piątek, 27 października 2017

Wojna ras - Rozdział 20

Z perspektywy Wojtka
Może i nie chciała, abym wiedział o co chodzi, ale Karol nie zamierzał tak tego zostawiać. W myślach poprosił mnie, abym odczytał wszystkie jego wspomnienia, które jej dotyczą. Tylko pokiwałam mu głową i wykonałem jego prośbę. Zdążyłem zrozumieć jak wielkim obciążeniem jest dla niej bariera, oraz jak bardzo jest wyczerpana po tym ile zabrałem od niej krwi. Jestem idiotą i nawet przez myśl mi nie przeszło, aby zadbać o jej zdrowie. Jednak nie zamierzam drugi raz popełnić tego samego błędu. Z krwi Sławka zdążyłem się dowiedzieć jak bardzo jest potężny. Dużo bardziej ode mnie. I tylko on mógł mi w tej chwili pomóc. Schowałem swoje obawy w kieszeń i upewniwszy się, że Wiktoria zasnęła wszedłem do jego komnaty. Ożywił się na dźwięk otwieranych drzwi, ale po chwili rozczarowany z powrotem opadł na ziemię.
- Idź stąd. Nie panowałem nad sobą wcześniej. Nie ma szansy bym teraz zachowywał się lepiej.
- Sądzę, że jednak będziesz. – Usłyszałem prychnięcie z jego strony.
- Niby czemu?
- Bo chodzi o Wiktorię. – Zanim zdążyłem się zorientować to już wściekły stał przede mną. Byłem na wielu wojnach. Widziałem tysiące silnych wampirów, ale nie kojarzę bym kiedykolwiek bał się aż tak bardzo jak przy nim.
- Wyjaśnij. – Warknął próbując zachować spokój.
- Mam dla Ciebie układ.
- Słucham.
- Dam ci swoją krew, a co za tym idzie dostęp do moich myśli. Będę teraz przebywał blisko Wiktorii więc przynajmniej w ten sposób będziesz mógł widzieć co się z nią dzieje. – Zacisnął pięści ze złości. Za cholerę nie podobał mu się pomysł, abym był blisko niej, ale dawałem mu tym szansę na to, by miał ją na oku.
- Co chcesz w zamian? – Niemal warknął do mnie w odpowiedzi.
- Wiem, że masz bardzo rozwinięte umiejętności lecznicze.
- Uzdrowiłem twój organizm w całości.
- Tu nie chodzi o mnie.
- A o kogo? – Westchnąłem wiedząc, że nie spodoba mu się to co usłyszy.
- O wiktorię. – Ryk jaki wydobył się z jego gardła mógłby przestraszyć całe armie. Podszedł do najbliższej ściany i zaczął uderzać w nią pięściami tak długo, aż z jego knykci nie polała się krew, a z jego ciała nie zeszło chociaż trochę napięcia. Dalej tępo patrząc przed siebie wykrztusił z siebie pytanie.
- Co jej się stało?
- Jest przemęczona. – Widziałem, że część jego strachu i złości odeszła. Opuścił ręce i powoli do mnie podszedł.
- Przyszedłeś prosić mnie o pomoc bo jest zmęczona?
- Nie rozumiesz sedna problemu. Jest na skraju przemęczenia. Dobrze wiesz, że wypiłem od niej więcej krwi niż powinienem. – Usłyszałem z jego strony warkot, ale próbowałem się tym nie przejmować. – Dodatkowo wkurzyłeś ją na tyle by stworzyła tarcze. Zdążyłem dowiedzieć się jak wiele siły wymaga od niej tworzenie takiego czegoś. Ile ją kosztuje utrzymanie tego.
- To chyba dobrze, że nie ma na to siły. W takim razie jest to tylko kwestia czasu zanim jej tarcza opadnie i będę z powrotem miał dostęp do jej myśli. – Prychnąłem słysząc z jego strony aż tak egoistyczne słowa. Jakim cudem ona z nim wytrzymuje?
- Jeśli tak mówisz, to znaczy, że wcale jej nie znasz. – Znowu zaczął na mnie warczeć. – Ona jest zbyt uparta by zdjąć tarczę. Uważa że jest jej niezbędna. Choćby miała to życiem przypłacić to się jej nie pozbędzie.
- Niby czemu?
- Ubzdurała sobie, że to jedyna szansa na to, by ocalić zarówno ciebie jak również resztę osób, które tutaj przebywają.
- Czy ona nie zdaje sobie sprawy jakie zrobię piekło jeśli straci życie? – Wzdrygnąłem się wyobrażając to sobie.
- Skąd miałaby to wiedzieć? Zgadzasz się na układ czy nie? Będziesz mógł ją obserwować w mojej głowie, a w zamian uzdrowisz ją na tyle, aby mogła normalnie funkcjonować. – Patrzył na mnie intensywnie jakby próbował się zorientować czy może mi zaufać. Jednak w jego oczach nie widziałem już złości. A wręcz… nadzieję?
- Właśnie proponujesz mi, że jeśli uzdrowię własną partnerkę to podporządkujesz się mi, abym mógł ją obserwować. – Pokiwałem głową nie do końca wiedząc do czego zmierza. – Zależy ci na niej. – Patrzył na mnie intensywnie.
- Tak.
- Dlaczego? – Bałem się odpowiedzieć na to pytanie. Ten szaleniec jest nieprzewidywalny.
- Wiele dla mnie zrobiła. Jak również dla całej naszej społeczności. Jest nadzieją na nowy, lepszy świat, gdzie wszystkie rasy będą żyły razem w zgodzie. Wizja jest na tyle utopijna, że nie wierzę, by udało się ją ziścić jeśli jej zabraknie.
- Przyszedłeś do mnie. Mimo faktu, że ostatnio prawie cię zabiłem. Aby prosić mnie, abym pomógł mojej własnej partnerce.
- Tak.
- Przepraszam cię za wszystko co względem ciebie uczyniłem. W jaki sposób mogę ci się odwdzięczyć?
- Dbaj o nią. Aby przy całej swojej odwadze nie zrobiła sobie krzywdy.
- Będę. - Pokiwał mi głową z powagą. – Uda ci się ją przekonać aby do mnie przyszła?
- Raczej nie.
- W takim razie będę musiał ją uzdrowić za twoim pośrednictwem. Będę potrzebować dostępu do twoich myśli, oraz abyś położył na niej swoją dłoń. Złapał ją za rękę, czy cokolwiek, tak by zazdrość mnie nie rozpraszała.
- Potrzebujesz w tym celu krwi? Dużo ostatnio straciłeś.
- Przydałoby mi się, ale poradzę sobie bez niej.
- Dasz radę stworzyć między nami wystarczające połączenie bez dostępu do mojej krwi?
- Jeśli pozwolisz mi wejść do swojej głowy. Nie chcę do niej się włamywać, aby nie sprawić ci bólu.
- Jasne. – Zamknąłem na chwilę oczy i upuściłem swoje bariery na tyle, aby umożliwić mu wejście i zamknąłem je od razu jak udało się mu to zrobić.
- Dziękuję ci. – Usłyszałem jego głos w swojej głowie.
- Nie ma problemu, a teraz pora jej pomóc. – Wróciłem do jej biura. Dalej twardo spała. Uklęknąłem obok jej posłania i położyłem rękę na jej czole.
- Dlaczego tutaj śpi?
- Udowodniłem jej, że to najlepsze rozwiązanie jeśli nie chce, aby inni zadawali pytania i chcieli cię zabić.
- Śpi tutaj dla mojej ochrony?
- Poniekąd tak.
- Mogę mieć spore problemy aby pod wpływem desperacji nie otworzyć drzwi i nie przyciągnąć jej do siebie.
- Wiesz, że wtedy stracisz jakiekolwiek szanse na naprawienie waszej relacji.
- Zaczynajmy. – Nic więcej już nie powiedział tylko skoncentrował się na Wiktorii. Poczułem jak przechodzi przeze mnie jego moc i wchodzi w jej drobne ciało. Dzięki jego umiejętnością zobaczyłem jak bardzo była osłabiona. Każde dodatkowe obciążenie mogło ją zabić. Sławek pompował w nią olbrzymie pokłady swojej energii. Dopiero po paru minutach był wystarczająco zadowolony z efektów swojej pracy.
- Dziękuję ci. – Szepnąłem do niego w myślach.
- To ja ci powinienem dziękować, przyjacielu.
- To był dla ciebie olbrzymi wysiłek. Potrzebujesz krwi?
- Powiedziała, że powinienem dostosować się do norm, abym pił tyle samo co każdy inny wampir.
- Jesteś osłabiony.
- Trudno. Może zwiększę swoje szanse na bycie z nią.
- Jeśli zrobisz choć jeden głupi błąd to możesz się pożegnać z życiem. Chyba lepiej będzie się napić ciut więcej niż kogoś skrzywdzić.
- Nie popełnię więcej błędów. Muszę ją odzyskać. Muszę dopasować się do waszych standardów, aby pokonać ostatnią barierę dzielącą mnie od życia z nią.
- Jeśli sądzisz, że dasz radę to nie będę cię zatrzymywał. Jedynie ostrzegam, póki nie jest za późno.
- Dziękuję. Nie będę cały czas siedzieć ci w głowę. Uszanuję twoją prywatność. Po prostu za każdym razem jak będziesz miał z nią styczność to krzyknij w swojej głowie jej imię, a natychmiast się pojawię.
- Dobrze.
- Pamiętaj, że jestem twoim dłużnikiem. Więc możesz z tego korzystać również, gdy będziesz potrzebować pomocy.
- Zapamiętam.
Poprzedni                                                                                                       Następny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz