czwartek, 27 czerwca 2019

Wybrani - Rozdział 5

Podekscytowana biegałam po całym mieszkaniu przenosząc w jedno miejsce wszelakie potrzebne mi przedmioty. Wzięłam do ręki kartkę z listą niezbędnych rzeczy i kolejny raz sprawdziłam czy to już wszystko. Zdecydowana wzięłam borculę i wszystko do niej wkładałam. Zastanawiałam się jakim cudem dałabym radę zmieścić do normalnego worka wszystko co było mi potrzebne. Przezorna spojrzałam po raz ostatni na listę upewniając się, że to już komplet. Zobaczyłam godzinę i z jękiem poszłam po coś do jedzenia. Mając nadmiar czasu, zwłaszcza w porównaniu do energii coraz bardziej się niecierpliwiłam. W końcu zdecydowałam się wyjść chwilkę wcześniej. Zarzuciłam sobie coś na ramiona, aby było mi cieplej. Założyłam borculę na plecy i wróciłam się po dodatkowe liny, tak na wszelki wypadek. Ten, który mnie szpiegował był wampirem, logiczne by było gdybym go tam spotkała. Dalej nie odkryłam o co mogło mu chodzić, więc lepiej być przygotowanym na wszystko. Po raz ostatni próbowałam zorientować się, czy mogłam o czymś zapomnieć i zamknęłam dom. Czekał już na mnie kogman, który wcześniej zamówiłam.
- Dzień dobry.
Uśmiechnęłam się szeroko do staruszka, który siedział z przodu.
- Dzień dobry panienko, gdzie chciałabyś abym cię zawiózł?
Jego uśmiech był chyba jeszcze radośniejszy niż mój. Widać lubił swoją pracę.
- Do zamku Rengikasa.
Momentalnie jego uśmiech zniknął. Obejrzał mnie od góry do dołu oceniająco, a na jego twarzy pojawiło się zmartwienie.
- Wybacz, że się wtrącam, ale jaka potrzeba niesie cię do jego królestwa?
- Praca.
- Nie rozumiem.
- Kojarzy Pan bibliotekę w środku lasu?
- Tak.
- Jestem właścicielką. Dostałam okazję, aby poszerzyć zbiory o jego książki.
- To samobójstwo! Nie jest warte kilku książek!
- Proszę już jechać.
Odpowiedziałam spokojnym głosem widząc na horyzoncie wschód słońca. Marudził jeszcze pod nosem, ewidentnie martwiąc się moim losem i wydał dźwięk po którym żubry ruszyły do przodu.
Po głowie latało mi milion myśli, ale próbowałam jak najbardziej skupić się na otoczeniu. Wjechaliśmy do lasu, który otacza mój dom i przejechaliśmy obok mojej biblioteki. Widziałam światła sugerujące, że została już otwarta. Nim dalej jechaliśmy tym gęstszy robił się las. Po pewnym czasie las nagle zniknął. Z szeroko otwartymi oczami rozglądałam się wokół widząc pustą przestrzeń. Dopiero po chwili zrozumiałam, że został wycięty olbrzymi teren wokół jego domu. Na sam widok tego jak wielkie zniszczenia zostały dokonane w florze, a w konsekwencji pewnie i w faunie, przeszedł mnie dreszcz. Nie mogłam na to patrzeć. Szczęśliwie w połowie drogi do murów zaczęłam widzieć pola. Słońce zaczynało być coraz wyżej. Zdjęłam już z siebie wierzchnie ubranie, a i tak ledwo wytrzymywałam od upału. Zaczynałam marzyć o cieniu. Wokół twarzy okręciłam sobie chustę wcześniej oblewając ją wodą, licząc na chociaż odrobinę chłodu. Ku swojemu zdziwieniu pomimo temperatury zobaczyłam na polach ludzi, którzy pracowali. Przejeżdżaliśmy wystarczająco blisko nich, abym zobaczyła jak mokrzy są od potu. Jednak nikt z nich nie robił sobie przerwy na kapkę wody czy otarcie czoła. Musieli już być przyzwyczajeni do takich warunków. Mając głęboko w pamięci wyryty chłód biblioteki nie mogłam sobie wyobrazić takiego życia. Przy murze zostaliśmy zatrzymani przez wampiry. Musiałam pokazać im list z przepustką. Dopiero wtedy pokiwali głową i otworzyli bramę. Mury były wystarczająco wysokie by rzucały dość długi cień na kilka rzędów domów. O ile można tak nazwać budynki, które wyglądają jakby najmniejszy wiatr miał je przewrócić. Wątpiłam czy są wystarczająco ciepłe by zimą nie było problemów ze śniegiem. Na ulicach było już mnóstwo osób. Pomimo tego było cicho. Przerażająco cicho. Jakby bali się zbyt głośno oddychać. Rozglądałam się chłonąć cały widok i dopiero po chwili zorientowałam się co mi nie pasuje. Nigdzie nie widziałam biegających i bawiących się dzieci. Czy to możliwe, że tutaj ich nie ma? Może wcześniej zaczynają szkołę. W końcu udało mi się je dostrzec. Z przerażeniem odkryłam, że są całe brudne, od stóp do głów. Ubranie ledwo się na nich trzyma. Były wychudzone. Do tego zamiast się bawić czy uczyć to nosili ciężkie toboły. Widać jest tu na tyle źle, że każda para rąk się liczy. Nawet jak przez to dzieci miałyby mieć problemy w dorosłym życiu. Kolejny wampir zbliżył się do mnie i dopiero wtedy zorientowałam się, że podjechaliśmy do kolejnej bramy. Dalej w szoku pokazałam mu list i pozwolono nam pojechać dalej. Za murem było już widać różnicę. Domy były w większości całe i zadbane. Nim bliżej centrum byłam tym lepsze były warunki. Każdy kolejny mur oddzielał od siebie warstwy społeczne jakie tutaj mieszkały. Po przekroczeniu ostatniej bramy zobaczyłam najbardziej bogato zdobiony zamek jaki kiedykolwiek widziałam. Z każdej strony patrzyły na mnie rzeźbione potwory. Budynek był otoczony wodą i tylko z jednej strony był zwodzony most, którym można było dostać się do środka. Zapłaciłam przewoźnikowi, który niemal od razu odjechał. Moje podekscytowanie walczyło ze strachem o uwagę. Chciałam zapukać w drzwi, ale otworzyły się zanim to zrobiłam. Zdumiona otworzyłam szeroko usta widząc przepych panujący wokół. Wszędzie widziałam błyszczące, wypolerowane kamienie. Mnóstwo stojących rzeźb, na ścianach obok obrazów wisiały czaszki upolowanych zwierząt. A na podłodze w wielu miejscach leżały futra.
- Funida.
Pokiwałam głową, nie do końca byłam w stanie zareagować jakkolwiek inaczej. Mężczyzna ruszył, więc odruchowo poszłam za nim. Miałam wrażenie, że jak dalej będę próbowała wszystko ogarnąć swoim spojrzeniem to głowa mi odpadnie. Po kilku zakrętach otworzył jedno z pomieszczeń. Znajdowało się w nim dość spore biurko oraz jedna szafka na której było może koło dwudziestu książek.
- Tutaj znajdują się wszystkie pozycje, które są dla pani udostępnione.
Pokiwałam głową na pograniczu rozczarowania. Liczyłam na to, że będzie ich więcej.
- Mogę książki zabrać ze sobą, aby szybciej je przepisać?
- Nie. Przepisywać możesz tylko w tym pomieszczeniu. Nie możesz zabierać ze sobą do domu. Masz na to tydzień i nie licz nawet na chwilę dłużej.
Mało czasu, ale powinnam się wyrobić.
- To są wszystkie książki jakie znajdują się w zamku.
- Nie. To są te, które zostały wybrane do udostępnienia tobie. Nasz Pan zdaje sobie sprawę, że wszystko co zostanie dostarczone tobie będzie do użytku zmiennych.
Po raz setny zaczęłam narzekać na wojnę i na to jak często związuje mi ona ręce.
- Czy w następnych dniach będę mogła wziąć ze sobą kogoś do pomocy?
- Nie. Przepustka jest tylko dla ciebie.
- Rozumiem. W takim razie nie tracę czasu tylko zaczynam przepisywać.
Mężczyzna pokiwał mi głową i usiadł na krześle na drugim końcu pomieszczenia. Podeszłam do szafki z książkami i postanowiłam, że chwilowo nie będę ich przeglądać, tylko zacznę przepisywać, aby mieć szansę na zdobycie ich wszystkich. Wzięłam jedną z nich i podeszłam do biurka. Zdjęłam z pleców borculę i postawiłam ją na ziemi. Wyjęłam z niej atrament, pióro i kartki pergaminowe. Czym prędzej zabrałam się za przepisywanie treści. Standardowo natknęłam się na kilka kłamstw. Szczęśliwie wszystkie były dość łatwe do przeprawienia. Na brudno pisałam nowe zdanie o przeciwnym znaczeniu. Jeśli mój dar się nie uruchamiał to znaczy, że było prawdziwe. W ten sposób przerabiałam książkę na bieżąco, aby wszystko co w niej zamieszczę było zgodne z rzeczywistością.
Zmęczona zrozumiałam, że coraz mniej widzę, więc wyjęłam na wierzch lucadę i zapaliłam, aby było chociaż trochę jaśniej. Wzięłam też wodę, aby móc się napić i jedzenie, robiąc sobie chwilę przerwy.
- Przedmioty są zaczarowane?
Spojrzałam zdziwiona na mężczyznę. Zdążyłam już zapomnieć, że tutaj jest.
- Tak. Mam przyjaciółkę, Alimę, która jest wiedźmą. Ma własny sklep z przedmiotami ułatwiającymi życie. Zazwyczaj dostarcza mi swoje prototypy abym mogła je przetestować.
- To dużo wyjaśnia. Jak je nazwała?
- To jest borcula. Służy do przechowywania i przenoszenia przedmiotów. Można do niej włożyć wszystko co się zmieści przez dziurkę. Nie ma ogranicznika co do ilości rzeczy, które tam wkładasz. Dodatkowo niezależnie od tego ile w niej jest to i tak praktycznie nie czuć jej wagi.
- Przydatny przedmiot.
- Z tego co mi wiadomo, to wprowadziła go do sprzedaży.
- A ten drugi przedmiot?
- To lucada. Wystarczy przekręcić ten element, który jest na dole, aby pojawiło się światło. Można regulować jej jasność poprzez kolejne pokrętło, które znajduje się z tyłu.
Wampir podszedł na chwilę bliżej, aby obejrzeć moje rzeczy i ponownie wrócił na swoje miejsce.
- Razem ze zmierzchem jestem obowiązany odprowadzić cię do drzwi.
- Dobrze. Jesteś w stanie zamówić mi transport na drogę powrotną?
- Pokiwał głową i wyszedł na chwilę na korytarz. Ktoś do niego podszedł i już po chwili mężczyzna wrócił do środka, aby usiąść na swoim krześle.
Wytarłam o siebie ręce, aby nie pobrudzić kartek i wróciłam do przepisywania treści. Książka, którą wybrałam na start, opowiadała o wampirze, który kiedyś rządził na naszych ziemiach. Zgaduję, że jest jakimś przodkiem Rengikasa. Opowieść życia tego człowieka dość mocno obrazowała jak wtedy wyglądał świat. Zadowolona z siebie skończyłam przepisywanie.
- Niestety czas ci się skończył.
Spojrzałam przerażona na wampira. Od jutra muszę przyspieszyć swoje ruchy. Inaczej nie będę miała szans na to by skończyć kopiowanie w terminie. Zamyślona pakowałam wszystkie swoje rzeczy. Pokiwałam mężczyźnie głową w podziękowaniu, gdy zobaczyłam, że kogman już na mnie czeka. Wydaje mi się, że bardziej ekskluzywny niż ten, którym jechałam. Mam nadzieję, że mnie na niego stać. W tą stronę poszczególne dzielnice wydawały się jeszcze bardziej przerażające. Nie wiem czy gorzej było patrzeć na ubóstwo za dnia, czy wiedzieć, że w ciemności na pewno czai się przemoc. Szczęśliwie w tę stronę już aż tak bardzo nas nie zatrzymywali, więc stosunkowo szybko wyjechaliśmy z terenu zamku. Poprosiłam mężczyznę, który kierował kogmanem, aby zatrzymał się koło biblioteki. Pobiegłam na drugi kraniec budynku, aby podrzucić skrybą książkę. Wróciłam do pojazdu, miałam wrażenie, że mężczyzna jest zirytowany postojem. Dałam mu wskazówki, którędy ma jechać, aby dotrzeć do mojego domu. Wysiadłam z kogmanu, ale zanim zdążyłam zapłacić to popędził Żubry batem i odjechał. Patrzyłam na to wszystko delikatnie zaskoczona, ale po prostu weszłam do mieszkania. Rzuciłam się na hamak. Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo jestem zmęczona. Popukałam się kilka razy w nadgarstek, aby aktywować bransoletkę.
- Funida? Co tak późno!
- Też się cieszę, że cię słyszę.
- Opowiadaj jak było.
- Nawet nie do końca wiem od czego zacząć.
- Poznałaś go?
- Rengikasa?
- A kogo innego?
- Nikogo nie poznałam. Tylko jeden mężczyzna dostał w przydziale by mnie pilnować.
- Wampir?
- Tak.
- Przystojny?
- Noimenta!
- No co? Dawno nikogo nie miałaś.
- Nie chcę!
- Marudzisz. Lepiej opowiadaj.
- Będziesz musiała się tam kiedyś ze mną wybrać
- Dlaczego?
- To jest warte uwiecznienia na twoich obrazach.
- Słyszałam, że zamek jest przepiękny.
- Tak. Nie mogłam oderwać od niego spojrzenia.
- Ale?
- Ale wcześniej trzeba przejechać przez dzielnice, które go otaczają. Nigdy w życiu nie widziałam tyle ubóstwa. Zamek był piękny. Ale w kontraście z tym co wcześniej trzeba zobaczyć to wydaje się nie na miejscu, wręcz straszny, groteskowy. Jak on może aż tak bardzo nie dbać o tych co mieszkają w murach jego zamku?
- Może o tym nie wie.
- Musiałby nie opuszczać zamku.
- Brzmi mało realnie.
- Wygląda na to, że ma po prostu głęboko w poważaniu w jakich warunkach mieszkają ci ludzie.
- Chciałabyś abym namalowała zamek?
- Chyba bardziej chciałabym, abyś namalowała jego dzielnice.
- To załatw mi przepustkę, abym mogła przyjechać i namalować.
- Spróbuję.
- Albo przerzucisz nas przez mur.
- Mogłabym, ale wiesz, że mogłoby to oznaczać całą masę kłopotów.
- Tak, wiem, wiem. Ale co mam poradzić na to, że lubię z tobą latać. A coraz rzadziej mamy okazję, aby to robić.
- Kiedyś jeszcze znajdziemy trochę czasu.
- Jasne, jasne. A teraz powiedz jak długo będziesz tam pracować.
- Mam tydzień na to by samodzielnie przepisać to co mi udostępnili.
- Dużo tego?
- Kilkanaście sztuk, bliżej dwudziestu. Dzisiaj dałam radę przepisać tylko jedną.
- Czy to znaczy, że jutro jedziesz wcześniej?
- Chciałabym, ale nie mogę. Dość jasno określili godziny w jakich mogę tam przebywać.
- Jasne. Dobra, będę kończysz, bo słyszę, że zaczynasz już zasypiać.
- To prawda.

Poprzedni                                                                                                     Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz