Jak wstałam to zegarek
wskazywał czternastą. Ku mojemu zdziwieniu byłam wypoczęta i rześka. Nic
mnie nie bolało. Nie miałam żadnych zadrapać, czy siniaków. Może jednak
nie jest on aż tak chamski i wredny jak myślałam? Na biurku znalazłam
karteczkę.
„Bądź gotowa na trening. Przyjdę po ciebie o dwudziestej. Do zobaczenia słonko.
Twój Michał".
Gdyby podpisał kretyn to
bardziej bym to zrozumiała. Zjadłam śniadanie połączone z obiadem,
przebrałam się i położyłam się na kanapie przed telewizorem. Miałam
całkowitego lenia. Nic mi się nie chciało. Dopiero o siódmej
przypomniałam sobie o treningu. Wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się.
Spakowałam i punkt dwudziesta zeszłam na dół. Przez całą podróż byłam
maksymalnie spięta. Patrzyłam się tylko za szybę samochodu. Cisza między
nami była nienaturalna, ale nie miałam żadnego pojęcia jak ją przerwać,
więc nic innego prócz milczenia nam nie pozostawało. Pojechaliśmy w to
samo miejsce i znowu zaczęliśmy od ćwiczeń rozciągających. Jednak tym
razem stracił cierpliwość już na samym początku.
- Dziewczyno jak ty chcesz ćwiczyć jak jesteś maksymalnie spięta? Nie ufasz mi.
- Trochę krótko się znamy, a jeszcze cztery noce temu chciałeś mnie zabić.
- Obiecałem przecież, że cię nie zabiję, ani nie ugryzę. A dodatkowo uleczyłem cię wczoraj, by cię rano nic nie bolało.
- Ty to zrobiłeś?
- Tak. Więc wyluzuj się w końcu.
Moje myśli szalały.
Michał wyglądał na złego, ale bardziej na smutnego. Westchnęłam. Ma
rację. Jeśli mu nie zaufam chociaż trochę to nic z tego nie wyjdzie.
Rozluźniłam się całkowicie, zamknęłam oczy i zaczęłam lecieć do tyłu.
Zanim dotknęłam ziemi wampir zdążył mnie złapać.
- Do diabła, dziewczyno co ty wyrabiasz?
- Sprawdzam, czy mogę ci zaufać. Test zaliczony.
- A gdybym cię nie złapał?
- To miałabym kilka dodatkowych siniaków, wzięłabym plecak i więcej być mnie nie zobaczył.
- Nie rób mi więcej takich testów.
- Dziś już nie.
Spojrzał na mnie zły,
jakby samym wzrokiem chciał mi powiedzieć, że nigdy więcej mam się nie
ważyć, by coś takiego wymyślić. Jednak jak zwykle miał rację. Teraz o
wiele lepiej mi się ćwiczyło. Szybciej uzyskiwałam efekt, który go
zadowalał.
***
Do końca tygodnia
odbywałam z nim ćwiczenia rozciągające, bo stwierdził, że giętkie ciało
jest podstawą do czegokolwiek. Wieczorem leczył mnie poprzez położenie
dłoni na moim czole. Zazwyczaj nie byłam tego świadoma, ale już
wiedziałam dlaczego nic mnie nie boli.
***
Od poniedziałku
zaczęliśmy ćwiczenia wytrzymałościowe. Począwszy od biegów. Pierwszy był
sprint. Później długodystansowy, a kończyliśmy w siłowni. On był
sadystą. Nie dałam rady dojść do domu. Zemdlałam i chyba przeniósł mnie,
bo znalazłam się dziwnym trafem w łóżku. Jego szczęście, że zdjął mi
tylko buty.
***
Kolejnego dnia znów zaczynaliśmy od biegów.
- Mam biec jak najszybciej, czy jak najdłużej?
- Patrząc na to, że obu rzeczy nie jesteś w stanie połączyć, to zaczynamy od sprintu.
Wkurzył mnie. Zaczęłam biec najszybciej jak tylko mogłam, starając się przebiec jak najdłuższy dystans.
- Nie dasz rady. Nawet nie próbuj. Znowu mi padniesz, a nawet nie dobiegniesz do końca koła.
Wystarczy, że dobiegnę do końca, a wygram. Pokażę, że jego słowa się nie liczą. Przebiegłam przez linię na której zaczynałam.
- No to teraz można
uznać, że udałoby ci się dobiec do autobusu. Z takim tempem, może za
miesiąc uda się sprawić, abyś przy tej prędkości przebiegła dwa koła.
Ja mu dam za miesiąc!
Tylko oddychać. Wdech i wydech. Nogi niosły mnie już same. Nie wiem, czy
potrafiłabym się teraz zatrzymać. Po pewnym czasie przestałam cokolwiek
widzieć. Biegłam na oślep. Jako tako byłam tylko wstanie wyczuć, gdzie
on jest i dzięki temu biec pozornie równo. W pewnym momencie potknęłam
się o swoje nogi i wywaliłam. Otworzyłam oczy. Byłam trzy metry za linią
początkową. Udało mi się przebiec dwa koła. Zadowolona z siebie z
satysfakcją spojrzałam na niego. Przyniósł mi wodę. Uspokoiłam trochę
oddech i odezwałam się do niego.
- Nie ma rzeczy niemożliwych. Pamiętaj, że zawsze mogę cię zaskoczyć i nigdy nie jestem bezbronna.
Skończyłam swoją wypowiedź i znowu zemdlałam.
***
Zrozumiał on coś z
tamtego dnia, bo od tamtej pory za każdym razem wchodzi mi na ambicje,
lub próbuje postawić w sytuacji bez wyjścia. Do końca tygodnia udało mi
się już uzyskać dwa razy większą prędkość i to, że mogłam przebiec
dwanaście kółek. Nie wiem jak on to zrobił. Następne były ćwiczenia
siłowe. Każdego dnia trenowałam inną partię mięśni. W sobotę miałam
podnosić ciężary. Po całym dniu byłam już zmęczona, a one wcale nie
były, aż takie lekkie. Całość ważyła dwanaście kilogramów, a dla mnie
było to zbyt dużo. Ręce odmawiały mi współpracy, ale skupiłam się i
podnosiłam sztangę do góry. Byłam wykończona. Michał próbował
wykorzystać to, by zaprzeczyć mojej poprzedniej tezie. Położył się
szybko na mnie i rękami przyciskał mi rurę do szyi. Pamiętał by
unieruchomić moje nogi swoimi, a przez to, że dusił mnie sztangą miałam
zajęte ręce. Po chwili zrozumiałam, że sił mam zbyt mało by odrzucić
jego ciężar, więc tylko dalej trzęsłam rękami, ale już nie odpychałam
go. On nie chciał mnie skrzywdzić, więc poniekąd trzymał sztangę, by nic
mi się nie stało.
- Tym razem jednak
wygrałem. Myliłaś się. Jest dużo sytuacji, gdy jesteś bezbronna i zdana
na moją łaskę. Dałbym radę przytrzymać cię nawet jedną ręką.
Aby to udowodnić
podniósł prawą dłoń. Na takie coś właśnie czekałam. Wykorzystałam to,
aby popchnąć sztangę z całej siły z jego prawej, tak, że ciężarek
poleciał w kierunku jego głowy zrzucając go ze mnie. Na chwilę się
zdezorientował, a ja zyskałam czas, aby wstać.
- Zawsze mogę coś
zrobić, ale nie zawsze rozwiązanie musi się podobać mi, albo tobie.
Wracajmy już do domu, mam za mało siły, aby dalej ćwiczyć.
***
Nie była to jego jedyna
próba upokorzenia mnie, ale każda kończyła się podobnie. Po siłowni
przyszedł czas na strzelnicę. W tym byłam całkiem niezła. Miałam dobre
oko i pewną rękę, co powodowało, że niemal zawsze trafiałam w środek
tarczy niezależnie od broni. Te ćwiczenia skończyły się szybciej niż
zaczęły. Nawet wliczając w to zapamiętanie która broń jest krótko, która
długo dystansowa. Jak się nazywają. Jaki mają kaliber. Jakie plusy,
jakie minusy. Jakich naboi można do nich używać. Jak załadować,
odbezpieczyć, zabezpieczyć, przechowywać, konserwować. To było dla mnie
naprawdę łatwe.
***
Ostatnie dwa tygodnie
spędziliśmy na trenowaniu różnych stylów walki. Mając siłę i giętkość
było mi łatwo przyswoić wiedzę, jednak pokonać go to całkiem inna
sprawa. Jakimś cudem jednak udawało mi się go raz na jakiś czas uderzyć,
a po kilkudziesięciu próbach stwierdził, że to wystarczy.
***
W końcu byłam gotowa. Na siłownie mieliśmy wracać raz w tygodniu, abym nie wypadła z formy, a teraz czekały już na mnie misje.
***
Byłam podekscytowana.
Przez trening przestałam nawet przejmować się tym, że mam kogoś zabić.
Już wczoraj zostałam zaopatrzona w broń palną ze srebrnymi nabojami,
srebrny sztylet, oraz kołki mojego pomysłu. Michał uznał, że będą one
całkiem dobrym pomysłem, gdyż jest małe prawdopodobieństwo, abym miała
stuprocentowy element zaskoczenia, a jak zobaczą taki kołek, to się nie
przestraszą. Tylko zrelaksują i odpuszczą. Dostałam też wiele pasków, do
których miałam je przyczepić. Arsenał miałam całkiem pokaźny.
W końcu Michał się pojawił. Wyjątkowo wszedł kulturalnie drzwiami i usiadł na moim łóżku koło mnie.
- Wampira, którego masz zabić znajdziesz w pubie na drugim końcu miasta. Zawiozę cię tam.
- Zaraz, zaraz. Może jakieś szczegóły?
- Szczegóły? A po co ci one?
- Jak wygląda? Czy będzie sam? Za co został skazany na śmierć? Co robi w tamtym pubie?
- Niezbędne ci to?
- Tak.
-Ech... Wygląda na góra
trzydzieści lat. Ciemno brązowe krótkie włosy. Wyższy od ciebie. Zielone
oczy. Gdyby nie był sam, to nie dawałbym ci go na pierwsze zadanie.
Zabił zbyt dużą ilość ludzi. Jest w tym pubie co tydzień i podrywa młode
kobiety. Twoje zadanie polega na wyciągnięciu go na zewnątrz i zabiciu.
Jest on bardzo płochliwy i ucieka bardzo daleko jak tylko wyczuje
zapach wampira, dlatego mamy problem, aby się do niego niepostrzeżenie
zbliżyć. Opanował sztukę teleportacji, więc sama rozumiesz. Będę jednak
na tyle blisko, by cię wesprzeć jak tylko będziesz potrzebowała pomocy.
Srebro w kołkach które ci dałem jest lepszej jakości niż to które na
mnie użyłaś. Jeśli wbijesz mu to w serce, to zostaną mu dwie minuty
życia. Jeśli uda ci się wbić więcej niż jedno, to będzie miał jeszcze
mniej czasu. Nie pozwól tylko mu, aby cię gdzieś przeniósł lub ugryzł.
- Dobrze. W takim razie przebiorę się.
Poszłam do łazienki i
założyłam ciemną sukienkę rozszerzającą się na dole. Do ud przymocowałam
sobie paski z kołkami. A kolejne pięć włożyłam do torebki, którą miałam
mieć ze sobą. Umieściłam też przy skórze srebrny sztylet do walki
wręcz, bym miała jakby co czym się obronić. Umocowałam włosy wyżej
wypuszczając tylko jedno pasemko i zrobiłam pełny makijaż. Na wszelki
wypadek zawiesiłam sobie na szyi srebrne serce na łańcuszku tak długim,
że kończyło się razem z moim dużym dekoltem. Zadowolona z efektu wyszłam
z łazienki. Widząc Michała zakręciłam się w koło. Uśmiechnęłam
nieśmiało i oparłam jedną rękę na talii.
- Dobrze wyglądam? Jak on się nazywa?
- Wspaniale, ale ty masz go zabić, a nie się z nim umawiać.
- A nie pomyślałeś czasem, że najłatwiej będzie mi wyciągnąć go z pubu uwodząc go?
Nic nie odpowiedział.
- To jak się nazywa? Żebym miała pewność, iż z nikim go nie pomyliłam?
- Oskar Night.
Zamówił mi taksówkę, a
sam jechał swoim samochodem trzymając się w bezpiecznej odległości.
Chodziło o to, by jego zapach na mnie nie przeszedł, bo jeszcze by się
czegoś domyślił. Pub o którym mówił, okazał się bardziej klubem, ale to
zdaje się dla niego drobna różnica. Tym lepiej, że się tak ubrałam.
Przed rozstaniem zdążył mi tylko powiedzieć, że mam pięć godzin na
zakończenie zadania, a jak nie dam mu żadnego sygnału to zacznie mnie
szukać. Dał mi też komórkę z zakodowanym jego numerem.
Weszłam do bardzo
zatłoczonego budynku i zaczęłam się rozglądać, aż zobaczyłam z tyłu sali
osobę pasującą do opisu. Widać było, że był bardzo smutny. Nie
rozumiałam tego.
- Cześć. Jestem Iwona.
- A ja Oskar.
- Często tutaj bywasz?
- Raz na tydzień, czasem częściej, ale ciebie jeszcze nigdy tutaj nie widziałem.
- Bo pierwszy raz tutaj jestem. Dopiero się przeprowadziłam i jeszcze nie znam miejsc w okolicy gdzie można się dobrze bawić.
Usiadłam koło niego. Jednak dalej intrygowało mnie jego zachowanie.
- Przepraszam, że pytam, ale wyglądasz na bardzo smutnego, coś się stało?
- Nie nic się nie stało.
Nie przepraszaj. To nawet miłe, że ktoś się pyta. Ostatnio zrozumiałem,
że nie postępuję tak jak powinienem. Ciągle się ukrywam i uciekam tylko
dlatego, że robię to, czego robić nie powinienem. Po za tym nim więcej
czasu mija tym bardziej mi doskwiera samotność.
- Na pewno nie jesteś aż tak zły. Szybko znajdziesz swoją drugą połówkę.
Sama nie wiem czemu, ale
odczułam ogromną potrzebę pocieszenia go, zanim go zabiję. Dla otuchy
położyłam dłoń na jego i wtedy w mojej głowie rozbłysły różne obrazy. W
ułamku sekundy zobaczyłam całe jego życie. Mimo wcześniejszych
wątpliwości wiedziałam już że zasłużył na karę. Nie potrafił się zmienić
i nie mogłam uwierzyć, że zabił aż tak wiele osób. Znalazłam też
centrum jego smutku i zrozumiałam, że dziś po raz pierwszy tak naprawdę
zastanawiał się nad swoim życiem. Jednak i tak nie żałował tego co
zrobił. Spojrzał w moje oczy niemal z nadzieją. A ja wiedziałam, że
muszę to zrobić. Przytuliłam się do niego. Zanim się zorientowałam
pocałował mnie. Nie podobał mi się ten całus, ale całkowicie go
pocieszył.
- Chodźmy w jakieś bardziej ciche miejsce.
Szepnęłam mu do ucha. Od
razu wstał ciągnąc mnie ze sobą do pozycji stojącej. Położył swoją rękę
na mojej talii i zaprowadził mnie do swojego motoru. Dał mi swój kask.
Usiadł z przodu i ruszyliśmy. Zaproponowałam las, który był cztery
kilometry stąd i od razu tam się udaliśmy. Jak tylko zsiedliśmy to zdjął
kask z mojej głowy i zaczął mnie całować. Zamknął oczy. Mogłam działać.
Przesunęłam jedną ręką do uda, gdy drugą głaskałam jego klatkę
piersiową. Jednym szybkim ruchem wbiłam kołek w jego serce i odskoczyłam
o krok. Spojrzał na to zaskoczony, ale też ze zrozumieniem.
- Nie wiedziałem, że organizacja powołuje też ludzi do zabijania nas.
- Jestem w ich szeregach od niedawna.
- Nie brałaś może pod uwagę tego, że oni kłamią? I to oni są źli?
- Czy są źli? Nie wiem. Ale na pewno nie kłamią. Wiem jak złe było twoje życie i chyba się z tym nie sprzeciwisz.
- Byłem naiwny, ale przez chwilę miałem nadzieję na niesamowity seks.
- Wybacz na tym polega moja praca.
Rzuciłam w jego stronę
jeszcze jeden kołek. Znowu trafiłam w serce. Ruszył krok w moją stronę i
padł na ziemię. Byłam wykończona psychicznie. Odeszłam na bok i
zwymiotowałam w krzaki. Gdy wstawałam to trochę kręciło mi się w głowie.
Otarłam usta o jakieś liście i wstałam. Starając się nie patrzeć w
stronę truposza wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Michała.
- Zadanie wykonane.
Poprzedni Następny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz