poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 9

Od samego rana byłam wypoczęta i zrelaksowana. Mimo wszystko wczorajszy dzień dużo mi pomógł.
- Jak się dzisiaj czujesz?
Spytał Michał zanim zdążyłam się zorientować, że już przybył. Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Dzisiaj jest już dobrze.
- A gdybym powiedział, że mam kolejne zadanie?
- To odpowiem, że dam sobie z nim radę.
- Dzisiaj nie będzie nic trudnego. Znowu jedziesz na bal. Jeden gość. Szymek. Może posiadać bezcenne dla nas informacje, plus fakt, że naprawdę długo już za nim gonimy.
- No to jedziemy. Przywiozłeś sukienkę?
Szybko przebrałam się w czerwoną sukienkę. Szczęśliwie, była do kolana, więc broń się pod nią zmieściła i tylko kilka rezerwówek znalazło się w torebce. Miejsce było mniejsze od tego poprzedniego, więc nawet nie zrobiło na mnie wrażenia.
- Jest tylko jeden szczegół. Na bramce mają ochroniarza. Nie ma możliwości dostania się do domu inny sposobem niż głównym wejściem. Musisz iść tam sama. Wyciągnij go na dwór. Jest silny, więc możesz mieć problem, aby samodzielnie go pokonać. Z tego co wiemy, to nie potrafi się teleportować, ani nie ma żadnych nadzwyczajnych talentów. Jednak z niewyjaśnionych przyczyn jest dla nas nieuchwytny. Wywab go. Masz godzinę.
- Dałeś mi mniej czasu niż za pierwszym razem.
- Bo już wiem jak szybkie masz tempo i wiem, że jeśli w godzinę się nie wyrobisz to znaczy, że masz spore kłopoty. Masz mój telefon?
- Tak, wzięłam komórkę.
Wysiadłam. Ostatni raz spojrzałam na fotografię i udałam się do wejścia. Uśmiechnęłam się ładnie do ochroniarza. Wciągnął powietrze głęboko do płuc i nawet na mnie nie spojrzał. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać. Było stosunkowo ciemno. Wszystkie okna były pozasłaniane, a paliło się tylko kilka świateł. Mogłoby to wprowadzić fajny nastrój, gdyby nie to, że właśnie szłam walczyć z wampirem i nie miałam zielonego pojęcia dlaczego jest, aż tak wyjątkowy. Odszukałam go wzrokiem i podeszłam do niego. Uśmiechnął się szeroko. Jego wzrok na chwilę się zawiesił. Teraz patrzył już na mnie inaczej. Jego spojrzenie było przeszywające, jakby jednocześnie nabrał dystansu i pragnął mnie.
- Witaj, czemu stoisz tu tak samotnie?
Próbowałam jakkolwiek zacząć.
- Jeśli chcesz to mogę być z tobą i nie stać, a pójść na spacer.
Zaskoczył mnie.
- Będzie mi bardzo miło.
Uśmiechnęłam się szeroko. Coś mi nie pasowało. Zaproponował mi swoje ramie. Zostałam zalana jego wspomnieniami. Szlag! Już wiem czemu wcześniej nie udało im się go dorwać. Szymek umiał przewidywać możliwą przyszłość. Możliwą, ponieważ dało się ją zmienić. Wiedział już, że jestem tutaj, aby go zabić. Dowiedział się też o Michale. Jest źle. Jedyną przewagę jaką mam, to to, że on nie wie, że ja wiem, iż on wie. A to już coś. Będzie grał, ale wiedział, że ja gram, by zabić go, nie może się jednak dowiedzieć, iż wiem, bo stracę jedyną przewagę. A gdybym się wycofała? Wystarczyło by pójść do łazienki zadzwonić do Michała i powiedzieć co się dzieje, a on zdecyduje co robić. Szymek dostał kolejnej wizji. Szlag! Nie mogę niczego planować, bo on od razu będzie wiedział. Moje zawahanie może sprawić, że się domyśli, iż coś jest nie tak. Dlaczego to musi być, aż tak skomplikowane? Mimo wszystko próbowałam wyjąć rękę, aby pójść do toalety.
- Gdzie się spieszysz? Sądzę, że najlepszy będzie spacer po świeżym powietrzu.
Nie wyrywałam się już. Kiwnął głową i za nami zaczęła iść dwójka jego kumpli. Ok. Chyba mogę już się niepokoić. Wyszliśmy do ogrodu. Schowaliśmy się między drzewami. Odrzucił mnie od siebie z taką siłą, że walnęłam plecami i zjechałam po korze, aż na ziemię.
- Chciałaś mnie zabić, ale ci się to nie uda! Nie wiedziałem, że zatrudniają też ludzi.
- Każdy się dziwi jednak nie żyje na tyle długo, aby ta wieść się rozeszła.
Powoli, nie spuszczając go z oczu wstałam. Potrzebuję pomocy Michała. Szymek roześmiał się.
- Na pomoc Michała bym nie liczył. W końcu nie wie, że tu jesteś.
Uśmiechnął się złowrogo ukazując swoje kły. Moja torebka dziwnym trafem była w jego rękach. Zestresowałam się, a on chyba to wyczuł. Jest źle. Wyjął z torebki komórkę i wybrał numer Michała. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Co się stało?
- Witaj Michał.
Chwila ciężkiej przerwy.
- Szymek.
- Coś ty taki nie miły. Biorąc pod uwagę fakt, że mam tu twoją dziewczynę powinieneś być bardziej skłonny do rozmowy.
- Czego chcesz!
- Nic wielkiego. Chcę tylko byście dali mi spokój. Opuściłem już teren imprezy, ale jeśli będzie ktokolwiek mnie śledził, to ona w całości nie zostanie. Będę ci co jakiś czas wysyłał jakąś część jej ciała, gdybyś jednak zapomniał o naszej umowie. Żegnaj.
Rozłączył się. Dupek. Zgniótł telefon, a jego resztki rozsypały się na ziemi.
- Możecie się nią zabawić.
Powiedział od niechcenia do swoich kumpli. Zaatakowali mnie jednocześnie z dwóch stron. Po raz pierwszy miałam walczyć nie na swoich warunkach. Udało mi się kopnąć jednego z nich, ale drugi znowu posłał mnie na drzewo. Na chwilę powietrze uciekło mi z płuc. Gdybym tylko mogła dalej czytać ich myśli. Co mówił Michał? Że mogę to rozwijać? Nie miałam jednak czasu, bo znów byli koło mnie. Jednego uderzyłam, a w tym samym czasie drugi złapał mnie z tyłu by mnie ugryźć. Miałam kontakt fizyczny. Widziałam wszystko. Oraz wiedziałam gdzie mam uderzyć, by się oswobodzić. Spojrzałam kątem oka na Szymka wyglądał na rozbawionego. Miałam ochotę zmyć mu ten uśmiech z twarzy. Muszę znać ich myśli. Skoncentrowałam się na tym, który właśnie na mnie biegł. Wyczułam go sekundę, przed tym jak mnie dotknął, co pozwoliło mi jako tako uchylić się przed ciosem. Wyjęłam spod spódnicy sztylet, w nieszkodliwe kołki i tak by nie uwierzyli. Próbowałam jak najbardziej się skoncentrować i udawało mi się! Gdy byli pół metra ode mnie to słyszałam ich myśli. Pierwszy chciał walnąć mnie w głowę nogą. Zrobiłam unik i wbiłam mu sztylet w jego męskość na chwilę wykluczając go z gry. Drugi chciał zaatakować mnie od tyłu w ostatniej chwili przewróciłam się, aby przetoczyć się kawałek dalej i wstać. Stałam z nim twarzą w twarz. Na chwilę się zdekoncentrował jakby coś mu przyszło do głowy. Wykorzystałam to i wbiłam mu sztylet po rękojeść w serce. Szok na jego twarzy dał mi wiele satysfakcji. Wyciągnęłam go z głośnym pluskiem i uderzyłam w drugiego, który już zdołał się podnieść. Było już po nim. Spojrzałam na Szymka. Nie bał się nawet trochę, ale za to mogłam zobaczyć lekki podziw. W kiepskiej parodii zaczął w spowolnionym tempie być mi brawo.
- Nie spodziewałem się, że ich pokonasz. Chyba zaczynam rozumieć dlaczego ciebie zatrudnili. A wyglądałaś tak niepozornie. Zamierzałem wziąć ciebie razem ze sobą w podróż, ale nie powinienem, aż tak ryzykować.
Rzuciłam się na niego zanim skończył mówić. Przewidział to i odskoczył. Próbowałam się skoncentrować jeszcze bardziej. Zaczęła mnie boleć głowa, jakby ktoś mnie walił w nią młotem, ale udało mi się wyczuwać myśli na metr. To już było większe ułatwienie. Widziałam w jego głowie piętnaście różnych swoich ruchów. Na każdy z nich był przygotowany. Stanęłam. Nie mogłam go od tak zaatakować. Podniósł jedną brew do góry.
- Czyżbyś się poddawała?
Zaatakował mnie. Byłam na to przygotowana. Zanim jednak nabił się na mój sztylet zatrzymał się i odskoczył na poprzednią odległość.
- No, no. Tego się prawie nie spodziewałem. Niezłe z ciebie ziółko.
Musiałam go pokonać, ale nie mogłam zrobić tego wprost. Nie mogłam tego zaplanować, ani o tym myśleć. Kurwa! To jak mam niby to zrobić? To będzie cud jeśli go pokonam. Wyjęłam drugi sztylet. Rozbawiony rzucił się na mnie. Nasza walka była długa. Za każdym razem widziałam co on zamierza zrobić, a on widział, co ja planuję. Nie byliśmy w stanie nic sobie zrobić. Nagle stało się coś nieoczekiwanego. Potknęłam się i zaczęłam lecieć do przodu. Moje nogi zaplątały się z jego i leciał na mnie z kłami na wierzchu. Bałam się. W geście obrony wyciągnęłam sztylety przed siebie i zamknęłam oczy. Zaczęłam wszystko widzieć z dwóch perspektyw. Tego co jest i będzie tylko przez obserwację jego myśli. Widziałam jak powoli wbija się na sztylety. Otworzyłam oczy. Był przerażony, ale nie potrafił w żaden sposób temu zaradzić. Nadział się. Odruchowo przeciągnęłam jednym ze sztyletów, aż przecięłam serce. Szymek nie żył. I leżał na mnie. A ja nie miałam siły by się podnieść. Dałam sobie pięć minut na odpoczynek i sturlałam go z siebie. Musiałam spotkać się z Michałem i zdaje mi się, że muszę po sobie posprzątać. Nie chcąc tego i lekko utykając zgromadziłam ciała w jednym miejscu. Rzuciłam na nie moją zakrwawioną sukienkę i upuściłam na to jedną zapałkę. Zapalili się w mgnieniu oka. Patrzyłam na to, aby być pewną, że już ich nie ma. Zniknęli. Wstałam na drżących nogach i zwymiotowałam. To nie jest najlepsze dla mojego żołądka. Podeszłam do mojej torebki i wyjęłam z niej nową sukienkę. Włosy obsypałam kolorowym brokatem, aby aż tak bardzo nie rzucało się w oczy, a buty jako tako wyczyściłam mokrą chusteczką. Musiałam przejść przez salę na której odbywał się bal, aby móc wsiąść do samochodu. Nie było go. Zaklęłam pod nosem. Szczęśliwie koło mnie ktoś przechodził.
- Potrzebuję na chwilę telefonu.
Nie sprzeciwiał się. Zadzwoniłam po taksówkę i oddałam komórkę właścicielowi. Zanim przyjechała minęło kolejne dwadzieścia minut. Czułam się coraz gorzej. Piekły mnie plecy, miałam uszkodzoną prawą nogę, oraz chyba coś mi ciekło z głowy. Siniaków i drobnych zadrapań nawet nie zliczę. Gdy w końcu przyjechała to przez chwilę musiałam się zastanowić gdzie powinnam jechać. W pierwszej kolejności muszę powiedzieć Michałowi, że żyję. Tylko jak mam się z nim skontaktować? Zaczynałam chyba tracić przytomność.
- Hej paniusiu gdzie chcesz jechać?
Zamknęłam na chwilę oczy i podałam mu adres organizacji.
- Jesteśmy już na miejscu.
Ledwo się obudziłam. Dałam mu kwotę z dużym napiwkiem i wysiadłam. Ledwo trzymałam się na nogach. Trzymając się wszystkiego czego tylko mogłam dotarłam do drzwi. Otworzył mi Antoni. Straciłam równowagę. Złapał mnie i przeniósł na kanapę. Próbowałam mu powiedzieć, ale mnie nie rozumiał. Zebrałam się w sobie, aby skupić się jeszcze raz.
- Zadzwoń do Michała. Powiedz, że żyję, a tamta trójka nie.
Zwilżyłam wargi językiem.
- Szymek miał dar przewidywania przyszłości.
Straciłam przytomność
*Michał*
Nigdzie jej nie było! Długo jechałem za samochodem, który właśnie odjechał, aby się okazało, że ich tam nie ma! Wróciłem na teren posiadłości. Jeśli coś jej się stało to sobie tego nie daruję. Wszedłem do środka nie przejmując się ochroniarzem. Znalazłem wyjście na ogród. Wszędzie czułem krew, a najwięcej jej krwi. Zaczęły mi się trząść nogi. Nie mogę jej stracić! Za drzewem zobaczyłem dość dużą kupę popiołu. Czy to jest możliwe? Mój telefon zaczął ponownie dzwonić. Odebrałem jak w transie.
- Tak?
- Michał? Ona jest tutaj.
Poczułem się jakby ktoś obudził mnie wiadrem zimnej wody.
- Tu, to znaczy gdzie?
- Dotarła do organizacji, ale jest w kiepskim stanie. Powiedziała, że mam ci przekazać...
- Już jadę.
- Poczekaj mam wiadomość do przekazania!
- Mów.
Warknąłem biegnąc do samochodu.
- Kazała mi przekazać, że żyje, ale tamta trójka nie.
- Trójka?
- Dodatkowo chciała, abyś wiedział, że Szymek miał dar widzenia przyszłości.
Zakląłem pod nosem i odpaliłem auto.
- To dlatego nie mogliśmy go schwytać.
- Ale ona dała radę.
- To wszystko?
- Tak.
- Jadę.
Rozłączyłem się i starałem się jak najszybciej dojechać do celu. Nie obchodziły mnie żadne przepisy ruchu drogowego. Dojechałem na miejsce w ciągu pięciu minut, ale i tak było to dla mnie zbyt długo. Tylko wyjąłem kluczyki i już byłem koło niej. Położyli ją na kanapie. Uklęknąłem koło niej i wziąłem jej dłoń w swoje ręce. Żyła! Otworzyła lekko oczy i zaczęła poruszać powiekami, jakby chciała coś powiedzieć.
- Nie mów nic. Zaraz cię uzdrowię.
Zamknęła oczy, a w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy. Zobaczyłem całe to zajście z perspektywy Szymka, a także to co robił wcześniej. Jak się z nami bawił i jak bardzo był zdziwiony, gdy umierał. Jej ręka opadła bezwładnie.
- Nie pozwolę ci teraz zginąć.
Warknąłem pod nosem i położyłem rękę na jej czole. Odrzuciłem wszystkie myśli i skupiłem się na jej obrażeniach. Nie było tak źle. Uszkodzenia były powierzchowne. Największym problemem była duża utrata krwi. Nie mogłem dać jej swojej, bo by mnie wyklęła. Więc naprawiłem jej ciało i ustawiłem ją w pozycji półsiedzącej.
- Antoni woda!
Szybko przyniósł mi półtoralitrową butelkę. Przyłożyłem jej do ust, podczas gdy ręką gładziłem jej szyję.
- Proszę. Napij się.
Szeptałem jej do ucha. Przełknęła. Na początku tylko łyka, potem już dwa. Trochę czasu to zajęło, ale wypiła całą butelkę. Położyłem ją z powrotem i opatuliłem szczelnie kocem. Usiadłem na podłodze koło niej i tak zamierzałem spędzić noc, będąc gdyby mnie potrzebowała.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz