Od samego rana byłam wypoczęta i zrelaksowana. Mimo wszystko wczorajszy dzień dużo mi pomógł.
- Jak się dzisiaj czujesz?
Spytał Michał zanim zdążyłam się zorientować, że już przybył. Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Dzisiaj jest już dobrze.
- A gdybym powiedział, że mam kolejne zadanie?
- To odpowiem, że dam sobie z nim radę.
- Dzisiaj nie będzie nic
trudnego. Znowu jedziesz na bal. Jeden gość. Szymek. Może posiadać
bezcenne dla nas informacje, plus fakt, że naprawdę długo już za nim
gonimy.
- No to jedziemy. Przywiozłeś sukienkę?
Szybko przebrałam się w
czerwoną sukienkę. Szczęśliwie, była do kolana, więc broń się pod nią
zmieściła i tylko kilka rezerwówek znalazło się w torebce. Miejsce było
mniejsze od tego poprzedniego, więc nawet nie zrobiło na mnie wrażenia.
- Jest tylko jeden
szczegół. Na bramce mają ochroniarza. Nie ma możliwości dostania się do
domu inny sposobem niż głównym wejściem. Musisz iść tam sama. Wyciągnij
go na dwór. Jest silny, więc możesz mieć problem, aby samodzielnie go
pokonać. Z tego co wiemy, to nie potrafi się teleportować, ani nie ma
żadnych nadzwyczajnych talentów. Jednak z niewyjaśnionych przyczyn jest
dla nas nieuchwytny. Wywab go. Masz godzinę.
- Dałeś mi mniej czasu niż za pierwszym razem.
- Bo już wiem jak
szybkie masz tempo i wiem, że jeśli w godzinę się nie wyrobisz to
znaczy, że masz spore kłopoty. Masz mój telefon?
- Tak, wzięłam komórkę.
Wysiadłam. Ostatni raz
spojrzałam na fotografię i udałam się do wejścia. Uśmiechnęłam się
ładnie do ochroniarza. Wciągnął powietrze głęboko do płuc i nawet na
mnie nie spojrzał. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać. Było
stosunkowo ciemno. Wszystkie okna były pozasłaniane, a paliło się tylko
kilka świateł. Mogłoby to wprowadzić fajny nastrój, gdyby nie to, że
właśnie szłam walczyć z wampirem i nie miałam zielonego pojęcia dlaczego
jest, aż tak wyjątkowy. Odszukałam go wzrokiem i podeszłam do niego.
Uśmiechnął się szeroko. Jego wzrok na chwilę się zawiesił. Teraz patrzył
już na mnie inaczej. Jego spojrzenie było przeszywające, jakby
jednocześnie nabrał dystansu i pragnął mnie.
- Witaj, czemu stoisz tu tak samotnie?
Próbowałam jakkolwiek zacząć.
- Jeśli chcesz to mogę być z tobą i nie stać, a pójść na spacer.
Zaskoczył mnie.
- Będzie mi bardzo miło.
Uśmiechnęłam się
szeroko. Coś mi nie pasowało. Zaproponował mi swoje ramie. Zostałam
zalana jego wspomnieniami. Szlag! Już wiem czemu wcześniej nie udało im
się go dorwać. Szymek umiał przewidywać możliwą przyszłość. Możliwą,
ponieważ dało się ją zmienić. Wiedział już, że jestem tutaj, aby go
zabić. Dowiedział się też o Michale. Jest źle. Jedyną przewagę jaką mam,
to to, że on nie wie, że ja wiem, iż on wie. A to już coś. Będzie grał,
ale wiedział, że ja gram, by zabić go, nie może się jednak dowiedzieć,
iż wiem, bo stracę jedyną przewagę. A gdybym się wycofała? Wystarczyło
by pójść do łazienki zadzwonić do Michała i powiedzieć co się dzieje, a
on zdecyduje co robić. Szymek dostał kolejnej wizji. Szlag! Nie mogę
niczego planować, bo on od razu będzie wiedział. Moje zawahanie może
sprawić, że się domyśli, iż coś jest nie tak. Dlaczego to musi być, aż
tak skomplikowane? Mimo wszystko próbowałam wyjąć rękę, aby pójść do
toalety.
- Gdzie się spieszysz? Sądzę, że najlepszy będzie spacer po świeżym powietrzu.
Nie wyrywałam się już.
Kiwnął głową i za nami zaczęła iść dwójka jego kumpli. Ok. Chyba mogę
już się niepokoić. Wyszliśmy do ogrodu. Schowaliśmy się między drzewami.
Odrzucił mnie od siebie z taką siłą, że walnęłam plecami i zjechałam po
korze, aż na ziemię.
- Chciałaś mnie zabić, ale ci się to nie uda! Nie wiedziałem, że zatrudniają też ludzi.
- Każdy się dziwi jednak nie żyje na tyle długo, aby ta wieść się rozeszła.
Powoli, nie spuszczając go z oczu wstałam. Potrzebuję pomocy Michała. Szymek roześmiał się.
- Na pomoc Michała bym nie liczył. W końcu nie wie, że tu jesteś.
Uśmiechnął się złowrogo
ukazując swoje kły. Moja torebka dziwnym trafem była w jego rękach.
Zestresowałam się, a on chyba to wyczuł. Jest źle. Wyjął z torebki
komórkę i wybrał numer Michała. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Co się stało?
- Witaj Michał.
Chwila ciężkiej przerwy.
- Szymek.
- Coś ty taki nie miły. Biorąc pod uwagę fakt, że mam tu twoją dziewczynę powinieneś być bardziej skłonny do rozmowy.
- Czego chcesz!
- Nic wielkiego. Chcę
tylko byście dali mi spokój. Opuściłem już teren imprezy, ale jeśli
będzie ktokolwiek mnie śledził, to ona w całości nie zostanie. Będę ci
co jakiś czas wysyłał jakąś część jej ciała, gdybyś jednak zapomniał o
naszej umowie. Żegnaj.
Rozłączył się. Dupek. Zgniótł telefon, a jego resztki rozsypały się na ziemi.
- Możecie się nią zabawić.
Powiedział od niechcenia
do swoich kumpli. Zaatakowali mnie jednocześnie z dwóch stron. Po raz
pierwszy miałam walczyć nie na swoich warunkach. Udało mi się kopnąć
jednego z nich, ale drugi znowu posłał mnie na drzewo. Na chwilę
powietrze uciekło mi z płuc. Gdybym tylko mogła dalej czytać ich myśli.
Co mówił Michał? Że mogę to rozwijać? Nie miałam jednak czasu, bo znów
byli koło mnie. Jednego uderzyłam, a w tym samym czasie drugi złapał
mnie z tyłu by mnie ugryźć. Miałam kontakt fizyczny. Widziałam wszystko.
Oraz wiedziałam gdzie mam uderzyć, by się oswobodzić. Spojrzałam kątem
oka na Szymka wyglądał na rozbawionego. Miałam ochotę zmyć mu ten
uśmiech z twarzy. Muszę znać ich myśli. Skoncentrowałam się na tym,
który właśnie na mnie biegł. Wyczułam go sekundę, przed tym jak mnie
dotknął, co pozwoliło mi jako tako uchylić się przed ciosem. Wyjęłam
spod spódnicy sztylet, w nieszkodliwe kołki i tak by nie uwierzyli.
Próbowałam jak najbardziej się skoncentrować i udawało mi się! Gdy byli
pół metra ode mnie to słyszałam ich myśli. Pierwszy chciał walnąć mnie w
głowę nogą. Zrobiłam unik i wbiłam mu sztylet w jego męskość na chwilę
wykluczając go z gry. Drugi chciał zaatakować mnie od tyłu w ostatniej
chwili przewróciłam się, aby przetoczyć się kawałek dalej i wstać.
Stałam z nim twarzą w twarz. Na chwilę się zdekoncentrował jakby coś mu
przyszło do głowy. Wykorzystałam to i wbiłam mu sztylet po rękojeść w
serce. Szok na jego twarzy dał mi wiele satysfakcji. Wyciągnęłam go z
głośnym pluskiem i uderzyłam w drugiego, który już zdołał się podnieść.
Było już po nim. Spojrzałam na Szymka. Nie bał się nawet trochę, ale za
to mogłam zobaczyć lekki podziw. W kiepskiej parodii zaczął w
spowolnionym tempie być mi brawo.
- Nie spodziewałem się,
że ich pokonasz. Chyba zaczynam rozumieć dlaczego ciebie zatrudnili. A
wyglądałaś tak niepozornie. Zamierzałem wziąć ciebie razem ze sobą w
podróż, ale nie powinienem, aż tak ryzykować.
Rzuciłam się na niego
zanim skończył mówić. Przewidział to i odskoczył. Próbowałam się
skoncentrować jeszcze bardziej. Zaczęła mnie boleć głowa, jakby ktoś
mnie walił w nią młotem, ale udało mi się wyczuwać myśli na metr. To już
było większe ułatwienie. Widziałam w jego głowie piętnaście różnych
swoich ruchów. Na każdy z nich był przygotowany. Stanęłam. Nie mogłam go
od tak zaatakować. Podniósł jedną brew do góry.
- Czyżbyś się poddawała?
Zaatakował mnie. Byłam
na to przygotowana. Zanim jednak nabił się na mój sztylet zatrzymał się i
odskoczył na poprzednią odległość.
- No, no. Tego się prawie nie spodziewałem. Niezłe z ciebie ziółko.
Musiałam go pokonać, ale
nie mogłam zrobić tego wprost. Nie mogłam tego zaplanować, ani o tym
myśleć. Kurwa! To jak mam niby to zrobić? To będzie cud jeśli go
pokonam. Wyjęłam drugi sztylet. Rozbawiony rzucił się na mnie. Nasza
walka była długa. Za każdym razem widziałam co on zamierza zrobić, a on
widział, co ja planuję. Nie byliśmy w stanie nic sobie zrobić. Nagle
stało się coś nieoczekiwanego. Potknęłam się i zaczęłam lecieć do
przodu. Moje nogi zaplątały się z jego i leciał na mnie z kłami na
wierzchu. Bałam się. W geście obrony wyciągnęłam sztylety przed siebie i
zamknęłam oczy. Zaczęłam wszystko widzieć z dwóch perspektyw. Tego co
jest i będzie tylko przez obserwację jego myśli. Widziałam jak powoli
wbija się na sztylety. Otworzyłam oczy. Był przerażony, ale nie potrafił
w żaden sposób temu zaradzić. Nadział się. Odruchowo przeciągnęłam
jednym ze sztyletów, aż przecięłam serce. Szymek nie żył. I leżał na
mnie. A ja nie miałam siły by się podnieść. Dałam sobie pięć minut na
odpoczynek i sturlałam go z siebie. Musiałam spotkać się z Michałem i
zdaje mi się, że muszę po sobie posprzątać. Nie chcąc tego i lekko
utykając zgromadziłam ciała w jednym miejscu. Rzuciłam na nie moją
zakrwawioną sukienkę i upuściłam na to jedną zapałkę. Zapalili się w
mgnieniu oka. Patrzyłam na to, aby być pewną, że już ich nie ma.
Zniknęli. Wstałam na drżących nogach i zwymiotowałam. To nie jest
najlepsze dla mojego żołądka. Podeszłam do mojej torebki i wyjęłam z
niej nową sukienkę. Włosy obsypałam kolorowym brokatem, aby aż tak
bardzo nie rzucało się w oczy, a buty jako tako wyczyściłam mokrą
chusteczką. Musiałam przejść przez salę na której odbywał się bal, aby
móc wsiąść do samochodu. Nie było go. Zaklęłam pod nosem. Szczęśliwie
koło mnie ktoś przechodził.
- Potrzebuję na chwilę telefonu.
Nie sprzeciwiał się.
Zadzwoniłam po taksówkę i oddałam komórkę właścicielowi. Zanim
przyjechała minęło kolejne dwadzieścia minut. Czułam się coraz gorzej.
Piekły mnie plecy, miałam uszkodzoną prawą nogę, oraz chyba coś mi
ciekło z głowy. Siniaków i drobnych zadrapań nawet nie zliczę. Gdy w
końcu przyjechała to przez chwilę musiałam się zastanowić gdzie powinnam
jechać. W pierwszej kolejności muszę powiedzieć Michałowi, że żyję.
Tylko jak mam się z nim skontaktować? Zaczynałam chyba tracić
przytomność.
- Hej paniusiu gdzie chcesz jechać?
Zamknęłam na chwilę oczy i podałam mu adres organizacji.
- Jesteśmy już na miejscu.
Ledwo się obudziłam.
Dałam mu kwotę z dużym napiwkiem i wysiadłam. Ledwo trzymałam się na
nogach. Trzymając się wszystkiego czego tylko mogłam dotarłam do drzwi.
Otworzył mi Antoni. Straciłam równowagę. Złapał mnie i przeniósł na
kanapę. Próbowałam mu powiedzieć, ale mnie nie rozumiał. Zebrałam się w
sobie, aby skupić się jeszcze raz.
- Zadzwoń do Michała. Powiedz, że żyję, a tamta trójka nie.
Zwilżyłam wargi językiem.
- Szymek miał dar przewidywania przyszłości.
Straciłam przytomność
*Michał*
Nigdzie jej nie było!
Długo jechałem za samochodem, który właśnie odjechał, aby się okazało,
że ich tam nie ma! Wróciłem na teren posiadłości. Jeśli coś jej się
stało to sobie tego nie daruję. Wszedłem do środka nie przejmując się
ochroniarzem. Znalazłem wyjście na ogród. Wszędzie czułem krew, a
najwięcej jej krwi. Zaczęły mi się trząść nogi. Nie mogę jej stracić! Za
drzewem zobaczyłem dość dużą kupę popiołu. Czy to jest możliwe? Mój
telefon zaczął ponownie dzwonić. Odebrałem jak w transie.
- Tak?
- Michał? Ona jest tutaj.
Poczułem się jakby ktoś obudził mnie wiadrem zimnej wody.
- Tu, to znaczy gdzie?
- Dotarła do organizacji, ale jest w kiepskim stanie. Powiedziała, że mam ci przekazać...
- Już jadę.
- Poczekaj mam wiadomość do przekazania!
- Mów.
Warknąłem biegnąc do samochodu.
- Kazała mi przekazać, że żyje, ale tamta trójka nie.
- Trójka?
- Dodatkowo chciała, abyś wiedział, że Szymek miał dar widzenia przyszłości.
Zakląłem pod nosem i odpaliłem auto.
- To dlatego nie mogliśmy go schwytać.
- Ale ona dała radę.
- To wszystko?
- Tak.
- Jadę.
Rozłączyłem się i
starałem się jak najszybciej dojechać do celu. Nie obchodziły mnie żadne
przepisy ruchu drogowego. Dojechałem na miejsce w ciągu pięciu minut,
ale i tak było to dla mnie zbyt długo. Tylko wyjąłem kluczyki i już
byłem koło niej. Położyli ją na kanapie. Uklęknąłem koło niej i wziąłem
jej dłoń w swoje ręce. Żyła! Otworzyła lekko oczy i zaczęła poruszać
powiekami, jakby chciała coś powiedzieć.
- Nie mów nic. Zaraz cię uzdrowię.
Zamknęła oczy, a w mojej
głowie zaczęły pojawiać się obrazy. Zobaczyłem całe to zajście z
perspektywy Szymka, a także to co robił wcześniej. Jak się z nami bawił i
jak bardzo był zdziwiony, gdy umierał. Jej ręka opadła bezwładnie.
- Nie pozwolę ci teraz zginąć.
Warknąłem pod nosem i
położyłem rękę na jej czole. Odrzuciłem wszystkie myśli i skupiłem się
na jej obrażeniach. Nie było tak źle. Uszkodzenia były powierzchowne.
Największym problemem była duża utrata krwi. Nie mogłem dać jej swojej,
bo by mnie wyklęła. Więc naprawiłem jej ciało i ustawiłem ją w pozycji
półsiedzącej.
- Antoni woda!
Szybko przyniósł mi półtoralitrową butelkę. Przyłożyłem jej do ust, podczas gdy ręką gładziłem jej szyję.
- Proszę. Napij się.
Szeptałem jej do ucha.
Przełknęła. Na początku tylko łyka, potem już dwa. Trochę czasu to
zajęło, ale wypiła całą butelkę. Położyłem ją z powrotem i opatuliłem
szczelnie kocem. Usiadłem na podłodze koło niej i tak zamierzałem
spędzić noc, będąc gdyby mnie potrzebowała.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz