środa, 30 stycznia 2019

Kawiarenka Blisko Nieba - Rozdział 7

W czasie przerwy na lunch, czym prędzej wybiegłam i udałam się do kawiarenki. Zamówiłam zestaw pierwszy i poprosiłam Ninę, aby przyszykowała koszyk piknikowy z kanapkami, jakimś ciastem i czymś do picia na osiemnastą. Zgodziła się z uśmiechem i przyniosła moje zamówienie. Romek zbliżył się do mojego stolika.
- Mogę?
Zdziwiona popatrzyłam na niego.
- O co chodzi?
- Chciałem się tylko o coś ciebie zapytać.
- O co?
- No.... Bo widzisz...
- Wykrztuś to z siebie.
- Ech... też mam pewne pióro, które chciałbym ci dać. Czy i je umiałabyś odszyfrować?
- Raczej tak.
Podał mi do ręki pomarańczowe piórko. Jasnego koloru. Zaczęłam mu opisywać co i jak, a za nim ustawił się już ogonek innych osób. Każda z nich trzymała w ręku piórko. Z rozbawieniem patrzyłam na to wszystko. Poprosiłam Ninę o jakiś pojemnik. Dała mi pudełko śniadaniowe. Wkładałam do niego wszystkie piórka po kolei uważając, aby się nie zniszczyły. Na oddzielnej kartce pisałam które piórko jest czyje. Zostałam chwilę dłużej niż mogłam, bo było ich naprawdę wielu. Zebrałam łącznie prawie pięćdziesiąt piórek. Na górę położyłam białe i zielone z wczorajszego dnia, które wyjęłam z pokrowca na okulary. Zamknęłam pudełko, podziękowałam ładnie wszystkim i wróciłam do pracy. Nie wiem skąd mieli te piórka, ale były piękne i wzbogacą moją kolekcję. Nigdy jeszcze nie widziałam, aż tylu różnych barw. Schowałam pudełko do torebki i zajęłam się papierkową robotą. Chwilę przed osiemnastą, dałam klucze zaufanej osobie i poleciałam na dół. Słyszałam tylko żarty i śmiechy pracowników, że na randkę biegnę. Nawet się nie zatrzymywałam, nie chciałam, a niech sobie gadają. Tego i tak nie zatrzymam.
Wzięłam motor i podjechałam ten kawałek pod kawiarenkę, on już tam na mnie czekał. Nina wyszła i podała mi koszyk. Podziękowałam jej i przymocowałam go z tyłu. Podałam kask Michaelowi i pokazałam, aby usiadł z tyłu. Nie protestował, nic też nie mówił. Po prostu uśmiechnął się i zrobił to o co prosiłam.
- Chcesz jechać spokojnie, czy mogę wariować?
- Możesz wariować.
- To trzymaj się mocno.
Złapał się mnie w pasie. Ruszyłam jadąc na tylnej oponie. Pędziłam z zawrotną prędkością nie przejmując się znakami i innymi uczestnikami ruchu. Michael nie był spięty. Miałam wrażenie, że był całkowicie rozluźniony, więc pozwoliłam sobie na kilka salt i obrotów. Po dziesięciu minutach byliśmy już w parku. Zatrzymaliśmy się z piskiem opon i zeszłam z motoru. Zdjęłam kask i potrząsnęłam głową, aby włosy ułożyły mi się jako tako. Uśmiechnęłam się, a Michael odwzajemnił ten gest i też zszedł. Zdjęłam koszyk i zabezpieczyłam motor.
- No to teraz już się popisałaś. Nigdy nie jechałem szybciej na motorze.
- Potrafię szybciej, ale nie chciałam cię przerazić, po twoim porannym komentarzu.
- Przepraszam za tamto. Znałem dużo osób, które nie potrafiły robić trików, ale je pokazywały, aby się popisać i często tracili tak życie.  Po za tym, nigdy jeszcze nie widziałem kobiety prowadzącej motor. Jadącą z tyłu tak, ale nie prowadzącą.
Zaśmiałam się na jego słowa i pociągnęłam go za rękę idąc w głąb lasu.
- A tak przy okazji to gdzie jesteśmy?
- Tutaj jest park i las. W parku jest plac zabaw, jeziorko i wiele miejsc na piknik. My jednak udajemy się do lasu na polankę, bo tam prawie zawsze nikogo nie ma, a w parku jest mnóstwo osób.
- Jak sobie życzysz.
Uśmiechnął się znowu do mnie i poszliśmy na polankę. Zaprowadziłam go na tą z najlepszym widokiem z tych które znałam. Rozłożyłam koc z jego drobną pomocą i wyłożyłam wszystko z koszyka.
Nie rozmawialiśmy wiele, po prostu cieszyliśmy się swoją obecnością. Po zjedzeniu wszystkiego położyłam się na plecach z rękami pod głową. Patrzyłam w chmury, a on spojrzał na mnie i szybko dołączył. Przez chwilę podziwialiśmy niebo, dopiero po jakimś czasie podniósł się lekko na łokciu.
- Mogę?
- Co?
Nie odpowiedział tylko uśmiechnął się drapieżnie i zbliżył swoją twarz do mojej, byłam zbyt zaskoczona, aby zareagować. Pocałował mnie, a ja szybko pogłębiłam pocałunek. Podobało mi się i to bardzo. Jego usta były takie delikatne i jednocześnie drapieżne. Jego język tańczył w moich ustach. Jego ręka znalazła się pod moją bluzką i zaczął pocierać ręką moje plecy. Palcami jechał coraz wyżej, aż do zapięcia stanika. STOP! Otrzeźwiałam nagle. Odsunęłam się jak najbardziej mogłam i wstałam. Biegłam ile sił w nogach, a w oczach zaczęły mi się pojawiać łzy.
- Aneta! Aneta stój!
Krzyczał za mną, ale nawet się nie zatrzymałam. Po jakimś czasie mnie dogonił i przycisnął delikatnie do drzewa. Jego wzrok był przestraszony i niepewny.
- Aneta co się stało? Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić.
- Za późno. Wy wszyscy jesteście tacy sami. Myślicie tylko o jednym. Nie macie za grosz cierpliwości, troski, intuicji i zawsze myślicie tylko o sobie! Znam ten typ, ale myślałam, że jesteś inny. Myliłam się.
Szybko się wykręciłam, tak, że nawet nie zdążył się zorientować gdy się uwolniłam i wskoczyłam na motor. Jechałam na pełnym gazie, najszybciej jak tylko mogłam. Próbowałam nie płakać. Postanowiłam sobie, że zrobię to dopiero w domu. Był już w moim sercu jeden kretyn, drugiego nie zamierzam wpuszczać. Pojechałam na wszelki wypadek okrężną drogą z różnymi zakrętami i dopiero w domu pozwoliłam sobie popłakać.


Poprzedni                                                                                  Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz