał?
Tym razem Adam nie dał rady się opanować i roześmiał się jeszcze bardziej mnie zawstydzając.
- Oh... Czyżby słyszał co mówię?
- Tak.
- To w sumie dobrze, a teraz grzecznie mi powiedz o co chodzi.
- Nie do końca mu ufam.
Adam znowu zrobił się poważny, na tyle, że dreszcz strachu przeszedł mi po plecach.
- Nie rozumiem. Nie ufasz mu i godzisz się na to by spędzać z nim czas.
- Tak.
- To do ciebie niepodobne. Wykrztuś w końcu z siebie co się dzieje.
Westchnęłam i zamknęłam na chwilę oczy zbierając siłę na resztę opowieści.
- Jest wilkołakiem i uznał mnie za swoją partnerkę.
- I to jest ten twój wielki powód dlaczego mu nie ufasz?
- Nie znam go.
- Uznał cię za swoją partnerkę, ale jeszcze cię nie przeleciał.
- Tak.
- Oznaczył cię?
- Nie.
- Czyli jak rozumiem, cierpliwie czeka na zgodę z twojej strony?
- Bierze pod uwagę to, że jestem człowiekiem.
- Dba o ciebie. Nie może cię skrzywdzić, bo jesteś jego partnerką. Pewnie chwilowo świata poza tobą nie widzi. Czego się boisz?
- Dobrze wiesz, że nigdy nie czułam się pewnie w otoczeniu osób, które są dużo silniejsze ode mnie.
- Poznałaś jego stado?
- Na razie dwie osoby, ale niebawem poznam więcej.
- Są tam jacyś przystojniacy?
Usłyszałam warkot ze strony Adama, ale tym razem bardziej mnie rozbawił niż przestraszył.
- Adam, chyba nie jest zadowolony z twojego pytania.
- Skoro jest zazdrosny to znaczy, że musi być tam kilka osób, na których można zawiesić oko.
- Niebawem się dowiem.
Adam zmarszczył brew i wyciągnął rękę w moim kierunku.
- Zamilkłaś.
- Adam chce abym była bliżej niego.
- Boisz się go?
- Trochę tak.
- Pozwól mu na to by cię przytulił. Po twoim głosie wnioskuje, że potrzebujesz, aby ktoś się teraz tobą zajął.
- W końcu mówi coś sensownego.
Usłyszałam rozbawienie w głosie Adama, który dalej uparcie trzymał rękę wyciągniętą w moim kierunku. Niepewnie podałam mu swoją dłoń i wciągnął mnie na swoje kolana.
- Przytula cię już?
Przyciągnął mnie mocno do siebie tak by moja głowa opierała się na jego klatce piersiowej.
- Tak.
- To dobrze. Nie przejmuj się na zapas. Zawsze miałaś problem, aby się zaangażować. A on wybrał najgorszy możliwy moment na staranie się o twoje zaufanie. Po prostu daj mu czas, a wszystko się między wami ułoży.
- Dobrze.
Szepnęłam cicho nie będąc tego aż tak pewna jak Gosia. Równie dobrze za chwilę mogliśmy obydwoje zginąć.
- Nie skreślaj go od razu.
- Nawet nie wiesz jaki on jest apodyktyczny.
- Heloł, czego się spodziewałaś, jest wilkołakiem.
- Nie prosiłam się o to.
Poczułam jak cały pode mną sztywnieje. Również się spięłam. Nie pomyślałam. A co jeśli nie mogę sobie przy nim pozwolić na tak otwarte teksty? Usłyszałam jak Gośka wzdycha ciężko do słuchawki.
- Kiedy mogę go poznać?
- Słucham?
- Pytam się kiedy łaskawie przyprowadzisz swoją dupę do domu na tyle bym mogła go zobaczyć.
- Skąd pewność, że przyjdzie ze mną?
- Jest wilkołakiem. Ty jesteś jego partnerką. Jeszcze cię nie oznaczył. Nie pozwoli ci oddalić się bardziej niż na kilka metrów. Jeśli przyjdziesz do domu kiedy będę, to z automatu go poznam.
- Nie wiem.
- Jutro przyjdziemy.
Chciałam na niego spojrzeć, ale przytrzymał moją głowę przyciśniętą do swojej klatki piersiowej, aby mi to uniemożliwić.
- Usłyszałaś?
- Tak. W takim razie ogarnę chociaż trochę mieszkanie i widzimy się wieczorem.
- Dobrze.
- Trzymaj się. Głowa do góry. Adam nie pozwoli, aby włos ci z niej spadł.
- Chciałabym mieć tyle optymizmu i pewności siebie co ty.
- Masz, tylko czasem o tym zapominasz. Pa.
- Pa Pa.
Rozłączyłam się i przyciągnęłam telefon do siebie. Jak ona to robi, że tak łatwo naprawia mi nastrój?
- Miałyście już wcześniej kontakt z wilkołakami.
- Mały, ale tak.
- Opowiesz?
- Nie ma zbyt dużo do opowiadania. Nie wiem czy wiesz, ale jesteście wrzucani do tego samego worka co mafia. Niby wszyscy wiedzą, że istniejecie. Jednak tylko nieliczni rzeczywiście mieli z wami jakikolwiek kontakt. A losowa osoba zatrzymana na ulicy będzie twierdzić, że nigdy w życiu nie chciałaby mieć z wami jakichkolwiek interakcji. Co za tym idzie znana jest tylko garstka informacji. Wiemy, że się przemieniacie. Wiemy, że potraficie być agresywni. Wiemy, że potraficie dużo więcej niż my.
- Jednak zdaje się, że wiesz ciut więcej niż tylko to co opinia publiczna.
- Razem z Gosią chodziłyśmy w liceum do jednej klasy. Miałyśmy genialnego nauczyciela historii. Obie zdawałyśmy z niej maturę, więc przychodziłyśmy do niego na zajęcia dodatkowe. W ramach tego, że byłyśmy tylko we dwie to dość szybko spotkania przeniosły się poza budynek szkoły. Któregoś dnia zostaliśmy zaatakowani. Nauczyciel przemienił się, aby nas ochronić. Przerażone uciekłyśmy. Następnego dnia próbował nas złapać w szkole. Jednak trochę czasu minęło zanim uspokoiłyśmy się na tyle by z nim porozmawiać. Lubiłyśmy go na tyle, że nie chciałyśmy rezygnować z jego zajęć tylko przez to kim jest. Gdy obie strony się rozluźniły to zaczął nam opowiadać coraz więcej o sobie. Stąd wiemy o partnerkach i jak to mniej więcej wygląda. Tak samo opowiedział nam o stadach, oraz waszej hierarchii.
- Wiesz, że są to informacje, których nie powinien udzielać pierwszym lepszym uczennicą.
- Słyszę groźbę w twoim głosie. Nawet nie waż się zrobić mu jakiejkolwiek krzywdy tylko dlatego, że nas uratował.
Poczułam jak powoli się rozluźnia i delikatny pocałunek na czubku głowy.
- Słyszę, jak wiele dla ciebie znaczy. Ku mojemu zdziwieniu nawet nie czuję się zazdrosny. Zgaduję, że dlatego tak łatwo przyjęłaś to kim jestem.
- Tak.
- Czy w ramach tego rozumiesz jak ważne jest dla mnie aby jak najszybciej cię oznaczyć, móc się z tobą kochać, zaznaczyć, że jesteś moja?
- Tak.
Szepnęłam cicho. Po chwili coś sobie uświadomiłam, więc ponownie uniosłam głowę próbując spojrzeć mu w oczy. Tym razem pozwolił mi na to, ale położył jedną z dłoni na moim policzku.
- Jeśli zgodziłabym się na seks lub oznaczenie to ułatwiłoby ci to co nas czeka?
Na jego twarzy szybko zmieniały się emocje od radości, szoku, strachu do wściekłości. Aż z warkotem przekręcił nas w taki sposób, abym leżała pod nim. Opierał się na mnie na tyle, bym czuła jego ciężar, ale nie na tyle bym miała problem z oddychaniem. Odruchowo chciałam zaprzeć się rękami o jego klatkę piersiową, aby stworzyć choćby cień dystansu jednak w odpowiedzi złapał moje dłonie w nadgarstkach i przeniósł nad moją głowę. Czułam się jak w klatce. Bez najmniejszej możliwości ruchu. Jego spojrzenie pełne było żaru i wściekłości. Wciąż na mnie warczał, nie przejmując się tym jak bardzo mnie to przeraża. Dopiero po chwili uspokoił się na tyle by dotknąć nosem mojego nosa, a następnie brutalnie zaatakować moje usta. Od razu wtargnął do środka i odnalazł mój język wyzywając go na pojedynek. Jęknęłam nie mogąc się powstrzymać. Dalej się bałam i ponownie moje ciało mnie zdradzało. Czułam jak coraz bardziej się rozluźniam. Czułam jak Adam robi się coraz bardziej twardy. Odruchowo zaczęłam ruszać biodrami. Musiał to poczuć, bo warknął jeszcze groźniej i unieruchomił jedną ręką moją miednicę, abym nie mogła się ruszać. Kiedy oderwał się od moich ust to zaczęłam łapczywie łapać oddech. Kręciło mi się w głowie, a klatka piersiowa unosiła się z taką prędkością jakbym dopiero co skończyła biegać. Jego wargi zaczęły obsypywać pocałunkami moją twarz powoli schodząc na szyję. Odruchowo przekręciłam głowę na bok ułatwiając mu dostęp.
- Adam.
Powiedziałam jego imię chcąc go zatrzymać, ale wyszło jakbym go ponaglała do szybszego działania. Dalej się bałam. Jednak przez jego działania byłam rozluźniona. Wiłam się pod nim tak bardzo jak umożliwiała mi na to pozycja. Nienawidziłam w tej chwili swojego ciała. Poczułam jak zasysa skórę na mojej szyi robiąc mi malinkę. Dopiero po tym z ociąganiem podniósł głowę, aby spojrzeć mi w oczy.
- Przypominam ci nieśmiało, że w dalszym ciągu nie mam nad sobą pełnej kontroli. Nie możesz oferować mi swojego ciała, czy duszy i nie liczyć się z konsekwencjami. Tym prostym pytaniem. Sugestią, że mogłabyś mi się od tak oddać, sprawiłaś, że puściły moje wszelkie hamulce.
Jego głos był na pograniczu groźby, a obietnicy. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Sama już nie wiedziałam czego chcę. Ręka, którą trzymał na moim biodrze dostała się na przód moich spodni. Sprawnie rozpiął guzik i rozsunął suwak. Zsunął ze mnie materiał do połowy uda. Jednym szybkim ruchem włożył we mnie swój palec. Jęknęłam nie mogąc się powstrzymać, a moje biodra ponownie powędrowały w górę. Zmienił pozycję, aby kolanem przycisnąć moją miednicę do podłogi.
- Nawet nie wiesz jak bardzo jesteś mokra. Taka piękna. Tak cholernie pociągająca, gdy pomimo całej sytuacji wijesz się pode mną.
Jego palec zaczął wykonywać drobne ruchy w moim wnętrzu, jakby próbował je dokładnie zbadać. Próbowałam podnieść biodra, ale zbyt mocno mnie trzymał, abym dała radę.
- Adam.
Jęknęłam jego imię nie mając pewności czego od niego oczekuję.
- Pragnę cię. Potrzebuję umieścić się teraz w twoim gorącym wnętrzu. Jesteś tak bardzo mokra. Jesteś tak bardzo na mnie gotowa. Nawet nie musiałbym nic więcej robić. Wystarczyłoby w ciebie wejść, a dałabyś radę mnie przyjąć. A już czuję, że jesteś tak bardzo ciasna. To będzie rajem, aby móc się w końcu w tobie znaleźć.
Ponownie jęknęłam na jego słowa. Nie wiedziałam, czy to one na mnie aż tak działają czy jego sprawna ręka. W odpowiedzi poczułam jego kciuk na łechtaczce, którym zaczął robić powolne kółeczka. Znowu jęczałam jego imię.
- Cała wijesz się pode mną. Nawet gdy mnie nie uznajesz, to twoje ciało mnie pragnie. Tak łatwo mi się zaoferowałaś. Nie myśląc o żadnych konsekwencjach. Nie patrząc na to, że już za chwilę musimy iść. Czy naprawdę byłaś na tyle naiwna by wierzyć w to, że wystarczy mi te kilka minut? Gdy już zdecyduję się na to by cię zobaczyć. Aby pozbawić cię wszystkich ubrań jakie na sobie masz. Samo zajęcie się twoimi cyckami potrwa kilka godzin. Będę chciał poznać każdy zakamarek twojego ciała. Przetestujemy wszystkie możliwe pozycje. Jak i tego będzie mi mało to zaczniemy szukać zabawek, które sprawią ci przyjemność.
Jego ruchy przyspieszyły. Mój oddech robił się coraz bardziej urwany. Czułam nacisk w swoim wnętrzu. Coraz częstsze skurcze. Zamknęłam oczy ogarnięta uczuciem, którego nigdy wcześniej nie doznałam. Nagle jego ręka zniknęła. Podniosłam powieki nie rozumiejąc co się dzieje.
- Poczuj jak bardzo jesteś mokra.
Szepnął wkładając swój palec w moje usta. Oblizałam go patrząc mu głęboko w oczy. Zrobiłabym teraz wszystko, aby we mnie wszedł. Aby przynajmniej dokończył to co zaczął.
- Adam.
Szepnęłam, nie wiedząc jak wyrazić swoje myśli w słowa. Położył swoją rękę na moich policzku delikatnie mnie głaszcząc.
- Powiedz mi co chcesz.
- Proszę.
- O co mnie prosisz?
- Adam.
- Nic więcej ode mnie nie dostaniesz, póki nie będziesz o to błagać.
- Proszę cię, wejdź we mnie.
- Nie słuchałaś mnie? Mamy za mało czasu abym się tobą zadowolił, a nie toleruję pół środków.
- Proszę.
- O co mnie prosisz?
- Zrób coś.
- Co mam zrobić?
- Adam! Cała płonę przez ciebie. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Nie możesz mnie tak zostawić.
- Zdziwiłabyś się ile mogę.
- Proszę cię, błagam. Jeśli nie chcesz we mnie wchodzić to przynajmniej zakończ to co zacząłeś. Oszaleję jeśli zostawisz mnie w takim stanie.
- To jest szansa, że w końcu chociaż w małej części dowiedziałaś się jak się czuję na co dzień w twojej obecności. Zwłaszcza, że ciągle mi odmawiasz.
- Adam, błagam cię, zrobię wszystko co tylko będziesz chciał tylko pozwól mi dojść.
- Wszystko?
Spojrzał na mnie z uśmiechem, którego powinnam się bać, ale już nie potrafiłam.
- Tak.
- Czy jesteś pewna? Właśnie oddajesz się w moje ręce.
- Wiem. Błagam, nie przeciągaj już dłużej tego.
- Niech więc tak się stanie. Spodziewaj się, że któregoś dnia przypomnę ci twoje słowa i zażądam ich spełnienia.
Zanim zdążyło do mnie dotrzeć jak lekkomyślna mogłam być, ponownie poczułam jego palce na swoim kroku. Jęknęłam głośno jak w kilka sekund przywrócił mnie do stanu w jakim byłam przed negocjacjami. Poczułam jak wbija się we mnie z takim impetem, że trafia w punkt G. Niemal od razu poczułam skurcze. Ale już nie tylko na dole, a w całym ciele. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Poczułam jak jeden ze skurczy stał się na tyle intensywny, że doszłam krzycząc jego imię. Przestałam cokolwiek widzieć. Wracając do siebie poczułam jak robi delikatne kółeczka na mojej łechtaczce zdejmując z niej napięcie. Postawił mnie na nogi, miałam problem, aby ustać, ale przytrzymywał mnie, abym nie upadła. Podciągnął i zapiął moje spodnie. Szybko pocałował mnie w usta i zadowolony z siebie przyciągnął do swojego boku i położył rękę na talii. W ten sposób zaczął prowadzić nas do wyjścia. Mój opóźniony umysł dopiero po chwili zrozumiał co to oznacza.
- Nie możemy jeszcze wyjść. Daj mi chociaż trochę dojść do siebie.
- Po co?
- Wszyscy się domyślą co się stało.
- O to właśnie mi chodzi.
Powiedział zadowolony z siebie i wyprowadził mnie z pomieszczenia na tyle stanowczo, że pomimo mojego wstydu nie miałam nic do powiedzenia.

Poprzedni                                                                                                                Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz