poniedziałek, 10 grudnia 2018

Obiecaj mi - Rozdział 5

Jak wstałam to zegarek wskazywał czternastą. Ku mojemu zdziwieniu byłam wypoczęta i rześka. Nic mnie nie bolało. Nie miałam żadnych zadrapać, czy siniaków. Może jednak nie jest on aż tak chamski i wredny jak myślałam? Na biurku znalazłam karteczkę.
„Bądź gotowa na trening. Przyjdę po ciebie o dwudziestej. Do zobaczenia słonko.
Twój Michał".
Gdyby podpisał kretyn to bardziej bym to zrozumiała. Zjadłam śniadanie połączone z obiadem, przebrałam się i położyłam się na kanapie przed telewizorem. Miałam całkowitego lenia. Nic mi się nie chciało. Dopiero o siódmej przypomniałam sobie o treningu. Wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się. Spakowałam i punkt dwudziesta zeszłam na dół. Przez całą podróż byłam maksymalnie spięta. Patrzyłam się tylko za szybę samochodu. Cisza między nami była nienaturalna, ale nie miałam żadnego pojęcia jak ją przerwać, więc nic innego prócz milczenia nam nie pozostawało. Pojechaliśmy w to samo miejsce i znowu zaczęliśmy od ćwiczeń rozciągających. Jednak tym razem stracił cierpliwość już na samym początku.
- Dziewczyno jak ty chcesz ćwiczyć jak jesteś maksymalnie spięta? Nie ufasz mi.
- Trochę krótko się znamy, a jeszcze cztery noce temu chciałeś mnie zabić.
- Obiecałem przecież, że cię nie zabiję, ani nie ugryzę. A dodatkowo uleczyłem cię wczoraj, by cię rano nic nie bolało.
- Ty to zrobiłeś?
- Tak. Więc wyluzuj się w końcu.
Moje myśli szalały. Michał wyglądał na złego, ale bardziej na smutnego. Westchnęłam. Ma rację. Jeśli mu nie zaufam chociaż trochę to nic z tego nie wyjdzie. Rozluźniłam się całkowicie, zamknęłam oczy i zaczęłam lecieć do tyłu. Zanim dotknęłam ziemi wampir zdążył mnie złapać.
- Do diabła, dziewczyno co ty wyrabiasz?
- Sprawdzam, czy mogę ci zaufać. Test zaliczony.
- A gdybym cię nie złapał?
- To miałabym kilka dodatkowych siniaków, wzięłabym plecak i więcej być mnie nie zobaczył.
- Nie rób mi więcej takich testów.
- Dziś już nie.
Spojrzał na mnie zły, jakby samym wzrokiem chciał mi powiedzieć, że nigdy więcej mam się nie ważyć, by coś takiego wymyślić. Jednak jak zwykle miał rację. Teraz o wiele lepiej mi się ćwiczyło. Szybciej uzyskiwałam efekt, który go zadowalał.
***
Do końca tygodnia odbywałam z nim ćwiczenia rozciągające, bo stwierdził, że giętkie ciało jest podstawą do czegokolwiek. Wieczorem leczył mnie poprzez położenie dłoni na moim czole. Zazwyczaj nie byłam tego świadoma, ale już wiedziałam dlaczego nic mnie nie boli.
***
Od poniedziałku zaczęliśmy ćwiczenia wytrzymałościowe. Począwszy od biegów. Pierwszy był sprint. Później długodystansowy, a kończyliśmy w siłowni. On był sadystą. Nie dałam rady dojść do domu. Zemdlałam i chyba przeniósł mnie, bo znalazłam się dziwnym trafem w łóżku. Jego szczęście, że zdjął mi tylko buty.
***
Kolejnego dnia znów zaczynaliśmy od biegów.
- Mam biec jak najszybciej, czy jak najdłużej?
- Patrząc na to, że obu rzeczy nie jesteś w stanie połączyć, to zaczynamy od sprintu.
Wkurzył mnie. Zaczęłam biec najszybciej jak tylko mogłam, starając się przebiec jak najdłuższy dystans.
- Nie dasz rady. Nawet nie próbuj. Znowu mi padniesz, a nawet nie dobiegniesz do końca koła.
Wystarczy, że dobiegnę do końca, a wygram. Pokażę, że jego słowa się nie liczą. Przebiegłam przez linię na której zaczynałam.
- No to teraz można uznać, że udałoby ci się dobiec do autobusu. Z takim tempem, może za miesiąc uda się sprawić, abyś przy tej prędkości przebiegła dwa koła.
Ja mu dam za miesiąc! Tylko oddychać. Wdech i wydech. Nogi niosły mnie już same. Nie wiem, czy potrafiłabym się teraz zatrzymać. Po pewnym czasie przestałam cokolwiek widzieć. Biegłam na oślep. Jako tako byłam tylko wstanie wyczuć, gdzie on jest i dzięki temu biec pozornie równo. W pewnym momencie potknęłam się o swoje nogi i wywaliłam. Otworzyłam oczy. Byłam trzy metry za linią początkową. Udało mi się przebiec dwa koła. Zadowolona z siebie z satysfakcją spojrzałam na niego. Przyniósł mi wodę. Uspokoiłam trochę oddech i odezwałam się do niego.
- Nie ma rzeczy niemożliwych. Pamiętaj, że zawsze mogę cię zaskoczyć i nigdy nie jestem bezbronna.
Skończyłam swoją wypowiedź i znowu zemdlałam.
***
Zrozumiał on coś z tamtego dnia, bo od tamtej pory za każdym razem wchodzi mi na ambicje, lub próbuje postawić w sytuacji bez wyjścia. Do końca tygodnia udało mi się już uzyskać dwa razy większą prędkość i to, że mogłam przebiec dwanaście kółek. Nie wiem jak on to zrobił. Następne były ćwiczenia siłowe. Każdego dnia trenowałam inną partię mięśni. W sobotę miałam podnosić ciężary. Po całym dniu byłam już zmęczona, a one wcale nie były, aż takie lekkie. Całość ważyła dwanaście kilogramów, a dla mnie było to zbyt dużo. Ręce odmawiały mi współpracy, ale skupiłam się i podnosiłam sztangę do góry. Byłam wykończona. Michał próbował wykorzystać to, by zaprzeczyć mojej poprzedniej tezie. Położył się szybko na mnie i rękami przyciskał mi rurę do szyi. Pamiętał by unieruchomić moje nogi swoimi, a przez to, że dusił mnie sztangą miałam zajęte ręce. Po chwili zrozumiałam, że sił mam zbyt mało by odrzucić jego ciężar, więc tylko dalej trzęsłam rękami, ale już nie odpychałam go. On nie chciał mnie skrzywdzić, więc poniekąd trzymał sztangę, by nic mi się nie stało.
- Tym razem jednak wygrałem. Myliłaś się. Jest dużo sytuacji, gdy jesteś bezbronna i zdana na moją łaskę. Dałbym radę przytrzymać cię nawet jedną ręką.
Aby to udowodnić podniósł prawą dłoń. Na takie coś właśnie czekałam. Wykorzystałam to, aby popchnąć sztangę z całej siły z jego prawej, tak, że ciężarek poleciał w kierunku jego głowy zrzucając go ze mnie. Na chwilę się zdezorientował, a ja zyskałam czas, aby wstać.
- Zawsze mogę coś zrobić, ale nie zawsze rozwiązanie musi się podobać mi, albo tobie. Wracajmy już do domu, mam za mało siły, aby dalej ćwiczyć.
***
Nie była to jego jedyna próba upokorzenia mnie, ale każda kończyła się podobnie. Po siłowni przyszedł czas na strzelnicę. W tym byłam całkiem niezła. Miałam dobre oko i pewną rękę, co powodowało, że niemal zawsze trafiałam w środek tarczy niezależnie od broni. Te ćwiczenia skończyły się szybciej niż zaczęły. Nawet wliczając w to zapamiętanie która broń jest krótko, która długo dystansowa. Jak się nazywają. Jaki mają kaliber. Jakie plusy, jakie minusy. Jakich naboi można do nich używać. Jak załadować, odbezpieczyć, zabezpieczyć, przechowywać, konserwować. To było dla mnie naprawdę łatwe.
***
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy na trenowaniu różnych stylów walki. Mając siłę i giętkość było mi łatwo przyswoić wiedzę, jednak pokonać go to całkiem inna sprawa. Jakimś cudem jednak udawało mi się go raz na jakiś czas uderzyć, a po kilkudziesięciu próbach stwierdził, że to wystarczy.
***
W końcu byłam gotowa. Na siłownie mieliśmy wracać raz w tygodniu, abym nie wypadła z formy, a teraz czekały już na mnie misje.
***
Byłam podekscytowana. Przez trening przestałam nawet przejmować się tym, że mam kogoś zabić. Już wczoraj zostałam zaopatrzona w broń palną ze srebrnymi nabojami, srebrny sztylet, oraz kołki mojego pomysłu. Michał uznał, że będą one całkiem dobrym pomysłem, gdyż jest małe prawdopodobieństwo, abym miała stuprocentowy element zaskoczenia, a jak zobaczą taki kołek, to się nie przestraszą. Tylko zrelaksują i odpuszczą. Dostałam też wiele pasków, do których miałam je przyczepić. Arsenał miałam całkiem pokaźny.
W końcu Michał się pojawił. Wyjątkowo wszedł kulturalnie drzwiami i usiadł na moim łóżku koło mnie.
- Wampira, którego masz zabić znajdziesz w pubie na drugim końcu miasta. Zawiozę cię tam.
- Zaraz, zaraz. Może jakieś szczegóły?
- Szczegóły? A po co ci one?
- Jak wygląda? Czy będzie sam? Za co został skazany na śmierć? Co robi w tamtym pubie?
- Niezbędne ci to?
- Tak.
-Ech... Wygląda na góra trzydzieści lat. Ciemno brązowe krótkie włosy. Wyższy od ciebie. Zielone oczy. Gdyby nie był sam, to nie dawałbym ci go na pierwsze zadanie. Zabił zbyt dużą ilość ludzi. Jest w tym pubie co tydzień i podrywa młode kobiety. Twoje zadanie polega na wyciągnięciu go na zewnątrz i zabiciu. Jest on bardzo płochliwy i ucieka bardzo daleko jak tylko wyczuje zapach wampira, dlatego mamy problem, aby się do niego niepostrzeżenie zbliżyć. Opanował sztukę teleportacji, więc sama rozumiesz. Będę jednak na tyle blisko, by cię wesprzeć jak tylko będziesz potrzebowała pomocy. Srebro w kołkach które ci dałem jest lepszej jakości niż to które na mnie użyłaś. Jeśli wbijesz mu to w serce, to zostaną mu dwie minuty życia. Jeśli uda ci się wbić więcej niż jedno, to będzie miał jeszcze mniej czasu. Nie pozwól tylko mu, aby cię gdzieś przeniósł lub ugryzł.
- Dobrze. W takim razie przebiorę się.
Poszłam do łazienki i założyłam ciemną sukienkę rozszerzającą się na dole. Do ud przymocowałam sobie paski z kołkami. A kolejne pięć włożyłam do torebki, którą miałam mieć ze sobą. Umieściłam też przy skórze srebrny sztylet do walki wręcz, bym miała jakby co czym się obronić. Umocowałam włosy wyżej wypuszczając tylko jedno pasemko i zrobiłam pełny makijaż. Na wszelki wypadek zawiesiłam sobie na szyi srebrne serce na łańcuszku tak długim, że kończyło się razem z moim dużym dekoltem. Zadowolona z efektu wyszłam z łazienki. Widząc Michała zakręciłam się w koło. Uśmiechnęłam nieśmiało i oparłam jedną rękę na talii.
- Dobrze wyglądam? Jak on się nazywa?
- Wspaniale, ale ty masz go zabić, a nie się z nim umawiać.
- A nie pomyślałeś czasem, że najłatwiej będzie mi wyciągnąć go z pubu uwodząc go?
Nic nie odpowiedział.
- To jak się nazywa? Żebym miała pewność, iż z nikim go nie pomyliłam?
- Oskar Night.
Zamówił mi taksówkę, a sam jechał swoim samochodem trzymając się w bezpiecznej odległości. Chodziło o to, by jego zapach na mnie nie przeszedł, bo jeszcze by się czegoś domyślił. Pub o którym mówił, okazał się bardziej klubem, ale to zdaje się dla niego drobna różnica. Tym lepiej, że się tak ubrałam. Przed rozstaniem zdążył mi tylko powiedzieć, że mam pięć godzin na zakończenie zadania, a jak nie dam mu żadnego sygnału to zacznie mnie szukać. Dał mi też komórkę z zakodowanym jego numerem.
Weszłam do bardzo zatłoczonego budynku i zaczęłam się rozglądać, aż zobaczyłam z tyłu sali osobę pasującą do opisu. Widać było, że był bardzo smutny. Nie rozumiałam tego.
- Cześć. Jestem Iwona.
- A ja Oskar.
- Często tutaj bywasz?
- Raz na tydzień, czasem częściej, ale ciebie jeszcze nigdy tutaj nie widziałem.
- Bo pierwszy raz tutaj jestem. Dopiero się przeprowadziłam i jeszcze nie znam miejsc w okolicy gdzie można się dobrze bawić.
Usiadłam koło niego. Jednak dalej intrygowało mnie jego zachowanie.
- Przepraszam, że pytam, ale wyglądasz na bardzo smutnego, coś się stało?
- Nie nic się nie stało. Nie przepraszaj. To nawet miłe, że ktoś się pyta. Ostatnio zrozumiałem, że nie postępuję tak jak powinienem. Ciągle się ukrywam i uciekam tylko dlatego, że robię to, czego robić nie powinienem. Po za tym nim więcej czasu mija tym bardziej mi doskwiera samotność.
- Na pewno nie jesteś aż tak zły. Szybko znajdziesz swoją drugą połówkę.
Sama nie wiem czemu, ale odczułam ogromną potrzebę pocieszenia go, zanim go zabiję. Dla otuchy położyłam dłoń na jego i wtedy w mojej głowie rozbłysły różne obrazy. W ułamku sekundy zobaczyłam całe jego życie. Mimo wcześniejszych wątpliwości wiedziałam już że zasłużył na karę. Nie potrafił się zmienić i nie mogłam uwierzyć, że zabił aż tak wiele osób. Znalazłam też centrum jego smutku i zrozumiałam, że dziś po raz pierwszy tak naprawdę zastanawiał się nad swoim życiem. Jednak i tak nie żałował tego co zrobił. Spojrzał w moje oczy niemal z nadzieją. A ja wiedziałam, że muszę to zrobić. Przytuliłam się do niego. Zanim się zorientowałam pocałował mnie. Nie podobał mi się ten całus, ale całkowicie go pocieszył.
- Chodźmy w jakieś bardziej ciche miejsce.
Szepnęłam mu do ucha. Od razu wstał ciągnąc mnie ze sobą do pozycji stojącej. Położył swoją rękę na mojej talii i zaprowadził mnie do swojego motoru. Dał mi swój kask. Usiadł z przodu i ruszyliśmy. Zaproponowałam las, który był cztery kilometry stąd i od razu tam się udaliśmy. Jak tylko zsiedliśmy to zdjął kask z mojej głowy i zaczął mnie całować. Zamknął oczy. Mogłam działać. Przesunęłam jedną ręką do uda, gdy drugą głaskałam jego klatkę piersiową. Jednym szybkim ruchem wbiłam kołek w jego serce i odskoczyłam o krok. Spojrzał na to zaskoczony, ale też ze zrozumieniem.
- Nie wiedziałem, że organizacja powołuje też ludzi do zabijania nas.
- Jestem w ich szeregach od niedawna.
- Nie brałaś może pod uwagę tego, że oni kłamią? I to oni są źli?
- Czy są źli? Nie wiem. Ale na pewno nie kłamią. Wiem jak złe było twoje życie i chyba się z tym nie sprzeciwisz.
- Byłem naiwny, ale przez chwilę miałem nadzieję na niesamowity seks.
- Wybacz na tym polega moja praca.
Rzuciłam w jego stronę jeszcze jeden kołek. Znowu trafiłam w serce. Ruszył krok w moją stronę i padł na ziemię. Byłam wykończona psychicznie. Odeszłam na bok i zwymiotowałam w krzaki. Gdy wstawałam to trochę kręciło mi się w głowie. Otarłam usta o jakieś liście i wstałam. Starając się nie patrzeć w stronę truposza wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Michała.
- Zadanie wykonane.


Poprzedni                                                                                                        Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz