poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 11

Wstałam stosunkowo wcześnie, ale nie miałam jeszcze chęci na rozpakowywanie się, bo było by to pogodzenie się z takim stanem rzeczy. Zeszłam na dół do salonu. Michał siedział przed telewizorem i coś oglądał. Spojrzałam na ekran i stanęłam sparaliżowana. Chyba wyczuł, że się pojawiłam, bo czym prędzej wyłączył film i podszedł do mnie.
- Myślałam, że wszystkie zostały skasowane. Ojciec mi przyrzekł, że wszystkie zniszczył. Skąd to masz?
Wyglądał na zbitego z tropu.
- Od twojego ojca. Powiedział mi, że to ostatnia sztuka.
- Zniszcz to.
- Iwona.
- Zniszcz to!
Znowu miałam łzy w oczach.
- Dobrze. Tylko nie płacz.
Wyjął płytę z odtwarzacza. Połamał na maleńkie kawałki i wrzucił do kominka pod telewizorem.
- Lepiej?
Pokiwałam niepewnie głową i usiadłam na kanapie z kolanami podkulonymi pod brodę.
- Nie chciałam żebyś to kiedykolwiek widział. To był dzień mojego największego upokorzenia. Wciąż boję się, że może się tak zdarzyć, iż znowu będę w tak beznadziejnej sytuacji i sobie nie poradzę.
Cicho szepnęłam.
- Nie poradzisz sobie?
Spytał zdziwiony.
- Iwona spójrz na mnie i przestań ze mnie kpić. Jesteś w stanie poradzić sobie w każdej sytuacji!
- Ale wtedy nie dałam rady.
- Jak nie dałaś rady? Na samym początku domyśliłaś się co zamierza zrobić. Wykręciłaś numer na policję. Rozmawiając z nim podałaś im swoje dane, jego, oraz miejsce w którym przebywałaś. Uratowali cię tylko dlatego, że udało ci się zadzwonić. Nie rozumiem tylko dlaczego zajęło im aż tak dużo czasu dojechanie do was.
- Musieli teren odbezpieczyć. Dom był otoczony cztero metrowym ogrodzeniem pod wysokim napięciem.
- Mogli odciąć elektryczność.
- Miał własne źródło prądu. Jak to już pokonali to było dwadzieścia psów na prochach. Po nich były super silne, szybkie i agresywne. Nikomu nie odpuszczały. Kolejnym to, że drzwi i okna były zabezpieczone. Jeden zły ruch i osoba próbująca je otworzyć wylatuje w powietrze.
- No dobrze. Poniekąd jestem już wstanie zrozumieć czemu się tak guzdrali, ale i tak uważam, że zrobiłaś wszystko co tylko mogłaś.
- Złamał mnie.
Szepnęłam cicho.
- Sprawił, że wszystko co się dla mnie liczyło przepadło. Wpoił mi do głowy własne opinie. Ciągle słyszałam w głowie jego głos. Mówił mi co mam robić i jak mam to wykonywać. Straszył mnie na każdym kroku. Przez dwa lata nie wychodziłam z domu. Na nic nie miałam siły. Zakopałam się w łóżku i nie chciałam stamtąd wychodzić. Marta była jedyną osobą, którą przejął mój los. Przychodziła do mnie codziennie i przełamywała mnie, abym zaczęła normalnie funkcjonować. Zszokowała psychologa, gdy po miesiącu udało jej się mnie przekonać, abym znowu zaczęła w miarę regularnie jeść, a nie ciągle korzystać z kroplówki. Wyglądałam tragicznie. Dała mi książki i ściągała optymistyczną muzykę. Sprawiła, że udawało mi się raz na jakiś czas zapomnieć o tym. Przełomowym momentem było, gdy po roku znowu zaczęłam się śmiać. Następne dwanaście miesięcy poświęciła na przełamywanie mnie, abym wyszła z domu. Przy niej czułam się bezpiecznie. Zaciągała mnie na basen, do centrum handlowego i na kręgle. Często zdarzało się, że moje wspomnienia powracały, ale uczyła mnie jak mam sobie z nimi radzić. Udało jej się i pozbyłam się go! Jednak ostatnio to znowu do mnie powraca. Nauczyłam się żyć z dala od dotyku mężczyzn, aby móc się śmiać i cieszyć. Pragnę twojego, ale boję się, bo za każdym razem to o czym staram się zapomnieć powraca do mnie. Nie radzę sobie z tym.
- Przepraszam. Nie powinienem pojawiać się w twoim życiu.
- Nawet tak nie mów! Jeśli będę ciągle żyła wspomnieniami, to nigdy nie wyjdę ze skorupy jaką wokół siebie zrobiłam. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo pragnę się tego pozbyć.
- Zawsze mogę usunąć te wspomnienia z twojej głowy.
Spojrzałam na niego. Był pewny tego co mówił.
- Dziękuję. Ale to by było jak ucieczka. Nie mogę chodzić na skróty. Jeśli uda mi się to pokonać to będę silniejsza niż kiedykolwiek.
- Dobrze, ale pamiętaj, że moja oferta jest zawsze aktualna.
- Dziękuję.
Szepnęłam i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Od razu przytulił mnie do siebie, jakby bał się puścić.
- Mam ochotę go zabić. Gdzie on się teraz znajduje?
- Jest nieosiągalny.
- Znajdę go choćby na końcu świata.
- On nie żyje.
Nastąpiła chwila ciszy. Michał starał się to przetrawić. O wiele bardziej wolałby sam to zrobić, co dało mi naprawdę duże pocieszenie. Miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie troszczy na tyle, by bez zawahania zabić kogoś kto śmie cię tknąć.
- Kiedy i jak zginął?
- Tego samego dnia. Uciekał przed policją. Potknął się o coś i przewrócił prosto na miejsce z ostatnią nie dezaktywowaną miną. Tą jedną władze pominęły. Rozrzuciło go na wszystkie strony. Gdyby nie to, że ustawił wcześniej w piwnicy kamerę, by nagrywała wszystko, to nikt nawet nie poznał by jego twarzy. Później okazało się, że nie byłam jego jedyną ofiarą. Miał podobnych trzydzieści nagrań, a miał wtedy dopiero dwadzieścia trzy lata. Mając do czynienia z takim ludzkim potworem chyba już się nie dziwisz, że twój atak mnie nie przeraził.
- Nie, już nie.
Odpowiedział równie cicho jak ja. Pogrążony w myślach. Na chwilę odsunął mnie od siebie i spojrzał w moje oczy z całkowitą powagą.
- Obiecuję ci, że zrobię wszystko, aby naprawić resztę szkód jakie on poczynił. Pomogę pozbyć ci się twojej skorupy.
Przez chwilę tylko patrzyłam na niego niepewnie. Jednak widząc to jak bardzo pewny był tego co powiedział postanowiłam mu zaufać.
- Dziękuję.
Uśmiechnął się szeroko i wstał.
- A teraz co powiesz na śniadanie i pomoc w rozpakowywaniu się?
- Brzmi świetnie.
Tak też było. Nie sądziłam, że można mieć tyle zabawy w zwykłym układaniu rzeczy na półce. Sprawił, iż ten dzień jednak był coś wart. Skończyliśmy go pływając w basenie. Tym razem już niczego nie próbował tylko robił wszystko bym miała jak najwięcej zabawy. Gdy byliśmy już pod moim pokojem to stanęłam na palcach i pocałowałam go w usta. Położył swoje ręce na ścianie za mną i chwilę delektował się smakiem moich warg. Odsunął się powoli z ogromnym szczęściem w oczach.
- Dobranoc. Jutro mamy pierwszy trening.
Zniknął w swoim pokoju, a ja w swoim. Zasnęłam dość szybko.
***
Wstałam wypoczęta i zadowolona. Na dole już czekał na mnie zestaw naleśników.
- Witaj Iwonko, cóż za piękny dzień.
Spojrzałam na zegarek.
- Chyba początek wieczora.
- A cóż to za różnica?
W wesołym nastroju zjadłam i przyszykowałam się na trening. Miałam ćwiczyć w sukience jako, że to w niej zwykle decydowałam się walczyć. Dojechaliśmy do organizacji, gdzie czekał na mnie Antoni i Zośka.
- Nie wiem jak go przekonałaś, ale gratuluję.
Powiedział Antoni zginając się w pół. Uśmiechnęłam się nieśmiało i poszłam za Michałem do wielkiej, ale pustej sali.
- Pierwsza część testowania cię polega na sprawdzeniu jak sobie poradzisz otoczona przez silniejsze wampiry. Będziemy atakowali ciebie we trójkę. Do dyspozycji masz cztery kołki. Są drewniane, więc nic poważnego nam nie zrobią. Wygrywasz, gdy każdy z nas będzie miał w sercu twoją broń, my wygrywamy, jeśli uda nam się zębami dotknąć twojej szyi, bądź uderzyć w okolice serca. Na czas treningu na sukienkę założysz kamizelkę. Obroni cię ona przed częścią poważniejszych uszkodzeń, oraz wypłynie z niej zielona farba, jeśli trafimy cię w serce, bo oznacza, to, że używając siły moglibyśmy wyrwać ci je i zabić cię. Twoi przeciwnicy raczej nie będą mieli broni, więc my też nie mamy.
Pokiwałam głową. Założyłam kamizelkę, a do ud przyczepiłam sobie kołki. Odwróciłam się przodem do nich.
- Jestem gotowa.
Nie czekali na lepsze zaproszenie. Skoncentrowałam się i byłam w stanie usłyszeć ich myśli, a właściwie tylko Antoniego i Zośki, którzy działali w duecie. Próbowałam rozgryźć ich styl walki początkowo tylko unikając ciosów. Jako tako rozgryzłam, więc zaczęłam działać.
- Zośka! Ty leć w prawo, a ja pójdę w lewo. Na środku czeka na nią Michał. Złapiemy ją.
Tak dobrze to nie będzie. Uśmiechnęłam się pod nosem i „uciekałam" przed nimi biegnąc prosto na Michała. Zatrzymałam się dosłownie kawałek przed nim i delikatnie wargami dotknęłam jego ust. Rozkojarzył się. Wbiłam mu kołek w serce i upadłam na ziemię. Antoni i Zośka wbili się w niego pazurami. Usłyszałam jego krzyk. Zanim zdążyli je wyciągnąć zakończyłam nasz trening. Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie.
- Dziękuję, dziękuję. Nie potrzebne są te brawa.
- Nie rób tutaj komedii. Dobrze udało ci się.
Takie słowa od Michała to więcej niż wszystkie nagrody świata. Uśmiechnęłam się. Udało im się w końcu rozdzielić i zaczęli leczyć się wzajemnie.
- Masz dalej siłę?
Spytał się mnie Antoni.
- Wiesz. Nie zmachałam się zbytnio przy tej próbie.
- Druga polega na pokonaniu jak największej liczby przeciwników. Te same zasady co do wygranej i przegranej. Będziesz walczyła z naszymi ludźmi. Są oni poinformowani, że to próba, więc nie zrobią ci większej krzywdy.
- Czyli już nie pracuję incognito.
- Dalej nikt nie może wiedzieć co robisz.
- To jak zamierzasz to zrobić?
- Będziesz pod iluzją. Oni to wiedzą, więc nie przyłożą większej uwagi do twojego wyglądu czy zapachu.
- No dobrze. Ile mam broni?
- Tyle co masz na każdej misji. Siedem kołków.
- Ale zazwyczaj mam też sztylet.
- Tym razem też będziesz miała. Z tym, że nie srebrny, a ze zwykłego metalu, więc może być bardziej giętki i jednocześnie łamliwy.
- No dobrze rozumiem. Kiedy zaczynamy?
- Za chwilkę.
Michał podszedł do mnie i nałożył na mnie iluzję. Dał mi broń, którą przyczepiłam sobie do ud. Stanęłam przed lustrem. Nie dało się określić mojego wyglądu. Ani jakiej byłam płci, ani koloru oczu, długości włosów. Niczego. Moją zadumę przerwało otworzenie drzwi. Do sali zaczęły przybywać wampiry. Skoncentrowałam się. Byłam już w stanie czytać myśli na dwa metry. Bardzo to ułatwiało, ale przy takiej ilości przeciwników musiałam mocno się skupiać, aby nie pominąć ruchów żadnego z nich. Pierwsza piątka poszła mi zaskakująco łatwo. Problem pojawił się później, bo musiałam powyjmować kołki z tych, których już trafiłam, a traciłam na to cenne sekundy. Postanowiłam nie wypuszczać kołków z ręki. Trafiłam, wyciągam i uderzam w następny cel. Wkurzone wampiry, potulnie ustawiały się pod ścianą, gdy w nie trafiłam. Atakowało mnie ich na raz okropnie dużo. Nie nadążałam z liczenie. Wykop do przodu. Łokciem w bok. Skok do tyłu. Atak kołkiem w tego nade mną. Uderzenie tego pode mną. Odbicie się od jednego z nich i efektowne wbicie kołka w dwa na raz. Lewo. Prawo. Wykop. Potknęłam się i wylądowałam na plecach. Szybko przeturlałam się po podłodze przewracając kilku z nich. Dobiłam tych, którzy nie zdążyli wstać i zaatakowałam tego, który się za mnie teleportował. Ten po lewo uderzył w kołek. Złamał się. Innemu udało się wytrącić mi moją broń. Dwóch uciekło z kołkami w klatce piersiowej. Mam ich coraz mniej, a ich jakby nie malało. Uderzyłam w lewo, potem w górę. Powoli zaczynałam się męczyć. Jeden z nich wyciągnął broń i posiekał moje kołki. Czas przejść na opcję sztylet. Wyjęłam ją i odbiłam cios wampira. Zaatakowałam tego po prawej co próbował mnie dopaść i zrobiłam unik przed mieczem. Cofnęłam się o krok i poślizgnęłam na krwi. Tamten próbował to wykorzystać i rzucił się na mnie. Schyliłam się przed mieczem i wbiłam sztylet w jego klatkę piersiową. Dorobiłam się brzydkiej szramy na plecach. Na zapach krwi przyspieszyły. Nie poddawałam się jednak. Nie byłam już nawet w stanie rejestrować swoich ruchów. Nagle zobaczyłam myśli, które mnie zdekoncentrowały. Zostałam rzucona na podłogę. Moja ręka została połamana co najmniej w sześciu miejscach. Byłam wściekła. Nie na tego co mnie skrzywdził, ale na myśli tamtego jednego. Wkurzona niemal poleciałam do niego. Energia zaczęła przeze mnie przepływać. Wbiłam go w ścianę trzymając go zdrową ręką za szyję.
- Michał daj mi prawdziwą broń.
- To jest tylko trening.
- Daj mi srebro!
Spojrzałam na niego wściekła, że mi utrudnia.
- Nie możesz go zabić.
- Podejdź. Pokażę ci jego wspomnienia, a sam go zabijesz.
Odpowiedziałam słodko. Wahał się tylko chwilę. Pokazałam mu wszystko. Zaczynając od drobnych intryg. Powiadamiania złych o ruchach dobrych. Zdradzie. Trzykrotnej próbie zabójstwa. Wydania adresu ich organizacji. Informowaniu na bieżąco o każdej informacji jaką mieli. Powiedzeniu, że przyjęli kogoś nowego i chyba jest to człowiek i kończąc na tym, że to on nauczył wszystkiego Maćka. Oraz, że był tam przy każdym jego gwałcie patrząc na swoje dzieło. Widział co się ze mną działo. To była jego wina!
- Teraz dasz mi broń!
Tamten próbował się wyrwać, ale nie wiem skąd siły miałam więcej niż on. Michał podał mi kołek cały ze srebra. Z satysfakcją wbiłam mu go w serce. Antoni spojrzał na mnie podnosząc jedną brew do góry.
- Jeśli ktoś by mi zaszedł za skórę tak jak on tobie, to nie byłbym taki łaskawy.
- Nie jestem sadystką i nigdy nie będę. Macie coś ostatnio dużo zdrajców. Musisz częściej wchodzić im do głowy, bo inaczej długo nie pożyjecie. Na dziś koniec ćwiczeń, nie mam ochoty na więcej.
Spojrzałam ostatni raz na zmarłego, który już był wyrzucany na zewnątrz, aby go spalili. Popatrzyłam na wampiry stojące pod ścianą. Było ich całkiem sporo.
- Ile ich jest?
- Pokonałaś osiemdziesięciu trzech.
- Czy to wystarczy, aby udowodnić wam, że nadaję się do walki?
Antoni z rozbawieniem spojrzał na Michała. On zerknął w bok. Zacisnął szczękę i warknął.
- Tak.
- Dziękuję. W takim razie idę się oczyścić. Za pięć godzin jak już wyczyścicie i uzdrowicie tych co tego potrzebują spotkamy się na naradę.
- Widzicie jak szybko uczy się rządzić?
Szepnął rozbawiony Antoni do pozostałej dwójki.
- Ty też musisz zostać uzdrowiona.
- To może poczekać.
- Nie poczeka.
Wzruszyłam tylko ramionami i wyszłam z pokoju. Michał ruszył za mną. Zatrzymał mnie w salonie, gdzie grzecznie usiadłam na kanapie i pozwoliłam się uleczyć. Dopiero gdy mnie dotknął odkryłam jak bardzo byłam poobijana. Ze złością zrzuciłam kamizelkę i pozwoliłam się opatrzyć.
- Powinno być dobrze. Musisz tylko coś zjeść i napić się.
- Dziękuję za radę. Idę do twojego domu.
Wstałam i zaczęłam iść w kierunku drzwi
- To jest też twój dom. Dobrze się czujesz?
- Przed chwilą sam mnie zbadałeś.
- Nie o to pytam. Wiem ile przez niego przecierpiałaś.
Zatrzymałam się w pół kroku i odwróciłam w jego stronę. Szczerze się przejmował.
- Naprawdę jest dobrze. Byłam wściekła, gdy się dowiedziałam, że ktoś jeszcze tam był. Zawstydzona, gdy pomyślałam, że ktoś jeszcze mnie widział. Zła, iż nie potrafiłam się powstrzymać i dało mi satysfakcję, że go zabiłam. Pusta, bo to wiele nie zmieniło. Jego obecność była wątkiem, który już zakończyłam. Waga mojego dramatu nie zmniejszyła się, ani nie powiększyła. Pożyczam twój samochód. Wrócę za pięć godzin.
Nie czekałam na żaden komentarz. Odwróciłam się i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i wróciłam do domu, aby chociaż trochę się odświeżyć. Długa kąpiel powinna mnie w pełni zrelaksować.
Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz