poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 12

Wróciłam zrelaksowana i wypoczęta. Znowu miałam werwę, aby dalej działać. Razem z Antonim, Michałem i Zośką przedyskutowaliśmy nasze szanse, oraz jak ma to wyglądać. Mieli przewagę liczebną, ale my zaskoczenia. Zgodzili się ze mną, że najważniejsze jest, aby wykluczyć zdrajców, bo tylko pracując razem jesteśmy w stanie osiągnąć cel. Michał z powrotem nałożył na mnie iluzję i wyszliśmy do sali w której znajdowały się wszystkie wampiry które miały nam pomóc zwyciężyć.
- Skoro tak lubisz się rządzić to załatw to. Przekaż im plan, tak by nikt się nie wycofał i usuń ewentualne niepotrzebne dodatki.
Antoni uśmiechną się do mnie, trochę nabijając się ze mnie, ale nie zamierzałam się tym przejmować. Było ich wielu. Nie widziałam wszystkich. Nie wiem skąd, ale pojawiły się krzesła pod moją nieobecność, by nie musieli siedzieć na ziemi, wykorzystałam jedno z nich, aby na nim stanąć. Tak, teraz mogłam każdemu z nich spojrzeć w oczy.
- Spokój!
Krzyknęłam. Długo nie musiałam czekać na reakcję. Mówić zaczęłam dopiero gdy zapanowała idealna cisza.
- Jak większość z was pewnie wie szykujemy się do bitwy. Zaraz powiem wam jaki jest plan, ale zacznę od wprowadzenia was w temat. Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się, iż pod naszą nieuwagę powstało zgrupowanie wampirów wszystkich najbardziej plugawych i złych osobników. Były dla nas zmorą, gdy działały w pojedynkę, a teraz zaczynają się łączyć. Nie wiemy jeszcze kto nimi kieruje, bo mieliśmy na to zbyt mało czasu. Wiemy natomiast, że trzeba się ich jak najszybciej pozbyć, zanim zaczną działania przeciwko nam!
Umilkłam na sekundę, aby rozejrzeć się po ich twarzach. Słuchali mnie. Byli wściekli i zdeterminowani.
- Mają u siebie coś w rodzaju hierarchii ośmiostopniowej. Na pierwszym szczeblu jest ich władca. Drugi schodek to osoby, którym ufa, oni wydają bezpośrednie rozkazy tym z trzeciego i tak dalej. Każdy ma pod sobą mnóstwo ludzi, którzy odwalają za niego czarną robotę, albo zwalają ją na kolejną osobę. Żeby przypadkiem zbyt się nie napracowali.
Przerwałam, gdy usłyszałam kilka prychnięć z wielu stron sali. Pozwoliłam sobie na mały uśmiech, ale od razu znowu spoważniałam.
- Ci z siódmego szczebla w teorii nie mają pod sobą ludzi. Są to osobniki świeżo zwerbowane, bądź po prostu zbyt słabe, aby mogły wyżej podskoczyć. Ósmy, to wampiry, które starają się o przynależność do grupy, aby się tam dostać muszą się wykazać poświęceniem, zaradnością, ofiarnością i przynieść jakieś informacje. Z tego względu rozszerzyła się u nich siatka szpiegów i zdrajców. Pojawiają się wszędzie i nie sposób za czasu wszystkich wyłapać.
Zamilkłam, gdy po sali rozległy się szepty. Wspominali wampira, którego zabiłam w czasie treningu. Poczekałam, aż zamilkną i dopiero ponownie się odezwałam.
- Dowiedzieliśmy się gdzie i o której odbywa się ich spotkanie. Mają ich całkiem sporo. Na tym ma się pokazać pięciu z piątego szczebla, czterystu szóstego i siedmiuset siódmego. Liczby są przybliżone.
Ponownie rozległ się gwar, który umilkł jeszcze szybciej niż poprzedni.
- Zaczynacie pewnie wątpić w słuszność naszej misji, ale musimy ich pokonać. Musimy zabić wszystkich co tam są! To tylko ułamek ich grupy, ale może uda nam się przez to zrobić u nich małe zamieszanie i z czasem wyeliminować więcej osobników zagrażającym całemu światu.
Kolejne szepty. Miałam już ich dość. Nie czekałam, aż się uciszą.
- Mają przewagę liczebną. Ich jest tysiąc sto, nas zaś koło dwustu pięćdziesięciu. Jednak wygramy.
Była cisza. Spojrzałam na nich. Nie byli przekonani. Powiedziałabym nawet, że wielu z nich wątpi w słuszność tego.
- Jak mogliście się już przekonać, całkiem nieźle idzie mi walka.
Zobaczyłam uśmiechy na ich twarzach.
- Sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że zabiję stu z nich. Mam nadzieję, że Michał, Zośka i Antoni mi dorównają.
Puściłam do nich oczko wywołując atak śmiechu. Towarzystwo zaczynało się rozluźniać.
- My wyeliminujemy czterystu, więc na każdego z was zostanie raptem po niecałych dwóch wampirach. Dacie radę z taką ilością?
Zapytałam z lekką ironią. Kilku się zaczęło śmiać. Inni byli oburzeni, że tak nisko ich oceniam. Nie bali się już. Będą walczyć.
- Zanim jednak przekażę wam plan, musimy mieć pewność, że możemy sobie nawzajem ufać.
Ponownie widziałam na ich twarzach pełne skupienie.
- Posiadam pewien dar. Mogę na odległość przeczytać wspomnienia innych. Zdaję sobie sprawę, że jest to naruszanie waszej przestrzeni osobistej, ale nie znam innego sposobu, by stu procentowo rozdzielić potencjalnych zdrajców, a wiem, że mogą między wami tacy być.
Zaczęły się nerwowe szepty.
- Czy ma ktoś z was inny sposób, na dowiedzenie się tego?
Poczekałam chwilę, ale nikt się nie odezwał.
- Nie? Czyli rozumiem, że wszyscy się zgadzacie.
Kilka osób pokiwało głowami.
- Nie słyszę was. Zgadzacie się?
- Tak!
Usłyszałam ryk ich głosów. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Ustawcie się w dwóch rzędach w kratkę.
Szybko wykonali moje polecenia. Zeszłam z krzesła i zaczęłam przechodzić przed pierwszym rzędem zaczynając od prawej strony i kierując się w lewo. To naprawdę były wspaniałe i odważne osoby. W pewnym momencie się zawahałam i wybuchłam atakiem śmiechu. Spojrzałam na zawstydzonego Huberta i pogrodziłam mu palcem jak tylko opanowałam się trochę.
- Odrobisz to wszystko w walce.
Pokiwał głową i wyprostował się jeszcze bardziej. Kto by pomyślał, że jeden z nich podbiera trójcy pieniądze, hakując ich konta. Ryzykant. Szłam dalej. Dojrzałam go. Jak tylko nasze spojrzenia się spotkały rzucił się na mnie. Nikt nie zdążył zorientować się co się dzieje, a on już był nabity na srebrny kołek, wyjęty w ekspresowym tempie z rękawa. Rzuciłam go na ziemię, ale broń zostawiłam sobie w ręce.
- Sprzątnij to Michał.
Ruszył się, aby to zrobić, a ja w tym czasie ruszyłam dalej przed siebie. Oni byli wspaniali. Gdyby trzeba było każdy z nich potrafiłby zabić trzydziestu wrogów na raz, tylko i wyłącznie po to by reszcie żyło się lepiej, nie patrzyli na swój byt, a na żywot osób otaczających ich. Doszłam praktycznie do końca, gdy musiałam się zatrzymać. To był Tomek. Spojrzał na mnie i wyszedł przed szereg. Popatrzyłam na niego uważnie, a cała sala gapiła się na nas.
- Nie boisz się.
- Nie, bo zdaję sobie sprawę, że nie muszę się bać. Przyznaję się do wszystkiego co uczyniłem. Nie schowam tego przed tobą. Nie powinienem tak się zachować. A jeśli chodzi o śmierć? Nie boję się jej. Są gorsze rzeczy niż ona, a zdaję sobie sprawę, że jesteś litościwy. Umrzeć z twojej ręki to zginąć będąc szczęśliwym.
Przez chwilę tylko patrzyłam na niego analizując dokładnie wszystkie jego występki.
- Tomek jest ciekawym przypadkiem.
Powiedziałam dość donośnym tonem zastanawiając się jak postąpić.
- Razem ze swoim bratem zawalili jedną z misji. Zostali porwani. Jego brata torturowano, a jemu kazano na to patrzeć. Aby uratować brata zawarł z nimi umowę. Miał przynosić im informację. Jeśli się spóźniał, lub nie dawał tyle ile by chcieli to karali jego brata.
Mówiłam niby tylko do niego, ale wiedziałam, że ze swoim słuchem usłyszy nas cała sala. W jego oczach widziałam ból, gdy streszczałam jego historię.
- Mimo to jak bardzo kocha swojego brata, nie potrafił się złamać, aby przekazywać im ważne informacje. Wszystko co uważał za istotne zatajał, albo celowo przekręcał. Mieli potem niezłą zagadkę, które źródło jest lepsze. Zabił w tym czasie kilku z nich próbując go ratować, bądź mszcząc się, lecz mimo tego co sądzi największym u niego zarzutem jest to, że nie powiedział nam o tym co wiedział. Zataił przed nami informacje.
Ucichłam na chwilę, czułam w powietrzu napięcie. Spojrzałam po ich twarzach. Są pewni, że go zabiję.
- Zakazali mu to powiedzieć mówiąc, że uśmiercą jego brata, jeśli powie nam choćby słowo. Nie potrafię go zabić.
Rzuciłam wywołując wrzawę. Tomek spojrzał na mnie zszokowany. Odrzuciłam kołek na bok, nie potrzebując ochrony, lecz Michał zaraz pojawił się koło mnie. Tak na wszelki wypadek.
- Nie potrafię zabić kogoś tylko za to, że nie powiedział czegoś, chcąc chronić najbliższą dla siebie osobę. Jego działanie nie naraziło nikogo. Nie wydał naszych sekretów. To co przekazał, było i tak powiedziane bardziej szczegółowo przez innych zdrajców. Jednak nie może on też brać udziału w akcji. Miłość mogłaby mu przesłonić nasz cel.
Na sali było głośno. Podniosłam delikatnie rękę i otrzymałam ciszę.
- Michał? Mógłbyś na czas naszej akcji wsadzić go do celi? W przyszłości będzie musiał odpokutować swoje winy. Następnym razem nawet mała niesubordynacja nie będzie tolerowana. Jak tylko wygramy tą bitwę pójdę odzyskać jego brata. Jestem pewna, że nie jest jedynym, który jest przetrzymywany i torturowany. Musimy ich uwolnić.
- Jak zamierzasz dowiedzieć się gdzie jest?
Rzuciła pesymistycznie Zofia.
- Jeśli chciał zabić jego brata, jeżeli przybędziemy na przyjęcie, to sądzę, że ten, który go więzi będzie tam.
- A jeżeli nie?
- To wtedy zaaranżujemy spotkanie i na nim wyłowię z głowy tamtego, czy jego brat choćby żyje.
Była cisza. Spojrzałam na nich. Nie kwestionowali mojego wyboru. Jednak każdy z nich był ogarnięty więcej niż jedną emocją. Odwróciłam się znowu w stronę Tomka. Nie wierzył w swoje szczęście. Miał łzy w oczach. Padł przede mną na kolana, dotykając czołem podłogi.
- Dziękuję ci. Od teraz zawsze będę ci wiernie służył. Nigdy cię nie zdradzę. To co chcesz zrobić to więcej niż kiedykolwiek mógłbym oczekiwać.
- Wstań. Nie widzę powodu, abyś musiał padać na twarz. Możecie już zabrać go do celi? Mamy mało czasu.
Michał rzucił tylko spojrzenie i podszedł do nas Antoni z Zosią, aby eskortować go do więzienia. Podniosłam z podłogi broń i schowałam do rękawa. Doszłam do końca. Nie było już nikogo podejrzanego. Wróciłam na swoje miejsce na krześle i zaczekałam, aż się uspokoją.
- Teraz możemy być pewni, że otaczają nas tylko ci którzy nas nie zdradzą. Jednak jeśli chce się ktoś wycofać i nie brać udziału w walce, to teraz ma ostatnią szansę.
Dałam im chwilę do namysłu. Rozejrzałam się po ich twarzach. Nie widziałam zawahania.
- W takim razie przechodzimy w końcu do planu. W naszej ekipie mamy Stefana, który potrafi ukryć obecność, jak i zapach nawet tak dużej grupy, jak my. Mamy także Wacława, który potrafi stworzyć barierę, przez którą nie da się przejść inaczej niż teleportując się. Ale zacznę może chronologicznie. Udamy się na miejsce spotkania. Wejdziemy na salę. Pod ścianą ustawimy się wszyscy. Stefan będzie cały czas ukrywał nasz byt, a jak tylko zamkną się za nami drzwi, to Wacław stworzy barierę, aby nikt nie mógł wyjść.
- W wejściu może być ochroniarz.
- Wtedy moje zadanie będzie polegało na pomocy w ominięciu go. Choćby miało to oznaczać eliminację, przed rozpoczęciem zabawy. Nie będę się ukrywać. Tylko od razu wejdę w tłum. Odszukam wszystkie osoby, które potrafią się teleportować, aby nikt stamtąd nie wyszedł żywy. Pokieruję je do jakiegoś pomieszczenie, gdzie zostaną zabici, zanim zwieją. Jak tylko ich pokonamy rzucę hasło „Atak" i Stefan zdejmie z was osłonę. Zaatakujemy razem niczego nieświadomy tłum i zabijemy wszystkich do ostatniej osoby. Wacław cały czas będzie musiał trzymać barierę, natomiast Stefan do tego czasu może już być wykończony, więc ich dwójka zostanie przy ścianie. Stefan będzie dalej go osłaniał, aby bariera nie puściła. Koło nich będą też układani wszyscy poszkodowani. Jeśli ktoś zostanie zraniony na tyle, że nie ma mowy, aby dalej walczył, to jest do nich odsyłany, aby się ukrył i przetrwał do końca bitwy. Nim mniej skomplikowany plan tym mniejsza możliwość, że coś pójdzie nie tak.
Zamilkłam, a oni rozmyślali.
- Nawet nie wiemy jak wyglądasz.
Odezwał się jeden z nich. Zdążyłam już zapomnieć o iluzji.
- Michał ściągnij zasłonę.
Szok na ich twarzach był tego wart. Tylko chwilę się tym napawałam.
- Zdaję sobie sprawę, że spodziewaliście się kogoś innego. W waszej wyobraźni byłam bardziej umięśniona i odmiennej płci. Żaden z was nie wpadł na to, że mogę być kobietą.
- I do tego człowiekiem!
Krzyknął oburzony głos z tłumu.
- Ale nie zapominaj, że skopałam twój tyłek.
Wywołałam tym atak śmiechu.
- Pomyślcie. Skoro wy wierzycie w moją niewinność, wiedząc co potrafię, to wyobraźcie sobie zdziwienie naszych wrogów. Aż do ostatniej chwili nie zorientują się, że moja osoba może zwiastować kłopoty.
Uśmiechnęłam się do nich.
- No dobra. Jutro o dwudziestej trzeciej wszyscy macie tutaj być. Do tego czasu macie się najeść i odpocząć. Zawieszamy wasze codzienne misje i zajęcia, które mogą was wykończyć. Jutro musicie być sprawni do działania.
Nie czekałam na ich odpowiedź. Zeszłam z krzesła i odwróciłam się do nich plecami, a przodem do Michała.
- Było ciężko.
Przekazałam mu myślami. Uśmiechnął się szeroko i przyciągnął do siebie. Zanim zdążyłam się zorientować jego wargi były na moich. Wtuliłam się bardziej w niego i pogłębiłam pocałunek. Rękami jeździł po moich plecach i podobało mi się to!
- Wodzu, nie chcę przeszkadzać, ale mam pytanko.
Z rozbawieniem odezwał się głos zza mnie. Był to Wacław. Uśmiechnęłam się do niego. Co też mnie poniosło, aby pozwolić Michałowi się pocałować na ich oczach?
- Tak?
- Jak wielka jest ta sala? Nie wiem, czy dam radę.
Przez chwilę tylko na niego patrzyłam, nie tracąc uśmiechu.
- Byłam w twoich wspomnieniach. Widziałam na co ciebie stać i wiem, że z tą salą sobie poradzisz.
Dalej niepewny, ale usatysfakcjonowany pokiwał głową. Odwrócił się i wrzasnął.
- Wypad stąd wszyscy. Odpocząć mamy, a nawet nie pozwalacie by Michał mógł się nią zająć. Jak ma jutro skopać parę tyłków, bez relaksu z jego dłoni?
Parsknęłam śmiechem, zresztą tak samo jak Michał. Wszyscy byli rozbawieni, ale w pośpiechu wyszli. Wacław na pożegnanie puścił tylko oczko.
- Jak się już nim znudzisz to odezwij się. Będę czekał.
Niedoczekanie jego. Pokręciłam głową i powrotem spojrzałam na Michała, gdy byliśmy już sami.
- Całkiem nieźle ci poszło. Wodzu.
- Weź przestań. Mam nadzieję, że nie będzie się to za mną zbyt długo ciągnęło.
- Chodźmy do domu.
Wyciągnął do mnie rękę, a ja przyjęłam ją.

Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz