Derek zniknął, aby
zacząć przygotowania. Powoli czułam jak tracę nad tym wszystkim
panowanie. Poprosiłam Adama aby zaprowadził mnie do łazienki.
Potrzebowałam chwilę pobyć sama. Myjąc ręce spojrzałam na swoje odbicie w
lustrze. Nie poznawałam siebie. Byłam na tyle przerażona, że cała
drżałam. Oparłam się plecami o ścianę i zaczęłam zsuwać się na ziemię.
Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Dlaczego właśnie mi musiało
się to wszystko przytrafić? Czułam jak opanowują mnie dreszcze. Zaczęłam
szlochać nie mogąc się opanować. Włożyłam pięść do ust aby powstrzymać
tyle dźwięków ile tylko dam radę.
- Agata, wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam jak to zrobić, aby nie wyszedł z tego jeden wielki ryk.
- Agata, jeśli mi nie odpowiesz to do ciebie wchodzę.
Próbowałam się odezwać.
Naprawdę próbowałam, ale to co wyszło z moich ust nie można było nazwać
słowami. Drzwi otworzyły się z impetem i zobaczyłam w nich przerażonego
Adama. Uspokoił się dopiero gdy mnie zobaczył, po chwili zobaczyłam ból
na jego twarzy kiedy zobaczył moje łzy. Zamknął za sobą drzwi i zbliżył
się do mnie. Odruchowo podkurczyłam nogi i oparłam brodę na kolanach.
Bałam się. Nie potrafiłam przestać. Adam upadł na kolana blisko mnie.
Wyciągnął w moją stronę rękę. Ukryłam swoją twarz w nogach nie chcąc,
aby widział mnie w takim stanie. Jednak nie poczułam jego dotyku.
- Agata, błagam, powiedz mi co się dzieje.
Ledwo dostrzegalnie
pokręciłam głową i zacisnęłam powieki tak mocno jak tylko mogłam. Miałam
nadzieję, że łzy przestaną płynąć strumieniem.
- Agata, spójrz na mnie.
Niemal szeptał do mnie,
ale z takim rozkazem w głosie, że nie mogłam go zignorować. Uniosłam
głowę i otworzyłam oczy. Był bardzo blisko mnie, ale dalej mnie nie
dotykał.
- Powiesz mi co się dzieje?
Pokręciłam głową nie chcąc tego wszystkiego mu tłumaczyć. Westchnął cicho i oparł się plecami o ścianę.
- Podziwiam cię.
Słucham? Spojrzałam na niego niedowierzając, musiałam coś źle usłyszeć.
- Nigdy jeszcze nie
widziałem, aż tak silnej osoby. Która tak fantastycznie dawałaby sobie
radę w tak ekstremalnie trudnych warunkach. Już na samym początku
wykazałaś się niesamowitą odwagą. Nie znam zbyt wielu osób, które
potrafiły by w kryzysowych sytuacjach aż tak racjonalnie myśleć. Pomimo
strachu przeanalizować każde dostępne rozwiązanie i wybrać to które jest
najlepsze. Nawet jeśli przeraża cię na tyle, że nie potrafisz normalnie
funkcjonować.
Nie wiedziałam jak
zareagować na jego słowa. Dopiero po chwili zorientowałam się, że siedzę
z otwartymi ustami i czym prędzej je zamknęłam. Drugim odkryciem było,
że łzy przestały wreszcie płynąć po mojej twarzy. Uśmiechnął się do mnie
delikatnie. Poczułam wibracje i ze zdziwieniem odkryłam, że ktoś do
mnie dzwoni. Jakim cudem moja bateria jeszcze żyje? Zawahałam się nad
przyciskiem z zieloną słuchawką i spojrzałam z zapytaniem na Adama.
- Kto dzwoni?
- Gosia.
- Jeśli chcesz to odbierz. Jeśli ma ci to poprawić nastrój to możesz jej powiedzieć wszystko co tylko chcesz.
- Wszystko?
- Tak. Tylko nie licz na to, że stąd wyjdę.
Pokiwałam głową i odebrałam połączenie.
- Halo?
- No cześć zołzo, przeczytałam kartkę w kuchni. Trochę niepokoi mnie to, że ciągle jesteś z tym samym facetem.
- Ma na imię Adam.
- To już coś wiadomo. Miałaś mi opowiedzieć wszystkie pikantne szczegóły z waszej nocki.
Czułam jak moja twarz robi się coraz bardziej czerwona, a usta Adama drgają jakby ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
- Nie ma o czym opowiadać. Jedynie się całowaliśmy.
- Tylko mi nie mów, że spędziłaś noc z jakimś brzydalem, albo nie daj boże prawiczkiem.
- Nie martw się, jest przystojny.
- Jest prawiczkiem!
- Nie wiem, nie pytałam.
- Nie jestem.
Adam odpowiedział niemal obrażony, że mogę mieć wątpliwości.
- Twierdzi, że nie jest.
- Jest obok ciebie?
- Tak.
- Aha. To w czym rzecz? Co on oczu nie ma, że cię jeszcze nie przeleciał?
Tym razem Adam nie dał rady się opanować i roześmiał się jeszcze bardziej mnie zawstydzając.
- Oh... Czyżby słyszał co mówię?
- Tak.
- To w sumie dobrze, a teraz grzecznie mi powiedz o co chodzi.
- Nie do końca mu ufam.
Adam znowu zrobił się poważny, na tyle, że dreszcz strachu przeszedł mi po plecach.
- Nie rozumiem. Nie ufasz mu i godzisz się na to by spędzać z nim czas.
- Tak.
- To do ciebie niepodobne. Wykrztuś w końcu z siebie co się dzieje.
Westchnęłam i zamknęłam na chwilę oczy zbierając siłę na resztę opowieści.
- Jest wilkołakiem i uznał mnie za swoją partnerkę.
- I to jest ten twój wielki powód dlaczego mu nie ufasz?
- Nie znam go.
- Uznał cię za swoją partnerkę, ale jeszcze cię nie przeleciał.
- Tak.
- Oznaczył cię?
- Nie.
- Czyli jak rozumiem, cierpliwie czeka na zgodę z twojej strony?
- Bierze pod uwagę to, że jestem człowiekiem.
- Dba o ciebie. Nie może cię skrzywdzić, bo jesteś jego partnerką. Pewnie chwilowo świata poza tobą nie widzi. Czego się boisz?
- Dobrze wiesz, że nigdy nie czułam się pewnie w otoczeniu osób, które są dużo silniejsze ode mnie.
- Poznałaś jego stado?
- Na razie dwie osoby, ale niebawem poznam więcej.
- Są tam jacyś przystojniacy?
Usłyszałam warkot ze strony Adama, ale tym razem bardziej mnie rozbawił niż przestraszył.
- Adam, chyba nie jest zadowolony z twojego pytania.
- Skoro jest zazdrosny to znaczy, że musi być tam kilka osób, na których można zawiesić oko.
- Niebawem się dowiem.
Adam zmarszczył brew i wyciągnął rękę w moim kierunku.
- Zamilkłaś.
- Adam chce abym była bliżej niego.
- Boisz się go?
- Trochę tak.
- Pozwól mu na to by cię przytulił. Po twoim głosie wnioskuje, że potrzebujesz, aby ktoś się teraz tobą zajął.
- W końcu mówi coś sensownego.
Usłyszałam rozbawienie w
głosie Adama, który dalej uparcie trzymał rękę wyciągniętą w moim
kierunku. Niepewnie podałam mu swoją dłoń i wciągnął mnie na swoje
kolana.
- Przytula cię już?
Przyciągnął mnie mocno do siebie tak by moja głowa opierała się na jego klatce piersiowej.
- Tak.
- To dobrze. Nie
przejmuj się na zapas. Zawsze miałaś problem, aby się zaangażować. A on
wybrał najgorszy możliwy moment na staranie się o twoje zaufanie. Po
prostu daj mu czas, a wszystko się między wami ułoży.
- Dobrze.
Szepnęłam cicho nie będąc tego aż tak pewna jak Gosia. Równie dobrze za chwilę mogliśmy obydwoje zginąć.
- Nie skreślaj go od razu.
- Nawet nie wiesz jaki on jest apodyktyczny.
- Heloł, czego się spodziewałaś, jest wilkołakiem.
- Nie prosiłam się o to.
Poczułam jak cały pode
mną sztywnieje. Również się spięłam. Nie pomyślałam. A co jeśli nie mogę
sobie przy nim pozwolić na tak otwarte teksty? Usłyszałam jak Gośka
wzdycha ciężko do słuchawki.
- Kiedy mogę go poznać?
- Słucham?
- Pytam się kiedy łaskawie przyprowadzisz swoją dupę do domu na tyle bym mogła go zobaczyć.
- Skąd pewność, że przyjdzie ze mną?
- Jest wilkołakiem. Ty
jesteś jego partnerką. Jeszcze cię nie oznaczył. Nie pozwoli ci oddalić
się bardziej niż na kilka metrów. Jeśli przyjdziesz do domu kiedy będę,
to z automatu go poznam.
- Nie wiem.
- Jutro przyjdziemy.
Chciałam na niego spojrzeć, ale przytrzymał moją głowę przyciśniętą do swojej klatki piersiowej, aby mi to uniemożliwić.
- Usłyszałaś?
- Tak. W takim razie ogarnę chociaż trochę mieszkanie i widzimy się wieczorem.
- Dobrze.
- Trzymaj się. Głowa do góry. Adam nie pozwoli, aby włos ci z niej spadł.
- Chciałabym mieć tyle optymizmu i pewności siebie co ty.
- Masz, tylko czasem o tym zapominasz. Pa.
- Pa Pa.
Rozłączyłam się i przyciągnęłam telefon do siebie. Jak ona to robi, że tak łatwo naprawia mi nastrój?
- Miałyście już wcześniej kontakt z wilkołakami.
- Mały, ale tak.
- Opowiesz?
- Nie ma zbyt dużo do
opowiadania. Nie wiem czy wiesz, ale jesteście wrzucani do tego samego
worka co mafia. Niby wszyscy wiedzą, że istniejecie. Jednak tylko
nieliczni rzeczywiście mieli z wami jakikolwiek kontakt. A losowa osoba
zatrzymana na ulicy będzie twierdzić, że nigdy w życiu nie chciałaby
mieć z wami jakichkolwiek interakcji. Co za tym idzie znana jest tylko
garstka informacji. Wiemy, że się przemieniacie. Wiemy, że potraficie
być agresywni. Wiemy, że potraficie dużo więcej niż my.
- Jednak zdaje się, że wiesz ciut więcej niż tylko to co opinia publiczna.
- Razem z Gosią
chodziłyśmy w liceum do jednej klasy. Miałyśmy genialnego nauczyciela
historii. Obie zdawałyśmy z niej maturę, więc przychodziłyśmy do niego
na zajęcia dodatkowe. W ramach tego, że byłyśmy tylko we dwie to dość
szybko spotkania przeniosły się poza budynek szkoły. Któregoś dnia
zostaliśmy zaatakowani. Nauczyciel przemienił się, aby nas ochronić.
Przerażone uciekłyśmy. Następnego dnia próbował nas złapać w szkole.
Jednak trochę czasu minęło zanim uspokoiłyśmy się na tyle by z nim
porozmawiać. Lubiłyśmy go na tyle, że nie chciałyśmy rezygnować z jego
zajęć tylko przez to kim jest. Gdy obie strony się rozluźniły to zaczął
nam opowiadać coraz więcej o sobie. Stąd wiemy o partnerkach i jak to
mniej więcej wygląda. Tak samo opowiedział nam o stadach, oraz waszej
hierarchii.
- Wiesz, że są to informacje, których nie powinien udzielać pierwszym lepszym uczennicą.
- Słyszę groźbę w twoim głosie. Nawet nie waż się zrobić mu jakiejkolwiek krzywdy tylko dlatego, że nas uratował.
Poczułam jak powoli się rozluźnia i delikatny pocałunek na czubku głowy.
- Słyszę, jak wiele dla
ciebie znaczy. Ku mojemu zdziwieniu nawet nie czuję się zazdrosny.
Zgaduję, że dlatego tak łatwo przyjęłaś to kim jestem.
- Tak.
- Czy w ramach tego
rozumiesz jak ważne jest dla mnie aby jak najszybciej cię oznaczyć, móc
się z tobą kochać, zaznaczyć, że jesteś moja?
- Tak.
Szepnęłam cicho. Po
chwili coś sobie uświadomiłam, więc ponownie uniosłam głowę próbując
spojrzeć mu w oczy. Tym razem pozwolił mi na to, ale położył jedną z
dłoni na moim policzku.
- Jeśli zgodziłabym się na seks lub oznaczenie to ułatwiłoby ci to co nas czeka?
Na jego twarzy szybko
zmieniały się emocje od radości, szoku, strachu do wściekłości. Aż z
warkotem przekręcił nas w taki sposób, abym leżała pod nim. Opierał się
na mnie na tyle, bym czuła jego ciężar, ale nie na tyle bym miała
problem z oddychaniem. Odruchowo chciałam zaprzeć się rękami o jego
klatkę piersiową, aby stworzyć choćby cień dystansu jednak w odpowiedzi
złapał moje dłonie w nadgarstkach i przeniósł nad moją głowę. Czułam się
jak w klatce. Bez najmniejszej możliwości ruchu. Jego spojrzenie pełne
było żaru i wściekłości. Wciąż na mnie warczał, nie przejmując się tym
jak bardzo mnie to przeraża. Dopiero po chwili uspokoił się na tyle by
dotknąć nosem mojego nosa, a następnie brutalnie zaatakować moje usta.
Od razu wtargnął do środka i odnalazł mój język wyzywając go na
pojedynek. Jęknęłam nie mogąc się powstrzymać. Dalej się bałam i
ponownie moje ciało mnie zdradzało. Czułam jak coraz bardziej się
rozluźniam. Czułam jak Adam robi się coraz bardziej twardy. Odruchowo
zaczęłam ruszać biodrami. Musiał to poczuć, bo warknął jeszcze groźniej i
unieruchomił jedną ręką moją miednicę, abym nie mogła się ruszać. Kiedy
oderwał się od moich ust to zaczęłam łapczywie łapać oddech. Kręciło mi
się w głowie, a klatka piersiowa unosiła się z taką prędkością jakbym
dopiero co skończyła biegać. Jego wargi zaczęły obsypywać pocałunkami
moją twarz powoli schodząc na szyję. Odruchowo przekręciłam głowę na bok
ułatwiając mu dostęp.
- Adam.
Powiedziałam jego imię
chcąc go zatrzymać, ale wyszło jakbym go ponaglała do szybszego
działania. Dalej się bałam. Jednak przez jego działania byłam
rozluźniona. Wiłam się pod nim tak bardzo jak umożliwiała mi na to
pozycja. Nienawidziłam w tej chwili swojego ciała. Poczułam jak zasysa
skórę na mojej szyi robiąc mi malinkę. Dopiero po tym z ociąganiem
podniósł głowę, aby spojrzeć mi w oczy.
- Przypominam ci
nieśmiało, że w dalszym ciągu nie mam nad sobą pełnej kontroli. Nie
możesz oferować mi swojego ciała, czy duszy i nie liczyć się z
konsekwencjami. Tym prostym pytaniem. Sugestią, że mogłabyś mi się od
tak oddać, sprawiłaś, że puściły moje wszelkie hamulce.
Jego głos był na
pograniczu groźby, a obietnicy. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Sama
już nie wiedziałam czego chcę. Ręka, którą trzymał na moim biodrze
dostała się na przód moich spodni. Sprawnie rozpiął guzik i rozsunął
suwak. Zsunął ze mnie materiał do połowy uda. Jednym szybkim ruchem
włożył we mnie swój palec. Jęknęłam nie mogąc się powstrzymać, a moje
biodra ponownie powędrowały w górę. Zmienił pozycję, aby kolanem
przycisnąć moją miednicę do podłogi.
- Nawet nie wiesz jak
bardzo jesteś mokra. Taka piękna. Tak cholernie pociągająca, gdy pomimo
całej sytuacji wijesz się pode mną.
Jego palec zaczął
wykonywać drobne ruchy w moim wnętrzu, jakby próbował je dokładnie
zbadać. Próbowałam podnieść biodra, ale zbyt mocno mnie trzymał, abym
dała radę.
- Adam.
Jęknęłam jego imię nie mając pewności czego od niego oczekuję.
- Pragnę cię. Potrzebuję
umieścić się teraz w twoim gorącym wnętrzu. Jesteś tak bardzo mokra.
Jesteś tak bardzo na mnie gotowa. Nawet nie musiałbym nic więcej robić.
Wystarczyłoby w ciebie wejść, a dałabyś radę mnie przyjąć. A już czuję,
że jesteś tak bardzo ciasna. To będzie rajem, aby móc się w końcu w
tobie znaleźć.
Ponownie jęknęłam na
jego słowa. Nie wiedziałam, czy to one na mnie aż tak działają czy jego
sprawna ręka. W odpowiedzi poczułam jego kciuk na łechtaczce, którym
zaczął robić powolne kółeczka. Znowu jęczałam jego imię.
- Cała wijesz się pode
mną. Nawet gdy mnie nie uznajesz, to twoje ciało mnie pragnie. Tak łatwo
mi się zaoferowałaś. Nie myśląc o żadnych konsekwencjach. Nie patrząc
na to, że już za chwilę musimy iść. Czy naprawdę byłaś na tyle naiwna by
wierzyć w to, że wystarczy mi te kilka minut? Gdy już zdecyduję się na
to by cię zobaczyć. Aby pozbawić cię wszystkich ubrań jakie na sobie
masz. Samo zajęcie się twoimi cyckami potrwa kilka godzin. Będę chciał
poznać każdy zakamarek twojego ciała. Przetestujemy wszystkie możliwe
pozycje. Jak i tego będzie mi mało to zaczniemy szukać zabawek, które
sprawią ci przyjemność.
Jego ruchy
przyspieszyły. Mój oddech robił się coraz bardziej urwany. Czułam nacisk
w swoim wnętrzu. Coraz częstsze skurcze. Zamknęłam oczy ogarnięta
uczuciem, którego nigdy wcześniej nie doznałam. Nagle jego ręka
zniknęła. Podniosłam powieki nie rozumiejąc co się dzieje.
- Poczuj jak bardzo jesteś mokra.
Szepnął wkładając swój
palec w moje usta. Oblizałam go patrząc mu głęboko w oczy. Zrobiłabym
teraz wszystko, aby we mnie wszedł. Aby przynajmniej dokończył to co
zaczął.
- Adam.
Szepnęłam, nie wiedząc jak wyrazić swoje myśli w słowa. Położył swoją rękę na moich policzku delikatnie mnie głaszcząc.
- Powiedz mi co chcesz.
- Proszę.
- O co mnie prosisz?
- Adam.
- Nic więcej ode mnie nie dostaniesz, póki nie będziesz o to błagać.
- Proszę cię, wejdź we mnie.
- Nie słuchałaś mnie? Mamy za mało czasu abym się tobą zadowolił, a nie toleruję pół środków.
- Proszę.
- O co mnie prosisz?
- Zrób coś.
- Co mam zrobić?
- Adam! Cała płonę przez ciebie. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Nie możesz mnie tak zostawić.
- Zdziwiłabyś się ile mogę.
- Proszę cię, błagam.
Jeśli nie chcesz we mnie wchodzić to przynajmniej zakończ to co
zacząłeś. Oszaleję jeśli zostawisz mnie w takim stanie.
- To jest szansa, że w
końcu chociaż w małej części dowiedziałaś się jak się czuję na co dzień w
twojej obecności. Zwłaszcza, że ciągle mi odmawiasz.
- Adam, błagam cię, zrobię wszystko co tylko będziesz chciał tylko pozwól mi dojść.
- Wszystko?
Spojrzał na mnie z uśmiechem, którego powinnam się bać, ale już nie potrafiłam.
- Tak.
- Czy jesteś pewna? Właśnie oddajesz się w moje ręce.
- Wiem. Błagam, nie przeciągaj już dłużej tego.
- Niech więc tak się stanie. Spodziewaj się, że któregoś dnia przypomnę ci twoje słowa i zażądam ich spełnienia.
Zanim zdążyło do mnie
dotrzeć jak lekkomyślna mogłam być, ponownie poczułam jego palce na
swoim kroku. Jęknęłam głośno jak w kilka sekund przywrócił mnie do stanu
w jakim byłam przed negocjacjami. Poczułam jak wbija się we mnie z
takim impetem, że trafia w punkt G. Niemal od razu poczułam skurcze. Ale
już nie tylko na dole, a w całym ciele. Powoli traciłam kontakt z
rzeczywistością. Poczułam jak jeden ze skurczy stał się na tyle
intensywny, że doszłam krzycząc jego imię. Przestałam cokolwiek widzieć.
Wracając do siebie poczułam jak robi delikatne kółeczka na mojej
łechtaczce zdejmując z niej napięcie. Postawił mnie na nogi, miałam
problem, aby ustać, ale przytrzymywał mnie, abym nie upadła. Podciągnął i
zapiął moje spodnie. Szybko pocałował mnie w usta i zadowolony z siebie
przyciągnął do swojego boku i położył rękę na talii. W ten sposób
zaczął prowadzić nas do wyjścia. Mój opóźniony umysł dopiero po chwili
zrozumiał co to oznacza.
- Nie możemy jeszcze wyjść. Daj mi chociaż trochę dojść do siebie.
- Po co?
- Wszyscy się domyślą co się stało.
- O to właśnie mi chodzi.
Powiedział zadowolony z
siebie i wyprowadził mnie z pomieszczenia na tyle stanowczo, że pomimo
mojego wstydu nie miałam nic do powiedzenia.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz