sobota, 8 grudnia 2018

Wojna ras - Rozdział 30

Zatrzymałam się zaraz po przekroczeniu progu i od razu zdjęłam kurtkę, po którą przybiegł jeden z wampirów. Z wdzięcznością oddałam mu ją i pokiwałam głową w podziękowaniu, a następnie odwróciłam się w stronę Wojtka.
- Mam do ciebie kilka spraw.
- Słucham.
- Trzeba przekazać Igorowi aby wprowadził do systemu trzecia rasę, oraz pozwolił ją edytować aby zmienić tym osobom które skłamały. Nicolasie, ile was jest?
- Siedemset osiemdziesiąt cztery osoby.
- Poinformuj że o tyle więcej będzie dzisiaj osób na obiedzie i kolacji. Poproś aby przydzielili odpowiednio więcej chętnych do kuchni. Dla kompletu osób mają zostać rozdane ubrania. Pod koniec dnia również koce, kołdry i materace. Do momentu rozbudowania bazy będą zajmować każdą wolną przestrzeń. Poinformuj o konieczności wydrukowania nowych ulotek oraz bransoletek. Zorganizuj przemówienie w czasie którego poinformuje innych o zmianach. Zaraz po tym będę potrzebowała aby zebrać osoby odpowiedzialne za remont. Najlepiej u Igora bo to właśnie tam są dostępne mapy. Trzeba poinformować Igora aby przygotował komputer dla Nicolasa z czasem zdecydujemy czy ktoś jeszcze dołącza do rady. Postaraj się ułożyć to w sensownej kolejności, aby jak najkrócej musieli czekać. Zaproś wilkołaki do pokoju przejściowego, aby nie musiały marznąć. Dobrze, by było aby wszyscy się zmieścili, więc ogranicz ilość ludzi i wampirów, którzy są potrzebni, aby tam być. Przypilnuj, aby zostały przygotowane stanowiska do wprowadzenia nowych do systemu. Chwilowo to chyba wszystko, o postępach czy kolejności informuj Sławka, aby przekazywał mi na bieżąco co się dzieje. Tą samą drogą możesz o wszystko pytać czy znaleźć mnie. Jeśli jeszcze cokolwiek sobie przypomnę to również Sławek posłuży za pośrednika. A i jeszcze jedno. Będę potrzebować na chwilę spotkać się z Tomkiem. Kwestia dosłownie pięciu minut. Możesz już lecieć, oprowadzę w tym czasie naszego gościa. - Wojtek skinął mi głową z szacunkiem i zniknął.
- No dobrze, chyba jednak dałaś radę udowodnić mi, że to ty tutaj rządzisz. - Prychnęłam pod nosem na absurd tego wszystkiego. - Bardzo ciepło tu macie.
- Dzięki żywiołakom.
- Dzięki komu? - Spojrzałam na Tomka marszcząc brwi i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że nic nie wie.
- Nie wiem ile już żyjesz na tym świecie, oraz ile wiesz o historii naszych gatunków. Jednak jeśli chodzi o ludzi to niektórzy z nich byli nazywani magami ze względu na dodatkowo umiejętności jakie posiadali. W ramach kryzysu niektóre z nich się ujawniły w tym mój. Później jedna z kobiet odkryła, że potrafi dostrzec kto ma dar. Każdy kto chciał mógł się u niej zbadać. Grupa, która ma władzę nad żywiołami dostała oddzielną nazwę. Ci, którzy potrafią władać ogniem dbają o ogrzewanie. Odpowiedzialni za powietrze, rozprowadzają je, aby mimo gorąca było czym oddychać.
- Urządziliście się dużo lepiej niż mógłbym przypuszczać.
- Masz teraz dwie możliwości do wyboru, albo spacerem pójdziemy do pokoju Igora, abyś na mapie mógł zobaczyć gdzie są jakie pomieszczenia i co nieco się dowiedział, albo będziemy biegać po wszystkich ważnych punktach, abyś mógł zorientować się gdzie one są.
- Wystarczy pokazanie na mapie, rozejrzę się później już na własną rękę.
- Jasne. Jak wygląda u was kwestia pełni?
- Mamy wtedy więcej siły, wręcz rozsadza nas energia, szukamy okazji do tego aby móc uprawiać z kimś seks, najlepiej z naszymi partnerkami. Mogę teraz ja mieć pytanie?
- Jasne.
- Co planujecie przyszłościowo, skoro już przyznałaś, że nie zamierzacie siedzieć tutaj wiecznie.
- Igor został już o wszystkim powiadomiony.
- Dziękuję.
- Ogólny schemat działania polega na tym, że dbamy o wszelkie szczegóły związane z życiem tutaj na co dzień. Zmierzamy do tego, aby zaatakować Kana i w czasie wielkiej bitwy zabić wszystkich jego sojuszników. Jeśli chodzi o to co będzie później to rada już zaczęła się nad tym zastanawiać i na następnym spotkaniu będziemy ustalać co jest najważniejsze aby móc postawić cały system od zera. Na wszelki wypadek, gdyby nasza kryjówka została wykryta mamy stworzony plan obrony. Udało nam się znaleźć lokalizacje, które nadawały by się na ewakuację, jednak wiadomo, że jest to ostateczność, bo dużo czasu by minęło, aby przystosować nowe miejsce by było aż tak komfortowe jak nasze obecne. Kryjówkę rozbudowywaliśmy ze względu na to, że stopniowo odbijamy wszystkie punkty założone przez popleczników Kana. Osoby, które są razem z nim zabijamy, a tych co są ofiarami teleportujemy do naszej bazy. Niestety musieliśmy odwlec trochę nasze działania ze względu na brak miejsca, aby przyjąć nowe osoby.
- Będę mógł przyjść na spotkanie waszej rady?
- Jak najbardziej. Jak mogłeś usłyszeć jest już dla ciebie przygotowywany sprzęt, abyś miał na bieżąco dostęp do wiadomości. Jeśli doszedłbyś do wniosku, że chcesz, aby ktoś jeszcze z wilkołaków brał udział w spotkaniach to wystarczy, że mnie o tym poinformujesz. Tylko oczywiście w granicach rozsądku.
- Posiadasz jakieś raporty odnośnie waszej sytuacji, abym mógł je na spokojnie przeczytać przed spotkaniem, aby mieć świadomość o czym mówicie?
- Myślałam, że nie będzie cię interesowało nic poza dobrem twoich ludzi.
- Chwilowo wasze problemy są moimi, jeśli zabraknie wam żywności odbije się to również na nas. - Pokiwałam mu tylko głową, a Sławek otworzył drzwi od pokoju Igora.
- Wiktoria? Dostałem już całą listę poleceń. Udało mi się od ręki zmienić kwestie wprowadzenia nowej rasy. Aby uniknąć błędu wolę nie dodawać możliwości edycji, po prostu dostarczcie do mnie listę nazwisk a osobiście zmienię to w systemie. Komputer będzie dostępny na jutro. Słyszałem, że całkiem sporo osób ma zostać wprowadzone do systemu, więc wolę na bieżąco wszystkiego pilnować, aby nic się nie zagubiło. Odpowiednie ekipy już działają. Puściłem już do druku wszystko co należy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to za pół godziny możemy zacząć procedurę wprowadzania nowych obywateli naszego schronu. - Spojrzałam na niego zadowolona. Co my byśmy bez niego zrobili?
- Więcej, niż dali by radę zrobić bez ciebie.
- Dziękuję ci, że udało się to tak szybko i sprawnie ogarnąć. Tak właściwie, to przyszłam pokazać Nicolasowi mapę naszej kryjówki.
- Rozumiem, że jest on kimś ważnym.
- Alfą stada, które przybyło. - Odpowiedział na pograniczu rozbawienia i oburzenia. Igor tylko wzruszył obojętnie ramionami i zaczął zamykać odpowiednie okienka, aby w końcu otworzyć mapę. Po krótce zaczęłam wilkołakowi tłumaczyć każdy pojedynczy pokój, aby choć trochę zaczął się ogarniać.
- Przed spotkaniem z ekipą od remontu będę potrzebował zobaczyć jakieś miejsce gdzie aktualnie prowadzone są pracę, aby wiedzieć na czym stoimy.
- Jasne, nie ma najmniejszego problemu. Igor masz teraz chwilkę, aby edytować te kilka osób?
- Nie ma problemu.
- Nicolasie, zawołałbyś te wilkołaki co żyją w tej kryjówce, ale udają ludzi?
- Obiecałem. - Zamknął na chwilę oczy i skoncentrował się. Po chwili odchylił głowę do góry i usłyszeliśmy wycie, jednak na tyle ciche jakby szeptał.
- Igor, masz może gdzieś zapisane wszystkie raporty jakie do was przesyłałam, oraz te rozpoczęte procedury, które prosiłam o przechowanie, aby na pewno nie zaginęły?
- Jak najbardziej.
- Mógłbyś je wydrukować.
- Jasne. - Już po chwili zaczął coś klikać w systemie i usłyszeliśmy drukarkę, która zaczęła wypluwać kartki w ekspresowym tempie. Już po chwili pliczek, który rozmiarami na spokojnie mógłby udawać książkę wręczyłam zdziwionemu Nicolasowi.
- Widzę, że na poważnie podchodzisz do kwestii organizacji w tym miejscu.
- Jak najbardziej.
- Dokumenty są poukładane datami, te najświeższe powinny być na samej górze, więc do ciebie należy wybór czy chcesz czytać dosłownie o wszystkim co się tutaj działo od początku istnienia naszej społeczności, czy też wolisz jedynie najnowsze informacje.
- Dziękuję, zamierzam przeczytać wszystko. Mam nadzieję, że zdążę do zebrania. - Powiedział poważnie na odpowiedź Igora. Po chwili usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - Przez próg weszło kilkadziesiąt osób nie do końca wiedząc o co chodzi. Większość przywitała się ze mną z szacunkiem i pokiwała głową w kierunku alfy.
- Jak możecie się domyślać, właśnie rozpoczęła się rewolucja, jedna z wielu. Niebawem wilkołaki zaczną wchodzić do naszej bazy. Jednak ze względu na to, że oszukaliście przy rejestracji kim jesteście to prosiłabym abyście podeszli po kolei do Igora i podali swoje dane, aby można było zmienić waszą rasę. - Mój ton głosu chyba być ciut zbyt surowy, bo uciekali spojrzeniem, jakby wstydzili się swojego postępku. - Każdy kto podejdzie do ekranu jest już wolny. Prosiłabym tylko aby ten z was, który zawył informując stado o naszej kryjówce został tutaj na chwilę. - Od razu było widać, kto to zrobił biorąc pod uwagę jak bardzo się zestresował. Stanął na końcu kolejki z pochyloną głową. Nie do końca wiedział czego się spodziewać.
- Udało się już powiększyć ekipę w kuchni. Przygotowania do wprowadzenia ludzi niebawem będą zakończone. Za kwadrans odbędzie się zebranie w kuchni. Za godzinę rozmowa o remoncie w naszym pokoju. - Pokiwałam tylko głową Sławkowi, aby wiedział, że usłyszałam informację, które miał mi do przekazania. Szczęśliwie wszyscy zdążyli już podać swoje dane i wyjść z pomieszczenia.
- Jak się nazywasz? - Spojrzałam na wilkołaka mając nadzieję, że chociaż trochę się rozluźni, ale jedynie z wielkim zainteresowaniem oglądał swoje buty.
- Kamil.
- Dobrze. W takim razie powiedz mi Kamilu, dlaczego to zrobiłeś?
- Słyszałem wycie innych wilków błagających o pomoc. Jak krzyczeli, gdy całe stada były wybijane. Nie mogłem pozwolić na to, by cały mój gatunek zniknął z powierzchni ziemi.
- Postąpiłeś honorowo i odważnie. - Na chwilę podniósł głowę i spojrzał na mnie z nadzieją. - Ale równocześnie jak skończony idiota. - Przybrałam surowy ton głosu na co jęknął i spowrotem spojrzał w ziemię.
- Wysłałeś swoją wiadomość w ciemno nie mając pojęcia kto spośród wilkołaków ją usłyszy. Czy zdajesz sobie sprawę z konsekwencji co się stanie jeśli się okaże, że któryś z twojego gatunku sprzymierzył się z Kanem w zamian za życie swojego stada? - Jeśli to możliwe to zbladł cały. - Cała nasza kryjówka na chwilę obecną jest jeszcze bardziej zagrożona niż była.
- Przepraszam. - Szepnął cicho i padł na kolana. - Ja tylko nie mogłem już słuchać jak inni giną w czasie kiedy jestem bezpieczny, mam dach nad głową, jedzenie, schronienie, szansę na przyszłość. Przez myśl mi nie przeszło, że może to być zagrożeniem.
- A przeszło ci przez myśl, że mogłeś nas wcześniej poinformować? Jak nie swoim zamiarze to chociaż o tym co zrobiłeś?
- Bałem się, że nie zaakceptujecie mnie, jako wilkołaka.
- Świetnie. Czyli założyłeś, że możemy nie zaakceptować jednego wilkołaka, który jest już z nami od dawna, ale z otwartymi ramionami przyjmiemy całe stado? Do czego chciałeś doprowadzić? Do bitwy między nami, a twoimi ludźmi.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało tylko dzięki temu, że Nicolas okazał się mądrą osobą. Nie zaatakował nas. Nie był agresywny. Nie sprowokował żadnym swoim czynem czy słowem. Ale wiesz co mogłoby się stać gdyby był ktoś bardziej porywczy niż on? W najlepszym razie zostałoby wybite całe stado co do ostatniej osoby. I to tylko dlatego, że nie ostrzegłeś nas, że przybywają. - Kamil zaczynał wyglądać coraz bardziej żałośnie. Miałam świadomość, że zachowuję się wobec niego bezdusznie, ale nie mogłam pozwolić na to, aby panowała aż taka samowolka.
- Naprawdę przepraszam.
- Po prostu następnym razem myśl. Informuj nas o tego typu ważnych rzeczach. Nie działaj na własną rękę. Możesz już odejść. - Powiedziałam już bardziej zmęczona niż zła. Przestraszony spojrzał na chwilę na moją twarz i jeszcze szybciej ponownie opuścił głowę. Wstał i zginając się niemal w pół wyszedł tak szybko jak dał radę.
- Łagodnie go potraktowałaś. - Spojrzałam ze zdziwieniem na Nicolasa. Tak bym tego nie nazwała. - W stadzie panują dość surowe zasady. Za tego typu samowolkę czekałoby go przynajmniej kilkadziesiąt batów i zakaz przemiany dopóki rany nie zrosną się samodzielnie.
- Nie lubię przemocy.
- Normalnie uznałbym to za głupotę, jednak widzę jakie mimo wszystko wywołujesz posłuszeństwo. Wiesz, że należał od do mojego stada? - Pokręciłam jedynie głową. Niby skąd miałabym to wiedzieć? - Odkąd przeszedł swoją pierwszą przemianę byłem jego alfą. Pomimo tego nawet przez myśl mu nie przeszło, że skoro tutaj jestem to że mógłbym przejąć władzę. Po prostu zachował się jakby sam fakt, że stoi przed swoim alfą był niczym w porównaniu z tym, iż ma do czynienia z tobą. Z góry uznał twoją wyższość nade mną. Przyznał tobie dowództwo.
- Zdążył do tego przywyknąć przez ostatnie miesiące.
- Jednak to nie powinno się zdarzyć.
- Jesteś o to zły?
- Zły? Nie. Bardziej zdziwiony. To jest naprawdę dość spory fenomen. Zawsze w pierwszej kolejności odpowiada się przed alfą. Jednak on nawet na mnie nie spojrzał. Dla niego w tamtej chwili kompletnie się nie liczyłem.
- Tak jak już zdążyłam wspomnieć to jest kwestia przyzwyczajenia.
- To tak nie działa. Uznał, że jesteś rangę nade mną. Z góry założył iż skoro tu jesteśmy to jest równoznaczne z tym, że na twoich zasadach.
- Poniekąd kręci się wszystko wokół moich zasad.
- To może bardziej wprost. Traktuje cie, jakbyś była moją alfą.
- Jego zachowanie coś zmienia?
- Poniekąd. Oznacza tyle, że jesteś bardziej dominująca ode mnie.
- A nie sądzisz, że mógł płaszczyć się przede mną, bo na niego krzyczałam?
- Gdyby to była czysto kwestia tego to poprosił by mnie o pozwolenie na wyjście podkreślając, że dla niego dalej jestem alfą.
- Poruszymy jeszcze ten temat jeśli aż tak jest dla ciebie ważny, ale chwilowo musimy iść na zebranie.
- Dobrze.
- Mam tylko małe pytanie.
- Jakie?
- Czy zgodziłbyś się na odegranie małego show?
- W jakim sensie?
- Wampiry w większości wiedzą o waszym istnieniu, choć zgaduję, że i tak nie wszyscy was widzieli. Jeśli jednak chodzi o ludzi to będzie to dla nich kompletna nowość.
- Chcesz abym się przemienił.
- Jeśli nie jest to z żadnej strony problemem.
- Nie ma z tym najmniejszego problemu.
- Wiążę się z tym moja druga prośba.
- Wiedziałem, że nie będzie tak prosto.
- Ludzie nie mogą się was bać, a musisz przyznać, że wyglądacie dość przerażająco w swojej postaci.
- Jeśli chcesz abym zaczął reagować jak pies, usiadł, położył się i pobiegł za patykiem to chyba cię pogięło. - Zszokowana zaczęłam się śmiać na tą wizję.
- Nie, bardziej chodziło mi o to abym mogła dotknąć twojego futra, by im pokazać "widzicie? nie gryzie". - Tym razem Nicolas zaczął się serdecznie śmiać.
- A jak udowadniałaś, że wampiry nie gryzą?
- Wszyscy wiedzieli, że to ich gatunek stoi za masakrą jaka nas spotkała. Pierwsza współpraca była, bo przyjaciele mnie przekonali, aby zaufać wampirom skoro i tak razem się ukrywamy. Każdy kolejny to już była statystyka.
- Prawie. - Powiedział cicho Sławek, po raz pierwszy dołączając się do rozmowy. Nicolas spojrzał na niego pytająco i z zaciekawieniem, a następnie Sławek przytulił się do moich pleców opierając brodę na czubku mojej głowy.
- W jakim sensie?
- Musiała jeszcze udowodnić, że nie jestem dla nich zagrożeniem.
- A, dlaczego miałbyś skoro jest twoją partnerką?
- Pewnie dowiesz się z raportów.
- Nie rozumiem.
- Sławek był długo przetrzymywany w tym miejscu. Przykuty łańcuchami był parę wieków. Nie miał kontaktu z innymi osobami, oraz nie był karmiony. W momencie gdy go odnaleźliśmy to był zdziczały na tyle, że nie potrafił mówić.
- To teraz trochę tłumaczy czemu jeszcze ze sobą nie spaliście. - Spojrzałam oburzona na wilkołaka. Dlaczego akurat ten aspekt, aż tak bardzo się dla nich liczy?
- Musimy już iść. Spotkanie miało się zacząć dziesięć minut temu.
- Jasne.
- Sławek, pobiegniesz w takim tempie, aby nie zgubić po drodze Nicolasa? - Pokiwał mi tylko głową i podniósł mnie na tyle by móc biec ze mną na rękach. Prędkość była zbyt wielka, abym mogła się zorientować czy wilkołak jest z nami. Jednak dostrzegłam go jak tylko zatrzymaliśmy się przed drzwiami stołówki. Poprawiłam ubrania i fryzurę i wzięłam głęboki oddech próbując się rozluźnić. Jak tylko kiwnęłam głową to Sławek otworzył szeroko drzwi. Gwar rozmów, który słyszałam już na zewnątrz był bardzo głośny. Jednak na nasz widok stopniowo zaczynało się robić coraz ciszej. Na podwyższeniu czekał już Wojtek z mikrofonem. Z uśmiechem przejęłam go od niego i spojrzałam na tłum.
- Niektórzy z was pewnie już wiedzą co się dzieje. Jednak w ramach paru słów wyjaśnienia muszę zacząć opowieść od początku. Jak zapewne wiecie od zarania dziejów na naszym świecie żyły wampiry, ludzie, a niektórzy z nich mieli dary, współcześnie nazywamy ich magami. Trzecim gatunkiem są wilkołaki. - Na chwilę spowrotem zaczął się gwar, ale wszyscy umilkli jak tylko przestałam mówić. - Ze względu na wojnę, one również zostały poszkodowane. Przepędzone z miejsc w których żyły, skazane na tułaczkę i spadnie na dworze, a mamy zimę stulecia. Potrzebują schronienia i zaoferowałam im je w zamian za współpracę. - Zobaczyłam, że ktoś podniósł rękę, więc wyciągnęłam mikrofon w jego kierunku a Sławek używając telekinezy przeniósł go do tej osoby.
- Skąd mamy mieć pewność, że nie zrobią nam krzywdy? - Mikrofon spowrotem wrócił do mnie.
- Mamy gigantyczną przewagę liczebną. Bez nas nie dadzą rady zaopatrzyć tego miejsca, ogrzać, czy ukryć. Jeśli chcą mieć schronienie to nie mogą nas skrzywdzić. - Ponownie na sali zaczął się gwar. Czy już wspominałam, że nie lubię publicznych wystąpień? Jak tylko uspokoili się to wskazałam ręką na Nicolasa. - To jest ich alfa. Jak widzicie zaufał nam na tyle, aby wejść tutaj bez eskorty. Uwierzył, że nie zrobimy mu krzywdy ponieważ dba o dobro swojego stada i chce, aby miało jak najlepsze warunki. - Następna osoba podniosła rękę.
- Skąd mamy wiedzieć, że nie przemienią się nagle, chociażby w czasie pełni. W zwierzęcej formie mogą już nie być, aż tak przyjaźni.
- Wiedziałam, że pojawią się tego typu pytania dlatego wcześniej zapytałam Nicolasa, czy zgodzi się przemienić na waszych oczach. - Pokiwał do mnie głową z uśmiechem. Szybkim ruchem zdjął z siebie płaszcz i zanim można było zobaczyć, że jest nagi to już był w wilczej postaci. Podszedł do mnie w taki sposób aby łbem podnieść moją rękę i usiadł koło mnie dumnie patrząc w około. Odruchowo zaczęłam go głaskać po głowie. Jego futro było tak delikatne jak to u szynszyli. Z każdą chwilą czułam jak bardzo się przy tym rozluźniam.
- Jeszcze trochę takich myśli, a zacznę być zazdrosny. To dzięki mnie powinnaś się rozluźniać. - Spojrzałam rozbawiona na Sławka i złapałam go za rękę. Tak jakby ktoś mógł mi go zastąpić. Boże, o czym ja myślę? Zobaczyłam jak uśmiecha się szeroko. Jeszcze tego brakowało abym podbudowywała ego temu idiocie. Usłyszałam jak zaczął kaszleć, aby tylko się nie śmiać z moich myśli.  - Ruszyło już wprowadzanie do systemu.
- Całe stado Nicolasa znajduje się w pomieszczeniu przejściowym i jak tylko zostaną zarejestrowani to będą tutaj wśród nas. Doskonale zdajecie sobie sprawę z deficytu miejsca. Jednak zaproponowali nam pomoc w remoncie przy użyciu swoich możliwości. Zostanie to dzisiaj przez nas dokładnie przedyskutowane i na tej podstawie jak tylko zbudują nowe pomieszczenia to będą mogli w nich zamieszkać na stałe. W następnej kolejności będą kolejne punkty. Wszelkie szczegóły naszej współpracy nie zostały jeszcze dokładnie ustalone gdyż chciałam was o tym poinformować tak szybko jak tylko mogłam. Nicolasie, możesz się już przemienić. - Równie szybko przemienił się i okrył płaszczem, aby ponownie przy mnie stanąć, dumny, zadowolony i rozbawiony, ale nie do końca wiedziałam z czego. - W ramach kolejnych informacji, które mogą was interesować. Wszystkie plany dotyczące walki zostały już ustalone.
- Wilkołaki zobowiązują się do tego by w tej walce was wesprzeć. Wszelkie szczegóły, jak najbardziej można wykorzystać nasz potencjał, zostaną przedyskutowane na najbliższych zebraniach. - Spojrzałam ze zdziwieniem na Nicolasa, ale jedynie z wdzięcznością pokiwałam mu głową.
- W ramach tego, że nie potrzebujemy już aż tyle czasu na organizację życia tutaj, ani obmyślanie planów walki to możemy go poświęcić na to by zastanowić się co robimy dalej. Na najbliższym zebraniu postaramy się tak bardzo jak tylko się da omówić każdy aspekt. Te elementy nowego sytemu, które wstępnie omówimy zostaną wstawione w ramach ogłoszenia, aby każda osoba, która danym tematem jest zainteresowana mogła przyjść na spotkanie. Kolejne wątki będą poruszane stopniowo. Efektem naszych działań i wymiany z wami pomysłów ma być stworzenie świata, w którym zamieszkamy jak tylko wygramy tę wojnę. - Chyba udało mi się wystarczająco odwrócić uwagę, bo jak tylko skończyłam swoją wypowiedź to w ogólnym hałasie nikt już nie miał więcej pytań. Skierowałam się w kierunku krawędzi podestu. Nicolas i Sławek równocześnie z niego zeszkoczyli i wyciągnęli w moim kierunku rękę, aby pomóc mi zejść. Sławek spojrzał na niego wściekły warcząc na tyle cicho, aby tylko wilkołak to usłyszał. Nicolas jednak kompletnie się tym nie przejął tylko wyszczerzył się jeszcze szerzej. Pokręciłam tylko głową patrząc na tych dwóch idiotów i od obu przyjęłam pomoc przy schodzeniu. Jak tylko moje stopy dotknęły ziemi to Sławek przyciągnął mnie tak blisko siebie i tak daleko od wilkołaka jak tylko dał radę.
- Jesteście niemożliwi. - Prychnęłam oburzona na ich zachowanie. Nicolas zaczął się serdecznie śmiać na co Sławek jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił i rozluźnił się dopiero gdy zrozumiał, że ograniczył mi możliwość oddychania.
- W pokoju Igora czeka już ekipa remontowa. - Pokiwałam tylko głową na przypomnienie od Wojtka, a Sławek od razu wykorzystał to aby mnie podnieść i pobiec ze mną do wskazanego miejsca. Jednak tym razem jak mnie odstawił pod drzwiami, to nie było obok nas wilkołaka.
- Miałeś biec na tyle wolno, aby za tobą nadążył.
- On cię bezczelnie podrywał. Na moich oczach. A ty nic z tym nie zamierzałaś zrobić. - Sławek niemal warczał na mnie. Nie sądziłam, że może być aż tak zazdrosny. Kątem oka zobaczył, że pojawia się Nicolas z Wojtkiem. Przyparł mnie do ściany i pocałował z taką agresją, że przez chwilę zastanawiałam się ile wyjdzie mi siniaków po jego agresywnym zachowaniu. Jak tylko usłyszał moje myśli to odsunął się na tyle by nic mnie nie bolało. Jego pocałunku stały się bardziej delikatne. Odsunął się z dużym opóźnieniem w stosunku do tego jak zaczęłam na niego napierać, aby to zrobił. Jednak oddalił tylko swoje usta. Czoło oparł na moim i patrzył mi głęboko w oczy.
- Jesteś moja i tylko moja. - Szepnął tak niskim głosem, że aż zaczęły mi się trząść kolana.
- Chyba jednak nie do końca jest twoja skoro ani nie wziąłeś jej ciała ani jej nie oznaczyłeś. - Sławek z warkotem oderwał się ode mnie i mam wrażenie że rzuciłby się z pięściami na Nicolasa, gdybym nie złapała go za rękę. Automatycznie Wojtek przesunął się, aby zasłaniać naszego gościa delikatnie swoim ciałem. Chyba nie chciał ryzykować ewentualną wojną.

Poprzedni                                                                                           Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz