środa, 30 stycznia 2019

Kawiarenka Blisko Nieba - Rozdział 5

Rano wstałam wesoła i pełna energii. Szybko się wyszykowałam, tłukąc tylko jedną rzecz, czyli talerz wkładając go do zmywarki i pobiegłam do garażu. Stanęłam na chwilę, aby zebrać oddech i podeszłam do mojego cudeńka. Obmyłam je, aby nigdzie nie było widać kurzu, przymocowałam z tyłu zapasowy kask, drugi włożyłam na głowę i ruszyłam z piskiem opon. Miałam na sobie jeansy i kurtkę skórzaną, aby nie było mi zimno. Jadąc z zawrotną prędkością podjechałam pod moją firmę. Wjazd na parking był zapchany dwoma samochodami, które stały, a kierowcy o coś się kłócili to był chyba Adam i Mirek. Przeskoczyłam nad nimi na tyle wysoko, że zrobiłam salto w powietrzu. Wylądowałam na desce, bo nie wiedziałam, że tam się znajduje i pojechałam po niej w górę jak na rampie. Zakręciłam się na górze na przednim kole i robiąc dwie trzysta sześćdziesiątki wylądowałam na dole. Usłyszałam owacje od kierowców, którzy nagle zaprzestali kłótni, a w moją stronę zaczął iść Michael. Nie zdejmowałam jeszcze kasku. Miał zirytowaną i pewną siebie minę.
- Co kolego, popisywać się lubisz? A masz może dla kogo, bo nie widzę tu żadnej kobiety, a może po prostu życie ci nie miłe i skaczesz sobie jak popadnie. Takich kretynów jak ty powinno się zamykać!
Wściekłam się na niego i zdjęłam kask. Nie poznał mnie w nim, ale jak go już nie miałam to cofnął się o krok zdziwiony.
- Aneta?
- A kto inny? Spodziewałeś się faceta popisującego się? Wybacz że cię rozczarowałam, ja taka nie jestem, po prostu musiałam ominąć przeszkodę, ale jak nie chcesz jechać motorem z takim kretynem jak ja to wystarczy powiedzieć. Miejsce gdzie chciałam pojechać jest trochę oddalone od tego i samochodem tam się dostać w godzinach szczytu to miną trzy godziny, na motorze piętnaście minut, ale widzę, że nie lubisz szybkiej jazdy, wiatru we włosach i nutki adrenaliny.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że to ty.
- Wsadź sobie gdzieś te przeprosiny! Nie ważne kim byłam, obraziłeś mnie, a po południu nigdzie nie jedziemy, bądź sobie samotny i bezpieczny. Ja wolę moje wyćwiczone wariacje. Jeżdżę na motorze od siedemnastu lat.
- Hej, nie obrażaj się. Naprawdę nie wiedziałem, że to ty. Myślałem, że to kolejny zwykły debil, który się popisuje.
- Coś jeszcze chcesz powiedzieć?
Miał bardzo dziwną minę, ale nawet się tym nie przejęłam. Byłam zła i to bardzo. Przymocowałam kask do motoru, tak, żeby nie spadł i zaczęłam iść w kierunku budynku.
- Aneta! Zatrzymaj się! Naprawdę nie chciałem cię obrazić.
- Ale to zrobiłeś.
- Aneta, stój!
Nie słuchałam go, a wręcz przeciwnie, przyśpieszyłam jeszcze bardziej. Weszłam do budynku i zaczęłam iść w kierunku windy. Wbiegłam do niej i nacisnęłam guzik zamykania drzwi. W ostatniej chwili wcisnął rękę między drzwi. Przytrzasnęło mu ją na chwilę, ale nie zwrócił nawet na to uwagi. Wszedł za mną do windy i stanął do mnie przodem.
- Naprawdę jest mi przykro.
- Mi też, a teraz się odsuń wysiadam, nie będę z tobą jechała w jednej windzie.
Warknął i położył swoje ręce na moich ramionach przyciskając mnie do tylnej ściany.
- Naprawdę cię przepraszam. Ufam ci. Czy możemy się spotkać? Tak jak się umówiliśmy, na przejażdżkę na twoim motorze, zabierzesz mnie gdzie chcesz. Proszę... Daj mi szansę.
Nie wiem, czy to przez jego głos, czy spojrzenie, ale uległam mu. Jakby na to nie patrzeć to była to drobnostka. Zwykła nic nie znacząca drobnostka. Przecież on tak naprawdę nie myśli. Rozluźniłam się trochę i odpowiedziałam, gdy drzwi od kabiny otwierały się na moim piętrze.
- Dobrze, ale jeszcze jeden taki wyskok i odlecę daleko stąd.
Uśmiechnął się do mnie tak uroczo, że myślałam, że się rozpłynę.
- To może ja pojadę inną windą, skoro pani chce jeszcze chwilkę. Tam z boku jest przycisk, którym można zatrzymać windę między piętrami. Użyteczna rzecz.
Spojrzałam zza pleców Michaela i zobaczyłam jednego z moich pracowników. Spłonęłam rumieńcem i zamknęłam na chwilę oczy, gdy uświadomiłam sobie jak to dwuznacznie wygląda z boku. Michael tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej z błyskiem w oku, jakby zaczynał mieć jakiś pomysł.
- Może to by nie był taki głupi pomysł z tym przyciskiem.
- Michael!
- Tylko radziłbym się szybko zdecydować, bo inni będą chcieli wejść.
- Piotr!
Obydwaj panowie zaczęli się ze mnie śmiać, a ja na wpół obrażona na wpół rozbawiona wyszłam z windy. Wszyscy przyglądali mi się z uśmiechem i znacząco patrzyli na Michaela. Normalnie teraz mi żyć nie dadzą. Fakt, że mam ze wszystkimi przyjacielskie kontakty, nie jest teraz zbyt korzystny.
- Możesz już iść do siebie Michaelu.
- Skoro już tu jestem to zawsze mogę pozwiedzać trochę. Zobaczyć gdzie pracujesz. Znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, które mnie dręczą.
- Myślę, że dyrektor tej firmy może być niezadowolony, że się będę obijać.
Kuba koło którego akurat przechodziliśmy zaczął się śmiać i rozlał trochę swojej kawy na rzeczy Kasi, ale obydwoje byli tylko wstanie się śmiać i uśmiechać znacząco.
- Czemu się tak śmiejecie?
Spytał niczego nieświadomy Michael. Odwrócił się do nich przodem, tak, że widziałam tylko jego plecy. Zza nich pokazywałam na migi, że ich zabiję jeśli mu powiedzą, ale jakoś się tym nie przejęli.
- Bo dyrektora nie było tutaj od ładnych kilku lat.
- To kto tutaj rządzi?
- Ona. Jest zastępcą dyrektora.
- Zarządzasz całą tą firmą?
- No, tak jakby.
- I nic nie powiedziałaś?
- Nie pytałeś.
- Chciałaś mnie po prostu spławić.
- Nie. Chciałam mieć czas, aby się przygotować na nasze spotkanie.
- Randkę.
- Tak, randkę.
- Gdzie się spotykamy?
- Bądź o osiemnastej pod kawiarenką, ale ani chwili wcześniej.
- Gdzie mnie zabierasz?
Uśmiechnęłam się pod nosem i zaśpiewałam „ Zabiorę cię, właśnie tam. Gdzie wolniej płynie czas."
Poprzedni                                                                                  Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz