sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 36

- Pobudka! No już wstawaj księżniczko! - Usłyszałam nad sobą jakiś radosny głos. Jęknęłam otwierając oczy i zobaczyłam Nicolasa.
- A czy to nie ty mi mówiłeś, że powinnam odpocząć?
- To było trzy dni temu. Mam ci coś do powiedzenia. - Zobaczyłam powagę na jego twarzy więc spróbowałam wyplątać się z objęć Sławka.
- Nie musisz się podnosić do rozmowy z nim. - Westchnęłam tylko i wtuliłam się mocniej w Sławka patrząc na Nicolasa.
- Po naszej ostatniej rozmowie cały czas miałem wrażenie, że coś mi nie gra. W koło siebie wszędzie widziałem podobne miny czy reakcje. Nagle mnie olśniło. Antonio przybył tutaj praktycznie w tym samym czasie co pojawiła się epidemia.
- Pierwszy przypadek pojawił się zanim przybył, więc to nie może być jego wina.
- Nie. Nie przerywaj. Bardziej chodziło mi o jego reakcję. Gdybym przybył tutaj i jeszcze tego samego dnia dowiedział się, że coś nie gra, a po paru dniach dostał informację, że to epidemia to wziął bym nogi za pas i uciekł razem z całym stadem. Tym czasem Antonio został. Początkowo myślałem, że ma to związek ze mną. Że po prostu zaufał, iż skoro chwilę już tu siedzę i jestem bardziej dominujący niż on to wiem co robię. Postanowiłem jednak z nim porozmawiać. Dość szybko odkryłem, że coś ukrywa, a po obiciu mu szczęki dowiedziałem się co.
- Nie mów mi, że go pobiłeś.
- Przecież tego nie mówię, bo jeszcze musiałabyś coś z tym zrobić. Wracając do mojej opowieści. Antonio nie uciekł, bo spodziewał się epidemii.
- Ale jak to?
- Dzięki temu. - Powiedział triumfalnie Nicolas wyciągając jakąś starą książkę. - Ponoć są w niej opisane historie, które dość jasno opisują, że za każdym razem, gdy zostaną połączone rasy to dochodzi do tego typu epidemii.
- Jest tam powiedziane co to za choroba?
- Wiem tylko tyle, reszty może dowiesz się z książki. - Szybkim ruchem zabrałam mu ją i usiadłam chcąc mieć wygodniejszą pozycję do czytania. Jednak zanim otworzyłam książkę, to się zawahałam.
- Coś się stało? - Spojrzałam na Sławka, który zmartwionym spojrzeniem na mnie patrzył.
- A co jeśli w tej książce jest opisane jak uratować chorych? Co jeśli dokonałam egzekucji, a dało się tego uniknąć?
- Będzie to znaczyło, że Antonio jest najbardziej egoistycznym dupkiem jaki chodzi po ziemi.
- A czemu nie przekazał nam tej książki?
- Uznał, że nie ma żadnych ważnych informacji. - Otworzyłam książkę, ale nie rozumiałam z niej nawet słowa. Spojrzałam z nadzieją na Sławka. Wziął mnie na kolana i położył brodę na moim ramieniu.
- Mogę tłumaczyć trochę pokracznie, ale dawno nie miałem styczności z tym językiem.
- Dobrze, czytaj.
- Nazywam się Friderick Schtaum i chcę tutaj spisać to czego się dowiedziałem, ale może jednak zacznę od moich pobudek. Mieszkałem wraz z żoną i dziećmi w małym miasteczku Brandersburgu. Wyjechałem na parę miesięcy na targ. Kiedy wróciłem okazało się, że panuje tam dość dziwna epidemia, która spowodowała, że duża część wampirów i wilkołaków zdziczała. Uciekłem stamtąd nie oglądając się za siebie i opowiedziałem co widziałem pobliskiemu lordowi. Na dalsze wydarzenia nie miałem już wpływu, więc cała moja ojczysta wieś spłonęła. Przez lata nękały mnie wyrzuty sumienia, aż postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej. Do tej pory nie udało mi się odkryć czym tak naprawdę jest ta epidemia. Na czym polega, oraz jak ją powstrzymać. Może jednak jeśli zbiorę o niej wszelkie opowieści jakie udało mi się usłyszeć to ktoś ode mnie mądrzejszy zrozumie na czym problem polega i zatrzyma koło wydarzeń, które nieustannie powtarza się od wieków. - Zrozumiałam, że istnieje szansa, iż nie zrozumiem tego co jest tam napisane dlatego usiadłam przed laptopem i na bieżąco spisywałam tłumaczenie Sławka. Do obiadu cała książka była przepisana. Nie była aż tak obszerna jak wydawało mi się na początku. Miała od cholery informacji, ale w większości tylko to czego już sami się dowiedzieliśmy. Połowy opowieści czy anegdot nie rozumiałam. Miałam wątpliwości czy sam autor wiedział co spisuje. Całość wysłałam do Igora z prośbą o wydrukowanie jak największej ilości egzemplarzy i udostępnieniu wersji elektronicznej na tyle, by inni mogli czytać. Udałam się także do pokoju nosicieli z kilkudziesięcioma egzemplarzami książki.
- Co to jest?
- Książka opowiadająca historie podobnych sytuacji jaka zastała nas. Przeczytajcie jeśli możecie. Przyjdę po kolacji posłuchać jakie macie propozycje.
- Dlaczego my?
- Bo macie najwięcej wolnego czasu i największe parcie na rozwiązanie problemu. - Uśmiechnęłam się do nich szeroko i wyszłam z pomieszczenia. Nawet nie było potrzeby zamykania pokoju. Po prostu grzecznie siedzieli w środku zdając sobie sprawę z tego jakim zagrożeniem jest zwiększanie ilości zarażonych. Tak jak obiecałam wróciłam do nich jak tylko zjadłam. Usiadłam na ziemi i oparłam się plecami o ścianę.
- Słucham.
- Większość tych historii kończy się podobnie. Nie udało się nikogo uratować. Zabili zarażonych, aby zakończyć epidemię.
- Tego wolałabym uniknąć. Czego jeszcze się dowiedzieliście?
- Epidemia pojawia się za każdym razem, gdy wszystkie trzy rasy próbują razem mieszkać.
- Pojawia się stosunkowo szybko, chociaż zwykle potrzeba lat, a u nas wystarczyły miesiące.
- Pewnie kwestia ograniczonej przestrzeni. Tam mogli zajmować całe miasto.
- Nie mniej jednak musi istnieć jakieś rozwiązanie. W końcu na samym początku wszystkie rasy żyły wspólnie i to przez wieki. Musiały sobie jakoś radzić z tą chorobą.
- Chyba, że wcześniej jej nie było.
- Opowieść z terenów Grecji sugeruje, że szukali rozwiązania w dziejach starego świata, bo wtedy ta choroba była powszechna.
- Niby powszechna, ale umieli ją okiełznać.
- Czyli musi istnieć jakikolwiek sposób na to by wyleczyć.
- W niektórych miastach za czasów niewolnictwa znakowali ludzi.
- A w jeszcze innych palili na stosie, bo był to jedyny skuteczny sposób na pozbycie się choroby.
- Jedynym skutecznym było trzymanie ras oddzielnie.
- Poczekajcie chwilę. - W mojej głowie zaczęła się gonitwa myśli. - Ludzie byli znakowani.
- Tak, jak bydło.
- Istniały też opowieści, że chorzy nie zawsze chcieli płonąć.
- Tak.
- A co jeśli te próby były po to by oddzielić zdrowych od chorych?
- Nie rozumiem.
- Zdrowi byli znakowani jak bydło, żeby jakoś odróżnić ich od chorych. Aby było wiadomo czyją krew można pić. Sławek, czym znakowano w starych czasach?
- Rozgrzanym żelazem. - Odpowiedział zdziwiony wzruszając ramionami.
- Chyba mam pomysł. Zgodzicie się na drobne oparzenia w ramach eksperymentu? - Popatrzyli na mnie zdziwieni, ale pokiwali głowami. - Jak możesz to poproś Wojtka, aby przysłał tutaj któregoś żywiołaka ognia, Karola, oraz skombinował jakieś żelazo na kiju, takie co się nada do oznaczania innych. - Sławek popatrzył na mnie jak na chorą psychicznie, ale spełnił moją prośbę. Po chwili cała trójka była w tym pomieszczeniu, a Wojtek przekazał mi kij.
- Kto będzie na tyle odważny, aby pójść na pierwszy ogień? - Jeden z mężczyzn niepewnie zbliżył się do mnie. - Rozgrzejesz to? - Poprosiłam żywiołaka. Nikt nie rozumiał co się dzieje, ale nikt się nie sprzeciwiał. Nagrzał żelazo aż zrobiło się całe czerwone. Złapałam nosiciela za rękę i przyłożyłam do jego dłoni. Syknął z bólu i zaczął potrząsać ręką. Jednak ku zdziwieniu wszystkich poszła z niej para, a po oparzeniu nie został ślad. - Karol, teraz twoja kolej. - Przyjaciel wyciągnął do mnie swoją rękę. Nie udało mu się nie skrzywić z bólu. Na jego ręce zostało czerwone oparzenie w niewyraźnym kształcie jakieś litery, a wokół zaczęły się robić bąble. - No to zaczynamy zabawę. - Uśmiechnęłam się szeroko do wszystkich. - Wojtek prosiłabym cię o zorganizowanie pomieszczeń gdzie będzie przeprowadzana próba. Zaczniemy od osób, które tutaj siedzą. Wszyscy nosiciele mają być zgromadzeni w jednym miejscu. Zdrowi są wolni. Każdy kto przejdzie badanie ma mieć odpowiedni status w systemie. W przeciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin wszyscy mają zostać przebadani. Sprzęt do pobierania krwi po raz kolejny ma zostać wymieniony na nowy. Każda osoba, która pozytywnie przejdzie test może oddawać krew. Dzięki temu uda się w końcu zrobić podział. Trzeba uważnie przestudiować książkę. Może uda się wychwycić informacje na temat tego jak wyleczyć chorych oraz nosicieli.
- A co w przypadku świeżo zarażonych nosicieli? Choroba może mieć jakiś czas inkubacji.
- Nie słyszałam o tym aby znaczono jakichkolwiek niewolników wielokrotnie. Albo jest tak, że ten kto nie zachorował już nie zachoruje bo ma jakieś antyciała. Albo tym którzy zachorują międzyczasie zniknie blizna.
- Może być tak, że badanie będzie trzeba powtarzać.
- Dopóki nie znajdziemy lekarstwa to lepiej by doświadczyli małego bólu niż żebyśmy wszyscy zginęli.
- W sumie racja. - Po raz pierwszy od dawna czułam się z siebie dumna. W końcu udało się uczynić jakiś krok w stronę opanowania epidemii. Wiadomość rozeszła się w ekspresowym tempie i nikogo nie trzeba było namawiać do badania. Kolejki ludzi, którzy chcieli jak najszybciej mieć to za sobą ciągnęły się w nieskończoność. Razem z ekipą, która miała przeprowadzać badanie zostałam rzucona na pierwszy rzut. Do końca życia nie zapomnę miny Sławka gdy zobaczył jak oparzenie wyparowuje z mojej skóry.
***Sławek***
Nie mogłem uwierzyć w to jakim cudem udało jej się cokolwiek zrozumieć z tych bajek na dobranoc. Tym bardziej jak żelazo może pomagać w odsiewie ludzi. Jednak dopiero gdy dotarło do mnie, że Wiktoria jest nosicielem. Moja mała, silna kobieta jest chora. Moja uparta partnerka, która zamierza się zamknąć razem z resztą dla dobra ogółu. Miałem ochotę wyć w niebogłosy. Wściekły na cały świat zacząłem uderzać w jedną ze ścian, aż nie poczułem jak sypie się na mnie tynk.
- Uspokój się. - Szepnęła do mnie cicho. Popatrzyłem w jej duże niewinne oczy i zrozumiałem jakim jestem pieprzonym egoistą. Ona teraz potrzebuje mojego wsparcia, zanim sobie ubzdura, że traktuje ją jak trendowatą. Przytuliłem ją mocno do siebie i zacząłem całować ją po głowie.
- Jesteś pewna, że chcesz się zamknąć razem z nimi?
- Jestem nosicielką tak samo jak oni. Nie mogę ryzykować, że rozniosę chorobę dalej.
- Dlaczego ty? Nie zasługujesz na to by chorować na coś czego nie umiem wyleczyć!
- Niczym się od nich nie wyróżniam. W niczym nie jestem lepsza czy gorsza. Do przewidzenia było, że się zarażę biorąc pod uwagę ile czasu spędzałam w gronie nosicieli.
- Jesteś idiotką. - Zaczęła się ze mnie śmiać zadowolona z całej sytuacji i radośnie poszła do pomieszczenia w którym mamy spędzić najbliższe dni, jak nie tygodnie. -  Naprawdę chcesz rezygnować z własnej sypialni?
- Nikt ci nie każe iść ze mną. Nie jesteś nosicielem z tego co mi wiadomo.
- Nie zostawię cię samej. - Warknąłem na samą myśl, że w obecnej niebezpiecznej sytuacji miałbym ją chociaż na chwilę zostawić bez opieki.
- To nie marudź. - Złapała mnie za rękę i zaczęła za sobą ciągnąć. Patrzyłem na wszystkich w koło z mordem w oczach. Mimo chodem wierzyłem, że gdyby nie oni to Wiktoria dalej byłaby zdrowa. Wybrała sobie jedno z łóżek i usiadła na nim opierając się plecami o ścianę. Usiadłem obok niej trzymając ją za rękę. Jakim cudem mamy wygodnie się zmieścić na tak małym materacu? Zobaczyłem jak przez drzwi wchodzi Karol. Miałem wrażenie jakby chciał mi coś powiedzieć, więc wszedłem do jego głowy.
- Mam nadzieję, że mnie słuchasz. Nie reaguj w żaden sposób na to co zrobię. Wiem ile znaczy dla Ciebie Wiktoria i nie zamierzam ci jej odbierać. Po prostu mi zaufaj i nie zrób mi krzywdy. Robię to dla dobra ogółu. Naprawdę mam nadzieję, że mnie słyszysz i nie zabijesz. Wszystko po fakcie wytłumaczę, tylko mnie nie zabij.
- Karol? - Zdążyła zapytać Wiktoria nic nie rozumiejąc gdy zamknął jej usta pocałunkiem.
- Nie zabijaj mnie, nie zabijaj, nie zabijaj. - W głowie jak mantrę ciągle powtarzał te same słowa. Nie ruszałem się nie rozumiejąc co się dzieje, ale ufając mu. Chociaż nie miałem zielonego pojęcia dlaczego. Przyciągnął ją do siebie bliżej, aby zmusić do otwarcia ust i wdarcia się do środka językiem. Powoli zaczynałem mieć tego wszystkiego dosyć.
- Co ten idiota robi? Dlaczego mnie całuje? Czemu Sławek nie reaguje? Jak zaraz się nie dowiem co tutaj się dzieje to im nogi z dupy powyrywam. - Uśmiechnąłem się delikatnie na jej myśli. Pocałunek nie sprawiał jej najmniejszej możliwości. Po prostu Karol nie dawał jej szansy na odsunięcie się. Dopiero po chwili odsunął się i widząc, że nie zmieniłem pozycji usiadł na łóżku obok i zamknął oczy zaczynając się rozluźniać.
- Wytłumacz się. - Powiedziała Wiktoria lodowatym tonem. Karol uśmiechnął się do niej szeroko otwierając oczy.
- Teoria brzmi, że choroba między nosicielami przenosi się drogą kropelkową. Przez pocałunek powinna być niemal pewność zarażenia się.
- Pocałowałeś mnie, aby się zarazić? - Głos Wiktorii był na tyle piskliwy, że chyba połowa pomieszczenia go słyszała.
- Tak. - Odpowiedział spokojnym głosem szczerząc się jak wariat. Powoli zaczynała mnie bawić cała ta sytuacja.
- Wytłumacz się.
- Zostałem naznaczony jako zdrowy. Masz kilka teorii dotyczących tego co powinno się teraz ze mną zdarzyć. Pocałowałem cię więc jest niemal pewne, że się zaraziłem. Według wersji, która jest dla nas wszystkich najbardziej optymistyczna na dniach moje oparzenie powinno zniknąć.
- Dałeś się zarazić. Nie wiedząc czy uda nam się wymyślić jak się uzdrowić. Tylko po to by sprawdzić moją teorię?
- Udało ci się z tego steku bzdur wyczytać tak abstrakcyjny test, który działa. Na pewno wymyślisz jakieś rozwiązanie. Po za tym sama jesteś chora, co za tym idzie najbardziej wpływowe i najsilniejsze osoby z tego azylu staną na głowie tylko po to by cię stąd wyciągnąć, bo bez ciebie nic więcej nie osiągną. Od momentu w którym okazało się, że jesteś chora wiadome jest iż to kwestia czasu aż znajdziesz jakieś lekarstwo.
- Ale ty tego nie dożyjesz, bo zaraz uduszę cię za twoją głupotę i naiwność. - Ze śmiechem złapałem ją i przyciągnąłem do siebie zanim rzuciła się na swojego przyjaciela. Patrzyłem na Karola pełen podziwu, że potrafił odwalić taką szopkę tylko po to by sprawdzić jej teorię.
- Dziękuję, że mi zaufałeś i mnie nie zabiłeś od progu. - Wyszczerzyłem się do niego, aby miał świadomość, że go słyszę i przyciągnąłem Wiktorię jeszcze bliżej siebie, by nie miała szansy się uwolnić. Dopiero po chwili przestała się rzucać, ale klęła w myślach niemiłosiernie.
- To skoro nie mogę go zabić to przynajmniej dajcie mi książkę, abym mogła poszukać tego cudownego rozwiązania problemu.
- Już przynoszę. - Podniósł się z uśmiechem Karol i podał jej jeden z egzemplarzy. Oparła się o mnie wygodnie i zaczęła czytać książkę jeszcze raz. Po kolacji, gdy większość osób położyła się już do łóżek przyszedł Wojtek.
- Jak poszło?
- Udało się zwiększyć ilość osób badających na tyle, że udało nam się zakończyć odsiew.
- Jak wyglądają statystyki?
- Stosunkowo pozytywnie. Nosicieli jest raptem trochę ponad dwa tysiące. Zarówno wśród wilkołaków jak i ludzi. Na wampiry oznaczenie nie działa. Nie mniej jednak w przeciągu kilku najbliższych dni powinny być ostatnie ataki.
- Brzmi nieźle.
- Co tu robi Karol?
- Chce zobaczyć co się stanie ze znamieniem jak się zarazi.
- Jakim cudem chce mieć pewność, że się zarazi?
- Pocałował mnie. - Miny Wojtka nie sposób było zignorować. Jednocześnie był pełen podziwu dla Karola, jak nie dowierzał jego głupocie. Dodatkowo nie potrafił zrozumieć jakim cudem go jeszcze nie zabiłem.
- Jak skończyłeś przesłuchanie to możesz już iść? Niektórzy tu próbują zasnąć. - Odezwał się z wyrzutem Karol w stronę Wojtka. Wampir tylko wzruszył ramionami zadowolony z siebie i wyszedł z pomieszczenia. - Często ci tak trują dupę?
- Odkąd zaczęła się epidemia to dali jej koło sześćdziesięciu godzin snu. - Odpowiedziałem za nią.
- Nie jestem jedyną, która zarywa nocki. Nie śpisz za każdym razem gdy jestem na nogach, oraz mam podejrzenia, że Wojtek w ogóle nie sypia.
- Skarbie, jesteśmy wampirami. Potrzebujemy o wiele mniej wypoczynku niż ty.
- Co nie znaczy, że moglibyście sobie smacznie spać zamiast się ze mną użerać.
- Śpij już po prostu. - Rozbawiony szepnąłem jej do ucha i uśmiechnąłem się czując jak jej ciało zadrżało z przyjemności. Przytuliłem ją do siebie w taki sposób, by przylegała do mnie jak największą powierzchnią ciała. Rozmiar łóżka ma tylko jeden plus. Nie będzie mogła zbyt bardzo się ode mnie odsunąć.

Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz