Obudziłam się z dziwnym bólem w ręce. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że nie jestem w swoim domu. Obrazy z wczorajszego dnia, zaczęły mi latać po głowie. Dziwiłam się, że żyję. Próbowałam poruszyć rękoma i odkryłam, że znajduję się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Nie to, żebym marudziła, było mi wygodnie, ale głupio się czułam. Leżałam na prawym boku na łóżku. Do moich pleców niemal przytulony był wampir. Głowę miał wciśniętą w moje włosy. Ręce miał złączone z moimi, tak, że obydwoje mieliśmy je skrzyżowane na mojej talii. Jego praktycznie nagie ciało, przyciskało się do mnie. Miał na sobie tylko bokserki, których mu nie zdejmowałam przy leczeniu. Jego nogi były zaplątane w moje, a jego członek był przyciśnięty do moich pośladków. Zaczerwieniłam się. Był pierwszym mężczyzną przy którym tak się czułam. Nigdy wcześniej nie czułam do nikogo pociągu, przez mojego pierwszego chłopaka Jima. Po tym jak mnie potraktował, przez długi czas nie potrafiłam się zbliżyć do żadnego chłopaka. Dopiero po jakimś czasie znosiłam ich obecność i dotyk, bez powrotu wspomnień, bólu i łez.
Poruszyłam się próbując uwolnić się z jego żelaznego uścisku. Warknął i przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej jeśli to tylko możliwe. Zsunął głowę niżej i poczułam jego oddech na karku. Przeszedł mnie dreszcz, a on przyłożył swoje usta do mojej szyi, odnalazł żyłę językiem i wbił się w nią swoimi zębami. Przeszedł mnie drugi dreszcz. Nie chciałam czuć takiego bólu jak wczoraj, gdy pił. Dzisiaj jednak robił to bardzo wolno. Niemal delektując się smakiem i nie czułam tego aż tak bardzo. Poprosiłam go, aby przestał, ale tylko się zaśmiał cicho. Po pewnej chwili znowu straciłam przytomność.
Obudziłam się bardzo zmęczona i z zaschniętym gardle. Tym razem jego dłonie leżały na mojej talii, a nie rękach, a głowę miał opartą na moim ramieniu koło szyi, a nie wciśniętą we włosy. Zanim zdążył zareagować przekręciłam się w jego stronę i oparłam swoje dłonie na jego klatce piersiowej. Otworzył oczy, które były chyba troszkę mniej czerwone i zrobił groźną minę, warcząc odrobinę. Jego ręce miałam teraz na plecach blisko tyłka. Przycisnął mnie bliżej do siebie, ale zaparłam się rękoma o jego klatkę. Poczułam ból w nadgarstku, ale nic nie mówiłam na ten temat. Spojrzałam na niego błagalnie i odezwałam się proszącym głosem.
- Proszę. Pozwól mi wstać. Muszę coś zjeść. Jeśli nie zjem i nie napiję się to mogę umrzeć, a wtedy musiałbyś stąd wyjść, aby coś zjeść. Po za tym to byłoby niemiłe tak się odwzajemniać po tym jak uratowałam Ci życie… Proszę.
Cały czas patrzyłam mu prosto w oczy. Po chwili jego uścisk trochę się poluzował. Ciągle miał zły i zacięty wyraz twarzy, ale puścił mnie. Wstałam i zakręciło mi się w głowie, więc nie ruszałam się z miejsca. Po chwili zawroty minęły. Sięgnęłam do torebki i wyjęłam spodnie i bluzkę na zmianę. Wczorajsze ubrania pewnie jeszcze nie wyschły. O ile to było wczoraj. Wzięłam ubrania i zaczęłam iść z nimi w kierunku łazienki. Wampir wstał i w ciągu sekundy pojawił się przede mną odcinając mi drogę i spojrzał na mnie pytająco.
- Chcę tylko się przebrać, nie mogę przecież pójść do sklepu w tych ciuchach.
Po moich słowach zaczął cicho warczeć ze złym wyrazem twarzy.
- Muszę przecież coś zjeść. Mam pieniądze, zamierzam kupić i wrócić.
Przestał warczeć i myślałam, że mi pozwoli, ale tylko wyjął ubrania z moich rąk i odniósł je na stolik. Rękom pokazał mi kuchnie. Zrezygnowana udałam się w tamtym kierunku. Zajrzałam do lodówki, ale jedyne co zobaczyłam to kawałek jakiegoś mięsa i zapach sugerujący, że popsuło się jakiś miesiąc temu. W innych szafkach też nie znalazłam nic zdatnego do spożycia. Piłam jedynie wodę, a gdy moja się skończyła to tą z czajnika. Wampir stanął w drzwiach opierając się o framugę tak, że nie mogłabym wyjść z tego pomieszczenia.
- Tutaj nie ma nic do jedzenia.
Nic nie powiedział. Spojrzał tylko na mnie jakby chciał powiedzieć, że to mój problem, a nie jego. Z nadmiaru czasu i braku innego zajęcia zaczęłam tutaj sprzątać. Znalazłam worki na śmieci, a po za tym to nic nie nadawało się do użytku. Sztućce nie wiem jakim cudem, zwilgotniały do tego stopnia, że pogniły i stały się łatwo łamliwe. Wyrzuciłam je do kosza. Wyjęłam mięso z lodówki i też je wyrzuciłam. Umyłam dokładnie całą lodówkę i szafkę gdzie były sztućce swoimi specyfikami. Zadzwoniłam do szpitala, bo i tak byłam spóźniona mówiąc, że dzisiaj nie będzie mnie w pracy i zapowiedziałam, że biorę wolne do końca tygodnia, żartując, że mam zwolnienie lekarskie. Wyczyściłam całą kuchnię, łącznie z podłogę i kawałkiem rury od wewnątrz od zlewu. Wszystkie szafki świeciły pustkami. Jedyne rzeczy jakie znajdowałam musiałam wyrzucać. Został jedynie jeden garnek, patelnia, czajnik i pudełko na przyprawy, bo przyprawy też musiałam wyrzucić. Byłam zmęczona i głodna, a dodatkowo musiałam wszystko robić tak, by nie uszkodzić jeszcze bardziej złamanej ręki. Gdy skończyłam to podeszłam do niego i spytałam czy mogę wyjść. Patrzył przez chwilę na mnie, a potem łaskawie mnie przepuścił. Wyjęłam z torebki kosmetyczkę z lekami i opatrunkami. Podniósł jedną brew, ale nic nie powiedział i pozwolił mi wejść do łazienki. Nastawiłam sobie nadgarstek i zabandażowałam z braku czegokolwiek utwardzającego. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i weszłam z powrotem do pokoju. Odłożyłam rzeczy z powrotem do mojej torby i poczułam jego ręce na moich ramionach. Stałam i nie byłam zdolna nic zrobić. Delikatnym, powolnym ruchem odgarnął moje włosy na prawą stronę i przybliżył się. Położył swoje ręce na mojej tali i dotknął swoimi ustami moją szyję. Przeszedł mnie dreszcz.
- Znowu?
Nawet nie odpowiedział, ale też się nie wbił. Skubał tylko delikatnie moją żyłę zębami.
- Tylko bezboleśnie jakbyś mógł.
Poczułam ciepłe powietrze i jego język muskający moją szyję, bawiący się żyłą. Po chwili powoli wbił się, tak, że ledwo to czułam i zaczął pić, małymi wolnymi łykami. Tak jak prosiłam, nic nie bolało. Jednak nie jadłam nic i szybko zaczęło mi się robić słabo. Próbowałam znowu się odezwać.
- Wystarczy. Słabo mi się robi. Nic nie jadłam. Jeśli się nie najem, to cały czas będę ci mdleć.
Miałam wrażenie, że nie usłyszał. Zamknęłam oczy, żeby ich nie męczyć, a po chwil poczułam, że moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Przytrzymał mnie, żebym nie upadła na podłogę i oderwał się od mojej szyi. Podniósł mnie i delikatnie położył na łóżku. Położył się tuż za mną. Przyciągnął mnie do siebie, umieścił swoją głowę w moich włosach i rękami obejmował mnie w tali i to była ostatnia rzecz jaką zapamiętałam z tamtej chwili, bo potem już spałam.
Poruszyłam się próbując uwolnić się z jego żelaznego uścisku. Warknął i przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej jeśli to tylko możliwe. Zsunął głowę niżej i poczułam jego oddech na karku. Przeszedł mnie dreszcz, a on przyłożył swoje usta do mojej szyi, odnalazł żyłę językiem i wbił się w nią swoimi zębami. Przeszedł mnie drugi dreszcz. Nie chciałam czuć takiego bólu jak wczoraj, gdy pił. Dzisiaj jednak robił to bardzo wolno. Niemal delektując się smakiem i nie czułam tego aż tak bardzo. Poprosiłam go, aby przestał, ale tylko się zaśmiał cicho. Po pewnej chwili znowu straciłam przytomność.
Obudziłam się bardzo zmęczona i z zaschniętym gardle. Tym razem jego dłonie leżały na mojej talii, a nie rękach, a głowę miał opartą na moim ramieniu koło szyi, a nie wciśniętą we włosy. Zanim zdążył zareagować przekręciłam się w jego stronę i oparłam swoje dłonie na jego klatce piersiowej. Otworzył oczy, które były chyba troszkę mniej czerwone i zrobił groźną minę, warcząc odrobinę. Jego ręce miałam teraz na plecach blisko tyłka. Przycisnął mnie bliżej do siebie, ale zaparłam się rękoma o jego klatkę. Poczułam ból w nadgarstku, ale nic nie mówiłam na ten temat. Spojrzałam na niego błagalnie i odezwałam się proszącym głosem.
- Proszę. Pozwól mi wstać. Muszę coś zjeść. Jeśli nie zjem i nie napiję się to mogę umrzeć, a wtedy musiałbyś stąd wyjść, aby coś zjeść. Po za tym to byłoby niemiłe tak się odwzajemniać po tym jak uratowałam Ci życie… Proszę.
Cały czas patrzyłam mu prosto w oczy. Po chwili jego uścisk trochę się poluzował. Ciągle miał zły i zacięty wyraz twarzy, ale puścił mnie. Wstałam i zakręciło mi się w głowie, więc nie ruszałam się z miejsca. Po chwili zawroty minęły. Sięgnęłam do torebki i wyjęłam spodnie i bluzkę na zmianę. Wczorajsze ubrania pewnie jeszcze nie wyschły. O ile to było wczoraj. Wzięłam ubrania i zaczęłam iść z nimi w kierunku łazienki. Wampir wstał i w ciągu sekundy pojawił się przede mną odcinając mi drogę i spojrzał na mnie pytająco.
- Chcę tylko się przebrać, nie mogę przecież pójść do sklepu w tych ciuchach.
Po moich słowach zaczął cicho warczeć ze złym wyrazem twarzy.
- Muszę przecież coś zjeść. Mam pieniądze, zamierzam kupić i wrócić.
Przestał warczeć i myślałam, że mi pozwoli, ale tylko wyjął ubrania z moich rąk i odniósł je na stolik. Rękom pokazał mi kuchnie. Zrezygnowana udałam się w tamtym kierunku. Zajrzałam do lodówki, ale jedyne co zobaczyłam to kawałek jakiegoś mięsa i zapach sugerujący, że popsuło się jakiś miesiąc temu. W innych szafkach też nie znalazłam nic zdatnego do spożycia. Piłam jedynie wodę, a gdy moja się skończyła to tą z czajnika. Wampir stanął w drzwiach opierając się o framugę tak, że nie mogłabym wyjść z tego pomieszczenia.
- Tutaj nie ma nic do jedzenia.
Nic nie powiedział. Spojrzał tylko na mnie jakby chciał powiedzieć, że to mój problem, a nie jego. Z nadmiaru czasu i braku innego zajęcia zaczęłam tutaj sprzątać. Znalazłam worki na śmieci, a po za tym to nic nie nadawało się do użytku. Sztućce nie wiem jakim cudem, zwilgotniały do tego stopnia, że pogniły i stały się łatwo łamliwe. Wyrzuciłam je do kosza. Wyjęłam mięso z lodówki i też je wyrzuciłam. Umyłam dokładnie całą lodówkę i szafkę gdzie były sztućce swoimi specyfikami. Zadzwoniłam do szpitala, bo i tak byłam spóźniona mówiąc, że dzisiaj nie będzie mnie w pracy i zapowiedziałam, że biorę wolne do końca tygodnia, żartując, że mam zwolnienie lekarskie. Wyczyściłam całą kuchnię, łącznie z podłogę i kawałkiem rury od wewnątrz od zlewu. Wszystkie szafki świeciły pustkami. Jedyne rzeczy jakie znajdowałam musiałam wyrzucać. Został jedynie jeden garnek, patelnia, czajnik i pudełko na przyprawy, bo przyprawy też musiałam wyrzucić. Byłam zmęczona i głodna, a dodatkowo musiałam wszystko robić tak, by nie uszkodzić jeszcze bardziej złamanej ręki. Gdy skończyłam to podeszłam do niego i spytałam czy mogę wyjść. Patrzył przez chwilę na mnie, a potem łaskawie mnie przepuścił. Wyjęłam z torebki kosmetyczkę z lekami i opatrunkami. Podniósł jedną brew, ale nic nie powiedział i pozwolił mi wejść do łazienki. Nastawiłam sobie nadgarstek i zabandażowałam z braku czegokolwiek utwardzającego. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i weszłam z powrotem do pokoju. Odłożyłam rzeczy z powrotem do mojej torby i poczułam jego ręce na moich ramionach. Stałam i nie byłam zdolna nic zrobić. Delikatnym, powolnym ruchem odgarnął moje włosy na prawą stronę i przybliżył się. Położył swoje ręce na mojej tali i dotknął swoimi ustami moją szyję. Przeszedł mnie dreszcz.
- Znowu?
Nawet nie odpowiedział, ale też się nie wbił. Skubał tylko delikatnie moją żyłę zębami.
- Tylko bezboleśnie jakbyś mógł.
Poczułam ciepłe powietrze i jego język muskający moją szyję, bawiący się żyłą. Po chwili powoli wbił się, tak, że ledwo to czułam i zaczął pić, małymi wolnymi łykami. Tak jak prosiłam, nic nie bolało. Jednak nie jadłam nic i szybko zaczęło mi się robić słabo. Próbowałam znowu się odezwać.
- Wystarczy. Słabo mi się robi. Nic nie jadłam. Jeśli się nie najem, to cały czas będę ci mdleć.
Miałam wrażenie, że nie usłyszał. Zamknęłam oczy, żeby ich nie męczyć, a po chwil poczułam, że moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Przytrzymał mnie, żebym nie upadła na podłogę i oderwał się od mojej szyi. Podniósł mnie i delikatnie położył na łóżku. Położył się tuż za mną. Przyciągnął mnie do siebie, umieścił swoją głowę w moich włosach i rękami obejmował mnie w tali i to była ostatnia rzecz jaką zapamiętałam z tamtej chwili, bo potem już spałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz